Hierarchiczna armia jest w stanie wygrać wojnę, nigdy rewolucję; niezdyscyplinowana horda nie wygrywa ani jednej, ani drugiej. Chodzi więc o to, żeby organizować, nie hierarchizując; innymi słowy, czuwać, żeby prowodyr nie przerodził się w przywódcę.
Raoul Vaneigem

Bez rewolucji, czyli kilka refleksji z wystawy

Aleksandra Tersa
Inna"Problemy ziemskie stają się w swym wymiarze kosmiczne. Zaledwie 60 lat temu ludzkość liczyła dwa miliardy ludzi, dziś - ponad sześć. Mimo tego, jakoś nikt nie przewiduje rewolucji. Żyjemy w świecie upadku wiary w politykę, także w państwo, jako tych, które wyznaczają kierunki rozwoju w imię wspólnych kierunków rozwoju zbiorowości. Dziś rewolucji nie będzie, ponieważ życiu zbiorowości towarzyszy zbiorowe dążenie do emancypacji. 
To 'czas plemion'. W przeciwieństwie do wieku XX - epoki wielkich ideologii, rewolucji i ruchów społecznych, w XXI wieku dominują małe społeczności. W tyglu wspólnot mieszają się zapomniane plemiona, nienawidzące się wzajemnie grupy etniczne, grupy imigrantów, rodzice, dzieci i małżonkowie zabitych w dzielnicach wyjętych spod prawa, poszukiwacze seksualnych megadoznań, starzy aktorzy, harcerze, transwestyci, umysłowo upośledzeni, biedota, żyjący na skraju cywilizacji węglarze..."

Tymi słowy kurator Monika Piotrowska otworzyła trzeci już Festiwal Fotodokument organizowany przez instytut fotografii ProFotografia, we współpracy z galerią 2piR w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu oraz z Szkołą Wyższą Psychologii Społecznej w Warszawie. W ramach festiwalu obejrzeć można dwie wystawy: Bez rewolucji: małe społeczności jako symbol XXI wieku - epoki społeczeństwa "masowych mniejszości" oraz Pieśń na wyjście. Ostatni mistrzowie sceny Witolda Krassowskiego. Pozostanę jednak przy tej pierwszej.

Cóż, WSNHiD do najlepszych szkół nie należy. Wie to każdy student, który próbował co ambitniej podejść do własnych studiów i obronić na tej uczelni chociażby licencjat. Jedno jest jednak pewne  - bez względu na poziom nauczania (na marginesie, po raz kolejny potwierdza się fakt, że uczelnie prywatne, w wymiarze edukacyjnym, pozostawiają wiele do życzenia), przyznaję, że wkład prężnie działającej na terenie szkoły galerii 2piR w kulturalne życie miasta Poznania  jest dość istotny. Świadczy o tym, między innymi, bardzo przemyślany projekt jakim jest opisywana właśnie wystawa Bez rewolucji. Nie będę tu już wnikać w jakim stopniu 2piR kształtuje niefortunnej szkole PR, bo nie o tym rzecz. Bardziej martwi mnie fakt, że tak fajna społeczna wystawa musiała szukać finansowego wsparcia u miasta now - kow, które, jak wykazały wyniki badań po kandydaturze do ESK 2016, ze sztuką i kulturą radzi sobie raczej beznadziejnie. Tak czy siak, efekt ciekawy, może dlatego, że tym razem, organizatorom pozostawiono większą swobodę przy realizacji. Kto wie, może dlatego, że tematyka nie dotyka bezpośrednio wielkopolskiej stolicy? Pozostaje żywić nadzieje, że tak będzie już zawsze. A tak poza tym, ku radości wielu, wstęp na Festiwal Fotodokumentu jest bezpłatny.

Choć byłam w szkole, na której notabene zajęcia odbywają się siedem razy w tygodniu, zatem studentów co niemiara, skupiałam się tylko i wyłącznie na przedstawionych w okrągłej sali pracach. Dlaczego? Bo temat podjęty przez artystów/reporterów został przedstawiony w sposób arcyciekawy. Do tego zdjęcia opatrzono trafnymi,  inteligentnymi komentarzami (głównie cytaty z Baumana). Ponad 150 zdjęć, 11 fotografek i fotografów, w tym 6 autorów zagranicznych. Przepiękne, przede wszystkim czarno - białe zdjęcia. Masa portretów.

Oglądamy losy dzisiejszych "małych plemion" - ludzi, którym przyszło koegzystować ze sobą w wielkich miastach, ale także w małych miasteczkach, na wsiach gdzieś na krańcach świata. Koegzystować nie znaczy jednak żyć w pokojowych komunach. Dużo tu scen przemocy. Z jednej strony ból i cierpienie jako konsekwencja życia w danej społeczności, kulturze, mówię tu chociażby o rytuale obrzezania dziewczynek czy walkach spowodowanych wewnętrznymi konfliktami gangów. Ale przemoc ma swe źródła również w polityce międzynarodowej. Obecnie każdy człowiek chce mieć prawo do swobodnego przekraczanie granic, chce się czuć obywatelem świata. Niestety, między innymi, dla opuszczających Afrykę czeka w wyśnionej Europie piętno statusu uchodźcy i żmudne próby przekraczania kolejnych oficjalnie nieistniejących acz realnych dla granic, będących ucieleśnieniem przemocy państwowej.

W mojej opinii, na szczególną uwagę zasługują prace Lurdes R. Basoli, Aleksandra Czekminiewa, Macieja Jeziorka, Kosuke Okahary, Ami Vitale, Adama Lacha oraz Arkadiusza Gola.

Hiszpanka Basoli  pokazała poruszającą i mocną serię zdjęć Caracas: miasto zbłąkanych kul. Artystka udokumentowała codzienne życie w najbardziej niebezpiecznej stolicy obu Ameryk. W Caracas na 100 tysięcy mieszkańców przypadają rocznie 134 zabójstwa. Zamordowani na ulicach to ofiary konfliktu społecznego i lokalnego. Kule padają w wyniku rywalizacji gangów handlujących narkotykami i cygarami. Basoli powie, że w Wenezueli życie jednostki ma wartość kuli.

Niezależny fotograf Czekmieniew z Ukrainy pokazuje żywot górników nielegalnie wydobywających węgiel. Po tym jak upada ZSRR w Donieckim Zagłębiu Węglowym zamkniętych zostało 150 z 230 kopalni. Przeciętny górnik co dzień wydobywa około tony węgla, którą potem sprzedaje pośrednikowi. Pośrednicy natomiast dostarczają węgiel tam, gdzie brak alternatywnego źródła ogrzewania (gazu). Na sprzedaży odkupionego węgla pośrednicy zarabiają od 200 do 300% ceny zakupu.

Jeziorek natomiast ukazuje wykluczonych w Indiach. Fotografuje w ośrodkach dla trędowatych w Purii i Jeevodaya. Choroba wyklucza ze społeczeństwa, wyrzuca poza margines i pozbawia przywilejów kastowych. Trędowaty oznacza nietykalny... I mimo, że trąd można dziś leczyć, a obecnym w ośrodkach dzieciom organizuje się zajęcia szkolne i wychowawcze, to choroba odtrąca raz na zawsze. Nie ma powrotu...

Prace Kosuke Okahary są niezwykłe. Autor poprzez stylistycznie piękne portrety pokazuje między innymi konflikt w Sudanie. Cytuję za kuratorką: Od początku czystek etnicznych w Darfurze w 2003 r. z głodu, na skutek przemocy i wycieńczenia zmarło niemal 180 tysięcy osób. Dwa miliony ludzi musiało w strachu opuścić swoje domy. Przemoc nie ustała. Część z tych, którzy przetrwali, dotarła do obozów dla uchodźców. Oni mają przynajmniej jedzenie i schronienie. ale pozostali są odizolowani i nie otrzymują żadnej pomocy. warunki do życia pozostają krytyczne.  Zdjęcia  Okahary to także reportaż o afrykańskich uchodźcach. Kosuke mówi, że pochodzący z Afryki, zamieszkujący francuską mieścinę przez lata marzą o przekroczeniu granicy Wielkiej Brytanii. Mówią: Francja nie dobra, Anglia dobra, ale żadnej szansy. Mur społecznego i ekonomicznego wykluczenia jest nie do przejścia.

Fotografka Vitale z USA odwiedziła już 75 krajów nieustannie robiąc zdjęcia. Tutaj można zobaczyć serię sprzed kilku lat pokazującą Gwinea Bissau, jeden z najbiedniejszych krajów na świecie. Tam, w glinianej wiosce, gdzie czas płynie w zgodzie z rytmem natury, dziewczynki tępymi narzędziami poddaje się obrzezaniu. Po tym strasznie bolesnym rytuale, w przyszłości, młoda kobieta zyskuje szacunek całej społeczności. Bardzo trudny i bolesny temat, świetnie zobrazowany w czerni i bieli (w szczególności praca pokazująca odciętą łechtaczkę).

Wreszcie prace Lacha i Goli. Cudownie skomponowana i przejmująca Inna Lacha to obraz transseksualistki, która codziennie musi zmierzać się z koszmarem uwięzienia we własnym ciele. Płciowa przemiana jest bardzo kosztowna a jej brak frustrujący. Piękne studium nostalgii.

Natomiast Arkadiusz Gol pokazuje śląskie dzielnice i ulice, które z roku na rok umierają. Ujęta w jednej z prac "riwiera" na hałdach to obraz konającej wspólnotowości, smutny proces rozpadu życia nie dla siebie, tylko ze sobą (cyt. kurator).

Wystawa żadną rewolucją nie jest - dobór tytułu jak najbardziej trafny! Na pewno jednak pozostawia wiele do myślenia, przede wszystkim na temat kondycji jednostki we współczesnym świecie. Kondycji tych, którzy przez świat "wspaniałego" Zachodu są odrzucani, uznawani za błąd systemu. Życie małych plemion, gdzieś "na końcu świata" (który paradoksalnie okazać się może niedalekim nam Śląskiem), to życie, które nie pozostaje bez wpływu na naszą egzystencję. Dlatego ważne jest to abyśmy my, członkowie globalnych społeczeństw "masowych mniejszości" pamiętali, że los każdego człowieka w każdym zakątku planety wpływa na losy innych i przez losy innych jest kształtowany (Zygmunt Bauman). Od nas również zależy, co z tą wiedzą poczniemy...

Warto się przejść. Warto zobaczyć.

*03 Festiwal Fotodokumentu, WSNHiD, Kutrzeby 10, Poznań, 6 X-1 XI i Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej SWPS, Chodakowska 19/31 w Warszawie, 2 XII - 30 XII. Wykorzystano pracę Adama Lach "Inna"
 

Komentarze

0| 1 | -A-2010-11-25 22:23
Fajnie, że pojawiło się tu to info. Nie dam rady pojechać ale przejrzę portfolio fotografów. Wymienieni prze Ciebie robią świetną robotę. Niestety i paradoksalnie, prace fotografów, i zawód fotografa zajmującego się szeroką problematyką społeczną, też niosą ze sobą coraz mniej rewolucji. Wielkie medialne korporacje pokazują coraz mniej takich tematów. Można do nich dotrzeć tylko poprzez wyspecjalizowan e, niezależne fora, stowarzyszenia i agencje foto. Więc jak z tą rewolucją...

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian