Afryka płonie - PKB rośnie

  • wtorek, 01 luty 2011
Na kanwie ostatnich wydarzeń w Egipcie warto się pokusić o kilka słów komentarza do dzisiejszej sytuacji społeczno-politycznej na świecie. Widać bowiem wyraźnie, że pomimo zaklęć elit rządzących, skutki globalnego załamania gospodarczego są rozleglejsze niż nas próbowano do tej pory przekonywać. Nie ulega wątpliwości, że okres od jesieni 2008 będzie postrzegany, jako przypływ fali niepokojów społeczno-politycznych na całym świecie.

Nie ulega też wątpliwości, iż załamanie się giełd dwa i pół roku temu było już symptomem kryzysu, a nie jego przyczyną. Obserwowany od końca lat 90 wzrost niepokojów pracowniczych i społecznych zaczyna się przeobrażać w otwarte i gwałtowne konflikty.

Jednak swego rodzaju zaskoczeniem jest to, iż do eksplozji niezadowolenia doszło w północnej Afryce. Do tej pory nasze oczy zwrócone były raczej w stronę Azji z uwagi na wzrost fali protestów pracowniczych w takich państwach jak Chiny, Indie czy Bangladesz. Dokładnie kiedy piszę te słowa, światowe agencje podają, że w Bangladeszu znowu strzelano do demonstrantów. Zamieszki trwają tam niemal nieprzerwanie od ponad trzech lat. Spalono ponad 100 fabryk, zginęło kilkadziesiąt osób. Z kolei Ameryka Łacińska wydawała się ważnym regionem z powodu zmian jakie nastały tam z nowym wiekiem, a zwłaszcza wydarzeń w Argentynie i Meksyku czy sytuacji w Brazylii i Wenezueli. Byliśmy też świadkami ożywienia buntowniczych nastrojów w Europie  - w ostatnim czasie miały miejsce wystąpienia w, przede wszystkim, Grecji, ale także w Irlandii, Islandii, Albanii i wielu innych miejscach. Tymczasem takie kraje jak Egipt, Tunezja, czy Algieria, pozostawały poza obszarem naszych głębszych zainteresowań i poza podejrzeniami o możliwość wybuchu tak gwałtownego niezadowolenia społecznego.

Co ciekawe patrząc na sytuację gospodarczą tych państw łatwo zauważymy, iż ostatnio odnotowywały one wysokie wzrosty PKB, co nie uchroniło ich od niepokojów społecznych. To zła wiadomość dla ekipy Donalda Tuska. Prasa głównego nurtu podała również w ostatnich dniach, że przedstawiciele państw w Davos doszli wreszcie do przekonania, że wzrost mierzony PKB nie przekłada się automatycznie na poziom życia mieszkańców, a co za tym idzie, na spokój społeczny. Potwierdzono coś, o czym ruch arterglobalistyczny „gardłował” od ponad 10 lat!

Można zatem stwierdzić, przyglądając się danym w poniższej tabeli, iż wskaźniki gospodarcze swoją drogą, a nastroje społeczne swoją. Albo – co bardziej chyba adekwatne – że stosowane statystyczne opisy sytuacji ekonomicznej, dalece zaczęły się rozmijać z realną sytuacją społeczną: korupcją, wzrastającym rozwarstwieniem społecznym i ostatecznie gwałtownymi wystąpieniami. Tak czy inaczej protesty w północnej Afryce korzeniami swoimi tkwią głęboko w postępujących niedomogach gospodarki kapitalistycznej, bez względu na optymistyczne dane statystyczne.

 

Przyrost KPB w 2008

Przyrost KPB w 2009

Przyrost KPB w 2010

Stopa bezrobocia w 2010

Maroko

+5,6%

+4,9%

+4,2%

9,8%

Algieria

+2,8%

+2,2%

+4,1%

9,9%

Tunezja

+4,6%

+3,0%

+3,4%

14,0%

Egipt

+7,2%

+4,6%

+5,3%

9,7%

Dane za: CIA Fact Book

Oczywiście nie bez znaczenia jest to, iż obserwowany konflikt dotyczy krajów arabskich i wpisuje się w długą konfrontację z ruchami islamskimi. Cechą wspólną atakowanych dziś przez demonstrantów północnoafrykańskich reżimów (obojętnie czy to system monarchistyczny jak w Maroku, czy quazi-socjalistyczny jak Algierii) było bezwzględne przez nich zwalczanie muzułmańskich fundamentalistów. W Algierii na początku lat 90. w wojnie domowej zginęło ok. 200 tys. osób. Obie strony konfliktu nie przebierały w środkach. 11 września 2001 roku i atak na nowojorskie WTC stanowił kulminację, tego trwającego już ponad 20 lat, konfliktu.

Wojna z islamistami oznaczała bezwzględne zwalczanie wszelkiej opozycji, ale i wymuszała na reżimach bardziej liberalne traktowanie świeckich, miejskich ruchów społecznych (np. związków zawodowych); otwierała na Zachód, a jednocześnie utrwalała mechanizmy „państwa stanu wyjątkowego”; dopuszczała wielkie zmiany ekonomiczne i uniemożliwiała jakąkolwiek demokratyczną transformację ustrojową. Te sprzeczności nie mogły trwać dłużej i musiały ostatecznie skierować się przeciwko autorytarnym rządom.

Obecna „pożoga” objęła kraje północnej Afryki, ale dociera także na obszar Bliskiego Wschodu (np. Jemen, Oman), nakładając się tym samym na konflikt jaki trwa w Palestynie, Iraku i Afganistanie, a pośrednio także w Pakistanie. Na pewno nie ucieszy to ani Stanów Zjednoczonych, ani Izraela, którym z trudem udaje się utrzymać panujące w tym regionie status quo. Giełdy, które z mozołem odrabiają straty sprzed dwóch i pól roku,  na wiadomość o rewolcie w Egipcie zareagowały dość nerwowo i jak sytuacja będzie się dalej rozwijać w tym kierunku, notowania na światowych parkietach polecą na łeb i szyję.

Zachód  zamarł też w niepewności, czy ta fala niepokojów społecznych w krajach muzułmańskich, nie przyczyni się do ponownego wzrostu znaczenia, wydawałoby się już spacyfikowanego, islamskiego fundamentalizmu. W istocie rzeczy trudno „wyczuć” kierunek politycznych zmian. Wydaje się, że we wszystkich objętych protestami krajach poważną rolą odgrywają ruchy pracownicze i związkowe, często te, które uwolniły się w ostatnich latach spod kurateli państwa i rządzących partii politycznych. Jeden z egipskich dziennikarzy komentując sytuację stwierdził: „Związki zawodowe dowiodły, że zawsze były srebrną kulą wymierzoną w każdą dyktaturę. Spójrz na Polskę, Koreę Południową, Amerykę Łacińską i Tunezję. Związki zawsze odgrywały ważną rolę w mobilizacji masowej. Jeśli pragniesz obalić dyktaturę dzięki strajkowi generalnemu, to nie znajdziesz niczego lepszego niż niezależny związek zawodowy” (Hossam el-Hamalawi, „Intifada młodych”). W ich łonie aktywne są tendencje radykalno lewicowe czy nawet anarcho-syndykalistyczne. W każdym razie wpływy syndykalistyczne i anarchistyczne w krajach Maghrebu, czy też w niektórych krajach wschodniej Afryki, wydają się być niewspółmiernie większe, niż w Azji. Jest to spowodowane m.in. aktywnością hiszpańskich i francuskich działaczy anarcho-syndykalistycznych wśród migrantów napływających do Europy z tego obszaru Afryki. Francuska CNT przez pewien okres wydawała nawet odrębny biuletyn, dotyczący walk społecznych na terenie Afryki.

Pojawia się pytanie, czy obecna fala społecznych niepokojów może wzmocnić tę polityczną tendencję - czy niezależny ruch syndykalistyczny w północnej Afryce (czy w ogóle w Afryce) może się umocnić? Jeżeli nawet odpowiemy na to pytanie pozytywnie, to na pewno będzie potrzebował więcej czasu. Z tego punktu widzenia wydaje się, że lepszym rozwiązaniem jest utrzymanie się permanentnego stanu wrzenia, nawet o zmiennym natężeniu, niż pojawienie się przesilenia politycznego, które w obecnych okolicznościach może się okazać pozornym zwycięstwem rewolucji.

Ludzie czytają....

Nasz opór trwa. 14 września demonstracja w obronie Rozbratu

28-08-2019 / Rozbrat zostaje!

Oświadczenie Kolektywu Rozbrat: Kolektyw Rozbrat cały czas prowadzi działania mające na celu obronę skłotu i centrum społeczno-kulturalnego przed likwidacją. Jak informowaliśmy...

Przeciwko tureckiej inwazji! Stop rzezi Kurdyjek i Kurdów!

10-10-2019 / Świat

Pod cyniczną nazwą „Źródło pokoju” 9 października wojska tureckie, na rozkaz prezydenta Erdogana rozpoczęły inwazję militarną w północnej Syrii. W...

Jesteśmy, działamy, Rozbratu nie oddamy - relacja z demonstracji

18-09-2019 / Rozbrat zostaje!

14 września o godzinie 13:00 na ulicy Pułaskiego, tuż przy istniejącym już 25 lat skłocie Rozbrat, rozpoczął się protest w...

Berlin za Rozbratem

03-09-2019 / Rozbrat zostaje!

2 września w Berlinie przed Instytutem Polskim odbył się protest solidarnościowy z Rozbratem. Odczytano list otwarty kierowany do Instytutu i...