Kto ma dane osobowe, ten ma władzę

  • Łukasz Weber
  • czwartek, 22 wrzesień 2011
Nie można przyjąć innej konkluzji, dane osobowe to realne narzędzie władzy. Całe zamieszanie związane z masowymi eksmisjami w Poznaniu, doskonale to unaocznia. Dysponujący listą wyznaczonych do eksmisji umiejętnie ją dysponują, szefostwo ZKZL za przyzwoleniem i zgodą prezydenta Ryszarda Grobelnego, stosuje wyszukane zabiegi by ukryć całą brutalność procesu, który wyrzuca ludzi na bruk. W pierwszej kolejności i w świetle fleszy, przeprowadzane są wiec mało konfliktowe interwencje, gdzie komornik najczęściej dokonuje egzekucji w już opuszczonym mieszkaniu. Nawet w takim lokalu, który przez 16 lat stał pusty i którym urzędnicy ZKZL najwyraźniej niespecjalnie się interesowali.
Władza chce za wszelką cenę uniknąć skandalu i nagłośnienia sytuacji eksmitowanych, stąd ich adresy i personalia muszą zostać anonimowe. Pozornie ta anonimowość ma też służyć samym zainteresowanym, bo przecież nikt nie chce być napiętnowany w oczach rodziny czy sąsiadów, jako ten który nie płacił czynszu. Jednak ta anonimowość skutkuje też tym, że eksmitowani są pozostawieni ze swoim problemem sami, ta anonimowość ułatwia władzy jeszcze większe ich stłamszenie i wymuszenie na nich potulne poddanie się wyrokom wszechmocnych urzędników. Owe wyroki są niewspółmierne do przewinienia i zupełnie nie uwzględniają – wbrew zapewnieniom dyrekcji ZKZL – przyczyn zadłużenia i społecznych skutków, które dotkną eksmitowanych. Na „łaskę” i przychylność urzędników mogą realnie liczyć ci, których sytuacja została nagłośniona przez media, ci którzy są wystarczająco zaradni by negocjować z ZKZL „w grze” o swój przyszły los. W innych przypadkach ich sytuacja staje się z góry skazana na przegraną – przegraną oznaczającą realne popadanie w coraz większe kłopoty. Miasto oferuje eksmitowanym miejsce w hotelu – ale tylko tymczasowo, tylko na jakiś czas. Co będzie dalej, to już mało kogo obchodzi, przecież teraz radni mają kampanię wyborczą (bo spora część z nich marzy tylko o zamianie stołka na wygodniejszy), prezydent Grobelny udaje, że eksmisje w Poznaniu to nie jego sprawa, a dyrektor ZKZL Jarosław Pucek zamiennie – albo tłumaczy, że tylko wykonuje polecenia, albo mianuje się samowolnym „obrońcą uczciwych lokatorów”. Anonimowi eksmitowani, w swojej anonimowości stają się więc najzwyczajniej wygodni dla decydentów, bo dziś dla owych decydentów są tylko liczbą, statystyką, czymś co za moment będzie poruszało władzami miasta tak jak zeszłoroczny śnieg.

Oczywiście mimo to, można nadal oburzać się na samowolne opublikowanie danych osobowych, można się oburzać nawet bardziej na tych, którzy opublikowali, niż na tych którzy nie potrafili ich upilnować. I ponownie urzędnicy siedzą spokojnie na swoich stołkach, wiadomo, że przy takim podejściu znowu im się upiecze, znowu nikt ich nie będzie rozliczać. Nie tak dawno dzięki Stowarzyszeniu Pomocy Eksmisyjnej ujawniono, że miasto ma blisko 800 pustostanów, którymi zupełnie się nie interesuje, aby zwrócić na ten fakt uwagę w blisko 70 z tych mieszkań działacze stowarzyszenia, wymienili zamki. Oczywiście przez moment był skandal, ZKZL donosiło do prokuratury, tłumaczyło się, że większość mieszkań nie nadaje się na lokale socjalne, że lepiej je sprzedać. I co? I nic, sprawa ucichła, urzędnicy dalej mogli funkcjonować w swoim urzędniczym nieładzie. To ten nieład i możliwość trzymania wszystkich „kart” w ręku daje im gwarancje bezkarności. Kiedy owymi „kartami” stają się anonimowe dane osób „wyznaczonych” do eksmisji – dyrektor ZKZL może ze spokojem usiąść z mieszkańcami Poznania do swoistego pokera. Teraz pan dyrektor ponownie będzie snuł opowiastki o tym, że wśród eksmitowanych właściwie nie ma rodzin z dziećmi, a nawet jeśli są, to dzieci nie powinny być żadnym usprawiedliwieniem do nie płacenia za czynsz -zdanie dzieci oczywiście jest tu nieistotne, one jak ryby głosu nie mają. Dalej ciągnąc swoją opowiastkę w błysku fleszy, Pan dyrektor wytłumaczy mieszkańcom, że potencjalnie to zawsze się można z nim dogadać, bo przecież ZKZL chce tylko odzyskać pieniądze i mieć regularnie płacony czynsz. Dziwne, że intensywność negocjacyjnej uległości ZKZL zmniejsza się, gdy znikają już dziennikarskie aparaty i kamery. Anonimowi lokatorzy ponownie stają się jedynie numerkami na liście, ponownie są tylko statystyką.

Anonimowi lokatorzy to również wygodny przedmiot drwin i obelg, najczęściej tak jak oni anonimowych komentatorów. To właśnie wobec anonimowych osób można wypisywać że są: „żulami na moim utrzymaniu” „sami są sobie winni”, „niech ich wezmą do domu jak im tak współczują”. To anonimowość ułatwia we wszystkich anonimowych sondażach i badaniach społecznych przytaknąć pomysłom władzy by eksmitować, by wyrzucić na bruk. Trudniej to samo powiedzieć człowiekowi, trudniej pluć jadem, gdy się ma do czynienia z imieniem i nazwiskiem. Decydenci doskonale o tym wiedzą.

Zapewne tylko anonimowość osób eksmitowanych pozwala radnemu PIS Michałowi Grzesiowi przyrównać nie płacących czynsz niemal do złodziei samochodu, bo przecież też okradają, tyle, że miasto - bo nie płacą. Kto wie, może dla radnego życie bez samochodu to, to samo co życie bez dachu nad głową Nieważne, że adres w hotelu, który tymczasowo gwarantuje eksmitowanym miasto, będzie bardzo źle wyglądało na CV składanym u potencjalnego pracodawcy. Nieważne, że konieczność szukania nowego lokum to jeszcze jedna, naprawdę duża belka położona pod nogi. Z perspektywy radnego wobec anonimowych eksmitowanych, można snuć nawet tak głupie porównania, przecież wątpliwe by odpowiedzieli – są tylko cyfrą. Teraz ma pan okazję, panie Rady, iść i powiedzieć im to prosto w oczy, najlepiej w obecności telewizyjnych kamer.

Istotą staje się tu, nie rozważanie co z ochroną danych osobowych w naszym mieście, ale co dalej z naszym miastem. Czy miasto w którym, żyjemy, ma być miastem, w którym tworzy się listy, listy strachu, strachu przed tym kiedy wyrzucą mnie, mojego krewnego, przyjaciela, sąsiada, kolegę na bruk.

Kiedy będziemy zastanawiać się nad tym, czy to dobrze, czy źle, że adresy, imiona i nazwiska są kolejny raz pozbawione ochrony, komornik będzie się zastanawiał do których drzwi dziś zapukać, a dyrektor ZKZL myślał który „przypadek”, który „numer z listy” wysłać do „załatwienia” komornikowi.

Jeżeli chcemy zatrzymać ten brutalny i nieludzki mechanizm wysiedlania i eksmitowania ludzi, to czas zauważyć, że jego sprawność i brutalność wynika także z anonimowości tych których ma bezpośrednio dotknąć. Czyni z ludzi jedynie „problem”, „sprawę do załatwienia”, ułatwia pozbawianie ich resztek godności. Anonimowi nie mogą się zorganizować i podnieś zgiętego pokornie karku, anonimowy przyjmują karę niewspółmierną do przewinienia pokornie i bez szemrania. Anonimowi stają się łatwiejszym celem do ataku, łatwiej przeciwko nim nastawiać całą resztę mieszkańców, podczas gdy dysponujący ich danymi urzędnicy dalej realizują antyspołeczną politykę.

Ludzie czytają....

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Jesteśmy, działamy, Rozbratu nie oddamy - relacja z demonstracji

18-09-2019 / Rozbrat zostaje!

14 września o godzinie 13:00 na ulicy Pułaskiego, tuż przy istniejącym już 25 lat skłocie Rozbrat, rozpoczął się protest w...

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.