Graffiti to nie wandalizm, graffiti to nie sztuka. Graffiti upiększa, szpeci, komentuje, nikt tego nie ogarnie, usystematyzuje. Graffiti to zaznaczanie czyjegoś istnienia w mieście, zagłuszanie komercyjne paplaniny, wyraz swoistej wojny informacyjnej ze systemem i estetycznej ze współczesnym establishmentem. To kolejny rodzaj anarchizmu w praktyce. Malujemy głownie hasła, starając się w ten sposób wpływać na świadomość społeczną. Uważamy, że wandalizmem można nazwać raczej instalowanie billboardów porażających społeczeństwo banalnymi treściami i kiczowatą estetyką, z logami kapitalizmu nawołującymi do bezmyślnej konsumpcji.