Kaszel artysty. Dlaczego strajkują robotnicy sztuki?

  • Mikołaj Iwański
  • poniedziałek, 21 maj 2012
Od ponad dwóch dekad osoby uprawiające zawody twórcze są pozbawione realnej możliwości uczestnictwa w systemie ubezpieczeń społecznych. Bo trudno za taką uznać możliwość samodzielnego opłacania pełnych składek przez cały okres aktywności zawodowej. Po prostu w ten sposób to nigdzie nie działa - praktycznie w każdym kraju tzw. starej Europy ta grupa zawodowa podlega osobnym regulacjom.

Nikt o zdrowych zmysłach nie wskaże też rynku sztuki jako źródła stałego utrzymania artysty. Zawsze jest to rozwiązanie dostępne jedynie elicie, która również stara się z pewną ostrożnością myśleć o tym, co będzie za kilka lat.

Świat sztuki to również artystyczny salariat - znacznie szersza grupa profesjonalistów: krytyków, dydaktyków, managementu instytucji wystawienniczych,  którzy często sami nie będąc artystami tworzą infrastrukturalne otoczenie sztuki. Ostatni element tego układu stanowią sami artyści, którzy znajdują się w najgorszej sytuacji od strony socjalnej. Zarówno uzyskiwanie dochodów z rynku sztuki, jak i włączenie do salariatu [zatrudnienie na stałej pensji – przypomina red.] jest zwykle poza zasięgiem ich możliwości. Jeśli odniosą poważny sukces w swojej pracy, to jest na to szansa zwykle w wieku średnim. Do tego czasu są całkowicie zdani na siebie i na bardzo nieregularne przychody ze skromnych honorariów. Zmiany na rynku pracy wpychają twórców w rolę awangardy mimo woli. Tak naprawdę ich praca jest wręcz laboratoryjnym przykładem tego, jak wyglądają doskonale elastyczne stosunki pracy, ze wszystkimi ich konsekwencjami. Taka przyszłość, szczególnie pod względem przyszłych emerytur, może tak naprawdę stać się udziałem każdego z nas, jeśli dotknęło nas szczęście pracy w jednej z branż poddanych globalnej konkurencji lub z jakiegoś powodu uczestnictwo w salariacie było poza zasięgiem.

Zasięg artystycznego salariatu staje się również coraz skromniejszy. Od wielu lat coraz rzadziej wykładowcy na uczelniach artystycznych mają szansę na stabilne formy zatrudnienia. Krytycy sztuki pracujący na dziennikarskich etatach to już ginący gatunek. Kierowanie instytucjami wystawienniczymi, szczególnie w galeriach zarządzanych przez samorząd, niebezpiecznie staje się przedmiotem zainteresowania lokalnych polityków i ich otoczenia. Sfera kultury zostaje również poddana dyktatowi elastyczności - tzw. festiwalizacji. W miejsce stałych instytucji realizujących długoterminową misję, pojawiają się wydarzenia animowane przez organizacje pozarządowe. Odbywa się to kosztem niepewności finansowej oraz nakładu wysiłków, które organizatorzy  muszą inwestować w walkę o utrzymanie cyklicznego charakteru zdarzeń. Sposób organizacji tych wydarzeń kulturalnych można porównać do zamawiania cateringu do szkolnych stołówek.

Problematyczne w tym kontekście staje się zatarcie rozróżnienia na kulturę i rozrywkę. Jest to szczególnie kłopotliwe dla politycznych decydentów, którzy użyteczność funkcjonowania podległych sobie jednostek postrzegają często przez pryzmat doraźnego pijaru.

Ostatnie zmiany w systemie emerytalnym dokonują niebezpiecznego przesunięcia - ten system przestaje służyć zapewnieniu godnych warunków do życia po zakończeniu pracy, stając się narzędziem uwiarygodniania kraju jako wartościowego i wypłacanego dłużnika na rynku finansowym. To im wyższy będzie rating Polski wśród nabywców obligacji, zależy również od tego, jak dalece decydenci posuną się w zatarciu pierwotnej, egalitarnej funkcji systemu zabezpieczeń społecznych. Stworzenie iluzji bilansującego się systemu emerytalnego pozwoli na kilka lat nieco tańszej obsługi zadłużenia, ale w żaden sposób nie rozwiąże narastającego wykluczenia kolejnych grup społecznych.

Dokonuje się to przy jednoczesnym zachowaniu drastycznych nierówności emerytalnych - jeszcze całkiem niedawno opinia publiczna była zbulwersowana kilkunastotysięczną emeryturą dla polityka, który przez stosunkowo niedługi czas zaszczycał swoją obecnością prokuraturę krajową. Bardzo wysokie standardy zabezpieczeń emerytalnych są też skutecznie utrzymywane dla wąskich grup zawodowych.

Obniżenie standardów zatrudnienia powoduje, iż coraz większa grupa pracujących Polaków znajdzie się już niedługo w podobnej sytuacji, jaka jest udziałem artystów od początku transformacji. Niemniej nieliczna i ledwo uchwytna statystycznie grupa twórców stała się mimowolnie awangardą konsekwencji zmian na rynku pracy. Sytuacja, która wciąż siłą przestarzałych stereotypów jest postrzegana jako problem niewielkiego środowiska, jest tak naprawdę nieodległym problemem pracującego na umowie pozakodeksowej.

Stanowcze podniesienie postulatu konieczność włączenia twórców do systemu emerytalnego i zdrowotnego może być punktem zwrotnym w dyskusji o funkcjonowaniu systemu ubezpieczeń społecznych. Praca wykonywana przez nich nie może być opisana w kategoriach efektywności rynkowej, która zdominowała potransformacyjne myślenie o pracy jako takiej.

Uprzedzając zarzuty krytyków różnicowania form uczestnictwa w zabezpieczeniach społecznych, chcę odpowiedzieć, iż chodzi o wsparcie dla ludzi wykonujących ten zawód, a nie o zachętę do jego podjęcia. W tej grupie zawodowej selekcja dokonuje się w sposób niezwykle bezwzględny - naprawdę nieliczni absolwenci szkół artystycznych są w stanie podjąć udaną walkę o wejście w obieg wystawienniczy, jeszcze mniej z nich jest w stanie pracować twórczo przez całe życie. Poza naprawdę wielką determinacją i pogodzeniem się z życiem w niepewnych warunkach materialnych ta grupa jest najmocniej zagrożona wypaleniem zawodowym. Celem koniecznych zmian w systemie ubezpieczeń powinna być możliwość powiązania sukcesu artystycznego z minimalnym zabezpieczeniem socjalnym, oraz perspektywą na świadczenie emerytalne.

Zrozumienie zasadności postulatu stworzenia funduszu artystycznego pozwalającego na samodzielne opłacanie składek przez twórców może być miarą ambicji modernizacyjnych Polski. Kraju, którego elity polityczne formułują rozmaite projekty służące budowie jej coraz silniejszej pozycji międzynarodowej, zapominając jednocześnie, że coraz szerzej rozpoznawalni  poza jej granicami artyści, będąc w domu boją się głośniej zakaszleć z powodu braku ubezpieczenia zdrowotnego.

Nie wszyscy jesteśmy artystami, niewielu z nas ma ku temu odpowiednie predyspozycje, przygotowanie i zapas determinacji. Ale zanim nazwiemy socjalne postulaty strajku artystów roszczeniowymi, zastanówmy się czy kiedyś ich problemy. nie będą również naszymi.

Mikołaj Iwański (na zdjęciu po prawej), dr ekonomii, absolwent filozofii UAM, autor licznych artykułów dotyczących sztuki, rynku sztuki i ekonomii m.in. publikowanych na łamach Przeglądy Anarchistycznego. Tekst publikowany za zgodą autora. Źródło: www.iwanski.natemat.pl

Ludzie czytają....

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Jesteśmy, działamy, Rozbratu nie oddamy - relacja z demonstracji

18-09-2019 / Rozbrat zostaje!

14 września o godzinie 13:00 na ulicy Pułaskiego, tuż przy istniejącym już 25 lat skłocie Rozbrat, rozpoczął się protest w...

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.