Opinie MPU zostały frontalnie podważone w kolejnej prezentacji przedstawicieli stowarzyszenia My-Poznaniacy: według nich dwie trzecie obecnych terenów zieleni zostanie zniszczonych, a plan w żaden sposób nie gwarantuje zachowania starodrzewu jak i bioróżnorodności flory oraz fauny Sołacza. Wspomniano też o następstwie zmian warunków klimatycznych (możliwy wzrost temperatury w centrum miasta), wzroście hałasu niezgodnego z dyrektywami unijnymi, problemach hydrologicznych, jak i likwidacji Rozbratu, do czego doprowadzi przyjęcie planu. Prezentacja zakończyła się jasnym przekazem: proponowany plan jest zły i pełen sprzeczności: w rzeczywistości raz mówi on o negatywnym wpływie na środowisko, a w innych miejscach temu zaprzecza. Głos zabrała również leśnik, profesor Uniwersytetu Rolniczego, mówiąc o znaczeniu tzw. użytków ekologicznych, o powierzchni biologicznie czynnej, jaką jest Sołacz. Przypominała, że otulina to nie osiedle domów jednorodzinnych, przy których rośnie trawa i kilka iglaków. Według niej teren powinien być "wyłączony z zabudowy".
Komisja została zakończona po niecałych trzech godzinach i zapowiedziano kolejne spotkanie. Odnieśliśmy wrażenie, że znów przewodniczący Kręglewski notorycznie forsuje własne zdanie (za wprowadzeniem planu) zamiast neutralnie prowadzić obrady. Na widowni znów nie zabrakło tajniaków (częściowo tych samych, których zdjęcia publikowaliśmy wcześniej). Czekamy na kolejne obrady, na których będziemy zabierać głos. Na razie trwa dyskusja, a miasto zachowuje ramy debaty publicznej. Zobaczmy, czy potrwa to do ostatniego głosowania, czy raczej wtedy, w kluczowym momencie, przewodniczący Kręglewski, równocześnie przewodniczący poznańskiego PO, nie zażąda wtedy od swoich posłów głosowania zgodnego z dyscypliną partyjną, co obnażyłoby fikcję konsultacji społecznych.
/r./



