![]() |
|||||
|
Byłem palcem niebieskim Jedna
ulica walczyła, a obok ludzie się całowali Pędzimy przez łąkę, skręcamy w wysoki rzepak, potem w bukowy las, żeby schować się dziewięciu wielkim helikopterom, które śledzą ruchy naszej kolorowej kolumny i meldują oddziałom policji rozlokowanym w okolicy. Jesteśmy "palcem niebieskim": Niemcy, Włosi, kilku Białorusinów, Hiszpanie, Polacy. (Razem w blokadach szczytu G8 bierze udział 200 antyglobalistów z Polski). Każda mniejsza grupa ma swoje hasło, żeby się odnaleźć w tłumie. Polacy krzyczą "Wanda!", bo wyraźne i zabawne. (Później, w nocy, kiedy niemieccy policjanci nauczą się już tego słowa, Polacy zmienią hasło na Grzegorz). Wyszliśmy rano z Reddelisch, z jednego z campów antyglobalistów. W nocy był alarm, kolumna policji podjechała pod bramę, kilkuset anarchistów wyrwanych ze snu poleciało bronić obozu. Policjanci odjechali. W obozie mówią, że chcą nas zmęczyć, całą noc helikopter warczał nad namiotami. Mamy dziś zablokować jakąś ważną drogę do kurortu Heiligendamm zamienionego w bastion, do którego zjadą głowy ośmiu najbogatszych państw świata. Policyjne radiowozy próbują odciąć nam drogę. Pędzą wiejskimi drogami i co jakiś czas wysypują przed nami oddział zakutych w pancerze policjantów. Robocopy - mówią na nich anarchiści. Chwytamy się za ręce, żeby policja zbyt łatwo nie rozerwała szeregu, ale tuż przed policjantami skręcamy w inną stronę albo się rozpraszamy. Wtedy policjantów jest za mało. Zbiegamy się w innym miejscu. - Drugie śniadanie w Heiligendammie - skandują Polacy. Nie wiem, kto tym kieruje. Za chwilę się okaże, że w okolicy przedziera się kilka podobnych kolumn - reszta palców kilkutysięcznej antyglobalistycznej ręki. Każdy palec w innym kolorze. Usłyszę potem, że strategię pięciu palców przygotowała jakaś anarchistyczna grupa Block G8. Tata
jest ze mnie dumny Biegną policjanci, z jednej strony w zielonych pancerzach, z drugiej w czarnych. Podobno ci czarni są groźniejsi. - Uważaj, Niemcy pałują bez ostrzeżenia - wysoki dziewiętnastolatek przyjechał już tydzień temu stopem. Polacy przemykali się przez granicę małymi grupkami, bo Niemcy za czarne ciuchy w plecaku, nawet za okulary do nurkowania, cofają z granicy. Zatrzymali autobus z polskimi antyglobalistami i pociąg. Chłopak lubi opowiadać o czarnym bloku, to grupy zamaskowanych anarchistów, które biją się z policją. Chodził do technikum logistycznego, potem miał być marketing i zarządzanie, ale rzucił szkołę w drugiej klasie, sam się utrzymuje. - Nie chciałem jeździć mercedesem, chodzić w garniturku i cały czas kombinować, jak pomnożyć zyski jakiemuś gostkowi. Kapitalizm to syf. Zysk kosztem człowieka. Nie mam głowy do gadania. Serce raz ucieka mi w pięty ze strachu, raz do gardła ze zmęczenia. Bastek z Poznania nie może odkręcić kolczyka na wardze, w uchu zostawi, pieprzyć, rozerwane ucho nie krwawi tak jak warga. Prosi o pomoc dziewczynę, która już sobie odkręciła wszystkie kolczyki. Bastek całą drogę do Rostoku zakuwał historię Polski. Idzie na etnologię, ma starą maturę, więc musi zdać egzamin. Pochodzi z Obornik. Pamięta, jak ksiądz dziekan stanął w drzwiach kościoła i nie chciał go wpuścić z irokezem na rekolekcje. - Musiałem księdza popchnąć, żeby wejść. Teraz mi nie zależy, wystąpię z Kościoła katolickiego, jak znajdę trochę czasu, bo u kolegi to trwało półtora roku. Powtarzasz im, że rezygnujesz, a oni ciągle chcą ciebie nawrócić. Jeszcze jako młody punk na koncercie w Poznaniu poznał ludzi z organizacji Jedzenie zamiast Bomb. Dwa dni później z synem piekarza przywieźli z Obornik pełnego trabanta świeżych chlebów. Teraz jest najaktywniejszym foodbombowcem w Poznaniu, co sobotę żebrzą u straganiarzy o warzywa, a w niedzielę gotują wielki gar dla bezdomnych z dworca. - A co ojciec na twój anarchizm? - Tata jest ze mnie dumny. Jest budowlańcem, często pracujemy razem. Dużo potrafimy, od murarki po wykończenie wnętrz. Cały dom w stylu greckim albo rzymskim, no, ludzie mają takie odpały. Robimy kolumny, kopiuję antyczne malarstwo, płaskorzeźby. Ale najwięcej jest zwykłej budowlanki, a to mnie nie rozwija, nie mam czasu ani siły na czytanie, dlatego chcę studiować. Może potem wyjadę do Palestyny, moja znajoma pracuje w Holandii i co zarobi, to wydaje na projekty w Palestynie, ostatnio "Rowery dla pokoju". Albo będę rozwijał w Poznaniu ruch anarchistyczny, żeby młodzi ludzie przychodzili. Jeszcze ostatnie siusiu przed atakiem policji. Dziewczyna Robala rozpięła rozporek i siusia pod drzewem jak facet, na stojąco. Patent z demonstracji antyglobalistycznych - plastikowy lejek. Kiedy dookoła stoi kordon policjantów, kucanie jest niewygodne. Krąży czarny flamaster, wszyscy zapisują na rękach numer anarchistycznej pomocy prawnej na wypadek aresztowania. Policja stoi.
Tylko
dwa samochody się spaliły D. mówi, że w niemieckim areszcie jest sporo Polaków. - Budzę się pierwszej nocy, słyszę k..., k..., myślałem, że coś mi się śni. A to jakiś drech z Polski napierdzielił policjantowi, ale nie z powodu G8. D. mówi, że o Rostoku media mocno przesadziły. - Tylko dwa samochody się spaliły. Skąd nagle tylu rannych? Jedna ulica walczyła, a obok ludzie się całowali i słuchali muzyki. Zagapiłem się. Wpadli ci w zielonych mundurach, mają taką taktykę, że wbijają się klinem głęboko w ludzi, żeby kogoś wyciągnąć. Ale wbili się za daleko, czarny blok zaczął ich otaczać, kamienie i płytki chodnikowe latały, no i ta policja w czarnych mundurach przyleciała z odsieczą, moja nieuwaga. Jak się połapałem, leżałem na glebie, zakładali kajdanki. - Spałowali cię? - dopytują koledzy. - Nic. - Dusili kolanem? - Żadnego duszenia. Jeszcze mnie osłaniali swoimi plecami od kamieni. Zawodowcy. Jak D. wróci, to powie kolegom anarchistom ze Szczecina, że samo jeżdżenie na antyszczyty nie ma większego sensu, jeżeli nie działa się u siebie, nie zakłada związku zawodowego w zakładzie, nie walczy o coś w Szczecinie albo na swoim osiedlu. Wszyscy mi to tutaj powtarzają: "Myśl globalnie, działaj lokalnie". Widzą
w nas tylko zadymiarzy Druga sprawa, o którą walczą w CKLA, to prawa lokatorów prywatnych kamienic w sporach z kamienicznikami. Od kiedy państwo zwolniło czynsze, kamienicznik je winduje. Pozbywa się lokatorów i wynajmuje mieszkania na biura. Centra miejskie wymierają, a byli lokatorzy trafiają na peryferia, co grozi powstaniem enklaw biedy. Żeby pomóc lokatorom, namawiali ludzi na ulicy do bojkotu galerii, która należała do nieuczciwego kamienicznika. - Mieszkanie jest prawem, a nie towarem - powtarza kilka razy Kuba. Przyjechał na antyszczyt ze swoją dziewczyną Martą, też anarchistką. Pytam, czy mają szansę na mieszkanie, czy wezmą kredyt. - Mamy takich radykalnych znajomych - powiedzieli - że nigdy nie wezmą kapitalistycznego kredytu, bo na trzydzieści lat stajesz się niewolnikiem pracy, boisz się, że ją stracisz, zgadzasz na gorsze warunki, rezygnujesz z niektórych swoich praw, bo nie masz wyjścia, musisz spłacać raty. Ale oni z kolei muszą zarabiać na comiesięczny czynsz. Nieraz nie masz wyboru. Marta, od pięciu lat w ruchu anarchistycznym, nie popiera ofensywnych akcji czarnego bloku, chyba że blok broni pokojowych demonstrantów przed skinami i dresami. Widziała, kiedy kibol ubrał się na czarno i zaczął dymić, to czarny blok wypchnął go poza demonstrację. Marta woli bierny opór. - Ale gdyby teraz policja zaatakowała, tobym nie potępiała tych anarchistów, którzy stawialiby mniej bierny opór. Marta kończy etnologię. Badała aktywność kobiet w środowiskach wiejskich w Beskidzie, teraz pisze o ruchu samotnych matek. Mówi, że w Polsce jest zły klimat do protestów społecznych. - W kraju, gdzie było tyle powstań, "Solidarność", ludzie nie mają zrozumienia dla protestów. Widzą w nas tylko zadymiarzy. A swoich frustracji, niezadowolenia z tego, że łamie się ich prawa pracownicze, prawo do mieszkania, nie przekładają na działalność. Żeby zapisać się do jakiegoś stowarzyszenia, związku, które walczą o ich prawa. - Nie jest tak, że jak zablokujemy szczyt, to kapitalizm upadnie. Blokady mają być wyraźnym, słyszalnym sygnałem, że nie ma przyzwolenia, żeby tych ośmiu decydowało o reszcie, żeby utrwalali niesprawiedliwy system. Nie można biernie czekać i mieć nadzieję, że siedmiu plus Rosja będzie chciało zmienić ten system. Przecież oni są jego beneficjentami, więc nie są zainteresowani jego zmianą. Nie
patrz w górę, filmują Teraz już pozwalają mi słuchać, tylko helikopter przeszkadza. - Nie patrz w górę, filmują, potem powiększą i masz portret - anarchiści pochylają twarze i znad głów ślą "fakulce" w kierunku helikoptera. - Jesteśmy jak w "Big Brotherze" - Rafał nie chowa twarzy. - Państwo coraz bardziej ogranicza prawo do protestu społecznego. Co chwilę nowe ograniczenia. Jak nasuniesz golf na usta i założysz okulary, to złamiesz prawo, bo maskowanie jest zabronione. Policja wyciągnie cię z manifestacji i aresztuje. Nie można już nosić transparentu z boku demonstracji, transparent może mieć tylko półtora metra długości. Ciągle cię filmują, fotografują, każdy protest monitorują. Rafał jest jednym z liderów środowiska anarchistycznego w Berlinie, od lat związany z berlińskim squatem Köpi. Brał udział w przygotowaniu antyszczytu w Pradze. Wychował się na Chomiczówce, koło Huty Warszawa. Pierwsze irokezy stawiał sobie jeszcze za komuny. Grał w kapelach punkowych, wtedy walczyli z państwem policyjnym i skinami. Zaczął studiować na SGGW, żeby uciec od wojska. Kiedy upadła komuna, pojechał do Berlina, zachłysnął się Kreuzbergiem, squatami, kolektywami anarchistycznymi i został. - Czarne stroje anarchistów to nie jakaś moda czy ulubiony kolor, ja wolę kolorowe ciuchy. Ubieram się tak, żeby utrudnić im identyfikację. Dlatego w Rostoku ludzie rozwinęli długi transparent "Protesty społeczne nie dadzą się monitorować" i wielu się zamaskowało, żeby zaprotestować przeciw restrykcjom wobec prawa do protestowania. Myślałem, że policja złapie ten przekaz, ale oni odebrali to wprost. Maskujesz się to łamiesz prawo. Stali wzdłuż demonstracji z pałami i dalej filmowali. To ludzi rozdrażniło. Wystarczyła iskra. Próbowali kogoś wyciągnąć. Ale walka trwała krótko, z dziesięć minut. I byłby spokój, tylko że policjanci ciągle szarżowali. Rafał jest za akcjami bezpośrednimi. Broni strategii czarnego bloku. Tłuką szyby banków i korporacji, bo to symbole kapitalizmu. - Nie jesteśmy tu po to, by prosić szefów G8, by nas wysłuchali, tylko ich do tego zmusić. Po walkach w Rostoku pojechał do Berlina i na skwerze w centrum Kreuzberga ustawili punkt informacyjny. Tłumaczyli, co się stało. Mówi, że wielu ludzi ich popiera. Dostaję SMS-a od znajomej Niemki: "W telewizji mówią, że przekroczyliście strefę śmierci, blokujecie Heiligendamm. Dyskutują, czy policja nie powinna mieć prawa do strzelania gumowymi kulami". Nie
jestem wariatką Radykalny dziewiętnastolatek jest za wejściem w czerwoną strefę najdalej, jak się da. - Zrobimy zamieszanie. Ściągniemy na siebie więcej policji i ułatwimy działanie innym naszym grupom. Czapka: - Jestem cykorem, więc wolę, żebyśmy zostali tutaj. (Potem mi powie, że cykor to część jej ideologii, nie znosi przemocy, i że czarny blok to zła taktyka, nieskuteczna). Państwo ma policję, czołgi i armatki wodne. Ale nas jest więcej, jesteśmy oddolni i różnorodni i to jest nasza przewaga. Jestem za biernym oporem. Wolę podłożyć im skórkę od banana, żeby się sami wyłożyli. - Kiedy ruch antyglobalistyczny powstawał - zastanawia się Czapka - to zadymy może miały sens, bo świat by nie zauważył tych naszych protestów. Ale zadymy takie jak w Rostoku nie mają sensu, bo jest niebezpieczeństwo, że media będą się żywić tylko zadymami, a to, o co nam chodzi, się przez media nie przebije. Anarchizm Czapki zaczął się od książki "Reprodukcja" Pierre'a Bourdieu, na drugim roku studiów (skończyła warszawski Instytut Stosowanych Nauk Społecznych). Wolny rynek wcale nie daje równych szans. Jak się rodzisz w biednej rodzinie, to biednym pozostajesz. Nie wierzysz w swoje możliwości i sam sobie zawężasz aspiracje. Sytuacja się powiela z pokolenia na pokolenie. Dotyczy wszystkich grup wykluczonych, imigrantów, statusu kobiet. Czapka pracuje w Stowarzyszeniu Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich. Patrzą na ręce lokalnej władzy. Przecierają szlaki między obywatelem a urzędem. - Ludzie nie potrafią rozmawiać z urzędami. Namawiamy, żeby chodzili na sesje rady gminy. Ale nasi liderzy sami przyznają, że na sesji coraz trudniej się przebić, zabrać głos, a przecież gmina to wspólnota mieszkańców. Mechanizmy kontroli społecznej nie istnieją. Średnia jest taka, że ludzie zamykają się w domach przed telewizorem i łapią bloka, że są niekompetentni, że się nie znają. Czapka przyjechała do Rostoku, bo się nie zgadza, "żeby tych ośmiu decydowało o losach świata, milionów ludzi. Te ich decyzje w sprawie globalnego ocieplenia są fasadowe". To jej czwarty antyszczyt, zaczęła w 2001 w Genui. Przyjeżdża, żeby naładować baterie. - Kiedy zaczynasz myśleć inaczej, na przykład, że możliwy jest świat bez państwa, to ludzie na ciebie dziwnie patrzą, a tu masz potwierdzenie, że tysiące ludzi myślą podobnie, że nie jestem wariatką. Samochód z campu przebił się przez policyjne blokady, przywiózł wodę, wegetariańską zupę i kawę niekorporacyjną, czyli prosto od plantatora. Śmiechem
rozbroić policjantów Powtarzają sobie wiadomość, że jakaś betoniarka wylała kilka ton szybko wiążącego betonu na autostradę, dwa pasy są zablokowane. Pewnie ktoś się spontanicznie wkuł i dołączył do blokady. - O, robocopy na koniach - z boku na polu ustawia się konna policja do rozpędzania demonstracji ulicznych. Michał, psycholog, zapala papierosa, nie ma ochoty na starcie z konną policją. Ma pod trzydziestkę, nie zdradzi nazwiska, miasta ani ksywy. Wykłada na uczelni, nie chce łatki zadymiarza, bo utrudnia życie. Pytam, po co tu przyjechał. - Słyszy się zarzuty, że społeczeństwo polskie jest mało mobilne. Stawia się nam za przykład Amerykę, gdzie ludzie za pracą potrafią przejechać kilka stanów, sprzedają mieszkanie, rzucają wszystko i się przenoszą. Ale nie każdy jest takim superbohaterem. A co z więzami społecznymi? Zrywasz znajomości, zostawiasz przyjaciół, społeczeństwo przestaje istnieć, atomizuje się. Władzy to odpowiada, mogą ci wmówić, że jesteś szczęśliwy, bo kupiłeś nowy model komórki. Z jednej strony oddział policji gotowy do ataku, z drugiej siedzą antyglobaliści, a w środku grupa klaunów. Król, królowa, paź, czerwone nosy, wygłupiają się, próbują rozśmieszać policjantów, wręczać im czerwone baloniki. Policjanci mają już nietęgie miny. Anarchiści mówią "armia klaunów", bo nawet niewielka grupa klaunów potrafi wygłupami i śmiechem rozbroić policjantów. Informacja z megafonu: "Zablokowaliśmy drogi dojazdowe do wszystkich trzech bram Heiligendamm!". Oklaski. Cała ulica się cieszy. Klauny tańczą - Bush i reszta przyleci pewnie z lotniska helikopterami, ale na szczyt nie dojadą kelnerzy i tłumacze, będą musieli ich przewozić morzem. (Noc będzie zimna, będą spali na foliach rozłożonych na asfalcie. Kiedy rozpalą ogniska, żeby się rozgrzać, z jednej strony wpadnie między śpiących oddział policji. Nikogo nie uderzą, tylko zgaszą butami ogniska. Potem z drugiej strony wjedzie armatka wodna i zaleje ogień, bo anarchiści z Polski nie będą chcieli zgasić ogniska. Podobno przez te ogniska wariują policyjne noktowizory i nie można obserwować demonstrantów). Włodzimierz
Nowak |
|
||||