Zmarł Sławomir Kaczmarek – łódzki działacz Inicjatywy Pracowniczej

  • rozbrat.org
  • poniedziałek, 15 październik 2012
W piątek, 12 października wieczorem zmarł Sławomir Kaczmarek, działacz Inicjatywy Pracowniczej w łódzkim Unionteksie. Był jednym z pierwszych, obok też nieżyjącego Marcela Szarego, z działaczy robotniczych, którzy dołączyli do IP zaraz po jej zarejestrowaniu w 2004 roku. Zapamiętaliśmy go w Poznaniu jako osobę oddaną walce o prawa pracownicze.

Sławek Kaczmarek dał się przede wszystkim poznać jako jeden z liderów głośnego strajku w Unionteksie, na gruzach którego powstała spółka pracownicza, działająca pod tą samą nazwą. Po założeniu w niej organizacji związkowej Inicjatywy Pracowniczej, w grudniu 2004 roku, Kaczmarek został zwolniony. Po wielomiesięcznej batalii sąd wydał kuriozalnym wyrok: przyznając rację Kaczmarkowi, nie przywrócił go do pracy. Doprowadziło to do pacyfikacji komisji zakładowej. Sama spółka nie przetrwała wiele dłużej.

Po wyroku Kaczmarek stał się jednym z trzech zwolnionych związkowców (obok Dariusza Skrzypczaka z poznańskiej Goplany i Krzysztofa Łabędzia z KWK Buryk), wokół których zawiązał się Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników (KPiORP), założony głównie siłami Sierpnia’80 i Inicjatywy Pracowniczej oraz szeregu lewicowych ugrupowań politycznych.

W obronie Kaczmarka KPiORP w październiku 2006 roku zorganizował demonstrację w Łodzi. W tym samym dniu akcję pod ambasadą w Madrycie przeprowadziła hiszpańska CGT, anarchosyndykalistyczna centrala współpracująca z IP.

W ostatnich latach, także z powodu choroby, Sławek Kaczmarek nie udzielał się aktywnie w działania związku. Jego śmierć jednak jest bolesną stratą dla naszego ruchu. Pogrzeb odbędzie się w środę 17 października, o godz. 13.00. w miejscowości Siedlec koło Łęczycy.

Poniżej przedstawiamy artykuł z „Dziennika Łódzkiego” poświęcony Kaczmarkowi. Pomimo kilku tendencyjnym opiniom, charakterystycznym dla prasy „głównego nurtu”, tekst dobrze oddaje postawę Sławka.

Pies na panów prezesów

Nie jest wielkim mówcą, nie wyróżnia się z tłumu. Na demonstrację, zwołaną w jego obronie, przyszedł w stroju codziennym, z nieodłączną reklamówką w dłoni. Tylko na chwilę ją odłożył, gdy prowadzący wiec zaanonsował: - A teraz głos zabierze nasz główny bohater, łódzka ofiara kapitalizmu, Sławomir Kaczmarek. Brawo!

- Po prostu, dwadzieścia jeden miesięcy temu zwolniono mnie z pracy... - zaczął bezpretensjonalnie, stojąc przed bramą łódzkich zakładów Uniontex, w których przepracował większą część życia. Kiedy skończył, demonstracja poszła w miasto. Pod Łódzkim Urzędem Wojewódzkim Kaczmarek powtórzył kwestię jeszcze raz, swój los wpi¬sując w losy setek pracowników ciemiężonych przez pracodawców.

Kim jest człowiek, w obronie którego tłumy protestowały na ulicach Łodzi, a poparli go również hiszpańscy związkowcy w Madrycie? Czy Kaczmarek jest w związkowym świecie nowym liderem, czy przypadkową postacią, o której wkrótce wszyscy zapomną?

Kiedy ponad 25 lat temu zaczynał pracę w Unionteksie nie było większego zakładu włókienniczego w Polsce. Przed trzema laty był jednym z kilkusetosobowej grupy, która w fabryce witała syndyka. Zanim doszło do ogłoszenia upadłości, Kaczmarek - wówczas pracownik fizyczny działu wykańczalni, a także wiceprzewodniczący zakładowej „Solidarności" - przez wiele miesięcy zwalczał prezesów i właścicieli spółki. W środkach nie przebierał. Wraz z kolegami organizował strajki, wspólnie snuli też plany powołania -już po zbliżającej się niechybnie upadłości - spółki pracowniczej, zatrudniającej byłych robotników Unionteksu. Choć wydawało się to mało realne, firma taka powstała. Kaczmarek, nie przestając pracować fizycznie, zasiadł w radzie nadzorczej. Jak zapowiadał, chciał jak pies pilnować prezesów, żeby tym razem nikomu nie stała się krzywda.

Nie minął rok, a Kaczmarek stracił zarówno miejsce w radzie, jak i pracę w ogóle. Zarząd, który założyciele spółki sami sobie wybrali, decyzję o wręczeniu mu „dyscyplinarki" uzasadnił ciężkim naruszeniem dyscypliny pracy, nadużywaniem prawa do krytyki oraz udzielaniem mediom nieprawdziwych informacji. Według Kaczmarka, zwolnienie było zemstą za założenie związku zawodowego i głośne protesty przeciw przejęciu kontroli nad pracowniczą spółką przez dwóch prezesów.

Na bezrobociu Kaczmarek jeszcze mocniej zaangażował się w działalność związkową, już nie w „Solidarności", lecz w Inicjatywie Pracowniczej. Byłych pracodawców pozwał do sądu. We wrześniu zapadł wyrok. Sąd zamienił zwolnienie dyscyplinarne na „zwykłe", nakazał wypłacenie niewielkiego odszkodowa¬nia, ale nie przywrócił go do pracy.

Gwałtownik

Pierwszym, z którym Sławomir Kaczmarek zadarł, był wojewoda płocki. Dawno, jeszcze za głębokiej komuny. Kaczmarek mieszkał wówczas pod Łęczycą. Któregoś dnia najbogatszy chłop we wsi postawił słupy i pociągnął nad działką Kaczmarka kable telefoniczne. Kaczmarek nie popuścił. Po jednej z awantur tłumaczył się w komendzie MO. Potem wstąpił na drogę sądową przeciwko wojewodzie, który miał decydujący głos w sprawie kabla. wygrał.

- Oczywiście, nikt tych słupów nie usunął. Musiałem wsiąść w ciągnik i sam je z ziemi wyrwałem. Napracowałem się mocno, ale przynajmniej poczułem, że wywalczyłem sprawiedliwość - mówi Kaezmarek.

Sławomir Kaczmarek lubi, kiedy coś się dzieje. Nie jest zwolennikiem długich narad i kompromisowych rozwiązań.  Awantur ze swoim udziałem pamięta wiele. – Zawsze w słusznej sprawie - zaznacza. —W obronie szarych ludzi, przeciwko tym, którzy idą przez życie, wyko¬rzystując układy.

- Kiedy w Unionteksie zaczął się strajk, Kaczmarek był świetny. Bardzo waleczny, jako jeden z niewielu jasno artykułował swoje żądania, do końca nie schodził z barykady- mówi była senator Zdzisława Janowska (SdRP). Jeden z jego dawnych współpracowników z Unionteksu dodaje: - Strasznie narwany był i agresywny. Najgłośniej krzyczał, chciał prezesów na taczkach wywozić. Ale nie wątpię, że z dobrego serca się to u niego brało.

Opinie o wojowniczej naturze Kaczmarka ugruntowały oskarżenia o pobicie, jakie wysuwali wobec niego zarówno prezesi „starego" Unionteksu SA, jak i „nowego", współzakładanego przez niego Unionteksu SP.

- Prezesi złożyli na policji zawiadomienie o próbie pobicia, z zemsty za to, że doniosłem do prokuratury na ich szkodliwą działalność. Twierdzili, że czują się zagrożeni moją obecnością. Obawiali się, że wywiozę ich na taczkach. Potem wycofali doniesienie - tak w oczach Kaczmarka wyglądał pierwszy incydent. Drugi relacjonuje następująco: - Na rozprawie sądowej świadkowie zeznali, że uderzyłem prezesa w łokieć i że byłem ogólnie agresywny. Wszystko to nieprawda. Prezes mnie prowokował, ale go nie uderzyłem.

Pisarz

Sławomir Kaczmarek lubi też pisać, Najczęściej pisze do prokuratury lub Państwowej Inspekcji Pracy. Na spotkanie w barze „Kogucik", niedaleko bramy zakładu, w którym przepracował ćwierć wieku, przychodzi z całym plikiem korespondencji, zapakowanym - a jakże - w foliową reklamówkę. Kolekcjonuje nie tylko swoje zawiadomienia, ale i odpowiedzi. Z PEP, prokuratury, sądu, policji...

Najważniejsze w swoim życiu pismo Kaczmarek wysłał do prokuratury 4 lata temu, donosząc na szefów holdingu Fasty, ostatniego właściciela upadającego Unionteksu SA. Że wywożą z zakładu maszyny, wyprowadzają z niego pieniądze, nie płacą wynagrodzeń, nie odprowadzają składek na ZUS. Podobne zawiadomienie złożyła potem - po żmudnym dochodzeniu - Najwyższa Izba Kontroli. Nie wiadomo, skąd Kaezmarek, było nie było pracownik fizyczny, miał tak doskonałe rozeznanie w spra¬wach księgowo-finansowych holdingu i spółki, w każdym razie prokuratura w Białymstoku potwierdziła co do joty formułowane przez niego oskarżenia. Właściciele Fastów zostali zatrzymani pod zarzutem wielomilionowej niegospodarności.

Najwięcej zawiadomień Kaczmarek pisał w ostatnich tygodniach przed upadłością Unionteksu. Mimo że był wtedy wiceprzewodniczącym zakładowej „Solidarności", do prokuratury planował donieść nawet na swojego kolegę, szefa NSZZ w Unionteksie, Jerzego Kulę.

- Wróciłem z obchodów poznańskiego czerwca w zakładach Cegielskiego i dowiedziałem się, że był strajk, a tu nagle strajku nie ma. Pod moją nieobecność przewodniczący, razem z szefem OPZZ, nielegalnie podpisali porozumienie o jego zakończeniu, bez zgody całego komitetu strajkowego - wspomina Kaczmarek, który ochoczo o całym zajściu donosił wówczas łódzkim mediom.

Kiedy został członkiem rady nadzorczej w spółce pracowniczej, wydawało się, że pisać przestanie. Tak było tylko do czasu. Kiedy zaszczytną funkcję przestał pełnić, złożył donos do PIP. Alarmował, że w zakładzie brakuje odzieży ochronnej, mydła i ciepłej wody. Wkrótce po tym, jak założył w firmie związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza, do PIP trafiła kolejna skarga z jego podpisem: że prezes nie akceptuje związku. Dostał nawet odpowiedź. Mimo bałaganu formalnego w papierach, związek był - według PIP - legalny. Ale wtedy, od dwóch dni, Kaczmarek chodził już z dyscyplinarką w kieszeni.

Działacz

Kiedy Kaczmarek maszerował ulicą Piotrkowską pod sztandarami mało znanych organizacji, przechodnie zastanawiali się, co to za jedni. Samoobrona, komuniści, anarchiści – próbowali się domyślać.

Jeżeli chodzi o sztandary, sprawa jest prosta - w większości należały do ugrupowań lewicowych i lewackich. Gorzej z samym Kaczmarkiem. Jest działaczem wywodzącego się z Poznania, zupełnie nieznanego w Łodzi związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza. Działa w pojedynkę. Wie, że gdzieś w regionie, w jakimś zakładzie, związek też istnieje, ale gdzie dokładnie?

Jest członkiem Polskiej Partii Pracy i bohaterem anarchistycznych portali internetowyeh. W przeszłości należał do „Solidarności". W czasie strajków kontaktował się z Samoobroną. Dwa lata temu zwalczał zarząd spółki pracowniczej, udzielając. wywiadów związanemu z Radiem Maryja „Naszemu Dzielnikowi". Trudno się w tej polityczno-obyczajowej mieszance połapać.

- Jedno jest pewne. Jak go znam, walczy nie o swoje interesy, tylko o dobro ludzi - mówi Waldemar Krehc, przewodniczący „Solidarności" w regionie łódzkim.

W ostatnich latach Kaczmarek poszerzył swoje horyzonty. Dawniej potrafił godzinami opowiadać o jednej maszynie, którą właściciele Unionteksu mieli wywieźć z zakładu. Dziś myśli kategoriami bardziej ogólnymi, woli się skupiać na krzywdzie, której zaznają robotnicy. Zapowiada dalsze manifestacje w obronie ich racji. Będzie załatwiał prawnika ze Śląska, by ten udzielał w Łodzi darmowych porad. W domu chce założyć Internet. Wtedy będzie mógł rozwinąć kontakty z partnerami związkowymi w Hiszpanii, Niemczech czy Argentynie. Szczególnie ta Argentyna jest istotna.

- To tam, w Patagonii, wszystko się zaczęło, to stamtąd czerpaliśmy inspirację - Kaczmarek pokazuje czarno-białą broszurkę, opisującą wzorcową spółkę, w całości zarządzaną przez robotników, powstałą gdzieś pośród argentyńskich stepów.

Piotr Brzóska, Dziennik Łódzkim, 5 listopada 2006

Ludzie czytają....

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.

Przeciwko tureckiej inwazji! Stop rzezi Kurdyjek i Kurdów!

10-10-2019 / Świat

Pod cyniczną nazwą „Źródło pokoju” 9 października wojska tureckie, na rozkaz prezydenta Erdogana rozpoczęły inwazję militarną w północnej Syrii. W...