Polska jako okupant

  • Jarosław Urbański
  • sobota, 24 listopad 2007
16 sierpnia polscy żołnierze w Afganistanie ostrzelali jedną z wiosek. Zginęło ośmiu cywilów, w tym kobiety i dzieci. Polacy przedstawili pierwotnie wersję wydarzeń, jakoby zostali zaatakowani przez partyzantów. "Tabilowie nie noszą mundurów, wtapiają się w cywilów. Wciągnęli naszych żołnierzy do wioski właśnie po to, by padli zabici. Teraz mogą mówić 'Przyjechali najeźdźcy i zabijają' "1 Tak pod koniec sierpnia relacjonowali prasie przyczyny ostrzału wioski polscy generałowie, kiedy z kilkudniowym opóźnieniem sprawa wypłynęła na wierzch. Okazało się, że okoliczności wydarzeń wyglądały zupełnie inaczej. Cywile zostali zabici celowo, a polskich żołnierzy oskarżono o popełnienie zbrodni wojennych. Proces toczy się przed sądem wojskowym w Poznaniu.Oczywiście to nie pierwszy raz kiedy w Afganistanie z rąk okupantów giną cywile. Jeden z najtragiczniejszych, ujawnionych przypadków, miał miejsce w 2003 roku. Żołnierze USA za oddział talibów wzięli strzelających w powietrze na wiwat weselników. W wyniku nalotu zginęło wówczas kilkadziesiąt osób. W marcu 2007 roku zaatakowani amerykańscy komandosi "wpadli w panikę i podczas ucieczki przed rzekomą zasadzką - jak relacjonowała prasa - przez kilka kilometrów taranowali cywilne samochody strzelając na oślep. Zginęło kilkunastu cywilów, a kilkudziesięciu zostało rannych."2 Cywilnych ofiar w Afganistanie przybywa. Rocznie szacuje się ich na około 1,5 do 2 tysięcy. Nieporównywalnie więcej jest ich w Iraku.3
Liberalna prasa, która wcześniej podżegała do wojny, za każdym razem stara się usprawiedliwić, na różne sposoby, działania wojsk okupacyjnych w Afganistanie czy Iraku. Media przede wszystkim obarczają winą działających partyzantów, przedstawianych ich bez wyjątków jako terrorystycznych bojówkarzy, ewentualnie za przyczynę podają nieszczęśliwy zbieg okoliczności. "Przerażenie i wstyd" - widzieli na twarzach polskich żołnierzy, którzy dokonali masakry, korespondenci "Gazety Wyborczej". "Nie potrafimy uwierzyć", - pisali dalej, że osoby te mogły dokonać zbrodni. "Dlaczego moździerz zamiast w uzbrojonych talibów trafił w osadę? Spanikowali? Trzęsące się ręce źle ustawiły celowniki? Wadliwa amunicja?" - analizują dziennikarze.4 W sukurs prasie idą wojskowi. Major Tomasz Biedziak, były zastępca dowódcy Polaków w Afganistanie, również nie może uwierzyć w winę żołnierzy i wyznaje: "To były normalne chłopaki, nie żadni wojenni zbrodniarze,"5 tak jakby biblioteki nie były pełne opracowań, pokazujących jak "zwykli żołnierze", a nawet porządni obywatele, stają się mordercami zdolnymi do wszystkiego. Oto weźmy do rąk choćby taką Biblię, albo książkę Daniela Jonaha Goldhagena "Hitler's Willing Executioners" ("Gorliwi kaci Hitlera").6 Inni wojskowi jak komandor Artur Bilski (uważany za eksperta w sprawach operacji NATO) stwierdza wprost: "uniknięcie ofiar wśród cywilów jest praktycznie niemożliwe".7 A zatem nie ma o czym mówić.

Z biegiem czasu dochodzenie przed sądem przynosiło coraz więcej nowych dowodów na to, że armia działała z premedytacją. Na przykład po ostrzale polscy żołnierze mieli pojechać do wioski i nagrywać masakrę na wideo. Zapis miał być pamiątką. Okazało się też, że rozkaz ostrzału przyszedł z góry. Wówczas pojawiło się najbardziej niewiarygodne usprawiedliwienie zbrodni, że w czasie wojny w Afganistanie Polskę nie obowiązują międzynarodowe konwencje, bo one dotyczą działań konwencjonalnych, a nie "wojny z terroryzmem". Niektórzy wojskowi i politycy krytykowali także Rzecznika Praw Obywatelskich, który wezwał rząd do osądzenia tego wydarzenia nie tylko w sensie prawnym, ale także politycznym i militarnym. Oznacza to, że Polska (najwierniejszy sojusznik USA, które notorycznie odmawiają podporządkowania się różnym międzynarodowym uregulowaniom prawnym, m.in. dotyczącym norm prawa wojennego), zaczęła stawiać siebie ponad zasadami, które wcześniej uznawano za absolutnie niezłomne. Sprawa nie ogranicza się bowiem do wypowiedzi grupki polityków czy wojskowych, ale przybiera wymiar strukturalny. "Niestety - mówił dla jednego z dzienników Marek Gąska, specjalista prawa wojennego i humanitarnego - nasze władze wojskowe nie mają świadomości znaczenie prawa wojennego. Przykład? W 2003 roku za radą Amerykanów ustanowiliśmy w Iraku obóz wojskowy na terenie wykopalisk w Babilonie. Niezgodnie z konwencją o ochronie dóbr kultury z 1954 roku, którą podpisaliśmy. Amerykanie jej nie podpisali".8 Ale ten kazus jest niczym w porównaniu ze zbrodniczą rolą jaką odegrała Polska w trakcie trwającej nadal okupacji Iraku, a odnoszącą się do zarządzania sprawami ekonomicznymi.

Konwencje Haskie i Genewskie mówią o odpowiedzialności okupanta - nie tylko żołnierzy, ale także urzędników administracji, doradców, menedżerów itd. Stwierdzają one, że okupowanie kraju powinno być rozumiane wyłącznie jako administrowanie i użytkowanie publicznych budynków, nieruchomości, lasów i gruntów ornych. Okupacyjna administracja musi dbać, aby stan rzeczy nie uległ zmianie, czyli nie można np. dokonywać zmian strukturalnych w zasobach publicznych okupowanych państw. Tymczasem władze okupacyjne w Iraku, w tym Polacy, dokonali daleko idących przekształceń w strukturze gospodarczej kraju. Jednym z odpowiedzialnych za to był były premier Marek Belka, który sprawował kluczowe stanowisko w zdominowanym przez Amerykanów i Brytyjczyków aparacie okupacyjnych władz w Iraku. "Marek Belka jest zatem bezpośrednio odpowiedzialny za nadzorowanie, opartych na 'nielegalnych' zaleceniach, struktur i mechanizmów związanych z prywatyzacją irackiej gospodarki - pisała śledząca sprawę dziennikarka i działaczka społeczna Ewa Jasiewicz. - Podjął się on przewodniczenia nielegalnemu procesowi, który pogwałcił jedno z podstawowych praw ludności Iraku - prawa do decydowania o gospodarce własnego kraju". W istocie jest to zbrodnia w rozumieniu prawa międzynarodowego. "W związku z tym Marek Belka i Paul Bremer, który ponosi odpowiedzialność za zatwierdzanie rozporządzeń CPA [Tymczasowe Władze Koalicyjne], powinni być sądzeni za zbrodnie wojenne przeciwko ludności Iraku".9 W sprawie tej wypowiadała się też między innym Noami Klein, publikując artykuł w grudniu 2003 roku w brytyjskim Guardianie. W Polsce panuje wymowne milczenie.

Jest rzeczą oczywistą, że na ławie oskarżonych obok winnych zbrodni w Afganistanie żołnierzy i ich dowódców, powinni zasiąść także politycy. Oni ponoszą tak naprawdę bezpośrednią odpowiedzialność za łamanie międzynarodowego prawa, za wciągnięcie kraju w wojnę, której większość Polaków nie akceptuje. Ponad trzy czwarte mieszkańców (77 proc.) jest przeciwnych udziałowi polskich żołnierzy w operacji w Afganistanie - jak wynika z sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadzonego w lipcu 2007. Jedynie 18 proc. akceptuje militarne zaangażowanie Polski w tym kraju. Podobnie a propos Iraku.

Od początku też było wiadomo, że pretekst do podjęcia działań wojennych w tym regionie był kłamliwy. Głównym celem było uzyskanie ekonomicznej kontroli nad złożami ropy naftowej. Nie udało się natomiast osiągnąć żadnego ważnego z punktu widzenia społecznego celu. W wyniku interwencji zbrojnej cały region pogrążył się w chaosie. Nie chodzi już tylko o działania zbrojne w Iraku czy Afganistanie. W Pakistanie doszło do antydemokratycznego zamachu stanu. Na granicy z Kurdystanem stoją gotowe do inwazji wojska tureckie. Ciągle zachodzi obawa o rozszerzenie wojny na Iran. A Polska w tym wszystkim bierze aktywny udział.

Pomimo politycznych zapewnień niewiele zmieniło się w okupowanych krajach. W ciągu pięciu lat okupacji Afganistanu, od jesieni 2001 roku do jesieni 2006 roku, wg oficjalnych źródeł afgańskich, "mimo ogromnej pomocy militarnej i wsparcia finansowego, kraj stoi na skraju bankructwa." Tak pisała ponad rok temu Janina Ochojska-Okońska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, której celem jest raczej uzasadnienie międzynarodowej interwencji w tym regionie świata, niż jej krytyka. Ale nawet Ochojska musi przyznać, iż "sytuacja bezpieczeństwa pogarsza się i rośnie produkcja opium. Ludność biednieje m.in. z powodu suszy". "Ponad połowa z 30 mln. Afgańczyków - czytamy dalej - żyje w skrajnym ubóstwie. Bezrobocie przekroczyło 40 proc.". 6,5 mln. osób jest niedożywiona, średnia życia wynosi 43 lata, 20 dzieci na 100 umiera przed 5 rokiem życia.10 Czy gdyby nie interwencja sprzed laty byłoby lepiej? Może nie, ale teraz odpowiedzialność spada na okupanta, w tym także Polskę.

Z tego wszystkiego wyłania się ponury obraz. Polska armia (bez przyzwolenia większości z nas) bierze udział w akcji zbrojnej, która ostatecznie zdestabilizowała cały region. Wojna ta pochłania każdego roku tysiące, dziesiątki tysięcy ofiar, przede wszystkim cywilów. Na okupowanych i objętych działaniami wojennymi terenach szerzy się przemoc, panuje głód, bieda i astronomiczne bezrobocie. Do tego wszystkiego wojska okupacyjne, w tym polskie, dopuszczają się zbrodni wojennych. Korzyści odnoszą jedynie międzynarodowe korporacje, które czerpią zyski z rabunkowej eksploatacji okupowanych obszarów. Kiedy w przeszłości mieszkańcy Iraku i Afganistanu, oraz innych ościennych krajów, będą mieli sposobność wyrażenia swojej własnej oceny roli Polski w tym wszystkim, to będzie ona miażdżąca - zostaniemy osądzeni jak barbarzyńscy okupanci.


Przypisy

1 Marcin Górka, "W akcji Polaków giną cywile", Gazeta Wyborcza 23 sierpnia 2007.
2 Wojciech Jagielski, "Afgańska wojna coraz bardziej krwawa dla cywilów", Gazeta Wyborcza 23 sierpnia 2007.
3 Nie ma dokładnych danych o stratach cywilnej ludności Iraku. Według szacunków pisma "Lancet" z lipca 2006 r, "w następstwie wojny" zginęło do 655 tys. Irakijczyków. Pozarządowa organizacja lraq Body Count, która rejestruje dane podawane przez media, podaje liczbę 55 tys., w tym 2.900 policjantów. IBC zastrzega jednak, że o wielu wypadkach śmierci nie informowano. Natomiast irackie ministerstwa zdrowia i spraw wewnętrznych liczbę zabitych cywilów szacują na ponad 100 tys. Misja Pomocowa ONZ w Iraku podała zaś, że tylko w 2006 r. zginęło prawie 34.500 Irakijczyków. Za: Trybuna nr 65 (5182) 17-18 marca .2007
4 Marek Wąs, Marek Sterlingow, "Byliśmy wtedy z żołnierzami", Gazeta Wyborcza, 14 listopad 2007 r.
5 Marcin Kącik, Marcin Górka, "Zbrodnia wojenna", Gazeta Wyborcza, 15 listopada 2007 r.
6 Ciekawe opracowanie tej książki znaleźć można w obszernym dwuczęściowym artykule Wojciecha Pięciaka opublikowanym w Gazecie Wyborczej: z dnia 24-25 maja 1997 oraz 31 maja - 1 czerwca 1997.
7 "Kiedy żołnierz strzela na oślep", Gazeta Wyborcza 14 listopada 2007.
8 "Gdy pada rozkaz: Strzelać!", wywiad z dr. Markiem Gąską, Gazeta Wyborcza 23 listopada 2007 r.
9 Ewa Jasiewicz, "To on zagraża Polsce", Nowy Robotnik, nr 7/2005
10 Janina Ochojska-Okońska, "Co dalej z Afganistanem?", Gazeta Wyborcza, 6 listopada 2006 r.

Ludzie czytają....

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.

Przeciwko tureckiej inwazji! Stop rzezi Kurdyjek i Kurdów!

10-10-2019 / Świat

Pod cyniczną nazwą „Źródło pokoju” 9 października wojska tureckie, na rozkaz prezydenta Erdogana rozpoczęły inwazję militarną w północnej Syrii. W...