Kapitalizm kreuje warunki kontroli i dominacji na poziomie nigdy wcześniej niespotykanym poprzez technologię informacyjną, która nie może być używana do niczego innego, jak utrzymywania władzy.
Alfredo Bonanno

Czyszczenie kamienic trwa! Wywiad

rozbrat.org

lokatorskiSytuacja na ulicy Stolarskiej ustabilizowała się, ataki „czyścicieli” ustały. Jednak ofiarami ich praktyk padają lokatorzy innych kamienic. W ostatnich tygodniach trwa presja na mieszkańców ulicy Kanałowej 10 i Niegolewskich 14. Na celowniku „czyścicieli” znalazła się też prawdopodobnie kamienica przy ulicy Głogowskiej 47. Przymuszanie lokatorów jest w dalszym ciągu stanowcze, choć nie tak brutalne jak w przypadku działań Piotra Śruby na Strusia czy Stolarskiej. Zdarzają się jednak zalania mieszkań, groźby i szantaże.

W dalszym ciągu „czyściciele” podpierają się autorytetem policji, która niekiedy uczestniczy w ich działaniach. Piotr Ś. już z rzadka pojawia się przy tych okazjach, ale widuje się ludzi, którzy wypełniali jego rozkazy w poprzednich przypadkach. Lokatorzy przerażeni tym, co wydarzyło się na Stolarskiej (i nie chcąc narazić się na poważniejsze szykany), podpisują często porozumienia z nowymi właścicielami, deklarując wyprowadzenie się za bardzo niskie odszkodowanie (z reguły maksimum 5 tys. złotych). Ci którzy wynegocjują więcej, specjalną klauzulą w umowie, zmuszani są do milczenia.  W istocie rzeczy działają oni pod presją, a cały proceder połączony z zastraszaniem, jest obejściem ustawy o ochronie lokatorów, podejmowanym przez nowych właścicieli i wynajętych przez nich administratorów. Głównym celem jest uniknięcie trzyletniego okresu wypowiedzenia umowy najmu. Co się dzieje z wysiedlonymi lokatorami? Przynajmniej część z nich trafia do domów opieki społecznej, staje się bezdomnymi, lub mieszkają kątem u rodzimy. Znamy już pierwsze przypadki, kiedy lokatorzy padają ofiarą „czyścicieli kamienic” po raz kolejny – kamienice, do których się wyprowadzili również są czyszczone. Świadczy to o coraz większej skali zjawiska.

Poniżej publikujemy wywiad z lokatorką kamienicy przy ulicy Małeckiego, która opowiada o mechanizmach i metodach przeciwdziałania „czyścicielom kamienic”.

Jak to się zaczęło?

Fabryka Mieszkań i Ziemi oraz Śruba pojawili się w naszej kamienicy pod koniec maja 2012 roku. Właściwie znikąd. Powiedzieli nam tylko, że są nowymi właścicielami i wszyscy lokatorzy muszą się wyprowadzić. Pierwszego dnia lokatorzy byli na tyle zaskoczeni, że nie robili problemów, powiedzieli, że się wyprowadzą, ale muszą dostać mieszkania o podobnych standardach i opłatach czynszowych czy też odpowiednie odstępne. Dużo osób miało stare umowy z miastem, jeszcze z lat 80-tych. Niebawem powiedziano nam, że przyjdzie do nas pani Sylwia, która ma się zająć pomocą w szukaniu mieszkań. Jak się później okazało, pani Sylwia nie miała nam nic ciekawego do zaoferowania. Znana natomiast była w innych poznańskich kamienicach ze współpracy z bankami i „czyścicielami”. Zamiast odstępnego zaproponowali nam 3 tysiące złotych i podpisanie ugody o dobrowolnym opuszczeniu lokalu oraz zrzeczeniu się wszelkich roszczeń wobec właściciela tego, jak i przyszłego.

Śruba w międzyczasie wywiesił w całej kamienicy sprzeczne informacje, nie wiedzieliśmy kto jest rzeczywistym nabywcą nieruchomości, w której mieszkamy. Pojawiły się kartki informujące, że to właśnie Piotr Ś. jest właścicielem kamienicy wraz z adnotacją, że dokumentacja to potwierdzająca jest dostępna w siedzibie poznańskiej Straży Miejskiej, podając swój numer konta – co było wprowadzeniem nas w błąd celem wyłudzenia pieniędzy, jak się później okazało. W tym samym czasie pojawiły się również kartki z informacją o podwyższeniu czynszu z racji remontu (później remont stał się główną przyczyną konieczności wyprowadzki lokatorów). Żadna z tych informacji nie dotarła do nas drogą pocztową – były to tylko kserowane komunikaty na klatce schodowej. Później zaczęły się włamania do piwnic oraz naruszenie konstrukcji dachu przez pracowników Fabryki Mieszkań i Ziemi. Piotr Ś., nie będąc właścicielem, wypowiedział nam czynsze oraz umowy najmu. Wszystko to bez żadnych podstaw prawnych.

Jaka była reakcja lokatorów kamienicy? Czy dużo osób dało się namówić na wyprowadzkę za 3 tys. zł. bez konsultacji z prawnikiem?

Do momentu, kiedy nie zmienił się zarządca żaden z lokatorów nie podpisał tak zwanego „porozumienia”. Solidarnie postawiliśmy się i stwierdziliśmy, że zostajemy. Właściwie dzięki pomocy ludzi z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Rozbratu dowiedzieliśmy się, jakie w tej sytuacji są nasze prawa. Spojrzeliśmy w księgi wieczyste, z których wynikało jasno – jest w to zamieszany jeden z poznańskich banków. Postanowiliśmy wywiesić antyreklamę tego banku - słynny już baner z hasłem „Neo Gang. Terroryzujemy lokatorów, tylko nie mów nikomu”. Skutek był prawie natychmiastowy.  Dosłownie kilka chwil po wywieszeniu baneru przyszli przedstawiciele Neo Banku oraz Fabryki Mieszkań i Ziemi, byli bardzo spanikowani, cały czas gdzieś dzwonili i robili zdjęcia .

Po 7 godzinach pojawili się również przedstawiciele kolejnych, rzekomo nowych właścicieli – między innymi Mariusz Gondek, reprezentujący spółkę Emkwadrat. Mówili, że w końcu chcieli się z nami normalnie porozumieć (nic nie wiedzieliśmy, żeby kamienica została ponownie sprzedana). Rozsądne warunki wyprowadzki zaproponowano jednak tylko niektórym lokatorom.

Pierwsza grupa osób, która podpisała porozumienie z nowym właścicielem, również nie uzyskała takich odszkodowań, jakie powinna. Ci ludzie, którzy po prostu byli zastraszeni i zmęczeni sytuacją, bo w przypadku naszej kamienicy trwało to około 2 – 3 miesięcy. Wzięli małe sumy... Stanowczo za małe, dosłownie kilka tysięcy. Chcieli już się po prostu wyprowadzić i mieć święty spokój. Natomiast druga część lokatorów dostała takie odszkodowania, które wystarczały na remont i odstępne za nowe mieszkania, czyli satysfakcjonujące dla nas.

Od czego to był zależne?

Tylko i wyłącznie zależało to od naszej determinacji w dochodzeniu, kto za tym stoi. Gdyby nie baner, który postanowiliśmy wyrzucić z balkonu kamienicy to dziś musielibyśmy zadowolić się kwotą od 3 do 5 tys złotych. Tymczasem odstępne to kwoty od 20 do 40 tysięcy złotych. Pewnie dziś mielibyśmy to samo, co na ul. Stolarskiej – do tej pory mielibyśmy pana Śrubę na głowie. Baner – ujawnienie procederu, jaki jest stosowany przez Neo Bank, dało nam przewagę nad tym wszystkim. Bank nie chciał stracić dobrego imienia. Jedna z najważniejszych rzeczy dla tego typu instytucji to dobry PR i w momencie, gdy taki baner się pojawił, dosłownie na 7 godzin, trzeba było znaleźć nowego właściciela kamienicy.

Czy po zmianie firmy już nie widzieliście Piotra Ś.?

Samego Śruby nie, ale powiązanych z nim ludzi już niestety tak. Osoby, które były widziane z panem Piotrem Ś. pojawiali się również z nowymi pełnomocnikami. Piotr Ś. oczyszczał kamienicę na Strusia. Ma tam obecnie siedzibę firma należąca do innego przedsiębiorstwa dla której pracuje pan Gondek. Tutaj również właścicielem jest Cieliczko. Wszystkie te nazwiska – Śruba, Paweł Cieliczko, Mariusz Gondek, pani Sylwia – ciągle się powtarzają. Masa spółek i kooperantów, żeby się w tym wszystkim nikt nie mógł połapać, ale summa summarum prowadzi to do tych samych ludzi i instytucji, takich jak Neo Bank.

Co byś powiedziała tym ludziom, do których drzwi właśnie zapukały osoby pokroju Liberkowskiego, Piotr Śruby, Gondka lub innych poznańskich „czyścicieli kamienic”? Jak powinny wyglądać pertraktacje z nimi?

Przede wszystkim nie można się ich bać. Nie można im pokazywać, że się boimy, trzeba się im przeciwstawiać. Ale też nie można oczekiwać nie wiadomo czego. Niektórzy chcieliby dostać miliony, a oczywiste jest, że właścicielom to nie na rękę. Ja się postawiłam i dostałam tyle, ile mnie satysfakcjonuje: mieszkanie o podobnym standardzie, wielkości i czynszu. Wyprowadziłam się jak normalny człowiek. Nikt już później mnie nie zastraszał i nie dewastował kamienicy. I o to mi tylko chodziło. Należy być zdeterminowanym, ale też nie dać się zbyć. Ponieważ sytuacja jest prosta – oni by chcieli jak najtańszym kosztem pozbyć się lokatorów, by mieć pustą kamienicę. Pamiętajmy, że my ponosimy też nakłady jako lokatorzy – remontujemy te mieszkania, dbamy o nie. Chcemy, by nas traktowano sprawiedliwie i jak ludzi, bo tak naprawdę do dzisiaj nikt nie powiedział nam: „przepraszam” za działania pana Piotra Ś. i Neo Banku. Fakt, że ja już się wyprowadziłam i pomagam reszcie lokatorów, nie oznacza, że sprawa już jest załatwiona. Bank nie poczuwa się do odpowiedzialności,  że do czegoś takiego doszło, w ogóle wyzbywa się jej.

Jak miasto zareagowało na Wasze problemy?

Miasto w ogóle nie podjęło żadnych kroków. Gdziekolwiek nie pisaliśmy i do kogokolwiek się nie zgłaszaliśmy otrzymywaliśmy odpowiedź, że oni nic nie mogą zrobić, bo nasza kamienica nie należy do miasta, ale do prywatnego właściciela.

Co o tym sądzisz?

Myślę, że to jest bzdura. Bo skoro w mojej kamienicy mieszkało mnóstwo osób, które miało przydziały od miasta, to dlaczego miasto nic nie może z tym zrobić? Inna rzecz, jak to się w ogóle może dziać, że prywatny bank i spółki, właściwie nie wiadomo skąd, z bardzo niskimi kapitałami wykupują pół miasta i władze tego miasta nic z tym nie robią? Wręcz ignorują problem, zamiatają go pod dywan, tym samym dając przyzwolenie na takie praktyki jak „czyszczenie kamienic”. Ludzi wyrzucają na ulicę, wyprowadzają ich byle gdzie, bądź... niektórzy trafiają do schronisk dla bezdomnych. I co? I właściwie nic. Nie będzie za chwilę miasta Poznań, tylko będzie Neo-Poznań albo jakaś inna spółka. Co chwilę dowiaduję się o jakiejś nowej kamienicy. Jest tego mnóstwo: Piaskowa, Strusia, Gąsiorowskich, Głogowska, Kanałowa, Niegolewskich, Asnyka, Grochowe Łąki. To tylko przykłady. Długo, długo trzeba by było wymieniać... A tak na prawdę, pewnie co najmniej o połowie nie wiemy, bo ludzie się bali i po prostu pouciekali. W tych kamienicach też często mieszkają starsi ludzie, którzy nie mają siły na to, żeby walczyć z takimi oprychami, którzy przychodzą i stawiają swoje warunki wciskając 4 tysiące złotych i do widzenia.

Dlaczego, Twoim zdaniem, stosowane są tak brutalne metody wysiedleń lokatorów?

Dla mnie działa tu tylko i wyłącznie mechanizm żądzy pieniądza. Jak wiadomo, kamienicę z lokatorami kupuje się za mniejsze pieniądze a niżeli pustą. Wydadzą powiedzmy 2 mln na zakup kamienicy z lokatorami, przy pomocy np. Fabryki Mieszkań najpierw wyczyszczą, później zrobią remont i po kilku miesiącach kamienica jest gotowa na sprzedaż. Zarabiają na tym grube miliony. Nie obchodzi ich kto jaki ma przydział i ile włożył w mieszkanie.  To, że lokatorzy im przeszkadzają z ich perspektywy jest bardzo proste – chodzi o minimalizację wydatków, a maksymalizację zysków. Może dla nich to jest tylko biznes, ale kosztem ludzi. Powinno to wyglądać tak: przychodzi nowy właściciel, przedstawia się i mówi: „Dzień dobry, chciałbym w tej kamienicy np. zrobić hotel – mam dla Państwa propozycję na sprawiedliwych zasadach – równorzędne mieszkanie i odstępne – powiedzmy - minimum 20 tys. zł.” Chce sobie coś tu zrobić – OK, jest właścicielem to jest jego prawo, ale na normalnych zasadach, na normalnych warunkach.

Czy wcześniej w ogóle miałaś świadomość skali problemu i przyzwolenia na działania czyścicieli kamienic?

Szczerze mówiąc w ogóle. Na co dzień jestem dość zabiegana, interesuje mnie to, żeby dopiąć w pierwszej kolejności sprawy związane z pracą. Pracuję cały czas i dopiero w momencie, gdy ten problem dotknął mnie bezpośrednio, zauważyłam skalę zjawiska. Zaczęłam drążyć, interesować się i dziwić jak do czegoś takiego w ogóle może dojść i jak to się dzieje, że miasto tak długo toleruje ten proceder? Ludzie, których znałam, też nie spotykali się z tym problemem. Teraz, kiedy mnie to dotknęło, zaczęli się zastanawiać czy oni też są zagrożeni. A wychodzi na to, że sytuacja dotyczy każdego z nas, bo nie można przewidzieć, na którą kamienicę padnie tym razem. Niestety tak to jest, że nie zauważa się pewnych rzeczy, dopóki nie ma się z nimi bezpośredniego kontaktu. Natomiast dopiero, kiedy  dotyczą nas, ma się świadomość problemu i chce się go zwalczyć. Uważam, że dla wielu osób temat czyścicieli nadal wydaje się na tyle odległy, że nie warto się nim przejmować.

Czy w nowym miejscu zamieszkania zaobserwowałaś podobne sytuacje?

Tak. Kamienicę obok mojego nowego mieszkania. Pan, który mieszkał od urodzenia w kamienicy, znajdującej się przy placu Asnyka, próbował niedawno wyskoczyć z okna... Przyjechała Policja, Straż Pożarna, rozłożyli materace i siłą został przewieziony do domu spokojnej starości. Kamienica też była wykupiona i oczyszczona z lokatorów. Nie wiem, kto był właścicielem. Zostało tam zaledwie kilka rodzin. Ten pan po prostu nie chciał opuszczać swojego mieszkania, był załamany, podjął się próby samobójczej. Wszyscy sąsiedzi z okolicy go znali. Kolejna tragiczna historia dotyczy mojej poprzedniej kamienicy. Na Małeckiego sąsiadka przypłaciła to życiem. 84 letnia staruszka, bardzo miła, często pomagaliśmy jej nosić zakupy itd. Pewnego dnia Piotr Ś. zaczął wraz z ekipą swoich pracowników biegać z łomami po klatce schodowej. Weszli na dach i zdewastowali go. Starsza pani, zestresowana i przerażona próbując dowiedzieć się, co się dzieje, upadła i złamała nogę w biodrze. Niestety zmarła w szpitalu...  Nasuwa się teraz pytanie: Ile jeszcze biznesów musi być przypłacone ludzkim życiem? Gdyby pojawił się ktoś normalny i normalnie z nami rozmawiał ta pani zapewne by dziś żyła. O tym się po prostu nie mówi... A wielu lokatorów mogłoby być  teraz z nami...

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Reklama

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian