O przemocy ekonomicznej wobec kobiet

  • Kinga Krzysztowiak
  • piątek, 08 marzec 2013
Przemoc to jedno z najbardziej piętnowanych przez współczesne społeczeństwo zachowań. Media biją na alarm, kiedy mowa o zamieszkach po meczach i kibicowskich ustawkach. Państwo produkuje różne programy prewencyjne dotyczące przemocy. Pedagodzy rwą sobie włosy z głowy, gdy wzrastają wskaźniki przemocy rówieśniczej. Sprawców tego całego katalogu form przemocy piętnuje się, sądzi, resocjalizuje bądź wsadza za kratki.  

Znamienne tylko, że w publicznym odbiorze wśród tej całej menażerii stosujących przemoc nie ma tych, którzy zadają ciosy z dystansu, ale bardzo skutecznie. Razy wymierzone bardzo precyzyjnie w niezamożną i pozbawioną wpływu część społeczeństwa – w tym, w dużej mierze, w kobiety. Mówiąc wprost – nikt nie nazywa neoliberalnej polityki państwa tworzonej w koalicji z uprzywilejowaną klasą przedsiębiorców jako przemocy.

Nie jest to najczęściej przemoc fizyczna (choć można tak potraktować wypadki przy pracy, intensywną pracę przy taśmie produkcyjnej albo obowiązek noszenia pieluch przez kasjerki supermarketów), ale ekonomiczna. Dotyka ona pracownic wszystkich sfeminizowanych zawodów opieki, takich jak: pielęgniarki, salowe, przedszkolanki, nauczycielki, pracownice pomocy społecznej. Zarabiają one od 90% (pielęgniarki) do nawet 70% (pracownice pomocy społecznej i pracy socjalnej) średniej krajowej (GUS). Osoby pracujące w szkołach, szpitalach – o ile nie są prywatne – oraz pracownice ośrodków pomocy społecznej są zatrudnione przez samorząd lokalny. I to przecież miejscy radni wraz z zarządem miasta decydują, jaki jest poziom wynagrodzeń w tych instytucjach. Dokonują też świadomych wyborów, przyznając pieniądze z miejskiej kasy nie na wzrost wynagrodzeń, ale na swoje premie albo inne populistyczne cele. Absurd tej sytuacji polega na tym, że sektory edukacji i opieki zdrowotnej uważa się za kluczowe dla rozwoju społeczeństwa oraz dobrostanu jednostek wchodzących w jego skład. Zdecydowanie trudno taką samą społecznie istotną rolę przypisać inwestycji budowy stadionu w związku z zeszłorocznym Euro2012.

Jak jednak liczby z Głównego Urzędu Statystycznego przekładają się na codzienne życie kobiet i doświadczanie przez nie przemocy ekonomicznej. Zestawmy zatem obecną przeciętną stawkę wynagrodzenia opiekunki żłobka z realiami życia. Jej wynagrodzenie to 1300 zł netto (na rękę). Praca niezwykle odpowiedzialna, ciężka, wymagająca odpowiedniego podejścia i przygotowania. Tymczasem koszt wynajmu niewielkiego mieszkanka to około 550 złotych (przyjmując wersję optymistyczną). Zostaje zatem 750 zł. Oddzielnie należy zapłacić szereg rachunków. Woda, gaz, prąd, wywóz śmieci miesięcznie mogą wynosić około 200 zł (znowu optymistycznie, bo gdy mamy w domu małe dziecko trzeba właściwie prać na okrągło). Koszt dojazdu do pracy – tzw. „sieciówka” to kolejnych 107 zł. W kieszeni pracownicy żłobka po tych wydatkach pozostaje 450 zł.

Prosty rachunek ekonomiczny pokazuje, że wydatki na jedzenie i niezbędne środki czystości nie mogą przekroczyć 18 złotych dziennie. Pytanie, czy jest możliwe, aby za taką sumę przeżyć, wydaje się retoryczne. Przed dylematem takim stają te pracownice, które są samodzielnymi matkami i nie otrzymują wsparcia ze strony rodziny bądź partnera.

Samorząd lokalny nie zdecydował się na realne podwyżki dla pracownic żłobków (nie licząc 100 zł, które nie pokrywają nawet rewaloryzacji do stopy inflacji), przeznaczył jednak 230 mln zł na Termy Maltańskie. Niejako z myślą o społeczności Poznania, do której opiekunka żłobkowa niewątpliwie należy. Czy jednak pracownicę samorządu lokalnego stać na plumkanie w solance? Bilet dwugodzinny w dni powszednie dla jednej osoby wynosi 29 zł, w weekendy 35 zł. Bilet rodzinny kolejno 65 zł i 75 zł. Pozostaje zatem jezioro Rusałka, a Termy Maltańskie najwyraźniej pozostaną miejscem relaksu dla dobrze sytuowanych menedżerów. Skoro jednak nie sport i kultura fizyczna, to może sztuka. Bilet na spektakl w Teatrze Nowym na Jeżycach w dzień powszedni kosztuje 35 zł, w weekend 50 zł (i to paradoksalnie na sztukę poświęconą innym wykluczonym, a mianowicie lokatorom gentryfikowanej dzielnicy). Można zatem z dużym prawdopodobieństwem wnioskować, że opiekunka ze żłobka do teatru może sobie pozwolić pójść tylko „od wielkiego dzwonu” albo wcale. A przecież, znów, nie mówimy o Carnegie Hall, tylko o miejskiej scenie.

Powróćmy jednak do przywołanego na wstępie pojęcia przemocy ekonomicznej. Organizacja kobieca Centrum Praw Kobiet w taki sposób definiuje to zjawisko w odniesieniu do relacji w związku: „O przemocy ekonomicznej mówimy wtedy, gdy jej sprawca używa pieniędzy albo innych wartości materialnych do zaspokojenia swojej potrzeby władzy i kontroli, podporządkowując sobie partnerkę lub przerzucając na nią odpowiedzialność za utrzymanie domu.” Jeśli w miejsce partnera wstawimy słowo państwo, w jasny sposób widzimy cały mechanizm instytucjonalnej przemocy ekonomicznej. Czymże innym bowiem jest w dzisiejszych czasach traktowanie przez politycznych decydentów niezamożnych kobiet, jeśli nie przemocą, czyli użyciem przez nich „pieniędzy albo innych wartości materialnych do zaspokojenia swojej potrzeby władzy i kontroli, podporządkowując sobie zależne od siebie pracownicę lub przerzucając na nią odpowiedzialność za utrzymanie gospodarki i domów.”?

Ludzie czytają....

Jesteśmy, działamy, Rozbratu nie oddamy - relacja z demonstracji

18-09-2019 / Rozbrat zostaje!

14 września o godzinie 13:00 na ulicy Pułaskiego, tuż przy istniejącym już 25 lat skłocie Rozbrat, rozpoczął się protest w...

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.