JP Weber – it is disgusting!

  • Kinga Krzysztowiak
  • wtorek, 07 styczeń 2014
W Stanach Zjednoczonych „Union busting is disgusting” – czyli „zwalczanie związków zawodowych jest obrzydliwe” – to dobrze znany slogan. W lutym 2011 r. w Wisconsin, podczas jednego z najbardziej imponujących protestów ostatnich lat, 100 tys. osób zgromadzonych w magistracie krzyczało „What's Disgusting? Union Busting!” do polityków, którzy głosowali za prawem uderzającym w związki zawodowe. To samo zdarzyło się w Chicago  – zobaczcie, jak można popsuć możnym dobrą zabawę. W grudniu 2012 r., gdy amerykański ruch Occupy doprowadził do zamknięcia portu w Oakland w odpowiedzi na ataki na związek zawodowy stoczniowców (przez zastraszanie ich, nachodzenie w domach, zatrudnianie łamistrajków) – slogan zjednoczył tysiące.

Profesjonaliści do wynajęcia

Zwalczaniem związków zawodowych babra się cała rzesza specjalistów: prawników, akademików, socjologów, ekonomistów, dziennikarzy i rzeczników prasowych. Doradzają jak dyscyplinować i zwalniać za pomocą prawnych kruczków, presji, zastraszania (w tym fizycznej przemocy), lokautów, zwolnień czy żółtych związków zawodowych. Fundacje i ośrodki szkoleniowe prowadzą w tym zakresie seminaria dla prezesów, dyrektorów zarządzających, właścicieli firm, dyrektorów personalnych i kierowników działów kadr. Są one prowadzone przez doświadczonych stażem sędziów sądu pracy, inspektorów PiP, autorów artykułów w prawniczych czasopismach i wreszcie tych, którzy tworzą prawo pracy. Pytania, na jakie (tak rzetelnie i profesjonalnie) mają one odpowiadać to m.in.: Jak – sprawnie i skutecznie – rozstać się z pracownikiem, który jest członkiem organizacji związkowej? Jakie są tryby postępowania w sprawie ukarania pracownika? Jak uznać strajk za nielegalny? I moje ulubione: Kiedy można kreatywnie rozwiązać stosunek pracy w trybie art. 52 KP (czyli poprzez zwolnienie dyscyplinarne)? Czytajcie. Günter Wallraff w książce „Z nowego wspaniałego świata”, w rozdziale „Wszelkie chwyty dozwolone”, opisuje dokonania prawnika Helmuta Naujoksa z Düsseldorfu i innych niemieckich prawniczych korporacji pomagających pracodawcom zwalniać niewygodnych pracowników. Gdy trzeba, nie zawahają się odwołać do terroru psychicznego, wynająć „nieznanych sprawców” do pobicia związkowców, izolować „wichrzycieli” od reszty pracowników czy zatrudnić „detektywów”, by nachodzili ich po domach. Wszystko pod mottem: „Osiągamy cele. Prawo silniejszego jest wpisane w naturę każdego działania. Zwycięża ten, kto lepiej opanował technikę i taktykę. Dlatego nie zajmujemy się całą dziedziną prawa, tylko tym, co najważniejsze – prawem pracy. Dla pracodawcy” (tamże, s. 258).

To nie jest specyfika amerykańskich czy niemieckich stosunków przemysłowych. To rzeczywistość walki klasowej, w której jedna ze stron chce spacyfikować narzędzia drugiej. Jeśli samoorganizacja pracowników może zniszczyć balans sił sprzyjający pracodawcom, to ci zrobią wszystko, by temu zapobiec: albo dyskursywnie, jak od lat uczy nas Balcerowicz o tym,  że każda organizacja pracownicza psuje „spokój społeczny” i „harmonię wolnego rynku”, na którym spotykają się równe sobie podmioty; albo faktycznie: przy pomocy represji, stosując kruczki sądowo-prawne czy rozwiązania siłowe.


JP Weber – union-busting po polsku

Moim ulubionym przykładem union-bustingu po polsku już od ponad roku jest JP Weber, spółka komandytowa, firma doradcza Chung Hong, LG Electornics, S&T Daewoo, Wedla i szeregu innych firm, zwłaszcza koreańskich, w polskich Specjalnych Strefach Wyzysku. Gdy pracownicy Chung Hong latem 2012 r. zorganizowali strajk, to ona doradzała pracodawcy, jak najłatwiej się ich pozbyć – poprzez zwolnienie większości strajkujących, co jest jednym z bardziej bulwersujących przykładów rozprawiania się z protestami pracowniczymi po 1989 r.

W grudniu 2013 r. okazało się, że JP Weber, reprezentując Chung Hong, przegrała sprawy sądowe. Zwolnienia okazały się nielegalne, a firma ma wypłacić słone odszkodowanie i przywrócić jednego ze związkowców do pracy. Przedstawiciele JP Weber doradzali pracodawcy, jak pozbyć się związku zawodowego, od samego początku jego założenia w fabryce. To w ramach ich konsultacji w momencie zaostrzenia się konfliktu (tuż po wygranym dla związku referendum strajkowym) dyscyplinarnie zwolniono jedną z osób, która organizowała spór zbiorowy w zakładzie. To na ich wniosek dokonano lokautu, a następnie w sądzie pracy utajniono obrady. Miało to wyciszyć potencjalne protesty, rozbić ruch społeczny wokół sprawy i uniemożliwić opinii publicznej śledzenie tego, czy strajkujący pracownicy mogą wygrać. W sądzie prawniczka Chung Hong, Joanna Sułowicz, próbowała podważyć wiarygodność członka OZZIP, twierdząc, że „konfabuluje” – na co przedstawiła fikcyjne dowody (m.in. sfałszowany przez pracodawcę czas pracy jednego z pracowników).

Równolegle, gdy OZZ Inicjatywa Pracownicza wniosła sprawy do sądu pracy, prawnicy Chung Hong donieśli do prokuratury o popełnieniu przestępstwa, jakiego rzekomo dopuścił się związek i strajkujący – czyli „nielegalnego strajku”. Prokuratura już od ponad roku przesłuchuje świadków w tej sprawie i ma zadecydować czy umarza sprawę, czy wnosi ją do sądu karnego. Przesłuchania ciągną się tak długo, gdyż JP Weber powołuje cały czas nowych świadków w sprawie (obecnie jest ich ok. 50). Początkowo była to ich strategia służąca temu, by jeszcze bardziej wydłużyć sprawy w sądzie pracy (zwyczajowo sąd pracy nie wydaje wyroku, póki nie rozstrzygnie się sprawa w prokuraturze). Była zatem realna groźba, że postępowanie procesowe w sądzie pracy zostanie zawieszone na czas wyniku sprawy w prokuraturze. Sąd pracy uznał jednak, że jest to niesprawiedliwe wobec zwolnionych pracowników i kontynuował rozprawy. Te prawne represje, choć odroczone, są nadal aktualne, gdyż przesłuchiwani w prokuraturze członkinie i członkowie OZZIP w formie świadków mogą zostać uznani za podejrzanych. JP Weber próbował szykanować zwolnione/ych i członkinie/ów OZZIP także na inne sposoby. Kilka osób ze strajkujących dostało wezwanie do zapłaty za straty poniesione przez Chung Hong w wyniku strajku (15 tys. zł od osoby). Sprawa nadal nie jest rozstrzygnięta, ale póki co ucichła.

JP Weber próbuje nękać OZZ Inicjatywę Pracowniczą jeszcze innymi sposobami. Obecnie trwa sprawa przeciwko członkom OZZIP, w której (z doniesienia na policję przez JP Weber) oskarżono ich o przeprowadzenie nielegalnej zbiórki publicznej. Na bezpodstawność tych zarzutów wskazał już sąd karny we Wrocławiu, uniewinniając jedną osobę z zarzutu zorganizowania nielegalnej zbiórki podczas kuchni społecznej w klubie Falanster. Zarówno w tej sprawie, jak i w 4 pozostałych, świadkiem była Joanna Sułowicz, prawniczka z JP Weber. Firma prawnicza groziła również OZZIP, domagając się sprostowania, gdy w biuletynie związku ich profesją nazwano pomoc w tłumieniu protestów pracowniczych (na ten temat czytaj więcej: JP Weber poza krytyką związków?.) Ponadto chcieli cenzurować stronę Think Tanku Feministycznego, grożąc kolejnymi pozwami m.in. za oczernianie firmy Chung Hong i marki LG.

Szef JP Weber, Maciej Dudarski i radczyni prawna Joanna Sułowicz myślą, że dobrze wiedzą, jak profesjonalnie zadbać o niewolnicze stosunki pracy, gnębić pracowników, zwalczać działalność związkową, świadczyć profesjonalne usługi w zakresie manipulowania faktami i dowodami. Na swojej stronie przedstawiają się jako specjaliści w dziedzinie doradztwa dla przedsiębiorców, w zakresie takich zagadnień (cytuję za http://www.jpweber.com/advisory-prawo-pracy), jak: „Negocjacje ze związkami zawodowymi, zabezpieczanie interesów pracodawcy w stosunku do pracowników”, „Dopasowanie warunków wynikających z prawa pracy do celów działalności gospodarczej”, „Obsługa przy zwolnieniach grupowych i opracowywanie strategii przy wycofaniu z inwestycji” i „Nowoczesne narzędzia dotyczące elastycznego czasu pracy”.

JP Weber – śmieciowe inwestycje

Ale to nie wszystko. JP Weber obsługuje prawnie całą specjalną strefę ekonomiczną LG pod Wrocławiem, a także innych inwestorów zagranicznych. Specjalizuje się nie tylko w doradzaniu konkretnym korporacjom, jak kreatywnie przejmować środki publiczne i jak nie płacić podatków, ale także służy pomocną ręką administracji publicznej, o czym informuje w swoich poradnikach pt. „The Things You Have To Know” (przewodnik dla koreańskich inwestorów w Polsce), czy „Investor's Guide-Poland. How to do Business”. Są to kompendia wiedzy o warunkach prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce kosztem pracownic i pracowników. Ostatnią pozycję zachwala na swojej stronie Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych S.A., następczyni spółki akcyjnej skarbu państwa założonej w 1992 r. W tych poradnikach nie znajdziecie słowa o tym, czy i jak w Polsce mogą działać związki zawodowe, za to wiele przechwałek o tym, jak niskie są tutaj koszty pracy. Przykładowo, we wspomnianym przewodniku dla koreańskich inwestorów znajduje się tabela porównująca średnie płace miesięczne w elektronice w Niemczech, Korei, Czechach i Polsce (odpowiednio 4240 dolarów, 2075 dolarów, 1534 dolarów i 1100 dolarów w danym roku). Obok niskich kosztów pracy kluczowym argumentem do rozpoczęcia biznesu w Polsce są zwolnienia podatkowe, w uzyskania których (usłużnie) pomoże JP Weber (obniżka podatku CIT i od nieruchomości, granty, kredyty technologiczne itd).

JP Weber pod kuratelą prezydenta Komorowskiego objeżdża Koreę i Mongolię [czytaj tutaj i tutaj] w poszukiwaniu inwestorów, których można ściągnąć do Polski. Podczas swojej misji promuje to, co w Polsce „najlepsze”: czasowe, śmieciowe umowy czy zgrabne wyprowadzanie środków publicznych do sektora prywatnego. W komunikacie z 17 grudnia 2013 r. pod doniosłym tytułem „JP Weber gains next landmark judgment on labour law” („JP Weber doprowadza do przełomowego wyroku dotyczącego prawa pracy”), spółka przechwala się tym, że wygrała z pracownikami, którzy (w tej samej strefie LG pod Wrocławiem) założyli związek zawodowy i którym pracodawca nie przedłużył czasowych umów o pracę (zobacz). Z usług JP Weber, w tym również w zakresie zastępstwa podczas negocjacji prowadzonych w ramach spotkań Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego (na Dolnym Śląsku), korzysta bowiem także LG Chem czy LG Electronics pozostający w konflikcie z działającą tam organizacją związkową. Pracownik LG, który przegrał sprawę, utrzymywał, że nieprzedłużenie czasowej umowy wynikało z dyskryminacji na gruncie działalności związkowej i domagał się stałej umowy o pracę. Sąd odrzucił roszczenie. Dla JP Weber sprawa jest przełomowa z dwóch powodów: po pierwsze, że do tej pory polskie sądy utrzymywały, że nie należy zawierać czasowych umów na dłuższe okresy czasu pracy. Po drugie, potwierdziło się to, że wolno zawierać wieloletnie czasowe umowy wtedy, gdy dopasowane są do planów inwestycyjnych pracodawcy i gdy pracownik pisemnie i dobrowolnie nie wyrazi wobec tego sprzeciwu. Jakie są tego konsekwencje, dobrze wie ok. 30 proc. pracowników w Polsce, którzy pracują na „śmieciówkach”.

Kto sieje nędzę, ten zbiera gniew!

Wiele bym dała, by dowiedzieć się ile kosztuje firmy takie, jak LG czy Chung Hong, otrzymujące dotacje od państwa z tytułu inwestowania w strefie ekonomicznej, obsługa prawna przez firmę JP Weber? Wcale nie dlatego, że troszczę się o kieszenie pracodawców, ale raczej dlatego by wiedzieć, w której dokładnie kieszeni lądują państwowe dotacje.

Inną ciekawą kwestią jest też to, czy w ogóle pracodawca odczułby wzrost kosztów pracy, gdyby zrealizował choć część stawianych przez pracowników żądań podczas strajku (jak np. 300 zł podwyżki dla wszystkich)? A może więcej dostał już JP Weber? Realia w przemyśle elektronicznym są takie, że właściciele marek i fabryk przeznaczają niewielką kwotę na płace, przykładowo Apple produkujące iPhone'a przeznacza na koszty pracy przy komponentach i montażu w Chinach jedynie 1,8 proc. wartości produkcji (zobacz tabela: „Niewolnicy Apple'a. Wyzysk i opór w chińskich fabrykach Foxconna”, Pun Ngai i in., Bractwo Trojka, str. 19). Ile kosztują wydatki pracodawców na ochroniarzy, detektywów i prawników zapobiegających wybuchom pracowniczego gniewu po to, by utrzymać ten nierówny i niewolniczy model produkcji? Jedynie dla żartu dobrze byłoby wiedzieć, jaką kwotę, którą dostaje od Chung Hong, JP Weber przeznacza na organizację corocznego turnieju golfowego dla inwestorów i ich przyjaciół (zobacz zdjęcia)?

Na koniec

JP Weber na każdą krytykę reaguje pismem przedprocesowym. Wielokrotnie nasyłali też na moich przyjaciół policję i sądy. Będą chcieli i teraz, uzbrojeni w paragrafy i aparat niesprawiedliwości dowiedzieć się, kto teraz psuje im markę. Proponuję, by psuło ją tysiące postów, lajków i okrzyków: "What's Disgusting? JP Weber!” i „Kto sieje nędzę, ten zbiera gniew!”.

PS. Jeśli chcielibyście powiedzieć to osobiście, polecamy: Marcin Dudarski http://www.jpweber.com/pl/kontakt czy na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Można też dzwonić: Wrocław: +487136 99 630, Warszawa: +4822630 66 22) i rozsyłać w świat dwa memy:


joanna_sułowicz_JPWeber_chunghong

marcin_dudarski_JPWeber_chunghong

 

Ludzie czytają....

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Jesteśmy, działamy, Rozbratu nie oddamy - relacja z demonstracji

18-09-2019 / Rozbrat zostaje!

14 września o godzinie 13:00 na ulicy Pułaskiego, tuż przy istniejącym już 25 lat skłocie Rozbrat, rozpoczął się protest w...

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.