System pracy najemnej jest wynikiem przywłaszczenia indywidualnego narzędzi produkcji i ziemi; jest on zarazem koniecznym warunkiem rozwoju produkcji kapitalistycznej: wraz z nią musi też zginąć.
Piotr Kropotkin

Dyskusja na temat programu 500 +, część 3

Jarosław Urbański

indeksPrezentujemy trzy artykuły dotyczące programu 500+. Pierwotnie ukazały się one na łamach pisma A-TAk.

Bezwzględnie program 500+ jest jednym z największych transferów socjalnych w Polsce po 1989 r., obojętnie na intencje rządzącej partii. Zgadzam się zatem ze spostrzeżeniami autora, który polemizuje z opublikowanym w poprzednim numerze „A-Taku” tekstem pt. „500+, 750?”. Warto jednak wspomnieć o kilku sprawach dotyczących szerszego kontekstu wprowadzenia tego programu.

Dziedziczenie biedy


Wypada się cieszyć się, iż badania zaczynają potwierdzać pozytywny wpływy 500+ na sytuację materialną wielu najuboższych gospodarstw domowych w Polsce. W przypadku dzieci szczególnej perwersji nabiera kapitalistyczna doktryna, która mówi, że każdy sam odpowiada za swój los. Teza ta w przypadku najmłodszych jest szczególnie trudna do obrony. Bieda jest przez nie po prostu dziedziczona, a kariera „od pucybuta do milionera” to mit, w najlepszym przypadku „incydent”, a nie ścieżka powszechnego awansu materialnego. Przyznawała to sama Platforma Obywatelska, która w swoich opracowaniach jeszcze w 2005 roku pisała: ”Ponieważ mechanizmy wyrównujące szanse życiowe dzieciom pochodzącym z rodzin ubogich, bardzo często wiejskich, praktycznie nie istnieją, większość z nich nie będzie w stanie wyrwać się z kręgu ubóstwa, jeżeli będą funkcjonować dotychczasowe mechanizmy społeczne...”. Wykazywano m.in., że zwłaszcza rodziny rolnicze uzyskują o 44% niższe dochody niż rodziny pracownicze (1). Z tego też powodu niemałym poparciem cieszyła się Samoobrona i organizowane przez nią blokady dróg. Wrzenie na prowincji miało swoje podłoże socjalne, które nie zawsze dostrzegano z perspektywy wielkomiejskich środowisk.

Sytuacja na wsi miała się zmienić po wejściu Polski do UE dzięki dotacjom rolniczym, szczególnie bezpośrednim, przekazywanym rolnikowi jako dopłata do posiadanego przez niego hektara użytków rolnych. (To notabene rodzaj innej, w miarę dużej redystrybucji środków z jaką mieliśmy do czynienia w ostatnich dekadach). W latach 2007-2013 transfer ten wyniósł ogółem ok. 15,4 mld euro (2), czyli powiedzmy 61,6 mld zł [przy przyjętym kursie 4,00 zł/1,00 euro]. (W latach 2014-2020 ma on wynieść 23,3 mld euro). Do tego dochodzą jeszcze unijne pieniądze (mniejsze) na rozwój obszarów wiejskich.

Pojawienie się tych środków na polskiej wsi spowodować miało radykalne zmiany, wzrost przeciętnych dochodów rolników i polepszenie sytuacji bytowej. Wiele badań wskazywało na poprawę sytuacji materialnej mieszkańców obszarów wiejskich, ale dotacje unijne promowały przede wszystkim duże gospodarstwa rolne. Środki te tak naprawdę były dotacjami wynikającymi nie z sytuacji socjalnej, ale przede wszystkim z tytułu posiadania ziemi. A ponieważ na polskiej wsi dominowały gospodarstwa karłowate, pojawił się zatem problem rosnących nierówności dochodowych. Jak zauważył w 2015 r. magazyn Forbes: "Dochody rolników są też bardzo mocno zróżnicowane i to zróżnicowanie rośnie". Weźmy np. współczynnik Giniego, który obrazuje nierówności w danym społeczeństwie; wyraża się on w skali od 0,0 do 1,0, gdzie przy 0,0 wszyscy członkowie społeczeństwa zarabiają tyle samo, natomiast 1,0 oznacza skrajną nierówność dochodową. W 2004 roku, przed wejściem Polski do UE, w przypadku rolników Gini wynosił 0,49, a w 2014 już 0,56 – przy średniej dla całego kraju ok. 0,34 (3).

Krople dobrobytu


Wbrew zatem przekonaniu neoliberalnych elit, na wsi pozostały obszary biedy, zwłaszcza w regionach popegieerowskich, gdzie – jak wspomniałem – względnie duża część mieszkańców posiadała jedynie niewielkie grunty i żyła (żyje) głównie z pracy najemnej w przemyśle i usługach. Ogólnie wieś się dziś proletaryzuje, zatem unijne dotacje bezpośrednie prawdopodobnie docierają większym strumieniem do coraz mniejszej grupy osób. Fałszywa okazała się z kolei w tym przypadku tzw. teoria skapywania (która teorią ponoć nie jest, lecz tylko pewnym popularnym poglądem i ideologią) mówiąca, że bogactwo elit „skapuje” na biednych, poprawiając ich położenie materialne. Dlatego – wg liberałów ekonomicznych, także, jak sądzę, tych spod znaku PiS – pojawiające się różnice majątkowe nie są czymś złym. Wraz z bogaceniem się wybranych grup, zyskują też inne. Okazuje się, że te „kropelki bogactwa” do wielu dzieci z ubogich, wiejskich rodzin nigdy nie dochodziły.

Z drugiej strony, 500+ nie jest – jak się nieraz sądzi – programem ”uniwersalnym” i wcale nie stanowi w historii Polski czegoś nadzwyczajnego. Wystarczy powiedzieć, iż w latach 70. i 80. poprzedniego stulecia, dodatki rodzinne w PRL stanowiły nawet 6% krajowego funduszu płac. Zgodnie z danymi GUS za rok 2015, wsparcie rodzin wraz z programem 500+ stanowią ok. 3% krajowego fundusz płac. Biorąc nawet pod uwagę wszelkie różnice między sytuacją w okresie PRL i dziś (funkcjonowanie rynku pracy, pełne zatrudnienie vs. bezrobocie itd.), widzimy, iż 500+ nie jest czymś szczególnym. Wychowywałem się w okresie PRL w rodzinie, która dziś może uchodzić za wielodzietną (mam dwoje rodzeństwa) i moja niepracująca wówczas matka otrzymywała relatywnie spore sumy. Nie było też problemów, aby – kiedy dorośliśmy – podjęła ona w połowie lat 80. pracę najemną w przemyśle. Niekoniecznie zatem tego typu dodatki rodzinne muszą oznaczać dezaktywację zawodową kobiet, ale są – moim zdaniem – rekompensatą czy nawet rodzajem zapłaty za nieodpłatną, opiekuńczą pracę kobiet w domu. Obecne ubolewania nad tym, że 500+ ”wyrzuca” z rynku pracy kobiety, uważam za przesadzone i wyrażane nierzadko z perspektywy liberalnej tak, jakby praca matki trójki dzieci przy taśmie, w specjalnie strefie ekonomicznej za 2000 zł brutto miesięcznie, była czymś przez nią szczególnie pożądanym. Bynajmniej nie jest. Neoliberalni politycy (np. z Nowoczesnej) utyskują jednak, że jeżeli kobiety nie przyjmą tych  półniewolniczych warunków pracy, nie "dorobią się" emerytur.

500 plus nacjonalizm


Jak doskonale pamiętamy, fakt wysokich dodatków rodzinnych nie uchronił PRLu od degradacji ekonomicznej i klęski politycznej. Dzisiejszy prawicowy rząd nie może zatem poprzestać na tym systemie redystrybucji dochodów jakim jest 500+, jeżeli chce rządzić przez kolejnych – jak zapowiadają liderzy PiS – kilkanaście lat. Pamiętajmy, że wprowadzenie 500+ zbiegło się ze szczególnym wzrostem koniunktury gospodarczej, który nie będzie trwał wiecznie. Wahania koniunktury są integralną cechą gospodarki kapitalistycznej, której podstaw rząd PiS przecież nie chce zmieniać. Dlatego może się okazać, że w okresie ekonomicznej bessy, PiS stanie się zakładnikiem własnego sztandarowego programu.

Powinniśmy już się zatem zastanawiać, jak będziemy bronić uzyskanych ustępstw socjalnych jak 500+, obniżenie wieku emerytalnego, czy progresja minimalnego wynagrodzenia. Nic nie zostało przecież społeczeństwu darowane. Wywalczono ustępstwa w bezpośrednim starciu z dzisiejszymi post-solidarnościowymi elitami. Nie głosowano przecież na PiS, aby wyjaśnić ”tajemnicę smoleńską”, ale przede wszystkim z powodu wieku emerytalnego, niskich wynagrodzeń, śmieciowych umów i niedostatecznej redystrybucji dochodu społecznego na rzecz najuboższych klas. W każdy razie głosy wyborców oczekujących zmian w polityce gospodarczej, zapewniły PiSowi zwycięstwo. Kontynuacja ultraliberalnej polityki gospodarczej, popieranej od swojego zarania przez dzisiejszych liderów PiS (występujących w przeszłości pod różnymi partyjnymi szyldami), groziła trwałym odsunięciem post-solidarnościowców od władzy. Obecne pro-socjalne zmiany są próbą ratowania rządów tych elit, które wyłoniły się i ukształtowały w ciągu ostatnich ponad 25 lat. Choć oczywiście 500+ nie jest jedyną „bronią” w arsenale prawicy. Można do niego zaliczyć też np. straszenie uchodźcami czy nacjonalistyczną indoktrynację.


Przypisy:
(1) Jarosław Urbański, „Prekariat i nowa walka klas”, Poznań 2014, s. 224
(2) Piotr Prus, Bartosz Mickiewicz, „Analiza porównawcza instrumentów wsparcia WPR w ramach wieloletniej perspektywy finansowej 2014-2020 w stosunku do WPR 2007-2013”, Journal of Agribusiness and Rural Development nr 4(34)/2014, http://www.jard.edu.pl/pub/10_4_2014_pl.pdf
(3) Tomasz Jóźwik, „Rolnicy w Polsce mają dochody powyżej średniej krajowej”, www.forbes.pl z dn. 1.12.2015 r., http://www.forbes.pl/dochody-rolnikow-przychody-w-gospodarstwach-rolnych-rosna,artykuly,200488,1,1.html

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Reklama

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian