Wolność powinna i może bronić się sama i byłoby niebezpiecznym absurdem krępować ją pod pretekstem jej ochrony, ponieważ moralność nie ma innego źródła, bodźca, przyczyny i celu niż wolność, i ponieważ sama nie jest niczym innym jak wolnością.
Michał Bakunin

Spadkobiercy i lokatorzy. Jak miasto broni publicznego interesu?

Stanisław Krastowicz
Handel_ywym_towaremKamienica przy ulicy 28 Czerwca 150 to razem ok. 25 mieszkań. Spośród wielu, pozostało jeszcze tylko sześciu lokatorów, którzy posiadają umowy zawarte pierwotnie z Miastem Poznaniem (komunalny tryb najmu). Zajmowało się ono budynkiem jeszcze na początku lat 90. Potem okazało się, że zarząd przeszedł na Małgorzatę Pietkiewicz, która stała się - w nie do końca jasnych okolicznościach - właścicielką 1/3 udziałów. Kto posiada pozostałe 2/3 kamienicy? Tego nie wiadomo. Wszystko wskazuje na to, że nie ma spadkobierców pozostałej części nieruchomości i powinna ona zostać przejęta przez skarb państwa i skomunalizowana.

Jednak, aby tak się stało, miasto musi przed sądem wykazać, że faktycznie spadkobiercy już nie żyją. Tymczasem okazuje się, że od 20 lat ta sprawa nie została uregulowana. Miasto przejawia tu dużą – delikatnie mówiąc - niezdarność i obojętność. Tymczasem sąd nadał, z jednej strony, prawo do administrowania kamienicą Małgorzacie Pietkiewicz, a z drugiej – z powodu niewyjaśnionej sytuacji własnościowej - wyznaczył kuratora w postawi firmy Admico Wielkopolskie Sp. z o.o., która najzwyczajniej w świecie wraz z Pietkiewiczową doi lokatorów.

Lokatorzy wnoszą sprawę

Nie będziemy dokładnie wykazywać wszystkich elementów puzzla, które  sprawiły, że zaraz na początku lat 90., krok po kroku Pietkiewiczowa stała się faktyczną właścicielką 1/3 udziałów i zarządcą całej kamienicy. Faktem jest, że lokatorzy dowiedzieli się o tym dopiero po kliku latach. Wcześniej przekonywano ich, że budynek został całkowicie „reprywatyzowany”.  Taką informację rozpowszechniał parter Małgorzaty Pietkiewicz, Nikos Dzios. W atmosferze powszechnego aplauzu dla prywatyzacji, lokatorzy mieli być może nawet nadzieję, że kamienica odzyska swoją świetność i będzie lepiej zarządzana. Ale z biegiem czasu okazało się, że oczekiwania te były płonne. Narastał konflikt. Ignorowani coraz bardziej  lokatorzy próbowali się bronić, zablokowali m.in. budowę garaży na podwórku, którą zarządca prowadził bez pozwolenia na budowę.  Ostatecznie, wobec opieszałości miasta, zorganizowali się i postanowili przed sądem wykazać, że pozostałe 2/3 udziału budynku nie ma właściciela, a zatem powinno przejść na własność gminy. Liczono, że w ten sposób miasto odzyska kontrolę nad kamienicą, a oni jako mieszkańcy „komunałek” zdołają uchronić się przed degradacją i wyprowadzką.

Lokatorzy podjęli zatem pracę, którą winni wykonać urzędnicy miejscy. Niestety w międzyczasie zmarła wynajęta przez lokatorów prawniczka, a oni sami nie posiadali już więcej środków, aby opłacić nowego adwokata. Urzędnicy miejscy, ściślej Wydziału Gospodarki Nieruchomościami (dawniej Geopoz) obiecali, że zajmą się sprawą, po warunkiem wycofania przez lokatorów sprawy z sądu.  Powołali się tutaj na kwestie formalne, uzasadniające taki krok. Faktycznie miasto w 2008 roku wniosło nową sprawę, ale „ugrzęzła” ona w miejscu. Zniecierpliwieni lokatorzy wywołali artykuł w Głosie Wielkopolskim i słali do miasta monity  (czytaj TUTAJ).

Teraz miasto

Pismem z dnia 1 lipca 2009 roku prezydent Mirosław Kruszyński tłumaczył się, że: „Postępowanie sądowe uległo przedłużeniu ze względu na konieczność dokonania przez Wydział Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miasta Poznania dodatkowych ustaleń i przekładania ich sądowi”. Faktycznie cały materiał dowodowy wykazujący, że 2/3 kamienicy przy ul. 28 Czerwca 150 nie posiada spadkobierców, zebrali mieszkańcy i przekazali zarówno miastu, jak też wymiarowi sprawiedliwości . Imponująca praca „śledcza” zdaje się nie pozostawiać wątpliwości, ale wyrok nie zapada. Kruszyński na wyartykułowane obawy o to, czy nie zostanie nieruchomość przejęta ostatecznie przez prywatne osoby, stwierdził, iż są one bezpodstawne. Odmówił jednocześnie powiadomienia prokuratury na okoliczność niejasnego sposobu w jaki, zarządzany wcześniej przez miasto budynek, dostał się w całości w ręce Małgorzaty Pietkiewiczowej (na podstawie wygasłego pełnomocnictwa). A rozstrzygnięcie sądu nie zapadło do dziś.

Mieszkańcy obawiają się, że kiedy ostatni z nich, którzy są jeszcze zainteresowani tematem, zostaną „wysiudani” z kamienicy i umrze jedyny żyjący świadek, który może potwierdzić, iż właściciel 2/3 nieruchomości nie pozostawił spadkobierców, to pojawią się dokumenty i testamenty mówiące o tym, że jednak ktoś kamienicę dziedziczy. To łakomy, wart miliony złotych, kąsek, na którym dobrze zarobić mogą wszyscy „zamieszani” w tę sprawę.

Najbardziej zainteresowana może być Małgorzata Pietkiewicz, której córka Joanna Dzios jest, powszechnie hołubioną rzeczniczką prasową Lecha Poznań. Ta 27 letnia absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego związała się z klubem już w 2006 roku, szybko awansując na dość prestiżowe i medialne stanowisko. Syn Małgorzaty Pietkiewicz, Marcin, zajmuje jeden z lokali w spornej kamienicy.

Czterdziestoletni prezes firmy Admico Wielkopolskie Sp. z o.o. (kuratora sądowego kamienicy), Radosław Perliński, jest biznesmen związanym z kilkoma interesami. Wydaje się, że w obszarze obrotu nieruchomościami, posiada powiązania z urzędem miasta. Między innymi Admico w imieniu miasta administrowało w 2006 roku kamienicami przy ulicy Piaskowej i Szyperskiej. Obecne status quo jest dla Admico i Perlińskiego dość korzystne.

Prywatne - publiczne

Sprawę kamienicy przy 28 Czerwca 150 ze strony Wydziału Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miasta prowadzi mecenas Lidia Tajnert. Reprezentowała ona miasto w przegranym przez nie głośnym procesie o grunty nad Maltą (i Osiedla Warszawskiego). Sąd przyznał tamtejszej parafii gigantyczne odszkodowanie 75,5 mln. złotych (które miało zapłaci państwo), choć wcześniej proboszcz podpisał porozumienie z miastem w tej sprawie (czytaj też TUTAJ).

Kościół w tym procesie reprezentował z kolei mecenas Tadeusz Kieliszewski, który – uwaga – w 1990 roku został powołany przez Radę Miasta Poznania na przewodniczącego specjalnej komisji, która miała zinwentaryzować i rozpoznać status prawny majątku komunalnego, w tym nieruchomości i gruntów. Jako konsultantka w jej pracach brała udział także Lidia Tajnert, a zasiadali dzisiejsi prominenci  w osobie m.in. Ryszarda Grobelnego i Wojciecha Kręglewskiego. Jak widzimy, były przewodniczący Kieliszewski, zdobywając najpierw wiedzę na temat sytuacji prawno-własnościowej mienia komunalnego, później stał się rzecznikiem tych, którzy starali się o jego przejęcie. Powiązań na rynku obrotu i zarządzania nieruchomościami między magistratem i prywatnymi interesami jest wiele. Te same nazwiska najpierw spotykamy jako urzędników i reprezentantów interesu publicznego, aby potem pojawili się w roli nie tylko prywatnych biznesmenów, ale także rzeczników roszczeń wobec miejskiej własności. Granice są kompletnie zatarte. To jednak temat na osobny artykuł.

Krótko mówiąc, przykład ten wskazuje, że lokatorzy z kamienicy przy ulicy 28 Czerwca 150 nie mogą być pewni wyniku procesu, bowiem nie wiadomo czy urzędnicy miejscy „grają w tej samej drużynie”.

Fałszerze testamentów

Dodatkowo istnieje dość przykładów fałszerstw. W marcu 2011 roku, w Szamotułach zakończył się też proces dotyczący nielegalnego przejęcia szeregu kamienic w Poznaniu przez prywatną osobę. Wypowiedziała ona umowy najmu 13 rodzinom. Lokatorzy skierowali sprawę do sądu. Okazało się , że sfałszowano testament, bo zmarła właścicielka nie posiadała spadkobierców. Umoczeni w sprawę byli nie tylko agenci obrotu nieruchomościami, ale prawnicy, sędziowie, wysoko postawieni oficerowie policji. Po wieloletnim procesie (który rozpoczął się w 2002 roku – więcej czytaj TUTAJ) główny oskarżony został skazany na 8 lat więzienia i grzywnę. Ta spektakularna sprawa dowodzi, iż przypadki fałszowania dokumentów spadkowych nie jest abstrakcją. Wiadomym też jest, iż takich spraw bezprawnych czy wątpliwych przejęć na własność różnych nieruchomości jest więcej, ale nie zawsze są wykrywane, a jeszcze rzadziej trafiają do sądu.

Niektórym lokatorom z ul. 28 Czerwca 150 grozi eksmisja. Ich czynsze kształtują się na poziomie 12 zł. za metr kwadratowy i coraz trudniej im się wywiązać ze swoich zobowiązań. Za chwilę ich problem może trafić do miasta, które będzie robić wszystko, aby zepchnąć sprawę lokatorów na bok i nie podjąć odpowiedzialności za ich los. Usłyszymy ponownie dobrze znaną śpiewkę o złych dłużnikach oraz dobrych właścicielach i urzędnikach. Mieszkańcy, którzy poświęcili swój czas i pieniądze, broniąc interesów miasta (i swoich, utożsamianych z miastem), być może wylądują pod mostem.

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian