![]() |
||||
|
Przycupnąć
w squcie
Najpierw trzeba zlekceważyć jaskrawą tablicę: "Uwaga, ostre psy", później długo wędrować wśród dziko rosnących krzaków, wymarłych baraków, szop, wraków samochodów. W byłym biurowcu byłej hurtowni widać światło w oknie. To tu. Squat - po angielsku znaczy kucać, przycupnąć, osiedlić się na nie swoim gruncie, zająć bezprawnie lokal. Tomek, który pierwszy wpadł na ten pomysł, podpatrzył squattersów w Niemczech. - Tam jest rzeczą normalną, że młodzi ludzie znajdują opuszczone budynki, remontują je i zamieszkują - mówi. - Po pewnym czasie przyjeżdża policja i próbuje ich stamtąd wykurzyć, wtedy bronią się, demonstrują, w końcu policja ich wyrzuca, więc przenoszą się gdzie indziej. W squacie żyją bez zobowiązań, nie obchodzi ich czynsz, prąd, wywóz śmieci. Za nic nie płacą. Są wolni. Poza Poznaniem o squatach słyszano też w Warszawie, Łodzi i Krakowie. Podobne grupy istnieją mniej więcej od roku. We Włoszech czy Holandii squatting zaczął się już w latach 60. - Widziałem przeźrocza - mówi Tomek. - Szok. W zrujnowanych budynkach mają wszystko - od przedszkoli po własne kawiarnie i kluby. Antymieszczanie Tomek został punkiem mając 14 lat. - Podobały mi się kolorowe włosy i skórzane kurtki, więc zacząłem się tak ubierać - wspomina. - Wtedy mówiło się: obojętnie co robisz i tak nie masz przed sobą przyszłości. Z czasem porzucił koncepcję "non future"; wolał hasło "do it yourself", czyli zmień swój świat, zbuduj wszystko od podstaw. Squat daje taką możliwość: to nie jest mieszkanie na wieczność, to sposób na życie. Tutaj nie masz przypadkowego sąsiada, zasypiasz i budzisz się wśród przyjaciół, znają cię, chcą z tobą przebywać, łączy was punk rock i wspólne pasje, na przykład ekologia albo walka o prawa dla zwierząt. - Można to nazwać komuną, życiem w grupie, wszystko jedno - mówi Przemek. - Mnie się to podoba. Jest jedynakiem. Rodzice od świtu do nocy dorabiali, pamięta, że zawsze był sam. Dzieciństwo Sebastiana wyglądało podobnie. Pytanie o rodzinę kwituje wzruszeniem ramion.- Mój dom? Cztery ściany, nic więcej. Szesnaście osób, wśród nich cztery dziewczyny, pięć psów i kot, średnia wieku 22 lata. Nie mają czasu się nudzić. Każdy coś robi. Karina i Piotrek uczą się w Policealnym Studium Pracowników Służb Społecznych. Radek studiuje politologię. Przemek jest listonoszem. Piotr (radny w Wągrowcu) studiuje geografię, Jacek etnologię i antropologię kulturową, Tomek odbywa zastępczą służbę wojskową, Sebastian generalnie leży na tapczanie. Zarobił jakie takie pieniądze w Berlinie i żyje jak król. Inni pracują gdzieś na "myjce", dorabiają w fabrykach. Sprzedają czarne T-shirty z białym nadrukiem "Fight for your rights". Z resztą społeczeństwa nie jest im po drodze, gardzą - jak mówią - standardowym trybem życia: praca - obiad - gazeta - telewizor. Antymieszczanie - tak siebie nazywają. Antyrasiści Wszyscy są związani ze sceną autonomiczną, funkcjonującą poza komercyjnymi układami. Piosenki traktują jak środek przekazu ważnych treści. Śpiewają o potrzebie wolności i o tym, że są przeciwni wszelkim formom dyskryminacji. Ich zdaniem, w kraju chorym na brak tolerancji to ważne. - Małe, bo małe, ale jednak powstają partie o wyraźnie nacjonalistycznym charakterze. Mierzą w ludzi o innym pochodzeniu, światopoglądzie czy upodobaniach seksualnych. Jesteśmy przeciw - powtarzają. Graffiti "Nazi dupki", "Smash racism, now", petycje, manifestacje, tak wyrażają swój protest. - Nie odpowiada nam hasło Polska dla Polaków, nam chodzi o społeczeństwo multi-kulti, takie jak w Niemczech - tłumaczą - gdzie współistnieją różne kultury, mieszają się i czerpią z siebie nawzajem. Cała Europa multi-kulti, bez granic etnicznych. rosowych, politycznych, nowy tolerancyjny świat. Rozbrat Rozbrat - tak nazwali barak, który z powodu plajty hurtowni stał pusty. - Po prostu się marnował - przekonują. Z zewnątrz był nienaruszony, brakowało tylko drzwi, natomiast wnętrza opłakane - pełno śmieci, gruz, dziury w sufitach, smród. Każdy wyremontował swój pokój, meble poprzywozili sobie z domów, od znajomych, ktoś coś znalazł na śmietniku. Drukarnia obok podarowała kilka szaf. Mówią, że wzięli rozbrat z tym, co za płotem - nie chcą dwóch pokojów z kuchnią i rodzicami, imponuje im niezależność, wolą budować trudniejsze, ale własne życie. W korytarzu na ścianie rozpiska. Kto kiedy sprząta kibelek, kto zamiata. kto przywozi beczkę z wodą (bo w kranie sucho), od czasu do czasu zrzutka na wspólne wydatki. - Szkoła życia - mówią - z karabinem nikt tu nie biega, ale nauczy się nie mniej niż w wojsku. Nic z nieba nie spada, kolacja nie czeka, trzeba brać sprawy w swoje ręce. Antyfaszyści - Punk-anarchiści, tak też można nas nazwać - wyjaśnia Tomek - ale częściej mówimy młodzież niezależna, autonomiczna, bo w Polsce punk źle się kojarzy. To są brudne chłopaki, wąchające klej i pijące tanie wina. Kiedy człowiek wraca ze świata, płakać się chce - trzy czwarte punkowego tłumu poszło w marazm. W Anglii okazali się bardziej ambitni - zakładają wydawnictwa, urządzają koncerty, drukują książki. U nas nic nie robią, apatia, pełen nihilizm. Trzeba na takiego huknąć: chodź na demonstrację, w końcu jesteś przeciwko faszyzmowi czy nie? Anarchiści Lubią emocje związane z mieszkaniem w squacie i policyjnymi nalotami. Gdyby tak nie było, jaki widzieliby w tym wszystkim sens? Mieli już sześć niespodziewanych wizyt. Funkcjonariusze przyszli, popatrzyli, pokiwali głowami. Zdziwili się widząc, że grają w szachy. W squacie prywatność jest sprawą świętą. Nikt nie wnika w to, z kim sypiasz, czy ja- dasz mięso, pijasz piwo, palisz trawkę, ale ciężkie drugowanie - kokaina, heroina - nie wchodzi w rachubę. - Nie zabiorę, ale mogę zbluzgać - zastrzega Tomek. - Pieniędzy nie pożyczę. Sam się w to władowałeś, sam sobie musisz pomóc. I niech wiedzą, że można stąd wylecieć. Gdyby policja znalazła tu narkotyki, potraktowaliby nas jak przestępców. Co będzie, jak ich wyrzucą? Znajdą sobie inne miejsce. Nie, do domu nie wrócą. Bez przerwy rozmowy o pieniądzach, nie mogą tego słuchać. - Ojciec jest wykładowcą na uniwersytecie, matka nauczycielką w LO - mówi Piotrek. - Ludzie wykształceni. A mają tak niewiele, niczego ciekawego nie przeżyli, mieszkają marnie, jeżdżą starym gruchotem. Patrzę na nich i nie wiem: postawić na wiedzę czy na mięśnieś Żaden nie był w wojsku. - To wynika z naszej anarchistycznej natury - wyjaśnia Piotr. - Co ja głupi jestem, żeby mi jakiś ciul rozkazywał? Czołgać się na rozkaz? Salutować? To z powodu anarchistycznej natury Tomek działa w stowarzyszeniu "Objector", które tłumaczy zainteresowanym, w jaki sposób mogą się starać o służbę zastępczą. - Paru osobom udało się pomóc - nie kryją dumy - i na tym polega nasz sukces. Antymaterialiści Super kolorowy wygląd nie jest istotny, dlatego, sądzą, punkowcy się stonowali. Ważne jest tylko to, co się myśli i robi. Takiemu człowiekowi jak Tomek, który pracuje w fundacji "Ludzie dla ludzi" i obcuje z chorymi na raka, nie wypada chodzić w tatuażach ani stroić się w kolczyki. Przemek, listonosz, też tak uważa. Gdyby miał "irokeza" na głowie, mogliby nie otworzyć mu drzwi. Generalnie są przeciw, piszą o tym w swoich "zinach", ale nie chodzi im o to, żeby wyszydzać wszystko, co się rusza, o negację dla samej negacji, propagują aktywność, na przekór wegetującym mieszczuchom. - W szkole cię tego nie nauczą, będą powtarzać: jest jak jest, musisz się pogodzić, musisz się w to wtopić. A właśnie że nie! Ważne też, żeby być luzakiem, nie brać niczego zbyt poważnie, jak najdłużej się bawić. Jak to się skończy? Kto wie? Nie wykluczają, że w przyszłości "wymiękną", zarobią pieniądze, założą rodziny, kupią mieszkania. Ale swoim dzieciom pokażą inną stronę świata. Antyklerykalni - Nikt z nas nie neguje wiary w Boga, chcesz, to wierz, ale do tego nie potrzeba pośredników, Kościół, konserwatywny, pełen hipokryzji, raczej zniechęca, niż przekonuje. Apolityczni -
Nie obchodzi nas, co się dzieje wyżej, bo nie mamy na to wpływu, nie popieramy
ani strony rządzącej, ani opozycji. nie istnieje taka partia. Jak na przykład
Zieloni w Niemczech, która mogłaby pociągnąć młodzież. Jesteśmy spychani
na boczny tor. Jesteśmy anonimowy elektorat i nic więcej. W tzw. przybudówkach
młodzieżowych też spotyka się tylko ustawionych działaczy, raczej nie
ma szans, żeby się pokazać. A jeżeli pochodzisz z dziwnego środowiska,
traktują cię jak okaz zoologiczny. - Załóżmy, że na scenie politycznej
pojawia się ktoś od nas - mówi Przemek - i próbuje zamieszać. Prawa, lewa
strona i środek, wszyscy są mu przeciwni. Polityka jest brudna i chciwa
na pieniądze. Działają w ruchach ekologicznych, antyfaszystowskich, zajmują
się sprawami konkretnymi. Spójrzmy na to, co się dzieje we Francji, Niemczech
albo Rosji. Albo u nas - Tejkowski, Bryczkowski nie liczą się i nigdy
nie będą, między innymi dzięki takim jak my. Nie są w stanie nigdzie się
pokazać ani wydać z siebie głosu. bo zaraz zostaną obrzuceni jajkami.
Samorządni - Co innego samorządy - dodaje Piotr, radny w Wągrowcu. - Do
nich należy przyszłość. Nie takie jak teraz, kiedy dziesięć tysięcy ludzi
wybiera jednego. Chodzi o radnego na każdej ulicy, żeby każdy go znał,
widywał codziennie, a w razie czego, żeby uprzedził: koleś, ty za dużo
nie kombinuj, bo my ciebie kontrolujemy. Zdaniem Piotra samorządność to
znaczy rządzić samemu dla siebie, a nie politykować. Samorządy i tylko
one powinny decydować o losach miasta, bo z dołu najlepiej widać potrzeby.
Przebił dziewięciu kandydatów. - Wągrowiec - miasto turystyczne. każdy
gada o ekologii, a nic się nie robi. Mnie chodziło o to, żeby dusić sprawę
oczyszczalni ścieków, kanalizacji, dróg rowerowych. Mam jeszcze prawie
trzy lata, może coś się uda. Przyznają, że bliżej im do lewicy niż do
prawicy. - Prawica nas odrzuca ze względu na swój konserwatyzm i patriotyzm
graniczący z szowinizmem. Jesteśmy obywatelami świata. Żaden z nas nie
czuje się w obowiązku myśleć wyłącznie o interesach tego kraju, my myślimy
globalnie. Wszędzie ludzie są tacy sami, jedzą, piją, kochają się, robią
cokolwiek. Są razem dokładnie od 14 miesięcy. W tym czasie ze sqautu wyprowadziła
się tylko jedna osoba, na jej miejsce zjawiły się od razu dwie. - Nikt
nie ma ochoty stąd odejść - mówi Tomek. - Chętni czekają w kolejce. Kiedy
jeżdżę po Poznaniu, zwracam uwagę na puste budynki. Jest jeszcze co najmniej
kilka, które można by zasiedlić. Anna
Tomiak
Polityka, 20.01.1996 r.
|
|
|||