Idea, zgodnie z którą ubodzy mają prawo do odpoczynku, zawsze była szokująca dla bogatych.
Bertrand Russell

Zima bez KontenerArt. Ale nie koniec gentryfikacji...

Mikołaj Iwański, Rafał Jakubowicz

panel_UE_konferencja

Szerzej o sprawie pisaliśmy w tekście przygotowanym w związku z konferencją "Urban Transitions" (21.10.2010, Uniwersytet Ekonomiczny, Poznań), który zamieszczony został na stronach Rozbratu, Centrum Informacji Anarchistycznej, Gentryfikacja Złem oraz portalu E-Splot.pl (niebawem fragmenty zostaną opublikowane na łamach „Przeglądu Anarchistycznego”).

Na zdjęciu: Panel „Prawo do miasta”, Międzynarodowa Konferencja Naukowa pt. URBAN TRANSITIONS. FOOTPRINTS OF SOCIAL, CULTURAL AND ECONOMIC CHANGE, zoorganizowana przez Katedrę Socjologii i Filozofii oraz SKN „Intersophia”, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, 21 października 2010 r.
Wracamy do tematu KontnerArtu w kontekście gentryfikacji Chwaliszewa. Publikujemy polemikę z artykułem Michała Danielewskiego i Michała Wybieralskiego pt. „Zima bez KontenerArt” („Gazeta Wyborcza” 29.10.2010).  Poniższy tekst został wysłany do redakcji „Gazety Wyborczej”, jednak nie został opublikowany, gdyż brakuje w nim – w opinii redaktora Adama Kompowskiego – „wątku pozytywnego”.

„Mobilne centrum sztuki na Chwaliszewie w krótkim czasie stało się jednym z najciekawszych miejsc w Poznaniu” – czytając artykuł Michała Danielewskiego i Michała Wybieralskiego warto zadać pytanie, czy tak jednoznacznie pozytywna ocena jest w pełni zasłużona.

W ramach KontenerArt 2010 być może udało się zrealizować wiele ciekawych przedsięwzięć artystycznych – warsztatów, spotkań i koncertów. Projekt spowodował jednak protest mieszkańców, skarżących się na uciążliwości związane z hałasem. Tocząca się wówczas dyskusja spolaryzowała czytelników „Gazety Wyborczej” na zwolenników i przeciwników tętniącego życiem centrum, podczas gdy problem tkwi właściwie gdzie indziej.

„W założeniu miał to być nie tylko projekt kulturalny i przestrzenny, ale również społeczny. Dlatego zaczął swoją działalność od gry strategicznej o rewitalizacji starego koryta Warty.” – napisali autorzy artykułu „Zima bez KontenerArt”. Otóż to. KontenerART (wraz z szeregiem innych inicjatyw kulturalnych oraz poczynionych inwestycji, jak Nowa Sienna czy Czartoria) wpisał się w realizowaną przez miasto strategię – program rewitalizacji Chwaliszewa, który oznacza, w praktyce, gentryfikację dzielnicy, czyli procesy mające na celu wymianę istniejącej tkanki społecznej (wyparcie ubogich mieszkańców), co leży w interesie zarówno urzędników, jak i deweloperów oraz lobbystów (np. Stowarzyszenia „Chwaliszewo”).

Warto prześledzić rolę, jaką w procesach gentryfikacji odgrywają artyści, będący swoistą awangardą kolonizatorów. Budzące pozytywne skojarzenia słowo „rewitalizacja” (skrywające często gentryfikację) okazuje się po prostu użytecznym wytrychem do miejskiej kasy. Artyści, dzięki samorządowym dotacjom, są w stanie uruchomić procesy, których w końcu sami padną ofiarą, gdy pojawi się kolejna, bardziej zasobna fala kolonizatorów.

W drugiej połowie października na poznańskim Uniwersytecie Ekonomicznym (UE), w ramach konferencji „Urban Transitions”, odbył się panel dyskusyjny „Prawo do miasta”: punktem wyjścia było właśnie pytanie o KontenerArt 2010 w kontekście gentryfikacji, która oznacza, w przypadku Chwaliszewa (podobnie jak warszawskiej Pragi czy krakowskiego Kazimierza) nie tylko poprawę jakości przestrzeni publicznej ale także poważne konsekwencje dla mieszkańców.

Usytuowanie KontenerArtu w starym korycie Warty nie pozwala jednoznacznie odeprzeć zarzutu gentryfikacji. Każde duże miasto europejskie ma dzielnice, gdzie poprzez obecność artystów i zmianę wizerunku zaniedbanego miejsca w modną przestrzeń (zła sława, odpowiednio „zredagowana”, może stać się brandem), udało się wywindować ceny nieruchomości oraz dokonać wymiany mieszkańców. Kto dziś pamięta, że na przykład londyńska Notting Hill była pierwotnie kolorową i tętniąca życiem dzielnicą ubogich karaibskich imigrantów?

KontenerArt, mimo wielu ciekawych przedsięwzięć, traktował mieszkańców jako zło konieczne, podobnie jak traktują ich świeżo upieczeni właściciele kamienic.

Uczestniczący w panelu na UE Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej, pokazał drugą stronę kontenerów – obraz wykluczenia społecznego, generowany przez groźbę przesiedleń do ponurych enklaw – gett ubóstwa, tzw. „osiedli kontenerów socjalnych”, które istnieją (pod ową eufemistyczną nazwą) w planach urzędniczych, równolegle z kolejnymi edycjami KontenerArtu.

Przestrzeń miejska Poznania jest polem presji inwestycyjnej, której mieszkańcy nie są w stanie się skutecznie oprzeć. W ramach KontenerArtu nie spróbowano nawet uzmysłowić lokatorom nieuchronnych przemian dzielnicy czy też wyposażyć ich w narzędzia, dzięki którym będą mogli się organizować, by w przyszłości przeciwstawić się niechcianym inwestycjom. Warto zatem potraktować działania artystów w biednych dzielnicach (zwłaszcza tak atrakcyjnych z punktu widzenia deweloperów, jak Chwaliszewo) z większą powagą i zadać pytanie o długofalowe skutki ich aktywności. Wkroczenie artystów do biednej dzielnicy nie jest bowiem neutralną zabawą.

Tegoroczna przygoda z KontenerArt dobiega końca. Jednak zainicjowanych procesów nie uda się już najprawdopodobniej zatrzymać. Widmo gentryfikacji krąży nad zdegradowanymi dzielnicami polskich miast. A Chwaliszewo zostało już – można powiedzieć – skazane na gentryfikacyjny sukces.

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Reklama

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian