ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english

 

"Sport to zdrowie"- mawiają. Nie jest to jego jedyny atut, bo sport to też rekreacja i zabawa. Każdy chyba kto spróbował wie ile w tym pozytywnej energii - emocje, integracja- wszystko na wyciągniecie ręki. Co więcej, sport to także forma samoorganizacji społecznej. Co prawda wnikającej z niskich pobudek, bo tylko dla własnej przyjemności, ale w dobie wszechobecnej atomizacji społecznej to też jakiś sukces. Dlatego postanowiłem napisać wam coś o naszej rozbratowej sekcji sportowej czyli o F(fuck) C(club) Rozbrat i tym samym zachęcić was do ruszenia tyłków...

Rozbratowa sekcja sportowa jest aktywna od samego niemal początku Rozbratu. Dyscyplin, w których się "sportujemy" jest kilka, choćby: lotki, szachy, warcaby, tenis stołowy, łucznictwo, koszykówka, no i wszelkie odmiany piłki nożnej. I to właśnie, piłka nożna jest tu chyba najbardziej popularna. Wreszcie to narodowy sport wiec i my nie powinniśmy się wyłamywać ;)

Rozbrat to duży teren. Przed głównym budynkiem (mieszkalnym) mieści się niemały plac, stanowiący niegdyś teren manewrowy dla samochodów. Reliktem tamtych czasów jest podjazd dla samochodów na samym środku. Pewnego dnia ten właśnie teren został przez nas dostosowany do gry w piłkę. Pracy nie było dużo - żużlowy teren nadawał się idealnie do gry. Kupiliśmy piłkę, ustawiliśmy bramki z części garderobianych magazynów Teatru Polskiego. Boisko nie spełniało żadnych książkowych standardów, wręcz nie przypominało nawet boiska. Grało się też dość specyficznie - trzeba było omijać tuzin przeszkód: krawężniki, krzaki, stojący tam wtedy wrak samochodu, czy wymurowany podjazd samochodowy. Nikt się jednak tym nie przejmował. Liczyła się gra. Reguły były proste - strzelić jak najwięcej goli przeciwnikowi. Właśnie na tym boiskowym poligonie rozegrano dziesiątki, jak nie setki meczy. Nie jedną osobę stamtąd znoszono, nie ma się z resztą co dziwić kiedy większość graczy biegała w glanach. Obuwie, choć pewnie i nasze umiejętności powodowały, że piłka często szybowała wysoko nad "trybunami" i lądowała w środku sąsiednich ogródków działkowych. Dzięki temu poznawaliśmy naszych sąsiadów, którzy z lekkim grymasem na twarzy odrzucali nam piłkę...

Zimą rozgrywki przenosiliśmy na obiekty kryte, a więc można śmiało powiedzieć, że skupialiśmy się wówczas na rozgrywkach halowych. Do kopania służyła nam tenisowa piłka, za boisko skłotowy korytarz, a bramki to drzwi wyjściowe i beczki z woda.... no i jazda...

Mecze te pochłaniały cały skłot, potrafiliśmy grać godzinami. Powstały nawet specjalne tabele rozgrywek, które co rusz zmieniały się na tablicy ogłoszeniowej. W końcowej fazie pojawiały się nawet w skłotowej gazetce. Wtedy też powstała idea rozbratowej kadry piłkarskiej o nazwie "FC Rozbrat". Zrobiliśmy koszulki ze znaczkiem Rozbratu z przodu, a na plecach zielona ksywka, napis FC Rozbrat no i numer. Pierwotnie zakładaliśmy, że każdy ma numer swojego pokoju ale kiedy kadra została zasilona przez ludzi nie mieszkających na Rozbracie, zaczęliśmy robić dla nich koszulki z numerami powyżej 20...

Pierwszy mecz w koszulkach zagraliśmy z "czerwoną gwardią" uczestników "Guevariady". Mecz odbył się w Katowicach 1 maja'97 podczas "Festiwalu wolności". Przegraliśmy 2:1. Do dnia dzisiejszego nie doczekaliśmy się rewanżu mimo, że upominamy się o niego przy każdej możliwej okazji.

Kolejną okazją do pokazania klasy piłkarskiej był wyjazd do Pragi. Tam trafiliśmy akurat na turniej piłkarski. Wystawiliśmy zatem swoją drużynę i obok przyjaciół z nieistniejących już niestety skłotów "Sochorka" i "Ladronka" walczyliśmy jak lwy o nie tyle zwycięstwo co honorowe gole. Nastrzelaliśmy ich trochę, ale nasz najlepszy napastnik pod wpływem tanich browarów (jak to u Czechów) z czasem zaczął grać w pomocy, później na obronie, by skończyć jako opierający się o słupek bramkarz. Do Poznania niestety nie przywieźliśmy pucharu.

Później były rozgrywki na Aleksandrii'97 (Festiwal w Aleksandrowie Kujawskim) skąd przywieźliśmy złote medale. Tego samego lata braliśmy udział w turnieju w Szczecinie - bez sukcesu. Niestety lato to okazało się ostatnim, kiedy graliśmy na swoim boisku. Zostało ono pewnej nocy po prostu zasypane gruzem. Od tego czasu by pograć w piłkę chodziliśmy na pobliski stadion AZS. Z czasem rozgrywki zaczęły się odbywać również na Dębińskim stadionie Lecha.

W następnych latach
Pomiędzy kolejnymi zwycięstwami i porażkami uruchomiliśmy na skłocie bar piwny, przez co niesłychanie wzrosło zapotrzebowanie na "aktywniejszy" sport jak np. warcaby, szachy, lotki tudzież karty. Ponieważ z czasem brzuchy rosły barman postanowił zadziałać i zorganizował rozgrywki w tenisa stołowego. Kiedy jednak stół gdzieś "się zapodział", barman wykazał się kolejną inicjatywą: zamontował kosz na knajpianym budynku. Do przygotowania boiska zabrała się gromada ludzi, w której mocny udział mieli skłotersi z czeskiej "Milady". Okazali się, później również dobrymi koszykarzami. To był renesans sportu na Rozbracie. Drużyna FC Rozbrat znowu zaczęła zbijać zbędne kilogramy. Ktoś kiedyś jednak zrobił efektywny "wsad" i urwał kosz. Na jego powtórne zamontowanie trzeba było czekać do następnych wakacji. Znowu zaczęły się liczne rozgrywki i sparingi. Niestety tego lata kosz został zdjęty. Barmanowi powiększyła się rodzina, a wrzaski i niecelne trafienia w ścianę zakłócały sen młodej kadry...

Do "ofensywnych" dyscyplin sportowych można również kilka zaliczyć. Rzut kamieniem czy strzelanie z procy niestety nie jest oficjalnie zarejestrowane ale może kiedyś ... wtedy znajdziemy się zapewne w czołówce... Jednak to nie wszystkie z tego rodzaju dyscyplin. Przez dość długi okres czasu prowadzone były u nas treningi samoobrony z pogranicza wschodnich sztuk walki. Sportowych odsłon na Rozbracie było naprawdę wiele. Bo jeśli tylko chcesz coś zrobić, to nie ma większych przeszkód by to zrobić właśnie na Rozbracie. Pewnego dnia jeden z nas przyniósł łuk ze strzałami. O fascynacji Indianami przypomniało się wówczas i innym, więc poprzynosili swoje łuki. I znowu się zaczęło - kupa zabawy i śmiechu, a przy okazji zdobywanie nowych doświadczeń sportowych. Jeden z garaży przystosowano na potrzeby strzelnicy. Zrobiliśmy tarcze o specjalnej stylistyce i zaczęły się okazjonalne zawody łucznicze o piwko i inne...

No ale powróćmy do piłki nożnej. To nasze wspólne granie stało się trochę okazjonalne. Wystąpiliśmy w meczach towarzyskich z zespołem Apatia i Komuną Otwock. Były tez większe imprezy, jak turniej w Foluszu podczas imprezy "Czarna chata", czy coroczny turniej "Gamy w piłkę nawet w deszcz" w Toruniu. W tym ostatnim bierzemy udział cyklicznie.

Kolejny rozkwit piłkarskiej aktywności nastąpił wiosną 2003 roku, kiedy powstało kilka innych zespołów i zaczęto systematycznie organizować spotkania i turnieje. Obecnie w rozgrywki włączyło się siedem drużyn. Obok FC Rozbrat grają jeszcze: FC Objector (pracownicy Warsztatów Terapii Zajęciowej), "Osiemdziesiątka" z Zakładów H.Cegielskiego, "Osiemdziesiątka" z Energo-Centrum, FC "Stary Kisiel" (pracownicy poznańskich pubów), "Kurierzy Rowerowi", "FC Siekiera" (dawniej "Parszywa Szóstka") tworzona przez młodzież z poznańskich Jeżyc. Być może w najbliższym czasie dołączą związkowcy z "Solidarności" Goplana (Nestle Polska). Tym sposobem staramy się w Poznaniu odbudować tradycje pracowniczego i niezależnego, ale zaangażowanego w sprawy społeczne, ruchu sportowego.

Jesteśmy również fanami wielkiego sportu. Choć to świat gigantycznej kasy i superprzekretów to jednak kibicujemy naszym. Swojego czasu kiedy na skłocie większość ludzi pochodziła z poza Poznania każdy w swym pokoju miał szalik drużyny. Duża część z nas chodzi na mecze Lecha Poznań, a część jest członkami w Polskim Fanklubie FC St Pauli.

Na koniec zachęcamy wszystkich do sportu, bo nie chodzi tu nawet tyle o zdrowie, co o integrację i aktywność na pewnym poziomie społecznym. Wszystko zależy od ciebie. My chętnie zagramy...


TURNIEJ PIŁKARSKI w TORUNIU

Przemiła wycieczka do Torunia, dawno nie byłem na takim wyjezdzie. Większość nas wybrała się pociągiem o 6:38, który wyjeżdżając z Poznania miał 30 minut opóźnienia. Autokar nie wypalił, mieliśmy nim pierwotnie pojechać z ekipą Ceglorza, ale po ich rezygnacji z turnieju nam samym to się nie kalkulowało. Oczywiście od razu po ulokowaniu się w pociągu ekipa zaczęła dopingować się bronkami. Rozmowy- temat przewodni: co zrobimy z pucharem, jak go zdobędziemy. Na dworcu w Toruniu nikt na nas nie czekał, ale okazało się, że naszym pociągiem jechała ekipa z Trzcianki, która doskonale była zorientowana gdzie i jak dojechać. Autobus nr12. Mały spacerek i dotarliśmy na obiekty.

Trochę nas przeszły ciarki jak zobaczyliśmy dwa boiska z wielkimi kałużami. Jedno z nich było w 70% pod wodą. Organizatorzy próbowali walczyć z nimi za pomocą grabi, miótł, łopat i wszystkiego, co mieli. Niestety- nieskutecznie. Z prześladującym nas ostatnio "szczęściem" wiadome było, że to właśnie my zagramy na tym boisku... tam też po losowaniu nas przydzielono. 4 grupy, 20 drużyn z całej Polski. FC Rozbart trafiło na Alex z Aleksandrowa Kujawskiego, ekipę z Trzcianki i ekipę z Sierpc. Okazało się, że jako jedyni odróżnialiśmy się z naszymi białymi koszulkami (większość posiadała czarno-czerwone :-), lecz w zastanych warunkach pogodowych nie były one jednak najlepszym pomysłem.

Pierwszy mecz rozegraliśmy z Sierpcami. Gehenna- gra w wodzie męczy czterokrotnie bardziej. Nie minęło 5 minut meczu, kiedy zdradziecko sfaulowany wykonałem efektowny ślizg na brzuchu po kałuży. Porównać to można było do wjechania samochodu w kałuże, siedząc jednak w środku samochodu czujemy się zgoła inaczej, niż ja w tamtej chwili. Błoto miałem wszędzie, od uszu przez zęby, aż na majtach kończąc. Moja koszulka też zmieniła radykalnie kolor. Co tam. Pierwsza połowa nasza: 1-0 po golu DJ'a. W drugiej połowie zaczęliśmy siadać, dobre akcje kończyły się gubieniem piłek w kałużach. Jedna kontra, strzał przy słupku i było 1-1. Tak tez się zakończył mecz, co później się okazało, z 3 drużyną turnieju. Po meczu cisza. Nikt nic nie mówi, cieszymy się remisem. Ja jednak czuje już swoją odnawiającą się kontuzje kolana, nie mówi też nic Kisiel, mimo że jego nie zoperowana kostka wygląda jak balon. Chrzanić hipisów- jak często mawiamy w FC Rozbrat. Dojeżdżają kolejne osoby z Rozbratu Maciejko, Kaśka. Hubert z Ewcią przywożą nasz baner, który umieszczamy na płocie wśród innych transparentów. Na (suchym) boisku obok, ekipa Apatii (Młode Strzelby) gromi ekipę ze Szczecina (Zagubieni w Toy Toyu) 7-0. Raz świeci słonko, raz ciągną złowieszcze chmury. My narazie foczymy się na trawce, żartujemy, spijamy kolejne piwa.

Gwizdek i wchodzimy. Pierwsza połówka, wzmaganie z bajorem... wykańczająca zabawa. Monotonia, ale raczej jesteśmy w częstszym posiadaniu piłki. Głowka Lewego i bramkarz Trzcianki wyciąga piłkę z siatki. Z Kisielem gramy na obronie, ból jest nie do zniesienia, ale nie ma za bardzo z kim się zmienić. Jest niby Boguś, lecz 3 dni temu pobili jacyś kolesie, cała twarz w strupach, zbity bark i żebra... Kisiel też, widze, że ledwo się trzyma. Kondycja, swoją drogą, brakuje nam siły czy chęci walki o piłkę na polu przeciwnika, a kiedy się udaje ją wyłuskać brakuje "wykończenia", strzału, dobrego podania. Ledwo stoję z bólu. Po 5 minutach drugiej połówki schodzę, wchodzi Boguś. Zmiana ustawienia, Kisiel całkowicie z tyłu, Niemiec i Boguś pomagają, z przodu DJ i Lewy. Wygrywamy, więc bronimy wyniku. Robek na bramce gra super. 5 minut do końca, zamieszanie pod bramka i nie wiem jak, ale jest 1-1. Gwizdek i koniec.

Zostaje nam mecz o wszystko z Alexem. Przerwa. Kisiel ściąga buty i getry, odmoczona zmarszczona skóra nogi (granie w bajorze), a na kostce zajebista opuchlizna. Zarzekamy się, że przed naszym turniejem w sierpniu idziemy do lekarza. Kolejne bronki i dyskusje. Coraz więcej ludzi na miejscu, spotykam ludzi, których nie widziałem 5-8 lat. Zastanawiam się, czy zostać na wieczornym koncercie. Apatia wygrywa kolejny mecz 8-1, wylosowali słabą grupę, ale już widać, że są faworytami. Matoł królem strzelców. Po dwóch meczach już wiadomo, że wychodzą z grupy. Przenoszą się na nasze boisko, by wspomagać nas kibicowaniem. Żartujemy, że w finale zagra FC Rozbrat kontra Młode Strzelby.

No i wchodzimy znowu. Po 5 minutach było widać, że nie damy rady - nie miał kto grać. Obrona Częstochowy. Próby jakichś kontr, ale bajoro i znowu nic. Znowu ląduję, pociągnięty za koszulkę, centralnie w tym mule. Cisną nas, bach i 1:0. Częste podmianki z Bogusiem, raz Lewy, raz Kisiel, raz ja. W drugiej połowie mogło paść wyrównanie, ale Boguś skefił. Trach i 2:0. Kisiel schodzi na dobre, ja jedyne co robię to wybijam piłkę z autu i na aut, bandaż wręcz ogranicza mi ruch, ale dzięki niemu kolano mniej boli. Bach i 3:0.Mimo zajebistej gry Roberta na bramce, żegnamy się z turniejem. Dwa remisy, w tym jeden z brązowym medalistą i porażka z Alexem z Aleksandrowi Kuj. ze zwycięzcami całej imprezy.

Apatia wyszła z grupy, ale trafiła od razu na Pilon i przegrała 2-1. Choć uważam, że niesprawiedliwie- nie uznano im bramki, a uznano bramkę Pilona po czasie. Fakt, że Matoł skefił dwie 100% akcje no ale... szkoda. Poznań nie zdobył nic na tym turnieju. No, jedynie Stiepan został najlepszym bramkarzem.

Zostałem na rozdanie dyplomów. Miła impreza, ale już nie dla mnie, nie daje rady słuchać takiej dawki decybeli. Pilon w dodatku strasznie mały, siedziałem zatem na zewnątrz i rozmawiałem - Sucha, Krystian, Misza... zjechałem też fizycznie, chyba się starzeję.
Za rok zdobędziemy ten puchar!

Tymczasem przygotowania do 25 sierpnia w Poznaniu. Na koniec, podziękowania dla ekipy i organizatorów - super impreza. sancho