Wolność powinna i może bronić się sama i byłoby niebezpiecznym absurdem krępować ją pod pretekstem jej ochrony, ponieważ moralność nie ma innego źródła, bodźca, przyczyny i celu niż wolność, i ponieważ sama nie jest niczym innym jak wolnością.
Michał Bakunin

Gentryfikacja

samoch02Środa, godzina 15.00. Dostaję sms-a "Tej, ponoć dziś o 17 w Technikum Kolejowym jest spotkanie o naszym fyrtlu, pseudo rewitalizacja puka do naszych drzwi. Pójdziesz?". Kończę robotę, wsiadam na rower i jadę na złamanie karku, myśląc, kto też na 17. robi spotkanie? Jadąc wybieram telefony do sąsiadów. Słyszałeś o spotkaniu? Nie! - odpowiadają wszyscy po kolei.

Wchodzę do sali. Rzut oka: architekci, Zarząd Dróg Miejskich (ZDM), dyrektorzy, radni... Na 50 osób pięciu normalsów. Bryluje radny Wiśniewski. Widać, że bierze przykład z mistrza tego typu ceremonii Ryszarda Grobelnego. Widać jak aspiruje do prezydenckiej schedy, jak uczy się na podrzędnych eventach. Bez żenady testuje tu swoje socjotechniki. Jakaś prezentacja historyczna i poglądowa, a później już sedno mitingu. Prezentacja projektu (co było mocno podkreślane przez  doktora, a nawet dwóch) przebudowy ul. 27 Grudnia plus okolic. Jak to na prezentacjach: sześć poglądówek i barokowa gadka.

Lansujący się przez całe spotkanie wodzirej Wiśniewski dochodzi do sedna i zadaje pytanie: - Co państwo na to? Unosi się smrodek koterii, wszyscy niemal, którym oddawany jest głos, wymieniani są po imieniu. Takie też są i wypowiedzi. Powierzchowne, opiniujące projekt jako ciekawy, spójny z otoczeniem architektonicznym... I te błyskotliwe uwagi. Drogi rowerowe, OK, „ale rowerzyści nie mogą jeździć w słuchawkach, ciekawa faktura płyt chodnikowych, ale czy nie powinna mieć innego koloru...”. Nie wytrzymuję i pytam: - Przepraszam, o co chodzi w tym spotkaniu? To jest dyskusja o przedstawionym przed momentem projekcie, czy luźne spotkanie o potrzebie zmian i ich teoretycznych kierunkach? Wodzirej Wiśniewski odpowiada: - To jest spotkanie ludzi zainteresowanych zmianami w naszym mieście, tu akurat dyskutujemy o ulicy 27 Grudnia i okolicach.
- OK. Dlaczego zatem nie ma tu mieszkańców ulic, których dotyczą te zmiany. Mielżyńskiego, Fredry, Gwarnej, św. Marcin... Dlaczego ich nie zaproszono? Są natomiast przedstawiciele szeroko pojętych elit? Mistrz ceremonii odrzekł: - Zapraszaliśmy. Jeszcze dziś nasi ludzie rozdawali ulotki, tu, wokół, właścicielom pobliskich sklepów.

Indymedia logo“W Europie płaci się za wywóz śmieci, a w Hongkongu płaci się za okno. Ja w dwupokojowym mieszkaniu mam jedno. Kosztuje mnie ono 50 euro miesięcznie” — z Cheung Kit-Wah, walczącą w Hongkongu o prawa lokatorów, rozmawiają Ludmiła Anannikova i Natalia Mazur.

Cheung Kit-Wah sprawia wrażenie nieśmiałej. Kłania się na powitanie, na pożegnanie, kiedy musi wyjść z sali. Przyjechała do Polski w sierpniu ubiegłego roku, by odwiedzić znajomych z poznańskiego squatu Rozbrat i pokazać filmy nakręcone wspólnie z mieszkańcami bloków z Hongkongu. 29-letnia kulturoznawczyni od ośmiu lat blokuje tam eksmisje, uniemożliwiając policji wejście do mieszkań. Uczy też mieszkańców wyburzanych dzielnic, jak się stowarzyszać i walczyć o swoje prawa.

Od kilku miesięcy trwa debata: czy sztuka coś zmienia? Tym razem wszystko z powodu kolejnego sukcesu polskiej kultury, bowiem to właśnie Polak został kuratorem 7. Berlin Biennale. Artur Żmijewski, artysta i redaktor artystyczny „Krytyki Politycznej” postawił sobie za zadanie stworzenie, jak je nazwał, „Biennale Polityki Współczesnej”. Nie jestem krytykiem sztuki, impreza ta jednak przyciągnęła moją uwagę jako działacza i anarchisty podejmującego na co dzień aktywność polityczną.
Motto: "...gdy nie masz nic do powiedzenia, mów niewyraźnie."  Kaliber 44
Od kilku miesięcy trwa debata: czy sztuka coś zmienia? Tym razem wszystko z powodu kolejnego sukcesu polskiej kultury, bowiem to właśnie Polak został kuratorem 7. Berlin Biennale. Artur Żmijewski, artysta i redaktor artystyczny „Krytyki Politycznej” postawił sobie za zadanie stworzenie, jak je nazwał, „Biennale Polityki Współczesnej”. Nie jestem krytykiem sztuki, impreza ta jednak przyciągnęła moją uwagę jako działacza i anarchisty podejmującego na co dzień aktywność polityczną.  Pojechałem do Berlina, bo w maju to miasto lubię najbardziej. Chciałem odpocząć chwilę od zgiełku permanentnej rewolucji i zobaczyć, jak wygląda ona gdzie indziej. Czas był wyjątkowy, bo byliśmy właśnie w Polsce przed dużą mobilizacją ruchu na demonstrację 10 czerwca przeciw przerzucaniu kosztów organizacji Euro 2012 na mieszkańców i prywatyzacji zysków (politycznych i ekonomicznych) przez elity. W Berlinie w tym czasie odbywają się co roku demonstracje. Warto pojechać i czynnie odpoczywać, integrując się z ruchem międzynarodowym. Tym razem poza pękniętym żebrem (wynik pierwszomajowej konfrontacji z policyjną sztuką rozganiania demonstracji) udało mi się zyskać też dostęp do tzw. sztuki radykalnej.
Zacząłem od Mitte i Kunst-Werke przy Auguststrasse. Przywitały mnie czarno-czerwone flagi wetknięte w okna galerii. To miły akcent na zgentryfikowanej przez galerie i restauracje dzielnicy, jeszcze dwadzieścia lat temu ostoi ruchu skłoterskiego w Berlinie. Może to jednak coś znaczy, pomyślałem. Niestety, trzy dni później, kiedy tamtędy przechodziłem, flag już nie było. Ale mniejsza o tak prozaiczne symbole.
W głównej sali Kunst-Werke kuratorzy postanowili pokazać protest. Zapewne tego jeszcze w sztuce  nie było. Rozłożone namioty, transparenty i inne gadżety pomocne, by przetrwać kolejny dzień sprzeciwu. Nie za bardzo wiem, jaki jest tego cel. Pokazać drobnomieszczańskiej gawiedzi, jak to działa? Oswoić? Jako że miałem okazję uczestniczyć w kilku okupacjach, ten widok mnie zażenował. Uprzedmiotowienie i cyniczne wykorzystywanie przez znudzone towarzystwo wizerunku protestu. Zabawa w liberalnym stylu: „Jesteśmy tak otwarci i pojemni, że wciągniemy nawet to, co jest przeciw nam, przy okazji nie zostawiając miejsca dla tworzących się od dołu alternatyw”.
Wystawienniczymi protestującymi były oczywiście różne grupy z całego świata, które świadomie lub nie przyjechały na biennale. Nie śmiem tu oceniać samego ruchu Occupy, ale jeśli to działa jak scena rockowa, to najwyraźniej potwierdzają się opinie krytyków, iż ruch ten to tylko młodość buntująca się przeciw rodzicom z elit. W Berlinie wyglądało to naprawdę śmiesznie.
Na pierwszym piętrze sztuka iście rewolucyjna: Jezus ze Świebodzina. Styropianowy, rzeźbiony na żywca w oryginalnych rozmiarach przez samego Mirosława Pateckiego – Polska z perspektywy EuroCity Warszawa-Berlin. Pokazywanie na tak ważnej (ponoć) imprezie tego typu kreacji artystycznej jest ukoronowaniem bezwładu idei biennale. Pokazanie kiczu to jedno, ale silenie się na ludyczny charakter przedsięwzięcia jest nie tyle prowokacyjne, ile wygodnickie i cyniczne. Ot i recepta na sukces. I narzędzia, jakimi się ten sukces (czytaj: żeby było głośno) osiąga. Kopiujesz coś, co każdy zna, więc wiadomo, że budzi jakieś zainteresowanie, do tego dorzucasz dwie instalacje wideo i masz obraz zaangażowanego dzieła. W co? po co? dlaczego? Nie wiadomo. Za to wiadomo, że teraz perspektywa widzenia świata z pędzącego w interesach pociągu relacji Berlin-Warszawa znacznie się wyostrzyła, zarówno dla „aktywistów”, jak i interesujących się kulturą biznesmenów. Nie będą musieli wysiadać z pociągu, by konfrontować się z prozą małomiasteczkowego życia.
Na drugim piętrze zobaczyłem „New World Summit” Jonasa Staala. Instalacja była elementem szerszego działania – dodatkowo można było uczestniczyć w spotkaniach z gośćmi. W samej galerii widz fizycznie konfrontował się z powieszonymi zbyt nisko flagami. By przejść dalej, musiał kluczyć między nimi, jak w labiryncie. Jeśli szedł prosto, flagi ocierały mu twarz. Można też było przejść pod nimi, głęboko się schylając. Za instalacją z flagami organizacji uznanych za terrorystyczne znalazła się gablota zawierająca model parlamentu przeznaczonego dla wyżej wymienionych. To idea-projekt. Jak się doczytałem, demokracja nie może być konstrukcją polityczną, ale powinna być platformą dla każdego głosu, bez wykluczania. Słowa piękne i ciężko się z nimi nie zgodzić. Jednak im głębiej w las, tym bardziej banalny okazuje się projekt. Jeśli artysta chce się konfrontować z rzeczywistością, niech robi to na własną odpowiedzialność. To buduje standard możliwych relacji społecznych. Chowanie się za parawanem sztuki jest żałosne; w konsekwencji każdy chce być artystą. Bo taki ktoś może zaprosić np. kogoś z ETA, by gość opowiedział o swoim życiu. A jaką odpowiedzialność ponosi artysta-rewolucjonista? Żadnej, poza tą, czy ktoś dojechał, czy nie. Nie kwestionuję dzieła jako takiego, to ciekawe złamanie reguł gry, nie jest jednak ono spójne z postawą artysty (aktywisty? rewolucjonisty?). Wśród flag organizacji terrorystycznych wiszących w KW zabrakło jednej – no, której? Drobnomieszczuchy, fani ostrych zabaw z bronią! Rote Army Fraction. To organizacja pochodząca z kraju, w którym biennale się odbywa. To organizacja, której symbolika jest w Niemczech zakazana. Jej eksponowanie jest karalne. Ani nasz drogi artysta, ani kurator nie wykonali, aż tak radykalnego ruchu, bo to by skonfrontowało ich z czymś, co mogłoby ich indywidualnie obciążyć. W takich właśnie miejscach trzeba sobie zadać pytanie, czy sztuka działa naprawdę. Artur Żmijewski w wywiadzie ze swoim organizacyjnym kolegą utrzymywał, że tak.
Dopowiem jeszcze, iż wybraliśmy się z niemieckimi znajomymi na spotkanie z przedstawicielką „organizacji terrorystycznych”. Okazało się, że wejście kosztowało 20 euro, no, a że my biedni, pertraktowaliśmy. Nie wpuszczono również ekipy obsługującej biennale w zakresie dokumentacji wideo. Piszę o tym tylko dlatego, że ma się to nijak do otwartości projektu, a pokazuje jego mętny charakter, dający wybranym dobre, inteligenckie samopoczucie. Notabene tego samego dnia wybraliśmy się – poza biennale – na darmowe spotkanie z wenezuelskimi przedstawicielami kooperatywy spożywczej, działającej od 40 lat i obsługującej 45% krajowego rynku. Cholera, nikogo z kuratorów tam nie spotkaliśmy, niewątpliwie jest to znacznie mniej spektakularne, niż zainteresowanie zabawami z bronią, mimo że na co dzień w Polsce obchodzi się tego typu dyskurs szerokim łukiem, ale jesteśmy w Berlinie.
Wracając do samej wystawy w KW: na wyższych piętrach znalazły się już tylko prace mocno naciągane pod temat biennale. Można było zobaczyć teledyski, filmy z zadym i szklarnie z roślinami. Oczywiście do wszystkiego były załączniki, jak należy dzieło zrozumieć. Niestety, dla mnie sztuka albo gada, albo nie, więc Kunst-Werke opuściłem.  Dzień później poszliśmy zobaczyć pracę Nady Prlji „Peace Wall”, która okazała się imitacją muru w poprzek Friedrichstrasse na Kreuzbergu. W formie nic ciekawego, w treści same frazesy, a w przekazie manipulacja. Praca składała się z sześciometrowej wysokości muru, zbudowanego na długość dziesięciu metrów ze sklejki grubości trzech centymetrów. Piszę tu o technice, bo z tego materiału można by zbudować solidny domek. Na Rozbracie ozłocilibyśmy każdego za taki materiał. Pomyślałem, że tę „barykadę” zrobilibyśmy im za darmo, w zamian za ten drogocenny materiał. Mniejsza z tym. Praca „Peace Wall”, miała symbolizować podziały klasowe w Berlinie. Tfu! Bez takiego języka: „podziały między zgentryfikowanym Mitte a Kreuzbergiem”. Pewnie to praca inspirująca w pewnych kręgach. Znowu wymagałbym od kuratorów lepszego przygotowania do tematu, a właściwie większej uczciwości. O gentryfikacji Kreuzbergu i Berlina wydaliśmy dwa lata temu broszurę („Gentryfikacja. Lokatorzy w ogniu wojny socjalnej”), z której można się dowiedzieć, że mieszkańcy nie dość, że naprawdę dobrze orientują się w swojej sytuacji, to jeszcze potrafią sprawnie walczyć o swoje. Dlatego opowiadanie bajek o organizowaniu się dzięki jakiejś nieszczęsnej instalacji jest śmieszne. „Peace Wall” nie obudziło nic, poza gniewem na utrudnienia komunikacyjne. Znając naszą broszurę, kuratorzy wiedzieliby, że Kreuzberg jest bezkompromisowy w reakcjach na ingerencję w ich przestrzeń. W tygodniu na tej dzielnicy pali się po kilka drogich samochodów. To jest właśnie odpowiedź na gentryfikację. Jeśli bogaci wprowadzają się do biednych dzielnic, w konsekwencji windując ceny życia również dla ludności autochtonicznej, to trzeba się tych bogatych pozbywać, zanim się zadomowią. To jedna ze strategii walki o swoje. Z taką wiedzą słuchanie o sukcesie pracy Nady Prlji może tylko rozśmieszać.  Ale manipulacji i nadinterpretacji w tym biennale było więcej. Nie sposób ich wszystkich wymienić, bo trzeba by zrobić analizę stosunków społecznych w Niemczech i tego, co się dzieje w polskim bagienku.  Niemieckie biennale to przykład i dowód na kokieteryjny układ w ramach artystycznego światka. Kreacja „swojego” jest już nad wyraz niesmaczna. Wszechobecna interpretacja kultury jako polityki, w której Krytyka Polityczna wciela się w rolę walki o dyskurs, staje się tanim chwytem, markowaniem brania odpowiedzialności za zmianę świata. Te same fortele stosują zakuci (od wieków) w zbroje prawicowcy – bezkarne beczenie tych samych frazesów pod osłoną medialnych klakierów. Niech za przykład posłuży tygodnik „Przekrój”, w którym pojawiła się krytyczna ocena biennale. Tydzień później organizacyjny kolega, ale i współorganizator biennale, Igor Stokfiszewski, robi wywiad-laurkę z Andrzejem Żmijewskim. Wszystko OK? Oczywiście! Bezkrytyczność „Krytyki Politycznej” jako ostoi rozsądku, postępu i oświecenia jest jak słaby film propagandowy. To uwaga polityczna. Jest jeszcze uwaga kulturowa: nazwiska Żmijewskiego, Althamera, Rajkowskiej pojawiają się jak nazwa holdingu. To mają być poszukiwania nowej jakości? Kiedy słyszę o uderzeniu berlińskiego biennale w rynek sztuki, to krew mnie zalewa.
Pozostaje jeszcze napisać coś o kontekście wystawy. Berlin – siedziałem z moimi przyjaciółmi i żartowaliśmy z nadętej bufonady, jaka się przelała przez polskie media. Ot, Polaczki zaprezentowały sztukę krytyczną w Niemczech. Niestety, „Krytyka Polityczna”, a z nią kuratorzy biennale powinni częściej przyjeżdżać do Berlina, by uczyć się owej demokracji radykalnej, a nie na odwrót.
Biennale miało być sukcesem „Krytyki Politycznej”, a pokazało, jak daleko jest od realiów ulicy. Próbuje się o niej opowiadać, nic o niej nie wiedząc. W Polsce, w tak rozdrobnionym ruchu, może przechodzić to gładko, w Berlinie już nie. Przypomnijmy, że to miasto od lat jest ostoją radykałów. Fakt, że (jeszcze) wygląda, jak wygląda, jest wynikiem ponad sześćdziesięcioletniej walki. Słowa Igora Stokfiszewskiego: „Chodzi nam o to, by stworzyć platformę porozumienia między ruchami typu Occupy i pomóc tym w Berlinie, którzy po likwidacji ich obozu przez policję nie mieli gdzie się podziać” brzmią groteskowo. Chciałbym przypomnieć „Krytyce Politycznej”, iż Berlin to kilkadziesiąt skłotów, houseprojektów, wolnościowych świetlic i przestrzeni do spotkań. Głupio wygląda sprowadzanie reprezentantów grup Occupy Museums i innych do miasta, gdzie tradycją jest okupowanie całych dzielnic. Śmiesznie wygląda godzinne spotkanie o „demokracji teraz” w konfrontacji z ostatnimi debatami na berlińskich skłotach, ulicach i dzielnicach, w których brały udział tysiące ludzi, nie zaś garstka spragnionych lepszego życia gości z klasy średniej.
Epilog
Tekst zlecony przez "Magazyn Sztuki", jako krytyczny w stosunku do Biennale niestety został uznany "za mało przekonujący i zbyt jednostronny". "Ze słuszna tezą", ale z "tymi samymi błędami, które popełnia (bliżej nie określony) przeciwnik". Pozwolę sobie dopowiedzieć,. Sytuacja ta pokazuje jak beznadziejną jest wiara w środowisko artystyczne. Krytycy są bardziej zmanierowani niż artyści. Gdy trzeba coś powiedzieć okazuje się, że ci najbardziej niszowi, są najbardziej tchórzliwi, ale za to z ambicjami na dyktowanie standardu, tylko tak by nie naruszyć status quo..
Stanisław Karstowicz
binnale-flagi-mOd kilku miesięcy trwa debata: czy sztuka coś zmienia? Tym razem wszystko z powodu kolejnego sukcesu polskiej kultury, bowiem to właśnie Polak został kuratorem 7. Berlin Biennale. Artur Żmijewski, artysta i redaktor artystyczny „Krytyki Politycznej” postawił sobie za zadanie stworzenie, jak je nazwał, „Biennale Polityki Współczesnej”. Nie jestem krytykiem sztuki, impreza ta jednak przyciągnęła moją uwagę jako działacza i anarchisty podejmującego na co dzień aktywność polityczną. 
crk-zostaje

Wrocław - Europejska Stolica Kultury, pokazuje swoje nowe oblicze. Jest to oblicze miasta-firmy, które nie dyskutuje z mieszkańcami, tylko traktuje ich jak zasób. Kiedy „zasób” spełnił swoje zadanie, nie trzeba się z nim liczyć, czy nawet rozmawiać. Myślenie i działanie miasta w takich kategoriach oznacza, że aktywiści wrocławskiego Centrum Reanimacji Kultury, mogą czuć się zagrożeni. Poniżej publikujemy ich apel i zachęcamy do podpisania petycji:

bondyraDoktor Krzysztof Bondyra z Instytutu Socjologii UAM, jest dyżurnym komentatorem, który w eksperckiej aurze wypowiada się dla prasy w kwestiach społecznych i politycznych dotyczących naszego miasta. Generalnie wolno mu - nawet wówczas kiedy miałkość intelektualną musi nadrabiać medialnym wizerunkiem.
Konkres_Ruchw_MiejskichW dniach 18-19 czerwca odbył się w Poznaniu Kongres Ruchów Miejskich zorganizowany przez Stowarzyszenie My-Poznaniacy. Na  obrady dotarło ponad 100 przedstawicieli z kilkudziesięciu organizacji z Gdańska, Sopotu, Rumi, Gliwic, Lublina, Koszalina, Krakowa, Łodzi, Opola, Olsztyna, Szczecina, Warszawy, Wrocławia, Sulechowa, Gniezna, Podkowy Leśnej. W Kongresie uczestniczyli także przedstawiciele i przedstawicielki Federacji Anarchistycznej sekcja Kraków i Poznań (jako obserwator). 
gentryfikacja-okl-m30 kwietnia miała premierę nowa publikacja w serii „anarchizm – idee – praktyka” Oficyny Trojka. Tym razem jest zbiór esejów poświęconych walkom lokatorskim autorstwa Veroniki Sinewali „Gentryfikacja – lokatorzy w ogniu wojny socjalnej”. Poniżej fragmentu wstępu do książki.

Wszystkie materiały zamieszczone w tej publikacji powstawały w pierwszej połowie 2009 roku będąc zarówno reakcją jak i pozycją, jaką zajęłam wobec konfliktów lokatorskich narastających w obu miastach, w których rozgrywa się moje życie. Mam na myśli Warszawę i Berlin. To właśnie te konflikty, mój bezpośredni udział w tak zwanych działaniach lokatorskich, dyskusje z wieloma osobami zaangażowanymi w te działania oraz prezentacje, które przygotowałam na wydarzenia w Warszawie (Konferencja Lokatorska, luty 2009) i Zagrzebiu (Targi Książki Anarchistycznej, marzec 2009) spowodowały, iż zdecydowałam się poświęcić trochę czasu i przelać na papier zebrane w ten sposób informacje, doświadczenia i przemyślenia. W ten sposób powstały zaprezentowane tu cztery teksty, trzy opracowania i jedno opowiadanie. Teksty, co warto chyba podkreślić, nie zostały napisane bynajmniej z perspektywy zewnętrznej, typowej dla socjologa, eksperta od ruchów społecznych czy znawczyni tematyki mieszkaniowej. To perspektywa osoby zarówno bezpośrednio problemem dotkniętej jak i emocjonalnie zaangażowanej w zaistniały konflikt. Materiały pojawiły się więc wiosną i latem 2009 r. na różnych stronach i portalach internetowych czytywanych w głównej mierze przez zaangażowane w tą tematykę środowiska anarchistyczne i lokatorskie oraz dodatkowo, jak przypuszczam, przez kilku agentów państwowych służb bezpieczeństwa odpowiedzialnych za monitorowanie i kontrolowanie oddolnych ruchów społecznych. W związku z tym, przez parę miesięcy, były one dostępne tylko w cyfrowej formie i tylko dla tego ograniczonego (w kontekście służb bezpieczeństwa wręcz w podwójnym sensie) grona osób...

lokatW dniu 30 kwietnia na Rozbracie odbyło się spotkanie przedstawicieli ruchu lokatorskiego z kilku ośrodków w kraju: m.in. Wrocławia, Gdańska, Poznania, Warszawy i Torunia. W dyskusji udział wzięło ok. 40 osób. W drugiej części swoją nową książkę o ruchu lokatorskim zaprezentowała Veronica Sinevale („Gentryfikacja. Lokatorzy w ogniu wojny socjalnej”, Bractwo Trojka, 2011), opierając się na doświadczeniach i obserwacjach ruchu lokatorskiego w Berlinie i Warszawie. W trzeciej części spotkania wyświetlono film „Burżuazja wraca do centrum”, nakręcony przez Magdę Malinowską i opublikowany jako dodatek do ostatniego numeru Przeglądu Anarchistycznego. Ponad godzinny dokument opisuje skalę problemu dotyczącego nie tylko gentryfikacji, ale także szeregu innych kwestii, na jakie napotykają ruchy miejskie.

105Tegoroczna demonstracja 1 Maja zorganizowana przez Inicjatywę Pracowniczą i wsparta przez przedstawicieli różnych organizacji występujących w obronie praw lokatorskich, odbyła się w Nowej Soli pod hasłami: „Nie dla pracy czasowej! W obronie praw lokatorów”. Wzięło w niej udział około 100 aktywistów z Nowej Soli, Zielonej Góry, Gorzowa, Kostrzynia, Wrocławia, Szczecina, Poznania, Warszawy, Torunia, Konina, Krakowa i ze Śląska.

Manifestacja rozpoczęła się o godzinie 12.00. po czym przemaszerowała ulicami miasta. W trakcie akcji, rozdawano wszystkim napotkanym mieszkańcom specjalnie przygotowane ulotki i gazetę, podejmując rozmowy i wyjaśniając cele protestu.

chwaliszewo
W ramach projektu starałam się dotrzeć do jak największej ilości osób mieszkających od lat na Chwaliszewie – jednej z rewitalizowanych dzielnic Poznania. Bliskość Starego Rynku i interesująca historia sprawiają, że chciałoby się, by to miejsce tętniło życiem, obfitowało w lokalne inicjatywy, było alternatywą wobec reprezentacyjnego i drogiego Starego Rynku. Tymczasem ekskluzywne apartamentowce i biurowce wyrastają jak grzyby po deszczu, kompletnie zmieniając specyfikę tego miejsca. Zabytkowe nieremontowane kamienice nieustannie pustoszeją z uwagi na rosnące czynsze

chwaliszewoW sobotę 16 kwietnia odbyła się na poznańskim Chwaliszewie konferencja pt. „Alternatywne know-how” jako część Nowych Sytuacji (w ramach Malta Festival 2011). Zaplanowana jako kameralne wydarzenie przyciągnęła dużo zainteresowanych, którzy ledwo się mieścili w holu lokalnego oddziału Biblioteki Raczyńskich. Na marginesie tej ciekawej imprezy warto się pokusić o kilka ogólniejszych refleksji dotyczących dzisiejszej roli artysty. Coraz częściej i głośniej podnoszą się głosy krytykujące dotychczasowe funkcjonowanie środowisk twórczych, domagające się od artystów porzucenia egocentryzmu na rzecz większej wrażliwości na kwestie społecznej i zaangażowania w problemy polityczne, a przede wszystkim zerwania, ze świadomą lub nie, kolaboracją z władzą i biznesem. 
panel_UE_konferencjaWracamy do tematu KontnerArtu w kontekście gentryfikacji Chwaliszewa. Publikujemy polemikę z artykułem Michała Danielewskiego i Michała Wybieralskiego pt. „Zima bez KontenerArt” („Gazeta Wyborcza” 29.10.2010).  Poniższy tekst został wysłany do redakcji „Gazety Wyborczej”, jednak nie został opublikowany, gdyż brakuje w nim – w opinii redaktora Adama Kompowskiego – „wątku pozytywnego”.
stadionModernizacja stadionu miejskiego w Poznaniu kosztowała budżet miasta ponad 700 mln złotych nie licząc odsetek z zaciągniętych kredytów. Dla zwykłego zjadacza chleba, suma ta jest abstrakcją. To jednak bardzo wysoki koszt, zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę inne potrzeby społeczne jak budownictwo mieszkaniowe, oświatę czy służbę zdrowia.

Koszt wybudowania stadionu w Poznaniu, podobnie jak w wielu innych miastach Polski, jest ogromny. Szczególnie jeżeli np. porównamy go z wydatkami na budownictwo komunalne czy na całą gospodarkę mieszkaniową. W Poznaniu w ostatnich pięciu latach (2006-2010) miasto na budownictwo komunalne wyda raptem 37,2 mln złotych, a na całą gospodarkę mieszkaniową (w tym budowę nowych i remont starych mieszkań) 135,6 mln. zł. Za środki przeznaczone na modernizację stadionu można by oddać do użytku cztery do pięciu tysięcy nowych mieszkań komunalnych - to kilkakrotnie więcej niż wybudowało ich miasto w ostatnich 20 latach.

czynszeNa początku września na ulicach Poznania pojawiły się plakaty sygnowane przez Inicjatywę Pracowniczą i Federację Anarchistyczną komentujące politykę socjalną w mieście. Jeden dotyczy wzrostów czynszów, drugi zamiaru wybudowania w mieście osiedla kontenerowego dla najuboższych.

kontener1KontenerART to „mobilne centrum kultury”, które funkcjonuje w Poznaniu, już po raz trzeci, od maja do października 2010 roku. Projekt został oprotestowany przez mieszkańców okolicznych domów, którzy dostrzegli w nim jedynie uciążliwości, związane m.in. z nadmiarem decybeli. Dyskusja, tocząca się na łamach poznańskiej „Gazety Wyborczej”, spolaryzowała czytelników, dzieląc ich na zwolenników idei Kontenerów oraz przeciwników hałasu w centrum, lobbujących za cichym śródmieściem. Tymczasem wydaje się, że problem tkwi gdzie indziej.

Pierwsza edycja KontenerARTu, w 2008 roku, na Placu Wolności, była czymś zupełnie innym niż druga, a zwłaszcza zaś trzecia, na Chwaliszewie. Inicjatorzy podkreślają, że przedsięwzięcie wpisuje się w program rewitalizacji zdegradowanej, biednej i zaniedbanej dzielnicy. Podczas gdy na Placu Wolności, zdominowanym głównie przez banki oraz inne instytucje finansowe, projekt można było postrzegać w pozytywnym kontekście odzyskiwania centrum miasta, obecnie – w starym korycie Warty – należy go widzieć przede wszystkim w pejoratywnym wymiarze gentryfikacji. Zastanawiające, że nikt dotąd – w prasowej debacie – nie podjął tego zagadnienia.

przeglad-11W przyszłym tygodniu ukaże się jedenasty numer półrocznika "Przegląd Anarchistyczny", który podzielony jest na cztery główne działy poświęcone: demokracji lokalnej i uczestniczącej, gentryfikacji, bezpłatnej pracy reprodukcyjnej kobiet i migracjom w Europie "bez granic". Poniżej zapowiedź filmowa "Przeglądu" oraz spis treści.

BerlinCi, którzy mogą sobie finansowo pozwolić na świadomy wybór miejsca zamieszkania, zbiorowo chcą się przeprowadzać do „fajnych” dzielnic. „Fajne” czytaj: centrum miasta, krajobraz starych, zapomnianych kamienic, atmosfera ulicznego życia mieszkańców, kwitnąca scena alternatywna ratująca przed mieszczańską nudą. A przy okazji tanio. Fantazje klasy średniej, aby być się tej rzeczywistości częścią, stały się narzędziem społecznego wykluczenia i rujnowania przestrzeni miejskiej. 

Komisje Inicjatywy Pracowniczej w Poznaniu wystąpiły z szeregiem oświadczeń w sprawie polityki władz miasta w istotnych dla całości społeczeństwa sprawach. Oprotestowano niektóre założenia planu budżetowego miasta na 2010 rok, w tym zamiar poniesienia cen biletów komunikacji miejskiej, obniżenie dodatków mieszkaniowych, spadek nakładów na budownictwo komunalne i zamiar budowy tzw. kontenerowych osiedli.

W związku z tym iż dziś ma się zebrać Komisja Gospodarki Komunalnej i Polityki Mieszkaniowej Rady Miasta Poznania, która będzie opiniować punkt budżetu miasta na 2010 r. dotyczący polityki mieszkaniowej miasta, w tym kontrowersyjnego pomysłu budowy kontenerowych osiedli, Poznańska Komisja Międzyzakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza wraz z Federacją Anarchistyczną s. Poznań, wydała oświadczenie przesłane radnym i mediom (poniżej publikujemy jego pełną treść).

 

Gentryfikacja jest u nas nowym słowem, które nie dorobiło się jeszcze swojego polskiego odpowiednika. W ogólnym zarysie oznacza ono proces przekształcenia danego kwartału miasta (np. dzielnicy) z przestrzeni społecznej w obszar całkowicie skomercjalizowany i podlegający jedynie "rynkowej" kontroli.

Jakie są objawy gentryfikacji?

Proces gentryfikacji rozpoczyna się zazwyczaj od prywatyzacji przestrzeni społecznej. Pod hasłami "rozwoju dzielnicy" miasto zaczyna wysprzedawać prywatnym inwestorom miejsca pozostające do tej pory pod kontrolą komunalną. Pod młotek idą skwery, parki, komunalne mieszkania i kamienice. Przy tym nie bierze się pod uwagę żadnych alternatywnych sposobów zagospodarowania. W Poznaniu najlepszym przykładem jest stara zajezdnia tramwajowa na Jeżycach. Podczas jej prywatyzacji, władze całkowicie zignorowały pomysły mieszkańców i przeforsowały jej sprzedaż.

1. Otwierając prezentację na temat walki mieszkańców berlińskiej dzielnicy Kreuzberg z postępującymi tam procesami gentryfikacji (uburżuażyjniania) i związanymi z nimi wzrostem kosztów utrzymania oraz przesiedleniami, chciałabym zwrócić uwagę na jedną specyficzną kwestię. Pokaźna część mieszkańców tej dzielnicy przyjmuje postawę, która charakteryzuje brak wiary co do uczciwego i sensownego regulowania kwestii społecznych ze strony struktur państwowych. Jest to nastawienie wynikające z doświadczeń związanych właśnie z nieudolnymi próbami regulowania przez państwo różnych problemów społecznych w przeszłości oraz z wniosków jakie z tych doświadczeń wyciągnięto. Konsekwencją tych doświadczeń jest przejście licznej części omawianej tu społeczności na pozycje bliskie anarchistycznym czy też na stricte anarchistyczne.

Najnowsze informacje

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Pikieta lokatorska pod Urzędem Wojewódzkim w Poznaniu

Poznań :: 17 lipca :: Komentarze (0)

Pikieta lokatorska pod Urzędem Wojewódzkim w Poznaniu

Dziś przedstawiciele Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów, zorganizowali pikietę, pod poznańskim Urzędem Wojewódzkim. Celem zgromadzenia było zwrócenie uwagi władz wojewódzkich na niepokojące działania, z ostatnich dni, niosące wszelkie znamiona procederu czyszczenia kamienic.

Więcej...

Kolejna czyszczona kamienica – woda zalała mieszkania na Małeckiego 25

Poznań :: 16 lipca :: Komentarze (0)

Kolejna czyszczona kamienica – woda zalała mieszkania na Małeckiego 25

16 lipca zostały zalane mieszkania w kamienicy przy ulicy Małeckiego 25 (Łazarz). Pięć dni wcześniej u jednej z lokatorek wybito – od strony klatki schodowej – dziurę w ścianie łazienki, a innym zasypano przewody wentylacyjne od dwufunkcyjnego pieca gazowego, co wykluczyło go z eksploatacji. Kamienicę w połowie czerwca przejął nowych...

Więcej...

Artyzantka miejska: Amazon – wyzysk bez granic

Poznań :: 13 lipca :: Komentarze (0)

Artyzantka miejska: Amazon – wyzysk bez granic

W nocy 13 lipca w centrum Poznania przy ul. Św. Marcin zawisł baner dotyczący podziałów zysków w korporacji Amazon, w ramach akcji solidarnościowej z pracownikami korporacji. Zdjęcie billboardu umieściła na swojej stronie poznańska grupa Manufaktura:

Więcej...

Cały Hamburg przeciw G20. Zamieszki w odpowiedzi na politykę zaciskania pasa

Świat :: 10 lipca :: Komentarze (0)

Cały Hamburg przeciw G20. Zamieszki w odpowiedzi na politykę zaciskania pasa

Organizacja szczytu G20 w Hamburgu miała być pokazem siły globalnych elit. To miasto jest portowym ośrodkiem skupiającym robotników i tradycyjnie ważnym ogniskiem buntów społecznych w Niemczech. Decyzja o jego wyborze na miejsce, w którym odbywa się G20, miała potwierdzić, że jego uczestnicy są w stanie zdusić wszelki opór wobec swoich...

Więcej...

Nacjonaliści u Pallotynów - relacja z akcji

Poznań :: 02 lipca :: Komentarze (0)

Nacjonaliści u Pallotynów - relacja z akcji

Dziś pod kościołem p.w. św. Wawrzyńca w Poznaniu odbyła się akcja informacyjna mająca zwrócić uwagę na problem szerzenia się nacjonalizmu w Polsce.

Więcej...

Najnowsza publicystyka

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Hamburg: Witamy w kapitalistycznym piekle

Aktywizm :: 08 lipca :: Komentarze (0)

Hamburg: Witamy w kapitalistycznym piekle

W dn. 6-8 lipca trwają w Hamburgu obrady G20. W kontrze do nich na ulice miasta wyszło tysiące osób protestujących przeciwko szczytowi, na którym zgromadzili się politycy zarządzający globalnym kapitalizmem. W proteście biorą też udział uczestnicy i uczestniczki poznańskiej Federacji Anarchistycznej oraz aktywiści z innych polskich miast.

Więcej...

Policyjne nadużycia - Igor Stachowiak nie był jedyny

Kontrola społeczna :: 24 maja :: Komentarze (0)

Policyjne nadużycia - Igor Stachowiak nie był jedyny

W ostatnich dniach cała Polska dowiedziała się, że Igor Stachowiak był torturowany i został zabity przez funkcjonariuszy policji. Środowisko anarchistyczne wielokrotnie alarmowały, że dochodzi do tego typu nadużyć, nie tylko na komisariatach, ale też np. w trakcie protestów społecznych. W Poznaniu systematycznie organizowano pod sądami i komisariatami pikiety i akcje...

Więcej...

Poznańscy neofaszyści nie mogą się czuć bezkarni

Walka klas :: 21 maja :: Komentarze (0)

Poznańscy neofaszyści nie mogą się czuć bezkarni

Organizacje nacjonalistyczne i neofaszystowskie zawsze starają się uchodzić za organizację o charakterze politycznym. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy całe spektrum ich aktywności sprowadza się do działań czysto bojówkarskich (np. bicia i zastraszania swoich oponentów) i propagandowych, których celem jest wyłącznie podsycanie nienawiści do określonych grup społecznych (kiedyś do Żydów,...

Więcej...

Biznes „Scenowy”

Walka klas :: 08 maja :: Komentarze (0)

Biznes „Scenowy”

Scena - miejsce gry aktorów w teatrze, oddzielone od widowni kurtyną. To pierwsza definicja słowa scena, jaką podaje Słownik Języka Polskiego, chyba najbardziej oczywista i jako pierwsza przychodząca na myśl osobom niezaangażowanym w żaden sposób w ruch wolnościowy, squaterski, działalność anarchistyczną czy lewicową. Jednak w przypadku w/w osób słowo to w...

Więcej...

Przemówienie Jarosława Urbańskiego z sobotniej demonstracji - Nacjonalizm nie przejdzie!

Kontrola społeczna :: 10 kwietnia :: Komentarze (0)

Przemówienie Jarosława Urbańskiego z sobotniej demonstracji - Nacjonalizm nie przejdzie!

Rządząca partia, PiS, nie może uniknąć odpowiedzialności za wzrost fali przemocy wobec osób innej narodowości. PiS jest odpowiedzialny za atmosferę pogardy dla obcych i za strach przed obcymi.

Więcej...

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian