Rozbrat – 20 lat nieposłuszeństwa

  • rozbrat.org
  • sobota, 20 wrzesień 2014
 Rozbrat, miejsce powołane do życia w walących się, opustoszałych budynkach, stało się naszym głosem w rzeczywistości nazwanej „Wolną Polską”, która w tym roku obchodzi 25 lat. Rozbratowi stuknęła właśnie dwudziestka.

Wiara w realną zmianę, która tak bardzo marzyła się wszystkim w 89', nie zaprowadziła nas zbyt daleko. Jako anarchiści zawsze jesteśmy podejrzliwi wobec władzy. W 89' obserwowaliśmy przede wszystkim wymianę elit, które nigdy nas nie interesowały. Za społeczny sukces uznawaliśmy jednak walkę o idee samorządności jako alternatywę dla PZPR. Liczono wtedy, że po 1989 odzyskamy wpływ na nasze życie.

Niestety Polska szybko zaczęła realizować neoliberalne koncepcje, lansowane na całym świecie przez Thatcher i Reagana. Balcerowicz zaaplikował swój plan. Idea samorządności stała się fasadą dla drakońskich zmian w sferze publicznej. Prywatyzowano wszystko, w tym środki produkcji, pod hasłem „wspólne znaczy niczyje”, promowane przez kapitalistyczną propagandę. W rezultacie to, co mogło być wspólne – majątek zbudowany pod radzieckim butem – przeszło w ręce coraz bogatszej mniejszości. Dziś byli dysydenci sami przyznają, że chodziło o szybkie skupienie kapitału w rekach małej grupy posiadaczy.

Ten gorący czas każdy wykorzystywał na swój sposób. Anarchiści wtedy inspirowali wiele działań. W ramach samorządów studenckich zakładali komitety i kolektywy. Zachęcali lokalną społeczność do oporu przeciw budowie, a później do blokady elektrowni atomowej w Klempiczu. Gorące głowy angażowały się w działania, które miały pogrzebać stary świat i zbliżyć nas do autentycznego samorządu. Chcieli wyrwać władzy jak najwięcej i oddać pod zarząd nowo powstającym, demokratycznie zarządzanym strukturom. Dla przykładu, w Poznaniu anarchiści wraz z organizacjami Wolność i Pokój, Niezależne Zrzeszenie Studentów i Solidarność Walcząca w 1990 r. zajęli gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR, domagając się oddania go na użytek publiczny. Ta logika okazała się naiwna. Po 25 latach ten sam budynek UAM chce spieniężyć. Wielu naszych kolegów i koleżanek po kolei odchodziło do wielkiej polityki lub wchodziło w biznesowe układy. Zaczęliśmy być obiektem coraz częstszych ataków inspirowanych przez służby specjalne (co potwierdzają odtajnione akta) czy przez powstające grupki skrajnej prawicy.

To wtedy powołaliśmy do życia Rozbrat. Był to pomysł na przetrwanie, ale też inkubator idei, jakimi żyliśmy i chcieliśmy żyć. Ale po kilku latach już wiedzieliśmy, że izolacja od świata za murami Rozbratu, nie zmieni wiele. W 2000 r. wyjechaliśmy do Pragi na demonstracje rozrastającego się ruchu antyglobalistycznego. Zobaczyliśmy, że nie jesteśmy sami w walce o lepszy świat. Jednak na polskim podwórku niewiele zostało z potężnego ruchu oporu z lat 80. Duże, biurokratyczne związki zawodowe pod szyldem dialogu społecznego i komisji trójstronnych po prostu dogadywały się z władzą, zapominając o pracowniczych interesach, a nawet tłumiąc oddolne pracownicze protesty. Organizacje pozarządowe, NGOsy, uzależniły się od subwencji, robiąc głównie to, za co chcieli płacić grantodawcy, pełniąc często rolę ozdobnika dla brudnych biznesów.
Inni przekierowali gniew w stronę nienawiści dla „komunizmu”, jeszcze inni topili się w obłędzie konsumpcji. Ruch antyglobalistyczny dał nadzieję na zmianę, ale też podpowiadał cały wachlarz narzędzi i taktyk oporu.

Jednym z nich stała się Inicjatywa Pracownicza. Po wielomiesięcznym wspieraniu fali strajków z lat 2001-2002, między innymi strajku i blokady fabryki kabli w Ożarowie, po namowach robotników z zakładów Cegielskiego – powołaliśmy oddolny, alternatywny związek zawodowy. Jego program jest bezpośrednim odwołaniem do idei pracowniczej samorządności, wnosi ducha anarchosyndykalizmu w sferę realnej walki.

Tymczasem Rozbrat staje się przedmiotem spekulacji gruntami i nieruchomościami. W 2009 r. znaleźliśmy się w centrum walki przeciwko przejmowaniu miasta przez deweloperów i kamieniczników. Dociera do nas coraz więcej świadków malwersacji i dzikiej przemocy. Rozbrat jako pierwszy woła „miasto to nie firma”. Obok organizowania się w miejscach pracy widzimy, że trzeba też organizować się w swoim miejscu zamieszkania – choć w czasie śmieciowych umów i śmieciowych najmów, jedno i drugie jest coraz trudniejsze. W 2012 r. powołujemy Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, które na ile jest to możliwe stara się bronić ludzi przed czyścicielami kamienic, blokować eksmisje i ujawniać patologie reprywatyzacji.

Dziś mamy rok 2014. Elity pod hasłem „25 lat wolności” celebrują swoją walkę, której symbolem jest okrągły stół. Wolność jednak nie stała się udziałem eksmitowanych, zwalnianych z pracy za próby organizowania się pracowników, wszystkich, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Zapomina się o wyjątkowym poświeceniu milionów ludzi marzących o odzyskaniu wpływu na własne życie, nie o kapitalistycznym wyzysku i społecznej marginalizacji. Wolność dla elit to wolność głównie gospodarowania na barkach innych, a nie synonim solidarności społecznej, samorządności i różnorodności, a przede wszystkim równości.

Od 20 lat staramy się przedefiniować te kategorie. Chcemy mieć wpływ na własne życie, odrzucić władzę i służbę jej. Już najwyższy czas organizować się na nowo w swoich miejscach pracy, edukacji, na ulicy i w miejscach zamieszkania. Jeśli nie my, to kto, jeśli nie teraz, to kiedy? 20 lat temu zaczęliśmy to robić eksperymentując w Poznaniu na ul. Pułaskiego. Dziś możemy powiedzieć, że tamta mrzonka, szalona idea, wielu pukało się wtedy w głowę, stała się przykładem na to, że można, że alternatywy są możliwe i mogą promieniować na całe miasto, inspirując do walki z niesprawiedliwością, wykluczeniem i niemocą. Dziś stańmy ramię w ramię i wypijmy toast. Nie za to, by Rozbrat przeżył 100 lat, lecz za to, by powstało 100 innych Rozbratów w naszym mieście. Wiemy już, jak to zrobić!