![]() |
||||
|
W spokojne i ciche wnętrza poznańskiego Urzędu Miasta wdarł się przed południem ryk silników, a urzędnicy z konsternacją przyglądali się krążącym po korytarzach i zacisznych zazwyczaj gabinetach myśliwcom F-16. To poznańscy anarchiści i pacyfiści wspierani przez aktorów z Nowego Jorku urządzili pokaz lotniczy. Inspiracją do występu grupy akrobatycznej "Fuckenbirds" był oczywiście wtorkowy pokaz amerykańskich pilotów z grupy "Thunderbirds" prezentujących swoje umiejętności na samolotach F-16. Poznaniacy postanowili nie być gorsi. - Obiecujemy, że będzie bardzo głośno i niebezpiecznie. Chcemy poprzeszkadzać radnym, wyrwać urzędników ze spokojnej drzemki, a prezydentowi przysporzyć dreszczyku emocji mówili. "Pilotów" z Federacji Anarchistycznej i Poznańskiej Koalicji Antywojennej wsparli aktorzy The Living Theatre, którzy przyjechali do Poznania z okazji festiwalu teatralnego "Malta". - Pokażemy, że można zorganizować pokaz lotniczy dużo mniejszym nakładem sił i powodując dużo mniej zamieszania, niż we wtorek mówił przed rozpoczęciem akrobacji Jarosław Urbański z Federacji Anarchistycznej. Na komendę "start!" kilka maszyn wleciało w przestrzeń powietrzną magistratu. Potężny ryk silników lekko zaniepokoił urzędników, którzy z niepokojem przyglądali się figurom akrobatycznym na korytarzach urzędu. Niektórzy z nich zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu pomocy funkcjonariuszy Straży Miejskiej, ci jednak nie interweniowali. Zdziwienia nie mogli ukryć pracownicy, do których gabinetu wlatywał nagle F-16, wykonywał beczkę lub pętle, rozrzucał ulotki i znikał równie szybko, jak się pojawił. Dzisiejszy pokaz zakończył się wielką lotniczą katastrofą w holu budynku przy Placu Kolegiackim. A cała impreza miała być ostrzeżeniem dla władz miasta i protestem przeciwko lokalizacji bazy wojskowej w Krzesinach, w której stacjonują polskie myśliwce F-16. Po
pokazie przedstawiciel grupy akrobacyjnej zgłosił się do urzędników
z rachunkiem za organizację pokazu. Nie chciał zdradzić dziennikarzom,
na jaką sumę opiewa rachunek. To tajemnica handlowa, mogę zdradzić
jedynie, że chodzi o dolary mówił. Jak udało nam się ustalić, urzędnicy
odmówili zapłaty honorarium
fot.
M. Owsianny F -16 cud techniki leciał tydzień z Ameryki - skandowali w Krzesinach przeciwnicy obecności w Poznaniu wielozadaniowych samolotów kupionych przez Polskę od Amerykanów. W momencie, gdy przed bazą trwał protest, kilkanaście tysięcy osób uczestniczyło w lotniczym pikniku. Fani F-16 byli zawiedzeni, bo samolot musieli podziwiać zza krat.
Cztery nowoczesne samoloty wojskowe F-16 zostały przyjęte do służby w czwartek, ale obecność lotniska wojskowego w Poznaniu od dawna wywołuje kontrowersje. Przeciwko istnieniu bazy wojskowej od ponad roku protestują mieszkańcy osiedla Marlewo. Do protestu przyłączyli się poznańscy anarchiści, stowarzyszenia: Lepszy Świat, Poznańska Koalicja Antywojenna i Zieloni 2004. Przeciwnicy obecności hałaśliwych myśliwców postanowili dzisiaj wyjść ze swoimi postulatami na ulicę. Grupa około 200 osób wyposażona w transparenty, flagi, bębny i gwizdki przeszła ulicami Głuszyny i Krzesin. Pochód zatrzymał się kilkadziesiąt metrów od bramy 31. Bazy Lotniczej. Demonstranci wznosili głośne okrzyki i domagali się likwidacji bazy wojskowej. Ich zdaniem, decyzja o utworzeniu, w granicach administracyjnych Poznania, miejsca stacjonowania samolotów została podjęta niesłusznie, bez konsultacji z mieszkańcami. - Ta baza jest ogromnym zagrożenem ekologicznym dla mieszkańców Marlewa - twierdzi Katarzyna Jankowska z Federacji Anarchistycznej. Przeszkadza nam to, że przez obecność bazy miasto przestanie się rozwijać. Nie możemy swobodnie dysponować swoimi nieruchomościami i rozbudowywać swoich domów dodaje Grzegorz Małecki ze stowarzyszenia Ekologiczne Marlewo. Mieszkańcy domów położonych w okolicach bazy twierdzą także, że grozi im większa zachorowalność na choroby nowotworowe, skażenie środowiska zrzutami paliwa, niebezpieczeństwo katastrofy lotniczej, a przede wszystkim wzrost poziomu hałasu. W ciągu dwóch lat do bazy mają trafić 32 myśliwce, z tego osiem już w tym roku. Zdaniem członków stowarzyszenia, nie tylko mieszkańcy Marlewa odczują fatalne skutki stacjonowania F-16 w Krzesinach. Gdy demonstracja zmierzała do końca, część uczestników protestu ruszyła bezpośrednio w stronę bazy. Żandarmeria Wojskowa w obawie przed wtargnięciem demonstrantów na teren lotniska w pośpiechu zamknęła bramę wjazdową. Przez kilkanaście minut nikt nie mógł do bazy wejść i ani jej opuścić. Bartek
Nowak Jeśli nie zabije nas hałas lub spadający samolot, to będziemy powoli umierać na raka - mówią mieszkańcy osiedla Marlewo położonego przy lotnisku w Krzesinach. Członkowie Stowarzyszenia Ekologiczne Marlewo nie chcą bazy samolotów F-16 i oskarżają wojsko o ukrywanie faktów i oszustwo. Pani Lechosława Kukorowska mieszka na Marlewie od 1957 r. Jej dom stoi 420 m od pasa startowego, na którym dzisiaj wylądowały dwa pierwsze polskie myśliwce F-16. Jutro wylądują dwa kolejne. Pojawienie się tych maszyn w Krzesinach oznacza dla okolicznych mieszkańców same kłopoty problemy. Nie chcemy tego lotniska mówi ze łzami w oczach Kukorowska. Będziemy narażeni nie tylko na okropny hałas, ale też na substancje rakotwórcze. Co powoduje protesty mieszkańców? Twierdzą, że grozi im większa zachorowalność na choroby nowotworowe, skażenie środowiska zrzutami paliwa, będzie możliwość katastrofy lotniczej, a przede wszystkim wzrośnie poziom hałasu. Podchodzący do lądowania myśliwiec F-16 emituje hałas aż 101 decybeli przekonuje Anna Kolbuszewska.
- Osiedle powstało w latach trzydziestych, a lotnisko wojskowe zbudowano 20 lat później tłumaczy Kolbuszewska. - W planie zagospodarowania przestrzennego z 1994 r. przewidziane było przekształcenie lotniska wojskowego w Poznaniu-Krzesinach na lotnisko cywilne ze strefą intensywnego rozwoju gospodarczego. Ostatnie zezwolenia na budowę pochodzą z 2001 r. i zawierają gwarancję braku uciążliwości akustycznej lotniska! W ciągu 2 lat do bazy mają trafić 32 myśliwce, z tego 8 już w tym roku. Zdaniem członków atowarzyszenia, nie tylko mieszkańcy Marlewa odczują fatalne skutki stacjonowania F-16 w Krzesinach. Hałas dokuczać będzie wszystkim poznaniakom przekonują. Ekologiczne Marlewo zarzuca wojsku i władzom ukrywanie informacji o niekorzystnym wpływie bazy na komfort życia poznaniaków. Skalę zagrożeń ukrywanych przez wojsko najlepiej obrazuje fakt, że docelowo planuje się 5600 lotów rocznie, a więc od 20 do 60 dziennie. Jeśli nie zabije nas hałas lub spadający samolot, to będziemy powoli umierać na raka przekonuje Kolbuszewska.
Do protestu przyłączyły się inne organizacje, m.in. Stowarzyszenie Lepszy Świat, Zieloni 2004 i Poznańska Koalicja Antywojenna. To kolejny przykład skandalicznej arogancji władzy mówi Karina Gąsiorowska z PKA. Zamiast dożywiać dzieci w przedszkolach lub dofinansować przewozy regionalne, wydaje się miliardy złotych na przestarzałe i niepotrzebne samoloty. - Sądzę, że protesty w tej sytuacji są nieuzasadnione mówi Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej. Nie ma żadnych powodów, aby przypuszczać, że funkcjonowanie bazy będzie sprawiać kłopoty mieszkańcom. Paszkowski przekonuje, że wojsko robi wszystko, aby zminimalizować, a nawet zlikwidować wszelkie niedogodności. Chodzi m.in. o specjalne procedury startów i podchodzenia do lądowania tłumaczy. Na 11 listopada zaplanowany jest protest przeciwników bazy lotniczej. O godz. 13 zbiorą się przed główną bramą lotniska. Dla wojska 11 listopada to święto, dla mieszkańców Poznania to początek gehenny mówią. Maciek
Morze Kilkuset związkowców protestowało w Poznaniu "Dość represji za działalność związkową", "Gdzie jest prawo i sprawiedliwość" - skandowali dzisiaj przedstawiciele organizacji pracowniczych w obronie Dariusza Skrzypczaka, szefa zakładowej "Solidarności" w poznańskiej "Goplanie" zwolnionego z pracy za wypowiedź dla prasy.
Kilkusetosobowa grupa związkowców z całej Polski zebrała się pod fabryką
"Goplany" tuż przed godziną czternastą. Przy akompaniamencie
gwizdków, syren strażackich i bębnów, członkowie organizacji pracowniczych
i partii politycznych domagali się m.in. przywrócenia do pracy zwolnionego
związkowca i znowelizowania kodeksu pracy. -
O przywrócenie Darka będziemy walczyć tak długo, dopóki to nie nastąpi
- mówił z przekonaniem Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej.
W demonstrancji uczestniczyli związkowcy z "Sierpnia 80",
członkowie Nowej Lewicy, Polskiej Partii Pracy i działacze Frakcji Anarchistycznej. - Polski ruch związkowy jest tłamszony i pracodawcy mają nad nami przewagę. O nasze prawa musimy walczyć ponad politycznymi podziałami - tłumaczył Piotr Ikonowicz, założyciel Nowej Lewicy. Do Poznania przyjechali również górnicy z KWK "Marcel" i "Budryk". Związkowcy przeszli spod Goplany pod Urząd Wojewódzki. Tam chcieli spotkać się z Tadeuszem Dziubą, wojewodą wielkopolskim.
-
Przyszliśmy tutaj ponieważ wojewoda jest reprezentantem rządu, a w zakładach
państwowych dochodzi często do łamania naszych praw. Dość urzędniczej
bezczynności - skandowali protestujący. Związkowcy przygotowali petycję,
którą chcieli złożyć na ręce szefa administracji rządowej w Wielkopolsce. -
Pan wojewoda jest w tej chwili nieobecny. Jak tylko wróci, to na pewno
mu ją przekażę - tłumaczył Krzysztof Szmajs, rzecznik prasowy Tadeusza
Dziuby. Dariusz Skrzypczak został dyscyplinarnie zwolniony pod koniec zeszłego roku za wypowiedzi dla "Gazety Wyborczej", które - zdaniem władz przedsiębiorstwa - w nieprawdziwy sposób przedstawiały działania pracodawcy podjęte w celu wprowadzenia jednolitego systemu płac i ujawniały objęte tajemnicą informacje dotyczące wynagrodzeń. Dzisiaj sprawą Skrzypczaka zajmował się poznański sąd. Po przesłuachaniu świadka, termin kolejnej rozprawy wyznaczono na 6 kwietnia. Wcześniej Państwowa Inspekcja Pracy orzekła, że związkowiec został zwolniony niezgodnie z prawem. Bartek
Nowak Pod hasłami "Równość płac, wolność wyboru", "Równy głos, równe płace", "Solidarne przeciw dyskryminacji", "Otwartej debaty, godnej wypłaty" ulicami Poznania przeszła dziś popołudniu Manifa zorganizowana przez Inicjatywę 8 Marca. - Każda manifestacja ma na celu zwrócenie uwagi na problemy, o których nie mówi się na co dzień - powiedziała nam Marta Jermaczek, jedna z organizatorek przemarszu. - W przypadku tegorocznej Manify chcieliśmy zwrócić uwagę w szczególny sposób na prawa ekonomiczne kobiet. Licząca kilkaset osób (zarówno kobiet, jak i mężczyzn) Manifa wyruszyła spod pomnika Sterego Marycha i w rytmie bębnów przeszła ulicą Podgórną, aleją Marcinkowskiego i ulicą Paderewskiego dotarła na Stary Rynek. Tam uczestnicy manifestacji oraz przechodnie w ciszy przyglądali się krótkiemu spektaklowi. Spętane grubym sznurem kobiety posłusznie wykonują polecenia siedzącego z gazetą mężczyzny - piorą, sprzątają, niańczą dzieci. Gdy jedna z nich upada, pozostałe buntują się i przy aplauzie zebranych wyzwalają się z więzów i zostawiają mężczyznę samego. Ten z bukietem kwiatów wstaje i podchodzi do obserwujących pantomimę kobiet oferując kwiatka za ich wolność. Żadna z nich nie przyjmuje oferty. "Nie chcę kwiatka, chcę równości!", "Wszystkie chcemy zatrudnienia, becikowe nic nie zmienia!" - wykrzykiwały zgromadzone na Starym Rynku kobiety. Przemawiające na wiecu pod ratuszem uczestniczki Manify skarżyły się na nagminne łamanie praw pracowniczych w stosunku do sfeminizowanych zawodów. Protestowały również przeciwko dyskryminacji i wykluczeniu lesbijek i kobiet biseksualnych z życia publicznego. W rozdawanej wśród zebranych ulotce upominały się o prawo do aborcji, edukacji seksualnej i refundacji środków antykoncepcyjnych. Manifa przeszła przez centrum miasta nie niepokojona przez nikogo. Kilku działaczy Młodzieży Wszechpolskiej z dystansu obserwowało przemarsz. Maciek
Morze Równość płac, wolność wyboru! - pod takim hasłem odbędzie się tegoroczna Manifa, czyli Manifestacja z okazji Dnia Kobiet. Manifa,
której organizatorem jest Inicjatywa 8 marca, rozpocznie się 8 marca
o godz. 17 przemarszem spod pomnika Starego Marycha ulicami: Podgórną,
al. Marcinkowskiego, Paderewskiego na Stary Rynek. Na godz. 18 przewidywany
jest wiec pod Pręgierzem, podczas którego będzie rozdawane jedzenie
w ramach akcji "Jedzenie Zamiast Bomb". Dziś
podczas konferencji prasowej organizatorki mówiły o przesłaniu tegorocznego
wiecu. - Równość płac, wolność wyboru - hasło to ma zwrócić uwagę społeczeństwa na problemy ekonomiczne jakie dotykają kobiety oraz na problem np. restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej i dyskryminacji w Polsce kobiet nieheteroseksualnych - powiedziała Katarzyna Gajewska. - Chciałybyśmy także wrócić do korzeni Dnia Kobiet, który często jest traktowany z przymrużeniem oka, jako okazja do wręczenia kobiecie symbolicznego kwiatka. Tymczasem to święto sięga swoimi tradycjami poczatków XX wieku, kiedy to kobiety wyszły na ulice, aby protestować przeciwko złym warunkom pracy. W
tegorocznej Manifie uczestniczyć będą także pielęgniarki z wielkopolskiego
Związku Pielęgniarek i Położnych. Na
zakończenie organizatorki Manify stwierdziły, że nie spodziewają się
np. kontrdemonstracji Młodzieży Wszechpolskiej.
Organizatorki
chcą, aby Manifa była wydarzeniem politycznym, ale bezpartyjnym wk Za zakłócanie porządku publicznego odpowiadał wczoraj przed poznańskim Sądem Grodzkim Łukasz Bukowski, uczestnik pikiety zorganizowanej w sierpniu 2004 przez Komitet Wolny Kaukaz. Rozprawę przełożono, ponieważ nie pojawił się jeden ze świadków. Komitet
Wolny Kaukaz zorganizował swój protest na lotnisku "Ławica"
w związku z przyjazdem drużyny piłkarskiej Terek Grozny na mecz rewanżowy
Pucharu UEFA z Lechem Poznań. -
Byliśmy tam, ponieważ chcieliśmy zaprotestować przeciwko wojnie z Czeczenii
- powiedział Marek Piekarski z Federacji Anarchistycznej. Piłkarzom
Tereka miał towarzyszyć namaszczony przez Rosję prezydent Czeczenii
Siergiej Abramow. Jak się później okazało, zamiast prezydenta w Poznaniu
pojawił się konsul Federacji Rosyjskiej. Uczestnicy pikiety zostali spisani przez Policję. Jak poinformował nas Piotr Gerke, wiceprezes Sądu Rejonowego w Poznaniu, kolejna rozprawa odbędzie się za dwa tygodnie. Bartek
Nowak O organizacji przyszłorocznego Antyszczytu G8 w Niemczech rozmawiali wczoraj w Poznaniu członkowie organizacji anarchistycznych z Polski i Niemiec. Rozbrat to grupa osób należących do organizacji anarchistycznych. Jak sami o sobie mówią, są bezpartyjni. Przeciwstawiają się jednak wszelkim formom uzależnienia człowieka od innych. - Antyszczyt organizujemy po to, aby przekonać innych, że świat nie jest na sprzedaż - powiedziała Agnieszka Mróz z Federacji Anarchistycznej. Na spotkaniu anarchistów pojawili się zaproszeni goście z Niemiec. Polacy i Niemcy mieli wzajemnie podzielić się własnymi doświadczeniami z innych tego typu imprez zorganizowanych w Pradze, Warszawie czy Genui. Spotkanie Rozbratu to także okazja do dyskusji na temat aktualnej sytuacji w Niemczech, dotyczącej szczytu G8 oraz stanu przygotowań do planowanych protestów. Każda tego typu akcja protestacyjna, przyciąga wielu ludzi ze środowisk anarchistycznych. - Przykładowo w protestach w Warszawie udział wzięło ponad 5 tysięcy ludzi, a w Szkocji było ich ok. pół miliona. - powiedziała jedna z organizatorek spotkania. Organizatorzy Antyszczytu chcą zaprosić do współpracy także przedstawicieli związków zawodowych. Jedną z form protestu, może być na przykład blokada dróg i autostrad. - Tak między innymi bywało w latach poprzednich - przyznaje organizatorka spotkania - Chcielibyśmy także zaprosić do współpracy na przykład grupę Samby, po to, aby nasz protest przybrał nieco charakteru happeningu. szczepan Opublikowanie na stronie internetowej nacjonalistycznej organizacji "Krew i Honor" listy proskrypcyjnej zawierającej nazwiska osób popierających m.in. poznański Marsz Równości wywołało wiele emocji. W latach 90-tych w Poznaniu członkowie organizacji skrajnie prawicowych dopuszczali się wielu ataków na osoby o odmiennych przekonaniach. Czy to oznacza, że tak jak dziesięć lat temu, na ulicach Poznania znowu pojawią się skini? Najbardziej dramatyczny epizod związany z działalnością skinów wydarzył się o świcie 10 lutego 1996 roku na poznańskim Rozbracie. Grupa siedmiu osiłków uzbrojona w kije beasbolowe wtargnęła do skłotu. Kilku mieszkańców Rozbratu zostało ugodzonych nożem. W listopadzie 1997 roku zakończyła się sprawa przeciwko napastnikom. Sześciu z nich skazano na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Siódmy sprawca napadu został skazany na trzy lata więzienia. Jak się później okazało część napastników była związana z Radykalną Akcją Anty-Komunistyczną, założoną w grudniu 1995 roku przez uczniów kilku poznańskich ogólniaków. W 1997 roku dwudziestu skinów pobiło dwóch małoletnich punkowców. "Łysi patrioci" próbowali również na placu Cyryla Ratajskiego skatować czarnoskórego studenta UAM.- To jest bardzo przykre, ale na szczęście poznańskie ugrupowania skrajnie prawicowe zostały zmiecione z powierzchni Ziemi - wyjaśnia Marek Piekarski z Federacji Anarchistycznej. Wydarzenia
z lat 90-tych w Poznaniu, podobnie jak treści zamieszczone na witrynie
internetowej organizacji "Krew i Honor" są przesycone nienawiścią.
Marek Laube psycholog kliniczny i zdrowia z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego
uważa, że u podłoża takich zachowań może leżeć kilka czynników. Zdaniem
Andrzeja Borowiaka, rzecznika prasowego Komendy Miejskiej Policji w
Poznaniu, autorzy internetowej publikacji nie mogą czuć się anonimowi. Z danych zgromadzonych przez organizacje zajmujące się monitorowaniem działań ugrupowań nacjonalistycznych wynika, że obecnie trudno jest ocenić stopień działalności w Poznaniu grupy "Krew i Honor" ale do końca jej obecności nie można wykluczyć. Bartek
Nowak Czternaście lat temu czterdziestu ośmiu przypadkowych mieszkańców San Francisco odbyło wspólną przejażdżkę rowerową po mieście. Od tego czasu w ponad 230 miastach na całym świecie organizowane są happeningi cyklistów. W Polsce przejazdy rowerzystów odbywają się od 1998 roku. Dzisiaj sympatycy ekologicznych jednośladów pojawią się również na ulicach Poznania. Rowerzyści są dyskryminowani przez użytkowników czterech kółek, w szczególności w miastach gdzie nie ma ścieżek rowerowych - twierdzą członkowie poznańskiej Federacji Anarchistycznej, propagatorzy "Masy Krytycznej". Ich zdaniem, akcja powinna uświadomić kierowcom, że rowerzyści są również obecni na drogach. Ponadto członkowie federacji chcą w ten sposób promować rowery jako przyjazne środowisku środki transportu. W
Poznaniu amatorzy jednośladów mają do dyspozycji 54 kilometry dróg rowerowych. Rowerowa "Masa Krytyczna" wyruszy na wycieczkę po mieście dzisiaj o 18.20 spod poznańskiego Ratusza. Jak zapewniają organizatorzy, cykliści pojawią się na Rynku pomimo zimowej aury. - Masa wyruszy bez względu na temperaturę. Liczymy na to, że chętnych nie zabraknie - zapowiedział Marek Piekarski z Federacji Anarchistycznej. Wyprawie będzie przyglądał się nasz fotoreporter. Bartek
Nowak Dość więzienia za poglądy! - to jedno z wielu haseł jakie członkowie poznańskiej Federacji Anarchistycznej skandowali dziś przy rondzie Kaponiera. Uczestnicy pikiety protestowali przeciwko "fali represji państwa wobec aktywistów społecznych i łamaniu prawa do wolności słowa i zgromadzeń". W oświadczeniu, jakie dla poznaniaków przygotowali anarchiści przeczytać można m.in. iż państwo polskie ogranicza swoim obywatelom swobodę demonstracji poprzez zastosowanie procedur formalno-prawnych. Jako przykład wymieniony jest zakaz demonstracji Komitetu Wolny Kaukaz, prostestującego przeciwko wojnie w Czeczeni, jedenastokrotnie wydany przez prezydenta miasta Poznania.
- Tak naprawdę to dwie sprawy zmusiły nas do zorganizowania dzisiaj tej pikiety - powiedział Jarosław Urbański z Federacji Anarchistycznej - Po pierwsze, we wrześniu tego roku w Warszawie, skazano na grzywnę z zamianą na trzymiesięczny areszt, Andrzeja Smosarskiego, uczestnika demonstracji zorganizowanej przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, w 2000 roku. Jeszcze większym skandalem według nas jest osadzenie w areszcie w Krakowie Marka Kurzyńca, który w styczniu tego roku protestował przeciwko wizycie Władimira Putina w Krakowie. Obaj są według nas więźniami politycznymi, ponieważ zostali ukarani za udział w demonstracjach pokojowych, ale jednocześnie mających charakter polityczny.
Anarchiści podkreślali równocześnie, że ich intencją nie jest przekonywanie przechodniów o tym, że Polska jest państwem gdzie prawa jednostki są deptane w sposób szczególnie brutalny. - Oczywiście na świecie istnieją państwa w których prawa szargane są w sposób niewspółmiernie poważniejszy niż u nas. Nie zmienia to jednak faktu, że w Polsce, niestety nazbyt często, zdarzają się sytuacje w których prawo do swobody wypowiedzi i do zgromadzeń nie jest respektowane - zakończył Jarosław Urbański. wk Praca w Polsce to niewolnictwo Jak ludzie wchodzą do pracy tak po ludzku, czyli wspólną bramą, to jest o połowę łatwiej. Podchodzisz do ludzi i po prostu dajesz m ulotki. Część bierze, inni odwracają się w drugą stronę, przestraszeni. Ale jest zupełnie inaczej, kiedy pracowników przywożą ze wsi oddalonych o pięćdziesiąt kilometrów. To jest kanał, trzeba wstać na piątą i złapać ich na PKS, jak ich przeprowadzają z jednego autobusu, do drugiego. I wtedy wrzuca się im ulotki do plecaków, mówi kilka zdań do ucha, daje numer telefonu. I czeka. Może ktoś się odezwie.
- To był rok 2002. W Polsce wtedy protesty pracowników to była nowość.
Wszyscy, łącznie z mediami, dziwnie na nie patrzyli, z serii: "O
co tym ludziom chodzi". Na początku działaliśmy jako akcja anarchistyczna,
teraz jesteśmy już regularnym, oficjalnie zarejestrowanym związkiem
zawodowym - mówi Jarek Urbański. Od tego czasu poznański Ogólnopolski
Związek Zawodowy "Inicjatywa Pracownicza" zorganizował kilkaset
akcji. -
Dziesięć lat przepracowała w pracowni u jednego gościa. Pięć lat oficjalnie
jako witrażysta, potem w papierach figurowała jako sprzedawczyni, choć
robiła dokładnie to samo, co wcześniej. W końcu koleś przestał jej płacić,
a po trzech miesiącach wychrzanił z pracy. Wiesz, co to dla niej znaczyło?
Tragedię, bo ona musiała mieć świadectwo dziesięciu lat pracy jako witrażysta,
żeby móc sobie swoją pracownię otworzyć. Już pal licho te pieniądze,
ale tu najbardziej o te papiery chodziło - wspomina Metys.
Inicjatywa
Pracodawcza powstała jako alternatywa dla związków zawodowych. -
Wcale nie jest tak, że coraz gorsze warunki w niewolniczej pracy zwiększają
prawdopodobieństwo, że ludzie się zbuntują, że coś w nich pęknie. Właściwie
dopiero chwilowe polepszenie bytu może w nich rozbudzić jakąś świadomość. Z takim człowiekiem, który sam się zgłosi, można już coś robić, zawalczyć w jego imieniu. Czyli albo wydzwaniać do pracodawcy, pytać dlaczego zwolnił, dlaczego nie dał urlopu, jak to jest, że nie płaci za nadgodziny. Można też zorganizować protest, happening. Tak, jak półtora tygodnia temu pod poznańskim Kaulfandem przy Serbskiej. Albo tak, jak pod Tesco w całej Polsce. Zaczęło się przecież w Irlandii, od poznaniaka, który nie chciał nosić zbyt ciężkich pakunków i godzić się na gorsze traktowanie tylko z tego tytułu, że jest Polakiem. Ten poznaniak to był trochę "swój człowiek", działał w Inicjatywie Pracowniczej, więc miał tą świadomość. Rzadko jest tak różowo.
-
Niesamowite są hipermarkety. Ci ludzie są tak potwornie zastraszeni
przez firmę, że nie sposób do nich dotrzeć. Wtedy taktyka jest taka:
wchodzimy grupą do sklepu, rozdajemy ulotki, próbujemy pogadać z pracownikami,
coś im uświadomić. Oni boją się nawet nas słuchać - mówi Metys - Byliśmy
w obu Tesco w Poznaniu. Sytuacja zawsze taka sama. Trochę ulotek rozdaliśmy,
a potem ochrona wywaliła nas ze sklepu. Ci,
którzy już do Inicjatywy się zgłoszą, działają często nieoficjalnie
w swoim zakładzie. Wcale nie muszą zakładać związków. Inicjatywa może
ich nauczyć bardzo praktycznych rzeczy. - Jest się od kogo uczyć. Takie kraje, jak Szwecja, gdzie demokracja ma tradycję, a związki zawodowe współtworzyły państwo socjalne, to jest inny świat. Tam silny związek to jest po prostu oczywistość. Choć mają problemy często takie, jak my tu - opowiada Jarek Urbański.
Czasem
ten związek z pracownikiem ogranicza się do sygnału wysłanego ze strony
Inicjatywy Pracowniczej: "Jesteśmy, gdybyście nas potrzebowali,
dajcie znać, możecie na nas liczyć". Jarek Urbański załamuje ręce. -
W Polsce praca to jest właściwie niewolnictwo. Trzeba spojrzeć choćby
na dziennikarzy. Przecież to są ludzie po studiach, świadomi jak nikt
inny, a jak z nimi rozmawiam, to się chwytam za głowę, że się godzą
na taki wyzysk. Więc jeśli oni się godzą, to jak ja mam powiedzieć człowiekowi
po zawodówce: "weź i się buntuj!"? Urbański wspomina o japońskiej
firmie Bridgestone, która do Poznania pracowników zwozi z terenów oddalonych
o kilkadziesiąt kilometrów, dotkniętych bezrobociem strukturalnym.
Albo
na przykład taki VW, w Poznaniu największy pracodawca. Dwa tysiące ludzi
zatrudniają dwie agencje pracy tymczasowej. Ci ludzie w jednej agencji
są zatrudnieni przez rok, potem przechodzą do drugiej, żeby po następnym
roku znów wrócić do tej pierwszej. W ten sposób pracują po dziesięć
lat bez stałego zatrudnienia. Inicjatywa Pracownicza dorzuciła swoje
trzy grosze do walki z VW. W końcu system zatrudniania w agencjach oczywiście
pozostał, ale zamiast zmieniać agencję co trzy miesiące, pracownik zmienia
je co rok. Co w dalszym ciągu jest skandaliczne. -
Oni skopali ten protest. Ja uważam, że przegrali - mów Metys o pracownikach
Wyborowej. Uważa, że zrobili jeden wielki błąd - nie zorganizowali strajku
okupacyjnego. A mogli, wtedy, kiedy jeszcze byli wpuszczani na teren
zakładu. -
W Polsce są firm, w których prawa pracownicze są łamane setki, tysiące
razy, gdzie Państwowa Inspekcja Pracy zawsze znajdzie jakieś nieprawidłowości,
ale te firmy płacą kary i kompletnie nic się nie zmienia - mówi Urbański.
Dlatego on zawsze i wszędzie poprze protest pracowników. Nawet, jeśli
dzieje się to, co się stało podczas manifestacji górników w sierpniu
tego roku. - Chodzi o to, żeby przestraszyć elity. Ale zauważyłem, że można je przestraszyć dopiero w kompletnie skrajnych sytuacjach. Tak, jak to było na przykład w Ożarowie, gdzie ciężarówki codziennie rozjeżdżały legalną manifestację. Byłem tam i wiem, że bardzo niewiele brakowało, żeby ktoś tam zginął. Dopiero wtedy rząd Hausera się przestraszył. Agnieszka
Gulczyńska Już za trzy dni wybory, w których Polacy zadecydują kto będzie przez pięć najbliższych lat piastował najwyższy urząd w państwie. Jest to więc najlepszy moment na zorganizowanie pikiety antywyborczej. Z takiego założenia wyszła poznańska Federacja Anarchistyczna, która pod hasłem "Precz z kaczą zarazą", nawoływała poznaniaków do bojkotu nadchodzących wyborów. Punktualnie o godz. 15 pod pomnikiem Starego Marycha, pojawili się anarchiści, którzy natychmiast rozwinęli transparent i zaczęli rozdawać wśród przechodniów przygotowaną specjalnie na tę okazję gazetkę uliczną. - Nie ma różnic między Kaczyńskim i Tuskiem. Politycy ci najwięcej energii poświęcają na budowę swojego wizerunku, identyfikacji, dzięki której wyborca byłby w stanie odróżnić jednego od drugiego. Zbliżające się wybory to fasada, gra pozorów - usłyszeli przechodzący obok pikietujących poznaniacy. Co zatem proponują anarchiści zamiast udziału w wyborach? - Proponujemy żeby społeczeństwo przestało wierzyć, że wrzucając głos do urny wyborczej raz na cztery, czy pięć lat podejmuje jakąś decyzję. Proponujemy, aby ludzie zaczęli się samoorganizować na poziomie ulicy, dzielnicy, w zakładach pracy, na uczelniach. Uważamy, że politycy wybierani w taki sposób jak obecnie, nie są kompetentni, choć według nas problemem jest system, a nie sam kandydat na polityka. Jest to system, który powoduje, że do parlamentu dostają się politycy, którzy mieli większe niż inni nakłady na kampanię wyborczą, czy też lepsze kontakty ekonomiczne - powiedziała Agnieszka Mróz z Federacji. Wśród osób, które zainteresowały się manifestacją byli Piotrek i Tomek. Chętnie zaopatrzyli się w gazetkę, ale już z treściami w niej zawartymi raczej się nie zgodzili. - Ja traktuję to jako pewnego rodzaju folklor polityczny. Osobiście mi to nie przeszkadza, ale i nie bardzo przekonuje. Na pewno w ten sposób nie uda im się mnie przekonać do tego, aby nie iść głosować w niedzielę - mówi z uśmiechem Piotr. - Ja też mam zamiar głosować. Jednak uważam, że każdy ma prawo do głoszenia swoich poglądów i każdy punkt widzenia jest cenny. Należy więc zapoznać się i z takimi hasłami, jak te prezentowane dzisiaj - dodaje Łukasz. W pewnym momencie do pikietujących i agitujących anarchistów, podeszła starsza pani. Z uwagą przeczytała transparent. -
Nawołujecie żeby nie głosować ani na Tuska ani na Kaczyńskiego, a więc
na kogo? - Na matkę Anarchię - odpowiedzieli z uśmiechem organizatorzy bojkotu. wk Bojkot wyborów? Dlaczego nie - mówią anarchiści. Nie straszna im nawet cisza wyborcza. Nie kolportują wielkiej liczby ulotek i broszur, ale nie stronią od murów i podumierającego szablonu. Sancho, czyli Marek Piekarski z poznańskiego skłotu Rozbrat podkreśla, że oprócz tego, że to tani komentarz, to również jedyna droga przekazu: - Co innego robić, jeśli politycy przez cztery lata są w chmurach i tylko na czas wyborów schodzą na ziemię. Jeśli polityk nie chce rozmawiać, to działania takie jak, dopisanie własnego komentarza do billboardu są jedyną formą podjęcia dialogu - uważa Sancho.
W
tył zwrot!
Ruchliwi
Do
boju Polsko! Co
z zielonymi?
Sami
sobie Własna
partia?
Kto
jest bez winy...
Z
(po)datków Romek
Kłosowski |
|
|||