![]() |
||||||||||||
|
RAPORT Zatrzymanie
i oskarżenia wobec uczestników demonstracji przeciwko budowie elementów
amerykańskiej tarczy antyrakietowej,
Demonstracja Przed demonstracją zgromadzone zostały duże siły policyjne. Funkcjonariusze już kilka dni wcześniej nachodzili organizatorów protestu wypytując o szczegóły protestu i próbując ich zastraszyć. Podczas samego protestu, który zgromadził według różnych szacunków od 500-800 osób, policja zachowywała się raczej nie konfrontacyjnie. Oddziały prewencji nie były widoczne, dzięki czemu demonstracja przebiegała spokojnie. W miejscu wiecu ustawiony został wóz monitoringu policyjnego służący do obserwowania i nagrywania wydarzeń w miejscach publicznych. Sytuacja stała się bardziej nerwowa podczas przejścia części demonstrantów (ok 100-200 osób) w stronę lotniska w Redzikowie pod Słupskiem. Nad maszerującymi pojawił się policyjny helikopter, a dookoła nie oznakowane wozy policyjne. Po dojściu demonstrantów pod boczne wejście lotniska, ok. godz. 15.30, oddziały prewencji z tarczami odepchnęły protestujących próbujących wejść na jego teren. Demonstranci przeszli wówczas pod bramę główną. Oddziały policji tam zgromadzone użyły pałek i psów w celu odepchnięcia protestujących. Do większych starć jednak nie doszło. Policja zatrzymała jednak dwóch manifestantów, którzy zostali wypuszczeni po kilku godzinach. Już po zakończeniu protestu, ok godz. 17.15, przy ul. Tuwima w Słupsku, jednego z jego uczestników zatrzymała policja. Jak pretekst zatrzymania podano trzymane przez niego piwo. Został on ukarany mandatem w wysokości 650 zł "za zaśmiecanie i spożywanie alkoholu w miejscu publicznym". Jako część wydarzeń związanych z protestem przeciwko tzw. "tarczy antyrakietowej" zaplanowana została impreza muzyczno-taneczna w jednym z Słupskich pubów (klub "Keller"). Impreza trwała do wczesnych godzin rannych w niedzielę. Dwie osoby uczestniczące w imprezie zostały rozpoznane później jako policjanci w cywilu. Uczestnicy imprezy byli również fotografowani przez policjantów z nie oznakowanego wozu zaparkowanego po drugiej stronie ulicy. Ten sam wóz widziany był potem, gdy śledził grupę 25 osób, które po zakończonej potańcówce udały się do mieszkania przy ul. Bogusława X, gdzie znajdował się nocleg dla demonstrantów przybyłych z innych miast. Cała grupa dotarła do mieszkania ok. godz. 4.30 nad ranem. Napaść
policji Tak opisuje zdarzenie jedna z uczestniczek: "Przed godziną 6 rano usłyszeliśmy walenie do drzwi, chciałabym zaznaczyć ze nie było to pukanie, tylko walenie pięścią w drzwi. Właściciel podszedł do drzwi i mówił, że widzi przez wizjer funkcjonariuszy policji, nie powiedział ilu. Właściciel wrócił do pokoju gdzie znajdowała się większość osób jeszcze nie śpiących i powiedział nam o tym co zobaczył. Wyszedł na klatkę wraz z kolegą, który stanął w futrynie. Funkcjonariusze zachowywali się w stosunku do nich agresywnie i wulgarnie, podnosili głos. W pewnym momencie jeden z policjantów przewrócił właściciela mieszkania, drugi kolega widząc to wszystko próbował zamknąć drzwi, prosząc o pomoc innych, Wtedy zaczęło robić się rzeczywiście głośniej, bo reakcja ludzi na tak brutalne zachowanie policjantów była głośna i natychmiastowa. Trzymaliśmy drzwi, pytając policjantów, jaki jest cel tej brutalnej interwencji, prosząc od razu o to by funkcjonariusze okazali nam swoje legitymacje i podali swoje numery odznak, w odpowiedzi usłyszeliśmy stek obelg (Otwórzcie kurwa drzwi!, Zamknij kurwa mordę!, Macie przejebane!). Drzwi były lekko uchylone, ze względu na to, że jeden z policjantów włożył między nie pałkę. Trzymaliśmy drzwi jeszcze przez jakiś czas, nagle ludzie zaczęli czuć ze gryzie ich cos w gardło i pali, policja nie ostrzegała nas o tym, że wpuszczą do pomieszczenia gaz łzawiący. Ludzie się rozbiegli. Zaczęli dusić. Podbiegłam do otwartego okna by złapać powietrze i właśnie wtedy zauważyłam, że na podwórku osiedla biegnie już kilku policjantów. Do mieszkania wbiegli funkcjonariusze. Wszyscy momentalnie usiedli gdzie się dało. Policjanci wbiegając do pokoi deptali po śpiących tam na podłodze, w śpiworach ludziach." Policjanci wewnątrz zachowywali się bardzo agresywnie bijąc pałkami (także rękojeścią) i szarpiąc napotkane osoby. Większość osób spała wówczas w drugim pokoju. Jak wynika z ich relacji jeden z policjantów wbiegł do niego, chcąc najprawdopodobniej otworzyć okno (mieszkanie było "zagazowane") i potknął się o leżące w śpiworach osoby. Kolejni funkcjonariusze uderzali ich pałkami i siadali im okrakiem na głowach. Leżącym w jeszcze na ziemi zakładano kajdanki - część z nich została później oskarżona o napaść na policjantów (sic!). Osoby zakute już w kajdanki, które próbowały podnieść się z ziemi były przez policjantów kopane i popychane, czemu towarzyszyły poniżające komentarze. Prośby o poluźnienie zbyt mocno zapiętych kajdanek były ignorowane lub spotykały się z wulgarnymi odpowiedziami policjantów. Policjanci odmawiali okazania numerów służbowych. Nie potrafili również podać powodów tej brutalnej akcji. Początkowo mówiono zatrzymanym, że akcja ma związek z "nadużywaniem przez nich środków odurzających". Później pojawiła się wersja o "napaści na funkcjonariusza". Zatrzymani słyszeli rozmowę policjantów, w której jeden pytał drugiego "Czyj to był pomysł by tam w ogóle jechać?" na co otrzymał odpowiedź "Góra". Oficjalną wersję dotyczącą powodów zatrzymania przedstawił dopiero rzecznik policji dziennikarzom. Według niego powodem interwencji było "zakłócanie ciszy nocnej", które przeszkadzało sąsiadom. Trudno dywagować nad tym czy któremuś z sąsiadów faktycznie przeszkadzało zachowanie zgromadzonych w mieszkaniu. Faktem, który potwierdzają wszyscy zatrzymani jest, że większa część osób zgromadzonych w mieszkaniu spała podczas interwencji policji. Po pierwsze świadczy to o tym, że zbyt głośno być nie mogło, po drugie kuriozalnym jest fakt, że wszyscy bez wyjątku otrzymali mandaty lub wnioski do sądu grodzkiego za "zakłócanie spoczynku nocnego". Również potwierdzonym faktem jest to, że w mieszkaniu nie było żadnego sprzętu grającego, gdyż mieszkanie zostało opróżnione pod wynajem. Do tej pory, tylko słowa rzecznika policji potwierdzają fakt interwencji na wezwanie. Policja doskonale wiedziała, dokąd udała się grupa osób, która opuściła potańcówkę, gdyż jak wspomniano wyżej byli oni śledzeni. Budynek, w którym mieściło się zaatakowane mieszkanie znajduje się na tzw. "policyjnym osiedlu". Tylko w tym bloku mieszka 5 byłych lub czynnych funkcjonariuszy policji. Osobą, która powiadomiła policję o rzekomym zakłócaniu ciszy nocnej jest Adam M. (nazwisko znane autorom raportu), emerytowany policjant ze Słupska. Uzyskanie pretekstu do interwencji nie było, więc trudne. Wszyscy zatrzymani jednoznacznie twierdzą, że w interwencji brało udział od samego początku kilka radiowozów policji, w tym policjanci z oddziałów prewencji w charakterystycznych kamizelkach kuloodpornych. Czy tak wygląda standardowa procedura postępowania policji w przypadku zakłócania ciszy nocnej? W areszcie Reszta, (23
osoby) zakuta w kajdanki, została przewieziona do komendy przy ul. 3 Maja
w Słupsku. Tam przebadano wszystkich na obecność alkoholu we krwi (wbrew
temu, co twierdził rzecznik policji większość okazała się trzeźwa, co
wywołało konsternację wśród funkcjonariuszy) oraz skierowano do cel w
areszcie. Aktywiści spędzili w nich od kilkunastu do 30 godzin. W czasie
ich tam pobytu złamano większość praw osób zatrzymanych w tym min.: - przez 12
godzin nikt nie poinformował zatrzymanych o powodach zatrzymania, protokół
zatrzymania wypełniano dopiero po tym czasie; - nie przeprowadzono
z zatrzymanymi rozmowy o ich stanie zdrowia, nie zapytano czy potrzebują
oni pomocy lekarskiej, mimo że część osób została wcześniej uderzona przez
policjantów; - mimo usilnych
i jednoznacznych żądań odmówiono zatrzymanym kontaktu z prawnikiem i poinformowania
rodziny o zatrzymaniu; - przez kilkanaście
godzin odmawiano zatrzymanym picia i jedzenia; - część zatrzymanych
nie otrzymała materacy na prycze; - w wielu
celach na skutek otwartego okna, którego nie dało się zamknąć panowała
temperatura poniżej 10 st. C. (jedna z osób po pobycie w areszcie zachorowała
na zapalenie oskrzeli) - zatrzymanych traktowano obcesowo, policjanci zwracali się do nich wulgarnie, poniżano ich słownie, wywierano naciski, znęcano się psychicznie obrażając najbliższych; Także na komisariacie policja stosowała przemoc fizyczną, jak opisuje jedna z zatrzymanych: "Na komisariacie odmówiono mi prawa kontaktu z rodziną. Nie pozwolono mi zadzwonić, przy czym nie zostaliśmy o tym poinformowani. Kiedy jeden z kolegów P.M. [nazwisko do wiadomości autorów raportu] wyjął telefon komórkowy, rzucił się na niego policjant wykręcając mu głowę mimo, iż siedział on w kajdankach. Ja, która siedziałam obok zostałam w tym momencie pokaleczona na ręce policyjnym butem." Przesłuchania Policjanci nie chcieli protokółować zeznań, w których zatrzymani mówili o brutalnym postępowaniu policji. Niektórym osobom próbowano podsuwać do podpisania zeznania, których nie składali. Osoby, które odmówiły składania zeznań były nakłaniane do tego twierdzeniem, że muszą je składać gdyż zeznają jako świadkowie, a nie oskarżeni. Poza tym stosowano typowe metody manipulacji i kłamstw przy przesłuchaniach: "nie musisz nic mówić, twoja koleżanka ciebie już wsypała", "jak tego nie podpiszesz będziesz siedział dłużej". Zniechęcano do składania zażaleń na zatrzymanie do sądu twierdząc, że procedury trwają bardzo długo i czas odpowiedzi z sądu zatrzymany spędzi w areszcie. Część mniej doświadczonych aktywistów uległa tym manipulacjom, niektórzy przyjęli mandaty za zakłócanie porządku, mimo tego, że jak twierdzą nic takiego nie miało miejsca. Perspektywa spędzenia kolejnych kilkunastu godzin w zimnej celi działa odstraszająco. Efekty
brawurowej akcji Pozostałe 15 osób otrzymało mandaty lub wnioski do sądu grodzkiego za zakłócanie porządku i spoczynku nocnego (art. 51 kw). Żaden z policjantów, którzy mieli zostać jakoby zaatakowani przez "agresywnych" zatrzymanych nie ma nawet pogniecionego munduru. Natomiast co najmniej 3 osoby (tyle do tej pory zrobiło obdukcję lekarską) zaatakowane przez policjantów mają obrażenia od stłuczonego łokcia (uderzenie trzonkiem pałki) po liczne siniaki, otarcia i zadrapania powstałe w wyniku uderzeń pałką, kopniaków i zbyt mocno zaciśniętych kajdanek. Wnioski Słupsk
- miasto policyjne? To właśnie w Słupsku miały miejsce dość kuriozalne przypadki "krycia" brutalnego zachowania funkcjonariuszy. Dla przykładu w maju 2005 roku, Głos Pomorza informował o strażniku miejskim podejrzanym o morderstwo, wobec którego miejscowy prokurator zastosował jedynie dozór policyjny i wypuścił na wolność. W 2004 roku słupska policja bardzo sumiennie zabrała się za akcję przeciwko uczestnikom demonstracji podczas Europejskiego Szczytu Gospodarczego w Warszawie. Dziennikarza Polskiego Radia Koszalin przez kilka dni nękano telefonami z pogróżkami i śledzono, gdyż policja uznała go za "alterglobalistę" (więcej o sprawie zobacz np. http://pl.indymedia.org/pl/2004/04/5411.shtml). Przypomnieć należy również najgłośniejsze "dokonanie" słupskiej policji tj. zabójstwo 13 letniego chłopca dokonane w 1998 roku przez funkcjonariusza Dariusza Woźniaka. Jak się okazało później przeciwko policjantowi składano wiele skarg ze względu na jego wyjątkową brutalność. Wszystkie one były ukrywane, lub policja zadbała o to aby zostały wycofane. Legendarna solidarność słupskich policjantów działała nawet po ujawnieniu tych skandalicznych praktyk. Związek Zawodowy Policjantów w Słupsku wpłacił za niego 5 tys. zł kaucji, a po przesiedzeniu w areszcie jedynie 8 lat więzienia po odbyciu połowy zasądzonej kary. Dziś policjant żyje z policyjnej emerytury w Słupsku. To właśnie dzięki "solidarności" grupowej policjantów dochodzi później do takich tragedii. Dlatego też sprawę napaści, pobicia i fałszywego oskarżenia demonstrantów z Słupska powinny potraktować poważnie nie tylko organizacje antymilitarne i anarchistyczne. Raport powstał w oparciu o ustne i pisemne relacje uczestników zajścia, relacje mediów i obserwacje własne. Anarchistyczny Czarny Krzyż - Poznań
KŁAMSTWA I MANIPULACJE SŁUPSKIEJ POLICJI Poznańscy działacze Anarchistycznego Czarnego Krzyża przekazali informacje o wtargnięciu policji do mieszkania, w którym nocowali uczestnicy demonstracji "antytarczowej" w Słupsku, już kilkanaście minut po godz. 6 rano w niedzielę. Dziennikarze, którzy dzwonili do rzecznika prasowego słupskiej policji Jacka Bujarskiego, byli zaskoczeni skąd rzecznik posiada tyle informacji o interwencji mimo, że sami zatrzymani ledwo co dotarli na komendę. Wersja wydarzeń, którą przedstawił Bujarski w niedzielny poranek, praktycznie nie zmieniła się do dziś. Żenującą postawą wykazały się lokalne i ponad lokalne media, które praktycznie bezkrytycznie powielały kłamstwa rzecznika. Poniżej znajdują się cytaty z wypowiedzi Bujarskiego znajdujące się w notkach prasowych zamieszczonych w lokalnej Gazecie Wyborczej i na portalu www.slupsk.naszemiasto.pl. W ten sam sposób wypowiadał się on również w "Panoramie" TVP Gdańsk. Gazeta
Wyborcza (GW) cytuje Jacka Bujarskiego, rzecznika słupskiej policji: "Sąsiedzi
skarżyli się głośną imprezę, stąd interwencja. Funkcjonariuszy znieważono
wulgarnymi określeniami. Popychano ich. Wtedy wezwali na pomoc inne patrole.
Łącznie interweniowało ośmiu policjantów." GW: "Te
osoby zachowywały się agresywnie wobec interweniujących funkcjonariuszy"
GW: "Jeden
z nich użył gazu łzawiącego w sprayu." GW: [Zatrzymani]
"Mieli od 0,7 do 2,5 promila alkoholu." [dzień później Gazeta
Wyborcza powtarza to już nie jako wypowiedź rzecznika tylko jako fakt
pisząc: "Policja zatrzymała wszystkich uczestników imprezy, mieli
od 0,7 do 2,5 promila alkoholu."] GW: "Zatrzymani
- w wieku od 18 do 25 lat"; slupsk.naszemiasto.pl "Zatrzymano
25 osób. Są to młodzi ludzie w wieku od 18 do 26 lat." GW: "Nikomu
nic się nie stało"; Panorama TVP: "W trakcie zatrzymania żadna
z osób nie doznała żadnych obrażeń" slupsk.naszemiasto.pl:
"Zatrzymanie w jednym z mieszkań w Słupsku nie miało nic wspólnego
z pikietą" Panorama TVP "Zatrzymanie 25 osób, nie ma nic wspólnego,
nie ma żadnego związku z uczestnikami demonstracji" Strony, na których dostępne są wypowiedzi rzecznika w oryginalnym kontekście: http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,5071402.html http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,5074896.html http://www.slupsk.naszemiasto.pl/wydarzenia/835244.html http://ww6.tvp.pl/7014,20080330686568.strona ABC
POZNAN REPORT The
Demonstration Huge
police forces were mobilized before the demo. Few days before the demonstration,
policemen intruded the demonstration organizers asking about the details
of the protest and were trying to intimidate them. The
atmosphere got more tense when part of the activists (100-200 people)
went to the military airport in Redzikowo, next to Slupsk. Above the
anti-militarists a helicopter appeared and a lot of civil police cars
around them. When the demonstrants finally reached the airport, cops
with shields pushed the activists away from the fence. Then they moved
to the main gate. The police that was there, used batons and dogs to
push the demonstrants away. But no more serious disrupts took place.
Two activists were arrested and were released after few hours. After
the protest has ended, at round 5.15 p.m., one of the activists was
stopped in the center of Slupsk and arrested and fined with 650 zl (around
200 euro). The reason of this arrest was "littering and drinking
beer in public". There
was a tekno party organized as the afterparty of the demonstration in
"Keller" pub in the evening. It finished late at night. Two
people who took part in the party were later recognized as secret cops.
The pariticipants of the party were also photographed by cops in a civil
car parked on the other side of the street. The very same car was later
seen following a group of 25 people who left the pub and were going
to a flat of one of them to sleep. They got there at around 4.30 a.m.
At
around 5.40 a.m., cops came to the flat where the 25 people went. They
did not agree to let the cops in, because they didn't have any warrant.
When the police kept on insisting , the owner of the flat went out to
the staircase. During the conversation, he said that one of the cops
can enter the flat to see if everything is ok. The cops answered "What
the fuck are you talking about? I'm the one who decides what is going
on!". He was moved away from the door, pushed to the floor and
handcuffed. The people who were inside the flat, tried to close the
door, but cops blocked it with a baton. Then they sprayed pepper spray
inside and few policemen rushed inside the flat. This
is how one of the people inside described the situation: "Before
6 a.m. we heard banging at the door, I would like to emphasize that
it was not knocking, it was banging the door with a fist. The owner
of the flat went to the door and said he can see policemen in the staircase
but couldn't tell how many of them. He came back to the room where most
of the not sleeping people were and told us what he's just seen. He
went out to the staircase, together with a friend who stood in the door.
The cops were aggressive and were shouting at them using swearwords.
At one point, one policemen knocked the owner of the flat down, the
other friend tried to close the door and as asking the others for help.
At that point, it actually started to be quite noisy, because the other
people's reaction was loud and immediate. We were holding the door asking
the cops about the reason of their intervention and asking for showing
their IDs. They replied with tons of swearwords ("Open the fucking
door", "Shut the fuck up!", "You're fucked!").
The door were slightly open because one of the cops put a baton in them.
We were holding the door for a while and at one point people started
to choke, felt throat burning, the cops didn't warn us they'd use pepper
spray. The people dispersed. They were choking. I went to the open window
to get some fresh air and then I noticed few more cops running to the
flat. Policemen ran into the flat. All of us inside sat down. The cops
were stamping on people still sleeping in their sleeping bags".
The
policemen inside were really violent, beating people up with batons
and pulling people. Most people were still sleeping in the other room.
According to their reports, one of the cops ran into that room, probably
he wanted to open the window and he fell on of the the sleeping people.
The other cops were beating with batons and were sitting on people's
heads. They were handcuffing people who were still laying on the floor
- some of them were later charged with policeman assault (sic!). The
people who were handcuffed and were trying to stand up were kicked and
pushed and humiliated. If they asked for loosening the handcuffs, then
the reply was insulting again. The
cops denied to show their IDs. They also didn't say what was the reason
of the violent action. In the beginning they said that the intervention
happened due to "using intoxicationg substances". Then the
"policeman assault" version appeared. The arrested people
heard the cops' conversation when one of them asked the other "Why
we were actually there?" and the answer was "The authorities".
The
official version with the reasons of the arrest was peresented later
by the police spokesman. According to his words, the reason of the intervention
was "violation of the night calm", that was disrupting the
neighbors. It is hard to say whether any of the neighbors were actually
disrupted with the loud behavior of the activists. The fact, that all
of them support, is that most of the people inside were sleeping during
the police intervention. First of all, it supports the version that
it could have been too loud, second of all, it is really weird why all
of the people inside got the fines for violating the "night calm".
It is also known that there was no audio equipment inside because the
flat was emptied out before being rented out. So
far, only the spokesman's words support the version that it was an intervention
called by somebody. The cops perfectly knew where the people from the
pub went, because, as mentioned before, the were followed. The block
of flats, where they stayed is at the so-called police neighborhood.
In that particular block of flats at least 5 former or still working
policemen live. The person who called the police for intevention (according
to the police version) was a retired police officer. So the excuse for
the intervention was not hard to get. All
of the detained people unequivocally say that there were several police
cars taking part in the action from the very beginning, including policemen
from prevention unit in bulletproof vests. Is that a standard procedure
after the night calm violation? At
the police station The
other people (23 of them) was driven to the central Slupsk police station.
There, all of them were examined for alcohol (in spite of the fact the
the cop spokesman said most of them were drunk, most of them were actually
sober what confused the other cops) and were put in cells. They spent
there from several up to 30 hours. During their stay there, most of
their rights were broken, including: - for 12 hours, nobody was informed about the reason of the intervention, the detention protocol was filled after that time - the arrested people were not interviewed about the state of their health, they were not asked if they need medical help, even though some of them were beaten up by cops
-
for dozen or so hours they were denied food or drink -
in some cells the temperature was below 10 centidegrees because the
windows were open (one person after being released was ill of bronchitis) -the
arrested people were insulted, humiliated, harrassed, mentally tortured
Also
at the police station, cops used physical violence, as one of the arrested
people describes: "At the police station I was denied to contact
my family. I was not allowed to make a phonecall, we were not informed
about the possibility of making one phonecall. When one of our friends
took his cellphone out, one of the cops jumped at him and twisted his
head, even though he was handcuffed. I was sitting next to him and I
was hit with a police boot". Interrogations The
policemen didn't want to minute the testimonies where the activists
were complaining about the violent police behavior. The cops were trying
to force some people to sign testimonies that they didn't make. The
people who denied to testify, were told that they have to do it because
they are not testyfying as the accused, but as witnesses. Apart from
that, classical methods of manipulation and lies were used: "you
don't have to say anything, your friend already told us everything",
"if you don't sign it, you will stay here longer". They were
discouraged to make complaints about the arrest to the court, claiming
that the procedures take a long time and they will have to wait for
court's anwer in the detention. Part
of the less experienced activists unfortunately succumbed the manipulations
and they signed the fines for night calm violation even though they
claim nothing like that has happened. The perspective of more hours
in the old cell was quite scary. The
effects of the brutal intervention The
other 15 people got fines for violating the night calm. None
of the policemen, who are said to be attacked by the "aggressive"
activists had even a crumpled uniform. But at least 3 people (who made
forensic examination) have signs of being beaten up by the police, from
a contused elbow to a lot of bruises, abrasions which appeared because
of being hit with police sticks, kicks and tight handcuffs. Conclusions Slupsk
- a police city? It
was exactly in Slupsk, where some really odd examples of "hiding"
the violent police behavior took place before. For example, in May 2005
one local newspaper wrote about a municipal police officer who was charged
with murder, and the local prosecutor used only police supervision to
control him. In 2004, the Slupsk police was really scrupulous with the
action against the participants of the demonstration against the European
Economical Forum in Warsaw. One local journalist was harrassed with
telephones and followed, because the cops claimed he was an anti-globalist
activist. We
should also mention the most famous "achievement" of the Slupsk
police: killing a 13-year old boy in 1998 by a police officer Dariusz
Wozniak. As it later turned out, there were a lot of complaints about
the policeman, because he was said to be very violent. All of them were
either hidden or dismissed. The legendary solidarity of the Slupsk cops
was still working after those facts came out to daylight. The Trade
Union of Police Officers paid 5,000 zlotys bail (around 1,500 euro),
and only after 8 years of imprisonment he was released on parole. Today,
he lives in Slupsk and gets a police pension. Exactly
because of this "solidarity" of cops tragedies like this take
place. That is why the case of the attack, beating and false charges
against the anti-militarist activists should be seriously treated not
only by anarchist of anti-militarist organizations. The
report was made on the basis of the arrested activists testimonies,
media coverage and our own observations. Anarchist Black Cross Poznan
mBank PL81
1140 2004 0000 3202 3517 7247
|
|
|||||||||||