Jeśli rewolucja socjalna nie zniesie państwa nazajutrz po swym zwycięstwie, zwycięstwo to okaże się płonne, a wyzwolenie mas równie odległe jak i poprzednio.
Michał Bakunin

Ile ziemi potrzebuje człowiek?

Lew Tołstoj
Starsza siostra z miasta przyjechała w odwiedziny do młodszej na wieś. Starsza miała w mieście męża kupca, młodsza chłopa na wsi. Piją siostry herbatę, rozmawiają. Starsza siostra zaczyna się chełpić , wychwalać swoje życie w mieście: jakie ma obszerne i czyste mieszkanie, jak chodzi ubrana, jak dzieci stroi, jak słodko jada i pije, jak jeździ po przejażdżkach, zabawach i teatrach.

Zmartwiła się młodsza siostra i zaczęła życie kupieckie poniżać, a swoje chłopskie wywyższać.

- Nie zamienię mówi mego życia na twoje. Co z tego, że życie nasze szare, za to strachu nie znamy. Życie wasze wprawdzie jest wytworne, ale niewiele z tego macie pożytku. Albo uda się dużo wyhandlować , albo całkiem się wszystko traci. Istnieje przysłowie: strata i zysk to rodzeni bracia. Tak też się dzieje. Dziś jesteś bogaty jutro żebrzesz pod oknami. Nasz chłopski interes pewniejszy: u chłopa brzuch cienki, ale długi, bogaci nie będziemy nigdy, za to syci. Starsza siostra znów mówić zaczęła Syci powiadasz ale jak ze świniami i cielętami! Ani wykwintu ani manier. Trudzi się twój chłop haruje, a żyjecie w brudzie i w brudzie umrzecie, a dzieci wasze będą miały takie samo życie. - Cóż z tego odpowiada młodsza: już taka jest nasza dola. Za to żyjemy twardo, nikomu się nie kłaniamy, nikogo się nie obawiamy. W mieście zaś czyhają na was pokusy. Dziś jest dobrze, jutro wkradnie się diabeł i ledwo się obejrzysz skusi twojego męża na karty, albo na wino, albo go skieruje do pięknej kobiety. I wszystko przepada. Czy nie bywa tak? Gospodarz leżąc na piecu przysłuchiwał się temu co baby gadały. To prawda mówi szczera prawda, Gdy chłop nasz od małych lat matkę ziemię przewraca, żadna rozpusta jego się nie ima. Jedno zmartwienie, ziemi mało! Gdyby ziemi miał pod dostatkiem nikogo, nawet samego czarta by się nie bał. Wypiły baby herbatę, pogadały jeszcze o fatałaszkach, posprzątały naczynia, położyły się spać. Ale diabeł siedział za piecem i wszystko słyszał. Ucieszył się, że żona skusiła chłopa do przechwałek. Chwali się chłop, że jakby ziemię miał, sam diabeł by mu nie poradził. - Dobrze myśli zmierzymy się ze sobą. Dam ci dużo ziemi, a przez ziemię ciebie zdobędę.

II
W sąsiedztwie chłopa mieszkała właścicielka niewielkiego majątku. Posiadała 120 dziesięcin (ha) ziemi. Dawniej żyła z chłopami w zgodzie, nie krzywdziła nikogo. Ale najął się do niej jako rządca dymisjonowany żołnierz i zaczął ściągać z chłopów kary. Choć Pachom był ostrożny, nic nie pomogło, albo koń dostał się do owsa, albo krowa zawędrowała do ogrodu, albo cielęta weszły na łąkę sypią się kary. Płaci Pachom, domownikom wymyśla i bije. Popadł przez lato w grzech przez tego rządcę. Ucieszył się gdy bydło na podwórku zostało; szkoda wprawdzie paszy, za to strachu nie ma.

Zimą rozeszła się pogłoska, że pani ziemię sprzedaje, a karczmarz z gościńca chce ją od niej odkupić. Usłyszeli to chłopi i aż zajęczeli." No myślą dostanie się ziemia karczmarzowi, zamęczy karami gorzej od pani. Bez tej ziemi żyć nie możemy!" Poszli chłopi do pani całą gminą, zaczęli prosić, aby nie sprzedawała nikomu innemu, tylko im. Obiecali dzisiaj zapłacić. Zgodziła się pani. Zaczęli się chłopi godzić, aby całą gminą wspólnie ziemię kupić. Zbierali się raz po raz na wiecach sprawa nie dochodziła do skutku. Przeszkadzał im diabeł, w żaden sposób nie mogli się pogodzić. Postanowili więc chłopi kupić każdy z osobna na ile ich tylko stać. Właścicielka na to również się zgodziła. Dowiedział się Pachom, że sąsiad kupił u pani 20 dziesięcin i połowę pieniędzy odroczyła mu na rok. Pozazdrościł Pachom i pomyślał: "Całą ziemię wykupią zostanę z niczym". Zaczął się żony radzić.

- Ludzie kupują, trzeba i nam kupić chociaż z 10 dziesięcin. Inaczej nie wyżyjemy. Rządca nas zmarnuje karami. Obmyślili jak kupić. Mieli odłożonych 100 rubli, źrebaka sprzedali, połowę pszczół, syna oddali za parobka, jeszcze u szwagra pożyczyli i zebrali połowę potrzebnej sumy. Miał teraz Pachom ziemi. Pożyczył nasiona, obsiał kupioną ziemię, urodzaj miał dobry. W przeciągu jednego roku spłacił dług pani i szwagrowi. Został Pachom właścicielem ziemskim. Zaorał i zasiał własną ziemię, na własnej ziemi siano kosił, z własnej ziemi pale strugał i na własnej ziemi bydło pasł. Nie mógł się dość nacieszyć, gdy jechał wiosną swoją ziemię orać, gdy patrzył na zboże i łąki. Zdawało mu się, że trawa rośnie i kwiaty kwitną na niej zupełnie inaczej.

III
Żyje sobie Pachom i cieszy się. Wszystko byłoby dobrze, gdyby bydło chłopskie nie zaczęło zboże i trawę na łąkach wyjadać. Grzecznie prosił, ale nie pomagało. Raz pastuch puści krowy na łąki, to znów konie w nocy w zboże wejdą. Załatwia Pachom po dobremu, nic idzie do sadu, aż wreszcie sprzykrzyło mu się i zaniósł skargę do sądu powiatowego. Raz dał jednemu nauczkę, to znów kazał drugiemu karę zapłacić. Zaczęli chłopi sąsiedzi mieć złość na Pachoma, nieraz na umyślnie kradli jego zboże. Dostał się któryś w nocy do lasku, z dziesięć lip ściął na łyko. Rozgniewał się Pachom. Ach myśli gdybym wiedział kto to zrobił, już bym się zemścił. Myślał, kto by to mógł być? Nikt inny, tylko Siomka. Poszedł do Siomki na podwórze, ale niczego nie znalazł, tylko się zwymyślali. Ale pachom jeszcze bardziej utwierdził się w przekonaniu, że Siemion to uczynił. Złożył skargę do sądu. Sądzili się, usprawiedliwiono chłopa, dowodów nie było. Jeszcze gorzej obraził się Pachom, powiada do starszych: Jesteście w zgodzie ze złodziejami. Gdybyście sami uczciwie żyli, nie usprawiedliwialibyście złodzieja. Pokłócił się z sędziami i z sąsiadami. Zaczęto mu grozić podpaleniem. Miał Pachom wprawdzie wiele ziemi, ale w gminie było mu za ciasno. Rozeszła się wówczas pogłoska, że wędrują chłopi w inną okolicę. Pomyślał Pachom: Nie mam po co iść. Ale gdyby ktoś z naszych poszedł, zrobiłoby się tutaj luźniej. Wziąłbym ich ziemię na własność, życie byłoby lepsze, teraz jest nam za ciasno.

Siedział pewnego dnia Pachom w domu, a tu wchodzi do niego chłop przechodzący drogą. Pozwolił chłopu przenocować, dał mu jeść, rozgadali się skąd to niby wędruje? Mówi chłop, że idzie zza Wołgi. Opowiada jak tam ludzie przybywają z obcych okolic, jak osiedlają się, wpisują się do gminy, jak każdemu gmina wymierza po 10 dziesięcin. A ziemia taka, powiada, że gdy się żyto zasieje, to wyrasta słoma taka wysoka, że konia nie widać, tak gęsta, że z pięciu garści ma się snop. Jeden chłop powiada przyszedł zupełnie ubogi, niczego prócz rąk nie posiadał, a teraz ma sześć koni, dwie krowy.
Zapaliło się Pachomowe serce. Pomyślał: po co tutaj w ciasnocie biedę cierpieć, skoro można dobrze żyć? Sprzedam ziemię, tam za pieniądze nowy dwór wybuduję i urządzę całe gospodarstwo. Tutaj ciasno same kłopoty. Muszę tylko sam dokładnie zbadać.

Gdy nastało lato wybrał się w podróż. Aż do Samary płynął parostatkiem po Wołdze, potem piechotom szedł około 400 wiorst. Doszedł do wskazanej miejscowości. Rzeczywiście wszystko było jak mówiono: mieli chłopi wiele ziemi, po 10 dziesięcin na każdego, chętnie przyjmowali nowych do swojej gminy. Jeżeli ktoś miał pieniądze mógł sobie kupić prócz przydziału, na wieczyste posiadanie ile chciał po 3 ruble za najlepszą ziemię. Jesienią Pachom, wrócił do domu, zaczął wszystko wyprzedawać. Sprzedał ziemię z zyskiem, sprzedał dwór, całe bydło, wymeldował się z gminy, doczekał się wiosny i udał się z rodziną na nowe tereny.

IV
Przyjechał Pachom z rodziną na nowe miejsce, zapisał się do gminy. Wypił ze starymi chłopami, papiery sobie wyrobił. Przyjęto Pachoma jak swojego, przydzielono mu na 5 osób 50 dziesięcin ziemi, po różnych polach nie licząc pastwiska. Wybudował sobie dom, kupił bydło. W porównaniu z poprzednim stanem miał teraz trzy razy więcej ziemi. Ziemi urodzajnej. Życie w porównaniu z tym, które dawniej prowadził było 10 razy lepsze. Miał pod dostatkiem ziemi ornej i paszy. Bydła mógł trzymać ile chciał. Z początku, gdy budował i urządzał się, zdawało mu się, iż jest mu bardzo dobrze. Ale gdy osiadł na ziemi, wydało mu się za ciasno. Pierwszego roku zasiał pszenicę na przydziałowej ziemi, urodziła pięknie. Chciał więcej pszenicy siać, ale miał za mało ziemi przydziałowej, a ta, którą posiadał nie była odpowiednia. Pojechał do kupca, wydzierżawił ziemię na rok. Zasiał więcej obrodziło dobrze pomyślał Pachom gdybym tak kupił ziemię na własność i wybudował sobie folwark. Wtedy mocno siedziałbym na ziemi. Zaczął, więc przemyśl iwać jakoby to uskutecznić.

Minęły trzy lata. Dzierżawił ziemię, siał pszenicę. Lata były dobre, pszenica rodziła się pięknie, pieniądze szły do skrzynki. Długo mógł tak żyć, ale znudziło mu się rok rocznie ziemię u ludzi dzierżawić i przez tę ziemię mieć kłopoty.

Zaczął Pachom dowiadywać się gdzie by mógł ziemię kupić na własność. Znalazł jednego chłopa, który posiadał 500 dziesięcin, ale zrujnował się i teraz, tanio sprzedawał. Zaczął Pachom godzić się z nim. Długo gadali, umówili się na 1500 rubli, połowę wpłaci od razu, połowę po roku. Aż tu pewnego razu zajechał do Pachoma przejezdny kupiec, by konia nakarmić Pili herbatę i rozmawiali. Opowiadał kupiec, że jedzie z dalekiej Baszkiri. Tam opowiada kupił sobie od Baszkirów z pięć tysięcy dziesięcin. Kosztowało razem 1000 rubli. Zainteresował się Pachom. Kupiec mu opowiada. Trzeba tylko mówi starszych we wsi sobie pozyskać. Rozdarowałem im chałatów, dywanów za 100 rubli całą skrzynkę herbaty, postawiłem wódki: kto chce niech pije. Po 20 kopiejek za dziesięcinę brali. Pokazuje akt kupna. Ziemia powiada leży wzdłuż rzeczki, Pachom go się wypytuje. Ziemi powiada kupiec nie obejdziesz całej w ciągu roku: sama baszkirska. Naród tam nie jest sprytny, niczym barany. Można za darmo kupować. No pomyślał Pachom po cóż mam 1000 rubli za 500 dziesięcin płacić i jeszcze długi zaciągać. Tam więcej będę miał za 1000 rubli.

V
Wypytał Pachom jak do Baszkirii jechać i ledwo pożegnał kupca i wybrał się w podróż. Zostawił dom i żonę wziął ze sobą parobka przyjechali do miasta, kupili skrzynkę herbaty, podarunki, wódkę, jak radził kupiec. Jechali, jechali z 500 wiorst. Po siedmiu dobach przyjechali do baszkirskiego koczowiska. Wszystko było tak, jak opowiadał kupiec. Mieszkają Baszkirowie w stepie nad rzeką, w kibitkach z wojłoku. Nie orzą i chleba nie jedzą. Po stepie bydło chodzi. Źrebięta są przywiązane do kibitek. Dwa razy dziennie przypędza się do nich klacze, doi się mleko i z końskiego mleka kumys się robi. Baby kumys mącą ser wyrabiają, chłopi tylko jedno mają zajęcie kumys i herbatę pić, baraninę jeść, na fujarkach grać. Naród całkiem ciemny, po rosyjsku nie mówi, ale uprzejmy, ludzki, jak spostrzegli Pachoma, wyszli Baszkirowie z kibitek, okrążyli gościa. Znalazł się tłumacz. Powiedział mu Pachom, że przyjechał po ziemię. Ucieszyli się Baszkirowie, pochwycili Pachoma pod pachy zaprowadzili do pięknej kibitki, posadzili na dywanach, podparli puchowymi poduszkami, usiedli naokoło, zaczęli częstować herbatą, kumysem. Barana zarżnęli. Wydostał Pachom ze swego powozu podarki, zaczął rozdawać Baszkirom. Obdarował ich, nadzielił herbatą. Radowali się Baszkirowie Każą ci powiedzieć mówi tłumacz że pokochali cię i, że istnieje u nas taki zwyczaj gościowi należy się przyjemność czynić, a za podarki odpowiedzieć podarkiem. Obdarowałeś nas, teraz mów co tobie się podoba u nas, abyśmy mogli ciebie obdarować?

- Spodobała mi się mówi Pachom najbardziej wasza ziemia. U nas mówi na ziemi jest ciasno, ziemia jest przeorana wzdłuż i wszerz, u was ziemi jest dużo i jest dobra. Takiej jeszcze nigdy nie widziałem. Tłumacz powtórzył. Baszkirowie naradzali się, potem ucichli patrzą na Pqachoma, a tłumacz mówi Każą tobie powiedzieć, że za twoje dobre serce radzi są dać tobie ziemi, ile chcesz. Tylko ręką pokaż, która ci się podoba a cała będzie twoja.

VI
Nagle zbliżył się człowiek w lisiej czapce. Wszyscy umilkli i powstali z miejsc. Mówi tłumacz: Oto właśnie sam starszy. Pachom natychmiast wyciągnął najładniejszy chałat, sprezentował starszemu a w dodatku dał jeszcze 25 funtów herbaty. Starszy wszystko przyjął i usiadł na głównym miejscu. Natychmiast Baszkirowie zaczęli mu coś przekładać. Wysłuchał starszy, kiwnął głową, aby zamilkli i przemówił do Pachoma po rosyjsku. - Cóż mówi bierz jak chcesz. Wybieraj gdzie się tobie podoba. Ziemi jest dużo." Jakże mogę brać, ile zechcę myśli Pachom przecież trzeba ziemię jakoś zabezpieczyć. Dziś powiadają twoja a później odbiorą".

- Dziękuje wam powiada za dobre słowo. Ziemi u nas dużo, ale mnie niewiele potrzeba. Chciałbym tylko wiedzieć, która będzie moja. Trzeba ją jakoś wymierzyć i zabezpieczyć dla mnie. Wy dziś dajecie, ale może się zdarzyć, ze wasze dzieci odbiorą.

- Prawdę mówisz powiada starszy możemy zabezpieczyć. Pisarza mamy, pojedziemy do miasta i potrzebne pieczęci przyłożymy.

- Jakaż będzie cena: - zapytał Pachom.

- Cena u nas jedna. 1000 rubli za dzień. Nie rozumiał Pachom. Jakaż to miara dzień? Ile w niej zmieści się dziesięcin? - Tego - mówi - nie potrafimy obliczyć. Sprzedajemy na dzień tyle ile się obejdzie w ciągu dnia, to będzie twoje, a cena 1000 rubli. Pachom się zdziwił. Przecież powiada w ciągu dnia obejść można dużo ziemi.

Stary zaśmiał się. Cała będzie twoja mówi tylko jeden warunek. Jeśli za dnia nie wrócisz do tego miejsca, z którego wyruszysz przepadły twoje pieniądze

-Jakże pyta Pachom zaznaczyć którędy przechodziłem?

- Staniemy na miejscu, które wybierzesz sobie, będziemy stali, a ty idź naprzód, zakreśl koło, zabierz ze sobą skrobak i gdzie potrzeba zaznaczaj. Po rogach kop dołki, kładź tarninę potem od dołka przejedziemy pługiem. Zakreśl koło, jakie chcesz, bylebyś przed zachodem słońca wrócił do tego miejsca, z którego wyjdziesz rano. Ile obejdziesz, wszystko twoje. Uradował się Pachom. Postanowił wyruszyć wczesnym rankiem.

VII
Położył się Pachom na pierzynie, ale zasnąć nie może. Stale o ziemi myśli. Z 50 wiorst obejdzie w ciągu dnia. Dzień teraz długi, jak rok, ileż to będzie ziemi w kole 50-wiorstowym?

Gorszą ziemię później sprzedam, albo chłopów sprowadzę, lepszą sobie wezmę, sam na niej osiądę. Do dwóch pługów wołów zakupię, ze dwóch robotników wynajmę, na 50 dziesięcinach będę orał, a na reszcie będę bydło pasał.

VIII
Zebrali się Baszkirowie, wsiedli niektórzy na konie, inni na wozy pojechali. Pachom z parobkiem w powozie jechali, w ręku trzymali skrobak. Przyjechali na step, pokazała się zorza. Wjechali na pagórek. Wysiedli z powozu, zeszli z koni, zebrali się w gromadkę. Podszedł starszy do Pachoma, wskazał ręką. -To wszystko powiada nasza gdzie okiem rzucisz. Wybieraj co chcesz.

Rozpaliły się oczy Pachoma. Ziemia cała porośnięta trawą, równą jak dłoń, czarna jak mak, tu mały wąwóz tam trawy rosną, sięgające piersi. Zdjął starszy lisią czapkę, rzucił na ziemię.

- To mówi będzie znak. Stąd ruszaj i tutaj wracaj. Ile obejdziesz wszystko będzie twoje.
Pachom wyjął pieniądze, położył do czapki, zdjął wierzchnie ubranie, został w samej kamizelce, mocniej podciągnął pas, włożył torbę z chlebem za pazuchę, kamienną flaszkę z wodą, przywiązał do pasa, podciągnął cholewy, wziął skrobak do ręki i wyruszył w drogę. Pomyślał: "Pójdę w kierunku wschodu słońca". Stanął twarzą do słońca, poczekał aż się pokaż e zza brzegu horyzontu.

Szedł ani wolno, ani szybko. Odszedł z wiorstę, przystanął, wykopał dołek, położył darniny, aby lepiej zaznaczyć miejsce. Poszedł dalej. Wykopał jeszcze jeden dołek.

Oglądnął się. Widać było wzgórze i ludzi na nim; Pomyślał Pachom, że uszedł z 5 wiorst. Rozejrzał się, zdjął kamizelkę, zarzucił na ramię, poszedł dalej. Ciepło się zrobiło. Spojrzał na słoneczko. Już czas na śniadanie. Jeszcze za wcześnie zawracać. Muszę tylko zdjąć buty. Usiadł, zdjął buty, za pas włożył, poszedł dalej. Lżej było iść.

- Przejdę jeszcze myśli z 5 wiorst, wtedy zacznę skręcać w lewo. Miejsce ładne, szkoda rzucać. Poszedł jeszcze prosto przed siebie. Obejrzał się wzgórze ledwie widoczne, i na nim ludzie jak mrówki.

-Teraz myśli Pachom trzeba skręcać. Spocony jestem pić się chce. Zatrzymał się, wykopał większy dołek, położył darniny, odwiązał kamienną flaszkę, napił się i ostro skręcił w lewo. Szedł i szedł. Trawa była wysoka, zrobiło się gorąco. Zaczął Pachom odczuwać zmęczenie, popatrzył na słoneczko, widzi mi się pora obiadowa. Teraz myśli trzeba wypocząć. Usiadł, zjadł trochę chleba z wodą, ale nie położył się: myśli jak położę się to zasnę. Posiedział trochę i poszedł dalej. Zrobiło się bardzo gorąco, chciało się spać. Jednak stale szedł i myślał godzinę pocierpię, a wiecznie radować się będę. Uszedł po tej stronie daleko. Chciał w lewo skręcać ale widzi wąwóz wilgotny, szkoda rzucać, tutaj ładny len się urodzi. Znów poszedł prosto. Obszedł wąwóz,, wykopał dołek za wąwozem, skręcił za drugi róg. Oglądną! się za siebie; od gorąca unosiła się mgła przez mgłę ledwie widział ludzi na pagórku. Zaczął trzeci bok czworoboku zakreślać i dodawać szybkości. Ledwo uszedł z dwie wiorsty, zauważył, że do miejsca skąd wyruszył pozostało jeszcze z 15 wiorst. "Trzeba się spieszyć prostą drogą. Nie zabiorę nic zbytniego. Ziemi i tak mam dużo". Wykopał Pachom dołek i zakręcił prostą drogą do pagórka.

IX
Idzie Pachom wprost do pagórka. Mocno się spocił, pociął sobie bose nogi. Chce mu się wypocząć, ale nie może nie zaszedłby przed zachodem słońca. Słońce nie czeka stale idzie w dół. Ach myśli czy nie pomyliłem się, czy nie zabrałem zbyt dużo? Co się stanie jak nie zdążę? Do miejsca daleko a słońce tuż nad horyzontem.

Biegnie Pachom koszula i spodnie lgną do ciała w ustach wyschło. Piersi podnoszą się jak miechy kowalskie, w sercu młotek bije nogi uginają się jak nie swoje. Straszno mu się zrobiło byleby nie umrzeć z wysiłku. Boi się umrzeć ale zatrzymać się nie może. Myśli: "tyle przebiegłem gdybym teraz stanął nazwaliby mnie durniem". Biegnie, biegnie dobiega już do pagórka i słyszy: krzyczą do niego Baszkirowie, lecz od ich krzyku jeszcze gorzej serce się jego rozpęka. Biegnie Pachom ostatkiem sił słońce chyli się do horyzontu, zaszło za mgłą; jest duże i krwiste. Ale do miejsca też już nie daleko. Widzi Pachom jak ludzie na pagórku rękami do niego wymachują, popędzają go. Widzi lisią czapkę na ziemi i swoje pieniądze. Widzi starszego jak siedzi na ziemi, rękami trzyma się za brzuch. "Ziemi myśli jest dużo, ale czy Bóg pozwoli mi na niej żyć. Zginąłem myśli nie dobiegnę". Spojrzał Pachom na słońce. Już doszło do ziemi i zaczęło zachodzić. Dobył pachom ostatnich sił, pochylił się ciałem naprzód ledwo niosły go nogi. Podbiegł Pachom do pagórka, nagle zrobiło się ciemno. Oglądnął się, słońce zaszło. Zastękał Pachom "Przepadły myśli moje trudy". Już chciał przystanąć, gdy usłyszał jak Baszkirowie gwiżdżą. Przypomniał sobie, że z dołu jemu się wydaje że słońce zaszło, ale na pagórku jest jeszcze jasno. Poderwał się i wbiegł na wzgórze. Widzi czapkę. Przed czapką siedzi starszy śmieje się trzyma się rękami za brzuch. Pachom jęknął nogi pod nim się ugięły, upadł naprzód rękami chwycił czapkę. - Co za zuch krzyknął starszy zawładnął naszą ziemię. Podbiegł parobek Pachoma, chciał go unieść ale z ust krew mu się puściła, upadł martwy.

Mlasnęli Baszkirowie językami, pożałowali nieboraka. Parobek wziął skrobak, wykopał dla Paroma grób, dokładnie tyle ile mierzył od stóp do głów, na trzy arszyny ziemi i pochował go.

Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 2/2001

Tego samego autora

Brak pasujących artykułów


Reklama

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian