„Smutki tropików. O politycznym kinie Ameryki Łacińskiej” – sprawozdanie ze spotkania

  • Krzysztof Kołacki
  • poniedziałek, 21 marzec 2016
17 marca 2016 w AKK Zemsta odbyło się spotkanie autorskie wokół książki Jarosława Pietrzaka „Smutki tropików. Współczesne kino Ameryki Łacińskiej jako kino polityczne”. Oprócz rozmowy, którą poprowadził Przemysław Wielgosz, zgromadzonym gościom zaprezentowano dwa fragmenty filmowe: finał brazylijskiej „Ziemi w transie” (1967) Glaubera Rochy oraz kluczowy fragment chilijskiego „Nie” (2012) Pabla Lorraina.

Zobrazowały one równoległe tendencje w sposobie opowiadania i problematyzowania zagadnień społeczno-politycznych we współczesnym kinie latynoamerykańskim. Dyskusja, z żywym udziałem publiczności, skupiła się na potencjale zmiany, jaką niosą poszczególne tytuły z Meksyku, Chile czy Argentyny. Zwrócono uwagę, że charakterystyczne dla tego kina jest opowiadanie nie o „człowieku w ogóle”, ale o jednostkach i grupach uwikłanych w neoliberalne stosunki społeczne. Ze strony publiczności padały pytania  oraz refleksje o najnowszych dokumentach z tego regionu, a także o kinematografiach, które powinny doczekać się osobnych monografii – jak bogata twórczość z Argentyny. Książka i dyskusja mają wygenerować kolejne publikacje oraz wypracować sposób patrzenia na kulturę jako na jeden z elementów szerszego spektrum działań o charakterze społeczno-politycznym. Zachęcamy do odwiedzania bloga autora. Książkę można nabyć TUTAJ.

Zdaniem Przemysława Wielgosza tytuł „Smutki tropików” lepiej oddaje charakter książki niż jego rozwinięcie – „Współczesne kino Ameryki Łacińskiej jako kino polityczne”. Więcej też mówi o szerokim horyzoncie zainteresowań autora łączącego publicystykę polityczną ze spojrzeniem kulturoznawczym. „Smutki tropików” to coś więcej niż książka o filmach. Kino jest tu medium pozwalającym przyjrzeć się sytuacji i tworzyć alternatywę dla przekazu płynącego z mediów głównego nurtu. Sam Pietrzak już wcześniej zajmował się peryferyjnymi kinematografiami (np. nigeryjska, tzw. nollywood), by z filmów tych czerpać wiedzę i inspirację do diagnozy oraz krytyki neoliberalnego kapitalizmu. W swym wyborze teksów o kinie latynoamerykańskim zastosował podobną optykę.

Pietrzak zdecydowanie dystansuje się od dominującego w ramach polskiego filmoznawstwa spojrzenia uciekającego od refleksji politycznej w stronę spojrzenia na „człowieka w ogóle”. Kino jest dla niego wizualną, narracyjną rozprawą ze stosunkami społecznymi w kapitalizmie. W istocie prawdziwym bohaterem książki jest właśnie globalny kapitalizm. W tej optyce kino jest próbą politycznej ingerencji w rzeczywistość (jest to widoczne zwłaszcza we wspomnianej „Ziemi w transie” Rochy). Obecnie jednak język filmowy charakterystyczny dla brazylijskiego cinema novo (gwałtowny, frenetyczny, bliski tak neorealizmowi, jak i spaghetti westernom) zastępowany jest przez bardziej komunikatywne, wyrastające z tradycji kina gatunków, środki wyrazu. Kino wciąż jest tu inspiracją do zmiany rzeczywistości i jako takie nie może odrywać się od widzów, którzy oczekują innego spojrzenia niż proponowane 50 lat temu. Potrzebujemy też, zdaniem Pietrzaka i Wielgosza, nowej krytyki filmowej. Najciekawsze dzieje się bowiem na peryferiach, z dala od centrów kapitalizmu. To tam przywołuje się nowoczesność do tablicy i podważa najbardziej radykalnie, na wielu płaszczyznach, ideologię neoliberalizmu.  

Zdaniem Pietrzaka w Ameryce Łacińskiej dzieje się właśnie „rewolucja w stylu soft”, instytucjonalna i parlamentarna, przy czym jest ona popierana przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Nie jest więc niczym dziwnym, że większość filmowców np. z Meksyku miało i ma lewicowe poglądy. Ta rewolucja ma moc kulturotwórczą, a zmiany polityczne nierzadko inspirowane są przez konkretne filmy (jak np. „Miasto Boga” Feranada Meirellesa z 2002). Co ciekawe, latynoamerykańscy filmowcy – po latach represji – nie przyjęli nowej władzy z całą dobrocią inwentarza, ale od początku krytycznie patrzą na jej posunięcia, w istocie reprezentując stronę społeczną.

Niezależnie od tego, czy mówimy o filmach „gwiazd” (jak Alejandro González Iñárritu czy Guillermo del Toro), czy też poruszamy się na terenie „festiwalowym” (np. wspomniany film „Nie”), cały czas mamy do czynienia z kinem stricte politycznym. Przy czym ta polityczność nie zawsze jest oczywista. Niektórzy filmowcy stawiają kamerę tak, by pokazać problemy społeczne lub tak konstruują fabuły, by uwypuklić utowarowienie relacji międzyludzkich. Nie dąży się jednak do metaforyzowania czy indywidualizowania tragedii. Dla twórców z Ameryki Łacińskiej ważne jest, by nie abstrahować problemów z kontekstu społecznego.

W tym kontekście ciekawy jest film „Nie”. To opowieść o kampanii referendalnej przeciwko rządom Augusto Pinocheta. Jakkolwiek zakończona sukcesem, nie pozostawiła złudzeń co do pozornego charakteru chilijskiej transformacji politycznej, od początku będąc niczym więcej jak medialnym spektaklem. Zmiany okazują się nową formą zarządzania nierównościami społecznymi. Lorrain problematyzuje zarzuty w stosunku do liberalnej demokracji: to przejście od dyktatury policyjnej do dyktatury spektaklu.

Książka zaczyna się od przypomnienia „zapomnianego 11 września”. W 1973 r. W Chile ma miejsce wojskowy pucz, a rządy Augusto Pinocheta rozpoczynają okres krwawego pochodu neoliberalizmu. Ten fragment najnowszej historii Ameryki Łacińskiej obserwujemy z różnych perspektyw, za każdym razem jednak z dala od typowej martyrologii. Autor pokazuje pejzaż świata rozoranego przez wojskowe junty, ale szuka też nadziei. Dlatego ostatni rozdział, poświęcony filmowi „Labirynt Fauna” (2006) Guillermo del Toro, nosi przewrotny tytuł „Komuniści idą do nieba”. Latynoamerykańscy twórcy wierzą bowiem, że inny świat – zbudowany na ideach wolności i równości – jest możliwy. Nie uznają oni liberalnej optyki, wrzucającej porządek faszystowski i emancypacyjny do jednego worka ze „skrajnościami”, na swój sposób artykułując stare hasło: albo socjalizm, albo barbarzyństwo. I ta właśnie refleksja zakończyła omawiane spotkanie.

Ludzie czytają....

Guzik dostaniesz, Rozbrat zostaje!

17-06-2019 / Rozbrat zostaje!

Poniedziałkowe popołudnie na pewno zostanie zapamiętane przez komornika Bartosza Guzika. Zgodnie z medialnymi szacunkami nawet kilkaset osób zgromadziło się przed...

„Alarm!” Fałszywe informacje dziennikarzy z TVP

06-06-2019 / Poznań

5 czerwca TVP wyemitowała „reportaż” z serii „Alarm!”. Jak podaje TVP jest to: „Reporterski program telewizyjnej Jedynki, w którym pojawiają...

Licytacja Rozbratu: najczęściej zadawane pytania

04-07-2019 / Rozbrat zostaje!

Teren Rozbratu jest zagrożony licytacją za długi pewnej prywatnej firmy. Poniżej znajdziesz odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania wokół tego problemu.

Co dalej z Rozbratem? Dyskusja w WTK

15-06-2019 / Rozbrat zostaje!

Wartość terenu Rozbratu szacowana jest na sześć milionów złotych. Przy zbudowaniu tam budynków mieszkalnych zysk deweloperski może wynieść kilkanaście milionów...