Wolny Poznań i masowe eksmisje w roku 2016

  • Jarosław Urbański, Anastazja Wieczorek-Molga
  • czwartek, 07 kwiecień 2016
1 kwietnia rozpoczął się kolejny sezon eksmisyjny. Przymusowe wyprowadzki dotyczą zarówno lokatorów zasobów prywatnych, spółdzielczych, jak też komunalnych. Główną przyczyną wysiedleń jest zadłużenie spowodowane najczęściej zdarzeniami losowymi.

Na utratę lokalu narażone są w pierwszym rzędzie osoby dotknięte chorobą, wypadkiem, utratą pracy czy innego typu dochodu (renty). Nie bez znaczenia są także przypadki nagłych i wysokich wzrostów czynszów, zmiany własnościowe (przejęcie kamienicy przez prywatnego właściciela), rosnące ceny mediów (prądu, gazu, wody). Biorąc pod uwagę często w ostatnim czasie podnoszony fakt, iż w Polsce zarobki są za niskie, a zatrudnienie nadto niestabilne, zadłużenie czynszowe nie jest niczym specyficznym. Z opłatami za mieszkanie zalega – w zależności od zasobu – od 20% do 40% lokatorów. Każdego roku mieszkanie traci ok. 30 tys. najemców, a ponad 8 tys. jest eksmitowana siłą przez komornika, nierzadko w asyście policji.

Eksmisji tyle samo

A jak wygląda sytuacja w Poznaniu? Dokładne dane dotyczące eksmisji z zasobów spółdzielczych i prywatnych nie są znane. Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów (WSL) szacuje, że dotyczą one kilkuset do 1,5 tys. rodzin każdego roku. Z zasobów komunalnych masowe eksmisje rozpoczęły się za rządów Jarosława Pucka. W latach 2011-2012 wyeksmitowano z zasobów komunalnych każdego roku po 140 najemców (wcześniej dokonywano ich kilkanaście, góra 50 rocznie). W 2013 roku przeprowadzono największą liczbę wysiedleń z poznańskich zasobów komunalnych – dokonano 183 eksmisje. W 2014 roku było ich 143.

Czy na tym tle pierwszy rok nowych rządów Jacka Jaśkowiaka wyglądał inaczej? Otóż okazuje się, że nie. W 2015 roku dokonano także 143 eksmisji, co oznacza, że w kwestii tej nowy zarząd miasta nie zmienił niczego. Trzeba jednak pamiętać, że istotne zmiany w polityce mieszkaniowej zaczęto zapowiadać dopiero po odejściu wiceprezydent Agnieszki Pachciarz i zmianach na stanowisku prezesa ZKZL (najpierw odszedł prezes Pucek, później Augustyn). Czy przyniosą one zwrot w kwestiach masowych eksmisji, dopiero się okaże.

Tymczasowe mydlenie oczu

Utracie pracy i mieszkania często towarzyszą dramatyczne okoliczności. Rzadko kto traktuje ten problem z lekceważeniem. Zwolennicy brutalnych eksmisji najczęściej jednak powołują się na przypadki nieodpowiedzialnych czy tzw. trudnych lokatorów. Kilka wybranych spraw służy im za uzasadnienie dotychczasowej polityki wysiedleń, obejmujące tysiące najemców. Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów zawsze twierdziło, że eksmisje nie są żadnym sensownym rozwiązaniem problemu, zwłaszcza kiedy odbywają się one do tzw. pomieszczenia tymczasowego. W 2015 roku ze 143 eksmisji z poznańskich zasobów komunalnych, aż 108 dokonano do lokali tymczasowych. Podobnych przypadków w zasobach prywatnych i spółdzielczych jest wielokrotnie więcej. Nikt nie bada dokładnie, co się z tymi ludźmi dzieje w momencie utraty takiego lokalu, co następuje bardzo szybko. Może nim być np. robotniczy hotel, gdzie cena za pokój sięga 30 zł za dobę. Brak płatności oznacza "wystawienie" lokatora z walizkami za drzwi hotelu, dosłownie z dnia na dzień. Eksmisja do lokalu tymczasowego to często po prostu eksmisja "na bruk" przeprowadzona w dwóch etapach, aby ukryć jej dramatyczne konsekwencje przed opinią publiczną.

Te osoby, które ostatecznie stracą mieszkanie naszym zdaniem trafiają z powrotem na rynek, wynajmują lokal i – prędzej czy później – nie płacą, bowiem komercyjne ceny najmu są dla nich za wysokie. Zwłaszcza przy ciągnących się za nimi zadłużeniach i egzekucjach komorniczych. Aby uchronić się przed komornikiem, który zajął rachunek bankowy lokatora, podejmuje on najczęściej zatrudnienie "na czarno", a tym samym z reguły niestabilne i nisko płatne. A to oznacza podatność na zadłużenie czynszowe w nowym lokalu.

Podwójne awizo

Problemem jest też stan lokali socjalnych w Poznaniu. W zasadzie przez wiele lat traktowano przydział lokalu socjalnego jak rodzaj kary i wygnania. Tak jakby system chciał się zemścić za to, że ktoś sprawia za dużo problemów. Stan lokali socjalnych jest niekiedy tak zły, a lokalizacja tak absurdalna (patrz ul. Nowotarska czy Torowa), że lokatorzy nierzadko odmawiają jego przyjęcia, pomimo rozpaczliwej sytuacji, w jakiej się znaleźli. W 2015 roku na 97 złożonych przez miasto ofert zawarcia umowy najmu lokalu socjalnego, w 42 przypadkach została ona odrzucona. Nierzadko ludzie ci trafiają na dyżury interwencyjne WSL. Częstą przyczyną odmowy jest wskazanie lokali w barakach i pomieszczeniach o fatalnym stanie technicznym, zawilgoconych lub np. z ubikacją w toi-toi. Bywa, że pracownicy ZKZL nie uwzględniają stanu zdrowia osób eksmitowanych do lokali socjalnych, np. przydzielają pokój 11 m2 matce opiekującej się dorosłym synem chorym na schizofrenię paranoidalną (napady agresji). W takim przypadku wymagany jest dla niego osobny pokój. Inny problem pojawia się w momencie, kiedy właściciele kamienic domagają się od miasta wysokich odszkodowań z powodu niewskazania przez nie lokalu socjalnego lokatorom z wyrokami eksmisyjnymi. Prawnicy ZKZL dogadują się za plecami lokatorów z właścicielami, podpisują ugody w zamian za wskazanie lokalu socjalnego, nie oglądając się na jego stan, naciągając ustawowe wymogi, a niekiedy nawet spodziewając się, że lokator po prostu odmówi, a wówczas miasto ma "ręce czyste", a właściciel może usunąć niechcianego mieszkańca. Wreszcie ZKZL skreśla z listy tych, do których nie dotrą oferty dotyczące lokali socjalnych wysłane pocztą, Jeżeli po dwukrotnym awizie nie zostaną podjęte, uważa się je za doręczone. Zamiast dokładnie sprawdzić powód niepobrania awiza (a zdążało się, że był nim np. długotrwały pobyt w szpitalu), miasto odsyła sprawę ad acta, jako załatwioną. Stosuje tutaj procedury postępowania cywilnego, zamiast Kodeks postępowania administracyjnego (kpa).

Podobnie można zapytać, co się dzieje z osobami, które – realnie czy formalnie – nie przyjmą przydziału do lokalu socjalnego. Tak jak w poprzednim przypadku często trafiają na komercyjny rynek najmu, gdzie cena wynajęcia mieszkania jest 10-krotnie wyższa, od czynszu socjalnego – jedynego, na którego było stać lokatora. I oczywiście oznacza to pojawienie się spirali zadłużenia i w konsekwencji zagrożenia kolejnym wysiedleniem.

Klasowa interwencja

Innym z absurdów dotychczasowej polityki mieszkaniowej jest nadużywanie przez ZKZL instytucji tzw. interwencji ubocznej. Polega ona na tym, że przedstawiciel ZKZL ma prawo udziału w sprawach o eksmisje, jakie prywatni właściciele wytaczają swoim lokatorom. Celem interwencji jest dbałość o interes publiczny. Do tej pory był (i jest) on rozumiany przez ZKZL bardzo wąsko i formalnie. Zarząd z reguły wnosi przed sądem, aby ten, orzekając o eksmisji, nie przydzielał mieszkania socjalnego, z którego dostarczenia miasto musiałoby się wywiązać. (Nie znamy przypadku, aby w interesie publicznym ZKZL wnosił przed sądem odwrotnie – o przydział mieszkania). Bywa, że motywuje się to po prostu brakiem lokali socjalnych. Po pierwszy mamy w tym przypadku kompletną asymetrię w procesie o eksmisję. Przeciwko przeważnie zubożałemu lokatorowi występują połączone siły właściciela i miasta. Dla właściciela brak przydziału mieszkania socjalnego jest z reguły dobrą wiadomością, bowiem otwiera drogę do szybkiego wysiedlenia najemcy i wynajęcia lub sprzedaży mieszkania na wolnym rynku – zamiast wieloletniego czekania na wskazanie przez miasto lokalu socjalnego. Problem polega na tym, iż miasto z jednej strony wnioskuje o niezasądzenie lokalu socjalnego, a z drugiej doskonale wie, że eksmisja do lokalu tymczasowego w praktyce oznacza nabycie prawa do "socjałki". Z tą różnicą, że okres oczekiwania na nią staje się problemem nie miasta, nie właściciela, ale zadłużonego lokatora, któremu de facto powinna się należeć pomoc. To jeden z mechanizmów, który ujawnia nam, że władze publiczne de facto bronią interesu określonych grup (klas) społecznych. W tym przypadku na sali sądowej.

Podsumowując, możemy powiedzieć, że eksmisjom towarzyszy wiele nieprawidłowości, ale przede wszystkim brak wyobraźni i zrozumienia dla sytuacji innego człowieka. W wielu przypadkach są to osoby o niskim, a nawet bardzo niskim dochodzie i statusie materialnym, które traktuje się protekcjonalnie i paternalistycznie, czasami nawet z trudno skrywaną pogardą. Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż tego typu stosunek jest niejako wpisany także w polskie ustawodawstwo lokatorskie, orzecznictwo sądowe i tryb postępowania administracyjnego. Władze publiczne nie dostrzegają, że stosują i promują "rasizm ekonomiczny", z którym trzeba wreszcie skończyć. Pierwszym krokiem powinno być zaprzestanie przymusowych wysiedleń. Mamy nadzieję, że wolny Poznań to Poznań bez eksmisji.