Źródła bezpieczeństwa socjalnego - polityka czy ekonomia?

  • poniedziałek, 23 lipiec 2007
Ryszard Kapuściński w swoje książce "Heban" przywołuje przypadek pewnej starej samotnej Nigeryjki, która nie posiadała niczego oprócz garnka i żyła z tego, że "u handlarzy jarzyn brała na kredyt fasolę, gotowała ją, przyprawiała sosem i sprzedawała ludziom". Kiedy garnek został jej skradziony, straciła jedyną rzecz, dzięki której egzystowała . Jak pisze dalej Kapuściński należała ona do rzeszy najuboższych mieszkańców Lagos, stolicy Nigerii, dla których wszystko w życiu "jest tymczasowe, płynne i kruche". Wieczna niepewność sprawia, że żyją oni "w ciągłym zagrożeniu, w nie słabnącym strachu".1 W takich warunkach zapewnienie stabilnej egzystencji (co nazywam tu "bezpieczeństwem socjalnym") stanowi jedną z podstawowych kwestii społecznych. Pojawia się jednak pytanie o źródła bezpieczeństwa socjalnego: czy ma ono być gwarantowane przez sferę polityki czy sferę ekonomii? Pytanie to nabiera wyjątkowego znaczenia w momencie, kiedy na całym świecie obserwujemy wzrost niepewności egzystencji z uwagi na bezrobocie, gorsze wynagrodzenie, elastyczność rynku pracy, itd.
Najczęstszą społeczną reakcją na te tendencje jest odwołanie się do polityki, którą czyni się wprost odpowiedzialną za bezpieczeństwo socjalne. Formułuje się wówczas zarzut, że zniesienie restrykcji nakładanych przez państwo na wolny rynek, doprowadziło do zachwiania podstawami egzystencji całych grup społecznych. Rzadziej w takim przypadku stawia się postulaty o charakterze ekonomicznym, domagając się aby mechanizmy gospodarcze stanowiły odpowiednie zabezpieczenie socjalne. Dzieje się tak, ponieważ pokutują tu dwa przekonania: o chaotycznym, żywiołowym charakterze sfery gospodarki i porządkującym, stabilizującym charakterze władzy państwowej, oraz przekonanie, że mechanizmy rynkowe (ekonomiczne) i polityczne należą do dwóch odrębnych strukturalnie sfer życia społecznego. Tymczasem obie sfery pozostają ze sobą w ścisłych związkach i podlegają tym samym żywiołowym procesom.

Kiedy w 1955 roku Michel Foucault znalazł się w Szwecji, gdzie "państwo socjalne" pomyślnie się rozwijało, stwierdził: "Niebawem odkryłem, że pewne formy wolności mają takie same restryktywne oddziaływania co społeczeństwo represyjne".2 Z zapewnienia minimalnego poziomu dochodu, wyżywienia, mieszkania, uczyniono prawo, przysługujące na mocy obywatelstwa, a nie jako wynik np. akcji charytatywnej. Nie zmienia to jednak faktu, że podstawową przesłanką powołania "państwa socjalnego", było "jedynie zapobiec defektom rynku, nie naruszając w żadnym mierze podstaw systemowych".3 W rzeczywistości miało ono zapobiec ewentualnym zmianom zagrażającym ustrojowi ekonomicznemu. Znamienne, że pierwsze ustawodawstwo socjalne w Niemczech, wprowadzone pod koniec XIX wieku (ubezpieczenie zdrowotne, od nieszczęśliwych wypadków oraz emerytalne i na wypadek inwalidztwa) skierowane było nie do całego społeczeństwa, ale "pracowników przemysłowych skłonnych do zrzeszania się i wzniecania konfliktów."4 Pojawienie się natomiast prosocjalnej polityki keynesowskiej miało ścisły związek z cyklami koniunkturalnymi kapitalizmu, których negatywny wpływ na stabilność systemu chciano minimalizować. Cykle te były (są) związane także z wahaniami natężenia konfliktu społecznego. Fala protestów pracowniczych i społecznych w pierwszej połowie XX wieku stanowiła bezpośrednią przyczynę przyjęcia modelu "welfare state", "państwa dobrobytu" przez kraje Ameryki Północnej i Europy.

"Welfare state" było ideą ściśle związaną z industrializacją, rozwojem produkcji przemysłowej, powstawania wielkich ośrodków miejskich i rodzącymi się tam konfliktami społecznymi. Kiedy w 1970 roku nastąpiła stagnacja produkcji przemysłowej, przyniosła ona trzy zasadnicze zmiany: po pierwsze właściciele kapitału zmienili swoje tereny poszukiwania głównych zysków ze sfery produkcyjnej przenosząc się do sfery finansowej. Po drugie, nastąpił znaczny wzrost bezrobocia w skali światowej. Po trzecie, doszło do znacznego przesunięcia produkcji z rejonów wysokich płac do rejonów płac niższych.5 Powiększający się w wyniku tego odsetek osób nieaktywnych zawodowo oraz spadek wynagrodzenia wraz z próba zaspokojenia ciągle rosnących oczekiwań socjalnych, spowodowały, że w państwach rozwiniętych gwałtownie zaczęły wzrastać wydatki na zabezpieczenia socjalne (np. we Francji z 17,5% PKB w 1970 roku, do 28% PKB w 1999 roku; we Włoszech z 13,3% w 1960 do 26% w 1993).6 Podobnie jak wcześniej polityka państwa miała za zadanie ochłodzenie nastrojów społecznych przez uruchomienia systemu redystrybucyjnych, tak w latach '80 i '90, przy relatywnie niskim poziomie konfliktu, ta sama polityka za cel postawiła sobie "korektę" społecznych oczekiwać socjalnych i egalitarystycznych. Nie jest przypadkiem zatem, że kiedy w drugiej połowie XX wieku fala konfliktów opadła, do łask powróciła konserwatywna i neoliberalna polityka gospodarcza, którą kojarzymy z procesami deregulacji rynku pracy. Polityka, zatem jest tu odpowiedzią raczej na konflikt społeczny, niż na stwarzane przez kapitalizm dysproporcje społeczne i zdradza ona bardziej swoje pacyfikacyjne, niż egalitarystyczne funkcje.

Co powoduje zatem, że "welfare state" cieszy się taką estymą w wielu kręgach? Z pewnością jednym z zasadniczych powodów jest brak alternatywnej teorii, która byłaby krytyczną odpowiedzią zarówno w stosunku do koncepcji państwa socjalnego i koncepcji atakującej zdobycze socjalne i ideologię "welfare state". Nie bez znaczenia są też obawy, żeby - z politycznego punktu widzenia - tezy postawione przeciwko państwu socjalnemu, nie współbrzmiały z neoliberalną retoryką. Postawa taka prowadzi do sytuacji, że większość lewicy głuchnie na niekiedy ważne argumenty wyciągane przeciwko upolitycznianiu pomocy socjalnej. Na przykład, że działania lokujące bezpieczeństwo socjalne w obrębie pomocy państwa, stwarza rodzaj klientelizmu. Wzrastająca podaż świadczeń socjalnych, wywołuje efekt wzrostu popytu. Tym sposobem dochodzi do ubezwłasnowolnienia wobec władz i struktur biurokratycznych coraz szerszych grup korzystających z pomocy socjalnej państwa. Innym argument mówi, że nieprawdą jest iżby redystrybucja dochodów przez państwo prowadziła do tego, że bogaci płacą podatki na biednych. "Redystrybucja - pisze anarcholiberał Murray N. Rothbard - odbywa się wewnątrz poszczególnych grup dochodów. Jedni ubodzy muszą łożyć na innych ubogich".7 I faktycznie, np. prace brytyjskich autorów Richarda Titmus i Juliana Le Grand dowodziły, że brytyjskie państwo socjalne "w rzeczywistości nie było redystrybucyjne, lecz raczej scementowało istniejące różnice klasowe", a korzyści z "welfare state" czerpały przede wszystkim warstwy średnie. 8

W tym kontekście nie bez znaczenia są także ataki na związki zawodowe, które w sposób walny przyczyniły się do "upolitycznienia" pomocy socjalnej i stworzenia "welfare state". Ich etatyzacja doprowadziły do sytuacji, w której związki zawodowe skoncentrowały się na obronie partykularnych interesów (określonych grup zawodowych czy branż, a nie całej klasy robotniczej) prowadząc w ten sposób w wielu przypadkach do pogłębienia się segmentacji rynku pracy. W układzie globalny natomiast musimy zwrócić dodatkowo na fakt, że procesy ekonomiczne przybierają charakter ogólnoświatowy, natomiast państwo z definicji jest tworem lokalnym. Jeżeli zatem jest możliwy jakiś projekt trwałego i głębokiego bezpieczeństwa socjalnego gwarantowanego przez państwo, to dotyczy to zwykle tylko nielicznych krajów zaliczanych do najbogatszych, a ludność krajów półperyferyjnych i peryferyjnych względem najbardziej rozwiniętego centrum gospodarki, skazana jest na całkowity brak bezpieczeństwa socjalnego. "Welfare state" jest, w obrębie danego kraju jak też w skali globalnej, ideą ekskluzywną.

Według koncepcji neoliberalnej państwo socjalne jest ciężarem dla gospodarki. W momencie kiedy przestało być użyteczne jako sposób zapobiegania konfliktom społecznym, do łask wróciła koncepcja państwa "jako stróża nocnego". (Oczywiście pod tą poetycka metaforą najczęściej kryje się bezpośrednia, niczym nieskrywana przemoc). W koncepcji tej przyjmuje się, że "problemy społeczne powodowane są przede wszystkim przyczynami natury jednostkowej", a nie natury systemowej czy klasowej. Głównym zaś zadaniem polityki społecznej jest łagodzenie, a nie likwidacja biedy. "Instytucjami, za pomocą których potrzeby ludzkie powinny być zaspokajane są rynek prywatny i rodzina. Dopiero wtedy, gdy z jakichś powodów tak się nie dzieje, może wkroczyć polityka społeczna", jednak znowu nie w charakterze rozwiązania systemowego, ale "rozwiązania doraźnego".9 Wspólnota, czy pod postacią rodziny, sąsiedztwa czy gminy jest tu podstawowym "dostawcą" usług socjalnych.

Można byłoby sobie wyobrazić, że model ten nawiązuje w większym lub mniejszym stopniu do koncepcji pomocy wzajemnej. Lecz w ten sposób państwo neoliberalne zrzuca z siebie brzemię odpowiedzialności socjalnej, który - jak się twierdzi - niszczy "w człowieku ducha niezależności, przedsiębiorczości, gospodarności i poczucie szacunku dla samego siebie"10, nie oferując w zamian nic więcej. W istocie pod tym liberalizmem okraszonym konserwatyzmem skrywa się inna rzeczywistość. Świat, który ta koncepcja opisuje, już nie istnieje. Procesy modernizacji i industrializacji doprowadziły do szeregu nieodwracalnych zmian społecznych uniemożliwiających to, co nazywa się w tym przypadku "prywatyzacją pomocy socjalnej": rozpad instytucji rodziny wielopokoleniowej uczynił ją w tym kontekście dysfunkcjonalną; masowe migracje - stymulowane procesami ekonomicznymi - prowadzą do rozpadu tradycyjnych wspólnot i atomizacji społecznej; korporacyjny kapitalizm kolonizuje i niszczy "rynek prywatny" czy nieformalną tak zwaną "ukrytą" gospodarkę, która często stawała się ostatecznym ratunkiem dla osób pozbawionych pracy i dochodu. Coraz częściej natomiast obserwujemy zjawisko "kryminalizacji" pomocy społecznej, kiedy przestępstwo, pobyt we więzieniu, gang, itd. stają się sposobami zagwarantowania sobie bezpieczeństwa socjalnego. Wówczas okazuje się, że "stróż nocny", to nie dziadek w wytartym kożuchu, ale uzbrojony po zęby ochroniarz, policjant, czy celnik.

* * *

"Państwo opiekuńcze", czy neoliberalne państwo "jako stróż nocny" to dwa sposoby reakcji na ten sam problem: to próba powstrzymania ruchu, którego celem jest uspołecznienie gospodarki i ulokowanie w sferze ekonomii gwarancji socjalnych. Podkreślmy dla jasności: uspołecznienie, nie upaństwowienie. Ruch ten przeciwstawia się wykluczeniom "z obiegu" gospodarczego szeregu grup społecznych i domaga się, aby każdy mógł partycypować w wytwarzaniu i wymianie dóbr i usług. Stanie się to możliwe jedynie w wypadku, jeżeli wszyscy będą mieli szansę dysponować środkami, które pozwolą im brać aktywny udział w wymianie ekonomicznej. W tym sensie kluczowa staje się walka o prawo do partycypacji w zarządzaniu zakładami pracy i o prawo do apriopracji, czy do uwłaszczania się na majątku, który nie służy, tak rozumianym społecznym funkcjom ekonomii.

Jarosław Urbański

Przypisy

1 Ryszard Kapuściński, "Heban", Warszawa 1998, s. 119 i 122
2 Dider Eribon, "Michel Foucault - biografia", Warszawa 2005, s. 110
3 Jerzy Woś, "Rynek i państwo w modelach współczesnej gospodarki rynkowej", Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny, 4/2001, s. 173
4 Veronika Ziegelmayer, "Państwo socjalne w Niemczech: zmiana systemu?", w: "Państwo Socjalne w Europie. Historia - Rozwój - Perspektywy", pod red. Katrin Kraus, Thomas Geisen, Toruń 2005, s. 85
5 Immanuel Wallerstein, "Globalizacja czy epoka przejściowa?", Lewą Nogą 13/2001, str. 141
6 "Państwo Socjalne w Europie. Historia - Rozwój - Perspektywy", pod red. Katrin Kraus, Thomas Geisen, Toruń 2005, s. 141 i 203
7 Murray N. Rothberd, "O nową wolność. Manifest libertariański", Warszawa 2004, s. 211
8 Thomas Scharf, "Polityka społeczna w Wielkiej Brytanii: od ustawy o ubogich do "Trzeciej Drogi", w: "Państwo Socjalne w Europie. Historia - Rozwój - Perspektywy", pod red. Katrin Kraus, Thomas Geisen, Toruń 2005, s. 68
9 Jerzy Woś, "Rynek i państwo w modelach współczesnej gospodarki rynkowej", Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny, 4/2001, s. 173
10 Murray N. Rothbard, "O nową wolność. Manifest libertariański", Warszawa 2004, s. 197

Ludzie czytają....

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.

Przeciwko tureckiej inwazji! Stop rzezi Kurdyjek i Kurdów!

10-10-2019 / Świat

Pod cyniczną nazwą „Źródło pokoju” 9 października wojska tureckie, na rozkaz prezydenta Erdogana rozpoczęły inwazję militarną w północnej Syrii. W...