Państwo jest najbardziej jaskrawym, najbardziej cynicznym i najbardziej pełnym zaprzeczeniem tego co ludzkie.
Michał Bakunin

Widok cudzego cierpienia

El
Widok-cudzego-cierpienia2Patrzcie, mówią zdjęcia, tak to wygląda. To dzieło wojny.
I jeszcze to, to też jej dzieło. Wojna rozrywa, rozdziera. Wojna drze, patroszy. Wojna wypala. Wojna rozczłonkowuje. Wojna rujnuje.
Obrazy kończyn rozrzuconych po wzgórzach Golan, sanitariuszy niosących na brudnych noszach zakrwawione ciała, ludzi skaczących z płonących budynków, wielkie oczy na twarzach bezimiennych głodujących – to wizerunki, które obecne są wszędzie. Obiektyw aparatu towarzyszył działaniom wojennym od powstania fotografii, ale nie od początku pokazywał ich kulisy. Susan Sontag przypomina, że w kadrze mogła znaleźć się tylko obraz wojny prowadzonej w białych rękawiczkach. Ze zdjęć spoglądali generałowie stojący na czele zwycięskich pochodów. Zabitych wrogów i narzędzia, które do tego posłużyły usuwano z pola widzenia. Do czasu wojny domowej w Hiszpanii z 1937 roku pokazanie w mediach ciał ofiar objęte było społecznym zakazem, oglądać można było tylko oficjalnie dostępną otoczkę wojny prezentowaną z perspektywy prasy pozostającej na usługach władz zwycięskich państw. Dziś można zaobserwować sytuację odwrotną. Większości wypadków i działań zbrojnych na każdym kroku towarzyszą kamery i wynajęci przez agencje fotoreporterzy, którzy pozornie przybliżają odległe cierpienie. Pozornie, gdyż świat zachodni zrobił dużo, żeby odizolować się od cudzego bólu. Tkwiący przed ekranem monitora mieszkaniec Europy lub Ameryki Północnej nigdy nie będzie w stanie poczuć się jak żyjący cały czas w cieniu konfliktu mieszkaniec Tel-Avivu. Fizyczny dystans buduje poczucie bezpieczeństwa i spokoju. W pierwszej połowie XX wieku pacyfista Ernst Friedrich wierzył jeszcze, że pokazane w zbliżeniu zmasakrowane twarze żołnierzy zburzą je i uświadomią ludziom drugie oblicze wojny. Dziś, żeby nie oglądać drastycznych zdjęć wystarczy przełączyć telewizor na inny kanał. Jaką realną rolę w tej sytuacji pełni fotografia?


Sontag w książce „Widok cudzego cierpienia” zastanawia się nad etycznymi i moralnymi aspektami fotografii rejestrującej ludzkie nieszczęścia. Amerykanka podkreśla, że zdjęcia nie są tylko lustrem odbijającym i pozwalającym oglądać rzeczywistość. Fotografia traktuje ludzi na równi z innymi przedmiotami, przekształca ich w obiekty do oglądania. Zamienia w znaki lub symbole, które działając na ludzkie emocje mogą zostać wykorzystane na wiele sposobów przez różne opcje polityczne. Fotografie budują pamięć społeczną z punktu widzenia określonej władzy.  Anonimowe zdjęcie zabitego dziecka będzie dla Izraelczyków ofiarą islamskich ekstremistów z Hamasu, dla Palestyńczyka – armii izraelskiej. Obrazy zmasakrowanego obozu dla uchodźców w Dżeninie pokazywane przez palestyńskie media nawołują do zemsty, transmitowane przez telewizję w Europie mają wzbudzać współczucie, ale czy rzeczywiście? Sontag pokazuje jak różnie reaguje Zachód na wydarzenia, które mają miejsce wewnątrz niego i poza nim. Wydarzenia poza szklanym murem wydają się tak odległe i egzotyczne, że aż nie do końca realne. Ludzie przyzwyczaili się do tego, że gdzieś zawsze toczy się jakaś wojna. Sytuacja zmienia się w momencie, kiedy naruszenie spokoju nastąpi na terenie Europy lub Ameryki Północnej. Histeryczna celebracja ofiar ataku na WTC w mediach, do którego odwołuje się Sontag, jest tego najlepszym przykładem. Czy cierpienie amerykańskich rodzin jest inne niż ludzi, którzy przeżyli stratę swoich bliskich w walkach między Tutsi i Hutu?

Sontag obnaża mechanizmy władzy, które każą patrzeć na rzeczywistość w kategoriach czarne/białe a świat dzielą na „nas” i „ich”. „Oni” to jednostki, którym nie przysługują takie same prawa człowieka. Cierpienie innych wiszące w galerii sztuki funkcjonuje jako obrazek, który ma wywoływać estetyczną przyjemność. Zdjęcia prezentowane na World Press Photo bardzo rzadko wychodzą poza ten schemat. Sontag oskarża fotografię o to, że kryjąc się w takich przestrzeniach, nie pozwala zbliżyć się do zrozumienia cierpienia innych, ale jeszcze bardziej je uniemożliwia. Wojna jest doświadczeniem granicznym. Nie dopuszcza tych, którzy nie brali w niej udziału. Tworzy sytuację, której jak zauważa Sontag nie potrafimy zrozumieć, nie potrafimy sobie wyobrazić. Oto co uparcie czują wszyscy – każdy żołnierz, każdy dziennikarz, każdy pracownik pomocy humanitarnej i niezależny obserwator – którzy spędzili dużo czasu pod ostrzałem i mieli szczęście wymknąć się śmierci, która obaliła innych w pobliżu. Amerykanka nie pisze tego z perspektywy czysto teoretycznej -była bezpośrednim świadkiem wydarzeń w Sarajewie. Zdaje sobie sprawę z tego, że wytwarzany przez media bezpieczny dystans trzeba zburzyć.  Widok cudzego cierpienie ma za zadanie nie zachwycać, ale wyrywać z letargu, drażnić. Nie każdy może pojechać w miejsce konfliktu, ale można podjąć inne działania: zorganizować protest, zbiórkę żywności. Wizerunki wojenne, tak jak przed laty, mają oskarżać i wyzwalać sprzeciw, niezgodę na zastaną rzeczywistość. Książka Sontag mimo całego zawartego w niej sceptycyzmu pokazuje, że nie można obwiniać samej fotografii. Winien jest brak krytycznej refleksji. Oglądanie nic nie zmieni. „Widok cudzego cierpienia” zaprasza do działania.

El


Susan Sontag „Widok cudzego cierpienia”
tłumaczenie: Sławomir Magala
Wydawnictwo Karakter, maj 2010 (wydanie amerykańskie 2003)


* cytaty pochodzą z książki

Tego samego autora

Brak pasujących artykułów


Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian