![]() |
||||
|
KÓŁKA
SOCJALREWOLUCYJNE NA ZIEMIACH POLSKICH I EMIGRACJI 1876 - 1881 Działalność rewolucyjna w Królestwie Polskim (zabór rosyjski). Działalność rewolucyjna w zaborze austriackim. Działalność rewolucyjna na ziemiach polskich wchodzących w skład Cesarstwa Niemieckiego. Polski ośrodek socjalistyczny w Genewie 1878 - 1881. Działalność
rewolucyjna w Królestwie Polskim (zabór rosyjski). Szerzenie propagandy rewolucyjnej okazało się łatwiejsze, niż początkowo przypuszczano. Robotnicy, którzy uczęszczali na zebrania kółek, rozpowszechniali idee tam usłyszane wśród towarzyszy pracy, informowali o grupie, która zajmuje się dolą robotniczą i chce, aby ludzie pracy nie byli tak wyzyskiwani, lecz by odnosili korzyści ze swego trudu. Efektem tej propagandy było organizowanie kas oporu, gromadzących środki dla umożliwienia walki z fabrykantami, lecz prowadzących także akcję propagandową. Ten system organizacyjny okazał się jednak niewystarczający. Wkrótce przystąpiono do tworzenia organizacji, której najniższymi ogniwami miały stać się kółka przygotowawcze, nad nimi zaś formowano kółka rewolucyjne oraz kółka organizatorów. Cała akcja prowadzona była, rzecz oczywista, nielegalnie, w głębokiej konspiracji. Nie bacząc na pierwszą falę aresztowań, która w połowie 1878 roku przerzedziła szeregi tworzącej się organizacji, prowadzono dyskusję nad dokumentami programowymi. Opracowany w Warszawie w 1878 roku i aprobowany przez kółka robotnicze i rewolucyjne program nosił nazwę: "Zasady Socjalno-Rewolucyjnego Stowarzyszenia Polaków". Warszawscy działacze, nie mając możliwości wydrukowania programu na miejscu, przesłali tekst do Genewy, gdzie zaczął się kształtować zagraniczny ośrodek socjalistów polskich i przygotowywano własną drukarnię. W Genewie znajdowali się wówczas m. in. Kazimierz Dłuski, Szymon Diksztajn, Maria Jankowska, Stanisław Mendelson. Otrzymawszy z Warszawy tekst programu, rozpoczęli prace redakcyjne. Po konsultacjach m.in. Mikołajem Żukowskim, zwolennikiem Bakunina, pod koniec września 1869 r. ukazuje się broszurka pt. "Program socjalistów polskich". Do tak opracowanego tekstu programu, zwanego "Programem brukselskim" gdyż, dla zmylenia policji, jako miejsce wydania podano Brukselę, dołączyli część wstępną statutu I Międzynarodówki w jej wersji z 1866 roku. W rozszerzeniu programu które drukowało genewskie pismo emigracyjne "Równość" widać, że środowisko polskich socjal-rewolucjonistów nie chciało wikłać się w spory programowe między Bakuninem a Marksem. Samemu opowiadając się jednoznacznie po stronie idei socjalizmu bezpaństwowego, sprowadzało konflikt programowy do jedynie różnicy zdań co do środków osiągnięcia celu tj. bezklasowego i bezpaństwowego społeczeństwa. Prokurator prowadzący śledztwo przeciwko kółkom socjalrewolucyjnym w Warszawie, tak charakteryzował w swym raporcie ich ideologię: "(...) celem do którego dążyli warszawscy agitatorzy, była nie tylko poprawa stosunków między pracą a kapitałem, lecz zupełne obalenie obecnego ustroju państwowego, tj. realizacji tych planów, które starają się wprowadzić w życie anarchiści, najskrajniejsza i najbardziej rozpowszechniona partia socjalistyczna w Rosji" Kiedy w 1879 roku wydrukowany tekst "Programu brukselskiego" dotarł do Warszawy, sytuacja uległa już zasadniczej zmianie. Masowe areszty w latach 1878 i 1879 przetrzebiły środowisko socjalistów warszawskich. Rosyjskie władze sądowe skazały w drodze administracyjnej (to znaczy bez procesu sądowego) 137 osób na bezterminowe zesłanie na Syberię, więzienie, areszt, nadzór policji lub naganę. Dwanaście osób zdołało uniknąć aresztowania, m. in. Waryński, który przedostał się do Galicji i tam rozpoczął działalność. Zakończyła się ona głośnym procesem socjalistów w Krakowie w 1880 roku i wyjazdem Waryńskiego do Genewy. W związku z aresztowaniami, od połowy 1879 roku nielegalną działalnością socjalistyczną w Warszawie kierował prawnik, absolwent uniwersytetu w Petersburgu Zygmunt Poznański. W zakresie programowym odstąpił od zasad "Programu brukselskiego", zdecydowanie kładąc akcent na walkę polityczną. Poznański skłaniał się raczej ku zachodnioeuropejskim koncepcjom socjaldemokratycznym, podtrzymywał też kontakty z Północnym Związkiem Robotników Rosyjskich w Petersburgu, jako bliższym mu ideowo. Działalność
rewolucyjna w zaborze austriackim. Od połowy
1878 roku zaczęło wychodzić we Lwowie pod redakcją Józefa Daniluka pismo
"Praca". Był to dwutygodnik, który nosił początkowo podtytuł
"Dwutygodnik poświęcony sprawom drukarskim" i miał spełniać
rolę organu zawodowego. Pod wpływem, jak się przypuszcza, Waryńskiego,
który po ucieczce z Warszawy zatrzymał się początkowo we Lwowie, pismo
rozszerzyło tematykę, stając się organem ogólnorobotniczym, co uwidoczniło
się w przyjętym w styczniu 1879 roku podtytule "Dwutygodnik poświęcony
sprawom klas pracujących". Prześladowane konfiskatami przez cenzurę
walczyło dzielnie o swój byt i stało się istotnie interesującym organem,
w którym mogli w miarę swobodnie wypowiadać się socjaliści. Celem pisma,
jak czytamy w artykule wstępnym w numerze 12 z 15 grudnia 1878 roku, było
"obznajmianie ogółu klas pracujących z najważniejszymi zdobyczami
ludzkiej myśli i nauki i zarazem bronienie publiczne interesów tych klas,
osobliwie ekonomicznych i towarzyskich". Deklaracja ta nie brzmi
zbyt radykalnie, sugeruje oświeceniowe tendencje. Lecz w jednym z wcześniejszych
numerów pisma (nr 3 z 1 sierpnia 1878 roku) odnajdujemy energiczniejsze
tony. Czytamy tam m. in.: "Na roboczej sile, tj. na rolnikach i robotnikach
przemysłu, zbudowana została cała ludzka kultura i nauka, że zatem stan
roboczy, który obecna nauka nazywa także stanem czwartym, będąc faktycznie
największą ludzką siłą, powinien na koniec zrozumieć to swoje w świecie
pierwszeństwo". Pod koniec
1878 roku zaczął działać w Galicji przebywający tam nielegalnie, posługujący
się fałszywymi paszportami, Ludwik Waryński. Po krótkim pobycie we Lwowie
przeniósł się do Krakowa. Z jego aktywnością i inicjatywą wiążą się początki
ruchu robotniczego w tym mieście. Według informacji policyjnych miało się odbyć siedem takich zebrań. Przybyła z Genewy grupa starała się rozszerzyć agitację także na inne miasta wielkopolskie, ale działała tak nieumiejętnie, a jednocześnie wzbudziła tak wielki niepokój klas posiadających, że policja pruska bez większego trudu aresztowała ją w komplecie i przekazała sądowi. Pierwszy proces socjalistów polskich w Poznaniu, który toczył się w lutym 1882 roku, spełnił podobną rolę, jak wcześniejsza rozprawa krakowska przeciw Waryńskiemu i innym: wywołał zainteresowanie dla socjalizmu i spopularyzował jego idee. Kary wymierzone przez sąd pruski pierwszym polskim socjalrewolucjonistom były dość wysokie: sięgały nawet 3 lat pozbawienia wolności. Troje oskarżonych pochodzących z zaboru rosyjskiego miało zostać, po odbyciu kary więzienia, przekazanych władzom rosyjskim. Jankowskiej i Mendelsonowi umożliwiono jednak ucieczkę znad granicy. Polski
ośrodek socjalistyczny w Genewie 1878 - 1881. Główna uwaga Stowarzyszenia skierowana była jednakże na Królestwo Polskie. W piśmie "Równość" nadal komentowano i propagowano "Program brukselski", starając się przezwyciężyć rozbieżności, jakie zaistniały między ośrodkiem genewskim a kółkami socjalistycznymi w Warszawie. Ale rozbieżności wcale nie malały. Jak już wyżej wspomniano, Zygmunt Poznański, który kierował pracą kółek po aresztowaniu przez żandarmerię większości działaczy wprowadzonych do ruchu jeszcze przez Waryńskiego, opowiedział się za współpracą z Północnym Związkiem Robotników Rosyjskich, skłaniającym się ku socjalizmowi typu zachodnioeuropejskiego. Po rozłamie, jaki nastąpił w 1879 roku w "Ziemi i Woli", Poznański, a następnie warszawska gmina socjalistyczna opowiedzieli się za "Narodną Wolą". Natomiast działacze genewscy nawiązali bliskie stosunki z "Czornym Pierdłem", kontynuującego poprzednią, apolityczną tradycję narodnicką. Współpracowali także z anarchistami rosyjskimi, Mikołajem Żukowskim i Piotrem Kropotkinem. Dla wyjaśnienia nieporozumień ośrodek genewski posłał do Warszawy Marię Jankowską, nie bacząc na niebezpieczeństwa, jakimi mogła jej grozić ta nielegalna podróż. Ale nawet urok osobisty Jankowskiej i jej talent godzenia zwaśnionych stron nie zdołały przezwyciężyć nieporozumień. Zaczęły one wkrótce dzielić także środowisko genewskie. W numerze 2 pisma "Równość" (listopad 1879 rok) Kazimierz Dłuski zamieścił artykuł "Patriotyzm i socjalizm", który wywołał gorące spory. Jego zdaniem oba pojęcia: patriotyzm i socjalizm - wykluczają się wzajemnie, a celem socjalizmu jest nie tylko obalenie ustroju kapitalistycznego, ale i państwa. Nieporozumienia pogłębiły się z powodu urządzonego w Genewie w 1880 roku zgromadzenia międzynarodowego w 50 rocznicę powstania listopadowego. Nie miał to być, jak twierdzili organizatorzy, obchód rocznicy 29 listopada. Wybrali tę datę świadomie, aby zamanifestować swe własne zasady ideowe, wyrażające interesy proletariatu całego świata. Przekreślali w ten sposób półwiekową tradycję, ukształtowaną przez Wielką Emigrację, która listopadowe obchody rocznicowe wykorzystywała nie tylko dla upamiętnienia powstania 1830 roku, lecz dla przypomnienia o "sprawie polskiej". Socjaliści genewscy chcieli dowieść, że "sprawa polska" już nie istnieje, ustępując miejsca powszechnej rewolucji społecznej. Było to posunięcie dość prowokujące. Już w zaproszeniu na mityng jego organizatorzy przeciwstawiali dawne hasło "Niech żyje Polska!" które "znikło wreszcie zupełnie wśród walki klas" nowemu: "Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!". Zaproszenie rozesłano do wybitnych działaczy, organizacji, redakcji w kraju i za granicą. W odpowiedzi napłynęło wiele listów i telegramów. Niektóre z nich jak np. od organizacji i działaczy anarchistycznych z Niemiec, Włoch czy Francji, w pełni poparły ideę wyrażoną w zaproszeniu. Nie wszyscy ją jednak zaaprobowali. Podczas mityngu członkowie Stowarzyszenia Socjalistów Polskich "Równość": Diksztajn, Dłuski, Mendelson i Waryński wygłosili przemówienia (po polsku, niemiecku, francusku i rosyjsku). Wszystkie opierały się koncepcję teoretyczną, jaką zaprezentował Dłuski w artykule "Patriotyzm i socjalizm", a więc uznawały przeciwstawność tych pojęć. Wszystkie zawierały wątek historyczny, oceniający okres powstań polskich, które uznawano za szlacheckie i antyludowe, i kończyły się okrzykiem na cześć międzynarodowej rewolucji społecznej. Najbardziej wyważone przemówienie wygłosił Diksztajn. Część historyczną swego przemówienia oparł na przeciwstawieniu Polski ludu - Polsce szlachty, między którymi zawsze istniała przepaść nie do przebycia. Niesłusznie twierdził on, że było to zjawisko specyficzne dla Polski i że w żadnym europejskim społeczeństwie nie zarysowała się tak wyraźnie odrębność dwóch światów. Krytycznie oceniając spóźnione i niekonsekwentne działania demokratów, by zjednać sobie lud, Diksztajn, co warte podkreślenia, oddał hołd pierwszej socjalistycznej organizacji polskiej, gromadom "Ludu Polskiego", powstałym na emigracji w Anglii w latach 30-ych XIX wieku. Socjaliści, mówił Diksztajn, występują dla dobra Polski pracującej z hasłem dla wszystkich zrozumiałym: ziemia dla rolnika, dla robotnika narzędzia pracy. Dłuski swe poglądy na socjalizm i patriotyzm podbudował w przemówieniu karykaturalnym obrazem powstania listopadowego i roli obozu demokratycznego. Wskazując natomiast na zupełną odmienność stosunków gospodarczo-społecznych, jakie ukształtowały się w Królestwie Polskim po powstaniu styczniowym, podkreślił zarówno zdradę wobec interesów narodowych polskich klas posiadających, jak i przewrotność posługiwania się przez nie hasłami patriotycznymi, aby przeciwdziałać w ten sposób walce klasowej. Najbardziej "drastyczne" sformułowania znalazły się w przemówieniu Mendelsona, który wzywał do zupełnego zerwania z przeszłością, do upadku "pogańskiej świątyni"- Polski. W 1881 roku wydane zostało drukiem sprawozdanie o urządzonym przez redakcję "Równości" mityngu w rocznicę powstania listopadowego, które wyszło jako tom I Biblioteki "Równości" w Genewie. Redakcja zamieściła w nim wszystkie materiały, także i te, z którymi się nie zgadzała. Broszurka ta przesyłana była nielegalnie do kraju i służyła jako jeden z druków propagandowych. W marcu 1881 roku redakcja "Równości" wydrukowała odezwę, na odwrocie ulotki wydanej z okazji dziesiątej rocznicy Komuny Paryskiej, zapraszającą na Międzynarodowy Kongres Anarchistyczny jaki odbył się w lipcu 1881 roku w Londynie. W zaproszeniu stwierdzono, że ponieważ siły burżuazyjne umacniają swe międzynarodowe sojusze, niezbędne staje się zespolenie wszystkich sił rewolucyjnych, a w związku z tym i odbudowanie I Międzynarodówki. Redakcja "Równości" przesłała na Kongres pismo powitalne, podpisane przez Szymona Diksztajna. W piśmie tym wyraziła poparcie dla idei odbudowy Międzynarodówki. Było to ostatnie wystąpienie redakcji "Równości". W połowie 1881 roku pismo przestało się ukazywać, a w genewskim ośrodku socjalistów polskich nastąpił rozłam. Bolesław Limanowski, który zerwał współpracę z ośrodkiem po opublikowaniu artykułu Dłuskiego "Patriotyzm i socjalizm", utworzył Stowarzyszenie "Lud Polski" do którego przeszła część działaczy "Równości". Program "Ludu Polskiego" różnił się od stanowiska "Równości" przede wszystkim nawiązaniem do patriotycznych i niepodległościowych tradycji Powstania Styczniowego. W końcu grudnia Ludwik Waryński wraca do Warszawy co doprowadza do całkowitego rozpadu ośrodka genewskiego w jego dotychczasowej formie. Waryński odszedł już wtedy od zasad ideowych które propagowała "Równość", przechodząc na pozycję marksowskiego socjaldemokratyzmu. Taką też ideologię prezentowała założona przez niego w połowie 1882 roku w Warszawie partia "Proletariat". Pomimo jednoznacznego stanowiska kierownictwa partii w jej łonie przez cały czas istnienia toczyła się polemika pomiędzy koncepcjami anarchistyczną a marksistowską. Pod koniec 1883 roku działalność partii paraliżuje pierwsza fala aresztowań. Skutkiem czego jest zmiana taktyki partii, która podpisuje we wrześniu 1884 roku układ z "Narodną Wolą". W październiku 1885 roku rozpoczyna się wielki proces 190 członków "Proletariatu", rosyjski sędzia wydaje 4 wyroki śmierci, które zostały wykonane na początku 1886 roku. Do ostatecznego rozgromienia, przez carską policję, niedobitków partii dochodzi w połowie 1886 roku, 4 września w Cytadeli Warszawskiej wykonany zostaje wyrok śmierci na piątym w historii "Proletariatu" członku partii. Po rozpadzie ośrodka genewskiego i kółek socjalrewolucyjnych do początku XX wieku możemy mówić jedynie o pewnych tendencjach anarchistycznych w polskich organizacjach rewolucyjnych. Tak było np. z działającą w 1897 r. wśród nauczycieli i gimnazjalistów krakowskich tajną organizacją "Wolnych Braci" o programie stanowiącym zlepek idei anarchistycznych, ludomańskich i narodowo demokratycznych. Jej członkowie aprobowali terror indywidualny i wydawali własne pisemko o nazwie "Wolność". Poniżej zamieszczamy opracowany w Warszawie i Genewie w 1878 roku program, który przeszedł do historii pod nazwą "programu brukselskiego" (oryginał, druk. "Program Socjalistów Polskich", Bruksela [w rzeczywistości Genewa] 1878 r.) Postanowiliśmy opublikować również fragment jego rozwinięcia dotyczący paragrafu 3 programu ("Równość" 1880, nr 6 - 7, marzec - kwiecień) Rozwinięcia dotyczące poszczególnych punktów publikowane były przez genewską "Równość". Ważnym dokumentem był również niewątpliwie artykuł Kazimierza Dłuskiego "Patriotyzm i socjalizm" ("Równość" 1879, nr 2, listopad). Przedstawia on całkiem nowy, jak na ówczesne czasy pogląd dotyczący walki o narodową niepodległość. PROGRAM
SOCJALISTÓW POLSKICH W każdym społeczeństwie wszystkie urządzenia społeczne, ekonomiczne i polityczne są wynikiem wspólnych wiekowych usiłowań wszystkich bez wyjątku członków społeczeństwa i tym samym powinny by służyć ku ogólnej korzyści wszystkich. Lecz wskutek tego, iż nieznaczna mniejszość społeczeństwa posiada dziś w swym ręku narzędzia pracy, tj. kapitał, ona tylko jedynie ciągnie wyłączną korzyść z tych urządzeń. Taki stosunek mniejszości posiadającej kapitał do większości dającej swą pracę wyraził się ostatecznie w instytucji najmu, tj. w nadaniu pracy charakteru towaru. Zredukowanie robotnika do znaczenia towaru jest nową formą niewoli i wyzyskiwania, gdyż robotnik, sprzedający swą pracę wedle ogólnych praw zamiany, nie może w żaden sposób wpłynąć na jej warunki; on daje kapitaliście wartość tej pracy, otrzymując w zamian jej cenę rynkową, zależną jedynie od ilości rąk roboczych i kosztów zaspokojenia niezbędnych potrzeb życia. Odpowiednio do organizacji najmu złożyły się wszelkie inne urządzenia społeczne i państwowe. Tak nazwana "swoboda jednostki", mając za podstawę sławną ideę samopomocy, sprowadzoną została do walki wszystkich przeciw wszystkim, wałki, z której zwycięzcą wychodzi kapitalista silny w środki materialne. Pozbawiony środków dla produkcji, pozbawiony możności niezależnej pracy i sprowadzony do znaczenia najemnika, robotnik utracą wszelką moralną samodzielność i ulega woli kapitału we wszystkich przejawach swego indywidualnego i społecznego życia. Taki stan rzeczy wywołał we wszystkich cywilizowanych społeczeństwach usiłowania klasy pracującej skierowane ku zużytkowaniu urządzeń społecznych, na korzyść wszystkich bez wyjątku członków społeczeństwa. W ten sposób kapitalistycznej teorii posiadania narzędzi pracy i podziału produktów przeciwstawioną została teoria socjalizmu, zasady którego ostatnimi czasy świadomie przyjęte zostały przez robotników Europy i Ameryki, którzy tym samym dążą do gruntownej zmiany obecnych stosunków społecznych na korzyść pracy, tj. do rewolucji społecznej. Rozważanie warunków bytu i naszego także społeczeństwa doprowadziło nas do przekonania, że tryumf zasad socjalizmu jest koniecznym warunkiem pomyślnej przyszłości narodu polskiego, że czynny udział w walce z ustalonym porządkiem społecznym jest obowiązkiem każdego Polaka, przenoszącego los milionów ludu polskiego nad interesy szlachecko-kapitalistycznej cząstki naszego narodu. Zasady, które
wyznajemy, są następujące: Program powyższy wobec bezskuteczności dróg legalnych może być osiągnięty tylko na drodze rewolucji społecznej. Zważywszy, Kongres Międzynarodowego
Stowarzyszenia Robotników odbyty w Genewie 3 września 1866 roku oświadcza, § 3. Każda jednostka ma prawo do korzyści z rezultatów stowarzyszonej pracy, prawo, które w przyszłości określą sami pracujący na podstawie nauki. W bliższym wyjaśnieniu poprzedniego paragrafu usiłowaliśmy nakreślić plan przyszłej organizacji pracy po zniesieniu najmu i zaprowadzeniu wspólnej własności środków i narzędzi produkcji. Mówiliśmy, że praca wyswobodzona spod przewagi i wyzyskiwania kapitału połączy się w stowarzyszenia wytwórcze. Stowarzyszenia znowu wytwórcze różnych gałęzi pracy danej miejscowości tworzyć będą związki federacyjne, kierowane przez lud cały i reprezentowane przez jego przedstawicieli - które tu możemy nazwać gminami. Gminy takie, uwarunkowane pewnym obszarem i potrzebami zamieszkującej go ludności, stanowić będą zasadniczą jednostkę szerszych społecznych połączeń. Gminy naturalnie wchodzić będą znowu w federacyjne związki między sobą, a połączenie gmin na większym już obszarze utworzyłyby Szersze okręgi - ziemie. Związki ziem dać mogą początek krajom, a kraje wejdą już dalej z sobą w mniej lub więcej ścisłe związki międzynarodowe. Oddzielne
przy tym stowarzyszenia wytwórcze pojedynczych gmin tworzyć mogą związki
specjalne rozciągające się na całe ziemie, kraje i dalej. W łonie także
gmin istnieć mogą stowarzyszenia spożywcze, rozgałęzione wszechstronnie
i związane również w szersze połączenia, w które członkowie gmin wiązać
się mogą dla zaspokajania swych różnorodnych potrzeb. Nie możemy się tu wdawać w szczegółowe rozpatrywanie przedstawionego powyżej społecznego ustroju. Nie możemy również zajmować się obecnie porównywaniem go z urządzeniami istniejącymi w naszym kraju lub gdziekolwiek - sądzimy zresztą, że analogia ta nie byłaby rzeczą zbyt trudną. Rozwijając dalej zasadę zawartą w paragrafie trzecim, zajmiemy się przede wszystkim stanowiskiem samej pracującej jednostki w nakreślonej powyżej organizacji. Ze wszystkiego
zresztą, cośmy powiedzieli już o organizacji pracy, wypływa, że jednostka
stanowi treść zasadniczą wszelkich ludzkich połączeń, jest ona dla nich
i punktem wyjścia, i celem. Sama potrzeba społecznego ustroju powstaje
stąd, że człowiek sam zaledwie w sposób nadzwyczaj pierwotny zaspokajać
może swe potrzeby, gdy połączywszy się z innymi zaspokajać je może zadowalająco
i wszechstronnie. Ta potęga pracy zbiorowej wynika mianowicie z podziału
pracy i tych zdobyczy społecznych, jakie ludzkość w formie zasobów społecznych
i wchodzącej w nie wiedzy gromadzi. Łączenie się więc ludzi dla wspólnej
pracy i zaspokajania swych potrzeb opiera się na łatwej do zrozumienia
solidarności wszystkich pracujących jednostek. Ludzie pracujący, wytwarzając przedmioty dla własnego zużycia i dla wymiany ich na produkty innych grup pracujących - tylko potrzeby robotników, potrzeby ludzi pracy mieć będą na względzie. Potrzeby zaś takie nie mogą należeć do kategorii nieprodukcyjnego zużycia, praca zaś skierowana na ich wytworzenie nie może być pracą nieprodukcyjną. Przeciwnie, gdy wyzyskiwani pracują na wyzyskujących, wydziedziczeni na uprzywilejowanych, to wytwarzają z własną szkodą, z pominięciem swych potrzeb najbliższych masę takich przedmiotów, które giną marnie dla społeczeństwa i ludzkości, a nadto robotnicy przy ich wytwarzaniu otrzymują zaledwie "racje głodowe". Spożywać produkcyjnie może tylko człowiek produkujący cośkolwiek, pasożyty zaś tuczą się tylko cudzą krwią i potem, wymyślając w swej próżniaczej i przesyconej fantazji takie zbytkowne zachcianki, które rujnować tylko mogą człowieka fizycznie i moralnie oraz szerzyć wokoło zarazę zepsucia. W ustroju opartym na solidarności praca nieprodukcyjna i takież spożycie - ta plaga dzisiejszego społecznego rozwoju - zostaną usunięte raz na zawsze. Zbyteczne byłoby dodawać tu jeszcze, że taż sama tylko solidarność łączyć może ludzi i w stowarzyszenia dla zaspokajania różnorodnych potrzeb, w gminy, federacje, narody i ludzkość samą. Przystępujemy jednak do punktu, który nas tu głównie zajmuje. W paragrafie, który będziemy rozbierać, czytamy, że prawo jednostki do udziału w rezultatach stowarzyszonej pracy określą sami pracujący - na podstawie nauki. Z treści więc tego ustępu widzimy, że jest jakaś miara, jakiś dział, który na pojedynczą jednostkę przypada. W jakiej jednak mierze każda jednostka ma prawo do korzystania z owoców wspólnej pracy? Że prawo takie istnieje, tego dowodzić nie potrzebujemy. Człowiek dlatego pracuje, ażeby korzystał z swej pracy, żeby brał udział w jej rezultatach i udział o ile możności pełny, nieograniczony. Idzie więc tylko o normę tego udziału. Postawmy naprzód zasadę ogólną. Zasada ta uczy nas, że w gruncie rzeczy każda jednostka ma osobiste niezaprzeczone prawo do całkowitego udziału w rezultatach swej pracy wplecionej w pracę zbiorową. Taka jest zasada ogólna, należy ją jednak wyjaśnić. Gdzie mamy szukać tych wyjaśnień? Otóż winniśmy ich szukać przede wszystkim w potrzebach każdej pracującej jednostki. Powiedzieliśmy, że ma ona prawo na całkowity swój udział w rezultatach stowarzyszonej pracy wspólnej. Udział ten powinien pójść całkowicie na zaspokojenie jej potrzeb. Bez wątpienia. Przyjrzyjmy się jednak tym potrzebom. Przypatrując się dostrzeżemy bezzwłocznie, że nie wszystkie one mogą być zaspokojone bezpośrednio i dowolnie przez pracującą jednostkę. Niezależnie od najbliższych potrzeb każdego pracującego człowieka istnieją potrzeby ogólne, wspólne potrzeby jednostek, które są jednocześnie potrzebami każdej jednostki. Potrzebami tymi są na pierwszym planie wymagania dalszej o ile możności powiększonej produkcji, które rozgałęziać się mogą bardzo szeroko i daleko i w które wejdą już i potrzeby różnych instytucji, urządzeń itp. Decyzja o tych potrzebach nie może zależeć zupełnie od samowoli pracującej jednostki. Każda jednostka wpływać może bezwarunkowo na decyzję ogólną, dotyczącą użycia tej części jej pracy - sama jednak o tem decydować nie może. I słusznie. Wiele bardzo z rezultatów stowarzyszonej pracy jest dziełem pracy zbiorowej, jest więc rzeczą sprawiedliwą i słuszną, żeby społeczeństwo samo decydowało o użyciu pewnych części pracy jednostkowej. Społeczeństwo pomaga jednostce, wspiera ją przy pomocy zbiorowych usiłowań i urządzeń, musi więc windykować dla siebie pewną część pracy zbiorowej, na zbiorowe potrzeby. Istnieje praca i własność wspólna, istnieją też obok niej i wspólne potrzeby. Widzimy więc, że część rezultatów pracy każdej jednostki idzie na potrzeby ogólne. Pozostała reszta może zależeć od bezpośredniego rozporządzenia jednostki, jakkolwiek i tu istnieje mniej lub więcej bliska granica jednostkowej dowolności. Część potrzeb osobistych każdego pracownika zaspokajana także będzie niewątpliwie za pomocą wspólnych instytucji zbiorowych, reszta ich jednak pozostanie do dowolnego rozporządzenia każdej jednostki, która postara się zaspokoić je bezpośrednio lub za pomocą stowarzyszeń różnego rodzaju, w które łączyć się będą ludzie pragnący wspólnymi siłami lub wspólnie zaspokajać swe potrzeby. Zwróćmy się jednak do rozwiązania pytania: jaki ma być udział w rezultatach pracy wspólnej każdej jednostki po zaspokojeniu pewnych potrzeb ogólnych? Czy po zaspokojeniu tych potrzeb każdy pracujący ma prawo do równego udziału w rezultatach pracy stowarzyszonej, czy też prawo to nie w równej mierze przysługuje różnym pracującym jednostkom? Tu właśnie mamy przed sobą do rozwiązania ostateczny dylemat społeczny, tu właśnie leży węzeł owej równości, o rozwiązanie którego dobijają się wszelkie, różnych odcieni programy socjalistyczne. Czy każdy winien pracować i otrzymywać wynagrodzenie na równi z innymi? Czy każdy ma pracować według sił i zdolności, wynagrodzenie zaś otrzymywać równe z wszystkimi? Czy nareszcie każdy pracować ma według sił, chęci i zdolności i wynagrodzenie otrzymywać także według ilości i jakości tej pracy? Na pytania te niejednakowe dają odpowiedzi różne szkoły socjalistyczne. Bezwzględni komuniści żądają pracy równej lub odpowiedniej do sił i zdolności, wynagrodzenia zaś według potrzeb - socjaliści zaś w ścisłym znaczeniu tego wyrazu domagają się, przy istnieniu naturalnie wspólności środków i narzędzi pracy - nierównego wynagrodzenia, według ilości pracy. Która z tych odpowiedzi odpowiada zasadom słuszności i rzeczywistym stosunkom życiowym - postaramy się tu w krótkości wyjaśnić. Zaznaczymy przede wszystkim w ogóle, że ta zasada równości wszystkich wobec pracy i korzystania z jej owoców jest jedynie słuszną i sprawiedliwą zasadą społeczną. I w istocie. Skąd pochodzi nierówność między ludźmi? Przede wszystkim z różnicy majątkowej, spowodowanej przywilejami i wyzyskiwaniem jednych przez drugich. Nierówność ta wytworzyła dwie różne klasy ludności, dwa światy odrębne. Odbiło się to przy tym nie tylko na moralnych i umysłowych, lecz i na fizycznych właściwościach dwu obozów. Stosownie do potrzeb obu klas wytworzyły się dwa rodzaje zajęć, dwie gałęzie produkcji - dla biednych i bogatych. Czyż nierówność podobna ma jakieś słuszne podstawy i czy wraz z reformą społeczną w duchu równości zniknąć nie musi i nie powinna? Bez wątpienia na wytworzenie się nierówności między ludźmi, nierówności fizycznego ustroju, zdolności i usposobień, wpływały, szczególniej w zaraniu społecznego życia, i przyczyny naturalne, przyrodzone, stosownie do różnych warunków życia, jakie istniały i istnieją na ziemi. Czegóż to jednak dowodzi? Przyroda może być takąż złą macochą, jak i fałszywa społeczność dla swych nie lubianych dzieci. I ona otacza szczególnie troskliwą opieką swych pieszczochów, a odtrąca bezlitośnie od macierzyńskiego łona inne swe dzieci. Czyż jednak kaprysy natury mają być dla nas wzorem sprawiedliwości? Przyroda rozwija się według pewnych praw stałych, niezmiennych, które ludzie mogą coraz skuteczniej na swój użytek wyzyskiwać, nie ma ona jednak żadnego współczucia dla ludzi, jest ślepa na zasługi i głucha na skargi cierpiących. Rzeczą ludzi i społeczeństw jest bogactwa jej spożytkować na korzyść ogólną, nie zaś uczyć się od niej ślepo zasad słuszności. Widzimy więc, że równość wobec pracy i jej owoców, zarówno z społecznego, jak i przyrodniczego stanowiska, winna być uznana za wynikające z poczucia słuszności i powszechnej solidarności dążenie społeczne. Nawet darwinistyczna "walka o byt" nie sprzeciwia się temu dążeniu. Społeczność bowiem w zastosowaniu do jednostek jest właśnie silną bronią w ich walce o byt, w odniesieniu zaś do całej przyrody społeczeństwo jest jednym z przyrodniczych organizmów, który tym skuteczniej walczy, żyje i rozwija się, im doskonalej i spoiściej jest zorganizowany. Cały też rozwój społeczny sprzyja coraz to doskonalszemu zastosowaniu zasady równości. Zaznaczyliśmy już, że pewna część rezultatów pracy zbiorowej opartej na Wspólnej własności idzie na zaspokojenie potrzeb wspólnych. Potrzeby wspólne równają coraz bardziej ludzi wobec siebie, a zakres ich w miarę uspołecznienia się ludzkości coraz się rozszerza. Wychowanie, środki nauczania i rozrywek, drogi publiczne itd. w przyszłym społeczeństwie łatwo stać się mogą instytucjami wspólnymi i dostępnymi dla wszystkich bez różnicy. Zakres zresztą wspólnego zaspokajania potrzeb za pośrednictwem licznie zawiązanych stowarzyszeń będzie się także ustawicznie zwiększał i rozszerzał. W niedalekiej może przyszłości, co zresztą i dziś już nietrudno zauważyć - zaspokajanie pojedynczymi siłami wszystkich swych potrzeb może być uznane za równie niedogodne i nieracjonalne, jak i indywidualna produkcja. Gminy i stowarzyszenia podzielą wtedy między siebie pracę zaspokajania ludzkich potrzeb. Jest to tym ważniejsze i racjonalniejsze, że z pewnego punktu widzenia i spożycie jest także produkcją - produkcją ludzkich sił i uzdolnień. Potrzeby przy tym ludzi pracujących, przede wszystkim potrzeby materialne, z łatwością, bez szkody czyjejkolwiek mogą być sprowadzone do równego prawie poziomu. W istocie. Odrzućmy z jednej strony przesadny, przesycający i niezdrowy zbytek, a z drugiej wycieńczającą i łaknącą nędzę - a pozostaną pośrodku pewne potrzeby jadła, napoju, odzieży i mieszkania, które niezbyt się różnią w swej ilości i jakości dla każdego pojedynczego człowieka. Pamiętajmy też, że dostępne dziś głównie dla bogaczów instytucje naukowe, domy zabaw, pyszne gmachy, parki etc. staną się własnością wspólną. Tyle co do zaspokajania potrzeb. Nadmienimy tylko, że i dziś już wynagrodzenie za pracę nie zawsze wyraża się wyłącznie w pieniądzach, jakkolwiek obecnie, w czasie panowania indywidualnej własności, produkcji i spożycia, mają one bez porównania donioślejsze znaczenie, aniżeli to będzie miało miejsce w przyszłym społeczeństwie. Otóż i dziś najszlachetniejsze rodzaje pracy publicznej, naukowej i artystycznej we własnych popędach i zadowoleniu samych pracujących oraz w uznaniu ogólnym lub wybranych i współtowarzyszy czerpią uznanie i otuchę. Możemy przewidywać, że szlachetne współzawodnictwo na tym właśnie polu wraz z rozwojem ducha publicznego rozszerzy się znacznie; możemy przewidywać też, że i w innych gałęziach pracy rozbudowany duch zbiorowy, poczucie solidarności, praca przyjemna, twórcza i płodna w następstwa sama przez się będzie także piękną nagrodą tych, co jej siły i zdolności poświęcą. Nie zapominajmy, że będzie to praca świadoma swych celów, nie przymuszona, wolna, mająca na celu zaspokojenie potrzeb każdej pracującej jednostki, a potrzeby tej jednostki będą najzupełniej solidarne z rozwojem całego ogółu, tym bardziej że w urządzeniu i losach tego ogółu każda pracująca jednostka przyjmować będzie pośredni lub bezpośredni udział. Co do samej pracy, to i w niej ostateczności zacierają się już i dziś dosyć szybko. W miarę rozwoju odkryć i wynalazków, w miarę zastosowania sił przyrody do ciężkiej i mozolnej roboty - mozolna praca fizyczna ustępuje miejsca mniej nużącej, wymagającej więcej baczenia i umysłowego rozwinięcia. Jeżeli zaś i dziś praca fabryczna jest wycieńczająca i nużąca, to nie tyle przez to, iż jest uciążliwa, lecz dla swej długości, jednostajności i otaczających warunków, co wszystko jeszcze bardziej staje się nieznośnym, gdy robotnik czuje się upośledzony, głodny, wyzyskiwany, nieszczęśliwy. Z drugiej znowu strony praca naukowa, artystyczna, publiczna, samo wykształcenie, moralne i fizyczne zalety, wszystkie te właściwości przestają być wyłącznym udziałem uprzywilejowanych i schodzą do wspólnego poziomu. I na polu pracy więc sam rozwój stosunków społecznych i wymagania przyszłości pomagają szerzeniu się równości. Szerząca się bezustannie równość pracy i spożycia nie zabija bynajmniej naturalnej rozmaitości między ludźmi, wynikającej nie tylko z rozmaitości przyrodzonego usposobienia i zdolności, lecz i z rozmaitości zajęć. Ludzie równać się mogą we względzie wartości swej pracy, we względzie jej ilości oraz w zaspokojeniu swych potrzeb najbliższych - rozmaitość jednak charakterów i uzdolnień, wraz z wzrastającym coraz bardziej podziałem pracy i zatrudnień, wraz z ich ciągłym rozgałęzieniem - tylko zwiększać i rozszerzać się będzie. Przeciwnicy socjalizmu w swych naiwnych zarzutach mają zwyczaj mieszania równości z rozmaitością, gdy są to pojęcia najzupełniej różne. Socjalizm żąda równości w zaspokajaniu potrzeb najbliższych, równości w ilości pracy, prawach do pracy i udziale w życiu publicznym - nie znosi jednak jakościowej rozmaitości jednostek pracy, zdolności i upodobań. Jeżeli chodzi o rozwój indywidualności, w formie przyrodzono-społecznej rozmaitości jednostek pracujących, to rozwojowi temu sprzyja właśnie w stopniu nader wysokim socjalistyczna równość, a tamuje go jedynie tylko dzisiejsza nierówność. Nierówność ta zabija indywidualność, przyczynia się nader potężnie do jej ograniczenia. Dzieląc ludzi na biednych i bogatych, samowolnych i niewolników, panów i sługi, wykształconych i ciemnych, wytwarza "porządek" dzisiejszy dwie tylko kategorie ludzi, w zakresie których zaciera się wszelka rozmaitość. Porządek ten zabija nie tylko człowieka, zarówno przez nadużycie, jak i nędzę, lecz i jego odrębne właściwości, poczucie inicjatywy, specjalne zdolności itp. Wybór zajęcia mało tu zależy od wolnej woli robotnika i wyzyskiwacza. Dziedzictwo majątku lub warunków życia wytwarza i dziś kasty ludzi odrębne. W ustroju socjalistycznym każda jednostka będzie mogła ujawnić swe zdolności i znaleźć odpowiednie pole do ich zastosowania. Nie dość na tym. Każdy człowiek nie może i nie powinien wyłącznie zajmować się jedną i tąż samą pracą - wynika to bowiem z samego fizjologicznego ustroju osobnika ludzkiego. Przy lepszym wychowaniu i warunkach życia każda jednostka z łatwością może się uzdolnić do różnych prac i zajęć, bacząc na to, żeby nie tylko jej zajęcia umysłowe były urozmaicone, lecz żeby one także dopełniały się równie urozmaiconą pracą fizyczną - i na odwrót, co dla zdrowia i równowagi organizmu jest rzeczą niezbędną. Pytamy się więc szanownych naszych przeciwników: gdzie indywidualność może się szerzej i bujniej rozwinąć, gdzie człowiek może więcej zażyć szczęścia, a społeczeństwo dojść do wysokiego stopnia rozwoju i potęgi - czy przy ich nierówności, czy przy socjalistycznej równości? Cały więc rozwój stosunków społecznych prowadzi do zrównania pracy i równomiernego korzystania z jej owoców, co nie sprzeciwia się, lecz przeciwnie, sprzyja różnostronnemu rozwinięciu się indywidualnych właściwości pracujących jednostek. Przyszłość więc we względzie ustroju stosunków ekonomicznych zbliża się do komunizmu. Mówimy: zbliża się, obecnie bowiem jesteśmy mniej lub więcej od możliwie pełnego urzeczywistnienia tego ideału oddaleni. Praca dziś jeszcze z wielu względów jest nierówna, uzdolnienia i upodobania niejednakowe. Gdybyśmy więc te nierówności i różnice w pracy i potrzebach pracowników dzisiejszych, będące choćby nawet wynikiem nierówności społecznych, chcieli gwałtem wtłaczać w ramy równej zupełnie, lubo uwarunkowanej siłami i zdolnościami pracy i równego wynagrodzenia za tę pracę - postępowalibyśmy nawet wbrew samej zasadzie równości. Czyniąc prace i potrzeby ludzi nierównych równymi, wytwarzalibyśmy nierówność wynagrodzeń, wynagrodzenie zaś za pracę w racjonalnym ustroju społecznym musi zawsze mieć za podstawę realną pracę, nie zaś idealne tylko wymagania słuszności. Ustrój socjalistyczny, którego rysy staraliśmy się nakreślić, opiera się na pracy i solidarności istotnej, zupełnej każdego pracownika. Dopóki więc rozwój i zmiany stosunków społecznych nie doprowadzą do istotnego wzajemnego zrównania pracy, uzdolnień i potrzeb, dopóty myśleć nie można o zupełnej równości w wynagrodzeniu za pracę i zaspokajaniu potrzeb. Nierówność pracy przy równości wynagrodzenia prowadziłaby do częściowej sprzeczności interesu osobistego z interesem ogólnym, co sprzeciwia się ścisłemu zastosowaniu solidarności. Brak odpowiedniości pomiędzy pracą i jej wynagrodzeniem naruszałby konieczną równowagę tych dwóch czynników. Jedni więc otrzymywaliby więcej, niż zapracowali, drudzy byliby osobiście pokrzywdzeni. Niektórzy utopiści starali się równowagę tę dopełnić współczuciem i litością dla upośledzonych, która prowadzić miała do zrzeczenia się pewnych korzyści własnych na rzecz tych upośledzonych. W ten sposób kwestię równości starał się i stara rozwiązać chrześcijanizm i w tym też duchu rozwiązywali ją niektórzy komuniści. Rozwiązania tego nie możemy jednak uznać za zadowalające i zgodne z zasadniczą podstawą przyszłego społecznego ustroju - pracą i solidarnością. Nie mówimy tu o dzieciach i starcach, ci mają prawo do szczególnych względów, za które dziecko wypłaci się w następstwie, starzec zaś już się wypłacił. Ludzie jednak normalnie pracujący, jednostki pracujące nie powinny by ani żyć kosztem swych współtowarzyszów, ani pracować na drugich. Sprzeciwia się to zasadzie solidarności opartej na pracy i nie da się zadowalająco załatać wprowadzeniem w powszechne zastosowanie różnych uczuć altruistycznych - obowiązków, braterstwa etc. Uczucia te, o ile nie opierają się na solidarności w pracy, wytwarzają kombinacje sztuczne, nieorganiczne. Niezaprzeczenie wiele ludzi i dziś pracuje z zaparciem się swego osobistego interesu dla sprawy ogólnej. Jest to jednak praca dla przeobrażenia całego społeczeństwa, dla szczęścia i pomyślności wszystkich, praca mająca swą trwałą podstawę w pragnieniach i potrzebach poświęcających się dla dobra ogólnego jednostek. Ludzie ci pracują dla ogółu - nie dla pojedynczych jednostek. "Pracują oni dla urzeczywistnienia takiego społecznego ustroju, który by zapewniał wszystkim możność jak najzupełniejszego zrównania w pracy i potrzebach, nie zaś dla domów przytułku, dla próżniaków lub ułomnych. Widzieliśmy, że zrównanie to jest możliwe w przyszłości, dojść jednak do niej trzeba po szczeblach. Wspinając się ku tym wyżynom ideału, nie możemy jednak zapominać o kardynalnych podstawach przyszłego ustroju - pracy i solidarności, nie możemy budować po drodze nietrwałych rusztowań z poświęcenia, obowiązku i litości. Wszelka nierówność społeczna jest niesprawiedliwa, ludzkość winna dążyć do jej usunięcia i usunięcie to, jak mówiliśmy, [jest] możliwe, musimy jednak przebyć niektóre stadia przejściowe. Dopóki więc nierówność jest jeszcze zbyt wielka, większą wartość praktyczną ma program oparty na wspólności środków i narzędzi produkcji, lecz zachowujący różne wynagrodzenie za samą pracę, stosownie do jej ilości i jakości. Ten więc program najbliższy stawiają dziś partie socjalistyczne. Ma on przy tym to za sobą, że nie usuwa zupełnie tak ważnego dziś jeszcze bodźca, jak interes osobisty. Dopóki społeczeństwo nie przejdzie przez początkową szkołę socjalistycznego ustroju, różne wynagrodzenie za pracę, stosownie do jej ilości i jakości, stanowić będzie nader silną pobudkę do pracy, zanim nie rozwiną się inne, podnioślejsze. Wspólność przy tym zasobów, wspólność wielu potrzeb i ich zaspokojenia torować będzie drogę doskonalszej wspólności. Powodowani
powyższymi względami, pozostawiliśmy udział w korzyściach stowarzyszonej
pracy decyzji samych pracujących. Decyzja ta, jak wykazywaliśmy, w początkach
będzie bez wątpienia przychylną wynagrodzeniu według pracy i zdolności,
jak to widzieliśmy na stowarzyszeniach zakładanych we Francji w r. 48.
Później zasada ta ustąpi niewątpliwie doskonalszej, lecz wtedy i ta nowa
będzie miała za sobą realną podstawę. Rozbiorem 2 i 3 paragrafu zakończyliśmy przedstawienie socjalistycznej organizacji pracy w stowarzyszeniach, gminach i szerszych federacjach, organizacji opartej na wspólnej własności środków i narzędzi pracy. Widzieliśmy, że ten tylko ustrój zdoła nadać ogólno pożyteczny kierunek pracy społecznej; on tylko zdoła zabezpieczyć byt ludzi pracujących, uchroni ich od powolnej śmierci głodowej, zaprowadzi racjonalny stosunek ludności do zasobów spożywczych, przez co ureguluje sprawę ludnościową. On wreszcie zniesie wszelkie wyzyskiwanie i wszelkie uciemiężenie silnych przez słabych i wprowadzi solidarność we wszystkie stosunki społeczne. Jakie zarzuty mogą spotkać ten program? Utopijnym nazwać go mogą tylko ludzie nie rozumiejący go. Kto bliżej zdolny jest przypatrzyć się stosunkom społecznym, ten i w życiu dzisiejszym dostrzeże wiele oznak niechybnie zbliżającej się przemiany społecznej. Rewolucja społeczna drogą częściowych ustępstw i zdobyczy dokonywa się nieustannie. Czy w całości i w swych punktach zasadniczych dokona się również drogą pokojowej reformy - przesądzać trudno. Dotychczasowe doświadczenie przemawia raczej za przewrotem gwałtownym dla przeprowadzenia zmian radykalnych, zasadniczych. W każdym razie przewrót gwałtowny następuje tylko po pewnym przygotowaniu żywiołów rewolucyjnych i tylko wtedy, gdy silny ruch nowy spotyka na swej drodze ślepy opór i barbarzyńskie prześladowania. Odpowiedzialni więc zań są jedynie prześladowcy. Nie może przecież ludzkość odpowiadać za to, że rozwija się i że pragnie urzeczywistnienia zrozumianych i odczutych przez się ideałów. Socjaliści pojmują bardzo dobrze ważne znaczenie powolnego rozwoju, stopniowego przekształcania stosunków społecznych i umieją zastosować swój program do tych wymagań, gdy znajdą tylko sprzyjający grunt po temu. Niestety, tak wielkie jest zaślepienie i egoizm ludzi uprzywilejowanych i rządzących, że sami zwykle przez swój opór i bezmyślną arogancję zmuszają ludzi pragnących szerszego życia i rozwoju do krwawych i bolesnych wysileń. Wskutek tego każdy krok swój, każdą drobną zdobycz po drodze postępu ludzkość musi opłacać krwią najlepszych swych synów. Z niby ważnymi zarzutami przeciwko socjalistom występują rzekomi obrońcy równości. Mówiliśmy już, co warte są te zarzuty. Ludzie tylko bardzo ograniczeni na serio sądzić mogą, że socjaliści chcą przemocą uczynić ludzi pod każdym względem równymi i jednakowymi. Mówiliśmy już wyżej, że właśnie socjalizm sprzyja jak najszerszemu rozwojowi indywidualności. Ludzie "legalni" kierują najczęściej zarzuty swe przeciwko socjalizmowi ze stanowiska prawa własności. Na czymże jednak opiera się prawo własności? Wszyscy racjonalni teoretycy zgadzają się na to, że własność winna opierać się na pracy. Socjaliści też niczego innego nie żądają. Domagają się oni, ażeby kapitalista nie przywłaszczał sobie "nagromadzonej pracy" robotników, boć kapitał to tylko nagromadzona praca, jak utrzymują sami panowie ekonomiści. Kapitał, zasoby społeczne powstają usiłowaniami ludzi pracujących, całego pracującego społeczeństwa, winny też stanowić wspólną "własność" tychże pracowników. Teoria jest więc po stronie socjalistów; żądają oni tylko oddania pracy, co jej należy, nie wyzyskiwania jej. Ci, którzy bronią nietykalności dzisiejszej własności, bronią tylko ekonomicznej grabieży, lichwy, nieuczciwej spekulacji i sankcjonowanych przywilejów, wrogich pomyślności ogólnej przywilejów, które nic z "pracą" wspólnego nie mają. Niechże więc przynajmniej będą konsekwentni i otwarci. Wielu znowu
niedaleko widzącym liberałom nie podoba się socjalizm, jako zagrażający
niby wolności! Po tym, cośmy mówili powyżej, nietrudno osądzić, ile jest
prawdy w tym zarzucie. Ustrój nasz opiera się na dobrowolnie przyznawanej
solidarności i pozostawia każdemu najzupełniejszą swobodę w wyborze zajęcia;
zabezpieczając zaś materialnie ludzi pracujących stwarza on trwałą podstawę
dla prawdziwej wolności, która dziś, przy zawisłości ekonomicznej i nędzy
jest tylko pozorną, faktycznie bowiem istnieje dla całych mas pracujących
tylko niewola. Nie obznajmieni z zasadami socjalizmu przedstawiają, sobie
ustrój socjalistyczny w formie despotycznego państwa, które przesuwa swymi
poddanymi jak pionkami po szachownicy, odejmując im wolę, świadomość i
osobiste upodobania, a obdarzając w zamian za posłuszeństwo kawałkiem
czarnego chleba. Pogląd ten jest najzupełniej fałszywy. Istotnie byli
ongiś utopiści poczynając choćby od Platona, którzy sobie w podobny sposób
przyszły ustrój społeczny wyobrażali. Dziś jednak daleko pozostawiliśmy
za sobą podobne ideały. Są one nawet wprost przeciwne dzisiejszym dążeniom
socjalistycznym. Ustrój socjalistyczny opiera się na dobrowolnie przyznawanej
solidarności, swobodzie jednostki i czynnym jej udziale w życiu publicznym.
Zasady te sprzeciwiają się jak najbardziej wszelkiej z góry narzuconej
powadze, wszelkiemu opiekuńczemu kierownictwu. I dziś są wprawdzie w łonie
socjalizmu różne poglądy na znaczenie władzy i centralizacji w ustroju
socjalistycznym. Są tak zwani autorytatywni komuniści lub socjaliści,
żądający silnej władzy państwowej dla przeprowadzenia reform socjalnych,
i anarchiści lub federaliści, domagający się zupełnej swobody i przyznania
inicjatywy dla dobrowolnie zawiązanych gmin socjalistycznych. Wyłączając
poglądy krańcowe i nie wyklarowane dostatecznie, szkoły powyższe dzielą
się raczej w poglądach na środki dążące do przeprowadzenia reform socjalnych,
niż na sam ideał socjalistycznego ustroju. Autorytatywni socjaliści usiłują
za pomocą państwa dzisiejszego, scentralizowanej władzy rządowej przeprowadzić
mniej lub więcej stopniowo reformy socjalne i oni jednak uważają tę formę
tylko za przejściową. Niedawno np. organ socjalnych demokratów niemieckich,
którzy do tej właśnie grupy należą, oświadczył, że po przeprowadzeniu
choćby częściowym reform socjalnych za pomocą państwowego przewrotu i
oni zawołają: Niech żyje anarchia! (federacja). Istotnie, przyszłego socjalnego
ustroju nikt dziś prawie z socjalistów nie przedstawia sobie inaczej jak
w formie opartych na solidarności wolnych związków ludzi pracujących,
które poczynając się od stowarzyszenia wytwórczego i gminy dojść mogą
do bardzo daleko rozgałęzionych federacji. Anarchiści tylko różnią się
tym od grup poprzednich, że pragną od razu i w łonie dzisiejszego państwa
wytwarzać związki robotnicze jawne lub tajne i przy ich pomocy przeprowadzić
zmiany społeczne w drodze pokojowej lub rewolucyjnej. Jest to więc właściwie
różnica w środkach, nie w celach, różnica przy tym zależna częścią od
przyznawania tych lub innych zasad działalności socjalistycznej, częścią
od różnicy warunków politycznych. Widzimy więc,
jak mało znają się na socjalizmie ci, co się obawiają w przyszłości komunistycznego
despotyzmu i niwelatorskich, z góry narzucanych tendencji. Nie, przyszły
ustrój socjalistyczny będzie związkiem wolnych, równych i solidarnych
ludzi pracujących. Będzie on
miał przy tym, w porównaniu z dzisiejszym ustrojem społeczno-politycznym,
tę ważną zaletę, że nie będzie w nim nie tylko politycznego i narodowego
ucisku oraz bratobójczych wojen, nie tylko staną się niemożebne wszelkie
lichwiarsko-kupieckie spekulacje, lecz i liczba przestępstw zejdzie do
minimum, jeżeli nie do zera. W istocie,
gdy stosunki wzajemne między pracującymi ludźmi oparte zostaną na pracy,
solidarności i wspólności, a uregulowaniem produkcji na podstawie dokładnej
znajomości potrzeb zajmą się gminy - wszelka konkurencja, wraz z towarzyszącą
jej nędzą robotnika i spekulacjami giełdowo-handlowymi, ustąpi miejsca
świadomej działalności społecznej. Zsolidaryzowanie ludzi w jedno ciało
wspólnie pracujące, spożywające i kierujące sobą - usunie przyczyny zbrodni
i przestępstw, w osobistym ucisku, nędzy i wynikającej stąd demoralizacji
czerpiących swe źródło. Tak radykalna
reforma stosunków społeczno-moralnych pociągnie za sobą zredukowanie do
wielkości nieznacznej tych funkcji rządowych, które mają na celu regulowanie
stosunków społecznych oraz karanie i śledzenie przestępstw. Społeczeństwo
samo rządzić się będzie. Nad organizacją pracy czuwać będzie nie żadna
władza centralna, lecz pojedyncze gminy, złożone z ludu i połączone w
grupy federacyjne. Pilnować, administrować i karać społeczeństwa nie będzie
potrzeba, a zresztą nieznaczne funkcje w tym zakresie społeczeństwo spełni
samo przez ludzi z swego ramienia wyznaczonych. Dyplomatyczne matactwa
wraz z utwierdzeniem się międzynarodowej solidarności znikną wraz z wojnami
dla ambicji lub kaprysu rządzących. Znikną więc i armie wycieńczające
kraje i ludy. Po zredukowaniu do tak nieznacznych rozmiarów i uzależnieniu
od społeczeństwa funkcji administracyjno-rządowych zniknie i ta masa podatków,
które dziś idą marnie i z trudem są wyciskane z biednego ludu, na potrzeby
zaś zbiorowe środków wspólnych nie zabraknie. Jakże różny
jest ten ideał od dzisiejszego społeczno-politycznego ustroju, gdzie nie
tylko w stosunkach społecznych panuje wyzyskiwanie i nędza, lecz nadto
ponad tym znękaniem i odartym ze wszystkiego społeczeństwem ciąży kosztowna,
despotyczna władza państwowa, która za ostatni grosz wydarty nędzarzowi
roztacza surowy nadzór opiekuńczy lub egoistyczny i zajmuje się tłumieniem
wszelkich objawów świadomego lub bezwiednego protestu przeciwko fałszywym
stosunkom społecznym - wszelkich objawów życia i rozwoju... Jakże różny jest ten ustrój od tego, któryśmy powyżej nakreślili. I niech nam nikt nie mówi, że to utopia, że burząc nic nie stawiamy. My właśnie budujemy i występujemy tylko w imię naszych bliższych lub dalszych ideałów. Cel nasz ściśle określony i jasny, a jak go przybliżyć, uczynić dotykalnym i widzialnym - o tym powiemy przy komentowaniu dalszych paragrafów programu. Nadmienimy tylko, że zbrojni wiarą w bliższe lub dalsze urzeczywistnienie naszego ideału z otuchą i spokojem patrzymy na przebieg tak często smutnej i bolesnej walki za prawdę. PATRIOTYZM
I SOCJALIZM Patriotyzm polski zaczerpnął główne swe źródło w utraceniu państwowo-politycznego bytu, dlatego też najsilniejszym czynnikiem jego była dążność do odzyskania ojczyzny. Ta główna cecha zatarła w nim inne cechy właściwe w ogóle patriotyzmowi, i przez to samo różny on jest od patriotyzmu francuskiego, niemieckiego etc. etc. Patriotyzm polski w swym dążeniu do wyzwolenia ojczyzny, do odbudowania dawnego państwa polskiego, miał głównie na celu tylko uprzywilejowaną cząstkę całego narodu, znaczną jego mniejszość, tj. szlachtę i burżuazję; o całej pracującej masie nie myślał, bo nie miał na względzie głównej podstawy życia społecznego, stosunków ekonomicznych, bo nie myślał i nie mógł myśleć o tym, że nie mając w swym ręku narzędzi pracy masa pracująca w Polsce jest całkiem obojętna na wszelkie kwestie wyłącznie politycznej natury. I nic dziwnego, rzecz to całkiem naturalna, leżąca u samej podstawy dzisiejszego ustroju społecznego. Historia nam wykazuje, że klasy uprzywilejowane w swym życiu społeczno-politycznym dążą przeważnie albo do utrzymywania zdobytych siłą przywilejów przez wszechstronne wyzyskiwanie słabszych, albo też do odzyskania utraconych przywilejów przy pomocy wszelkich godziwych i niegodziwych środków. Tak też i było w całej porozbiorowej epoce polskiej. Klasy uprzywilejowane, jako pewna całość, zawsze drżały o utratę swych praw i przywilejów i wykazywały dziwnie wąski egoizm wszędzie tam, gdzie trzeba było coś ustąpić z nieprawnego posiadania, aby poruszyć pracujące klasy w celach walki narodowo-politycznej. Wieczna obawa o utratę tych zagrabionych praw doprowadzała je aż do tego, że stawały na przeszkodzie zbrojnym cząstkowym wystąpieniom włościan [chłopów], jak to miało miejsce za rewolucji Kościuszki. Kierowane tym wąskim, lecz całkiem naturalnym egoizmem, mając na widoku jedynie materialne swe dobro, zaślepiały się tak, że nie umiały w porę zrobić tych ustępstw, które leżały w ich własnym interesie i w rezultacie stokroć wypłaconymi by zostały. Bliski materialny, dotykalny interes zagłuszał w nich wszystkie patriotyczne popędy. Klasy uprzywilejowane potrafiły dopuścić do podziału Polski, umiały później zaleczyć ciężkie swe rany, a dziś wzdychają do prawowitych monarchów, szukając w nich opieki i zasłony przed grożącym "widmem" socjalizmu. Z drugiej znów strony widzimy wydzielające się z ogółu uprzywilejowanych stronnictwa więcej skrajne, stronnictwa demokratyczne. Stronnictwa te, a nawet i najbardziej czerwone, zawsze w swych dążnościach narodowych zapatrywały się na lud głównie tylko jako na środek, na narzędzie dla odzyskania swej politycznej niezależności. W rozmaitych pismach, manifestach demokratycznych, w ostatnim słowie Tow[arzystwa] Demok[ratycznego] w 1846 r. myśl ta bardzo jasno się przebija. Myśl ta po długich robotach demokratyczno-emigracyjnych zapisana została w manifeście wydanym 22 stycznia 1863 r. w tym manifeście, który wydało dzielne, energiczne Stronnictwo Czerwonych, popchnąwszy ostatecznie więcej biernych do powstania. Wydając ten akt powiada ono: "...w chwili jawnego powstania w pierwszym momencie, w którym święty bój zawiedzionym zostanie, komitet centralny oznajmia, że wszystkie dzieci Polski, bez różnicy wyznań, pochodzenia i stanu, uważają się za wolnych i równych sobie obywateli kraju. Ziemia, którą do tej pory uprawia lud na prawach czynszowych lub pańszczyźnianych, od tej chwili staje się jego własnością - wieczystym dziedzictwem. Właściciele, którzy przez to poniosą straty, będą wynagrodzeni z ogólnych funduszów państwa. Wszyscy najemnicy i czeladź wiejska, którzy wstąpią w szeregi obrońców ojczyzny, a w razie zaszczytnej śmierci na polu walki, rodziny ich, otrzymają darowiznę z dóbr narodowych oswobodzonej od wroga ziemi. Do broni zatem, mieszkańcy Polski, Litwy i Rusi etc. etc." Robiąc więc takie cząstkowe ustępstwa, oddając pracującym pewną małą tylko cząstkę ich rzeczywistej należności, używa ich ta najbardziej radykalno-patriotyczna partia jako środka tylko, widzi w masie potrzebną dla siebie siłę, która w walce z wrogiem na pewno rozstrzyga o wygranej. Cała więc ciągle i nieustannie pracująca masa, skazana na nędzę i ciemnotę, karmiąca swoją krwawą pracą patriotów, nie jest dla nich celem, lecz środkiem działania, jest środkiem do odbudowania dawnej Rzeczypospolitej Polskiej. Szczęście całej klasy pracującej, oddanie w jej ręce wszystkich rezultatów wiekowej pracy nigdy nie było, i przy głębszym zastanowieniu się nie mogło być, hasłem powstań, bo były one ruchami czysto politycznymi. Co się zaś
tyczy całej klasy pracującej w Polsce, to będąc uciskaną ekonomicznie
przez uprzywilejowaną mniejszość naszego społeczeństwa, jeśli miała i
ma ona nienawiść do obcego rządu wskutek przygniecenia jej swobód narodowościowych
i religii, to z drugiej strony z równą nienawiścią spoglądała i dziś spogląda
na rodzonych swych współbraci - do niedawna tyranów, dziś zaś jej ekonomicznych
wyzyskiwaczy. Dlatego też we wszelkich ruchach patriotycznych pozostawała
ona prawie całkiem bierna, a nawet czasem występowała dość wrogo przeciw
powstańcom 31 i 63 roku. Nie widziała ona tam swego interesu, nie czuła
pobudek do walczenia: pozostała więc bierną. Patriotyzm polski był rzeczywiście wielki w odrębnych swych czynach, był on wielki na polach nierównej partyzanckiej walki, był on wielki, bo miał swych bohaterów... ale był on zarazem ciasny i wąski w swej idei, bo nie wyszedł poza granice politycznych interesów uprzywilejowanej garstki polskiego narodu. Nic dziwnego; idee bardzo ciasne, a nawet zupełnie fałszywe miały w historii swych męczenników, najlepszym przykładem są wojny religijne. Rok 1864 zakończył sobą epokę krwawych walk o polityczną wolność szlachty i burżuazji polskiej. Energiczniejsi i dzielniejsi polegli lub poszli na Sybir, pozostali ci, którzy mierzyli polityczną niezależność rozmiarem materialnych interesów. W społeczeństwie polskim, jako w społeczeństwie bojowniczo-patriotycznym, zapanowała głucha reakcja: nigdzie w niczym żadnych objawów życia! Patriotyzm siedzący na końcu języka u każdego Polaka daje się sprowadzić po większej części do usilnego ładowania swych kieszeni brzęczącą monetą, do pustej gadaniny o "podtrzymywaniu przemysłu, rolnictwa i handlu krajowego", a ostatecznie do cichego wyzyskiwania chłopa i robotnika fabrycznego. Zręcznie stworzona i nagięta do burżuazyjnego coraz więcej rozwijającego się u nas kierunku teoria "pracy organicznej" okazała się zupełnie odpowiednia potrzebom czasu i rozwojowi ekonomicznych stosunków naszego społeczeństwa - jest ona wyrazem dążeń tej części naszego społeczeństwa, która gotowa tak u nas, jak i wszędzie wyrzec się wszelkich idei, wyrzec się wszystkiego dla zapewnienia materialnego panowania: jest to wyraz dążeń burżuazji jako klasy społecznej. Teoria ta trafiła, ma się rozumieć, łatwo do przekonań myślącej części szlachty polskiej, bo ona świadomie w kierunku swym jest burżuazyjną, i "praca organiczna" okazała się w zgodzie z jej materialnymi interesami. Magnacka część szlachty, umiejąca pogodzić się i z czarną sutanną, i z mundurem żandarma, określiła się pod względem patriotycznym aż nadto dobitnie; stańczycy ze swymi herbami i herbowymi literatami sprzedali swe usługi trzem tronom i Watykanowi, o nich więc jako o patriotach mowy być nic może. Reszta zaś szlachty, mająca swe polityczne tradycje, pamiętna na to, że kiedyś panowała od morza do morza, miała swe sejmy i sejmiki dla rozpraw politycznych i skórę chłopską dla niewinnych rozrywek - dziś zasnęła snem błogim. Stronnictwa demokratyczne znikły, bo z jednej strony przez sam fakt uwolnienia włościan utraciły grunt pod nogami, a z drugiej znów strony obawiały się, aby idąc konsekwentnie nie zajść za daleko... Pozostały tylko odrębne jednostki, ożywione tą wiarą, że jeszcze podniosą sztandar "wolności ojczyzny", jeszcze po raz ostatni rzucą się do walki z wrogiem i wtedy odzyskają drogą im ojczyznę! Uszanujmy wszelkie prawdziwe uczucia tych ludzi, którzy przynosili i dziś gotowi są przynieść wszystko w ofierze dla swej ojczyzny. Ale my, socjaliści polscy, z nimi nic wspólnego nie mamy! Idea nasza, rozwijając się w masach polskiego ludu pracującego, podbijać będzie zdrowe części klas uprzywilejowanych i one powoli przechodzić będą do naszych szeregów, każda bowiem świeża i szlachetna jednostka musi uznać konieczny rozwój socjalizmu i przyszły triumf jego zasad we wszystkich cywilizowanych społeczeństwach. Idea socjalizmu jest szersza i większa od idei patriotyzmu. Wychodzi ona z pola politycznych stosunków, na którym stoi patriotyzm, i opierając się na gruncie ekonomicznym, domaga się przekształcenia stosunków społecznych. Układ zaś ekonomiczny uważa ona za tło, na którym ugrupowały się wszelkie inne stosunki i interesy związane z życiem tak całych społeczeństw, jako też i odrębnych jednostek. Nierówność ekonomiczna w pojęciu socjalizmu stanowi podstawową przyczynę całej chorobliwości dzisiejszego ustroju społecznego. Dlatego też socjalizm żąda najpierw radykalnej przemiany stosunków ekonomicznych. Widząc ogromny antagonizm, jaki dziś między kapitałem i pracą panuje, z tej jednej przyczyny, iż narzędzia pracy nie do pracujących należą, socjalizm żąda, aby kapitały i ziemia przeszły na wspólną własność samych pracujących, a osiągnięta w ten sposób ekonomiczna swoboda j oswobodzenie klas pracujących spod jarzma kapitału dadzą podstawę lepszemu ustrojowi społecznemu. "Ekonomiczne wyzwolenie robotników stanowi wielki cel, któremu podlegać winny wszelkie ruchy polityczne", zapisał w swych statutach Internacjonał [Międzynarodówka]. Sformułowawszy w ten sposób swe pojęcia o stosunkach ekonomicznych, wzniósł się on ponad wszelkie teorie powolnych reform, cząstkowych swobód i ulepszeń, i uderzył od razu w pierwotną przyczynę złego, usuwając wszelkie ruchy polityczne na drugi plan, podporządkowując je walce o ekonomiczną niezależność. Socjalizm żąda równych praw i obowiązków dla wszystkich, nie zna więc ani klas, ani przywilejów. Przeciwnie, dążąc do ekonomicznej równości ujarzmionych, niszczy w samej swej tendencji wszelką władzę, wszelką przewagę jednych nad drugimi; chce on, aby wyzwolenie robotników było dziełem jedynie tylko robotników, tj. aby oni sami, zrozumiawszy dokładnie przyczynę swego biernego położenia, skruszyli te kajdany, które im na ręce silniejsi nałożyli, nie spodziewając się przy tym pomocy od nikogo i rachując jedynie na własne swe siły. Wypowiada więc on walkę wszystkim, którzy siłą i fałszem trzymają pracujące masy w jarzmie niewoli i despotyzmu; jest on wrogiem państwa, które tylko siłą panuje nad uciskanymi. Socjalizm jest ideą wszechludzką, a nie narodową. Jest on sprawą wolności wszystkich wyzyskiwanych, sprawą całego proletariatu. Jest więc on również międzynarodowy, jak międzynarodowy jest pozbawiony wszelkich praw proletariat, jak międzynarodowe jest jedyne jego prawo, prawo na powolną śmierć głodową. Socjalizm chce połączyć tych wszystkich, którzy cierpią, którzy pracują, a w rezultacie nic nie mają. Chce on z ich świadomego połączenia się wytworzyć jedną wielką siłę, której nie złamią ani siła bagnetów, ani wykrętne intrygi dyplomacji: chce on solidarności socjalistów wszystkich narodów dla rozbicia połączonej siły burżuazji i państwa, widząc jedynie w wyzwoleniu pracujących ogólne szczęście dla całej ludzkości. Stanąwszy na gruncie pozytywnej wiedzy, przechodzi on coraz głębiej w umysły klas pracujących i żadna brutalna siła nie może wstrzymać jego rozwoju. Ani "prawa wyjątkowe" Bismarcka, ani Nowa Kaledonia, ani szubienice Rosji nie mogą zniszczyć jego potęgi, bo potęga jego na prawdzie się opiera! Dwie idee rozpatrzyliśmy, które w żaden sposób pogodzić się nie dadzą. Dawna idea patriotyzmu z rozmaitymi programami od najbardziej białych do najwięcej czerwonych, dziś już umierająca, jako ideał stawiająca państwo polskie bez radykalnej przemiany stosunków ekonomicznych, z monopolem kapitału, z ekonomicznym wyzyskiwaniem, nędzą i ciemnotą pracujących - idea socjalizmu niszcząca w zasadzie swej panowanie kapitalizmu i przemoc państwową, dążąca do ekonomicznego wyswobodzenia pracujących, zniszczenia nędzy i ciemnoty. Wybór łatwy dla tych, którzy pragnąc rzeczywistego szczęścia dla polskiego narodu, zechcą zapomnieć o patriotycznych tradycjach. K. Dłuski
|
|
|||