Nowy nacjonalizm. Dlaczego trup wyszedł z szafy?

  • Jakub Skibiński
  • środa, 04 grudzień 2013
Celem tekstu jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, dlaczego idee i organizacje nacjonalistyczne czy też faszyzujące przeżywają obecnie rozkwit. Oczywiście jest to jedno z tych pytań, na które chyba nie można udzielić w pełni satysfakcjonującej i wyczerpującej odpowiedzi.  


Tytułowy nacjonalizm jest tu definiowany nie według klucza anglosaskiego, w myśl którego nacjonalizm jest utożsamiany z ideą narodową i jako taki nie jest nacechowany jednoznacznie pejoratywnie. Idzie tu zatem o kontynentalne rozumienie nacjonalizmu, w myśl którego termin ten oznacza konstruowanie ekskluzywnej, despotycznej wspólnoty narodowej. Tak postrzegany nacjonalizm pojawił się w XIX w. Narody są zatem tworami istniejącymi wcześniej, niż tak rozumiany nacjonalizm, gdyż pierwotnie projekt ich powstania (z pozoru jedynie odnoszący się do niezmiennych i istniejących „od zawsze” cech) miał wymiar emancypacyjny, bo rozbijał zastaną, zatęchłą i zaskorupiałą feudalną strukturę stanową, torując drogę kapitalizmowi i nowoczesności. Ów narodowy projekt miał zatem wówczas charakter nie wykluczający, lecz wkluczający. Widać to dobrze na przykładzie polskim, gdzie włączanie kolejnych warstw społecznych do wspólnoty narodowej, ograniczającej się jeszcze w XVIII w. jedynie do szlachty, a więc ok. 10% społeczeństwa, wiązało się jednocześnie z pewnym zrównaniem praw formalnych, które znajduje odbicie w znoszeniu przywilejów stanowych i przejmowaniu (współ)odpowiedzialności za państwo.


Badacze współczesnego nacjonalizmu podkreślają jednak, że – obok form radykalnych – na ogół występuje on w wersji „banalnej”. „Banal Nationalism” to pojęcie ukute przez Michaela Billiga na określenie faktu obecności pewnej formy nacjonalizmu w codziennej praktyce życia społecznego. Wspólnotę narodową utrwalamy bowiem każdego dnia, posługując się danym językiem, ucząc się w szkole historii Polski, kibicując polskiej reprezentacji w piłce nożnej czy wywieszając flagę w rocznicę narodowych świąt. Billigowski banalny nacjonalizm to zatem pewien typ tożsamości, który jednak w kryzysowych momentach ma tendencje do radykalizacji. Pod tą biało-czerwoną pokrywą kryje się jad, który w pewnych momentach może wytrysnąć.

Radykalizacja ta może mieć dwojakie znaczenie. Nacjonalizmem może się posłużyć państwo w okolicznościach wojennych, ale także środowiska skrajnej prawicy, kiedy zaczną z tą – pozornie „zbanalizowaną” flagą – maszerować, by przy okazji wykrzykiwać dyskryminacyjne hasła. Radykalizację tę, czyli tytułowe „wyjście trupa z szafy”, możemy obserwować przede wszystkim rokrocznie 11 listopada. Odbywający się wówczas przemarsz rozrósł się z dwustuosobowej demonstracji w 2008 r. do co najmniej kilkunastotysięcznej w 2013 r. Trup zatem ożył.

Jako że nacjonalizm ma wiele form i odcieni i nie da się sprowadzić go do czegoś jednego, wyjaśnień fenomenu rozwoju skrajnej prawicy można, a nawet trzeba, poszukiwać na kilku płaszczyznach.
Środowiska skrajnej prawicy dokonały przede wszystkim sporych przesunięć w zakresie swej teorii politycznej. Jawny rasizm i ksenofobia zostały zastąpione sloganami o odrzuceniu społeczeństwa multikulturowego i dyskursem cywilizacyjnym, przejawiającym się w hasłach o obronie europejskich wartości. Udaje się to przede wszystkim w krajach byłego bloku wschodniego, gdzie kwestie narodowościowe były sztucznie wygaszone przez komunizm, w efekcie czego społeczeństwa nie przepracowały problemów, związanych z zagrożeniami ze strony skrajnej prawicy. Czynnikiem dodatkowo napędzającym jest kryzys gospodarczy. Wreszcie nacjonaliści w ciągu kilku ostatnich lat dokonali zręcznych zmian wizerunkowych – z nazi-skinów w kibiców i hip-hopowców. Powstała w ten sposób subkultura posługuje się tymi samymi kategoriami, jakich używają mniejszości, tzn. czuje się osaczona, dyskryminowana, domaga się tolerancji ze strony otoczenia społeczno-politycznego.

Szara eminencja ideologii nacjonalistów

W rozważaniach nad teorią współczesnego nacjonalizmu zwraca się często uwagę na postać Romana Dmowskiego, który jest ojcem duchowym współczesnych ruchów skrajnie prawicowych. Warto jednak zwrócić uwagę, że klasyczna, przedwojenna endecja akcentowała przede wszystkim jedność narodową, atakując m.in. ówczesnych socjalistów za rozbijanie tej jedności poprzez konflikt ekonomiczny. Zarazem Dmowski podkreślał, że narody nie mają przyjaciół, tylko mają interesy. Dzisiejsi natomiast nacjonaliści, ze swoją ponadnarodową współpracą i jednoczesnym generowaniem „wojny kulturowej” wewnątrz społeczeństw, z których się wywodzą, wydają się być w znacznie większym stopniu politycznymi dziećmi Feliksa Konecznego i jego teorii cywilizacji.
 
Koneczny

Już Adam Mickiewicz dzielił społeczeństwa na te, które dążą do wolności (np. Polacy, Węgrzy) i te niejako genetycznie zrośnięte z systemem despotycznym (Rosjanie). W sposób systematyczny jednak teoria cywilizacji zaczęła się pojawiać dopiero w 20-leciu międzywojennym. Na gruncie polskim ukształtował ją historyk, historiozof i publicysta „Myśli Narodowej” Feliks Koneczny. W swej analizie, posługując się typowym rozumowaniem indukcyjnym, Koneczny uogólniał i syntetyzował własne obserwacje na temat najistotniejszych regionów świata, dzieląc go w istocie na kilka cywilizacji. Za najbardziej rozwiniętą i najbardziej humanistyczną uznał cywilizację łacińską, do której zaliczył także Polskę. Na styku cywilizacji zachodzi, wedle Konecznego, ich rywalizacja, a cywilizacje niższe wypierają wyższe. W 1931 r. pisał on, że w Polsce istnieją cztery cywilizacje: bizantyńska, turańska, żydowska i łacińska, przy czym trzy pierwsze czynnie zwalczają tę ostatnią. Zarazem Koneczny wychodził z założenia, że nie jest możliwe coś, co nazwalibyśmy „dialogiem kultur”, ponieważ jego zdaniem nie może dojść do syntezy dwóch różnych form organizacji życia społecznego.

Widać wyraźne, jak jego hasła – odświeżone przez Samuela Huntingtona w 1993 r. w książce „Zderzenie cywilizacji” – przekładają się dzisiaj na dyskurs skrajnej prawicy. Nieczęsto pojawiają się tu już hasła o fizycznej czy intelektualnej wyższości białego człowieka nad czarnymi, dominują natomiast teksty o odrzuceniu tolerancji czy wielokulturowości. W tej ostatniej postrzega się zagrożenie dla „cywilizacji europejskiej”, gdyż według osób szermujących tym hasłem w perspektywie kilku czy kilkunastu lat Staremu Kontynentowi grozić ma upadek z powodu zalewu ludności czarnoskórej czy arabskiej.

Jest to zjawisko o tyle nowe, że współczesny nacjonalizm okazuje się być już nie tylko reprezentantem partykularnych interesów danego narodu. Staje się on także uniwersalną ideologią europejską, co umożliwia prawicowym radykałom z wielu państw wspólne maszerowanie. W przeciwieństwie do okresu międzywojennego, głównymi przeciwnikami nie są już sąsiednie państwa (choć gdzieniegdzie pobrzmiewają nadal hasła o polskości Wilna i Lwowa), lecz mniejszości narodowe i religijne spoza Europy oraz mniejszości seksualne. Ostrze ich ksenofobicznej retoryki zmienia więc swój charakter. Sądzę, że w dyskursie nacjonalistów okopywanie się na takich właśnie pozycjach to zupełnie nowa jakość.

Z komunizmu w nacjonalizm

Liczni badacze nacjonalizmu zgadzają się, że szczególnie narażona na odradzanie się tego zjawiska jest Europa środkowa i wschodnia. Można tutaj wyróżnić trzy zasadnicze stanowiska. Pierwsze, ujmujące problem w perspektywie długiego trwania, mówi o tym, że nacjonalizm bywa przedstawiany i odbierany jako odpowiedź na zapóźnienia cywilizacyjne postkomunistycznej części Europy. W tym kontekście warto przywołać teorię Immanuela Wallersteina, który uważa, że światowe peryferia czy półperyferia nie mogą powtórzyć doświadczeń modernizacyjnych Zachodu, ponieważ odmienne są warunki brzegowe, relacje między państwami i etap rozwoju kapitalizmu. Dlatego też, o ile Zachód modernizuje się (modernizował do niedawna?) przez integrację, o tyle dawny blok wschodni – przez dezintegrację (rozpad ZSRR, Czechosłowacji, Jugosławii). Wallerstein nie odpowiada jednak na nasuwający się w tym punkcie paradoks. Nacjonalizm zdaje się wszak jednocześnie modernizację kontestować i dążyć do modernizacji.

Inna teoria, w myśl której państwa środkowo- i wschodnioeuropejskie miałyby być szczególnie podatne na oddziaływania skrajnej prawicy mówi, że odrodzenie nacjonalizmu w tym regionie Europy wynika z faktu nieukończenia procesów narodotwórczych. Zachód zatem przepracował krytycznie swą pamięć historyczną, zdemitologizował przeszłość i zrobił wiele w kierunku wygaszenia dawnych konfliktów etnicznych oraz podjął próbę integracji w ramach Unii Europejskiej. Natomiast w Europie Środkowej i Wschodniej na zgliszczach państwowo-socjalistycznego wariantu modernizacji nastąpiło odmrożenie konfliktów narodowościowych i etnicznych oraz przeformułowanie pamięci historycznej. Przez to dawni zdrajcy okazują się bohaterami (np. UPA na Ukrainie, Ustasze w Chorwacji, NSZ w Polsce).

Trzecia perspektywa w tym zakresie to perspektywa krótkiego trwania, w myśl której nacjonalizm pełni funkcję ideologii (tożsamości) zastępczej po upadku komunizmu. Jak wskazuje Ernest Gellner, ideologia nacjonalistyczna wykazuje wiele podobieństw ze stalinizmem. Obie są dziećmi nowoczesności, obie są deterministyczne, obie poszukują wroga (stalinowska teoria o zaostrzaniu się walki klas w ramach budowy socjalizmu vs walka z Innym/Obcym). Wedle Gellnera jednak tożsamość narodowa była silniejsza od klasowej, co pokazał m.in. wybuch I wojny światowej. W 1914 r. robotnicy pozostali bowiem głusi na hasła głoszone m.in. przez Jeana Jauresa, który nawoływał do porzucenia broni i rozpoczęcia strajku generalnego.
 
Komunizm nacjonalizm copy

Dlatego też po 1990 r. nacjonalizm, w formie chyba pośredniej między „banalną” i „radykalną”, wykorzystywano do reintegracji wspólnoty. Nacjonalizm bowiem radykalizuje się wszędzie tam, gdzie słabną tradycyjne więzi – rodzinne, religijne, sąsiedzkie, a jednocześnie brakuje alternatywnej, wolnościowej propozycji tożsamościowej czy wspólnotowej. Widać to dobrze na przykładzie szybkiego nabywania świadomości narodowej przez polskich chłopów, którzy z przyczyn ekonomicznych emigrowali do USA. Okazywało się nagle, że osoba będąca poddanym innego władcy mówi tym samym językiem, wyznaje tę samą religię i reprezentuje zbliżone wzorce kulturowe.

Stąd w latach 90. w krajach byłego bloku wschodniego eksplozja symboliki narodowej, martyrologia w podręcznikach do historii czy synonimiczne używanie pojęć „wspólnota narodowa” i „wspólnota obywatelska”. Nacjonalizm był dla władz wygodny, ponieważ pozwala odwracać uwagę społeczeństwa od wysokich kosztów transformacji za pomocą odwoływania się do retoryki narodowej.

Kryzys paliwem nacjonalistów

Czynnikiem napędzającym współczesny nacjonalizm jest także strukturalny kryzys kapitalizmu. Utarło się przekonanie, że kryzys gospodarczy otwiera szansę dla radykalnie lewicowej polityki. Jednak historia pokazuje, że  kwestia ta jest bardziej skomplikowana. Jak powiada Eric Hobsbawm, nacjonalizm, nie posiadając żadnego pozytywnego programu, jest wyrazicielem gniewu i braku bezpieczeństwa w obliczu społecznych napięć, dlaczego w okresie kryzysu jego popularność może rosnąć. Wojciech Burszta z kolei pisze o „kotwicach pewności”, które są poszukiwane zawsze wtedy, gdy wyczerpuje się dotychczasowy system przekonań i wartości. Nacjonalizm owe kotwice oferuje, podsuwając łatwe odpowiedzi na trudne pytania.

Dlatego też ideom lewicowym i egalitarnym nie sprzyjał Wielki Kryzys z okresu międzywojennego. Polska Partia Socjalistyczna straciła wtedy mniej więcej połowę członków, a tendencje faszyzujące czy autorytarne narastały w całej Europie, by wymienić najbardziej reprezentatywny przykład, czyli przechwycenie władzy przez NSDAP w 1933 r. Ruchy lewicowo-emancypacyjne w XX w. zyskiwały zatem albo w przeddzień kryzysu (jak np. w rewolucyjnej Rosji 1917 r.) albo już po zakończeniu kryzysu (przykładem może być PPS, który w wyborach samorządowych w 1939 r., zdobył ponad 26% głosów, znacznie wyprzedzając Stronnictwo Narodowe).

Kryzys sprzyja ponadto zjawisku, które antropologowie określają jako poszukiwanie „kozła ofiarnego”. Wielokrotnie w historii takim kozłem ofiarnym stawały się elity ekonomiczne. Obecnie jednak dominująca kultura konsumeryzmu promuje postawę „radź sobie sam”, a osoby, napotykające na strukturalne przeszkody w osiąganiu samodzielności bytowej są stygmatyzowane jako niedostatecznie zdolne czy niezaradne. Nacjonaliści w żaden sposób nie starają się organizować tych, którym system ekonomiczny dał się najbardziej we znaki. Przeciwnie – stosując uproszczoną, nachalną propagandę, odciągają uwagę od realnych problemów bieżącej rzeczywistości, strasząc homoseksualistami, komunistami (czyli wszelkimi Innymi politycznie – począwszy od socjaldemokratów, skończywszy na centroprawicy), a także – choć coraz rzadziej w sposób jednoznaczny – Żydami czy czarnoskórymi. Straszą chyba skutecznie, bo wśród dziesięciu najbardziej dosadnych internetowych obelg czołowe miejsca zajmują słowa takie, jak pedał, żydek, ciota, czarnuch i lewak.

Nacjonaliści wchodzą na bit

Wreszcie tlenu skrajnej prawicy dodają nowe formy wyrazu, a przede wszystkim przyjęcie przez jej przedstawicieli estetyki, charakterystycznej dla kultury hip-hopowej. Stąd nasuwa się niejako z automatu wniosek, odnośnie natury współczesnego nacjonalizmu – jest to ruch niemal w całości miejski (nie w sensie postulatów, lecz w sensie umiejscowienia), gdyż formy wyrazu takie, jak graffiti czy tagowanie, mogą się sprawdzić jedynie w otoczeniu miejskim. Jest to nowa jakość w odniesieniu do Ligi Polskich Rodzin czy antysemickiego środowiska Radia Maryja, które zwykły szermować hasłami o obronie polskiej ziemi przed wykupieniem jej przez cudzoziemców oraz afirmować wieś jako ostoję polskości, konserwatyzmu i tradycji.

Wśród polskich nacjonalistów od lat 80. dominowała stylizacja na skinheadów. Widać to wyraźnie w estetyce ich ulicznych przemarszów. W latach 90. dominowali na nich mężczyźni, ubrani w glany, jasne dżinsy, szelki i zielonkawe lub szare fleki, niosący pochodnie lub wykonujący hitlerowskie pozdrowienie. Od tego czasu w obrazie skrajnego prawicowca wiele się zmieniło. Zmiany wizerunkowe w polskim ruchu nacjonalistycznym dokonały się przede wszystkim za sprawą środowiska Autonomicznych Nacjonalistów.

Dziś na organizowanych przez nich demonstracjach dostrzec można profesjonalnie zaprojektowane i wydrukowane transparenty, ustawione wzdłuż głównej kolumny marszowej, a dominującym kolorem na tego typu wydarzeniach jest czerń. Czarne bojówki lub markowe dresy wyparły jasne dżinsy, czarne bluzy z kapturem zastąpiły fleki, przyciągające kibiców race w dużej mierze wyparły pochodnie. Obok tradycyjnych, biało-czerwonych flag ich uczestnicy dzierżą także czarne sztandary z mieczem i młotem – symbolem strasseryzmu, socjalnej frakcji NSDAP. Warto zwrócić uwagę, że tego rodzaju odwołanie do narodowego socjalizmu jest znacznie mniej czytelne, od wykonywania hitlerowskiego pozdrowienia czy eksponowania swastyki. Tak więc nacjonaliści, poprzez rewolucję w sferze estetycznej, nauczyli się odwoływać do nazizmu w znacznie bardziej zakamuflowany sposób, nieczytelny dla większości mediów, a przez to także – dla opinii publicznej.

Jednym z najnowszych zjawisk na scenie skrajnie prawicowej i zarazem muzycznej jest nacjonalistyczny, a nawet neonazistowski rap. Jest to także dobitny dowód na zmianę mód, jaka zaszła na polskiej skrajnej prawicy. W latach 90. dominowały tutaj przecież brzmienia spod znaku „Rock Against Communism” czy narodowosocjalistycznego Black metalu. Wiele zespołów w swych nazwach umieszczało akronimy 14 lub 88, a w tekstach pojawiały się zupełnie jednoznaczne odwołania do III Rzeszy czy ideologii narodowego socjalizmu. Wszystko to było odbiorcy podane zazwyczaj w topornie patetycznej formule, a i wiele utworów nie było najlepszych od strony muzycznej.

Obecnie rap jest środkiem wyrazu, stosowanym przez licznych wykonawców o skrajnie prawicowych przekonaniach. Raper PIH, który określił niegdyś Kubę Wojewódzkiego "żydowskim ścierwem, które promuje, kurwa, homoseksualizm i obywateli państwa Izrael, którzy nienawidzą Polaków", popiera Marsz Niepodległości. Zjednoczony Ursynów, zespół jawnie związany z Autonomicznymi Nacjonalistami, w jednym z utworów rapuje: „Niech żyje Polska, niech wiedzie prym, niech Europa przed nami drży”. Wuem Enecha nagrał klip promocyjny dla neofaszystowskiego zina „Droga Legionisty”. Wielu z tych twórców tworzy muzykę na dobrym poziomie (choć pojawiają się także przykłady raczej psychiatryczne, jak np. Wojsław, który sepleniąc, rapuje pod symbolem swastyki), a ich kawałki mają na YouTube wiele odtworzeń. Dzięki wzmożonemu zainteresowaniu hip-hopem treści neofaszystowskie docierają na blokowiska, a także przenikają do rapu, którego tematyką jest kibicowanie oraz sport (przykładem nagrywane na siłowni klipy Bonus RPK, na których widać transparenty z logiem Good Night Left Side).

Rasizm przeciwko rasistom?

Manifestowanie swej obecności w przestrzeni publicznej za pomocą street artu czy innych, odległych od mainstreamu środków wyrazu jest zjawiskiem cechującym najróżniejszego typu mniejszości, które nie mają swojej oficjalnej reprezentacji ani innych możliwości wyrazu. Gdy jednak nacjonaliści zaczynają posługiwać się tego typu narzędziami, powstaje sytuacja zakrawająca o schizofreniczność – środowisko rasistowskie, homofobiczne i opierające się na wykluczeniu i dyskryminacji na wielu poziomach staje się oto ofiarą opresyjnego systemu; produkuje siebie jako mniejszość, która rozpaczliwe wręcz chwyta się wszelkich możliwych środków wyrazu. Tak właśnie można wyjaśniać fenomen nacjonalistycznych zinów i całej towarzyszącej im blokerskiej retoryki i estetyki, na potrzeby której ukuto określenie „podziemnego patriotyzmu”.

Na potrzeby analizy wspomnianego procesu, w którym nacjonaliści produkują samych siebie jako mniejszość, trzeba zaproponować redefinicję samego pojęcia mniejszości. Warto więc przywołać spostrzeżenia francuskiego filozofa Gilles’a Deleuze’a, który pisał: „Różnica między mniejszością i większością to nie kwestia liczby. Mniejszość może być bardziej liczna od większości. Większość definiuje się przez model, do którego trzeba się dostosować – na przykład dorosły Europejczyk, mężczyzna mieszkający w mieście… Mniejszość z kolei nie posiada żadnego modelu, jest stawaniem, procesem. Można powiedzieć, że większość to nikt… Mniejszość wytwarza sobie modele o tyle tylko, o ile chce się stać większością…”.

Cytat ten ukazuje, że owa wytwarzająca mniejszość maszyna społeczna działa niejako a rebours; gdyż ci, którzy domagają się tolerancji dla samych siebie, jednocześnie tworzą sztywne modele heteroseksualnej, białej rodziny, żyjącej w jednolitym etnicznie, biało-czerwonym państwie. Nacjonaliści, ale także i mniej radykalne odłamy prawicy, dokonują tu zręcznego manewru, ukazując siebie samych jako uciskanych przez rzeczywiste mniejszości i liberalną poprawność polityczną. Pojawiają się więc głosy środowiska związanego z „Frondą” o tym, że katolicy są w Polsce dyskryminowani. Bardziej radykalne środowiska prawicowe sytuują siebie jako tych, którzy zwalczają rasizm, wymierzony w białą ludność. Serwisy nacjonalistyczne pełne są płaczliwych doniesień o rzekomo tragicznej sytuacji białej ludności w RPA, która jest dyskryminowana przez autochtonów od momentu upadku systemu apartheidu. Na wspomnianych stronach wszelkie incydenty, w których ofiarą jest osoba biała, a napastnik wywodzi się spoza Europy, są podnoszone do rangi świętej wojny cywilizacji, w której trzeba bronić Zachodu przed napływem ludności z innych kontynentów, która ów Zachód chciałaby zniszczyć. Wreszcie poprawność polityczna uznawana jest przez nacjonalistów za narzędzie, za pomocą którego imigranci niszczą europejską cywilizację.
 
***

Reasumując, przyczyn rozwoju ruchów nacjonalistycznych w ciągu ostatnich kilku lat można poszukiwać z jednej strony w czynnikach systemowych. Strukturalny kryzys kapitalizmu napędza ruchy protestu, a tym trudno nadać lewicowy i antyautorytarny charakter w krajach postkomunistycznych. Z drugiej strony nacjonaliści posługują się bardzo sprawnymi sztuczkami socjotechnicznymi. Odświeżenie przekazu, zarówno w kwestii formy, jak i treści, otwarcie się na nowe środki wyrazu (które są atrakcyjne przede wszystkim dla najmłodszego pokolenia) przynosi skrajnej prawicy nowych zwolenników.

Ludzie czytają....

Licytacja Rozbratu: najczęściej zadawane pytania

04-07-2019 / Rozbrat zostaje!

Teren Rozbratu jest zagrożony licytacją za długi pewnej prywatnej firmy. Poniżej znajdziesz odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania wokół tego problemu.

Nocne ataki bojówkarzy przed Marszem Równości

08-07-2019 / Poznań

W nocy 6 lipca "aktywiści" Młodzież Wszechpolska Poznań oraz ich sympatycy, min. znany już z wcześniejszych ataków Remigiusz Stalewski, właściciel...

Zbiórka na Zemstę!

08-07-2019 / Ruch wolnościowy

Anarchistyczny Klub/Księgarnia Zemsta jest świeżo po przeprowadzce, która bardzo nadwyrężyła finansowo ekipę. Potrzebne Wasze wsparcie! Poniżej przekazujemy link i treść...

„Rozbrat is here to stay!” The oldest squat…

29-06-2019 / News in english

In October, Rozbrat squat is celebrating its 25th birthday, but its future is uncertain. A bailiff is preparing to auction...