Kto się boi minaretu?

  • poniedziałek, 20 lipiec 2009
Polscy politycy i dziennikarze uwielbiają zachwycać się globalizacją i wynikającą z niej odpowiedzialnością międzynarodową naszego kraju. Ale to tylko pustosłowie. Globalizacja jest dobra jako nic nie znaczący frazes, jednak przestaje cokolwiek znaczyć, gdy przychodzi stawić czoła skracaniu kulturowych dystansów. Nasza odpowiedzialność kończy się zaś, gdy tysiące kilometrów od polskich granic, przy udziale polskiego wojska dzieje się coś z czego trzeba się wytłumaczyć. Wtedy z moralizatorsko-imperialnego zadęcia pozostaje już tylko przemilczanie i podszyta rasizmem reakcja obronna. Taka jak w Poznaniu.Instalacja Joanny Rajkowskiej zatytułowana „Minaret” miała stanąć w Poznaniu. Miała, bo natrafiła na opór, który może zniweczyć cały projekt. Opinię w tej sprawie wydał Sąd Konkursowy zrzeszający przedstawicieli Urzędu Miasta i lokalnego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP). Jak możemy w niej przeczytać, projekt obiektu przypominającego element architektury muzułmańskiego meczetu jest „obcy kulturowo”, stanowi „prowokację religijną”, „obraża uczucia muzułmanów” (sic!), a poza tym niewłaściwe jest planowane usytuowanie go na osi między katedrą katolicką a synagogą…
Kiedy słychać zwroty w rodzaju „obcy kulturowo”, to znak, że można zacząć się bać. Wygląda na to, że zrobiło się naprawdę niebezpiecznie, bo wygłasza je nie jakaś grupka oszalałych skinów ani nawet nie ideologiczni bulterierzy prawicowych partii czy gazet. Skoro pochodzą z tak szacownego grona jak urzędnicy Sądu Konkursowego Miasta i poznańskiego SARP-u, wolno nam stwierdzić, że wyraża się w nich nastrój dzisiejszych czasów, że oto mamy do czynienia ze spontanicznym odruchem ujawniającym głębokie źródła i ramy dominującego sposobu myślenia oraz powszechnej wrażliwości. Ten nastrój najzwyczajniej czuć pogromem.

Wygląda na to, że Poznań zasmakował w faszystowskim stylu Silvio Berlusconiego, Gianfranco Finiego i innych włoskich liderów antymuzułmańskiego rasizmu. W swej oryginalnej wersji przejawia się on m.in. w walce przeciw budowaniu meczetów w miastach Italii. Wersja polska najwyraźniej chce być lepsza od włoskiej – zakazuje nawet instalacji artystycznych, jeżeli tylko mają nieszczęście kojarzyć się z architekturą religijną islamu.

Jak jednak reagować na słowa mówiące o tym, że minaret jest obcą kulturowo prowokacją religijną? Jak przeciwstawić się tej jawnej manifestacji islamofobicznego rasizmu? Argumentować, przekonywać, zachęcać do dialogu?

Nie warto polemizować z bredniami. Nie ma się raczej co łudzić, że ich autorów wzruszą opowieści o polskich Tatarach stanowiących nieodłączny element wielokulturowej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ani tym bardziej przypominanie tysiąca i jeden wynalazków, z pomocą których świat islamu stworzył fundamenty zachodniej współczesności. Nie ma co dowodzić, że minaret jest w Poznaniu jak najbardziej u siebie. Trzeba sobie raczej zadać pytanie o źródła w istocie barbarzyńskich odruchów i histerii, którym ulegli reprezentanci elity tego ponoć cywilizowanego miasta.

Problem nie leży po stronie islamu, muzułmanów, meczetu ani nawet Joanny Rajkowskiej. Nie da się go też sprowadzić do polskiej ksenofobii czy nietolerancji bo na tak ogólnikowym poziomie łatwo o banalizację. W ogólności przecież wszyscy jesteśmy politycznie poprawni i nikt rozsądny nie podpisze się pod rasizmem czy nietolerancją (nawet każdy rasista zaczyna dziś swe wywody od rytualnego „ja tam rasistą nie jestem…”). Musimy raczej przyjrzeć się konkretnym uwarunkowaniom tych konkretnych wypowiedzi.

Skąd bowiem niechęć właśnie do minaretu? Skąd słowa dające upust uprzedzeniom i stereotypom, których nie powstydziłaby się antysemicka propaganda lat 30? Dlaczego wobec tego, co muzułmańskie można tak łatwo i bezkarnie używać języka, który byłby nie do pomyślenia wobec tego, co żydowskie czy np. prawosławne? Banałem, ale koniecznym, będzie stwierdzenie, że jest to efekt wieloletniej antymzułmańskiej kampanii prowadzonej pod auspicjami amerykańskich neokonserwatystów i ich europejskich przyjaciół. W ideologicznym imaginarium atlantyckiej prawicy stęsknionej za starym dobrym imperializmem, zielony sztandar proroka zastąpił dziś czerwony sztandar proletariatu i podobnie jak ten drugi stanowi symbol międzynarodowego spisku przeciw demokracji oraz „naszemu stylowi życia”. Zagrożenie muzułmańskie kreowane pracowicie przez całą armię propagandzistów – od akademickich speców od „zderzenia cywilizacji”, przez piarowców Pentagonu aż po hollywoodzkich producentów – stanowi wygodny pretekst mający usprawiedliwić hegemoniczne aspiracje USA ich sojuszników. Nie wolno bagatelizować tej ideologicznej aberracji, bo jej praktyczna skuteczność mierzy się już setkami tysięcy ofiar zabitych w imię obrony „zachodnich wartości” w Iraku, Afganistanie, Somalii, Libanie czy Palestynie. W naszych czasach antymuzułmańskie hasła nie są słowami rzucanymi na wiatr. Te słowa i wyobrażenia dosłownie ociekają krwią.

Dlatego nie sposób oddzielić wojenki, jaką wydano projektowi minaretu w Poznaniu, od prawdziwych wojen, jakie wydajemy prawdziwym minaretom w krajach odległych o tysiące kilometrów od stolicy Wielkopolski. Być może najlepszym kluczem do zrozumienia reakcji na projekt Rajkowskiej jest fakt, że w niezamierzony sposób przypomina on o naszym udziale w agresjach zbrojnych przeciw krajom muzułmańskim. I to jest właśnie największe przewinienie artystki. Naruszyła prawdziwe narodowe tabu – tabu, od którego zależy nasze dobre samopoczucie. Społeczeństwo, które myśli o sobie jedynie jako o niedocenionej ofierze złej historii nie przyjmuje do wiadomości, że od lat, czynnie stoi po stronie zwycięzców: katów, okupantów, agresorów. Prawda o „stabilizacyjnych” wyczynach polskiej armii nad Tygrysem i Eufratem oraz w górach Hindukuszu byłaby przecież trudna do zniesienia, gdybyśmy nie stworzyli sobie muru bezpieczeństwa z ignorancji i niewiedzy. Dążenie do utrącenia projektu minaretu i zastosowane przy tym argumenty wyrażają chęć zachowania i umocnienia takiego właśnie muru.

W dziedzinie budowania murów możemy się sporo nauczyć do Izraela, będącego ostatnio obiektem bezkrytycznej miłości naszej klasy politycznej. Rządzący w Tel-Awiwie opanowali do perfekcji metodę skutecznego izolowania swego społeczeństwa od okupowanego, kolonizowanego i niszczonego w jego imieniu narodu. Wprawdzie budowa muru apartheidu na wzór wznoszonego przez okupantów na Zachodnim Brzegu Jordanu na razie nie wchodzi w rachubę w polskich warunkach, ale efekt muru można osiągnąć bardziej wyrafinowanymi środkami. Przede wszystkim usuwając z pola widzenia wszystko, co może kojarzyć się z polskim zaangażowaniem zbrojnym na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Dzięki temu unikamy konieczności zmierzenia się z konsekwencjami obecności polskich sił okupacyjnych w Afganistanie, a do niedawna także w Iraku. Co więcej, efekt muru pozwala uwolnić się od symboli (takich jak poznański minaret), które mogłyby przypominać nam o obecności muzułmańskich więźniów w polskich katowniach CIA, w Szymanach i Starych Kiejkutach. Skoro muzułmanie byli u nas obecni jako ofiary tortur jest jasne, że nie można dopuścić do ich obecności w pejzażu naszych miast.

Reakcja na projekt Rajkowskiej jest odruchem mającym oddzielić nas od wszelkich skojarzeń z ofiarami naszej polityki, a zarazem skazać te ofiary na funkcjonowanie wyłącznie w świecie ideologicznych fantazmatów, które odbierają im człowieczeństwo. Chodzi zatem także o podtrzymanie warunków owej polityki, o to by na nieludzkim obrazie muzułmańskiego wroga nie pojawiła się żadna rysa. Polska klasa rządząca aspiruje dziś do tego by pod opiekuńczymi skrzydłami amerykańskiego protektora rozwijać naszą małą wersję imperializmu (dzięki wyjątkowej koniunkturze możemy nie tylko wydawać z siebie jałowe okrzyki „Na Kowno!”, ale naprawdę maszerować na stolicę jednego państwa i cieszyć się strefą okupacyjną w drugim). W tym imperialnym projekcie muzułmanie mają grać tylko taką rolę jaką my im wyznaczymy – straszaka-terrorysty-antyfeministy uzasadniającego nieograniczoną wojnę prewencyjną. To zaś możliwe będzie jedynie wtedy, gdy uda się trzymać ich na dystans, jeżeli zatem pozostaną „kulturowo obcy”.

Zbyt wiele minaretów zburzono w naszym imieniu w ostatnich latach, abyśmy mogli zignorować to polityczno-ideologiczne tło ataków na projekt Rajkowskiej.

Przemysław Wielgosz
Za www.monde-diplomatique.pl

Ludzie czytają....

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Jesteśmy, działamy, Rozbratu nie oddamy - relacja z demonstracji

18-09-2019 / Rozbrat zostaje!

14 września o godzinie 13:00 na ulicy Pułaskiego, tuż przy istniejącym już 25 lat skłocie Rozbrat, rozpoczął się protest w...

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.