








SERCE
PO LEWEJ STRONIE
Dla
młodych lewicowość to wrażliwość na biedę, pomoc potrzebującym i rewolucyjne
piosenki. Z SLD nie chcą mieć nic wspólnego, bo tej partii nie interesuje
polityka prospołeczna
Marzec
2004. W Warszawie ogłoszono najnowsze dane statystyczne świadczące o
upadku Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który ma już tylko siedem procent
poparcia.
W Poznaniu na moście Teatralnym Maciej Roszak (25 lat, syn mechanizatora
rolnictwa) pod czerwoną flagą z napisem "Nowa Lewica" tłumaczy
spokojnie staruszkowi w kapeluszu, że po pierwsze, nie ma nic przeciwko
Żydom, a po drugie, ani on, ani Nowa Lewica nie mają nic wspólnego z
SLD. Chcą tylko zebrać podpisy pod projektem ustawy, która zagwarantuje
500 złotych miesięcznie każdemu Polakowi.
W Bełchatowie Marcin Rzepecki (23 lata, syn kierowcy) bez żalu patrzy
na legitymację SLD, której się zrzeknie na najbliższej radzie wojewódzkiej
partii w Łodzi. Odtąd walkę z prawicowym zarządem Bełchatowa będzie
toczyć w barwach partii Marka Borowskiego. Bez wsparcia machiny SLD,
ale i bez obciążenia.
W Łodzi Emilian Błaszczyk (33 lata, syn mistrza ślusarskiego) znowu
tłumaczy kolegom ze Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, że -
cokolwiek by się działo z SLD - nie należy wyrzucać drugiego członu
z nazwy organizacji, bo socjalizm to przecież nic złego.
W Poznaniu Kuba Rajewicz (23 lata, syn wykładowcy uniwersyteckiego)
wspomina robione w ramach młodzieżówki Unii Pracy do spółki z anarchistami
blokady eksmisji biedaków na bruk, słucha latynoskich piosenek o wodzu
Che Guevarze ("Miłość do rewolucji prowadzi cię do nowych czynów")
i pisze projekt do PHARE dotyczący nauki mediacji dzieci w szkołach.
W projekcie wystrzega się słowa "lewica", bo ludziom kojarzy
się ono z SLD. A z czym się kojarzy SLD, wiadomo.
Bełchatów. W blaszanym bloku Monaru samotne matki z dziećmi w biednych
ubraniach patrzą smutno w przestrzeń. Latem blaszak zamienia się w piekarnik,
zimą w kościół (wszyscy się modlą, żeby nie wyłączyli prądu). Rachunków
za elektryczność nikt nie płaci, długów nikt dokładnie nie liczy. -
Byłam u władz miasta z prośbą, niech umorzą długi, ale oni powiedzieli,
że najpierw sami musimy wykazać inicjatywę, zacząć płacić. Nie wiem
tylko z czego - mówi Barbara Kościańska, kierowniczka.
MIKOŁAJ
ZAWSZE CZERWONY
Długów narobił były szef. Nabrał kredytów, ale w Monarze nikt tych pieniędzy
nigdy nie zobaczył. Szefa zwolnili (wyjechał z Bełchatowa), długi zostały.
O tym, że dom opieki cierpi niesprawiedliwie przez jednego oszusta,
zarząd miasta nie chciał słyszeć. O tym, że dzieci - choć bez ojców
i w biednych ubraniach - chciałyby dostać prezenty na Gwiazdkę, też
nie. Monar prosił o pomoc w finansowaniu Gwiazdki Kopalnię Węgla Brunatnego
"Bełchatów" SA (odmówili, bo nie mają funduszy) oraz kościelną
fundację Arka (nie wsparli, bo mają swoje dzieci i samotne matki). Pomógł
dopiero Sojusz Młodej Lewicy (SML). Lewicowcy uzbierali pieniądze, kupili
prezenty i słodycze. Dzieci miały Wigilię pod hasłem "Mikołaj zawsze
czerwony".
Marcin Rzepecki, były szef SML, przyprowadził mnie tutaj, by dać żywy
dowód, że w Bełchatowie jest wrażliwa młoda lewica. Przekonania lewicowe
wyniósł z domu. Pierwsze rysy na wizerunku SLD dostrzegł, gdy chodził
z ulotkami wyborczymi od domu do domu.
- Ulotki były ładne, kolorowe, laminowane. Kosztowały fortunę. Czułem
się głupio, gdy wciskałem je nędzarzom żyjącym z 270 złotych renty.
Pod dowództwem Marcina (i zdaniem Marcina) bełchatowski SML między innymi:
- obronił Ligę Polskich Kobiet oraz Związek Emerytów i Rencistów przed
płaceniem czynszu, z którego zwolnił ich dawny lewicowy zarząd miasta,
a który nałożył obecny, prawicowy;
- oprotestował wyposażenie gabinetu starosty Jacka Zatorskiego w klimatyzację
i meble warte 168 zasiłków dla bezrobotnych. Pod wpływem happeningu
(i wstydu - mówi Marcin) starosta zrezygnował z wyjątkowo drogich drzwi;
- obronił pracowników szpitala przed zwolnieniami grupowymi.
Za takie akcje Marcin cierpiał. Raz prawicowe oprychy z bojówek wtłukły
mu na ulicy, gdy szedł z dziewczyną. Nieraz widział łzy w oczach matki,
której ludzie powtarzali: - Wychowałaś komucha.
Prezydent miasta ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich powiedział mu,
że jest bezczelny, podając mu rękę, ale to wydaje się Marcinowi jedynie
drobnym dyskomfortem.
Zarząd miasta Bełchatowa różni się w opiniach o Marcinie Rzepeckim.
Prezydent Marek Chrzanowski go nie lubi ("Jego działania nastawione
są na politykę, a nie na pomoc społeczną"), wiceprezydent Ewa Skorupa
uważa go za pozoranta ("Nie zgłosił żadnego wniosku o dotacje na
akcję społeczną"), a drugi wiceprezydent Dariusz Matyśkiewicz nienawidzi
(gdy mówi o Rzepeckim, ze złości wykręca w spirale kapsle od napoju
jabłkowego).
- Kiedy rządziła lewica, zasiadał w radach nadzorczych spółek - mówią
w zarządzie.
- A zasiadałem - przyznaje Marcin Rzepecki. - Miałem okres słabości,
zachłysnąłem się salonami. Ale już mi przeszło.
Przeszła mu też miłość do SLD. Na radzie wojewódzkiej oddał legitymację.
ROBOTNICY
I STUDENCI
- Na Zachodzie wszystko jest proste: partie lewicowe mają swoje młodzieżówki.
Młodzi ludzie, którzy chcą coś robić dla biednych, wstępują do nich
i działają społecznie, ile dusza zapragnie. W Polsce młodzieżówki partii
nazywających się lewicowymi hodują kadry partyjnych działaczy zachłannych
na władzę - tłumaczy Kuba Rajewicz.
Wrażliwych społecznie młodych ludzi zdaniem Kuby nie znajdę zbyt wielu
ani w młodzieżówce SLD - Sojuszu Młodej Lewicy, ani w partii Piotra
Ikonowicza - Nowej Lewicy, ani wśród członków warszawskich małych grupek
radykalno-lewicowych, które kochają robić akcje antywojenne, ani nawet
w bliskiej mu kiedyś Federacji Młodych Unii Pracy.
Takich ludzi radzi szukać gdzie indziej, wśród zielonych albo anarchistów.
Tyle że zieloni i anarchiści nie nazwą siebie lewicą. Kuba za to tak.
Na takie określenie zasłużył - twierdzi - choćby działalnością w Naukowym
Kole Krytyki Społecznej, gdzie organizuje wykłady, na które przychodzą
studenci i robotnicy.
Gdy miał 18 lat, zapisał się do Unii Pracy z podziwu dla Zbigniewa Bujaka.
Zaraz potem wciągnął do partii ojca. Teraz mówi, że łatwiej działać
samemu i stworzyć coś od podstaw. Eksmisji już nie blokuje, bo się zraził.
Na ostatniej blokadzie (jakieś dwa lata temu) dał się wmanewrować w
obronę kobiety, która ściągnęła z zakładu dla niepełnosprawnych staruszka,
żeby udawał jej męża. Ale wciąż wyznaje kult filmu "Ziemia i wolność"
Kena Loacha o wojnie domowej w Hiszpanii, słucha piosenek lewicowych
takich jak "Avanti Popolo", a kiedy czyta wiersz Tuwima "Do
prostego człowieka", ogarnia go silne wzruszenie.
Kuba Rajewicz: - W Polsce ruch rewolucyjny zaginął albo kojarzy się
z komuchami, dlatego ludzie lewicy słuchają piosenek latynoskich i stają
się fanami subcomendante Marcosa, meksykańskiego rewolucjonisty z bandanką
na twarzy. Kuba nie chce rozstrzygać, czym jest lewicowość: - Powiem,
czym nie jest. Kompromis z Kościołem wyklucza lewicowość. Popieranie
innej formy rządów niż demokracja także. Popieranie wojny w Iraku też,
bo to popieranie amerykańskiego kapitału. Dlatego kiedy włącza wiadomości
i słyszy o rozpadzie lewicy, to wie, że słyszy wielką bzdurę. - SLD
to nie jest żadna lewica, ta partia nie jest zainteresowana polityką
prospołeczną - mówi. A odejście Borowskiego z SLD spływa po nim jak
po kaczce.
MATKA
BOSKA TROCKA
Półmrok. Nie widać dokładnie twarzy mówcy. Widać, jak metodycznie przemierza
przestrzeń, gestykuluje, widać, że choć młody - łysieje. Za to wyraˇnie
słychać nazwy, którymi żongluje: anarchokapitaliści, minarchiści, pasywiści
- tak, pasywiści, nie pacyfiści. Widownia w kurtkach i czapkach słucha
uważnie. Butelki piwa i wina produkcji krajowej stoją na stołach nietknięte,
choć otwarte - pewnie z szacunku dla mówcy. Tak wczesną wiosną wyglądają
wykłady na poznańskim squacie Rozbrat, dawniej opuszczonym zakładzie,
dziś domu anarchistów.
Tutaj grywa zespół punkrockowy upośledzonych mentalnie Na Górze. Tutaj
działało "pogotowie pracownicze" wspierające strajkujących
robotników zakładów Hipolita Cegielskiego. Tutaj anarchista i specjalista
od terapii zajęciowej Matys organizuje grilla dla swoich podopiecznych.
- Usprawniam ich cieleśnie i mentalnie, bo nie chcę wykonywać idiotycznych
prac - mówi. Do idiotycznych prac Matys zalicza:
- grabienie liści, gdy wciąż spadają nowe,
- pracę na taśmie,
- robienie pieniędzy na giełdzie.
Za nic się takich nie podejmie. Za to chętnie poprowadzi w Rozbracie
metafizyczny wykład o roli śmiecia w społeczeństwie połączony z badaniami
na wysypisku albo popracuje społecznie w bibliotece anarchistów. I jest
w tym dobry, choć biblioteka niemała, książki w kilku językach. Każdy
może korzystać, z wyjątkiem policjantów. Wchodzi na przykład do biblioteki
młody punk. Potrzebuje zdjęcia Trockiego, a dokładnie jego głowy, żeby
wyciąć i wkleić do kolażu, jaki właśnie robi - Matka Boska Trocka ("Jest
takie miasto na Litwie - Troki"). Matys skupia się przez sekundę
i sięga do segregatora: - Trocki, proszę.
DZIECI
PLEBSU W SILVER SCREENIE
Łódˇ to miasto dynamicznych zmian. Dawni robotnicy to dziś zbieracze
złomu, dawni uczniowie - młodociani żebracy, dawne kamienice - rudery.
W takich dekoracjach Emilian Błaszczyk rozwozi codziennie mydła, zmiękczacze
i barwniki do farbiarni, które jeszcze nie padły. Prosto z pracy mógłby
iść na casting do filmu o młodych działaczach partyjnych z czasów PRL.
Ma wszystko, co trzeba - szarą marynarkę, skórzaną teczkę, w oczach
idealizm. Po pracy Emilian Błaszczyk działa społecznie jako szef łódzkiego
ZSMP.
- Interesuje mnie socjalizm, odpycha mnie komunizm, jestem wierzący
- deklaruje gładko na jednym wydechu. Kapitalistą nie jest - firmę założył,
bo nie miał wyjścia. W wieku 20 lat przyszło mu utrzymać żonę i dziecko.
Najpierw robił to jako policjant. Wtedy napatrzył się na biedę. Wychodziło
mu 800 interwencji rocznie, głównie rodzinnych, prawie wszędzie bieda
i alkoholizm. W roku 1996 Emilian odszedł z policji (choroba kręgosłupa),
zajął się handlem.
- Z wierzchu może to wyglądać na kapitalizm - mówi - ale ja kontynuuję
tylko to, co robiła mama, pracownica zakładu włókienniczego.
Za dwa lata Emilian przestanie być młodym lewicowcem, osiągnie 35 lat.
Ale lewicowości nie zdradzi nigdy, choć przyznaje, że raz przyszło mu
to do głowy.
Był rok 1987. Emilian wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego w Markowicach.
Po roku wygnała go stamtąd sztywna hierarchia, tępienie niezależności
i klasztorna fala. Po dwóch kolejnych latach wstąpił do ZSMP, teraz
dowodzi w nim 250 ludˇmi.
Mówi, że ZSMP jest organizacją czysto społeczną ("Nie mamy nic
wspólnego z polityką") - i na dowód opowiada o Jarku Predlu, który
zabiera dzieci bezrobotnych do Silver Screena, gdzie załatwił im poranne
darmowe seanse, oraz wolontariuszce Monice Miller, która opiekuje się
upośledzonymi dziećmi (nie ma nic wspólnego z premierem). O zbiórkach
pieniędzy, obozach dla dzieci z darmowym angielskim, biegach przełajowych
wspomina dopiero na końcu.
Na zebranie łódzkiego ZSMP przychodzi 20 osób. Dlaczego nie zmienili
nazwy organizacji?
- Nazwa ZSMP przemawia do niektórych działaczy SLD, tych bardziej nostalgicznych.
Chcą nam pomagać, dlaczego mamy nie skorzystać? - przyznaje Emilian
Błaszczyk.
Jarek Predel: - Owszem, trzeba odpłacić udziałem w akcjach wyborczych
SLD. Co mi się stanie, jak rozniosę parę ulotek, jeśli jakieś dziecko
w zamian za to zje ciepłą zupę?
PRZEBUDOWA
ŚWIADOMOŚCI SPOŁECZNEJ
Maciej Roszak, Marcin Rzepecki, Emilian Błaszczyk, Kuba Rajewicz to
już weterani młodej lewicy. Za ich plecami świadomości politycznej i
wrażliwości społecznej nabiera najmłodsze pokolenie. W Bełchatowie Jakub
Dobrzyński (19 lat) dziwi się, że nauczycielki miały do niego żal, gdy
wtargnął ze sztandarami na sesję rady miasta, żeby bronić swojej szkoły
przed zamknięciem. W Łodzi Monika Miller idzie na dyżur w Domu Pobytu
Dziennego. Najpierw była wolontariuszką w domu dzieci upośledzonych,
dopiero potem zapisała się do ZSMP ("Poczułam, że moje serce bije
po lewej stronie"). Teraz jest pewniejsza, że wytrwa wśród dzieci
po porażeniu mózgowym.
W Poznaniu na moście Teatralnym Kornelia Piotrowska z Nowej Lewicy rozdaje
ulotki z napisem: "Precz z programem nędzy rządu Millera-Hausnera".
A na pytanie, dlaczego wzięła urlop, żeby to robić, ma gotową odpowiedˇ:
- Konieczna jest przebudowa świadomości społecznej.
W Lesznie 19-letni licealista Daniel Kryś tak pisze o sobie na stronie
www.lewica.pl - "Poglądy: socjalistyczne (na lewo od współczesnej
socjaldemokracji). Zainteresowania: polityka (to chyba oczywiste), historia
(XIX i XX wiek), filozofia, literatura faktu, muzyka (rock i punk rock),
film. Duchowi przewodnicy: Bertrand Russell, Wolter, Ernesto Che Guevara,
José Saramago, John Lennon i... Jerzy Urban".
MARCIN
FABJAŃSKI Przekrój nr.16/2004 r.