Federacji Anarchistycznej - koniec czy początek?

  • Jarosław Urbański
  • poniedziałek, 03 listopad 2008
Rozwijają się równolegle dwie dyskusje dotyczące ruchu anarchistycznego w Polsce. Jedna o przyszłości i zasadach funkcjonowania Federacji Anarchistycznej, druga o ruchu anarchistycznym w ogóle, o tym czy i jaką może mieć on jeszcze rolę do odegrania, gdyby doszło do protestów społecznych.Nieuchronność rozpadu Myślę, że nie budzi już w środowisku kontrowersji pogląd, że ruchu anarchistyczny i Federacja Anarchistyczna przeżywa pewien kryzys, który może przynieść albo ostateczną dezintegrację ruchu, albo jego transformację. Do tej pory ważną rolę w utrzymaniu względnej jednorodności ideowej i organizacyjnej ruchu pełniła Federacja Anarchistyczna. Można śmiało powiedzieć, iż jeszcze do niedawna poza nią działało niewielu anarchistów skupionych w innych formacjach, jak choćby w Lewicowej Alternatywie. Jednak FA uległa rozpadowi. To fakt. Nie tylko dlatego, że przestało aktywnie działać czy istnieć wiele sekcji, ale także dlatego, że nawet jeżeli poszczególne środowiska związane z FA działają, to zaczęły swoje siły angażować pod innymi "szyldami", jak Inicjatywa Pracownicza czy Związek Syndykalistów Polskich, lub utożsamiać się tylko z pewnymi pojedynczymi projektami wydawniczymi, medialnymi czy wreszcie prowadząc aktywność w szeregach grup lokalnych, o nie tak jednoznacznym politycznym czy ideowym charakterze. Oczywiście można powiedzieć, że i wcześniej anarchiści brali udział w różnych projektach na poziomie międzynarodowym, krajowym czy lokalnym, ale dopóki ton ruchu nadawała aktywność poszczególnych sekcji FA, to integralność Federacji nie była zagrożona, a nawet więcej - "poboczne" względem FA działania dowodziły znaczenia ruchu i jego otwartości.

Dlaczego FA i ruch uległ dezintegracji? Bez wątpienia bierze się to z faktu, że od połowy lat '80 bazą ruchu była tzw. kultura alternatywna, okresowo mocno upolityczniona i sympatyzująca z koncepcjami anarchistycznymi. W Poznaniu, przez 14 lat istnienia Rozbratu, w czasie gdy organizowano tutaj setki koncertów i innych podobnego typu wydarzeń, jak nikt chyba inny, mogliśmy obserwować, co się z tym ruchem dzieje.

Po pierwsze stopniał on ilościowo. Po drugie, został odpolityczniony, stał się formą rozrywki, jedynie sposobem spędzania wolnego czasu. Jego uczestnicy stracili głębsze zainteresowanie sprawami naszego ruchu. Widać to choćby po tym jak spadła sprzedaż podczas koncertów anarchistycznych materiałów: książek, broszur, prasy. Po trzecie w Polsce, po przemianach w 1989 roku, anarchizm zaczął być mylony przez wielu ludzi z liberalizmem, a ten z kolei z neoliberalizmem. W okresie restytucji kapitalizmu dotychczasowe krytyczne koncepcje anarchistyczne, ukształtowane w latach socjalizmu państwowego, przestawały być użyteczne, na poziomie zarówno interpretacji rzeczywistości, jak i formułowania nowych postulatów. Część sympatyków naszego ruchu odrzucała socjalną retorykę, traktując ją jako relikt komunizmu i oddalała się coraz bardziej w kierunku koncepcji stricte prawicowych czy właśnie liberalizmu a la Korwin-Mike, ciesząc się, że także on jest za legalizacją marihuany. Reakcją na to była próba zawoalowania przez ruch treści socjalnych, sprowadzenia ich do sloganów czy kategorii historycznej. Kiedy jednak w listopadzie 1999 roku doszło do rozruchów w Seattle, potem w Pradze, stało się jasne, że problematyka socjalna powraca. Nie mogło być inaczej i w Polsce, w momencie kiedy w latach 2002-2003 stopa bezrobocia sięgnęła ponad 20%. Między innymi Inicjatywa Pracownicza była odpowiedzią na tę nową, w pewnym sensie, sytuację. Potem doszło do zaangażowania się w działalność Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego, powołania związku zawodowego (IP), do współpracy z Sierpniem'80 w ramach Komitetu Obrony i Pomocy Represjonowanych Pracowników. To właśnie w tych okolicznościach doszło do podziału w ruchu, który trwa do dziś.

Z obecnej perspektywy widać, że FA nie potrafiła na dłuższą metę odpowiedzieć na ten fakt, ani politycznie i programowo, ani organizacyjnie. Być może dlatego, że stanęło przed nią zadanie nie do wykonania - "spięcia" kontrkultury i ruchu zawodowego w jedną całość. Na poziomie organizacyjnym nie pozwolono na jakiekolwiek zmiany, zatem FA miała działać tak, jak na przełomie lat '80 i '90. Obrazowo można powiedzieć, iż sądzono, że zasady na jakich działa zespół punkowy (czyli generalnie małe, rówieśnicze grupy), dadzą się zastosować w działalności związków zawodowych (dużych grup zróżnicowanych demograficznie i społecznie). Inaczej mówiąc w przeszłości wiele grup, a i sam ruch, miał charakter pokoleniowy. Kto się starzał po prostu odpadał. Ale dziś jest inaczej. Poważną cześć ruchu stanowią osoby, które dawno temu ukończyły 30 rok życia. Następna zmiana to ta, że kiedyś w ruchu ton nadawała młodzież ucząca się, teraz nadają osoby pracujące. Dziś student jest jednocześnie najczęściej pracownikiem, choćby sezonowym. I tak dalej. Tymczasem w kwestiach socjalnych i zawodowych ruch miał skromny dorobek teoretyczny i analityczny oraz niewielkie doświadczenie w działaniach. Był przez lata oderwany od walk klasowych. Już postawienie takiej, jak ta teza, jeszcze kilka lat temu budziło w ruchu sprzeciw. Poszukiwanie nowego języka, nowych narzędzi do interpretacji sytuacji społecznej, spowodowało lawinę zarzutów, w większej części kompletnie nieuzasadnionych, o sprzyjanie marksizmowi, a obawy o tożsamość ruchu doprowadziły do tego, że część środowiska się od niego odwróciła.

Sadzę, że rozpad ruchu był nieuchronny. Pytanie jednak brzmi, czy mamy do czynienia z nowym początkiem czy końcem ruchu anarchistycznego w Polsce? Pisząc "koniec" oczywiście zdaję sobie sprawę, że zawsze jakieś tam środowiska będą istnieć, ale musimy tu jasno sobie powiedzieć, że polski ruch anarchistyczny od 1983 roku, od momentu powołania RSA, był nie tylko wśród ruchów antysystemowych, ale wśród ruchów społecznych w ogóle, zjawiskiem ważnym i znaczącym. Przez dwie dekady ruch anarchistyczny w Polsce nie był marginesem, choć to nie znaczy, że grał pierwsze skrzypce w polityce. Chodzi o to czy tak będzie dalej, czy też będziemy grupą hobbystów zajmujących się dziwną doktryną polityczną.

Być może problem leży także w tym, że działacze ruchu anarchistycznego przestali w pewnym momencie zbyt wiele od ruchu oczekiwać. Nie stawia się ruchowi żadnych wyższych celów, załatwienia jakichś konkretnych problemów. W dyskusjach zanika na poważnie mówienie o tym, że ruch ma jakieś inne zadania poza swoim istnieniem. Stwierdzenie, ze anarchizm jest ruchem znaczącym i ważnym zaczyna być odebrane jako oderwane od rzeczywistości. Sądzę, że właśnie zainicjowane przez anarchistów działania na polu pracowniczym, pokazują nową realną silę ruchu: zaangażowania w protest w Ożarowie (2002), strajk pocztowców (2006), strajki i protesty polskich pracowników w Irlandii (2005-2006) oraz kampania na rzecz pracowników sezonowych, ruch strajkowy w Cegielskim (2007-2008), ruch przeciwko antyzwiązkowej polityce, itd.

Kryzys Federacji
Powróćmy do dyskusji, o których wspomniałem na początku. Musimy zadać sobie pytanie, czy FA, jako bądź co bądź projekt polityczny, można reaktywować? A jeżeli tak to jak? Nasi przyjaciele z Częstochowy zaproponowali członkostwo indywidualne w FA. Pomysł ten nie zdobył uznania ani w Poznaniu, ani w Krakowie. Główny zarzut polega na tym, iż propozycja częstochowska w zasadzie sankcjonuje dezintegrację FA. Spróbujmy wyjaśnić jakie to niesie konsekwencje.

Pytanie zasadnicze brzmi, jak będą realizowane uchwały lub program zjazdów FA, kiedy Federacja będzie składać się raczej z jednostek niż z sekcji? W jaki sposób poszczególni uczestnicy FA będą aktywni, kiedy nie będą działać na poziomie lokalnym w sekcji (grupie)?

Realnie rzecz traktując, indywidualny zakres zaangażowania jest bardzo ograniczony. Nawet indywidualne akty w działalności anarchistycznej, wymagają najczęściej wsparcia innych osób. Obawiam się, że FA stałaby się formacją, opierającą swoją aktywność na tym co nazywamy w Poznaniu "polityką oświadczeniową", której generalnie nie akceptujemy. Uważamy, że za każdym dokumentem musi iść konkretne działanie, a ono z kolei opiera się na grupie.

Uczestnicy FA mogliby, jako osoby indywidualne, realizować program anarchistyczny, na szczeblu lokalnym lub w formie sieci, poprzez uczestnictwo w innych grupach. Mielibyśmy wówczas de facto do czynienia z rodzajem anarchistycznego entryzmu. Pomijając, że raczej i ta forma politycznej praktyki jest często krytykowana przez uczestników ruchu, to pojawia się wiele pytań dotyczących jej sensowności.

Raz: czy FA będzie mogła stanowić wsparcie (intelektualne? logistyczne?) dla takich działaczy? Obawiam się, że jeżeli tak to w stopniu niewielkim.

Dwa: jak zachować pewną spójność działań, kiedy FA nie będzie miała wpływu na ich charakter i kierunek, a będzie polegać na tym, iż indywidualne działania uczestników FA "pchną" różne sprawy w odpowiednim kierunku. Nie sądzę, żeby taka formuła dała satysfakcjonujące rezultaty.

Trzy: koncepcja zakładałaby silną indywidualną motywację uczestników FA, jednocześnie Federacja nie miałaby zbyt wiele możliwości do pobudzania zaangażowania. Zatem działanie takie raczej oznaczałoby marginalizację, "rozpuszczenie się" ruchu w jakimś tam społecznym żywiole, tak jak część środowiska w latach 90. gdzieś "zaginęła" w organizacjach pozarządowych, które stały się dziś raczej oparciem dla neoliberalnego reżimu, niż anarchii.

Inaczej mówiąc bez sekcji FA nie będzie samodzielną, w sensie organizacyjnym i politycznym, siłą. Bez codziennej aktywności w grupie, bez spotkań i dyskusji, bez uzgadniania wspólnych stanowisk, bez współdziałania przy organizowaniu akcji, bez bezpośrednich przyjacielskich związków i współodpowiedzialności za uczestników grupy, nie ma ruchu. Z drugiej strony, tylko silna (pod względem teoretycznym, finansowym i przede wszystkim uczestnictwa) i samodzielna formacja anarchistyczna, daje nam szansę na otworzenie się i zaangażowanie w szerokie spektrum działań społecznych, dążąc do systemowych zmian.

Szkopuł polega na tym, że tych sekcji FA nie ma, one nie powstają. W naszym ruchu szczególną karierę zdobyło słowo "spontanicznie". Przy czym słowo to jest rozumiane nie jako cześć pewnej koncepcji politycznej, mającej swoje korzenie gdzieś tam w przemyśleniach Proudhon i Bakunina tym samym bardzo określone znaczenie, ale zdroworozsądkowo, potocznie, jako przeciwieństwo działania planowego, usystematyzowanego i ciągłego. Mówi się, że protest powinien być spontaniczny, grupa powinna powstać spontanicznie, działać powinniśmy spontanicznie. No i wszyscy czekają "aż się to wydarzy". Ze słownika praktyki naszego ruchu znikło np. słowo "emisariusz", który przybywa z jednego ośrodka do drugiego, aby założyć grupę. Teraz raczej ucieka się z miasta, gdzie grupy już nie ma, do miasta, gdzie jeszcze działa, gdzie można się spełnić, samozrealizować na jakimś skłocie, zauczestniczyć w kulturowej alternatywie, póki jeszcze ona istnieje. Tymczasem sekcję trzeba po prostu i z pełną premedytacją założyć lub odbudować. Trzeba to zrobić systematycznie i planowo. Czy to realne? Nie wiem. Wielu anarchistów nie chce o takim podejściu słyszeć, a aktywistów, którzy przykładają do tych kwestii dużą wagę, nazywają "łowcami struktur". No cóż, jeżeli FA nie oprze się o działające lokalnie sekcje, to faktycznie przestanie być strukturą, przestanie istnieć.

Jak powiedzieliśmy Federacja spaja ruch. Bez FA ruch rozpadnie się na wiele formacji, które z biegiem czasu mogą się od siebie oddalać. Jakakolwiek współpraca, nawet na minimalnym poziomie, może przestać funkcjonować. Jednak znaczenie Federacji jako spoiwa różnych inicjatyw słabnie. Sama koncepcja FA jako "zgromadzenia", "wiecu" nie wystarcza, aby, na co dzień spełniać funkcję wspierającą i spinającą różne anarchistyczne przedsięwzięcia. FA staje się coraz bardziej balastem.

Pytania i odpowiedzi

W tym momencie można się odnieść do tekstu podpisanego jako Veronika Sinewali z Grupy anarchistycznej "Skazani na Irlandię" (ukazał się na www.cia.bzzz.net), która wychodząc od mojego tekstu nt. dzisiejszego kryzysu giełdowego, rozpoczęła dyskusję dotyczącą stanu ruchu anarchistycznego w ogóle i jego ewentualnej roli, kierunków działania itd. "Veronika" zarzuca mi, że w tekście "Krach na giełdach", w którym napisałem, że możemy spodziewać się w ciągu trzech lat wybuchu społecznego, nie precyzuję odpowiednich pytań. Tekst, który stał się podstawą do dyskusji, nie miał jednak takiego zadania. Oczywiście potrzebujemy poważnej dyskusji, a to oznacza, że potrzebujemy sformułowania problemów, np. w postaci pytań. Wydaje mi się, że te pytania, w kontekście ruchu anarchistycznego, od kilku lat zadaję.

Osią ich jest generalny problem dotyczący tego, jak ruch anarchistyczny zamierza uczestniczyć w walkach klasowych pracowników - bo chyba nie ulega wątpliwości, że one dziś dominują. Nie jest to w odniesieniu do naszego ruchu pytanie abstrakcyjne, bowiem istnieje tu nurt, który przeczy znaczeniu walk pracowniczych, wskazując, że główną siłę stanowili w tym przypadku przedstawiciele klasy wielkoprzemysłowej, która straciła na znaczeniu. Teoria upadku klasy robotniczej i deproletaryzacji, formułowana od lat '60 XX wieku, natrafiła na inny nurt przemyśleń, mówiący, że pracy najemnej nie ubywa, lecz przybywa. Można powiedzieć, że proletaryzacja dotyka dziedzin, które do tej pory się temu opierały. Na przykład wyższe uczelnie przestały być jakąś specyficzną instytucją o naukowym charakterze, a stały się częścią przemysłu - przemysłu edukacyjnego. Są to wielkie zakłady pracy, skupiska najemnej siły roboczej wykorzystywanej na potrzeby gospodarki kapitalistycznej.

Tak czy inaczej powstanie IP, ZSP - grupy te zostały zainicjowane przez anarchistów - dowodzi, że problematyka pracownicza w ruchu dominuje, stała się głównym tematem dysput, sporów i działań anarchistów w Polsce. Wiadomym jest też, że inne obszary tradycyjnego już zainteresowania ruchu anarchistycznego, np. problemy ekologiczne, mogą i powinny być postrzegane w kontekście tego, co moglibyśmy nazwać ekonomią polityczną. Nie chodzi tu tylko o ochronę środowiska pracy, ale także o fakt, iż te same mechanizmy współczesnego kapitalizmu, które prowadzą do wyzysku pracowników, są przyczyną degradacji środowiska naturalnego. Walcząc z wyzyskiem pracowników, walczymy w obronie środowiska naturalnego. Rozwiniecie tej tezy powinno być jednym z zadań ruchu. Natomiast tu chcę przez to powiedzieć, że podjęcie problematyki pracowniczej nie przeczy istotności np. problematyki ekologicznej, wymaga tylko zmiany perspektywy, aby na gruncie praktycznym odnaleźć skuteczne formy argumentacji i aktywności. Podobnie jest z innymi ważnymi kwestiami: kulturą, antymilitaryzmem, feminizmem, wolnością słowa, itd. Im szybciej ta nowa optyka zostanie przez ruch anarchistyczny przyswojona i twórczo rozwinięta, tym większą odegra on w przyszłości rolę, odciskając swoje piętno na ruchu społecznym.

Jestem przekonany natomiast, że wszyscy ci dotychczasowi uczestnicy, których brzydzi perspektywa klasowa i proletariacka, z ruchu anarchistycznego wypadną i tendencji tej nie ma sensu się opierać.

Kapitalizm i malkontenci

Twierdzę, że system kapitalistyczny znajduje się w okresie szczególnego rozchwiania. Nie jest to jakaś specjalnie odkrywcza teza. W wyniku wewnętrznych sprzeczności, okresów dekoniunktury, kapitalizm przeżywa trudniejsze chwile, co mniej więcej 10 lat. Co 10 lat dochodzi do większych lub mniejszych poruchawek społecznych. Tym razem okresowa dekoniunktura nałoży się na ogólny kryzys systemowy. Prawdopodobieństwo głębszych zmian staję się wyjątkowo prawdopodobne, ale nie oznacza to, że zmiana ta będzie przebiegać w kierunku dla nas korzystnym - czyli będzie miała charakter emancypacyjny, upodmiatawiający ludzi. Równie dobrze kryzys może zakończyć się ustanowieniem kolejnej formy dyktatury. Kapitalizm staje na rozwidleniu dróg, a co się stanie zależy także od naszych działań. Jednak w okresie, kiedy jest on strukturalnie rozchwiany, wysiłek nawet relatywnie niewielkiej grupy osób, może skutkować dużymi zmianami. Krótko mówiąc przed taką szansą teoretycznie dziś stoimy. Przewidywanie w naukach społecznych ma jednak charakter indukcyjny, uprawdopadabniający, z pewnych przesłanek możemy przypuszczać, że coś się stanie, ale być tego pewni nie możemy.

Tymczasem mamy w ruchu dyżurnych malkontentów, którzy swoje obiekcje niezmiennie opierają na autopsji, czyli tylko na tym co usłyszą u "cioci na imieninach". Jeżeli są zdruzgotani zespołem konserwatywnych przekonań swojego najbliższego otocznia, to przenoszą ten obraz na wnioskowanie o całym społeczeństwie, co oczywiście jest nieuprawomocnione. Społeczeństwo nie jest skonstruowane tak, iż dzieli się jedynie na rządzonych i rządzących. Jego struktura jest o wiele bardziej skomplikowana. Istnieją różne klasy i grupy interesów, o różnych zespołach przekonań. Oczekiwanie, że nagle wszyscy rządzeni zaczną mówić jednym głosem, jest podejściem, ze socjologicznego punktu widzenia, beznadziejnym. Oczekiwanie, że wszyscy osiągną mityczny poziom świadomości, niezbędny do podjęcia rewolucji, jest nonsensem. Leniniści zdając sobie sprawę, że taka sytuacja jest niemożliwa, akcentowali rolę partii, w której obowiązywała jedna doktryna. Partia miała stać się wyrazicielką jednomyślnej woli, nawet nie całego społeczeństwa, ale klasy robotniczej, jako jej "przewodnia siła". Lenin był empirystą, wierzył, że umysł człowieka jest jak lustro, w którym odbija się zewnętrzna rzeczywistość, przez co można go w dowolny sposób kształtować. Partia miała ten obraz uosabiać i go narzucać.

My anarchiści jesteśmy raczej racjonalistami i za Chomsky'm twierdzimy, iż jednostka posiada pewną wrodzoną zdolność, pozwalającą jej, na wzór gramatycznych kompetencji językowych, kształtować niezależne poglądy. Człowiek nie jest zatem całkowicie zdany na to, jak go kształtuje otoczenie... i władza. Kwestia ta ma dla ruchu anarchistycznego zasadnicze znaczenie praktyczne. Nie staramy się nikogo indoktrynować, lecz pobudzać do samodzielnego krytycznego myślenia i działania, ujawniając, że obecna konstrukcja społeczeństwa, służy nie większości, tylko jego niewielkiej części. Nie chcemy społeczeństwa rekonstruować, tylko dekonstruować. Na tym właśnie, jako formacji politycznej, polega nasza względna jednolitość przekonań światopoglądowych, a nie na roszczeniu sobie prawa do jakiejś prawdy.

Przykład: od kiedy ruch anarchistyczny zaczął się (na nowo) interesować bliżej ruchem pracowniczym, modna stała się ulotkowa krytyka reformistycznych związków zawodowych i podpowiadanie robotnikom co powinni robić. Anarchiści biegali na wszystkie demonstracje i rozdawali ulotki, "otwierające oczy" pracownikom, jak to się ich oszukuje, jak to "na ich plecach" biurokraci związkowy się ustawiają, itd. Wynikało to z przekonania o możliwości dowolnego kształtowania świadomości i braku wiary w to, że niektóre kwestie dla robotników są całkiem jasne (np. że związki zawodowe są skorumpowane), a także nie brano pod uwagę faktu, że mylić się mogą w ocenie sytuacji sami anarchiści, np. co do priorytetów walki. Nikt z nas nie był całkowicie wolny od tego "grzechu". Wielu z nas twierdziło np., że postulaty płacowe, są postulatami "mało rewolucyjnymi". Tymczasem jest to raczej kwestia, czy są to postulaty "skromne", czy "konkretne". Postulat i walka o 50 procentowe podwyżki jest jak najbardziej rewolucyjna, o czym najlepiej świadczy reakcja pracodawców, bezwzględnie zwalczających radykalny ruch rewindykacyjny.

Dobrym przykładem innego podejścia do omawianego tu problemu, jest to, co działo się w poznańskich zakładach Cegielskiego. IP za pomocą planowego działania najpierw rozpoznała sytuację w zakładzie i uznała, że walka o zdecydowanie wyższe płace jest dla załogi problemy podstawowym (nie zawsze, wbrew pozorom, tak jest), potem zmusiła oficjalne związki do pokazania, po której stronie faktycznie stoją, a następnie zaproponowała konkretną alternatywę w postaci ogólnych spotkań pracowników, na których dyskutowane były wszystkie ważne sprawy. To przykład autonomii na bardzo małą skalę, ale pokazuje zupełnie odmienne podejście do tego w jaki sposób powinien działać ruch. Odmiennie do tego w jaki sposób się na to często w ruchu patrzy, czyli najpierw działacze wymyślają sobie jakiś program, a potem starają się go nauczać niczym 10 przykazań.

Problem zmian systemowych, anarchizacji życia społecznego, nie leży zatem wyłącznie w kwestii świadomości społecznej. Gdyby tak było, stalibyśmy na straconych pozycjach, bowiem władza, kościół, kapitał dysponują środkami niewspółmiernie większymi od naszych, żeby zrobić ludziom "wodę z mózgu". I starają się. Fakt, iż ciągle natrafiamy na przejawy samodzielności w myśleniu i działaniu, dowodzi tylko, że wolnościowa perspektywa jest w dalszym ciągu w społeczeństwie żywa.

Niektórzy mówią: "Cóż z tego, że większość ludzi opowiada się przeciwko wojnie w Iraku i Afganistanie, jak demonstracje antywojenne skupiają, co najwyżej kilka setek uczestników?" A zatem świadomość to nie wszystko, jest problem behawioralnego, czyli fizycznego zaangażowania z jednej strony, a z drugiej uwarunkowań strukturalnych. Uważam, że kryzys ruchu, jeżeli o nim mówimy, bierze się z kwestii strukturalnych bardziej, niż świadomościowych - z braków organizacyjnych, infrastrukturalnych, materialnych i na nich powinniśmy się głównie skupić.

Ludzie czytają....

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.

Przeciwko tureckiej inwazji! Stop rzezi Kurdyjek i Kurdów!

10-10-2019 / Świat

Pod cyniczną nazwą „Źródło pokoju” 9 października wojska tureckie, na rozkaz prezydenta Erdogana rozpoczęły inwazję militarną w północnej Syrii. W...