Nie wiem co gorsze, czy PRL-owska zmowa zmilczenia w myśl sowieckiej zasady „wsio sekretno”, czy dzisiejszy jankeski cynizm i pozory sprawiedliwości, która wisi na kruczkach prawnych. Amerykański system prawny równie często nawołuje i współuczestniczy w karaniu wojennych zbrodniarzy, co sam pomaga uniknąć odpowiedzialności za masowe mordy własnym żołnierzom i co niektórym sojusznikom. Prawo jako narzędzie wojny, a nie wymiaru sprawiedliwości. Polska zdaje się małpio naśladować praktyki kraju, który nie uderzył się jeszcze w pierś za Hiroszimę, Wietnam i Irak. Co ważniejsze te amerykańskie praktyki sądowe rozgościły się nad Wisłą - na ziemiach gdzie wielokrotnie dokonywano aktów ludobójstwa. Nie wiem, jak możemy być tak zaślepieni i cyniczni, aby – kompletnie zapominając o ofiarach z Nangar Khel – przyjmować za rozgrzeszenie wyrok wojennego sądu. Ta zbrodnia w dalszym ciągu obciąża nasze sumienia.
Media wielokrotnie podejmowały się próby opisu kim byli ci, którzy strzelali w Nangar Khel? Jakimi byli ludźmi? Jak żyli? Czym się kierowali? Kim byli ich najbliżsi? Byli „dobrymi chłopcami” czy „twardymi żołnierzami”? Poza te ramy opisu dziennikarze rzadko wychodzili. A kim były ofiary z Nangar Khel? Kim są i co umyślą ich najbliżsi? „Afgańskimi pastuchami”, których „trzeba przepieprzyć”? Raz z działek i granatnikami, drugi raz pozorami sprawiedliwego wyroku niezawisłego sądu? Sąd stwierdził, iż to był wypadek i wina wadliwej amunicji. Jeżeli nawet w Polsce na drodze ktoś ze skutkiem śmiertelnym potrąci chłopa w gumiakach na rowerze, kierowca odpowiada za niesprawne hamulce i niezachowanie ostrożności. Takie są reguły, które na wojnie, jak można się było domyślać, nie obowiązują. „Państwa prawa” w centrum Europy nic nie obchodzą bezimienne muzułmańskie pastuchy z drugiego końca świata. Ponoć załatwiono ten problem ma modlę kolonialną, przekazując rodzinie „trochę świecidełek” i pieniędzy, aby zapomnieli o tym, co się stało.
Ale na tym nie koniec. Rozmycie winy postępuje. W Gazecie Wyborczej generał Skrzypaczak posuwa się do twierdzenia, że sprawa sądowa za zbrodnie w Nangar Khel była konsekwencją spisku PiSu uknutego przeciwko rządowi PO. Nangar Khel miało być – wg zacytowanych przez dziennik słów generała – „kukułczym jajem podrzuconym przez PiS”. Oto jaka pojawia się pierwsza refleksja po wyroku sądu w głowie trepa. Niedługo każą nam wierzyć w to, iż Macierewicz podrzucił te trupy kobiet i dzieci, żeby uprzykrzyć życie Donaldowi Tuskowi. Przedwyborczy konflikt między PO i PiS zaczyna sięgać swojego nieuniknionego absurdu. Walka o władzę przesłania resztki rozsądku i przyzwoitości. Zamiast refleksji na sensem wojny, mamy próby wykorzystania sprawy Nangar Khel dla doraźnej politycznej rywalizacji. Bo przecież te trupy jeszcze się na coś mogą przydać!



