![]() |
||||
Z JAROSŁAWEM URBAŃSKIM, socjologiem, działaczem ruchu pracowniczego, rozmawia Krzysztof Lubczyński
Ważna
jest dla Pana tradycja Święta Pracy 1 Maja? Skąd
ten sceptycyzm w stosunku do żywotności tej tradycji? Proponowałby
Pan jakąś inną datę i inną formułę pracowniczego świętowania? Czy
obciążenie z tamtych lat jest najistotniejsze? Zatem,
Pana zdaniem, 1 Maja zacznie z wolna przechodzić w stronę muzeum tradycji
ruchu robotniczego, pracowniczego? Dziękuję za rozmowę. Inicjatywa
Pracownicza Grupa
działaczy Federacji Anarchistycznej z Poznania i współpracujących z
nimi przedstawicieli różnych związków zawodowych utworzyła nowy związek
Inicjatywę Pracowniczą. Został on oficjalnie zarejestrowany przez sąd. Jego
członkowie m.in. zrzekają się ochrony prawnej, jaka przysługuje związkowcom.
Nie tworzymy związku po to, żeby obsadzać etaty mówi Jarosław Urbański
z IP. Chcemy, aby związek był niezależny i działał poza obrębem miejsc
pracy. Nie będziemy starali się utrzymywać lokalu. Dużo
czasu chcą poświęcić współpracy z międzynarodowymi związkami zawodowymi,
co zdaniem Urbańskiego w epoce globalizacji jest rzeczą oczywistą. Wspólnie
z niemieckimi związkowcami prowadzą kampanię informacyjną dla Polaków
pracujących sezonowo za granicą. Informacje o obowiązujących w Niemczech
prawach pracowniczych znalazły się w specjalnej broszurze kolportowanej
wśród przyjeżdżających tam Polaków. Podobną akcję przygotowują wspólnie
ze związkami szwedzkimi i norweskimi. IP zapowiada również kontynuację
akcji, w których brała udział jako grupa nieformalna, m.in. bojkotu
Nestle i McDonald'sa. Inicjatywę
Pracowniczą tworzy grupa, która wspierała większość organizowanych od
2002 r. akcji pracowniczych. To właśnie w trakcie tych protestów grupa
się kształtowała. Rodziły się koncepcja i zasady działania związku zawodowego
mówi Urbański. Współpracowali m.in. z robotnikami z Ożarowa, byli w
Motorze w Nysie i stoczni szczecińskiej. Wspierali pracowników poznańskiej
Goplany w trakcie bojkotu produktów Nestle. Lada dzień w Poznaniu IP zarejestruje pierwsze komisje. Na pewno powstanie komisja w zakładach Cegielskiego i Szpitalu Klinicznym im. Wiktora Begi. IP działa też w Łodzi, Szczecinie, Warszawie i Białymstoku wylicza Urbański. Mam nadzieję, że nie będziemy marginalnym związkiem. Ale nie mamy złudzeń. Przy pewnych założeniach i koncepcjach walki o prawa pracownicze i związkowe nie spodziewamy się napływu szerokich mas przynajmniej nie w najbliższym czasie. Jesteśmy pełni nadziei i sądzimy, że nowa formuła w jakiś sposób się przyjmie dodaje. (WOS) Trybuna 8.09.2004 r. Jubileusz
skłotu Rozbrat Zakłada kominiarkę i wygłasza manifiestę. Prowokuje. - Pisz i smaruj, co się da. I nie szukaj poklasku, mlasku, kasy i właściwej rasy. Pistoletnia, lasek piszczenia, a jakem tak się stanie, to niech ci nigdy nie stanie. Nieuświadczysz u nas prawa autorskiego, toteż bierzemy ile wlezie, plagiatujemy plagi egipskie, Adolfa Hitlera i Sorela. Takie małe ksero samobieżne w myśli, mowie i uczynku i na rynku. Wyciąga butelkę. Pije z gwinta i puszcza "obiegiem". Marek Piekarski, "Sanchem", mówi: - Nie pojawiliśmy się z księżyca. Tak naprawdę jesteśmy normalnymi ludˇmi - studiujemy, pracujemy, żyjemy. 10 lat temu zajęliśmy opuszczoną hurtownię w opłakanym stanie i po pewnym czasie nazwaliśmy ją Rozbrat. Ale od dawna nas, anarchistów, jest wielu. To miejsce w Poznaniu po części jest dla nas przechodnie i takie pozostanie. Dzisiaj cała kultura opiera się na naszym środowisku, a zespoły, które powstały 20 lat temu, teraz święcą triumfy. Przy ul. Pułaskiego 21a w Poznaniu 10 lat temu stworzyli skłot, dom dla kilkunastu takich jak on. Dzisiaj jest ich siedemnaścioro, najmłodszy mieszkaniec ma cztery miesiące. Ale - zastrzega Piekarski - skłot nie jest przechowalnią dla uciekinierów z domów rodzinnych. - Od 10 lat budujemy alternatywę do tego, co mamy na ulicach; staramy się burzyć koncepcję na ten świat, którą budują głównie media. Pokazać, że inny świat jest możliwy. Ludzie się tu zmieniają, Rozbrat ewoluuje. Stał się "po drodze" centrum kultury alternatywnej dla Poznania, dla całej Wielkopolski, miejscem opartym na niezależnej aktywności społecznej i kulturalnej. Bez dotacji i sponsorów. 10 dni potrwają imprezy, które przygotowano na 10-lecie Rozbratu. Zaproszono przyjaciół, z którymi już współpracowali. Ludzi, którzy narażają się otoczeniu, mają kłopoty z wystawianiem. Program dopasowali tak, by znalezli się tu artyści, którzy nie oddzielają swego życia od własnej twórczości, chcąc zaprezentować się na 10-leciu z sympatii dla idei tej imprezy, a nie dla profitu. Dorota Nieznalska, Zbyszek Libera, Rafał Jakubowicz. No i jeszcze Komuna Otwock. Idea
Rozbratu to idea wolnego społeczeństwa - mówią o sobie mieszkańcy skłotu.
Żyją tutaj, prowadzą bibliotekę anarchistyczną, są dwie sale nazywane
koncertownią i halą, jest klub anarchistyczny. Na Forum Międzymiejscówki
Anarchistycznej zaprezentowali się przyjaciele z Wrocławia, Białegostoku,
Warszawy, Torunia, Sosnowca, Gdańska, Gliwic i Szczecina. Nadpobudliwym
proponują ziółka, a tych, którzy przywożą twarde narkotyki, proszą o
opuszczenie imprezy. Z Markiem Piekarskim, współtwórcą poznańskiego skłotu Rozbrat, rozmawia Przemysław Wielgosz W
ostatniej dekadzie sierpnia Poznań stanie się sceną dla hucznej celebracji
dziesięciolecia Rozbratu - jednego z ciekawszych fenomenów kulturowo-politycznych,
jakie pojawiły się w ostatnich czasach w naszym kraju. Mimo że Rozbrat
odgrywa dziś ważną rolę na mapie polskiej kultury alternatywnej i radykalnej
aktywności społecznej, to pozostaje inicjatywą mało znaną poza tymi
środowiskami. - Rozbrat ma 10 lat. Jednak początku naszej historii należy szukać znacznie wcześniej. W końcu lat 80., w gorącym okresie obfitującym w dziesiątki inicjatyw społecznych. My - wówczas początkujący anarchiści, ekolodzy, pacyfiści, altematywiści wywodzący się z subkultury punkowej - byliśmy motorem wielu z tych działań. W pewnym momencie zaczęliśmy szukać czegoś, co mogłoby skonsolidować wszystkie te środowiska. Nie udawało się zrobić tego powołując różne grupy, ponieważ były one jedynie płaszczyzną porozumienia dla wąskiego grona ludzi. Dlatego wtedy zaczął sypać się realny socjalizm, podnieśliśmy wysoko głowę i zaczęliśmy domagać się swojego miejsca, kawałka miasta, który mógłby stać się bazą dla wszystkich tych inicjatyw. Ciężko było odnaleˇć się w nowej sytuacji, ale, jak to podczas rewolucji, mieliśmy na to tysiąc pomysłów. Chcieliśmy niezależnego lokalu, ośrodka dla wolnej kultury, dla naszych działań, miejsca spotkań. Dlatego byliśmy inicjatorami okupacji KW PZPR w Poznaniu licząc, że uda nam się znalezć tam miejsce dla siebie. Lokal został wywalczony, ale oddano go uniwersytetowi. Tego samego roku okupowaliśmy lokal ZSMP, niestety, znowu bez powodzenia. Kiedy atmosfera rewolucji siadała, poszczególne organizacje w zamian za legalizację dostawały swoje lokale i my postanowiliśmy spróbować. Niestety, i tym razem nic nie wyszło. Poniemiecki bunkier, który dostaliśmy od miasta, nie spełniał naszych marzeń, a dodatkowo formatował środowisko pod nowy układ polityczny. My natomiast chcieliśmy mieć przestrzeń prawdziwie autonomiczną. Porzuciliśmy bunkier i w 1994 roku znaleˇliśmy puste budynki po upadłym przedsiębiorstwie. Niczyje. Skrzyknęliśmy ludzi... zarysowaliśmy plan i poszło. Plan pierwotnie był prosty. Sprawdzmy, czy potrafimy ze sobą być na co dzień, czy to, o co walczymy na ulicy, może sprawdzić się w praktyce. Jaka jest genealogia i tożsamość ideowa Rozbratu? Czy to kontynuacja wspólnotowych projektów kontrkultury lat 60. i 70., czy może polska wersja niemieckiego autonomizmu lat 80., czy też może coś całkiem nowego? Na czym polega Wasza odmienność od, dajmy na to, Teatru Ósmego Dnia, Gardzienic z jednej strony, a radykalnych organizacji politycznych, takich jak Federacja Anarchistyczna, Pracownicza Demokracja, Attac, z drugiej? -
Nie wiem Nasz pierwszy kontakt z zachodnią kontrkulturą, czy też autonomizmem
miał miejsce dopiero w 1997 roku. Do tego czasu robiliśmy wszystko tak,
jak czuliśmy, jak uważaliśmy za stosowne. Kiedy pojechaliśmy do Niemiec
na zaproszenie naszych przyjaciół z największego chyba dziś berlińskiego
skłotu - Kopi - zrobiliśmy wielkie oczy. To takie bliskie nam, a z drugiej
strony tak odległe. My nie kontestujemy tego świata, my chcemy tworzyć
alternatywy. Oczywiście chcemy obalić panujący porządek, ale świadomość
i wola tworzenia czegoś nowego, lepszego jest tu celem, a nie kontestacja
sama w sobie. Kiedy zaczynaliśmy, nie analizowaliśmy tego, co działo
się na Zachodzie w latach 60. i 70., nie znaliśmy raczej też polskich
projektów pokrewnych. Była to raczej siła ze środka nas niż z zewnątrz.
W póˇniejszej drodze to wszystko zaczęło się krystalizować. Dziś Teatr
Ósmego Dnia to nasi przyjaciele, którzy nam często pomagają, nazywamy
ich nawet starszymi braćmi - bywają często u nas, my u nich. Ale to
już instytucja, można czerpać z nich inspiracje, choć bardziej z tych
starych czasów. Oni w tym roku mają 40 lat istnienia... To różnica pokoleniowa.
Mamy do nich wielki szacunek choćby za to, że nie władowali się w politykę
i że są konsekwentni w swej drodze (na tyle, ile się da w dzisiejszych
czasach). My jesteśmy w większości anarchistami, z Federacją Anarchistyczną
łączy nas bardzo dużo -jesteśmy jej uczestnikami Traktujemy ją bardziej
jako forum wymiany poglądów niż organizację. Nie stawiamy sobie jakichś
celów w rodzaju wprowadzenia podatków lub legalizacji związków homoseksualnych,
co robią organizacje stricte polityczne. Dla nas liczy się droga, a
nie cel. W tym i nie tylko w tym kraju nie ma dyskusji nad problemami.
Rzeczywistość jest czarna albo biała. Powiedz coś o Waszej dotychczasowej działalności. Jak życie codzienne styka się z polityką, co daje takie połączenie - czystość ideologiczną, lepsze samopoczucie czy może większą skuteczność? - Dużo można by opowiadać o naszej działalności-życiu. Myślę, że ma ona wiele aspektów, ciężko ją ująć, zawsze pozostaje obawa, że coś zostało pominięte. Myślę, że życie i polityka to nierozerwalne rzeczy, ale nie mam na myśli polityki jako rządzenia, a politykę jako świadomość społeczną i aktywność na tym polu. Jak to się przejawia? Podam coś ze swojej działki. Gramy w piłkę co tydzień w niedzielę. Nasza drużyna nazywa się fc Rozbrat. Umawiamy się na mecze z różnymi drużynami. Zazwyczaj to nasi znajomi którzy są odrobinę bardziej mobilni od innych. To banalne, ale tak właśnie wygląda początek drogi do samo organizacji. Tak było np. ze związkowcami z zakładów im. Hipolita Cegielskiego. Zawsze były nam bliskie sprawy związkowe i angażowaliśmy się w walkę o prawa pracownicze -demonstracje, strajki, pikiety, rozdawanie ulotek, pisanie pozwów do sądu... No tak, ale brakowało w tym tego czegoś - życia. Od kiedy zaproponowaliśmy mecz anarchiści konta związkowcy z Cegielskiego, okazało się, że z obcych ludzi staliśmy się przyjaciółmi Dzięki wspólnemu kopaniu piłki związkowcy zaangażowali się w akcje i sprawy zupełnie niezwiązane ze związkowymi sprawami Zaczęli więcej rozmawiać z nami między sobą i kiedy centrala zagroziła palcem, że się z nami zadają, odpowiedzieli że bliżej im jest do anarchistów niż do zbiurokratyzowanego związku. I tak, zupełnie z niczego, powstała nowa jakość - robotnicy zaczęli się spotykać, by grać w piłkę, potem zorganizowali pierwsze turnieje, a na jesieni razem zakładamy swoją ligę. Dodatkowo, po zaostrzających się konfliktach z centralą postanowiliśmy założyć swój związek zawodowy. To samo dotyczy gry z chłopakami z dzielnicy, w której mieści się Rozbrat. Dzięki wspólnym meczom Rozbrat stał się już dziś ich domem kultury, gdzie przychodzą, bo wiedzą, że to żyje, a nie zarabia pieniądze na nich (jak dyskoteki i knajpy), albo istnieje, bo musi (jak domy kultury). Zakładają zespoły, które mają próby u nas, tańczą, malują graffiti "Czystość polityczna" jest zalecana każdemu wolnemu człowiekowi, a za takowych się uważamy... Daje to lepsze samopoczucie - pewność, że np. nikt cię nie wykorzystuje dla swoich celów, daje też większą skuteczność, bo jeśli opierasz się jednym, to drudzy chcą się dowiedzieć, w czym rzecz. Co do tej "czystości politycznej" to też nie jest tak. że jesteśmy zamknięci i z nikim nie gadamy. Na Rozbracie jest zasada, że może przyjść każdy i uczestniczyć w spotkaniach czy tworzeniu tego miejsca, ale bez indoktrynacji politycznych... Dyskusja tak, politykierstwo nie. Angażujecie się w działalność alterglobalistyczną? A jakie jest Wasze stanowisko w sprawie wojny w Iraku? Czy współpracujecie z innymi organizacjami, grupami - jakimi i w jakich sprawach? - Tak, jesteśmy alterglobalistami jesteśmy ekologami, antyrasistami antykomunistami no i też antymilitarystami Dla nas to wszystko się łączy. Jako anarchiści reprezentujemy ruch, który od ponad stu lat pokazuje największego wroga - władzę. To obojętne, czy to władza polityczna - państwo, czy ekonomiczna - korporacje. Narzędzia władzy są różne - militaryzm jest tego najlepszym przykładem. Najbardziej klarowne przykłady to wojny np. w Iraku czy w Czeczenii. Zawsze będziemy przeciw wojnie. Bo, jak powiedział Lew Tołstoj, bogaci wywołują wojny, biedni na nich giną. Inną sprawą jest to, że cała antyglobalizacja, ruch, który się wokół tego pojęcia wytworzył, ruch światowej świadomości społecznej, stanowi dziś wielkie zagrożenie dla możnych tego świata Walka z terroryzmem to ścierna Prawdziwy wróg jest gdzie indziej. Od lat ten system, który jest lansowany jako "eden", przestaje działać. System oparty na marchewce i kijku zaczyna szwankować. Może i marchewka jeszcze jest (kąska), ale brakuje kijka (np. ZSRR), więc wymyśla się terroryzm. Pozostaje pytanie, czy to, co dziś robią USA za pomocą czołgów i samolotów, jest walką z terroryzmem czy z terrorystami. Jeśli to drugie, to jest oczywiste, że nawet zabicie wszystkich członków Al-Kaidy dziś nie zmieni nic, jutro będą następni - popatrzmy na Palestynę, agresja rodzi agresję. Natomiast jeśli chce się walczyć z terroryzmem, to należy najpierw postawić pytanie, skąd się on bierze. Odpowiedˇ - z biedy. A kto jest za to odpowiedzialny... Więc łatwiej walczyć w Iraku i załatwiać przy okazji interesy na ropie. Czy współpracujemy z innymi? Oczywiście. Jak się chce wpływać realnie na to, co tu i teraz, jest to konieczne. Z prawicowymi organizacjami robiliśmy min. protesty w sprawie wojny w Czeczenii zawiązaliśmy też Porozumienie ponad Podziałami przeciw Przemocy Policji (6 x P) po kolejnym zabójstwie młodego chłopaka przez policjantów. Z lewicą blokowaliśmy eksmisje, walczyliśmy w obronie zamykanych przedszkoli Z pracownikami (związkami zawodowymi) o zwolnionych w Cegielskim i przeciw obcinaniu pensji w Ożarowie przeciw zamknięciu fabryki, z Goplaną Nestle o politykę firmy. Z lokalnymi społecznościami Poznania o składowanie bez zabezpieczeń popiołów z elektrowni Karolin, przeciw wycince lasu pod pole golfowe. Ze stowarzyszeniami o drogi rowerowe i ekologiczny transport (przeciw autostradom, za rozwojem kolejnictwa). Z naszymi sąsiadami o przedszkole, o sprzedaż części ogródków działkowych. Współpraca na poziomie kultury - to bardzo szeroki wachlarz aktywności Od Teatru Ósmego Dnia po poznańskie knajpy Na poziomie naukowym współpracujemy z Uniwersytetem Adama Mickiewicza Mamy tu trzy koła naukowe. Czy to, o czym opowiadasz, wiąże się z projektem rewolucyjnego przekształcenia świata, obalenia kapitalizmu? Czy może raczej oznacza próbę wyrwania kawałka rzeczywistości? Tym, co łączy te odmienne strategie, są wyraˇne znamiona utopii. - Ja jestem rewolucjonistą. Ale to dziś nic nie znaczy. Nie wiem, co to znaczy dziś obalenie kapitalizmu. Jeśli kapitalizm to pewna mentalność (wyścig, by mieć więcej), to jestem za obalaniem Zapewne każdy z Rozbratu jest też za tym. A czy Rozbrat jest kawałkiem rzeczywistości czy raczej kęsem, który zatruje ten organizm... Nie wiem... To się dzieje. Myślę, że jest jednym i drugim, choć chyba raczej podtruwamy, bo na tyle nas stać - na zabicie jesteśmy za słabi, jeszcze. A utopia? To rzeczywistość jutra Jestem utopistą i się tego nie wstydzę. Cóż... Rozbrat istnieje naprawdę, proszę sprawdzić. Na czym więc polega Wasz ideał społeczny, Wasza utopia? Myślisz, że to może być pomysł na wolnościową organizację społeczeństwa jako całości i kto miałby doprowadzić do zmiany? - Ja uważam, że to, co proponowali francuscy rewolucjoniści roku 1789 - wolność, równość, braterstwo -jest aktualne do dziś. Mogę opisać każdy z tych wyrazów, ale po co? Niech każdy interpretuje to po swojemu. Jak realizować to w praktyce? Czy to możliwe? Nie wiem, my nie zadajemy takich pytań, po prostu to robimy. Raz wychodzi raz nie. Są różne pomysły na systemy, które zbliżają człowieka do wolności Każdy ma jednak wady. Dlatego mówię o tym, że powinny one podlegać nie idealizacji a renegocjacji Do tego może doprowadzić jedynie społeczeństwo, świadome społeczeństwo oparte o dialog i dyskusje. Inaczej zawsze będziemy mieli różnych Michników albo Lepperów, którzy odnaleˇli ponoć złoty środek. Jak wiemy z historii różnie się to kończy. Opowiedz coś o Waszym święcie... - Impreza zaczyna się dziś (20 sierpnia) i potrwa do następnej niedzieli (29 sierpnia). W siedzibie Rozbratu przy ulicy Pułaskiego 21a odbędzie się wiele spotkań, wystaw, koncertów, spektakli i dyskusji Na początek (20 - 21 sierpnia) trochę polityki czyli V Spotkanie Środowisk Wolnościowych Abramowszczyzna. Kolejne dni będą poświęcone innym sferom naszej aktywności. W niedziele, 22 sieronia, przewidzieliśmy Dzień Artowy - a więc wystawy, instalacje, warsztaty z udziałem Zbigniewa Libery, Doroty Nieznalskiej, Rafała Jakubowicza, grupy RAT. Następnego dnia planujemy Dzień litery, czyli targi wydawnictw alternatywnych i spotkania z autorami, min. Dorotą Masiowską, Jackiem Podsiadłą, Marcinem Świetlickim. Kolejne dwa dni to film i sport (min. turniej szachowy i pokazy brazylijskiej sztuki walki Capoeira). W czwartek, 26 sierpnia, spektakle dadzą Teatr Ósmego Dnia. Akademia Ruchu i Komuna Otwock, a kolejne trzy dni to koncerty i finałowy piknik na Rozbracie. Zapowiada się chyba dość ciekawie. Radzę przyjść i sprawdzić samemu - taka impreza zdarza się raz na dziesięć lat. Dziękuję
za rozmowę. PRZEMYSŁAW WIELGOSZ "Trybuna"
20.08.2004 r |
|
|||