Rektorzy, na których zstępuje duch neoliberalnego elitaryzmu, chcą z powrotem zamknąć części społeczeństwa drzwi do szkół wyższych. I nie byłoby może o czym mówić, gdyby chcieli to zrobić powodowani troską o większą jakość wiedzy rodzącej się na uniwersytetach, czyli gdyby wyższy poziom wiedzy miał być kryterium dostania się młodego człowieka na studia. Rektorzy natomiast uważają, że na uniwersytety uczęszcza zbyt wielu ludzi, ponieważ zbyt wielu na to stać. Natomiast gdy wprowadzone zostaną opłaty za naukę, część młodzieży - ta uboższa część (ze wsi, z małych miast i miasteczek, z rodzin żyjących w miejskich gettach) - nie będzie pchała się już do książek, a zamiast tego zasili szeregi niewykształconej siły roboczej. Pamiętajmy, że już dzisiaj, gdy studiowanie jest "bezpłatne" młodzi ludzie ledwo wiążą koniec z końcem zmuszeni płacić horrendalne czynsze i rachunki, korzystać z coraz droższej komunikacji miejskiej i kupować żywność drożejącą najszybciej ze wszystkich produktów przemysłowych.Rektorzy mówią, że gdy studia będą już płatne, student będzie mógł wziąć kredyt na naukę i spłacać go, gdy tylko skończy szkołę i znajdzie pracę. Zatem mamy tu do czynienia z klasycznym dla kapitalizmu mechanizmem uzależnienia człowieka od konieczności pracy dla szefa po to, aby spłacić kredyt. Kapitalizm, żeby się rozwijać, musi podlegać ciągłej ekspansji. Bauman pokazuje, że gdy kolonizacja terytorialna jest już niemożliwa lub utrudniona, system szuka nowych "ziem dziewiczych" wewnątrz swoich granic, w obszarach życia społecznego dotąd nieuzależnionych od rynku. Znalazł owe ziemie pozwalając ludziom żyć na kredyt, czyli jeżeli przedstawicieli pewnych grup społecznych nie było w danym momencie stać na kupno domu, samochodu, sprzętu AGD, RTV czy jakichkolwiek innych towarów mogli się oni zapożyczyć aby je kupić. Jeżeli wcześniej pracowaliśmy aby uzbierać pieniądze na zakup czegoś, to teraz bierzemy rzeczy na kredyt, a następnie przez resztę życia pracujemy żeby je spłacić. Rektorzy proponują, aby ten właśnie
mechanizm rozszerzyć również na pole edukacji. Młody człowieku, jak skończysz szkołę wyższą czym prędzej bierz się do roboty, ponieważ czas spłacić dług!
Rektorzy, czyniąc edukację wyższą odpłatną chcą uzyskać dla uczelni środki - których teraz brakuje - na prowadzenie badań. Brakuje, ponieważ zbyt wiele pieniędzy trzeba przeznaczać na utrzymanie wielkiej liczby studentów. Mówią, że trzeba postawić na jakość, nie na ilość. Dlaczego więc nie protestują przeciw przeznaczaniu ogromnych sum na wojsko, na działania wojenne prowadzone poza granicami kraju, na Euro 2012, na monitoring w miastach, na policję? Dlaczego nie zachęcają pracowników uczelni i studentów, aby protestowali? Dlaczego nie żądają, aby państwo zmniejszyło środki na ww. przedsięwzięcia i przeznaczyło je na edukację, na badania? Poza tym wszyscy płacimy już za szkolnictwo wyższe, ponieważ płacimy podatki. Dlaczego rektorzy nie próbują szukać alternatyw w postaci funduszy partycypacyjnych, demokracji bezpośredniej? Dlaczego nie pomyśleli o przekazaniu prawa do decydowania o ilości pieniędzy na edukację i badania oraz o ich dokładnym przeznaczeniu studentom, ich rodzicom, doktorom, profesorom, po prostu ludziom tworzącym świat uniwersytecki? Zamiast tego, idąc po najmniejszej linii oporu, ci rektorzy chcą za pomocą aparatu państwowego zmusić młodych do płacenia za edukację. Widać w ich rozumieniu jakość wiąże się jedynie z pieniędzmi, z mniejszą liczbą bogatszych ludzi wykształconych.
Ponadto znamiennym jest, iż rektorzy będąc ludźmi wykształconymi, czyli takimi, którzy powinni mieć zdolność krytycznego spojrzenia, zdolność szerszego widzenia, szukania alternatyw, maszerują w pierwszych szeregach ideologii awangardy kapitalistycznego neoliberalizmu. Widać wygoda zajmowanych krzesełek i dostatnie życie każą im się nie wychylać, postępować zgodnie z prawami panującego systemu ekonomicznego. Mówią o jakości prowadzonych badań, czyli o szukaniu nowych rozwiązań i tworzenia nowych koncepcji, gdy sami nie potrafią zobaczyć i określić nowych idei. Przełomy w nauce następują - zgodnie z tym co pisał Thomas Kuhn - zwykle dzięki przeciwstawieniu się panującemu status quo i zgodnie z tym co mówił Einstein, dzięki użyciu wyobraźni. Rektorom brakuje i odwagi, by wyjść na przeciw panującym tendencjom do urynkowienia wszelkich sfer życia, i wyobraźni by próbować określić i zastosować nowe, rewolucyjne alternatywy.
( 18 oceniających )
Gazeta Prawna: Zabicie policjanta jak najgorsza zbrodnia
Zabójstwo funkcjonariusza publicznego będzie karane jak zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem - to najważniejsze założenie projektu zmian w kodeksie karnym, do którego dotarł DGP. Innym pomysłem jest wprowadzenie szczególnej ochrony dla osób, które pomogą policjantowi.
Projekt autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości jest reakcją na tragiczną śmierć asp. Andrzeja Struja - warszawskiego policjanta zasztyletowanego przez młodocianych chuliganów, po tym jak zwrócił im uwagę, gdy agresywnie zachowali na przystanku. Choć atakowi na Struja przyglądali się pasażerowie tramwaju, żaden z nich nie ruszył mu na pomoc.
"Te wydarzenia zwiększają poczucie zagrożenia oraz lęk obywateli przed przestępczością i nie mogą się powtarzać" - podkreśla Kwiatkowski. Dodaje też, że tego rodzaju sytuacje osłabiają zaufanie społeczne do państwa i stanowionego prawa, które jest postrzegane jako nieefektywne.
Ekspresowe prace nad projektem zakończyły się we wtorek wieczorem. "Naszym celem jest zwiększenie poczucia bezpieczeństwa policjantów, a także sędziów i prokuratorów. Chcemy też zagwarantować prawne bezpieczeństwo osobom, które widząc napad na funkcjonariusza, ruszają im na pomoc" - tłumaczy DGP Krzysztof Kwiatowski, minister sprawiedliwości.
Resort chce wprowadzić do art. 148 kodeksu karnego nową kategorię przestępstwa - kwalifikowana zbrodnia zabójstwa funkcjonariusza publicznego. Dzięki temu przepisowi sąd będzie mógł skazać mordercę policjanta albo na 25 lat więzienia, albo na dożywocie. Dziś za takie zabójstwo możne otrzymać osiem lat więzienia.
"To ma na celu wzmocnienie ochrony najbardziej narażonych na agresję fizyczną funkcjonariuszy publicznych, a więc m.in. policjantów" - mówi nam minister Kwiatkowski.
Ale w projekcie znajduje się też pomysł rozszerzenia art. 25 kodeksu karnego, który reguluje granice obrony koniecznej, czyli co wolno w sytuacji, w której odpierając atak bandyty, sami go atakujemy. Ministerstwo tłumaczy, że osoby, które pomogłyby funkcjonariuszowi, będą chronione prawnie na takich samych zasadach, jak np. policjant na służbie. Argumentuje w uzasadnieniu, że tacy ludzie "przełamując niejednokrotnie strach oraz narażając się na agresywną reakcję przestępcy, reagują na chuligańskie", zasługują na korzystanie "ze wzmocnionej ochrony prawnej".
Kiedy projekt ministerstwa może stać się obowiązującym prawem? "Chcemy, by po konsultacjach społecznych i międzyresortowych nasz projekt jak najszybciej trafił pod obrady rządu, a potem do parlamentu" - mówi minister Kwiatkowski.
Czy propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości mogą liczyć w Sejmie na poparcie? Jeśli minister uzyska wsparcie swojej formacji politycznej, nie będzie kłopotów z ich przyjęciem. Zapewne poprze je PiS. Zmiany podobają się byłemu ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. "Popieram rozwiązania Kwiatkowskiego. Są one zgodne z naszymi. Te zmiany polegają m.in. na wprowadzeniu zwiększenia ochrony osób, które nie działają we własnej obronie, lecz w obronie koniecznej osób trzecich, lub mienia, które chcą zniszczyć wandale. To nowość, której nie było w naszych propozycjach" - mówi nam Ziobro. Dodaje jednak, że w proponowanej noweli brakuje kary bezwzględnego dożywocia za zabójstwo. "Dziś nawet skazany na dożywocie może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie" - ubolewa europoseł PiS.
Propozycje Kwiatkowskiego krytykuje jednak znany karnista prof. Piotr Kruszyński. "To tworzenie prawa na podstawie wydarzeń" - mówi.
Maciej Duda
Komentarz Federacji Anarchistycznej s. Poznań:
Wielki Brat nieustannie dążący do zwiększenia uprawnień swojego zbrojnego ramienia ma zadanie o tyle trudne, że funkcjonariusze policji znani są przede wszystkim z nadużywania i łamania prawa, którego rzekomo bronią, niesprawiedliwości, brutalności, a od czasu do czasu: zabijania niewinnych obywateli. Jednocześnie policjanci zawsze mogą liczyć na szczelny parawan ochronny swoich przełożonych i tak zwanego wymiaru sprawiedliwości. Niesława towarzysząca policji przekłada się bezpośrednio na brak zaufania do niej i społeczną niechęć do nadawania im kolejnych uprawnień, przywilejów i ułatwień w represjonowaniu społeczeństwa.
Państwo nie rezygnuje jednak z prób dalszego wzmacniania swych brutalnych podwładnych w mundurach. Świetną okazję dało ostatnie zabójstwo policjanta. Odpowiednio przedstawione przez media jednostkowe wydarzenie zostało pokazane jako rzekomy stan permanentnego zagrożenia w jakim żyją wiernie służące swoim panom psy. Zabójstwo policjanta ma być karane dożywociem. Co jednak z zabójstwami z zimną krwią dokonywanymi przez policjantów? Mordercy studentów z Łodzi otrzymali od roku do osiemnastu miesięcy, mordercy z Poznania nie spędzili za kratkami ani jednego dnia!
To już kolejna próba zwiększenia uprawnień katów w mundurach przez rząd. Przypomnijmy, że od grudnia ubiegłego roku strażnicy miejscy mają praktycznie takie same uprawnienia co policjanci, zostali również wyposażeni w paralizatory elektryczne, za pomocą których raz na jakiś czas zabijają obywateli krajów, w których już zostały wprowadzone. W Poznaniu, w tym tygodniu lokalne media podniosły larum na rzecz uzbrojenia municypalnych w te nowe zabawki po tym jak trójka z nich była atakowana przez obywateli.
Dodatkowo na szczególną ochronę będą mogli liczyć „pomagający” policjantom w wykonywaniu służby obywatele, czytaj konfidenci. Pomysłodawcy ustawy chcą w ten sposób jeszcze bardziej wzmocnić organy represji dokoptowując do nich usłużnych kapusiów. Ciekawe, jakim następnym pomysłem nas zachwycą, wskrzeszeniem ORMO, tylko pod nową, bardziej „demokratyczną” nazwą?
Rządzący zarówno szczebla lokalnego jak i centralnego powinni zdać sobie jednak sprawę, że im ostrzejsze prawo będą wprowadzać, tym radykalniejsza będzie odpowiedź prostych ludzi na państwowy terror!
Sprzeciwiamy się prawodawstwu legitymizującemu policyjne bezprawie, żądamy tej samej sprawiedliwości dla wszystkich!!!

( 15 oceniających )
Jak podaje gazeta.pl strażnicy miejscy, przyłapani przez mieszkańca na złym parkowaniu, zatrzymali go i w kajdankach odwieźli na komisariat policji. Według opisu zatrzymanego mieszkańca Łodzi, strażnicy zatrzymali go bez powodu. Natomiast wersja strażników jest zgoła inna, zarzucają oni mężczyźnie znieważenie funkcjonariusza na służbie.Przypadek ten pokazuje, jak straż miejska nadużywa tak niedawno zdobytych nowych przywilejów i uprawnień. Między innymi możliwości używania kajdanek, których może użyć tylko w przypadku, kiedy dana osoba zachowuje się agresywnie (zobacz Gazeta Prawna).
( 16 oceniających )
W cieniu tragedii doszło do najazdu wojsk amerykańskich na Haiti. W ramach eksportu neoliberalnej rewolucji. Waszyngton utrudniał pomoc międzynarodową, "ustawiając" listę szlachetnych ofiarodawców. Media przemilczały wsparcie krajów źle widzianych przez USA.W środę 20 stycznia wyspę Haiti nawiedził kolejny wstrząs sejsmiczny o sile 6.1 w skali Richtera. To już 70. i najmocniejsze tąpniecie od katastrofy 12 stycznia, gdy ziemia zatrzęsła się z siłą 7.1 w skali Richtera, a świat Haitańczyków zawalił się. Żołnierze amerykańscy dopilnują, by powstał nowy – szyty na miarę oczekiwań Waszyngtonu, nie mieszkańców wyspy.
Już w kilka godzin po katastrofie rozpoczął się amerykański desant. Cztery helikoptery wylądowały w ogrodach pałacu prezydenckiego i blisko setka żołnierzy opanowała centrum władzy na wyspie. Druga grupa kontroluje lotnisko. Zawaliła się wieża kontrolna, więc o tym który samolot ląduje, decydowali Amerykanie. Dawano priorytet siłom powietrznym USA. Więcej niż 8 maszynom z pomocą humanitarną odmówiono zgody na lądowanie.
( 22 oceniających )
W reakcji na wczorajszą petycję skierowaną do radnych Poznania dotyczącą wzrostu bezrobocia, otrzymaliśmy list od Aldony Szlagowskiej radnej PO. W odpowiedzi odniosła się zarówno do problematyki bezrobocia, jak też zgłaszanego wcześniej przez IP problemu mieszkaniowego. Pisze: „Mam poważne wątpliwości czy ktokolwiek odpowie na Państwa żądania. Na moje prośby o zwiększenie prawdziwej, a nie pozorowanej partycypacji społecznej przy podejmowaniu decyzji, nie otrzymałam żadnej prawie odpowiedzi”.Publikujemy cały listy, w którym czytamy:
Po trzech z górą latach pracy w Radzie Miasta Poznania zaczynam mieć smutne poczucie powiększającej się izolacji osób decyzyjnych w tym mieście, ale również i w kraju od zjawisk niepokojących, a przede wszystkim od ludzi mówiących o swoich problemach. Jest to zjawisko uniwersalne dla wszystkich środowisk politycznych i pewnie charakterystyczne dla takiego etapu rozwoju demokracji, na jakim znalazł się nasz kraj: po znaczącym skoku w zakresie rozwoju możliwości działań gospodarczych nie następuje zdecydowany rozwój zagwarantowanego systemowo i proceduralnie realnego uczestnictwa obywateli w kreowaniu życia regionu, miasta, gminy.
( 8 oceniających )
W jednym z zeszłotygodniowych wydań poznańskiej „Gazety Wyborczej” można było przeczytać o kolejnej inwestycji miasta mającej uczynić Poznań miastem nieskazitelnie czystym, bezpiecznym i przyjaznym tym, którzy posiadają. Srogo karzącym na tomiast tych, którzy grubego portfela się nie dorobili, a dorobili się lub już niedługo dorobią wyroku sądowego, aby przypadkiem ich życie nie było zbyt przyjemne, w tak bardzo nastawionym na pieniądz, nie ludzi, mieście. Wszystko za jedyne 3 miliony złotych. Z naszych kieszeni oczywiście.Tym razem w artykule pt. „Nowoczesne oczy popatrzą na stare Jeżyce” autor pisze o zaplanowanej inwestycji instalacji 19 kamer monitoringu na poznańskich Jeżycach. Kamery mają być umieszczone w miejscach najbardziej „problematycznych”, tj. tych, gdzie najczęściej zdarzają się kradzieże. Pomysłodawcy powołują się na dane z innych miast i dzielnic, które mówią, iż kamery monitoringu wielokrotnie zwiększyły wykrywalność przestępstw, nawet pięciokrotnie. Do kosztów instalacji kamer dochodzą również pensje ich operatorów, którzy mają zarabiać po blisko 2000 zł. Cytowany Stanisław Gorzelańczyk z rady osiedla Jeżyce mówi o „bezrobotnych z wyboru”, którzy „piją dużo, włamują się, kradną i wymuszają pieniądze”, ma na myśli swoich sąsiadów z dzielnicy, którzy staną się niebawem pierwszym celem wymierzonych w nich elektronicznych oczu Wielkiego Brata dbającego o „bezpieczeństwo” „porządnych” obywateli.
( 15 oceniających )
Znany zatem popularyzator dorobku intelektualnego i praktycznego francuskich sytuacjonistów (nikt mu tego tytułu nigdy nie odbierze), podąża drogą byłego anarchisty, dziś showmana i celebryty, Krzysztofy Skiby, który wsławił się m.in. gównianymi tekstami wypisywanymi dla tygodnika "Wprost".
( 17 oceniających )
Zgodnie z tradycją, jeżeli rząd chce więcej zedrzeć ze społeczeństwa to musi wzmocnić resorty siłowe, by móc to społeczeństwo w razie czego pacyfikować. Dlatego też w tegorocznym budżecie rządzący postanowili hojnie obdarzyć polską policję. W 2010 r. według planowanych wydatków budżetowych, policja ma otrzymać 7 mld 485 mln zł jest to wzrost do ubiegłorocznych wydatków o 7,8% (dokładnie o 544 mln zł). Na płacę dla naszych stróżów prawa, chroniących własność niewielu przed barbarzyńcami, przewidziano 6 mld 344 mln zł (o 7,9% więcej). Suma ta pozwoli zwiększyć o 2 tysiące ilość funkcjonariuszy prewencji na naszych ulicach, oraz opłacić dotychczasowych. Na wydatki rzeczowe czyli min. paliwo, papier do drukarek oraz toaletowy przeznaczono 829 mln zł (o 10,5% więcej). Nie są to jedyne środki jakie posłużą do budowy państwa policyjnego. 40 mln zł otrzyma policja w ramach dofinansowania lub współfinansowania z programów unijnych. Z poprzednich lat zostały przesunięte środki z tzw. programu modernizacji, w praktyce w 2010 r. trafi do policji dodatkowe 352 mln zł, a w następnym 69 mln zł. Modernizacja to nowe umundurowanie (bardziej sportowe od dotychczasowego), przemalowanie radiowozów na srebrzyste barwy oraz zakup nowych środków transportu. Do tego należy dodać lepsze wyposażenie oddziałów prewencji, by sprawniej pacyfikować gorące nastroje społeczne. W latach 2008-2009 policja zakupiła 4200 radiowozów za 264 mln zł, 1700 furgonów i małych więźniarek za 184,5 mln. zł, 30 tys. policjantów otrzymało nowe mundury, zakupiono 22 tys. nowych pistoletów Walter P.99. Do grudnia Ministerstwo Finansów wypłaciło 205 mln zł za zaległe świadczenia dla policjantów, którzy ochoczo manifestowali swe niezadowolenie na ulicach naszych miast. Takich świadczeń jak policja, nie ma żadna grupa zawodowa w naszym kraju, są to min. dodatki mieszkaniowe, dodatki do dojazdów, raz w roku na remont mieszkania itp. Ministerstwo znalazło dodatkowe pieniądze po płaczu prawicowych polityków, że oszczędza się na bezpieczeństwie obywateli, chwaląc się, że środki pochodzą z oszczędności ministerstw oraz wojewodów. Polecamy ten fakt uwadze bezrobotnym, emerytom i rencistom.
( 5 oceniających )
Mijają dwa lata odkąd Platforma Obywatelska zdobyła władzę. Gdyby wnioskować z większości publikowanych w mediach sondaży i komentarzy, formacja ta w dalszym ciągu jest popierana przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Celem niniejszego artykułu jest próba odpowiedzenia na pytanie: czy faktycznie poparcie dla PO nie maleje? Czy to prawda, że ani liberalna polityka ekonomiczna rządu w dobie światowego kryzysu, ani afery w rodzaju „hazardowej” i „stoczniowej” nie zdołały nadszarpnąć społecznego zaufania do PO? Na czym polega fenomenem obecnej partii rządzącej? W mojej analizie posłużę się wynikami sondaży preferencji partyjnych prowadzonych i publikowanych przez CBOS.Scenariusze utraty władzy
Analizując wyniki badań preferencji wyborczych można zauważyć, iż poparcie dla danej formacji politycznej, która akurat przejęła władzę w wyniku wyborów parlamentarnych, układa się podobnie we wszystkich dotychczasowych przypadkach (czyli po roku 1989). Kiedy porównamy pierwsze 24 miesiące rządów PO, Prawa i Sprawiedliwości (PiS), Akcji Wyborczej Solidarności (AWS) czy wreszcie Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy (SLD + UP), zauważymy, iż najpierw „obóz władzy” cieszył się zdecydowanym poparciem, większym nawet od tego, jakie otrzymał w samych wyborach, a następnie zaczął następować szybszy lub wolniejszy spadek popularności i wreszcie na końcu tej drogi stała polityczna porażka lub nawet klęska.
( 3 oceniających )
„Ofensywa międzynarodówki socjalistycznej zjednoczonej pod hasłem walki z globalnym ociepleniem klimatu opiera się na fałszerstwach, manipulacji badaniami naukowymi i socjotechnicznym wprowadzaniu w błąd opinii publicznej” – nauczał Tomasz Teluk, autor książki „Mitoligia efektu cieplarnianego”, wokół której, jak stwierdził na własnej stronie internetowej, „narodził się prawdziwy ruch społeczny. Wielu ludzi kupowało po kilka egzemplarzy, aby propagować ją wśród znajomych. Szczególne wzięcie publikacja miała na wyższych uczelniach”.1 Książkę rozdawano bezpłatnie dziennikarzom. Akcję wsparła „Rzeczpospolita”. Przedsięwzięcie sponsorował jego własny Instytut Globalizacji, biznesowa fundacja, powołana do krzewienia korporacyjnej „prawdy” wśród zdezorientowanych konsumentów i ofiar „socjalistycznych spisków”.( 3 oceniających )
Więcej artykułów…
Strona 1 z 15

Publicystyka






















