Co robić? Kryzys a związki zawodowe

  • Jarosław Urbański
  • środa, 04 luty 2009
Mamy kryzys. Nie powinno nas to specjalnie dziwić. Kapitalistyczna gospodarka targana jest recesją dość często i regularnie, mniej więcej co dziesięć, kilkanaście lat. Wskazują na to nie tylko wskaźniki markoekonomiczne, ale także cyklicznie występujące fale niepokojów społecznych, będących efektem kryzysów gospodarczych.
Poprzedni kryzys wiązał się z problemami rynków dalekowschodnich (1996–1997) i rosyjskiego (1998), co gospodarka Polska odczuła szczególnie boleśnie. Skumulowanie się negatywnych zjawisk skutkowało wysokim, przekraczającym 20 proc., bezrobociem i wieloma wystąpieniami pracowniczymi w 2002 i 2003 roku. Jeszcze wcześniej, w odpowiedzi na negatywne następstwa transformacji ustrojowej, byliśmy świadkami erupcji niezadowolenia robotniczego w latach 1992–1993. Obecnie ten scenariusz się powtarza. Dzisiejsza zapaść, która będzie prawdopodobnie skutkować społecznymi protestami za 2-3 lata, różni się tym, iż jest „głębsza” i „bardziej rozległa”.

Wystrzegajmy się roli naprawiaczy
Jak w takich okolicznościach powinny zachować się związki zawodowe? Otóż nie powinny one szukać – moim zdaniem – rozwiązań gospodarczych i „łapać się” za naprawianie mechanizmów ekonomicznych, już i tak rozregulowanych. Nie powinny też w pierwszym rzędzie wymyślać cudownych antykryzysowych zabezpieczeń socjalnych, bo kryzys jest okresem, który nie daje szans na ich wprowadzenie. Związki zawodowe wiedząc, że bessa już jest i będzie skutkować w niedalekiej przyszłości społecznymi niepokojami, powinny zająć się organizowaniem pracowników do protestów oraz opracować listę żądań socjalnych i politycznych. Dziś potrzebny jest konkretny propracowniczy program zmian wręcz ustrojowych. Tylko bowiem konsekwentny ruch protestu społecznego, a nie wyciszanie nastrojów niezadowolenia, daje szansę, że w wyniku kryzysu pracownicy ostatecznie umocnią swoją pozycję. Wygrają. Powinno to też oznaczać umocnienie się związków zawodowych. Problem leży jednak w tym, iż zazwyczaj, podobnie jak elity rządzące, są one zaskoczone wybuchem społecznym i stają się raczej zachować dotychczasowe status quo, niż stać się katalizatorem zmian.

Solidarność zamiast partykularyzmu
W momencie gospodarczej hossy, związki zawodowe na poziomie branżowym i zakładowym mogą sobie pozwolić na pewien partykularyzm, na obronę interesów konkretnych grup zawodowych, które reprezentują. Niskie bezrobocie, dobra kondycja finansowa firm, „propaganda sukcesu” itd., sprzyjają walce o wyższe wynagrodzenia na poziomie zakładów pracy. W okresie bessy, z jaką mamy obecnie do czynienia, przeciwnie. Związki zawodowe muszą wyjść poza swoje branżowe i zawodowe partykularyzmy i opowiedzieć się za postulatami broniącymi klasę pracowniczą jako całość. Strategia obrony wyłącznie interesów branżowych i zakładowych przestaje być skuteczna. Wzrastające bezrobocie, „propaganda kryzysu”, paraliżuje opór w pojedynczych zakładach. Większej wagi nabierają działania organizujące pracowników w szerszej skali i pod ogólnymi hasłami.

Czy ruch protestu pracowniczego ma tym razem szansę wygrać? Jest to pytanie niebagatelne, przede wszystkim z uwagi na mobilizację społeczną. Brak wiary we własne siły „podcina skrzydła”. W socjologii znana jest teoria „samospełniającego się proroctwa”. U zarania naszych poglądów na temat ewentualnego sukcesu, leży w dużej mierze to, czy faktycznie zostanie on osiągnięty, czy nie. Skrótowo mówiąc, wiara w powodzenie ma dość duże znaczenie. Na co w takim układzie musimy zwrócić uwagę? Co nam sprzyja? (Nie będę pisał co nam nie sprzyja, bo ta część refleksji, jak wiadomo, jest dobrze znana i nagminnie uprawiana).

Wykorzystać „wojnę na górze”
Musimy pamiętać, że negatywne skutki kryzysu wpływają nie tylko na klasę pracowniczą, ale także pracodawców i władzę. Kurczenie się gospodarki, czy tylko jej spowolnienie, zaostrza konkurencję między poszczególnymi przedsiębiorcami czy ich grupami. Mnożą się bankructwa. Trwa wyścig o wpływy polityczne, dzięki którym można sięgnąć po środki publiczne dla ratowania danych zakładów pracy czy branż, po publiczne zamówienia. Ponieważ różne grupy biznesmenów mają różne interesy, a pula środków jest ograniczona, w łonie władzy, pod naporem różnych lobby, dokonują się pęknięcia, trwa walka. Oczywiście elity władzy robią wszystko, żeby zachować wewnętrzną spójność, ale w okresie kryzysu nie jest to łatwe. W skrajnej wersji rozpad struktury władzy hamuje wojskowy zamach stanu i ustanowienie dyktatury – znamy to z historii. Ale pod naporem sprzeciwu społecznego i frakcyjnych walk w łonie elity władzy, takie rozwiązanie nie zawsze jest możliwe. Jest rzeczą szczególnie szkodliwą, kiedy związki zawodowe, zamiast zająć się obroną interesów pracujących, popierają którąś z frakcji biorących udział w „wojnie na górze”.

W celu uniknięcia negatywnego dla ruchu pracowniczego scenariusza rozwoju wypadków, sięga się często po różnego rodzaju taktyki, pozwalające zagrożenie takie zminimalizować. Część znaczących rewolt robotniczych miała miejsce w specyficznych momentach. Na przykład do poznańskich wydarzeń w czerwcu 1956 r. doszło w trakcie Międzynarodowych Targów, strajk w sierpniu 1980 r. wybuchł w czasie olimpiady w Moskwie. Być może to przypadkowa koincydencja, ale wielce pouczająca i... pożyteczna. A życie samo podsuwa nam podobną perspektywę – Euro 2012.

Walk przybywa
Co jeszcze daje nam nadzieje na sukces? Wzrastający poziom walk pracowniczych. Odwołując się do statystyki i biorąc pod uwagę takie wskaźniki, jak liczba demonstracji, blokad i strajków, możemy stwierdzić, że liczba „potyczek”, choć okresowo raz spada, raz rośnie, jest wyraźnie w Polsce większa, niż jeszcze 9-10 lat temu.

Ten wzrost napięcia społecznego i natężenia walk daje się zaobserwować w skali globalnej, np. w Chinach liczba protestów społecznych wzrosła od niespełna 10 tys. w 1993 r. do blisko 60 tys. w 2003 r. (wg oficjalnych danych). Obecnie mówi się o 80 tys. konfliktów rocznie, a władze Chin dwoją się i troją, aby zapobiec wybuchowi społecznego niezadowolenia wobec dramatycznej sytuacji ekonomicznej i gwałtownego spadku zatrudniania. Notabene, brak szerszej perspektywy międzynarodowej w działaniach związków zawodowych, ich narodowy partykularyzm, poważnie je osłabia. Polskie związki zawodowe powinny zatem inicjować współpracę ze związkami i organizacjami robotniczymi z innych krajów, również tych najodleglejszych, celem wymiany informacji, wspierania się finansowego, organizowania akcji solidarnościowych itd. Od czasów pierwszej międzynarodówki korzyści z tego typu kooperacji są oczywiste.

Napięcie rośnie - czasu coraz mniej

Wreszcie wiadomym jest, że związki zawodowe nie są w stanie „ogarnąć” sytuacji na wszystkich frontach. Potrzebna jest refleksja nad tym, jaka branża, który segment rynku pracy, jakie procesy społeczne okażą się w najbliższym czasie najważniejsze dla ruchu protestu pracowniczego. Czy opór społeczny zasadzać się będzie w dalszym ciągu na mocno uzwiązkowionych zakładach pracy sfery budżetowej (nauczyciele, służba zdrowia) i powiązanych z państwem przedsiębiorstwach (górnictwo, energetyka), czy też główną rolę odegrają nowe sektory i jakie? Przemysł samochodowy czy może edukacyjny? A może mobilizacja oprze się na prekariacie – rzeszy najgorzej zarabiających i najbardziej wykorzystywanych pracowników zatrudnionych na „śmieciowych umowach” (tymczasowych, agencyjnych, cywilno-prawnych)? Może decydujące znaczenie będą mieli młodzi pracownicy, którzy niedawno weszli na rynek pracy, nie obciążeni bagażem historycznych uwarunkowań, nie pamiętający warunków pracy i życia przed 1989 r.? Lub powracający z emigracji ekonomicznej? W refleksji tej chodzi o to, żeby późniejszy, ewentualny wysiłek skierować w odpowiednim kierunku. Generowanie debaty i badań na ten temat powinno być kolejnym zadaniem związków zawodowych.

Jak zatem widzimy, pracy do wykonania jest sporo, a świadomość zadań, jakie przed nami stoją, dość – wydaje mi się – nikła. Czasu natomiast jest coraz mniej.

Tekst ukaże się w najbliższym wydaniu Trybuny Robotniczej z d. 5 lutego 2009 r.

Ludzie czytają....

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.

Przeciwko tureckiej inwazji! Stop rzezi Kurdyjek i Kurdów!

10-10-2019 / Świat

Pod cyniczną nazwą „Źródło pokoju” 9 października wojska tureckie, na rozkaz prezydenta Erdogana rozpoczęły inwazję militarną w północnej Syrii. W...