Mięso i polityka

  • Jarosław Urbański
  • czwartek, 13 wrzesień 2012
Z lotu ptaka widzimy przeciętne osiedle mieszkalne, w dole dostrzegamy sylwetki ludzi, dachy domów i samochodów, bawiące się na boisku dzieci. Potem kadr przesuwa się wzdłuż malowniczych pól uprawnych, na których zauważamy pracujące maszyny rolnicze. Tak zaczyna się film „To tylko zwierzęta" Łukasza Musiała i Adama Ptaszyńskiego. Powoli jednak zza horyzontu wyłania się szereg zabudowań, a muzyka zaczyna brzmieć coraz bardziej agresywnie. Kiedy budynki wypełniają cały kadry, orientujemy się, że znaleźliśmy się w innym świecie – codziennego cierpienia i śmierci. Współegzystuje on z naszym, przeczuwamy jego istnienie, ale go nie znamy.


Masowy ubój

Przez ostatnich 20 lat każdego roku zabijało się w Polsce od 15 do 25 mln świń, sto kilkadziesiąt milionów kurczaków, kilka milionów krów, byków i cieląt oraz niezliczone ilości innych zwierząt: koni, królików, owiec, kaczek, gęsi, norek, kóz, karpi, dzików czy jeleni. Polska stała się jednym z największych producentów i eksporterów mięsa w Europie. Wytwarzanie mięsa, skór, futer i innych produktów pochodzenia zwierzęcego odbywa się w kilkudziesięciu tysiącach różnej wielkości przedsiębiorstwach: gospodarstwach, fermach, ubojniach, zakładach przetwórczych, laboratoriach. To gigantyczny przemysł. Obroty samego rynku mięsnego szacuje się na 40 mld zł rocznie.

O warunkach panujących w większości zakładów świadczy relatywnie wysoka śmiertelność zwierząt hodowlanych. W przypadku świń w trakcie hodowli umiera ich rocznie w naszym kraju ponad 1,5 mln, czyli więcej niż 10 proc. populacji. W literaturze fachowej wśród przyczyn wymienia się różnego typu choroby wirusowe, skręty jelit czy owrzodzenie żołądka spowodowane sposobem odżywiania. Jednak jako czynnik najczęściej prowadzący do śmierci podaje się „niewłaściwe zarządzanie": nadmierne zagęszczenie, za ciasne kojce, nieregularne karmienie, utrudniony dostęp do pożywienia i wody (za mało karmników czy za krótkie koryto), za wysoką temperaturę panującą w chlewniach itd. Mówiąc mniej eufemistycznie i „technologicznie", zwierzęta się duszą, umierają z głodu i pragnienia, osłabione padają ofiarą chorób, a „ogłupiałe" dokonują także samookoleczenia. Trudne i nienaturalne warunki prowadzą też do kanibalizmu: zjadania uszu, ogonów czy boków. Mnożą się w takich przypadkach infekcje. Pod dachami tuczarni i innych zakładów hodowlanych, pokrywającymi całymi hektarami nasz krajobraz, trwa gehenna setek milionów zwierząt, które zanim trafią na nasze stoły, przechodzą niewyobrażalne katusze.

Skazani na schabowy

Centrum produkcji zwierzęcej w Polsce jest Wielkopolska. Tu koncentruje się największa liczba ferm i zakładów przetwórczych. Co ciekawe, jeszcze 100–150 lat temu w jadłospisie przeciętnej rodziny chłopskiej w tym regionie nie znaleźlibyśmy mięsa. Był to towar luksusowy, podawany na stołach ziemian i mieszczan, eksportowany do bogatszych krajów. Chłopi, a przede wszystkim robotnicy rolni – oczywiście raczej z przymusu niż z wyboru – pozostawali w zasadzie jaroszami.

Jednakże w historii gospodarczej Wielkopolski od stuleci ważny był eksport zwierząt i mięsa do krajów za zachodnią granicą. W momencie gwałtownej industrializacji Niemiec w II połowie XIX w. okolice Poznania i Bydgoszczy stały się zapleczem przemysłowej produkcji rolniczej dla rodzącej się potęgi ekonomicznej Rzeszy. Wówczas to upowszechniła się na przykład hodowla świń, których ponad połowa trafiała do Niemiec, głównie do Berlina i na Dolny Śląsk. W ten sposób ukształtowały się zręby przemysłowej produkcji hodowlanej w Wielkopolsce, a mięso stało się – choć nie musiało – jednym z głównych źródeł protein i jednocześnie przyczyną szeregu chorób, np. związanych z układem krążenia.

Spożywanie mięsa stało się synonimem dostatku. Jemy go w Polsce w przeliczeniu na głowę mieszkańca coraz więcej. W ciągu ostatnich 10 lat konsumpcja mięsa wzrosła o około 15 proc.

Rzeźnik i nauczyciel

Masowe zabijanie zwierząt i produkcja mięsa na przemysłową skalę są możliwe tylko dzięki utrzymywaniu rygorystycznego podziału pracy. W rzeźniach zatrudniane są najczęściej osoby zajmujące najniższą pozycję społeczną. Według badań socjologicznych prestiż rzeźnika i oborowego jest wielokrotnie niższy niż nauczyciela.

Kiedyś byli to właśnie wielkopolscy robotnicy rolni, analfabeci, przymuszani do pracy na folwarkach pod rygorem postfeudalnych ustaw zabraniających im się organizować i strajkować. Dzięki ich pracy na mieszczańskie stoły w Berlinie i Breslau trafiały kiełbasy, polędwice, szynki i schabowe. Kiedy zbuntowali się po 1918 r., władze odrodzonej Polski dokonały brutalnego rozprawienia się z protestami. Padli zabici, wielu trafiło do więzienia.

Dziś w niemieckich rzeźniach zatrudnionych jest 18 tys. pracowników, w tym wielu imigrantów, także z Polski. Podobnie w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 50. i 60. w rzeźniach okolic Chicago pracowali w większości czarni pracownicy, a dziś coraz częściej spotyka się tam imigrantów z Meksyku czy innych krajów Ameryki Łacińskiej. Ubój zwierząt łączy się nieuchronnie z wyzyskiem ludzi – pracowników.

Na tegorocznym Międzynarodowym Zjeździe Praw Zwierząt, który odbył się w lipcu w Polsce, delegat z Niemiec i delegatka z Estonii przedstawili w swoim wspólnym wystąpieniu wyniki badań, jakie prowadzili wśród pracowników rzeźni. Kim są? Jak znoszą codzienne obcowanie ze śmiercią setek istnień?

– Rzeźnie to wyraz kapitalistycznej, fordystycznej produkcji – mówili – gdzie człowiek, podobnie jak w fabryce samochodów, staje się tylko elementem technologii i częścią ekonomicznej racjonalizacji. Rutynizowanie czynności, przestrzenna i werbalna, a co za tym idzie – emocjonalna izolacja ma ułatwić dostosowanie się do trudnych warunków, pomóc przyzwyczaić się pracownikowi do sytuacji i strywializować jego udział w całym procesie zabijania. Dodatkowo za całą tą technologią stoją oficjalna ideologia i odwołanie się do tradycyjnego podziału ról – mężczyźni zabijają, kobiety czyszczą, sprzątają i zajmują się innymi czynnościami. Mimo tych zabiegów rotacja pracowników w rzeźniach jest bardzo duża.

W polskim przemyśle mięsnym zatrudnionych jest – według różnych źródeł – od 80 do 125 tys. pracowników. Znaczna część z nich pracuje na „śmieciowych umowach", za najniższe stawki, nierzadko dojeżdżając do pracy wiele kilometrów. W wielkich przetwórniach podejmują pracę, godząc się przez osiem, a nawet więcej godzin (nadgodzina są często normą) znosić wilgoć, przenikliwe zimno i mdlący zapach mięsa, który jest wszechobecny na halach produkcyjnych.

Jaka równość?

– Kiedy norweskie związki zawodowe i związana z nimi Partia Pracy – wyjaśniała mi jedna z polskich działaczek – zorientowały się, że istniejące na fermach zwierząt futerkowych miejsca pracy charakteryzują się wyjątkowo podłymi warunkami, których w istocie nie warto bronić, szala poparcia dla tego typu firm przechyliła się na stronę obrońców praw zwierząt – opowiadała. Niewykluczone, że właśnie to zadecyduje o wprowadzeniu zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Norwegii.

Od samego początku w ruchach emancypacyjnych widoczne były dwie tendencje. Pierwsza chciała, aby prości ludzie mieli dokładnie to, co elity: od parlamentarnej władzy po schabowy na stole. Druga dowodziła, że trwałe zniesienie wyzysku jest możliwe jedynie poprzez głębokie przeobrażenie życia społecznego, także na poziomie konsumpcji i wartości. Przemysł mięsny, podobnie jak np. samochodowy, w ciągu ostatniego stulecia gwałtownie przeobraził nasze społeczeństwa i stał się powodem szeregu zagrożeń nie tylko etycznych, ekologicznych, ale także politycznych, których – zdaje się – jesteśmy najmniej świadomi.

Dzisiejszy system sprawowania władzy politycznej i ekonomicznej opiera się tymczasem na akceptacji pewnych struktur naszego codziennego funkcjonowania; na – przykładowo – bagatelizowaniu związku pomiędzy technologiami i umiejętnościami mordowania zwierzą, a rasistowskim traktowaniem i masowym mordowaniem ludzi. Dlatego część dysydentów występując przeciwko autorytarnej władzy, instytucjonalnemu Kościołowi i wielkiej własności twierdzili równocześnie, że mięso jest oznaką zamożności, a odrzucenie go – aktem solidarności z uciśnionymi, zwierzętami i ludźmi.

Tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku „Przekrój”

Ludzie czytają....

Licytacja Rozbratu: najczęściej zadawane pytania

04-07-2019 / Rozbrat zostaje!

Teren Rozbratu jest zagrożony licytacją za długi pewnej prywatnej firmy. Poniżej znajdziesz odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania wokół tego problemu.

Nocne ataki bojówkarzy przed Marszem Równości

08-07-2019 / Poznań

W nocy 6 lipca "aktywiści" Młodzież Wszechpolska Poznań oraz ich sympatycy, min. znany już z wcześniejszych ataków Remigiusz Stalewski, właściciel...

Zbiórka na Zemstę!

08-07-2019 / Ruch wolnościowy

Anarchistyczny Klub/Księgarnia Zemsta jest świeżo po przeprowadzce, która bardzo nadwyrężyła finansowo ekipę. Potrzebne Wasze wsparcie! Poniżej przekazujemy link i treść...

„Rozbrat is here to stay!” The oldest squat…

29-06-2019 / News in english

In October, Rozbrat squat is celebrating its 25th birthday, but its future is uncertain. A bailiff is preparing to auction...