![]() |
||||
SQUAT TO JEST NASZ DOM - Robimy w życiu to co chcemy i nikt nam niczego nie każe - mówią anarchiści, punkowcy i inni niezależni młodzi ludzie, którzy mieszkają na squacie Rozbrat w Poznaniu. 10 lat temu grupa młodych ludzi zajęła bez niczyjej zgody opuszczony budynek i stworzyła w nim wyspę wolności w środku miasta. Rozbrat obchodzi w tym roku okrągłe 10 urodziny. Wygląda na to, że będą też następne... Squatt to angielskie słowo oznaczające "przysiąść" "usiąść na chwilę". W przypadu squattu Rozbrat ta "chwilka" trwa już 10 lat. I wygląda na to, że będzie trwała dalej, bo Rozbrat ma się dobrze i cały czas się rozwija. - Raz po raz pojawiają się jakieś plany, zakusy, żeby nas stąd wyrzucić. Ale my się nie damy, bo to już jest nasz dom - mówią mieszkańcy Rozbratu, czyli squattersi. O dziwo większość mieszkańców to... punkowcy, których ciągle uważa się za niezbyt nieprzyjemnych. O dziwo, udowodnili oni, że doskonale potrafią sobie poradzić bez pomocy państwa, pomocy społecznej, policji, a nawet energetyki... Wszystko robią sami! Mówią, że nazwa ich domu wzięła się właśnie stąd, że wzięli rozbrat z układami rządzącymi w "normalnym" społeczeństwie. Na Rozbracie mieszka teraz 20 osób. Nie są to pospolici ludzie. Przede wszystkim żyją inaczej niż reszta społeczeństwa. Mówią, że robią to co lubią i nikt im niczego nie każe. Szefami są sami dla siebie. Mieszkają na squacie, bo nie chcą brać udziału w wyścigu szczurów, robieniu kariery, nie chcą chodzić w garniturach, nie chcą pracować od rana do nocy itp.... Są po prostu squattersami! Hubert ma 24 lata. Pochodzi z niedużego miasta w pobliżu Poznania. Pracował na budowie, harował jak wół, ale chociaż zarabiał nienajgorzej, nie sprawiało mu to przyjemności. - Praca była bardzo eksploatująca, szef nas wykorzystywał, czasem padałem ze zmęczenia - opowiada. - Ale najważniejsze było to, że po prostu nie lubiłem tego robić. Więc któregoś dnia rzuciłem to i zacząłem robić swoje - dodaje. Od dwóch lat mieszka na Rozbracie. Zarabia na życie produkcją pasów z ćwiekami i pieszczoch czyli nieodłącznych atrubutów każdego punkowca. Jego dziewczyna też sobie radzi! Zajmuje się przekłuwaniem uszu i nosa i zakładaniem kolczyków. - Nie chcieliśmy żyć tak jak zwyczajni ludzie. Więc chociaż na Rozbracie nie zawsze jest fajnie i często narzekamy na brak pieniędzy, to wolimy robić to co lubimy, a nie to co ktoś nam każe - wyjaśniają. - Na normalne mieszkanie zwyczajnie nas nie stać, a tu płacimy tylko za prąd i składkę 7 zł za wodę. Ale najważniejsze jest to że naszymi sąsiadami są nasi przyjaciele, z podobnym światopoglądem - tłumaczą. Squatt Rozbrat mieści się w opuszczych pomieszczeniach dawnej hurtowni i drukarni. Stan prawny budynków jest nieuregulowany. 10 lat temu Rozbrat odkryło kilku punkowców i anarchistów, którzy nie mieli gdzie się podziać. Miasto nie chciało im pomóc, dać pomieszczeń na salę prób dla zespołów, na klub, na bibliotekę. Więc o wszystko postarali się sami. - To było okropne miejsce. Brudne, zagruzowane pomieszczenia. Przychodzili tu pijaczkowie, którzy rozkradali wszystko, żeby sprzedać na złom - wspominają odkrywcy Rozbratu. Grupa znajomych wzięła się do roboty. Punkowcy i anarchiści wyremontowali budynek, podłączyli prąd, naprawili dach, wymienili i uszczelnili okna. Szybko wprowadzili się pierwsi mieszkańcy, którzy cierpliwie ulepszali squatt. - Kiedyś przyjechał zespół Oi Polloi ze Szkocji i nie mógł zagrać koncertu w normalnej sali. Pokazaliśmy im naszą salę, która wyglądała okropnie, ale oni się nie przestraszyli i zagrali. Tak się zaczęły koncerty na Rozbracie - wspomina Tomasz Matysiak, jeden z byłych mieszkańców. Teraz na Rozbracie są dwie sale koncertowe, mała i duża. Działa biblioteka wolnościowa z potężnym zbiorem książek, gazet, komiksów, kaset video i płyt. Jest klub anarchistyczny i knajpka "Kulawy Muł". Oprócz tego squattersi założyli kilka organizacji. "Food not bombs" (jedzenie zamiast bomb) - rozdaje za darmo wegetariańskie posiłki, pogotowie antywojskowe "Szwejk" pomaga uniknąć wojska, "ACK" (anarchistyczny czarny krzyż) pomaga osobom represjonowanym za działalność społeczną czy polityczną np. zatrzymanym na demonstracjach, a "Inicjatywa Pracownicza" współpracuje z robotnikami, którym pomaga w walce o prawa pracownicze. Oprócz tego na squacie odbywają się próby zespołów i działa klub piłkarski FC Rozbrat! - Przyjaˇnimy się z robotnikami z Cegielskiego i kilka razy graliśmy już z nimi mecze - mówią piłkarze z irokezami na głowach. Sąsiedzi Rozbratu nie narzekają na squattersów, bo już się przyzwyczaili i wiedzą, że nic groznego nie robią. Policja też się nie skarży, chociaż odbywają się tam koncerty nawet dla 200 osób! - Rozbrat już wrósł w to miejsce i chociaż jesteśmy prawie w centrum miasta nie damy się stąd wygnać. Jesteśmy centrum kulturalnym dla miasta i robimy więcej koncertów i przedstawień niż wszystkie domy kultury razem wzięte. A wszystko to beż żadnych dotacji, subsydiów czy sponsorów. Czyli jednak można! - mówią z dumą Rozbratowcy. SZYMON MAZUR, Super Express Agnieszka Smogulecka Przykucnęli na squacie Minęły już dwa lata, od kiedy poznańscy autonomiści zajęli klika baraków na Jeżycach i w nich zamieszkali. W miniony weekend na tzw. squacie odbyły się z tej okazji niezależne koncerty, na które zaproszono tylko zaprzyja?nione kapele i publiczność stanowiącą stałych bywalców squatu. Oddzieleni
od świata Poznański
squat ma już dwa lata. Wtedy to do barków wprowadzili się pierwsi jego
mieszkańcy. Po znalezieniu opustoszałych budynków, w których kiedy?
była hurtownia rozpoczęli remont. Umówili się z wła?cicielem, że zamieszkają
w nim w zamian za jego pilnowanie. Mieli jasno i ciepło, brakowało tylko
bieżącej wody. Przez półtora roku nosili ją w wiadrach - dopiero niedawno
gdy postanowili wymienić rury okazało się, że woda przez cały czas była,
tylko nikomu nic przyszło do głowy by odkręcić kurek... Na Rozbracie
każdy ma swój pokój, niektórzy mieszkają we dwójkę czy trójkę. W dużej
sali od czasu do czasu organizują koncerty, na których zbiera się grono
najbliższych przyjaciól. Niemile widziane jest tu także picie "na
umór" i używanie twardych (!) narkotyków. Poza, tym każdy może
robić co chce. Idea squatowania powstała w latach 70. w Europie Zachodniej (do dzi? wzorem squatu są pustostany w berlińskiej. dzielnicy Kreuzberg). Słówko "squat" oznacza "przykucnąć, przycupnąć", w praktyce zaś, chodzi o to, by znale?ć opuszczony budynek, zasiedlić go i zamieszkać w nim nie dbając o czynsz i inne opłaty. W tej chwili prawie wszystkie większe miasta Polski dorobiły się już swoich squatów. Niektórzy squatersi jednak coraz bardziej obawiają się o swój los. Prawo angielskie już dzi? traktuje mieszkańców squatów jako wrogów państwa. kryminalistów i anarchistów. Najprawdopodobniej podobne ustawy wejdą w życie także w innych państwach Unii Europejskiej. Może na podobny pomysł wpadnie także polski ustawodawca? 21.X.1996, express poznański |
|
|||