Początek kryzysu – koniec neoliberalizmu

  • (basta)
  • środa, 31 marzec 2010
Kto w poniedziałkowy wieczór, 29 marca, próbował dotrzeć na prezentację dziesiątego numeru Przeglądu Anarchistycznego, musiał wchodząc do Galerii Arsenał, wspiąć się po schodach na pierwsze piętro, gdzie miała miejsce wystawa obrazów. Później drogi gość musiał się prześliznąć najpierw przez jedną szczelinę w ścianie do mniejszego pomieszczenia wystawowego, następnie przez drugą szczelinę do salki, gdzie mieściła się instalacja przedstawiająca remontowany pokój, dopiero potem przez trzecią szczelinę do skromnie oświetlonej sali, której ściany również obwieszone były obrazami. Prezentacja Przeglądu odbyła się zatem w otoczeniu sztuki, w nastrojowej atmosferze i w dość kameralnym gronie. Hasło przewodnie prezentacji brzmiało: „Początek kryzysu - koniec neoliberalizmu”. Głównym przedmiotem analizy w nowym Przeglądzie jest kryzys, który wybuchł w 2008 roku, oraz zmiany społeczne zachodzące w czasie każdego kryzysu, kiedy dochodzi do zaostrzenia stosunków społecznych. Część pierwsza, w której głos zabrał Jarosław Urbański, dotyczyła początku kryzysu w Polsce, jednak aby tradycji anarchistycznej „pod prąd” stało się zadość, prezentacja zaczęła się  od części drugiej - od przedstawienia przez Krzysztofa Króla, na czym miałby polegać wspomniany w temacie spotkania „koniec neoliberalizmu”.
Koniec neoliberalizmu

W głównym nurcie analizy kryzys opisuje się z perspektywy finansowej stratosfery – instytucji finansowych. Taki jego obraz jest często niezrozumiały dla „zwykłych” ludzi. Przyczyny kryzysu przypisuje się z jednej strony nadprodukcji, a z drugiej - obniżonej konsumpcji. Nadwyżkami można spekulować do czasu, gdy w momencie kryzysu zasoby na które nie ma zbytu są niszczone. Z kolei w tej analizie nacisk kładzie się na wypracowanie zmian technologicznych, mających poprawić zarządzanie produkcją i uniknięcie załamań w przyszłości.

Natomiast z analizy społecznej kryzysu wynika, iż jest on również owocem stosunków klasowych w społeczeństwie, a nie tylko gospodarczych. Dlatego kryzys ma wpływ na ludzi, ale jednocześnie ludzie wpływają na kryzys. Ten ostatni niesie ze sobą załamanie, może nawet śmierć systemu i możliwość jego zmiany – rodzi się potencjał rewolucyjny. Kapitalizmowi, poprzez jego wewnętrzne sprzeczności zawsze towarzyszył kryzys. Świadczą o tym cykle rozwoju kapitalizmu rozgraniczone kolejnymi załamaniami. Z naszej strony podkreśla się rolę, jaką w funkcjonowaniu kapitału odgrywają robotnicy – to oni wytwarzają wartość dodaną, która jest fundamentem akumulacji. Bazą kapitalizmu są ludzie, którzy mogą na niego wpływać. Dlatego opiera się on na stosunkach społecznych, nie jest natomiast autonomiczną machiną ekonomiczną, matematyczną czy niezależnym rynkiem.

Kryzys jest zarówno sposobem dyscyplinowania ludzi, jak i momentem zmian form dyscyplinowania, zmian stosunków pracy i relacji społecznych. Przyjrzyjmy się kryzysowi z lat 70. XX w. Wypracowane wówczas rozwiązania stały się przyczyną obecnego załamania. Ale jak doszło do wcześniejszego krachu? Po II wojnie pozycja robotników w głównych sektorach umożliwiała im wpływ na własny los, ich siła była o wiele większa. Inaczej rysowała się relacja pomiędzy sektorem korporacyjnym a sektorem pracy. Funkcjonował szeroki wachlarz zabezpieczeń socjalnych a realne dochody robotników (ich płace) były stosunkowo wyższe. Dla kapitału stanowiło to problem związany ze stopą zysku – zbyt wiele wypracowanego dobra trafiało w ręce robotników. Z tego punktu widzenia należało to zmienić.

Kapitał stosował różne metody, wśród nich: 1) otwarcie zachodnich rynków pracy na imigrację (niezorganizowaną, o mniejszych wymaganiach, zastraszoną), np. szwedzkiego na emigrantów z Jugosławii, Amerykańskiego na Meksykanów, angielskiego na przybyszów z byłych kolonii, holenderskiego na Surinamczyków; 2) zmiany w technologii produkcji – zatrudniano mniej pracowników, dawano niestabilne kontrakty, przyjmowano do pracy tymczasowej; 3) przenoszenie produkcji do krajów peryferyjnych (globalizacja kapitału); 4) atak polityczny na klasę robotniczą (w ramach demokratycznych dokonali go np. Reagan, Tatcher; niedemokratyczne narzucenie ideologii neoliberalnej nastąpiło w Chile, Argentynie).

Zainicjowane procesy wywołały skutki w postaci zmniejszających się płac klas pracujących. W wyniku postępującej koncentracji kapitału zwiększały się nierówności społeczne, co w interpretacji ideologii neoliberalnej było zjawiskiem pozytywnym, gdyż „bogatsi bogaci” pracodawcy mieli tworzyć lepsze miejsca pracy i poprawiać los pracowników. Jednak okazuje się, że troska o rynek pracy nie jest celem kapitału. Dziś jego wzrost następuje przede wszystkim przy użyciu instrumentów spekulacji, już nie dzięki produkcji. Liczy się szybki zysk w serze finansowej. Transformacja z gospodarki industrialnej do gospodarki finansowej dokonała się w wielu krajach poprzez dyscyplinowanie rządów za pomocą udzielanych im pożyczek. Później, aby je spłacić władze państw ucinają wydatki na ochronę socjalną. Ludzi dyscyplinuje się zmniejszając im płace, co zmusza ich do brania kredytów. W ten sposób uzależnia się robotników (a według najnowszych pomysłów rektorów szkół wyższych w Polsce ten mechanizm ma zostać również zastosowany w nauczaniu wyższym w postaci płatnych studiów i konieczności zapożyczania się studentów na czas nauki, by potem spłacać kredyt po ukończeniu szkoły) od sfery finansowej.

Dlaczego natomiast tak dużą rolę w kryzysie odegrało budownictwo? Wymaga ono mianowicie kredytowania. W czasie boomu udzielono mnóstwa pożyczek, które w końcu trzeba było spłacić. Ludzie, z powodu niskich płac lub utraty pracy nie byli w stanie tego zrobić, wynikiem czego załamała się sfera finansowa, ale cały ciężar krachu spadł na warstwy gorzej sytuowane w strukturze kapitalistycznej. W Polsce to zjawisko nie zarysowało się tak bardzo, ponieważ Polacy wciąż mogli szukać pracy na Zachodzie, a po powrocie do kraju dzięki słabemu kursowi złotówki względem innych walut uzyskiwali konieczne do spłaty kredytów oszczędności. Mieszkańcy metropolii jednak nie mieli już takiej możliwości, nie mogli zaoszczędzić pieniędzy by je oddać bankom.

Z poprzedniego kryzysu wyjść pomogło koło zamachowe w postaci budowanych wciąż w duchu fordyzmu linii produkcyjnych, co umożliwiało tworzenie nowych miejsc pracy w rozwijających się najszybciej branżach. Dzisiaj jednak w najpotężniejszych sektorach (np. elektroniczny, komputerowy) potrzebnych jest coraz mniej rąk do pracy z powodu wysokiego poziomu automatyzacji produkcji.

Podsumowując można powiedzieć o trzech symptomach kryzysu związanego z funkcjonowaniem kapitału: 1) deregulacje finansowe związane ze spekulacjami, 2) prywatyzacja coraz większej części społecznej przestrzeni życiowej i 3) cięcie świadczeń socjalnych. Ponadto rządy zamiast przeznaczać publiczne pieniądze na złagodzenie odczuwalnych wśród klas robotniczych skutków kryzysu, ładują je w instytucje finansowe takie jak banki (główni aktorzy załamania) i prywatne koncerny – tam te środki wyparowują. Kapitał bazuje na nierówności - za wszelką cenę musi ona być zachowana - zatem zalegające dobra będące wynikiem nadprodukcji nie mogą zostać rozdystrybuowane. Tutaj rozwiązaniem kapitału jest wojna, w czasie której dochodzi do destrukcji nadwyżek.

Znane są cykle gospodarcze oddzielone kolejnymi załamaniami. Cykl trwający od II wojny do lat 70. charakteryzował się dużą siłą ludzi pracy, zakrojoną na szeroką skalę produkcją w świecie zachodnim. Wtedy też system doświadczał mniej niż we współczesnej gospodarce finansowej załamań i konfliktów. Cykl osłabienia siły klasy pracującej jest dziś ekstremalny, jednocześnie w razie konfliktów i protestów kapitał nie ma już gdzie się wycofać. Wcześniej mógł cały czas dywersyfikować produkcję do krajów byłego bloku komunistycznego lub do Azji, jednak już teraz mamy do czynienia z rosnącą falą żądań podwyższenia płac i jakości życia robotników zarówno w Polsce, jak i w Chinach (na temat ogromnych wystąpień robotniczych w Azji media milczą), więc kapitał nie ma gdzie się dalej wycofywać.  

Rodzi się pytanie, czy cykle wystąpień społecznych zawsze pokrywają się z załamaniami dzielącymi cykle gospodarcze? W Argentynie do rewolucji doszło w momencie krachu finansowego - ludzie postanowili w jednej chwili odzyskać swoje oszczędności zdeponowane w bankach w wyniku dramatycznej sytuacji gospodarczej. Wystąpienia w Grecji również zakorzenione są w narastającym od lat kryzysie ekonomicznym kraju, jednak współcześnie kapitałowi i rządom coraz trudniej jest przeciwstawić się masowym protestom.

Cykliczność wystąpień społecznych jest niezwykle istotna, ale słabo zbadana. Czy pokrywa się z cyklami gospodarczymi, z załamaniami ekonomicznymi? Jaką przybiera częstotliwość i jaki ma charakter w różnych kontekstach lokalnych?

Początek kryzysu


Teraz, zgodnie z powziętą wcześniej formułą, możemy przejść do wystąpienia Jarka Urbańskiego, dotyczącego pierwszej części tematu dzisiejszego spotkania, mianowicie do „początku kryzysu”. Trudno określić, jakie są symptomy kryzysu w Polsce, bo podobno ten albo ominął nasz kraj, albo ma tutaj bardzo łagodny przebieg. Jednak takie stwierdzenie fałszuje rzeczywistość. W Polsce cykliczność załamań społeczno-ekonomicznych ma swój bieg i nie pokrywa się idealnie z cyrkulacją załamań na zachodzie, oczywiście jednak pozostaje dzisiaj – w dobie globalizacji - pod jej wpływem. W PRL, na przykład, mówiono o kryzysie dopiero w momentach wystąpień społecznych, dla których tłem były problemy gospodarcze. Zwracano uwagę przede wszystkim na społeczeństwo, ekonomia stanowiła dalszy plan. Dzisiaj ta tendencja zbytnio się nie zmieniła. Nawet, gdy wskaźniki ekonomiczne wykazują złe tendencje, temat kryzysu podnosi się dopiero, gdy dochodzi do konfliktu społecznego na dużą skalę.

Od lat 90. duże grupy ludności w Polsce doświadczają spadku realnych płac. Fakt ten jest zafałszowany przez przekaz mediów głównego nurtu, które nieustannie mówią o wzroście średnich zarobków, jednak nierówności w społeczeństwie także rosną. Trzeba zwrócić uwagę na to, jak dochody rozkładają się na wszystkich członków rodziny. Z kolei bezrobocie sięga 15% (tj. ok. 2 mln osób), mimo to statystycznie ludzie twierdzili do tej pory, że poziom ich życia się poprawiał, szczególnie biorąc pod uwagę funkcjonowanie gospodarstw domowych. Faktycznie żyło się lepiej, ponieważ kilkakrotnie zwiększało się ich zadłużenie (konsumpcyjne, hipoteczne). Część dóbr z nadprodukcji musi zostać sprzedana, ale skoro płace są mniejsze, konsument jest zmuszony się zapożyczać. Tutaj wspomnieć należy o „złych długach” (ponad 18 mld zł) – długach niemożliwych do spłacenia, z którymi ma problem coraz więcej Polaków (jak Polacy mają je spłacać, jeżeli coraz więcej z nich traci pracę?). W związku z tą sytuacją od mniej więcej roku ludzie zaczęli oceniać swoje położenie jako gorsze. Kiedy nastroje społeczne stają się złe dochodzi do wystąpień. Jak dotąd w Polsce kryzys wykorzystuje się do pacyfikacji rewindykacyjnych dążeń społecznych - ciekawe jak długo będzie to możliwe.

W rzeczywistości Polacy są biedniejsi, wydają coraz mniej pieniędzy, a notowany niedawno wzrost obrotów hipermarketów spowodowany jest tym, że ludzie rezygnują z zaopatrywania się w dobra w droższych sklepach i wybierają gorsze towary właśnie w tanich hipermarketach. Poza tym o wiele mniej ludzi w zeszłym roku wyjechało na wakacje za granicę, więc część oszczędności przeznaczyła na konsumpcję w kraju.

Tusk, zaprzeczając kryzysowi, odwołuje się do rosnącego PKB, natomiast aby generowane były miejsca pracy nie wystarczy, aby PKB rosło, ale wzrost ten musi wynosić 4%. Jeżeli wskaźnik procentowy jest niższy rynek pracy się kurczy. W latach 2002 – 2004 obserwowaliśmy zmniejszony wzrost PKB w związku z czym doszło do dużych wystąpień pracowniczych (np. fabryka kabli w Ożarowie, Tonsil we Wrześni czy protesty w Szczecinie). Polska zmierza do kryzysu społecznego m.in. na skutek wzrostu bezrobocia z 11,7% w 2007 r. do 13% na początku 2010 r. Tendencja nadal jest wzrostowa, a z powodu określonej sytuacji demograficznej w Polsce więcej ludzi wychodzi z rynku pracy, niż na ten rynek wchodzi.

Wkrótce wraz z rosnącym bezrobociem mogą się na siebie nałożyć jeszcze inne czynniki, które doprowadzą do kryzysu. Do tej pory wielka skala emigracji polskiej na Zachodzie opóźnia moment załamania – dzięki temu, że Polacy pracują za granicą nie zasilają szeregów bezrobotnych w kraju. Młodzi emigranci są jedyną zakrojoną na szeroką skalę inwestycją Polski poza granicami kraju – polskie firmy na zachodzie nie inwestują. Zaoszczędzone pieniądze wysyłane przez emigrantów rodzinom w Polsce są jednym z nielicznych źródeł kapitału wypracowanego z inwestycji zagranicznych. W tym momencie nie wiadomo dokładnie ilu ludzi wraca z powrotem do kraju, będzie to można stwierdzić dopiero z perspektywy czasu. Na razie pracując na zachodzie korzystają oni z o wiele lepszej niż polska sfery świadczeń socjalnych, ale przy tendencjach nacjonalistycznych ta sfera się skurczy lub zostanie zamknięta dla imigrantów. Co wtedy, gdy Polacy wrócą do domu?

Dodatkowo topnieją transfery pieniędzy z Zachodu do Polski, co częściowo było jeszcze rekompensowane przez utratę wartości złotówki. Jednak polska waluta ustabilizowała się, zatem teraz Rzeczpospolita dostaje mniej pieniędzy.

Podsumowując duże wystąpienia pracownicze w Polsce w okresie transformacji miały miejsce najpierw w latach 1992-93, później w latach 2002-2003. Spowodowały one interwencjonizm państwa (umorzenie długów vatowskich, dotacje dla przedsiębiorstw), które nie chciało stracić kontroli nad sytuacją. Jednak dzisiaj – np. w USA - ogromne środki mające na celu dźwignięcie i rozhulanie gospodarki nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

Gdzie stworzyć nowe miejsca pracy? W jaki sposób ludzie mają spłacić długi? Być może aktualny kryzys jest poważniejszy niż wcześniejsze załamania. Może potrzebna jest gruntowna reorganizacja społeczeństwa? Lub inaczej, kiedy nadejdzie moment, gdy tak wielu ludzi nie będzie mogło już spłacić zadłużenia, że doprowadzi to do upadku systemu? Częściowo takie sytuacje miały już miejsce parę lat temu w Argentynie czy ostatnio w Grecji. Kredyty miały dyscyplinować społeczeństwo, ale dynamika tego mechanizmu odwraca się przeciwko strukturze finansowej. Nie jest to tendencja świadomie realizowana przez ludzi, ale jest tendencją ogólnosystemową. Jedno jest pewne – kolejne masowe wystąpienia będą miały miejsce, może już wkrótce!

Ludzie czytają....

Guzik dostaniesz, Rozbrat zostaje!

17-06-2019 / Rozbrat zostaje!

Poniedziałkowe popołudnie na pewno zostanie zapamiętane przez komornika Bartosza Guzika. Zgodnie z medialnymi szacunkami nawet kilkaset osób zgromadziło się przed...

„Alarm!” Fałszywe informacje dziennikarzy z TVP

06-06-2019 / Poznań

5 czerwca TVP wyemitowała „reportaż” z serii „Alarm!”. Jak podaje TVP jest to: „Reporterski program telewizyjnej Jedynki, w którym pojawiają...

Licytacja Rozbratu: najczęściej zadawane pytania

04-07-2019 / Rozbrat zostaje!

Teren Rozbratu jest zagrożony licytacją za długi pewnej prywatnej firmy. Poniżej znajdziesz odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania wokół tego problemu.

Co dalej z Rozbratem? Dyskusja w WTK

15-06-2019 / Rozbrat zostaje!

Wartość terenu Rozbratu szacowana jest na sześć milionów złotych. Przy zbudowaniu tam budynków mieszkalnych zysk deweloperski może wynieść kilkanaście milionów...