ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english










 


Adres, którego nie ma

Poznańscy policjanci przeszukali w miniony weekend squot "Rozbrat". W sprawie są aż dwa absurdy - powód przeszukania i sposób wystawienia nakazu.

Powodem przeszukania sqotu było doniesienie jednego z lokalnych prominentów - Macieja Libickiego, kojarzonego jednoznacznie z rucham katolicko-narodowym. Polityk doniósł, że poznańscy anarchiści znieważyli herb Poznania: chodzi o to, że w mieście pokazał się wizerunek obrazu Matki Boskiej, z tym, że w obraz wkomponowano twarz Adama Michnika, trzymającego na ręku braci Kaczyńskich. Przeciwko wizerunkowi zaprotestowała też kuria metropolitalna.

Policja wszczęła postępowanie, a M. Libicki wskazał anarchistów jako sprawców obrazy uczuć religijnych. W toku dochodzenia policjanci przeszukali squot Rozbrat, gdzie anarchiści się spotykają, choć nie przyznają się oni do rozwieszenia w mieście fotomontażu. By całą machinę śledczą puścić w ruch, wystarczył donos prawicowego polityka.

Mieszkańcy squotu wpuścili funkcjonariuszy, choć mogli odmówić: nakaz przeszukania miał w adresie wpisaną ulicę Rozbrat. Tymczasem Rozbrat to zwyczajowa nazwa squotu, a ulicy o takiej nazwie w ogóle w Poznaniu nie ma. - Policja najwyraźniej nie ma się czym zajmować - komentuje wydarzenia Marek Piekarski z Rozbratu.

dark
05 Grudzień 2006


Marsz dotarł do celu (skrót)

Po raz pierwszy w historii poznańskich Marszów Równości demonstrantom udało się przejść przez miasto zaplanowaną trasą. Niestety, i tym razem nie obeszło się bez prób zakłócenia demonstracji przez nacjonalistów i szalikowców, ale policja skutecznie pokrzyżowała im plany. Mówienie o zwycięstwie tolerancji jest więc wciąż przedwczesne, ważne, że praworządność wygrała z bojówkami, a to już bardzo dużo.

Po doświadczeniach lat ubiegłych, tym razem komitet organizacyjny został poszerzony o przedstawicieli kolejnych grup wykluczonych. Chodziło między innymi o to, by przeciwnikom Marszu Równości nie udawało się tak łatwo utożsamiać go z demonstracją wyłącznie środowisk homoseksualnych. Chodziło też o połączenie sił w kwestiach organizacyjnych. Podczas marszu wyraźnie widoczna była obecność własnej służby porządkowej.

Było też więcej niż rok temu haseł dotyczących praw mniejszości innych niż seksualne, choć ten ta kwestia wciąż zdaje się najbardziej poruszać zarówno uczestników marszu, jak i ich przeciwników.

Jajka zostały w kieszeniach
Wbrew obawom kombatantów, demonstranci nie rozpoczęli przemarszu pod pomnikiem Czerwca 1956, tylko u stóp pomnika Mickiewicza. Demonstracja od początku przebiegała spokojnie. Usiłujący ją zakłócić pseudokibice i nacjonalistyczna młodzież krążyli wokół pochodu, oddzieleni od niego ciasnym kordonem policji. Tam gdzie gromadziły się większe grupy agresywnych przeciwników Marszu Równości, policja zawczasu je rozpraszała.

Jajka, przygotowane do obrzucania demonstrantów niemal wszystkie pozostały w kieszeniach - narodowcy raczej nie ryzykowali starć z policją na trasie przemarszu. Ograniczyli się do pojedynczych utarczek na obrzeżach demonstracji i kolportowania własnych ulotek przeciwko "promocji zboczeń"...

Wśród uczestników marszu było - w tym roku po raz pierwszy - sporo osób na rowerach i z psami.

Pochodowi towarzyszyło spore zainteresowanie mieszkańców - na chodnikach, jak i w oknach domów. Przynajmniej niektórzy z przechodniów wyglądali na żywo zainteresowanych marszem, robili zdjęcia i komentowali.

Do poważniejszej konfrontacji doszło dopiero na samym Placu Wolności, gdzie marsz się skończył. Na jego uczestników czekała tam dzika pikieta kilkudziesięciu młodych narodowców, zakapturzonych i wznoszących faszystowskie okrzyki. Repertuar ten sam, co zwykle: "Pedały do gazu", i "Zrobimy z wami co Hitler z Żydami". Pikietujący chcieli za wszelką ceną zakłócić marsz, choćby i na koniec - zagrodzili wejścia na stopnie przy Arkadii, gdzie pochód miał się skończyć. W stronę demonstrantów krzyczeli "wypierdalać".

"Spontaniczna" przepychanka
Przedstawiciel Młodzieży Wszechpolskiej zapewniał dziennikarzy, że atakujących marsz nikt nie zorganizował i że to "spontaniczny protest mieszkańców Poznania". Dodajmy, że młodzież wszechpolska do tegoż "spontanicznego" sprzeciwu nawoływała w ulotkach rozdawanych wcześniej w mieście.

Pomiędzy uczestnikami Marszu Równości a nacjonalistami stanęły aż trzy kordony funkcjonariuszy - w tym policjanci z psami i na koniach. Gdy szalikowcy (wielu w barwach klubów piłkarskich) nie rozeszli się na wezwanie policji, kordon funkcjonariuszy sprawnie zepchnął ich ze stopni, gdy zaś jeden z wykrzykujących faszystowskie hasła został zatrzymany, reszta rozpierzchła się w pobliskich ulicach.

- Władza wygrywa przeciwko sobie rożne grupy dyskryminowanych mniejszości - mówił Jarosław Urbański ze związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza. - Naprzeciwko Marszu Równości stanęła młodzież, która sama należy do wykluczonych, z przyczyn ekonomicznych. (...)

Dariusz Kaczyński
18 Listopad 2006


Marsz Równości solą w oku

Spokój wokół tegorocznej manifestacji panował niedługo. Podczas, gdy jeszcze w środę organizatorzy próbowali - nie po raz pierwszy - tłumaczyć m. in. dziennikarzom ideę tego marszu, w czwartek do grupy kombatantów atakujących demonstrację dołączyła Kuria Metropolitalna, wytaczając ciężkie działa.

Podczas, gdy prezydent Poznania nie zakwestionował trasy przemarszu, a policja zapewnia, że będzie się starać skutecznie zabezpieczyć przemarsz przed atakami przeciwników (którzy, jak zdążyliśmy się w Poznaniu przekonać, w środkach nie przebierają), nawet Młodzież Wszechpolska nie zapowiedziała kontrdemonstracji, Kuria dolewa oliwy do ognia.

"Marsze równości ... próbując wywrzeć presję na opinię publiczną, starają się doprowadzić do akceptacji błędnego przekonania, że czyny homoseksualne nie posiadają żadnego negatywnego wydźwięku moralnego" czytamy w oświadczeniu Kurii. Jak zwykle, gdy wypowiadają się przeciwnicy marszu, stawiają znak równości między nim a paradą homoseksualistów, gdy tymczasem, jak cierpliwie tłumaczą jego organizatorzy, chodzi o zaprotestowanie przeciw wszelkim formom dyskryminacji mniejszości, a gdyby dobrze się przyjrzeć, każdy do jakiejś mniejszości należy: w komitecie organizacyjnym są nie tylko (choć tylko ich chcą widzieć przeciwnicy demonstracji) feministki, geje i lesbijki:

- W tym roku naszym głównym hasłem jest "Solidarnie przeciw dyskryminacji". Chcemy poprzez nie podkreślić, że organizatorzy i organizatorki będą razem działać na rzecz równości wszystkich ludzi bez względu na płeć, pochodzenie etniczne i narodowe, wyznanie, pochodzenie społeczne i środowisko, wykształcenie, orientację seksualną, niepełnosprawność i stan zdrowia, zamożność albo biedę, kulturę, obyczaje, miejsce zamieszkania, wiek itd.

Czyżby przeciwnicy marszu nie czytali tego tekstu? Oczywiście, że czytali. I twierdzą, że tak naprawdę chodzi o zakamuflowaną promocję homoseksualizmu, a reszta to zasłona dymna.

I komu zależy tu na wywoływaniu konfliktów? Cóż, są tacy, którzy najlepiej funkcjonują w opozycji - gdy wskażą wyraźnego przeciwnika, z którym musza się spierać. Tyle, że wtedy zamiast debatować łatwo sięgnąć po jajka i pomidory. Ciekawe tylko, co zwolennicy walki na te "argumenty" zrobią, gdy już wyślą na Madagaskar albo Antarktydę wszystkich, którzy się z nimi nie zgadzają? Chociaż pewnie zawsze jakiś wróg się znajdzie.

Dariusz Kaczyński
17 Listopad 2006


Skrzypczak wraca do pracy

Sąd Pracy uznał, że zwolnienie Dariusza Skrzypczaka, niepokornego związkowca z Goplany było rażącym naruszeniem Kodeksu Pracy. Skrzypczak wraca do firmy w poniedziałek.
Zarząd firmy Jutrzenka (do której Goplana należy) zdecydował się respektować wyrok Sądu Pracy w pierwszej instancji, i wycofał złożoną już apelację. Szef zakładowej "Solidarności", zwolniony rzekomo dyscyplinarnie za krytykę poczynań zarządu firmy (projekt obnizki płac w poznańskim zakładzie) został przywrócony do pracy decyzja tego samego zarządu, który wcześniej związkowca z pracy wyrzucił. Skrzypczak otrzyma również pobory za czas, gdy pozostawał bez pracy, zdaniem sądu bezprawnie.

Spór o to, czy zwolnienie Skrzypczaka miało podstawy prawne, czy też nie, trwał kilka miesięcy. W tym czasie w jego obronie odbyło się kilka pikiet i demonstracji. Brały w nich udział między innymi "Solidarność", Związek Zawodowy "Inicjatywa Pracownicza" i Federacja Anarchistyczna.

Prawdopodobnie decydujący wpływ na decyzję zarządu firmy o zakończeniu sporu miała zapowiedź pikiety przed bydgoską siedzibą władz "Jutrzenki".

dark
Sobota, 01 Lipiec 2006


Skrzypczak musi wrócić

Dariusz Skrzypczak, szef Solidarności w Goplanie ma zostać przywrócony do pracy - orzekł wczoraj poznański Sąd Pracy. Zwolnienie, rzekomo za działanie na szkodę firmy, okazała się jeszcze jedną formą szykan stosowanych przez pracodawcę.

Demonstracja 3 kwietnia. Fot. K. Jankowska

Pretekstem do dyscyplinarnego zwolnienia Skrzypczaka były jego wypowiedzi dla prasy, w których związkowiec sprzeciwiał się obniżeniu płac załodze Goplany przez nowego właściciela - bydgoską Jutrzenkę

Zarząd Jutrzenki zwolnił Skrzypczaka stawiając mu zarzut ciężkiego naruszenie obowiązków pracowniczych - z paragrafu Kodeksu Pracy zarezerwowanego dla pijaków i złodziei.

Zdaniem Sądu Pracy, wypowiedzi Skrzypczaka związane były z działalnością związkową - obrona pracowników przez niekorzystnymi dla nich decyzjami pracodawcy, a związany z tym konflikt nie może być powodem zwolnienia, zwłaszcza dyscyplinarnego.

W obronie Skrzypczaka (podobnie jak kilku innych związkowców) występowały solidarnie związki zawodowe: Solidarność, związki branżowe, Sierpień 80 i Inicjatywa Pracownicza.

Związkowcy interweniowali między innymi u nowego wojewody wielkopolskiego Tadeusza Dziuby, w Poznaniu odbyło się tez kilka demonstracji i pikiet. Największa z dotychczasowych w Poznaniu miała miejsce 3 kwietnia.

Zarząd Jutrzenki zapowiada odwołanie do sądu wyższej instancji.

dark
Piątek, 07 Kwiecień 2006


Niedziela społecznej aktywności

Dwie pikiety odbyły się w niedzielę na poznańskich ulicach. Pierwsza przypomniała, że od trzech lat Polska uwikłana jest w wojną w Iraku, druga dotyczyła sprawy aktualnej - "wolnych" wyborów prezydenckich na Białorusi.

Pikieta pod hasłem "Jedzenie zamiast bomb", połączona z rozdawaniem potrzebującym wegetariańskich posiłków, zorganizowana przez Federację Anarchistyczną, Poznańska Koalicję Antywojenną i Kobiety w Czerni odbyła się po raz kolejny przed Dworcem Zachodnim. Tym razem miała nieco większy rozmach - ze względu na trzecią rocznicę rozpoczęcia irackiej wojny.

Niestety, nie odeszło się bez demonstracji siły ze strony policji - choć demonstracja licząca do 15 osób nie musi być zgłaszana w Urzędzie Miasta.

Tego samego dnia na ulicy Półwiejskiej demonstrowali Młodzi Demokraci, wyśmiewający farsę wyborów na Białorusi. Zorganizowali alternatywne wybory, rozdając kartki do głosowania każdemu, kto miał ochotę wziąć udział w zabawie. Nie zabrakło też kiełbasy wyborczej. Inaczej niż w przypadku oficjalnych wyników wyborów na Białorusi - w poznańskim głosowaniu miażdżące zwycięstwo odniósł kandydat opozycji.

dark
Poniedziałek, 20 Marzec 2006


Wyszły na ulice

Po raz kolejny wyszły na ulice Poznania by walczyć o prawdziwą równość, szacunek i wolność. Kobietom, manifestującym w Dzień Kobiet towarzyszyła spora grupa mężczyzn podzielających ich poglądy.

Fot. Mateusz Kaszubski

Demonstrowały nie tylko feministki, jak by chciała to widzieć prawicowa propaganda - również działaczki ekologiczne i związkowe, Stowarzyszenie Kobiet "Konsola", reprezentantki anarchistów, ruchów na rzecz wolności i tolerancji, pielęgniarki i pracownice innych poznańskich zakładów. Nie przypadkiem tegoroczna Manifa przebiegła pod hasłem: "Równość płac, wolność wyboru".

Z kolei wielu z panów biorących udział w manifestacji otwarcie głosiło feministyczne poglądy.

Sprawa dyskryminacji kobiet w pracy, znak czasu, wysunęła się w tym roku na pierwszy plan. Nie mogło jednak zabraknąć zwrócenia uwagi na inne kwestie - jak łamana (nie tylko ustawowo, faktyczne ograniczenia idą o wiele dalej) prawa do przerywania ciąży, i podejmowane przez nową władzę próby wtłoczenie kobiet w gorset roli społecznej matki, żony i kapłanki domowego ogniska ze wskazaniem na kultywowanie bliskich prawicy cech - jak bezkrytyczne przywiązanie do państwa, rozumianego jako byt stojący ponad obywatelem i do religii katolickiej, w jej najbardziej konserwatywnym wcieleniu.

Organizatorki i uczestniczy podkreślają, że o ile przed wyborami rządzący, z nazwy lewicowi, nie przejmowała się prawami kobiet, po objęciu władzy przez prawicę idą mroczne czasy: lansowania jednej, antykobiecej ideologii wspólnej dla całego społeczeństwa i ograniczania praw, w cywilizowanym świecie uznanych dawno za oczywiste. Ma to swoje przełożenie i na rynek pracy - wszelkie próby zniechęcenia kobiet do aktywności zawodowej, by zamknąć je w domach, gdzie najchętniej widzieliby je narodowi katolicy są przez nowa władze mile widziane.

Tym razem poznańska policja chroniła manifestantów przed ewentualnymi atakami prawicowych bojówek. Do incydentów jednak nie doszło, jeśli nie liczyć małej kontrmanifestacji Młodzieży Wszechpolskiej, według których... Manify godzą w zdrowa rodzinę.

Manifa rozpoczęła się o 17 przed Starym Marychem. Pochód przeszedł Podgórną, Alejami Marcinkowskiego i Paderewskiego na stary Rynek, gdzie godzinę później przed Ratuszem rozpoczął się wiec. Całość zakończyła, już w ciemnościach, akcja antywojenna "Jedzenie zamiast Bomb" koncert z pochodniami i pokaz samby.

Chętni mogli jeszcze zajrzeć na Marcowe Świętowanie - Benefit na Manifę, na skłocie Rozbrat, trzy godziny później.

dark
Czwartek, 09 Marzec 2006


Brudne chwyty pracodawców

Wczoraj po raz kolejny związkowcy z Inicjatywy Pracowniczej wraz z Federacją Anarchistyczną pikietowali przed Urzędem Wojewódzkim w obronie bezprawnie zwalnianych związkowców. Takie postępowanie to już, niestety, raczej norma niż wyjątek. IP i anarchiści proponują przepis dyscyplinujący pracodawców w tej kwestii.

Fot. D. Kaczyński

Nadużywanie Prawa Pracy przez szefów i właścicieli firma nasiliło się w ubiegłym roku. Chodzi o wyrzucanie za bramę niepokornych związkowców.

Interesującym novum we wczorajszej demonstracji było to, że pikietującym z flagami i transparentami towarzyszył zespół zwracający uwagę przechodniów interesantów donośną muzyką.

Kodeks Pracy chroni funkcyjnych członków związków zawodowych przed zwolnieniem. Jest to swoisty immunitet, pozwalający posiadającym go związkowcom występować w obronie pozostałych pracowników i zapewnia ochronę przed zwolnieniem wskutek szykan pracodawcy. Od ochrony jest jeden wyjątek - art. 52 Kodeksu Pracy, pozwalający zwolnić funkcyjnego związkowca za ciężkie naruszenie obowiązków. Chodzi o ewidentne przewinienia jak na przykład pijaństwo w miejscu pracy czy kradzież, o ile kwestia winy nie budzi wątpliwości. Nawet wtedy zwolnienie powinno być zaopiniowane przez związkową organizację zakładową.

Ostatnio pracodawcy nagminnie art. 52 nadużywają, ciężkim naruszeniem obowiązków nazywając dosłownie wszystko, nawet to, co nie jest w najmniejszym stopniu naganne, a wręcz stanowi element walki o prawa pracownicze.

Oczywiście, chodzi o związkowców niepokornych, którzy konsekwentnie występują w obronie załogi, na przykład przeciw grupowym zwolnieniom czy nieuzasadnionym ekonomicznie obniżkom płac, jak to miało miejsce w poznańskiej Goplanie.

Niepokorni na bezrobocie
Oto kilka przykładów: Najnowszy to sprawa Dariusza Skrzypczaka z poznańskiej Goplany. - Czynem, który popełnił rzekomo na szkodę spółki było.... poinformowanie Gazety Wyborczej o planach obniżenia płac załogi. Za to, mimo negatywnej opinii związku u wyleciał za bramę

Ujawnienie przypadków łamania prawa pracy było z kolei przewiną Sławomira Zagrajka, szefa Solidarności we Frito Lay w Grodzisku Mazowieckim, który w podobnym trybie zalazł się na bruku.

W podobny sposób potraktowany został Sławomir Kaczmarek przewodniczący Inicjatywy Pracowniczej w łódzkim Uniontexie i pięciu członków związku Sierpień 80 w Kopalni Węgla Kamiennego "Budryk" na Śląsku, w tym przewodniczący Krzysztof Łabądź. Wylecieli z pracy za zorganizowanie legalnego sporu zbiorowego.

W każdym z przypadków wymóg uzyskanie opinii komisji zakładowej związku okazał się fikcją.

Szefowie firm doskonale wiedza, że zwolniony z naruszeniem prawa związkowiec zostanie wcześniej lub później przywrócony do pracy przez Sąd Pracy. Mimo to, taka taktyka się biznesowi opłaca: Rozpatrzenie sprawy w sądzie trwa wiele tygodni. Czas ten kierownictwo wykorzystuje na naciski i zastraszanie pozostałych członków związku. - Zanim zwolniony lider wróci na swoje stanowisko, bywa, że udaje się rozbić związek w zakładzie całkowicie, albo przynajmniej doprowadzić do wyboru jego nowego zarządu. W takiej sytuacji wracający do pracy związkowiec jest już tylko szeregowym pracownikiem, i jako taki może być, tym razem skutecznie, zwolniony pod dowolnym pretekstem - tłumaczy Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej.

Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza i anarchiści proponują, by ograniczyć nieuczciwe praktyki pracodawców wprowadzając do Kodeksu Pracy zasadę, że osoba, która popisze się pod zwolnieniem uznanym przez Sąd Pracy za wydane z rażącym naruszeniem prawa, sama pożegna się z pracą w trybie dyscyplinarnym.

Wszytko na sprzedaż?
Warto zauważyć ,że zwalnianie to tylko jedna z metod radzenia sobie ze związkami zawodowymi tam, gdzie działają. Druga strategia polega na kupowaniu funkcyjnych (a więc chronionych przed zwolnieniem) związkowców o słabszych charakterach i przeciąganie na stronę pracodawców poprzez oferowanie wysokich podwyżek i stanowisk kierowniczych w firmie, w której teoretycznie mają patrzeć szefostwu na ręce. Taki układ to podwójna korzyść - kierownictwo firmy ma święty spokój, a związkowiec, nie wychylający się w obronie pracowników, dobrą pracę i gwarancję, ze jej nie straci.

dark
Piątek, 17 Luty 2006


Jedzenie zamiast zwolnień

Cotygodniowa akcja antywojenna Federacji Anarchistycznej pod hasłem "Jedzenie zamiast bomb" przeniosła się we wczorajszą niedzielę na Rynek Jeżycki. Powód - wydarzenia w Goplanie i potrzeba solidarności z zagrożonymi pracownikami.


Fot. D. Kaczyński

 

 

 

 

 

 

 

W rozdawaniu potrzebującym darmowego, wegetariańskiego jedzenia towarzyszyli tym razem anarchistom Jeżyczanie pracujący w Goplanie i inni mieszkańcy dzielnicy.

A było kogo karmić: Jeżyce to jedna z tych historycznych dzielnic, gdzie - w odróżnieniu od podmiejskich osiedli finansowej elity - bezrobocie i bieda są codziennością. Załoga Goplany podkreśla, że z kilku tysięcy zostało ich już tylko 500, a jeśli zakład zniknie z Jeżyc, kolejne kilkaset osób znajdzie się na bruku.

O przebiegu spotkania mieszkańców ze związkowcami z Goplany i anarchistami - czytaj w naszym serwisie.

dark
Poniedziałek, 30 Styczeń 2006


Niejasne plany wobec "Goplany"

Wyprowadzka "Goplany" z Poznania to, zdaniem pracowników i związkowców z zakładu, którzy dziś spotkali się z mieszkańcami Jeżyc, najbardziej prawdopodobny scenariusz. - Ale sprawa nie jest przegrana - podkreślali członkowie Inicjatywy Pracowniczej - To dyskusja nie tylko o "Goplanie", ale kształcie naszego miasta.

Spotkanie załogi Goplany z mieszkańcami Jeżyc. Fot. D. Kaczyński

"Goplanie" już niewiele brakuje do setnych urodzin. Jednak wiele wskazuje na to, że może ich nie doczekać w Poznaniu. W 1993 roku, gdy miała 20-procentowy udział w polskim rynku słodyczy, trafiła w ręce szwajcarskiego koncernu Nestle. W ubiegłym została odsprzedana bydgoskiej "Jutrzence", ale ze znacznie mniejszym udziałem w rynku, bez sztandarowego produktu i marki - wafli w czekoladzie Princessa, wiśni w czekoladzie, których produkcję przeniesiono wcześniej do Czech czy herbatników z cukrem, które jeszcze niedawno, pod marką "Goplana" powstawały w Bułgarii. - Prywatyzacja z Nestle była skutkiem nacisków politycznych - twierdzą dziś pracownicy - Nie była konieczna.

Swój nie lepszy

Powrót "Goplany" w polskie ręce nie poprawił sytuacji. Jeszcze w trakcie 14-miesięcznego okresu ochronnego, w czasie którego nowy właściciel - "Jutrzenka" gwarantował nie zmienione warunki pracy i płacy pracownicy dostali wypowiedzenia warunków wynagradzania, z których jasno wynikało, że większość z nich będzie zarabiać mniej. I to znacząco. Największe obniżki płac sięgały 5 zł na godzinę, co w skali miesiąca daje około 800 zł mniej w dniu wypłaty. Podwyżki, bo i takie były, nie przekraczały złotówki. Zarząd "Jutrzenki" tłumaczył to koniecznością wyrównania płac w zakładzie w Poznaniu i Bydgoszczy.

Dariusz Skrzypaczak - przewodniczący zakładowej "Solidarności" zasugerował, także w wypowiedziach dla mediów, że lepszym rozwiązaniem byłyby podwyżki w Bydgoszczy, zamiast obniżek w Poznaniu. Mimo ochrony prawnej, jaką prawo gwarantuje pełniącym funkcje w związkach zawodowych i bez zgody komisji zakładowej, został zwolniony za działanie na szkodę firmy. Co więcej, również wbrew prawu, firma dostarczyła wypowiedzenie przez kuriera, gdy był na urlopie. Sam Skrzypczak złożył pozew przeciwko firmie w Sądzie Pracy, do Sądu Grodzkiego, o ukaranie za sposób rozwiązania umowy wystąpiła Państwowa Inspekcja Pracy. Terminów rozpraw jeszcze nie wyznaczono.

Jak podkreślają członkowie Inicjatywy Pracowniczej to nie jedyny przypadek w Polsce takiej manifestacji siły. Sam Skrzypczak jest ostrożny w ocenach - Takie rzeczy na pewno jakoś na ludzi działają - mówi - Niejeden pewnie kalkuluje sobie, że jak zwolnili przewodniczącego związku, choć teoretycznie nie mogli, to, jeśli zechcą, zwolnią każdego. A o pracę trudno.

Grunt na wagę firmy
"Goplana" mieści się niemal w centrum miasta, przy ul. Wawrzyńca, między ulicami Kościelną i Żeromskiego. Część z 4 ha ziemi należącej do zakładu przed prywatyzacją już sprzedano pod budownictwo mieszkaniowe - stanął tam Bamberski Dwór. Na resztę też znaleźliby się chętni, gotowi słono zapłacić, zwłaszcza, że w okolicy wolnych działek jak na lekarstwo. Ale zakład wciąż jest. - Obawiamy się, że już niedługo- mówią pracownicy - Od lipca pod Kostrzyn Wlkp. zostaną przeniesione działy związane z logistyką - w sumie 60 osób. Właściciel kupił tam duży teren. Byłoby nielogiczne, gdyby utrzymał produkcję tu i dowoził towar pod Kostrzyn z Poznania, a dopiero potem dalej.

Jednym z podstawowych argumentów za takim rozwiązaniem jest brak dogodnego dojazdu - zarówno od strony Żeromskiego, jak i od strony Kościelnej. Mimo, że plany połączenia ze sobą tych ulic przez ul.Wawrzyńca istnieją w różnych formach jeszcze od czasów przed II wojną światową - poznańscy radni dotąd nie uznali tego za dostatecznie ważne, by znaleźć na taką inwestycję pieniądze, nawet w perspektywie kilku najbliższych lat. - Gdy zwracaliśmy się w tej sprawie do prezydenta Grobelnego powiedział nam, że Goplana jest prywatną własnością i miasto nie może tu nic zrobić - mówią związkowcy - Ale przecież miasto może podejmować decyzje korzystniejsze lub mniej korzystne dla zakładu.

Zwłaszcza, że rzecz idzie wciąż o 500 miejsc pracy.

Głos dla mieszkańców
Jednak zdaniem związkowców sprawa nie jest jeszcze przegrana. - Na skutek takich czy innych decyzji pracownicy pozbyli się akcji, a więc wpływu o charakterze właścicielskim - mówią - Ale nie znaczy to, że nie możemy w żaden sposób wywrzeć na właścicieli zakładu nacisku. Dziś go nie ma. Są jednak możliwości. Ma je załoga, która może nie zgodzić się na pogorszenie warunków, ma je miasto, ma też społeczność lokalna, czyli mieszkańcy Jeżyc.
Oczywiste, że właściciel będzie się starał ten wpływ zminimalizować, ale to możliwe tylko do pewnych granic.

Ich zdaniem, przykładem skutecznego protestu całej społeczności w obronie miejsc pracy, są losy Fabryki Kabli z Ożarowa. Tę, wbrew wcześniejszym zapewnieniom ekonomistów, pod silnym naciskiem społecznym, udało się jednak uratować.
- Nikt nie chce, by rzecz rozgrywała się aż tak drastycznie - mówią - Ale to znaczy, że mamy szansę. Warto z niej skorzystać.

Na razie Inicjatywa Pracownicza zaplanowała na 16 lutego protest w obronie zwalnianych wbrew prawu związkowców, w tym i Dariusza Skrzypczaka z Goplany. W obronie jego i kolejnych czterech osób z całej Polski pozbawionych pracy w podobny sposób wystąpią manifestanci w około 20 miastach w całym kraju. Związkowcy planują też zmobilizowanie radnych do walki o pozostanie Goplany w Poznaniu. Czy to pomoże? Czas pokaże.

Magda Heinrich
Poniedziałek, 30 Styczeń 2006

Akcje i zyski w górę

W ciągu roku, który upłynął od przejęcia "Goplany" cena jednej akcji "Jutrzenki" - jej właściciela, wzrosła z ok. 35 zł w grudniu 2004 do 85 zł w styczniu 2006.
Spółka podaje, że zysk za rok 2005 osiągnie prawdopodobnie rekordową w jej historii wartość - sięgającą nawet 30 milionów złotych netto.


Aparat, nie bomba

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego chciał w nim widzieć terrorystę - okazał się artystą fotografikiem. Mickayel Neyrolles, który przez pomyłkę służb specjalnych przesiedział w poznańskim więzieniu ponad miesiąc, prezentuje na poznańskim Rozbracie wystawę swoich zdjęć - nie są to jednak (na razie) fotografie rozlewni gazu w Swarzędzu, przez które trafił za kraty, tylko zapis podróży na rowerze po Bliskim i Dalekim Wschodzie.

Fot. D. Kaczyński

Neyrolles z towarzyszem przejechał na rowerze trasę Pekin Paryż - na Rozbracie (ul. Pułaskiego 21a) można oglądać kilkanaście czarno - białych zdjęć z tej podróży. Wernisaż wystawy połączony z karnawałowym wydaniem rowerowej Masy Krytycznej miał miejsce wczoraj wieczorem.

Przypomnijmy, że latem 2004 Neyrolles został zatrzymany w pobliżu rozlewni gazu w Swarzędzu, podczas fotografowania urządzeń. Zarzucono mu przygotowywanie zamachu i aresztowano na trzy miesiące. Francuz wyszedł z więzienie, gdy okazało się że przygotowuje nie zamach, tylko wystawę zdjęć obiektów przemysłowych.


Na Rozbracie będzie można później oglądać i "przemysłowe" zdjęcia Neyrollesa - zapewnia Marek Piekarski z Kolektywu Rozbrat. Wystawa jest po części manifestacją - wyrazem poparcia i solidarności Federacji Anarchistycznej z twórcą, który wciąz jest na swoistym indeksie tajnych służb.

dark
Sobota, 28 Styczeń 2006


Przeciw bezprawiu

Związkowcy z Inicjatywy Pracowniczej i Solidarności oraz Federacja Anarchistyczna zorganizowali dziś pikietę przed poznańskim Urzędem Wojewódzkim, przeciwko bezprawnemu zwalnianiu związkowych liderów przez pracodawców. Wręczyli wojewodzie protest w tej sprawie.


Fot. D. Kaczyński

Liderzy związków chronieni są przed zwolnieniem przez prawo pracy. Osoby takiej nie można wyrzucić z pracy bez zgody komisji zakładowej - przepis stworzono po to, by uchronić związkowców przed szykanami i dać im gwarancje bezpieczeństwa, gdy upominają się o prawa pracowników.

Wyjątkiem jest prawo pracodawcy, w przypadku ciężkiego naruszenie obowiązków pracowniczych, do zwolnienia dyscyplinarnego którego to przepisu szefowie firm nagminni nadużywają.

Intencją ustawodawcy była możliwość pozbycia się z zakładu pijaków i złodziei na związkowych stołkach. Tymczasem owo naruszenie obowiązków zarządy firm zaczęły interpretować w kuriozalny sposób:

W przypadku Dariusza Skrzypczaka, szefa Solidarności w poznańskiej Goplanie naruszeniem miało być działanie na szkodę spółki, a które pracodawca uznał wypowiedź dla Gazety Wyborczej, w której Srzypczak ocenił jako niekorzystny nowy system wynagrodzeń w firmie....

Pod tym pretekstem zarząd wyrzucił Skrzypczaka za bramę bez wypowiedzenia.

dark
Czwartek, 19 Styczeń 2006


Związkowiec jak pijak

Za upominanie się o prawa pracownicze - za bramę, i to dyscyplinarnie. Tak w każdym razie wygląda to w poznańskiej "Goplanie".

Firma od dawna nie ma szczęścia do właścicieli. Po niefortunnej prywatyzacji trafiła do grupy "Nestle", gdzie wyraźnie podupadła. Ratunkiem dla poznańskiego zakładu miała być powtórna sprzedaż firmy, tym razem bydgoskiej "Jutrzence".

Jednym z pierwszych posunięć nowego kierownictwa firmy był pomysł zrównania płac w Bydgoszczy i Poznaniu. Oczywiście, w dół, czyli na niekorzyść poznańskich pracowników, zarabiających do tej pory więcej. Ich pensje mają zostać obcięte, od pierwszego marca, gdy tylko skończy się okres ochronny zapisany w umowie sprzedaży.

Przeciwko takim praktykom zaprotestowały związki zawodowa działające w "Goplanie". Bardziej radykalna Inicjatywa Pracownicza wezwała wprost do wejścia z pracodawcą w spór zbiorowy. Ulotki takiej treści pojawiły się w zakładzie. Spór zbiorowy składa się z kilku etapów rozmów, jednym z nich jest mediacja. Strajk mieści się dopiero na samym końcu listy środków prowadzenia sporu, gdy łagodniejsze nie dadzą zadowalającego rezultatu.

Pozostałe związki stawiały dotąd raczej na dogadywanie się z pracodawcą, niż formalny spór. Teraz jednak może się to zmienić, a to w związku ze sprawą Dariusza Skrzypczaka, szefa zakładowej "Solidarności". Szefowie firmy zwolnili D. Skrzypczaka z pracy - za publiczną krytykę pomysłu obniżki płac.

W przypadku przewodniczącego związku zawodowego do zwolnienia nie wystarczy jednak byle pretekst, co pracodawcy ochoczo stosują w przypadku szeregowych pracowników. Prawo chroni funkcyjnego związkowca przed zwolnieniem, i rozstać się z nim firma może tylko w ściele określonych okolicznościach.

Szefowie "Goplany" wykorzystali paragraf o zwolnieniu dyscyplinarnym za ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych. W ten sposób zrównali publiczne wypowiadanie się w obronie praw pracowniczych z.... pijaństwem na terenie zakładu lub kradzieżą, bo zwykle takie są powody dyscyplinarnych zwolnień w trybie, jaki zamierzają zastosować wobec D. Skrzypczaka. Jego zbrodnią ma być rzekome szkalowanie firmy w prasie.
Działające w "Goplanie" związki zawodowe zapowiadają teraz, ze nie zostawią D. Skrzypczaka samemu sobie i domagaja się przywrócenia go do pracy.

miha
Piątek, 30 Grudzień 2005


Nie oddamy demonstracji

W tydzień po rozpędzonym przez policję Marszu Równości, dzisiejszy wiec w obronie wolności zgromadzeń przebiegł spokojnie. Policji było nie mniej niż poprzednio, jednak tym razem to nie ona grała główną rolę. Najważniejsze jest tworzenie się ruchu obywatelskiego przeciw ograniczaniu konstytucyjnych wolności przez urzędników i siły porządkowe.

Fot. D. Kaczyński

Organizatorzy odczytali oświadczenia grup, ruchów i organizacji wchodzących w skład Koalicji dla Wolności. Koalicja powstała w odpowiedzi na zakaz zeszłotygodniowego marszu przez prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego i wojewodą Andrzej Nowakowskiego i brutalna akcję policji.


Sam zakaz oceni ponadto Wojewódzki sad Administracyjny - zdaniem członków Koalicji, władza wydając go złamała konstytucję, zeszłotygodniowa akcja policji nie dość, że brutalna, oparta była więc na nielegalnych podstawach.

Tym razem głównym hasłem wiecu było "nie oddamy demokracji - nie oddamy demonstracji", a organizatorzy przypominali, że to ludzie sami, a nie władza decydują, kto i gdzie będzie demonstrował - na ulicach własnych miast. Hasła domagające się poszanowania dla odmienności i tolerancji były skandowane przy okazji.

Na samym początku, minutą ciszy demonstranci uczcili zmarłego Włodzimierza Filipka, opozycjonisty z czasów PRL-u, artysty i animatora społecznego działania, którego pogrzeb odbył się dziś na Junikowie.

Nie niepokojeni przez siły porządkowe, organizatorzy odczytali szereg oświadczeń i deklaracji poszczególnych uczestników tworzącego się ruchu wolnościowego.

Koalicja na Rzecz Wolności ma otwarty charakter. Tworzą ją m. in. Zieloni 2004, Stowarzyszenie Kobiet "Konsola" i Federacja Anarchistyczna.

Podczas demonstracji wsparli ją m. in. studenci UAM, na miejscu pojawiła się też młodzież z Socjaldemokracji RP i Partii Demokratycznej. Organizatorzy wiecu przypomnieli, że poparcie dla wolności zgromadzeń głoszą dziś, jako opozycja, ugrupowania polityczne, których członkowie w poprzednich kadencjach sejmowych byli przy władzy, i to za ich kadencji policja brutalnie rozpędzała protesty społeczne, są też odpowiedzialni za zaostrzenie prawa o zgromadzeniach.

Koalicja dla Wolności zapowiada kolejne demonstracje w obronie praw człowieka. Tymczasem w ten weekend w wielu miastach Polski odbywają się wiece solidarności z uczestnikami spacyfikowanego tydzień temu poznańskiego Marszu Równości: m. in. w Krakowie (dzisiaj) i w Gdańsku (jutro).
Solidarnościowe demonstracje mają miejsce tez poza granicami, np. w Berlinie, przed polską ambasadą.

dark
Niedziela, 27 Listopad 2005


Protest i poparcie

Jeszcze zanim doszło do policyjnej demonstracji siły Federacja Anarchistyczna zaprotestowała przeciwko zakazowi Marszu Równości. Protest przeciwko zakazowi marszu miał też miejsce pod polskim konsulatem w Nowym Jorku.


Demonstracja przed domem prezydenta Grobelnego. Fot. D. Kaczyński

Anarchiści pojawili się o godzinie 13 pod willą prezydenta Ryszarda Grobelnego. skandowali "nie ma demokracji bez manifestacji, na wprost wejścia do domu rozwinęli też transparent.

Demonstranci chcieli wręczyć prezydentowi Grobelnemu oświadczenie, nikt jednak nie otworzył drzwi. W tej sytuacji przytwierdzili dokument do prezydenckiej furtki.

Demonstracja trwała 10 minut, co wystarczyło, by na miejscu pojawił się radiowóz policji. Trzy policyjne wozy eskortowały anarchistów podczas powrotu do centrum miejskim autobusem.


Niemal o tej samej godzinie, w samo południe, przeciwko zakazowi marszu w Nowym Jorku zaprotestowali nowojorscy studenci, przedstawiciele liberalnie nastawionej Polonii i tamtejsi geje. Zebrali się na Madison Avenue, przed polskim konsulatem. Skandowane hasła i treść ulotek to między innymi: "Poznań walczy o prawa człowieka" i "Demokracja - tylko 16 lat?".

Wśród protestujących byli miedzy innymi prof. Elżbieta Matynia z New School of Social Research i znany amerykański reżyser Richard Adams.

Demonstrujący wręczyli tez konsulowi listo otwarty do premiera Marcinkiewicza, w którym domagają się przywrócenia Urzędu Pełnomocnika ds. Równego Statusu Płci. Pod listem podpisani są m. in. nowojorscy studenci, naukowcy i wykładowcy akademiccy.

dark
Poniedziałek, 21 Listopad 2005


Niekontrolowana anarchia

Spokojnie przebiegła wczorajsza pikieta członków poznańskiej Federacji Anarchistycznej przy rondzie Kaponiera. Protestującym przeciwko ograniczaniu wolności słowa i zgromadzeń anarchistom nie przeszkadzali ani poznaniacy, ani policja, która nie interweniowała.

A to właśnie do policji anarchiści mają najwięcej zastrzeżeń. Ich zdaniem policja i sądy coraz częściej wykorzystywane są do represjonowania różnych grup politycznych i społecznych, które otwarcie protestują przeciwko prowadzonej w Polsce polityce. - Obawiamy się, że po objęciu władzy przez PiS i planach stworzenia IVRP opartej na zwalczaniu niezgodnych z polityką rządu przekonań może być gorzej. Nie wiemy jak na tę retorykę zareaguje policja - tłumaczy Jarosław Urbański z Federacji Anarchistycznej.


Płot z wyrokami sądowymi protestujących z różnych miast w Polsce

Anarchiści zarzucają władzom lokalnym, że stosują procedury formalno-prawne, które ograniczają obywatelom swobodę demonstracji. W wręczanym poznaniakom oświadczeniu wymieniają m.in. 11 zakazów demonstracji wydanych przez prezydenta Poznania działaczom Komitetu Wolny Kaukaz, którzy protestowali przeciwko wojnie w Czeczenii. Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że prezydent Poznania nie miał prawa zakazywać demonstracji. - Mimo iż pikiety były legalne, to nadal demonstranci mają sprawy przed sądem. Za to z władzy nikt jak do tej pory nie poniósł żadnych konsekwencji - oburza się Urbański.

Poznańscy demonstranci wywiesili na przylegającym do miejsca manifestacji płocie swoje wyroki sądowe oraz inne akta świadczące o represjach. "Za poglądy dość represji" - to także jedno z haseł, jakie podczas pikiety skandowali anarchiści. W ten sposób solidaryzowali się Markiem Kurzyńcem z Krakowa, który trafił do więzienia za organizację demonstracji przeciwko wizycie Władimira Putina w Polsce. - Jest on więźniem politycznym, ponieważ ukarano go za udział w demonstracji pokojowej, która miała charakter polityczny. Policja przekroczyła swoje uprawnienia, zachowywała się agresywnie, chcąc uczynić z niego i innych demonstrantów "groźnych zadymiarzy" ­- twierdzi Jarosław Urbański.

Pikiety anarchistów odbyły się także w innych miastach, w tym: w Szczecinie, Gdańsku, Warszawie, Wrocławiu, Katowicach, Częstochowie i Krakowie.

ames
Środa, 09 Listopad 2005


Nie głosuj, organizuj się

Poznańscy uczestnicy Federacji Anarchistycznej przekonywali wczoraj przechodniów w centrum Poznania do bojkotu wyborów prezydenckich. Ich zdaniem, wybory niewiele znaczą dla przeciętnego mieszkańca kraju, a sposób sprawowania demokracji w praktyce pozbawia go jakiegokolwiek wpływu na władzę.

Anarchiści uważają, że polska demokracja przedstawicielska sprowadza się do wzajemnych przepychanek pomiędzy elitami politycznymi: kandydują wciąż te same osoby, często takie, które wielokrotnie już zdążyły się skompromitować. Nie przeszkadza im to dążyć po raz kolejny do władzy i związanych z nią profitów.

Krytycy demokracji przedstawicielskiej wskazują niską frekwencję wyborczą - w tym roku najniższą w Polsce od 1989 roku jako wskaźnik, że potencjalni głosujący zdążyli już rozczarować się elitami politycznymi i zrazić do nich.

Zaklęty krąg władzy
- By kandydować do parlamentu, a szczególnie na urząd prezydencki potrzebna są ogromne wpływy i pieniądze już na etapie rejestracji kandydatów, a proces ten przebiega poza jakąkolwiek kontrolą elektoratu - tłumaczą anarchiści - Obywatel dopiero w końcowym etapie może wybierać pomiędzy listami kandydatów, wcześniej przygotowanych przez partie.
W dodatku, jakikolwiek wpływ na władze mają tylko raz na kilka lat - w okresie kadencji rządzący pozostają poza jakąkolwiek społeczną kontrolą.

Pierwsza bariera na drodze do wybieralnego urzędu to dla zwykłego obywatela konieczność zebranie ogromnej liczby podpisów, co wymaga sporego zaplecza organizacyjnego, a co za tym idzie. W dodatku, do parlamentu wchodzą tylko partie które uzyskały minimum pięć procent poparcia w skali kraju. Mimo konstytucyjnych zapisów o równości, prawdziwym ograniczeniem w kandydowaniu są zapisy ordynacji wyborczej, uchwalonej przez obecne w parlamencie partie polityczne których działacze zainteresowane tym, by krąg mających wpływ na władzę ograniczył się do nich samych.

Od dołu widać więcej
Anarchiści podkreślają, że prowadzi to do rządów oligrachii, i w tradycyjnej demokracji przedstawicielskiej nie sposób tego zmienić. Dlatego wybory są tak naprawdę fikcją, a osoba w nich uczestnicząca tylko tę fikcję legitymuje, na nic w praktyce nie wpływając.

Jako alternatywę proponują demokrację oddolną, uczestniczącą, polegającą na samoorganizowaniu się społeczeństwa. Początkiem może być zakładanie samorządów w miejscach zamieszkania, na osiedlach, w zakładach pracy itp. Dobrym punktem wyjścia mogłaby być choćby pomoc sąsiedzka - argumentują przeciwnicy obecnej demokracji przedstawicielskiej. Anarchiści uważają, że jak najwięcej decyzji powinno zapadać na najniższym możliwym poziomie - we wspólnotach lokalnych.

Dariusz Kaczyński
Piątek, 07 Październik 2005


Nie kupią kota w worku

Kilkudziesięciu pracowników protestowało dzisiaj przed Zakładami im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu. Domagali się pełnej informacji na temat losów zakładu związanych z opracowanym przez Korporację Polskie Stocznie projektem konsolidacji przemysłu stoczniowego.

Według koncepcji rządu, poznański zakład miałby stać się częścią holdingu skupiającym m.in. stocznie w Szczecinie i Gdyni oraz inne przedsiębiorstwa związane z przemysłem stoczniowym. Pracownicy obawiają się utraty miejsc pracy związanych z planami holdingu zakładającymi przeniesienie montowni silników okrętowych na Wybrzeże. - Ci w rządzie chyba się amerykańskich filmów naoglądali. Nie da się przecież przenieść tak od razu. Z drugiej strony, jak nie pójdziemy za pracą, to czekają nas zwolnienia - żali się Walkowiak Adam, pracownik z 32-letnim stażem.

Zdaniem związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, organizatorów pikiety, konsolidacja przemysłu stoczniowego posłuży niekorzystnej formie prywatyzacji zakładu. Za przykład podawali kryzys w Stoczni Szczecińskiej uznawanej za przykład "pozytywnej prywatyzacji", w efekcie której w latach 2000-2003 pracę straciło tysiące robotników. Kondycja samego zakładu również nie wytrzymała próby czasu.

Fot. ames

Pikietujący byli rozgoryczeni stanowiskiem rządu, który w ostatniej chwili zaproponował związkom wniesienie uwag do projektu konsolidacji uniemożliwiając tym samym pracownikom przeprowadzenie debaty o przyszłości przedsiębiorstwa. - Dali nam trzy dni i to dni wolne od pracy na podjęcie decyzji - skarży się Marcel Szary z OZZ Inicjatywa Pracownicza. - Napisali pismo na 40 stron i jak ja mam je teraz przekazać załodze, by załoga mogła się wypowiedzieć? - pyta.

W liście z żądaniami, który trafił na biurko prezesa Zarządu Cegielskiego, Wacława Piotrowskiego, związkowcy domagają się pełnej informacji o planowanej przyszłości zakładu, a także likwidacji akordu, płacenia za nadgodziny, i 10 proc. podwyżki.

Pomimo iż przedstawiciele Inicjatywy Pracowniczej rozdali wśród załogi kilkaset ulotek zawiadamiających o planowanym proteście, niewielu pracowników Cegielskiego dołączyło do pikietujących. Przyczyn niskiej frekwencji upatrywali w zastraszaniu pracowników groźbą zwolnień przez władze przedsiębiorstwa.

ames
Piątek, 19 Sierpień 2005


Hojak niewinny

Poznański Sąd Grodzki uniewinnił dziś Macieja Hojaka od policyjnego zarzutu przewodniczenia nielegalnej manifestacji przeciwko okupacji Iraku.

Manifestacja miała miejsce niemal dokładnie rok temu. Policjanci oskarżyli Hojaka o to, że kierował demonstracją, on sam przed sadem kategorycznie zaprzeczył, podkreślając, że jako anarchista nie mógł kierować zorganizowanym spontanicznie protestem, gdyż kłóciłoby się to z jego poglądami.

Sąd uznał, że oskarżenie zawiera zbyt wiele wątpliwości, by wydać wyrok skazujący. Zeznania świadków zdarzenia były spójne z tym, co powiedział przed sądem obwiniony, również w nagraniu wideo z manifestacji sąd nie dopatrzył się, by Hojak protestem kierował. Także z zeznań policji nie wynikało, by obwiniony wpływał na zachowanie innych uczestników manifestacji. Sąd nie podważył wprawdzie zeznań policji, z których wynikało, że obwiniony był organizatorem manifestacji, uznał jednak, że nie oznacza to, by protestem kierował, w rozumieniu kodeksu wykroczeń.

Sam obwiniony uznaje, że akcja policji podczas demonstracji (spisywanie jej uczestników) miała na celu inwigilację środowisk niezależnych przed nadchodzącym, ubiegłorocznym europejskim szczytem gospodarczym w Warszawie - zwłaszcza, że po serii przegranych procesów przed sądami administracyjnymi w sprawie legalności protestów antywojennych siły porządkowe przez pewien czas nie interesowały się kolejnymi manifestacjami - aż do pikiety, na której Hojak został spisany. Uważa, że rolę organizatora policjanci przypisali mu na siłę, gdyż był najstarszy i zaprotestował przeciw demonstrowaniu przez policja broni, czego jego zdaniem sytuacja nijak nie uzasadniała.

MIK
Fot. D. Kaczyński