Anarchia, tak jak ja ją rozumiem, to skłonność do takiego myślenia i działania, które próbuje rozpoznać struktury władzy i dominacji, domaga się, by wykazały swoją prawomocność, a jeśli nie może tego zrobić, stara się władzę ominąć.
Noam Chomsky
Lukrecja Sugar

breivikDebata społeczna wokół masakry, której dopuścił się norweski nacjonalista, została wciśnięta w ciasne portki. Jedną nogawką poszło w stronę kontroli społecznej, drugą w stronę psychologii społecznej. W pierwszej, trwa (kontrowersyjna) debata wokół potrzeby nieustannego zwiększania kontroli państwowej jako (rzekomo) jedynej gwarancji bezpieczeństwa społecznego. W drugiej nogawce miotają się chęci zrozumienia psychologicznych procesów, które doprowadzają ludzi takich jak Anders Breivik do takich czynów. Zarówno bezpieczeństwo jak i psychologiczny background są bardzo istotne. Jednak zwiększenie kontroli internetu i ostęplowanie Breivik’a jako świra nie załatwiają tematu. Osób niezrównoważonych psychicznie żyje wśród nas wiele, a jednak, nie każda z nich zachowuje się jak hybryda Klausa Barbiego z Rambo i nie każda dobiera swoje ofiary według pewnych specyficznych kryteriów.

Majrys giuliani"Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć,
gdyż tylko w ten sposób można wykryć to,
czego podważyć się nie da".
Prof. Tadeusz Kotarbiński, pierwszy rektor Uniwersytetu Łódzkiego

W powyższym motcie, Tadeusz Kotarbiński pięknie i zwięźle ujął etos nauki, jako krytycznego, rozumowego podejścia do otaczającej nas rzeczywistości, wymuszający bycie w ciągłym intelektualnym „stanie gotowości”. Nic więc dziwnego, że znajduje się ono w zakładce „Misja UŁ” na stronie internetowej Uniwersytetu Łódzkiego. Staje się to zaskakujące dopiero, gdy uświadomimy sobie, jak bardzo na bakier z tym mottem może być praktyka instytucjonalna i naukowa Uniwersytetu. Świadczy o tym sprawa nadania tytułu doktora honoris causa Rudolphowi Giulianiemu – pokazuje ona, jak łatwo dochodzi na polskich uczelniach publicznych do zjawiska „fabrykowania konsensusu”: naturalizowania ściśle określonych poglądów politycznych jako naukowych oraz obiegowych prawd.

 

Katarzyna Czarnota kont-bytom11 marca tego roku w Poznaniu odbyło się spotkanie członków Komisji Gospodarki Komunalnej i Polityki Mieszkaniowej. Przebieg spotkania w doskonały sposób obrazował brak partycypacji społecznej w procesie decyzyjnym. Jako mieszkańcy miasta, zostaliśmy pozbawieni możliwości przeprowadzenia realnej debaty, poprzedzonej konkretnymi informacjami oraz analizami.

SKALD cenzura_internetuW piątek, 20 maja, o świcie, funkcjonariusze ABW wtargnęli do mieszkania administratora strony AntyKomor.pl. To bezpardonowe zdarzenie, który każe dać do myślenia zwolennikom autonomii Internetu i neutralizmu Sieci. Zdaniem wielu komentatorów, fakt przeszukania mieszkania, piwnicy (sic!) i zarekwirowanie laptopa, sztuk jeden, skonkludowany puszczeniem wolno „przestępcy” oznacza, że formalnych podstaw do zatrzymania nigdy nie było, a całe zdarzenie nosi znamiona politycznej akcji prewencyjnej. Jeżeli to prawda, to cel osiągnięto – właściciel (i ewentualnie naśladowcy) zostali postraszeni, strona zamknięta, a jej zasoby zdjęte z indeksowanego Internetu.

Co było powodem zaangażowania jednej z najbardziej umocowanych (i tajnych) służb państwowych? Czy nie było nim li-tylko publikowane tamże treści antyrepublikańskie lub satyryczne przeciw aktualnej władzy?

Andrzej Grzybowski, Łukasz Weber monitoringPowszechny i wszechobecny system miejskiego monitoringu CCTV(1) codziennie skupia na nas „swoją” uwagę. W coraz większej ilości miejsc jesteśmy obserwowani przez obiektywy kamer. Wspomnianej powszechności i wszechobecności towarzyszy dość znikome zainteresowanie opinii publicznej, mediów czy świata nauki – najwyraźniej monitoring stał się zjawiskiem zbyt banalnym, by wzbudzać zainteresowanie i emocje. Obojętność wobec miejskiego monitoringu skutkuje słownie jedną pracą doktorską, do której udało nam się dotrzeć. W znacznej mierze musieliśmy więc korzystać ze skrzętnie wyszukiwanych i analizowanych artykułów prasowych oraz źródeł anglojęzycznych. Dopiero od niedawna prace badawcze i analizę krytyczną różnych narzędzi służących inwigilacji i kontroli stara się koordynować Fundacja Panoptykon(2). Prowadzić to może jedynie do konkluzji, iż analizie zjawiska monitoringu towarzyszy obecnie błoga ignorancja. Mamy nadzieję, że poniższy tekst choć odrobinę ją umniejszy.

Jarosław Urbański
kibice_lechaWe wczorajszej wypowiedzi dla TOK FM lider My-Poznaniaków, zarzucił prezydentowi Grobelnemu, że broni kiboli. Podobnie kategoryczne stanowisko wyrażono w oficjalnym oświadczeniu umieszczonym na stronie Stowarzyszenia. W obu przypadkach My-Poznaniacy prezentują się jako gorliwi obrońcy praworządności i po prokuratorsku odnoszą się do problemu, wywołanego zajściami na bydgoskim stadionie. To fatalne uproszczenie sprawy, które wymaga polemiki. 
Stanisław Krastowicz lechPo zadymie w Bydgoszczy do jakiej doszło z okazji finału Pucharu Polski w piłce nożnej, gdzie spotkały się Lech Poznań z Legią Warszawa, odezwały się głosy potępienia. „Znowu – rozpaczano - wandalizm, przemoc, chamstwo!” Prezydent Grobelny chwyta się ostatniej deski ratunku, dopatrując się prowokacji i obarczając winą kibiców drużyny przeciwnej oraz ochronę. Broniąc dzieła swojego życia, stadionu miejskiego, przed zamknięciem, żąda jednak głów prowodyrów. Przedstawiciele władz Lecha Poznań i „Wiary Lecha” umywają ręce, nie chcą brać odpowiedzialności za burdy, jedynie zapłacą za zniszczone krzesełka.

Mikołaj Iwański, Rafał Jakubowicz
ebractwo_1Plakat Federacji Anarchistycznej trawestuje kuriozalny system identyfikacji wizualnej Poznania. Urzędnicy, wespół ze specjalistami od wizerunku oraz marketingu, zmienili miejskie symbole w nachalny, wszechobecny, korporacyjny brand, co zresztą kosztowało grube miliony. Następnie, w tej właśnie konwencji, urząd miasta przeprowadził oburzającą i odrażającą billboardową kampanię – „Program Przeciwdziałania Procesowi Żebractwa” (2008). Wspomniane billboardy mogły przywodzić na myśl reklamę środka „Raid” – tyle, że nie dotyczyły owadów. Akcję oczyszczania miasta kontynuowano w postaci plakatów: „Żebractwo to wybór, nie konieczność”, „Stop żebractwu w Poznaniu” oraz „Nie ma dających, nie będzie biorących” (2010).
Lukasz Wójcicki frontexGenerał Robert Strondl, przewodniczący Europejskiej Agencji Frontex od kwietnia 2008 roku, tak pisał w przedmowie raportu z działań Frontexu za rok, w którym przejął kierownictwo agencji: „Chciałbym podkreślić wspaniałą pracę grupy roboczej zarządu w zakresie powrotów (podkreślenie moje) i komitetu sterującego przy ocenie wynikającej z art. 33, oraz chciałbym serdecznie podziękować wszystkim zaangażowanym za ich udział”. Artykuł trzydziesty trzeci odnosi się do Konwencji Genewskiej z 1951(1) roku i mówi o zakazie wydalania („non-refoulment”) uchodźcy do kraju pochodzenia, jeśli istnieje groźba represji ze względów społecznych lub politycznych. Podobny zapis znajdziemy w innych dokumentach, między innymi w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka(2), w  Statucie Urzędu Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców(3) czy w Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych(4). Owe zgrabnie ujęte przez Strondla „powroty” to nic innego jak przymusowe deportacje, sprzeczne z Konwencją Genewską, której najwidoczniej egzekutorzy z Frontexu i powiązane z nim służby bezpieczeństwa nie uznają. Również na stronie internetowej Frontexu(5) znajdziemy passus, gdzie przymusowe wydalenie  zastąpione jest zręcznym eufemizmem „powrotu”.

Katarzyna Czarnota, Sebastian Mikołajczak jozefowW najgorszej sytuacji znajdują się mieszkańcy siedmiu drewnianych domków postawionych tu w 2000 roku. Kiedyś pełniły funkcję domków letniskowych na terenie lokalnego MOSiRu. Po tym jak teren został wystawiony na przetarg, w wyniku którego nad Świdrem powstał luksusowy ośrodek rekreacyjno-wypoczynkowy, stare domki letniskowe były już niepotrzebne, więc przewieziono je na ulicę Wiązowską 95 i nazwano mieszkaniami socjalnymi. W tych zbudowanych z dykty oraz drewna dwuizbowych pomieszczeniach o powierzchni ok. 20 metrów kwadratowych, bez ubikacji oraz stałego dostępu do wody (zamarza zimą) mieszkają nawet pięcioosobowe rodziny. Użytkownicy domków muszą załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne w trzech drewnianych wychodkach, schowanych w rogu placu. Mieszkają tu głównie osoby starsze.

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian