- 11.05.2003
r. - ZADYMIARZE DO WYNAJĘCIA
POZEW SADOWY PRZECIWKO TYGODNIKOWI WPROST
- 29.10.2000
r. - LEWACKA ALTERNATYWA
- 16.09.1990
r. - DUCH NISZCZENIA - ANARCHIŚCI W POLSCE
- 16.09.1990
r. - CZARNA REWOLUCJA
ZADYMIARZE
DO WYNAJĘCIA
Z zawodu manifestanta można wygodnie żyć
Żądamy byle
czego!" - taki transparent pojawił się w latach 80. podczas happeningu
Pomarańczowej Alternatywy. Podobne hasło niesiono 1 maja 2003 r. w Krakowie.
Pod hasłami "Żądamy byle czego" i "Protestujemy przeciwko
czemu popadnie" mogłoby się podpisać co najmniej stu zawodowych zadymiarzy
od lat biorących udział we wszystkich większych akcjach protestacyjnych
w Polsce: od sprzeciwu przeciwko hipermarketom, autostradom czy rurociągowi
jamalskiemu, poprzez akcje feministek, anarchistów, ekologów, antyglobalistów,
Samoobrony, pikietowanie placówek dyplomatycznych Rosji i Chin, po manifestacje
młodych komunistów.
Protestuję,
więc jestem
Zawodowi zadymiarze posługują się obrazoburczymi hasłami: "Kapitalizm
jest do dupy!", "Każda władza jest do dupy!", "Politycy
to oszuści!", "Nie dajmy się wciągać na członka NATO!",
"Nie zasługujesz na bezrobocie!", "Nie płać podatków!",
"Nie głosuj w wyborach, bo i tak cię wyrolują!", "Nie idˇ
do wojska, bo będziesz zabijał niewinnych ludzi!", "Nie jadaj
w McDonaldzie!", "Nie korzystaj z autostrad!", "Nie
noś futer!". W wezwaniu do demonstracji 1 maja 2003 r. Walcząca Grupa
Rewolucyjna napisała: "Będzie to trudna walka, jednak wyobrażając
sobie cel, jaki nam przyświeca, wiemy, że nie powstrzyma nas nic. Nie
trafią do nas żadne rozsądne, racjonalne argumenty. (
) Należy wyeliminować
kapitalistów. (
) Dążymy do sytuacji, kiedy wystarczy jedna iskra, hasło
rzucone przez rewolucyjne kierownictwo, by podjąć wiadome działania w
celu ostatecznego obalenia systemu".
W Ustrzykach Dolnych zawodowi zadymiarze - pod hasłem "Nikt nie jest
nielegalny" - demonstrowali przeciwko wydalaniu z Polski cudzoziemców.
W Krakowie występowali przeciwko balowi karnawałowemu organizowanemu pod
patronatem władz miasta (bale nazwali "imprezami szumowin ze świata
polityki i biznesu"). Także w Krakowie domagali się przekazania bezdomnym
na czas zimy rządowych ośrodków wypoczynkowych. Sprzeciwiali się budowie
autostrad. Razem z Samoobroną protestowali przeciwko "nędzy na wsi"
i "ukrywaniu pieniędzy w Narodowym Banku Polskim". Pod hasłem
"Służba wojskowa może być przyczyną wielu groˇnych chorób" zorganizowali
publiczną zbiórkę czystej bielizny, onuc, suchego chleba i szczoteczek
do zębów dla "haniebnie niedomytego i głodującego wojska". Gdy
do Poznania przyjechali prezydenci Kwaśniewski i Chirac oraz kanclerz
Kohl, protestowali pod hasłem "Trójkąt tak, ale w łóżku".
Konfederacja
zadymiarzy
Zawodowi zadymiarze wywodzą się z tak różnych organizacji, jak Federacja
Anarchistyczna, Ruch Społeczeństwa Alternatywnego, Obywatelski Ruch Ekologiczny,
Walcząca Grupa Rewolucyjna, Związek Komunistów Polskich Proletariat, Komunistyczna
Młodzież Polski, Lewicowa Alternatywa, Spartakusowska Grupa Polski, Nurt
Lewicy Rewolucyjnej, Grupa Inicjatywna Partii Robotniczej, Grupy Samorządności
Robotniczej, Radykalna Akcja Antykomunistyczna RAAK czy Akcja Alternatywna
Naszość. Najłatwiej wspólny język znajdują anarchiści, ekolodzy, ruchy
komunizujące oraz związkowcy. Najbardziej zaangażowanymi zadymiarzami
są anarchiści Maciej Roszak, Jany Waluszko, Marek Kurzyniec, antyglobaliści
Mariusz Nowak, Marek Piekarski, Grzegorz Baczak i Piotr Rachwalski, ekolodzy
Olaf Smolkień, Łukasz Sokołowski czy Rafał Górski, działacze Naszości
Piotr Lisiewicz, Maciej Koziołocki, Jarosław Czarnecki czy Adrian Gałaszkiewicz
oraz działacze RAAK Wojciech Wybranowski, Wojciech Olszak czy Grzegorz
Heczko.
Maciej Roszak brał udział w antyglobalistycznych demonstracjach w Kolonii
(1999 r.), Pradze (2000 r.), Genui (2001 r.). Co roku uczestniczy w demonstracjach
przeciw łamaniu praw człowieka w Chinach. Blokował budowę autostrady przez
Górę Świętej Anny. Razem z prawicową Naszością demonstrował przed konsulatem
Rosji w Poznaniu (przeciw wojnie w Czeczenii). Zerwał wtedy flagę rosyjską
z konsulatu, co doprowadziło do międzynarodowego incydentu. Niedawno protestował
przeciw interwencjom USA w Afganistanie i Iraku. Nie widzi sprzeczności
między obroną praw człowieka w Chinach i Czeczenii a obroną reżimu talibów
czy Saddama Husajna.
Marek Kurzyniec pojechał do Czeczenii protestować przeciw wojnie. Został
tam porwany i uwolniony w wyniku działań polskiej dyplomacji, m.in. Zenona
Kuchciaka. Potem pojechał protestować na Białoruś, gdzie został na krótko
aresztowany. Już w kraju protestował przeciw akcji USA w Afganistanie
i Iraku. Mówi, że brał udział w tylu protestach, że nie potrafi wymienić
nawet połowy z nich. Niedawno uczestniczył w akcji odsyłania książeczek
wojskowych do MON - miała to być forma protestu przeciw wojnie w Iraku.
Z kolei Jany Waluszko zaczynał od protestów przeciw budowie elektrowni
atomowej w Żarnowcu. Póˇniej był uczestnikiem ponad stu protestów i manifestacji.
Waluszko wspomina, jak uzyskał poparcie dla działań anarchistów ze strony
księdza Henryka Jankowskiego z gdańskiej parafii św. Brygidy. - Tłumaczyliśmy
księdzu, że jesteśmy anarchistami i niewierzącymi, a prałat Jankowski
na to: "Rozwijajcie, chłopcy, dalej ducha narodowego i katolickiego"
- opowiada.
Ideowcy na
sprzedaż
Anarchiści, neokomuniści i antykomuniści twierdzą, że uczestniczą w zadymach
z powodów ideowych i nikt im za to nie płaci.
- Boli nas to, że połowa Polaków żyje poniżej minimum socjalnego. Krytycznie
oceniamy sytuację społeczno-polityczną na świecie. W naszej działalności
nie szukamy okazji do rozróby, lecz chcemy coś zmienić - przekonuje Andrzej
Żebrowski, Polak urodzony w Anglii, obecnie jeden z liderów tzw. prawdziwej
polskiej lewicy. Czy jednak z własnych środków i składek można sfinansować
wyjazd 1200-osobowej grupy antyglobalistów do Pragi czy Genui? Mariusz
Nowak, uczestnik większości akcji i protestów, pracuje jako wolontariusz
w dwóch organizacjach pozarządowych, zaś w trzeciej zarabia jedną czwartą
średniej krajowej.
W wypadku wielu zadymiarzy wywodzących się z organizacji ekologicznych
motywy ideowe wydają się tylko zasłoną dymną. Oto spółka Shopping Mall
zamierzała wybudować w Warszawie centrum handlowo-rozrywkowe. Budowę torpedowało
stowarzyszenie Przyjazne Miasto, do czasu, aż Shopping Mall wpłaciła na
konto ekologów 2 mln zł na cele statutowe oraz dodatkowo 200 tys. zł za
wykonanie projektu zagospodarowania zieleni. Gdy pieniądze wpłynęły, Przyjazne
Miasto wycofało skargę z NSA. Plaza Centers Poland przygotowywała się
do budowy kompleksu handlowo-rekreacyjnego w Łodzi. Inwestycja została
oprotestowana przez Obywatelski Ruch Ekologiczny. Protest wycofano, gdy
50 tys. dolarów wpłynęło dla ORE od firmy Victus. W Białymstoku Stowarzyszenie
Ekologiczno-Kulturalne Cząstki Ziemi - Federacja Zielonych przestało się
sprzeciwiać budowie hipermarketu Carrefour, gdy otrzymało zlecenie świadczenia
odpłatnych usług doradczych na rzecz inwestora. Ekolodzy brali pieniądze
także za doradzanie firmom Shell i Esso.
Za, a nawet
przeciw
Zadymiarze zwalczają energetykę atomową, budowę autostrad, tiry, domagają
się zamknięcia granic dla importu, likwidacji dużych koncernów czy budowy
ścieżek rowerowych. Z jednej strony, występują przeciw dyktaturom (za
łamanie praw człowieka), a z drugiej - zwalczają globalizację, broniąc
dyktatur. Występując przeciw globalizacji, porozumiewają się za pomocą
jej sztandarowych produktów - telefonów komórkowych czy Internetu. Głoszą
nieograniczoną wolność, a domagają się zamknięcia granic. Walczą o ochronę
środowiska, a zwalczają najczystsze ekologicznie elektrownie atomowe.
Ich zdaniem, autostrady "służą wielkim koncernom do transportu na
dalekie odległości i przez to pomagają im uzależniać kolejne rynki".
McDonald's jest ponoć "koncernem służącym amerykańskiej ekspansji
i wyzyskowi biednych krajów", a poza tym inwestuje w firmy wycinające
lasy Amazonii. - To absurd wynikający z ignorancji. Nie inwestujemy w
wycinanie lasów. Ponad 70 proc. naszych restauracji prowadzonych jest
przez lokalny biznes, który tylko dzierżawi globalną nazwę. W Polsce McDonalda
tworzą Polacy i wytwarzają polski produkt - mówi Dominik Szulowski z McDonald's
Polska. Wrogami zawodowych zadymiarzy są USA (za neokolonializm), Unia
Europejska, Rosja (za Czeczenię), Chiny (za łamanie praw człowieka) i
Watykan.
Dla wielu zadymiarzy protestowanie stało się nie tylko stylem życia, ale
wręcz zawodem. Dzięki uczestnictwu w protestach niektórzy z nich, jak
Piotr Ikonowicz czy Danuta Hojarska, trafili do polityki. Ogromna większość
zawodowych zadymiarzy albo nigdy nie pracowała, albo pracuje dwa, trzy
miesiące w roku. W końcu muszą mieć czas na protesty.
Krzysztof
Łoziński
prof. HANNA ŚWIDA-ZIĘBA - socjolog
Obserwując uczestników protestów, obawiam się powstania ekologicznego
lub antyglobalistycznego totalitaryzmu. Taki światopogląd powstaje z przyczyn
podobnych do tych, z których zrodził się komunizm. W ludzkiej duszy pojawia
się tęsknota za prostym światem, gdzie wszystko można nazwać i jednoznacznie
określić jako dobre lub złe. Nawet przedmioty zostają sklasyfikowane jako
symbole, na przykład symbole wroga. Obecnie dla antyglobalistów jest to
hamburger, dla komunistów była to coca-cola. Takie utopijne ideologie
zaczynają być groˇne, gdy chce się je narzucić siłą innym, gdy zaczyna
się uważać, że cel uświęca środki. Tymczasem myślenie o uszczęśliwieniu
innych na siłę zawsze było ˇródłem największych zbrodni. W ideach antyglobalistów
już są takie elementy - można atakować restauracje McDonald's i broniącą
ich policję, można robić zadymy podczas międzynarodowych konferencji.
Takie ideologie mogą być groˇniejsze od tych, które jawnie głoszą zło,
na przykład faszyzm, bo mogą pociągać za sobą ludzi. Są nośne przez pomieszanie
elementów prawdy i nieprawdy, z tym, że nieprawda jest dla większości
ludzi trudno czytelna.
Tygodnik
"Wprost", Nr 1067 (11 maja 2003)
W
związku z powyższym artykułem przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczy
się sprawa z powództwa cywilnego o zniesławienie przeciwko tygodnikowi
Wprost, poniżej jeden z pozwów:
12 maja 2003.
SˇD OKRĘGOWY w WARSZAWIE
WYDZIAŁ CYWILNY
Al. Solidarności 127, 00-951 Warszawa
POWÓD: Piotr
Rachwalski
POZWANY:
1. Marek Król
Redaktor Naczelny Tygodnika "WPROST"
Al. Jerozolimskie 123, 02 - 017 Warszawa
2. Agencja
Wydawniczo - Reklamowa 'WPROST" Sp. z o.o.
Al. Jerozolimskie 123, 02 - 017 Warszawa
3. Redaktor
Krzysztof Łoziński
Al. Jerozolimskie 123, 02 - 017 Warszawa
Wartość przedmiotu sporu: 4000 zł (cztery tysiące złotych)
POZEW
O OCHRONĘ DÓBR OSOBISTYCH
Niniejszym
wnoszę o :
1. nakazanie pozwanemu Wydawcy tygodnika "WPROST" złożenia oświadczenia
o treści: "Wydawca tygodnika "WPROST" przeprasza p. Piotra
Rachwalskiego za opublikowanie w artykule Krzysztofa Łozińskiego pt. "Zadymiarze
do wynajęcia" w nr 19 tygodnika "WPROST" w dniu 11 maja
2003 r jego danych personalnych i niezgodne z prawdą nazwanie go jednym
z "najbardziej zaangażowanych zadymiarzy - antyglobalistów";
2. nakazanie pozwanemu Wydawcy tygodnika "WPROST" opublikowania
tego oświadczenia w dzienniku "WPROST" i "POLITYKA",
magazynie "OBYWATEL" oraz piśmie ekologów "ZIELONE BRYGADY"
w ciągu 14 dni od daty uprawomocnienia się orzeczenia na własny koszt.
Powyższe oświadczenie winno znaleˇć się na jednej ze stron od 3 do 7,
formatu co najmniej 5 x 5 cm, czcionką co najmniej 10 p, w ramce.
3. zasądzenie od pozwanych solidarnie na rzecz powoda kwoty 2000 (dwa
tysiące) zł tytułem zadośćuczynienia;
4. zasądzenie od pozwanych solidarnie na cel społeczny na rzecz Fundacji
Wspierania Inicjatyw Ekologicznych w Krakowie oraz Stowarzyszenia "Instytut
Rozwoju i Promocji Kolei" w Warszawie kwot po 1000 (tysiąc) zł ;
5. zasądzenie od pozwanych solidarnie na rzecz powoda kosztów procesu,
w tym kosztów zastępstwa procesowego według norm przepisanych.
UZASADNIENIE
Pozwany Krzysztof
Łoziński w artykule "Zadymiarze do wynajęcia" opublikowanym
w tygodniku "WPROST" nr 19 z dnia 11 maja 2003r. nakreślił model
"zadymiarza" - osoby uczestniczącej w demonstracjach pod jakimkolwiek
hasłem, dla której protestowanie przeciwko czemukolwiek jest stylem życia,
a wręcz zawodem, z którego można żyć. Często jest to osoba niepracująca,
albowiem jak wskazuje autor "musi mieć ona czas na protesty".
Pozwany rektor jednocześnie wymienia z imienia i nazwiska "najbardziej
zaangażowanych zadymiarzy". Podaje on dane personalne powoda wskazując,
iż powód jest jednym "z najbardziej zaangażowanych zadymiarzy - antyglobalistów"
w kraju, co zupełnie nie znajduje uzasadnienia w faktach. Podana informacja
nie została sprawdzona, co narusza podstawowy obowiązek dziennikarza wynikający
z art. 12 Prawa prasowego, zobowiązujący dziennikarzy do zachowania szczególnej
staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych,
zwłaszcza sprawdzenia zgodności uzyskanych wiadomości lub podania ich
ˇródła. Pozwany redaktor nie kontaktował się z powodem w celu potwierdzenia
informacji, które publicznie rozpowszechnia.
Pozwany posługuje
się pojęciem ocennym, zaś dokonana przez niego kwalifikacja osoby powoda
jest abstrakcyjna, negatywna i w tym kontekście jednoznacznie pejoratywna.
Nazywając powoda zadymiarzem i antyglobalistą wskazuje on jednocześnie
na jego poglądy.
Zgodnie z
przyjętym orzecznictwem "media zobowiązane są do respektowania takich
wartości, jakimi są dobra osobiste człowieka. Wolność słowa nie oznacza
bowiem dowolności korzystania z niej. Barierę dla dowolności korzystania
z wolności słowa stanowi art. 12 Prawa prasowego, zobowiązujący dziennikarzy
do zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu
materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzenia zgodności uzyskanych wiadomości
lub podania ich ˇródła (I ACa 536/99 Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach,
Wokanda 2001/2 str. 40).
Zgodnie z art. 14. 6 Prawa prasowego "nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej
publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba,
że wiąże się bezpośrednio z działalnością publiczną tej osoby. Zgodnie
z wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie I ACa 148/97 (wokanda 1998/4
str 40) "na opublikowanie informacji, chociażby obiektywnie prawdziwych,
niezbędne jest uzyskanie wprost zgody zainteresowanej osoby. W jej braku
zachowanie dziennikarza nie spełniło wymogu szczególnej staranności zawodowej".
Powód nie jest osobą publiczną, ani nie pełni obecnie takich funkcji.
Funkcje publiczną pełnił on jako radny Rady Miasta Wąrowiec w latach 1994
- 1998. Nie wyraził on również zgody na publiczną publikację jego poglądów,
czy działań stanowiących bez wątpienia sferę jego życia osobistego. Jak
wskazano wyżej pozwani nie zwracali się do niego w celu uzyskania, czy
sprawdzenia upowszechnianych informacji. Tym samym zamieszczona w tygodniku
WPROST publikacja stanowi bezpośrednie naruszenie art. 14.1. pkt 6, art.
12.1 pkt. 1 prawa prasowego. Publiczne ujawnienie poglądów powoda nie
znajduje uzasadnienia prawnego, ani też w potrzebie ochrony interesu społecznego.
Jest ono całkowicie bezprawne.
Nazwanie
powoda "zadymiarzem" w ogóle oraz w kontekście wskazanym w artykule
jest obraˇliwe i godzi w jego dobre imię oraz cześć. W powszechnym rozumieniu
za "zadymiarza" uznaje się bowiem uczestnika rozrób i burd w
czasie meczów i koncertów, chuligana. Nakreślony w publikacji rys zupełnie
nie przystaje do osoby powoda, który jest znanym działaczem społecznym,
byłym radnym, absolwentem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, prezesem
Stowarzyszenia Instytut Rozwoju i Promocji Kolei, pracownikiem jednej
z większych firm transportowych na Pomorzu. Powód ma poszanowanie wśród
władz samorządowych, lokalnych mediów, z którymi współpracuje na rzecz
rozwoju lokalnego regionu w Stowarzyszeniu Użyteczności Publicznej "Aktywne
Pomorze". Publiczna publikacja informacji mających w społeczeństwie
pejoratywne znaczenie narusza cześć powoda w znaczeniu obiektywnym.
Działanie
pozwanych wobec powyższego uznać należy za bezprawne. Nazwanie powoda
jednym "z najbardziej zaangażowanych zadymiarzy - antyglobalistów"
w kraju może w znacznym stopniu wpłynąć na pozycję powoda w środowisku
zamieszkania i pracy. Powód zamieszkuje w mniejszej miejscowości, a jak
jest powszechne widome w małych środowiskach podane informacje, nawet
jak ta - fałszywe, mogą być przedmiotem napiętnowania, utraty autorytetu,
a nawet utarty pracy.
Jak wskazał Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 3 kwietnia 1997
r., I ACa 148/97 o naruszeniu dóbr osobistych świadczą nie tylko ujemne
przeżycia psychiczne powoda (subiektywne), ale także obiektywna ocena
konkretnych okoliczności sprawy. W restrykcyjnie nastawionym społeczeństwie,
szczególnie w niedużych miejscowościach i środowiskach wystąpienie negatywnych
rezultatów ujawnienia takich informacji, jak w opisanym artykule, jest
bardzo prawdopodobne. Powód zamieszkuje w rejonie, w którym stopa bezrobocia
doszła obecnie do 35 %. Pejoratywne znaczenie podanych przez pozwanych
informacji może mieć negatywny oddˇwięk w postaci utraty przez powoda
zatrudnienia, a także na utratę autorytetu, jakim powód cieszy się w kręgach
samorządowych, z którymi na co dzień współpracuje.
Wobec powyższego
na podstawie art. 24 kc w zw. z art. 23 kc i art. 37 ustawy z dnia 26
stycznia 1984 r. Prawo prasowe powód wnosi jak w sentencji pozwu.
Powód ma nadzieję, iż uwzględnienie żądań wskazanych w sentencji pozytywnie
wpłynie na podniesienie jakości umieszczanych przez pozwanych publikacji
oraz zachowania większej staranności przy sprawdzaniu faktów i ujawnianiu
danych osobowych opisywanych w artykułach.
w załączeniu:
- kserokopia artykułu,
- odpisy pozwu z załącznikami dla pozwanych.
Piotr Rachwalski
LEWACKA
ALTERNATYWA
NATO nie
jest dla Polski szansą, lecz zagrożeniem. Pielgrzymka papieża do ojczyzny
to "kolejny najazd Wojtyły". Kapitalizm z ludzką twarzą nie
istnieje, bo kapitalizm w każdej formie oznacza wyzysk robotnika i niesprawiedliwość.
Leszek Balcerowicz to "producent bezrobocia" - taki obraz dzisiejszej
Polski przedstawiają działające w naszym kraju organizacje komunistyczne
i komunizujące. Żeby to zmienić - proponują - trzeba przeprowadzić robotniczą
rewolucję. Tylko komunizm pozwoli Polakom odzyskać godność i podmiotowość.
W Polsce w ostatnich latach powstało kilkanaście organizacji prokomunistycznych
i lewackich. W Europie pod tym względem bije nas chyba tylko Francja i
Grecja. Lewacy cieszą się dużą popularnością na uczelniach i wśród starszych
roczników licealistów. Dziesięć lat po obaleniu komunizmu co najmniej
kilkadziesiąt tysięcy osób, w większości młodych, chce cofnąć koło historii.
Na łamach
"Młodego Komunisty", organu Komunistycznej Młodzieży Polskiej,
można przeczytać: "Polska, podobnie jak i inne kraje, w których został
przywrócony kapitalizm, znalazła się w trudnej sytuacji. Jej suwerenność
jest zagrożona przez ingerencje organizacji międzynarodowego kapitału
i państw imperialistycznych. Majątek narodowy, budowany wysiłkiem kilku
pokoleń ludzi pracy, jest bezkarnie rozgrabiany przez zachodnie koncerny
i zachodnich spekulantów". Młodzi komuniści opisują fatalny stan
państwa i społeczeństwa: "Spada spożycie żywności, pogarsza się stan
zdrowia społeczeństwa, skraca się przeciętna długość życia".
Lewicowa alternatywa najdobitniej dała o sobie znać, uczestnicząc niedawno
w praskich protestach przeciwko globalizacji. Wydarzenia w Czechach poruszyły
członków Związku Komunistów Polskich Proletariat, Komunistycznej Młodzieży
Polski, Lewicowej Alternatywy, Spartakusowskiej Grupy Polski, Nurtu Lewicy
Rewolucyjnej, Grupy Inicjatywnej Partii Robotniczej i Grupy Samorządności
Robotniczej. Młodzi komuniści zwracają się do siebie per "towarzyszu".
W szeregach tych ugrupowań (także na ulicznych manifestacjach) można spotkać
wnuków komunistów, którzy w latach 60. związali swoje losy z albańską
wersją tej utopii. W jednym z numerów "Brzasku", pisma Związku
Komunistów Polskich Proletariat, lider kieleckich komunistów Waldemar
Bil swoją przynależność do tej organizacji tłumaczy "wrażliwością
na niesprawiedliwość społeczną". To najczęstsze wyznanie wiary "prawdziwych
polskich lewicowców". Wszyscy oni ostro odróżniają "prawdziwy
komunizm" od jego patologicznych wersji w wydaniu radzieckim oraz
chińskim.
"Kiedy inni myślą, że myślą, rewolucjonista szuka broni. (...) Kiedy
Chrystus mówił, że przychodzi z dobrą nowiną, mówił właśnie o rewolucji"
- napisali w "Konkrecie", piśmie poznańskich marksistów, uczestnicy
Dyskusyjnego Koła Marksistowskiego - Lewicowa Alternatywa. "Komunizm
to idea, której zwycięstwo uwolni ludzkość od niepewności jutra, od strachu
przed wojnami, od nędzy i poniżenia, położy kres panowaniu wyzyskiwaczy
nad ludˇmi pracy..." - czytamy w deklaracji ideowo-programowej Komunistycznej
Młodzieży Polski.
Proletariusze
wszystkich krajów, łączcie się!
Skrajni lewicowcy nie uznają SLD za lewicę, bo "to burżuje czystej
wody". Chcą w Polsce powstrzymać dyskryminację homoseksualistów,
zniszczyć monopol rządzących dziś "ugrupowań antypracowniczych",
zaszczepić pełną - ekonomiczną i polityczną - emancypację kobiet, zerwać
z kontrolą imigracji, powstrzymać prywatyzację. Zamiast drogi do militarnego
NATO, zamierzają propagować przyjaˇń z narodami Wschodu i Zachodu.
Związek Komunistów Polskich Proletariat uważa siebie za nowoczesną partię
lewicową, która nie wyrzekła się budowy bezklasowego ustroju socjalistycznego.
"Parlament i rząd w demokracji są sługami burżuazji. Demokracja jest
jedną z form dyktatury burżuazji, ukrytą za formułkami i fikcyjnymi gwarancjami
wolności politycznej" - czytamy w tezach Anarcho-Komunistycznej Organizacji
Platform, powstałej w 1997 r. O zastąpienie kapitalistycznych stosunków
produkcji demokratyczną gospodarką planową starają się członkowie Nurtu
Lewicy Rewolucyjnej, którzy od 1987 r. odwołują się do programu IV Międzynarodówki
Lwa Trockiego. Ich celem jest obrona demokratycznego socjalizmu przed
stalinowską i socjaldemokratyczną degeneracją.
Ludzie skupieni wokół pisma "Pracownicza Demokracja" zamierzają
stworzyć silną, rewolucyjną organizację, która przybliży nas do państwa
robotniczego, opartego na komitetach delegatów. Przekonują, że walka klas
nie tylko się nie zakończyła, ale wręcz rozszerza się na całą planetę.
Zastrzegają jednak: "Gdy używamy słowa 'socjalizm', mamy na myśli
oddolną demokrację pracowników, a nie policyjne państwo PRL". Dlatego
sięgają do socjalistycznych korzeni, prezentując agitkę Róży Luksemburg
"Strajk masowy". Na nalepce sprzedawanej za 20 gr można przeczytać:
"Ani PRL, ani rynek, lecz pracownicza demokracja".
- Boli nas, że połowa Polaków żyje poniżej minimum socjalnego. Krytycznie
oceniamy sytuację społeczno-polityczną na świecie. Będąc na demonstracjach
w Pradze, poczuliśmy siłę 20 tys. ludzi zjednoczonych przeciwko władzy
wielkich korporacji. W naszej działalności nie szukamy rozrywki, naprawdę
chcemy coś zmienić - przekonuje Andrzej Żebrowski, Polak urodzony w Anglii,
dziś mieszkaniec Warszawy, jeden z liderów prawdziwej lewicy.
Anarchistyczna
alternatywa
Neokomuniści i nowi socjaliści mają wprawdzie stabilne i określone poglądy,
ich wpływy są jednak znacznie mniejsze niż lewicujących anarchistów, którzy
przyciągają młodzież obrazoburczymi hasłami: "Nie płać podatków",
"Nie głosuj w wyborach", "Nie idˇ do wojska", "Nie
jadaj u McDonalda", "Nie korzystaj z autostrad", "Nie
noś futer" czy "Nie popieraj igrzysk w rasistowskiej Australii".
Propagatorzy anarchizmu i socjaliści powołują legalne stowarzyszenia,
redagują dziesiątki pism (niektóre trafiają nawet do największych salonów
prasowych), organizują zjazdy, nawiązują kontakty z działaczami ze świata,
wydają płyty CD z materiałami propagandowymi i zakładają obszerne strony
w Internecie.
Istnienie i aktywność ruchów lewackich to dowód na naszą europejskość,
gdyż tego typu skrajne myśli polityczne zazwyczaj są atrybutem społeczeństw
Zachodu. Grupy te w każdym większym polskim mieście znajdują kilkuset
wiernych zwolenników - mówi Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych
Uniwersytetu Warszawskiego. - Z anarchistami można się nie zgadzać, krytykować
ich utopijną wizję świata, trudno jednak odmówić im wrażliwości i inteligencji
- uważa Marek Bankowicz z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych
Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Najprężniejszą organizacją lewicową jest obecnie Federacja Anarchistyczna.
Powstała w 1988 r., głównie z inicjatywy Krzysztofa Galińskiego (wówczas
aktywnego w ruchu Wolność i Pokój) oraz Jany'ego Waluszko, zwanego papieżem
polskiej anarchii (Ruch Społeczeństwa Alternatywnego). Gdy w 1989 r. solidarnościowa
opozycja zaczynała negocjacje z PRL-owską władzą, w piśmie "A Capella"
Galiński napisał: "Nie chcemy gadać przy 'okrągłym stole', chcemy
go wywracać". Ponad 11 lat temu założył i do dziś współredaguje pismo
"Mać Pariadka".
Polscy anarchiści imponują wielością inicjatyw. W Krakowie domagali się
przekazania bezdomnym na czas zimy rządowych ośrodków wypoczynkowych.
Demonstrowali przeciw balom charytatywnym, które nazywają "imprezami
szumowin ze świata polityki i biznesu". Sprzeciwiali się dofinansowywaniu
przez państwo budowy płatnych autostrad. Pod hasłem "Służba wojskowa
może być przyczyną wielu groˇnych chorób" - zorganizowali publiczną
zbiórkę czystej bielizny, onuc, suchego chleba i szczoteczek do zębów
dla "haniebnie niedomytego i głodującego wojska". Gdy do Poznania
przyjechali prezydenci Kwaśniewski i Chirac oraz kanclerz Kohl, protestowano
pod hasłem "Trójkąt tak, ale w łóżku". W czasie poznańskich
targów konsumpcyjnych sprzedawali organy chińskich dysydentów (symbolizowały
je świńskie wątroby).
Realna siła
- Polscy anarchiści nie są już jedynie subkulturą, powoli stają się siłą
polityczną. Uczestniczą w konferencjach Międzynarodowego Stowarzyszenia
na rzecz Wolności Jednostki. Buntują się przeciwko podziałom na lewicę
i prawicę. Czerpią z tradycji aktywnych ruchów wolnościowych działających
w USA - mówi Cezary Żmuda, współautor internetowej strony Człowieczeństwo,
członek stowarzyszenia Libertarianie. Organizacja Anarchistyczny Czarny
Krzyż chce pomagać represjonowanym i uwięzionym za działalność wolnościową
czy udział w demonstracjach, a Pacyfistyczna Komenda Uzupełnień w 60 punktach
informacyjnych doradza poborowym, co zrobić, by nie zostać wcielonym do
wojska. W Poznaniu działa najprężniejszy w kraju anarchistyczny squat
Rozbrat, organizujący koncerty, wystawy, happeningi, demonstracje. Na
ścianach w korytarzu można tam przeczytać: "Każda władza jest do
dupy", "Nie dajmy się wciągnąć na członka NATO".
Krzysztof
Olejnik
Tygodnik
"Wprost", Nr 935 (29 paˇdziernika 2000 r.)
DUCH
NISZCZENIA - ANARCHIŚCI W POLSCE
Gwałtowne
objawienie się polskiego anarchizmu podczas manifestacji pierwszomajowej
w Gdańsku w 1985 r., kiedy to Ruch Społeczeństwa Alternatywnego doprowadził
do samozorganizowania się demonstrantów przeciw oddziałom milicji, spowodowało
powstanie mitu o setkach zamaskowanych młodych ludzi, gotowych pod czarnym
sztandarem anarchii walczyć "językiem bomb i dynamitu". Do powstania
tego mitu przyczyniły się niektóre ukazujące się wówczas w "drugim
obiegu" czasopisma, jak "Przegląd Polityczny" czy "Tygodnik
Mazowsze", zamieszczające wywiady z członkami RSA, przeprowadzające
ostrą krytykę koncepcji społecznych Leszka Nowaka (profesora U AM uważanego
wówczas za zwolennika anarchizmu), publikujące nieprzychylne dla ruchu
artykuły w rodzaju "Neoanarchizm w Polsce" ("Przegląd Polityczny").
Cała ta anty-anarchistyczna kampania odniosła skutek odwrotny do zamierzonego:
przyczyniła się do integracji rozproszonego dotąd ruchu.
Wbrew autorom z "Przeglądu Politycznego" o neoanarchizmie -
w pełnym tego słowa znaczeniu - w Polsce nie może być mowy. Ciągnąca się
przez cały XIX w. narodowowyzwoleńcza walka Polaków zmierzała do utworzenia
suwerennego państwa, nie był to więc okres, w którym popularność zdobyć
by mogły idee anarchistów nawołujących do obalenia samej instytucji państwa.
Z kolei anarchiści z innych krajów nie zawsze rozumieli pobudki polskich
rewolucjonistów: Proudhon wypowiadał się przeciwko utworzeniu państwa
polskiego. Kiedy rosyjscy rewolucjoniści decydują się przeprowadzić zamach
na cara Aleksandra II, dokonuje go Polak - A. Hryniewiecki. 1884 r. zostaje
podpisane porozumienie o współdziałaniu w walce z caratem między "Narodną
Wolą" a "Proletariatem" - socjalistyczno-rewolucyjną organizacją
działającą na ziemiach polskich. W tym okresie można mówić jednak tylko
o pewnych, mało zresztą znaczących, grupach rewolucyjnych o programie
zbliżonym do koncepcji anarchistycznych.
Latem 1907 r. odbywa się konferencja grup anarchistycznych z Polski i
Litwy w celu powołania federacji anarchistycznej.
Po zamachu majowym 1926 roku ruch anarchistyczny poddany został ostrym
represjom razem z całą opozycją.
W chwili wybuchu II wojny światowej i podziału Polski między faszystowskie
Niemcy i komunistyczną Rosję rozpoczęło się planowe niszczenie organizacji
robotniczych. Jednak pomimo działań NKWD i gestapo polscy anarchosyndykaliści
nie zaprzestali działalności. Założyli Związek Syndykalistów Polskich.
Związek nie podporządkował się i nie popierał polityki rządu emigracyjnego,
a póˇniej był w zdecydowanej opozycji do PPR, dysponował własnymi oddziałami
bojowymi, które wzięły aktywny udział min w powstaniu warszawskim.
Sierpień'80 podziałał jak kataliza tor, doprowadzając do prób reanimacji
anarchizmu w środowiskach akademickich. Zaczęto tworzyć- klub myśl anarchistycznej,
najsłynniejszym z nich był Samokształceniowy Klub Anarchistów "Sigma"
działający prz Uniwersytecie Warszawskim, popularność zdobywała myśl L.
Nowaka tendencjom anarchistycznym uległ, część działaczy ruchu studenckiego,
w tym Niezależnego Zrzeszenia Studentów(NZS).
Ciekawym zagadnieniem jest wpływ idei anarchistycznych na NSZZ "Solidarność".
Wprawdzie związek ten trudno traktować jako anarchosyndykalistyczny, istnieją
jednak pewne analogie między "Solidarnością" a przedwojennym
Związkiem Związków Zawodowych: dążenie do strajku generalnego, federacyjna
struktura organizacji, spontaniczność działania.
Zamach wojskowy 13 grudnia położył kres jawnej działalności klubów o charakterze
anarchistycznym. Na ulicach trwały regularne walki, które jednak z czasem
zaczęły słabnąć. W takich warunkach narodził się w czerwcu 1983 roku Ruch
Społeczeństwa Alternatywnego (RSA). Ruch ten głosił potrzebę radykalizacji
metod walki, ale o ile to możliwe w ramach zasady "bez przemocy";
w jednej z ulotek pisano: "...jedyną drogą w kierunku wolności, jaką
obrać mogą obywatele w socjalizmie, jest anarchizacja życia społecznego".
Pomimo politycznej dominacji (policyjnej) ideologii socjalistycznej okazało
się, że istnieje cała sfera nie objęta jeszcze kontrolą państwa - kontrkultura
punk. Podczas koncertów ze sceny padały często słowa o skrajnie anarchistycznym
charakterze: wraz ze wzrostem popularności tej muzyki przybywało anarchistów;
organizowali oni rozmaite akcje, na przykład obrzucili siedzibę władz
symbolicznymi kamyczkami podczas jednego z jarocińskich festiwali. Nowe
grupy anarchistyczne rosły jak grzyby po deszczu: Niezależna Inicjatywa
Lewicy Alternatywnej w Warszawie, grupa "Jutro" w Łodzi, o częściowo
anarchistycznym charakterze Ruch "Wolność
i Pokój" czy "Pomarańczowa Alternatywa" we Wrocławiu, aby
w końcu w 1988 r. utworzyć Międzymiastówkę Anarchistyczną, będącą czymś
w rodzaju federacji, skupiającej większość grup anarchistycznych w kraju,
integrującej środowisko anarchistów w jasno sprecyzowanym celu. W pierwszej
ulotce czytamy: "Przeciwko państwu można walczyć myślą, mową, uczynkiem
i zaniedbaniem".
JUDW
CZARNA
REWOLUCJA
Zasadniczo
anarchista niczym szczególnym nie różni się od "normalnego"
człowieka. Zasadniczo wśród anarchistów nie ma bandytów. Poznańscy anarchiści
nie są zwolennikami rzucania butelek z benzyną i podkładania bomb. Zasadniczo.
Podobno więcej kandydatów na przyszłych terrorystów znaleˇć można wśród
warszawskich anarchistów - tworzone są tam "oddziały szturmowe",
a tendencje bojówkarskie zaczynają brać górę w ruchu. Na tym tle dochodzi
do podziału wśród polskich anarchistów:
wysadzić parlament razem z rządem czy walczyć innymi metodami, respektując
zasadę "non violence" - "bez orzemocy"?
Koniec XIX wieku przyniósł eskalację indywidualnego i kolektywnego terroru
anarchistycznego. Kiedy ktoś Podkładał bombę w teatrze, był przez ruch
gloryfikowany, "bo w teatrze siedzieli sami burżuje". Dziś -
czy to dlaego, że trudno określić, kto jest burżujem, czy też, dlatego,
że teatry coraz częściej świecą pustkami - polscy anarchiści zdecydowanie
odcinają się od stosowania przemocy. Chętnie przywołują słynne słowa Gandhiego:
"Być może przyjdzie nam przelać wiele krwi za wolność Indii, ale
musimy pamiętać, ze to musi być nasza krew". Tylko czy rzeczywiście
wszystkie te "słodkie" słówka liderów polskiego anarchizmu oddają
prawdziwy charakter ruchu, czy nie są tylko dymną zasłoną, za któą szkoli
się "oddziały bojowe", gotowe do walki pod czarnym sztandarem
anarchizmu?
Ruch anarchistyczny w Polsce nie uporał się do końca z rozstrzygnięciem
kwestii stosowania przemocy.
- W przyszłości może zaistnieć sytuacja, w której trzeba będzie wypowiedzieć
słowa jednego z przywódców Czerwonych Brygad: "Należy wszystko zburzyć,
żeby wybudować nowy porządek" - twierdzi J. Urbański, lider poznańskiej
Międzymiastówki Anarchistycznej.
Czy Leszek
Balcerowicz będzie polskim Aldo Moro?
Polski ruch anarchistyczny ma już za sobą czasy, w których jedyną w zasadzie
możliwością prezentacji własnych idei było wykrzykiwanie ich że sceny
w trakcie rockowych koncertów. Dziś anarchiści próbują inaczej przedstawiać
swoje koncepcje, bardziej "naukowo", ale skarżą się, że nadal
są traktowani niepoważnie, jako grupa psychicznych dewiantów. W istocie
współczesny anarchizm to odmiana manii- prześladowczej. Anarchiści mają
obsesję na tle państwa, uważając je za głównego wroga.
Manifest ideowy Międzymiastówki Anarchistycznej "głosi: "Naszym
głównym się celem jest pozbawienie państwa jego sensu fetnienia. Dlatego
naszym głównym zadaniem będzie eliminacja hierarchicznych struktur dominacji
i wyzysku. Zmierzamy do osiągnięcia stanu, w którym społeczeństwo będzie
się samoorganizować w wolne wspólnoty i zrzeszenia".
Obserwowana współcześnie próba reanirnacji anarchizmu w Polsce kojarzyć
się musi nieodwołalnie z leczeniem pacjenta za pomocą magicznych zaklęć:
argumenty anarchistów zalatują XIX-wieczną stęchlizną, a ponadto są bardzo
niejasne. W ruchu tym często fetyszyzuje się brak pozytywnego programu.
Tymczasem polski anarchizm taki program posiada, tyle że jest to wizja
utopijna. Po ukazaniu się w środkach masowego przekazu relacji z "zadym"
warszawskich anarchistów na stołecznych murach pojawiło się hasło: "Anarchiści
na Madagaskar".
Niestety, wyspa ta jest już zajęta, ale istotnie, dobrym miejscem do sprawdzenia
anarchistycznych koncepcji byłoby jakieś oddalone i najlepiej bezludne
miejsce, w którym mogliby zbudować społeczeństwo nierepresyjne, czas pracy
wynosiłby 4 godziny dziennie, własność byłaby wspólna, środki komunikacji
darmowe, a wszystkie te dobrodziejstwa byłyby efektem likwidacji państwa.
Współczesny anarchizm porusza się zdecydowanie pod prąd dominujących obecnie
tendencji rozwojowych społeczeństw na całym świecie.
Broniąc swych koncepcji, poznańscy anarchiści powołują się na ruchy holenderskich
kabutersów i provosów z końca lat. sześćdziesiątych. Nie czekając na wybuch
zapowiadanej przez ruch rewolucji, provosi, a póˇniej kabutersi tworzyli
własne społeczeństwo, otwierali własne sklepy, żłobki, fabryki, zajmowali
puste domy i mieszkania, a w 1970 r. założyli Wolne Państwo Pomarańczowe
z własnym rządem. Poznańscy anarchiści przygotowują się do działań podobnego
typu. Ich recepta na wyjście z kryzysu ekonomicznego to likwidacja własności
prywatnej. Szczególną uwagę eksperci - nie wiadomo jeszcze, czy ekonomiści,
czy psychiatrzy - zwrócą z pewnością na anarchistyczną koncepcję "wolnego
rynku". Według anarchistów "jest to takie miejsce, na którym
każdy mógłby wziąć za darmo jakąś rzecz, niepotrzebną innym i pozostawioną
tam". Wprowadzanie systemu kapitalistycznego w Polsce, które - ich
zdaniem - dokonuje się na zmurszałych podstawach, może zakończyć się fiaskiem
albo doprowadzi do przyjęcia systemu zachodniej demokracji z wszystkimi
jej konfliktami. Anarchiści są zresztą przeciwnikami demokracji.
Na każdej prawie gazetce wydawanej przez ruch znaleˇć można hasło "non
violence". Anarchiści próbują usilnie przekonać społeczeństwo - a
może także własnych działaczy - że wprawdzie walczą z państwem, ale są
niegroˇni, bo nie stosują przemocy. I Taka argumentacja wydaje się co
najmniej podejrzana.
"Należy ignorować władzę, odwracać się do niej plecami" - to
jeden z najczęściej ostatnio powtarzanych anarchistycznych frazesów. Aby
skutecznie odciągnąć społeczeństwo od władzy, anarchiści zalecają nieprzestrzeganie
przepisów prawnych, udział w sittingach, pikietach, happeningach... Niestety,
działania te mają wprawdzie tę zaletę, że mieszczą się w ramach zasady
"non violence", ale nie przynoszą spodziewanych rezultatów:
społeczeństwo stoi już faktycznie trochę bokiem do władzy, (o czym świadczą
wybory do samorządów), tyle że nie tym, który preferują anarchiści.
Cóż więc pozostaje anarchistom: terror czy "praca u podstaw"?
Jak twierdzą liderzy poznańskiej Międzymiastówki Anarchistycznej, na razie
nie są tacy słabi, by dać się zepchnąć na margines.
- Możemy zaczepić się w strukturach władzy, znaleˇć takie miejsce, które
wcale nie będzie marginalne -mówi Tomek, student IV roku filozofii. Przenikanie
"agentów" już się zaczęło: anarchiści mają swoich ludzi w nowej
Radzie Miejskiej i biurze wielkopolskiej "Solidarności" której
szef wpada w szał, gdy słyszy słowo zaczynające się na literę "a".
Poznańscy anarchiści wierzą, że to, co mają do zaoferowania, pozwoli im
odegrać ważną rolę w przyszłości. Jest ich, aktywnie działających, w Poznaniu
około 100. A w całej Polsce? Może kilka tysięcy. Dla większości z nich
- mimo oficjalnie lansowanej idei "non violence" - jest jasne,
że dotychczasowe metody walki z państwem się nie sprawdziły:
- Tak naprawdę - mówi J. Urbański - jestem zmęczony ciągłymi pikietami,
manifestacjami, żeby przekazać, iż to czy tamto nam się nie podoba.
Czas chwycić za broń? Takiej ewentualności nie wykluczają. Być może "ci"
z Warszawy mają rację - mówią. I "Ci" z Warszawy to rozłamowa
grupa anarchistów głosząca, że należy skupić wszystkie siły ruchu do walki
z rządem | Tadeusza Mazowieckiego, a pierwszym posunięciem powinno być
organizowanie bojówek, to grupa, która przeszła już chrzest bojowy w starciu
z pełniącymi funkcje "ochroniarzy" skinheadami w trakcie Kongresu
Prawicy Polskiej.
Gdyby poważnie brać prognozy na najbliższą przyszłość, należałoby już
zacząć się pakować. Zdaniem poznańskich anarchistów drastyczne nierówności
majątkowe, które pojawią się wskutek wprowadzenia kapitalizmu na wzór
zachodni, prędzej czy póˇniej doprowadzą do wybuchu społecznego niezadowolenia,
czego efektem finalnym będzie policyjna dyktatura, taka jak np. w Korei
Południowej . Czy pojawią się wtedy grupy anarchistyczne, które będą walczyć
zbrojnie?
Jak naprawdę będzie wyglądała najbliższa przyszłość? Czy wiek XX zakończy
się - podobnie jak XIX krwawą serią anarchistycznych zamachów, czy też
czeka nas równie krwawa czarna rewolucja? Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć
i argument o małej liczebności ruchu niczego nie zmienia. Znane są przecież
wypadki rozpętania terroru przez ruchy jeszcze mniej liczne niż nasi współcześni
anarchiści.
Dariusz Wojtczak
Wprost 16.09.1990
r.
|
|