ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english

15.10.2001
Sierpień 1980 to tylko, czy aż, niespełnione nadzieje?

Nadzieja, na co? Na samorządną rzeczpospolitą gdzie miano by rzeczywisty wpływ na własne życie, społeczność lokalną w miejscu zamieszkania i pracy. Wpływ na zagospodarowanie czasu i przestrzeni we wszystkich jej aspektach społecznych ( np. kultura, edukacja, umowy społeczne, prawo,…). Nadzieje te wyrosłe na naszej tęsknocie za godnym życiem, za życiem w wolności będącej fundamentem naszej tożsamości, częścią naszego człowieczeństwa poprzez pokolenia stały się one składnikiem naszej tożsamości narodowej, częścią naszego ducha, kultury. Uwidoczniło się to najmocniej podczas walki z WŁADZĄ zaborców, podczas walki z WŁADZĄ "komuny" i być może uwidoczni się teraz podczas walki z WŁADZĄ międzynarodowych korporacji, z WŁADZĄ biurokratycznego państwa stojącego na straży ich interesów niesprawiedliwego procesu wyprzedaży dorobku pokoleń dokonywanej pod dyktando WŁADZY międzynarodowych instytucji polityczno-finansowych (WTO - Światowa Organizacja Handlu, IMF - Międzynarodowy Fundusz Walutowy, WB - Bank Światowy). W warunkach ucisku nasze społeczeństwo zawsze swoją wolność realizowało poprzez samoorganizację ( koła samokształceniowe, kluby dyskusyjne, spółdzielczość, kasy pomocy, związki zawodowe, wolną prasę, kulturę, zrzeszenia,… ). W latach 80-tych, w tym gorącym okresie umieliśmy się organizować oddolnie, z potrzeby serca, by walczyć o swoje - o godność i o wolność. Sięgnięto wtedy po sprawdzone metody solidaryzmu i pomocy wzajemnej, obywatelskie nieposłuszeństwo, bojkotu państwa. Idee te w praktyce realizował podczas zaborów społecznik i polski anarchista, myśliciel Edward Abramowski, z którego doświadczeń czerpano pełnymi garściami, zawiązując pierwszą solidarność, tą prawdziwą z małej litery i naprawdę, a nie tą z wielkiej litery i w cudzysłowu jaką nam teraz próbuje się sprzedać. Sięgnięto też i po spuściznę rewolucyjnych związków zawodowych, w których anarchiści w wielu krajach za wolność i godne warunki życia i pracy przelewali swą krew (U.S.A., Hiszpania, Włochy, Francja, Niemcy, Argentyna, Meksyk,… ). Tak, w imię Wolności, Godności i Pomocy Wzajemnej, został zachwiany ten kolos - znienawidzony ustrój zniewolenia - WŁADZA.

Jednak gangrena dość wcześniej dopadła związkowe elity. Sprzedano wolność dogadując się przy okrągłym stole dzieląc się współudziałem we WŁADZY nad zdezorientowanym społeczeństwem ogłuszonym wizją dobrobytu i "normalności". Pięknie nas wszystkich wyręczono i urządzono nam "nową" rzeczywistość. Bierność nasza, nasze społeczne zaniechanie wzięcia odpowiedzialności za własny świat wykorzystali polityczni biznesmeni. Za błyskotki i paciorki z katalogów witryn sklepowych sprzedano swych braci i siostry.

Z naszej samorządności mamy dziś odgórnie wprowadzone lokalne oddziały WŁADZY, poletka rozgrywek partyjnych interesów, służalczo przeprowadzające dyrektywy z Warszawy, Brukseli w imieniu ICH interesów, nie licząc się i nie pytając o opinię mieszkańców. Zamiast godnych warunków pracy mamy gospodarkę zależną, nie już od Związku Radzieckiego, ale od notowań na światowej giełdzie. Gospodarkę, w której terrorem wzrastającego bezrobocia musimy konkurować z niewolniczymi pracownikami Chin i reżimów III świata. Zakłady pracy zamknięte, paromilionowe bezrobocie, faktyczną próbę likwidacji związków zawodowych.

Z wolnych mediów pozostała nam koncesjonowana przestrzeń w eterze i podległe WŁADZY dyktatu ekonomicznego politykierstwa gazety, telewizje, w których jak za dawnych CZASÓW protesty społeczne przedstawia się jako wybryki odmóżdżonych chuliganów, warchołów, elementu przestępczego. W czasie, gdy policja strzela do robotników, chłopów, robi się ludziom wodę z mózgów po to by za pomocą kamer zbierać informacje o ich życiu intymnym, o ich orientacji seksualnych i politycznych preferencjach. Archiwa wydatki służb specjalnych wzrastają. Mają już prawo do podsłuchu i prowokacji. WIELKI BRAT czuwa. Uzbrojone za pieniądze unijne PSY tropią nielegalnych emigrantów, naszych braci uciekających przed biedą i widmem wojny, jutro będzie tropić każdą opozycję.

Zamiast sprawiedliwości mamy WŁADZĘ sądowniczą, która nie potrafi skazać policjantów za zamordowanie 14 letniego dziecka, ale potrafi eksmitować na bruk emerytów, niepełnosprawnych, bezrobotnych, rodziny, które mimo uczciwej pracy swych rąk nie stać na zaspokojenie ambicji finansowych nowych właścicieli. Już niedługo to może spotkać ciebie! Pomyśl. Zbliżają się wybory do parlamentu, wybory nowych WŁADZ.

Kolejny raz talia znajomych, szyderczych twarzy przetasuje się na stołkach. Nie dajmy się nabrać. AWS, SLD., UW., (czy rozłamowe grupki ambitnych politycznych hochsztaplerów ) realizujące wciąż tą samą neoliberalną politykę przedstawia co 4 lata coraz to nowe pakiety reform, które coraz bardziej dzielą nasze społeczeństwo na partyjno-mafijną burżuazję i coraz biedniejszą resztę społeczeństwa. I to bez względu na hasła i deklarowane wartości przed wyborami. Czy nie czas przerwać tę farsę?! Czy nie czas poprzeć siebie, swoich najbliższych, sąsiada, koleżankę z pracy?

My wybraliśmy! Dość bierności, alternatywą wobec w ł a d z y jest tylko WOLNOŚĆ i POMOC WZAJEMNA a ich gwarantami MY WSZYSCY przy pomocy: samoorganizację lokalnych społeczności i pracowników w zakładach pracy, wewnętrzna dystrybucja części towarów usług, pomoc sąsiedzka, porozumienia producentów konsumentów - alternatywne systemy ekonomiczne nie oparte o zasadę bezwzględnego zysku finansowego, ale systemy dbające o zysk w wymiarze społecznościowym (np. L.E.T.S. ), kasy pomocy wzajemnej, towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, spółdzielnie, wolne media, prawdziwą wolność do zgromadzeń, wolna edukacja pozbawiona neoliberalnej propagandy, oddolne nie hierarchiczne samorządy i demokracja bezpośrednia, lokalne referenda, bojkot baństwa, zniesienie podatków, etyki,…itp.


15.10.2001
Domowe nauczanie. Tworzenie realnych alternatyw w edukacji

"Ludzie powinni raczej pozostać niewykształconymi niż pozwolić się edukować swoim rządzącym. Taka edukacja nie jest niczym innym jak nakładaniem jarzma, wdrażaniem dyscypliny myśliwskiego psa, który dzięki śladom razów zostaje zmuszony do powściągnięcia najsilniejszych impulsów swej natury i zamiast pożreć zdobycz spieszy z nią do stóp swojego pana ".- Thomas Modkins

"Ten, kto nie wdraża nowych środków zaradczych musi oczekiwać opłakanych skutków ".- Rober Bacon

Jednym z głównych powodów, dla których ludzie w ogóle zaczynają angażować się w politykę jest rosnąca troska o kształt świata, jaki będą zmuszone odziedziczyć ich dzieci. Jako przeciwnicy kapitalizmu zarówno prywatnego jak i państwowego, wszyscy życzylibyśmy sobie patrzeć na to jak nowe generacje młodych ludzi przyswajają sobie nasze "zdrowe" wartości. Jednak dla Systemu, który pozwala, aby moralne i intelektualne normy były ustalane przez kulturę masową ( tak, aby piętnowały indywidualność i odmowę uczestnictwa ) - to życzenia obrazoburcze. Czy prowadzimy z góry przegraną bitwę? Czy możemy się jednak jakoś upewnić, że przesłanie politycznej, społecznej i ekonomicznej decentralizacji dotrze do przyszłych pokoleń?

Moim zdaniem polityczne i ekonomiczne przemiany muszą być poprzedzone Duchową Rewolucją, która rozpoczyna się w sercach i umysłach jednostek rozprzestrzenia się siłą przykładu. Jeśli nie potrafimy zmienić nas samych to jak możemy wogóle oczekiwać, że inni zechcą kiedykolwiek podzielić nasz sposób widzenia świata i w ten sposób pomogą nam zbudować alternatywę dla obecnie panującego systemu? Co więcej, jeśli nie damy przykładu naszym dzieciom to niechybnie stracimy je na rzecz dominującej obecnie anty-kultury teleturniejów, gangsta-rapu, narkotyków czy konformistycznej apatii. Jedyna droga, która może doprowadzić nas do celu, prowadzi przez odrzucenie samych podstaw systemu, poprzez edukację naszych własnych dzieci.

Począwszy od drugiej połowy XIX wieku, kiedy to rozpoczęła się stopniowa ekspansja proletariatu rodzice przestali podejmować trud wyedukowania własnych dzieci. Obecnie większość z nich przekazuje je szkołom, które są państwowe lub dotowane przez państwo. Jednak czy to normalne, że matkę, która sprzeciwia się płacowemu niewolnictwu i ekonomicznemu poddaństwu wypycha się do pracy, podczas gdy w tym czasie jej dzieci są indoktrynowane przez system, z którym ona i jej małżonek aktywnie walczą? Oczywiście, że nie wyobrażamy sobie, że piętnastolatek słyszy od swoich rodziców, że towarzystwo kolekcjonerów-zbieraczy na obrzeżach rynku są systematycznie podkopywane przez grube ryby z centrów przemysłowych. A niedługo przedtem tego samego piętnastolatka poinformowano w szkolnej klasie, że Oświeceni i rewolucja przemysłowa przyczyniły się do ogólnej poprawy bytu społecznego i że ma on napisać esej na temat "Bogactwa Narodów Adama Smitha na następny wtorek". Powstrzymywanie się, co 3,4 dni przed pójściem do szkoły żeby poskarżyć się dyrektorowi, że ten czy ów rodzic narusza ich przekonania, to wszystko, co rodzice mogą zrobić w tej sytuacji. Jedyne wyjście stanowi zabranie dziecka ze szkoły i uczenie go w domu.
Zgodni ze słowami Marka Halstead'a: " Istnieją dwie grupy domowych nauczycieli : Ci z filozofią i Ci z problemami ". Niezależnie od trudności, jakie spotykają dzieci w szkole (np.: znęcanie się nad słabszymi) powinniśmy także zainteresować się także tym, jak nasze dzieci rozwijają się ideologicznie. Wraz ze stopniowym spadkiem standardów akademickich w nowoczesnym społeczeństwie, wielu rodziców odkrywa kształcenie w domu, jako środek mogący zapewnić solidną edukację. Ta idea staje się coraz bardziej popularna wśród członków grup wyznaniowych. Szczególnie rodzice pogańscy pogańscy muzułmańscy zdają sobie sprawę, że najbezpieczniejszym sposobem zapewnienia pociechom edukacji opartej na tradycyjnych wartościach jest przekazywanie im wiadomości " z pierwszej ręki ". Niektóre grupy o profilu politycznym także interesują się szerzeniem idei domowego uczenia, spektrum jest bardzo szerokie, rozciąga się od grup anarchistycznych anarchistycznych jednej strony do organizacji marksistowskich marksistowskich zielonych na krańcu przeciwnym.

Domowa szkoła nie jest oczywiście pomysłem nowym. Ostatecznie przed nadejściem szkół i systemów edukacyjnych uważano za rzecz całkiem naturalną, że rodzice wychowują swoje dzieci i uczą je. Często traktowano ten obowiązek jak uświęcony. Dzisiaj wielu rodziców staje przed pewną oczywistością. Mianowicie, że jeśli ludzie różnią się między sobą to istnienie 1-go programu nauczania pokazuje, że zbiurokratyzowany system edukacji nie jest w stanie zaspokoić wszelkich gustów. Poza tym obecny program nauczania jest mocno związany z propagandą. Rodzice, którzy cenią niezależność twórczość niepokoją się w związku z tym, czy ich dzieci będą miały możliwość odkrycia innego, własnego zbioru duchowych wartości i politycznych rozwiązań. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że im mniej zależymy od państwowych instytucji tym więcej wolności możemy odkryć w naszym życiu. Państwo może prosperować jedynie tam, gdzie ludzie okazują mu posłuszeństwo w słowach i uczynkach. Jednak pewnego dnia to się skończy, a wtedy Państwo stanie się zbędne i zostanie wyparte przez rosnącą siłę wspólnoty.

Największą organizacją rozwijającą domowe nauczanie w Anglii jest " Edukacja Inaczej " (Education Otherwise), która powstała z inicjatywy małej grupy rodziców Leamington Spa w Warwickshire na początku 1977r. Grupa szybko rozwinęła się i stała się organizacją samopomocy, która oferuje porady i informacje rodzicom praktykującym lub dopiero poznającym arkana domowego nauczania jako alternatywy oficjalnego szkolnictwa. Nazwa grupy ma swój rodowód 36 paragrafie Ustawy Oświatowej, który mówi o tym, że rodzice powinni odpowiadać za swoje dzieci i zapewnić im " systematyczną efektywną edukację odpowiednią do ich wieku, warunków i zdolności oraz innych szczególnych potrzeb wychowawczych: poprzez regularne posyłanie do szkoły lub inaczej ". Pomimo, że oświata w tym kraju jest obowiązkowa - to sama szkoła nie. Jednakże, jeżeli rodzice nie potrafią zapewnić lokalnych władz oświatowych, że są w stanie zagwarantować dziecku odpowiednie wykształcenie to mogą otrzymać wezwanie do sądu i być oskarżeni o popełnienie wykroczenia. Mogą jednak próbować dowieść, że dziecko jest nauczane odpowiednio, powołując się w swojej obronie na paragraf 36. Jeśli oficjalnie opuściły one szkołę ( tj. zostały z niej wypisane ) to władze są zobowiązane, aby dać rodzicom czas na ułożenie programu edukacyjnego.

Kiedy to się stanie, to jedynym wymaganiem jakie stawia im Państwo to zgoda na cykliczne wizyty lokalnego przedstawiciela władz oświatowych, który sprawdza wyniki w nauce w odniesieniu do realizowanego indywidualnego programu i formy edukacji jaka jest w tym przypadku realizowana.

Nauczanie w domu ma niekończącą się listę zalet, dzieci:
Nie muszą realizować państwowego programu nauczania
Nie muszą zdawać testów i egzaminów
Nie muszą mieć planu zajęć
Nie muszą mieć kwalifikowanego guwernera
Nie muszą pracować w godzinach zwyczajowo zajmowanych przez zajęcia szkolne
Nie muszą poświęcać nauce żadnej określonej liczby godzin tygodniowo.

"Edukacja inaczej" stara się również zapewnić swoim członkom dostęp do pełnej gamy doraˇnych usług. Pilnuje, aby wszystkie rodziny miały swobodę wyboru typu kształcenia, jaki najbardziej im odpowiada. Grupa ta nie ma żadnego innego źródła finansowania prócz składek i darowizn pochodzących od jej członków. W 1991r. liczba uczestników była szacowana na ok. 2000 rodzin, grup i jednostek, jednostek tym 600 wykwalifikowanych nauczycieli. W roku 1995 do organizacji przyłączało się średnio 100 rodzin w miesiącu. Obecnie według niektórych szacunków co najmniej 12000 rodzin praktykuje edukację w oparciu o dom (w Anglii i Walii).

Wszelkie działania dodatkowe "Edukacja Inaczej" wykonuje rękami wolontariuszy. Istnieje sieć około 70 koordynatorów - wolontariuszy na terenie całego kraju. Wielu z nich dostarcza rodzinom specjalistycznej pomocy naukowej w określonych dziedzinach wiedzy. Odbywają się też cykliczne seminaria, konferencje, spotkania i warsztaty dla uczniów. Dodatkowo sieć dostarcza wszystkim uczestnikom listę kontaktową zawierającą nazwiska, adresy i daty urodzenia zainteresowanych. Ta lista jest środkiem uwspólniania zasobów organizacji. Dostarcza informacji o specjalnych potrzebach i sposobach ich zaspokajania, które umożliwia sieć.

Innymi słowy, działa ona w większości tak jak spółdzielnia, w której umiejętności i doświadczenia są dzielone wewnętrznie, z korzyścią dla wszystkich członków.

"Edukacja Inaczej" lubi podkreślać fakt, że nie zaleca ona żadnej szczególnej formy nauczania, lecz dostarcza jedynie narzędzi w postaci porad, różnorakiego wsparcia. Rodzice sami powinni dokonywać wyborów w kwestiach dydaktycznych potrafić dostarczać sobie materiały we własnym zakresie, ponieważ Państwo odmawia im jakiegokolwiek finansowego wsparcia. Mogłoby to sugerować, " że edukacja w domu jest sprawą kosztowną, szczególnie, dla tzw. Klasy pracującej ", jednak nie jest to do końca prawda. Wiele podręczników można wypożyczyć w bibliotekach. Antykwariaty mogą z kolei pomóc w zdobywaniu różnych interesujących encyklopedii, słowników itp. Za bardzo małe pieniądze. Jeśli jakaś grupa "alternatywnych" rodziców zechciałaby urządzić swoim dzieciom wspólne miejsce nauki, to można przecież dzielić się pomocami naukowymi. Miejsce do nauki to może być po prostu pokój w zwykłym domu, gdzie umieszcza się tablicę, niewielki zbiór szkolnej literatury, materiały do malowania, rysowania i modelowania.

W Ameryce jest grubo ponad milion rodzin uczących dzieci w domu. Według wypowiedzi dr Rolada Meighana wykładowcy na uniwersytecie w Birmingham: "badania wykazują, że większość dzieci kształconych warunkach domowych jest o 2 lata bardziej zaawansowanych w nauce niż ich rówieśnicy uczący się w szkołach". Zapewnia on także, że oficjalna edukacja wyobcowuje dzieci z procesu uczenia się, podczas gdy nieoficjalna uczy je samodzielnej motywacji. Rodzice są w stanie projektować programy interesujące dla ich latorośli, używając szerokiej gamy środków: od wybranych programów telewizyjnych po wizyty w miejscowych muzeach i biblioteczkach. Wyboru można dokonywać spomiędzy przedmiotów teoretycznych jak również programów komputerowych, czytania, gier, muzyki, gotowania, rzemiosła, sportu i aktywności na świeżym powietrzu.

Niektórzy rodzice być może martwią się, że domowe nauczanie uniemożliwi ich pociechom pójście na studia, kiedy osiągną odpowiedni wiek, gdyż nie będą w stanie przebrnąć przez testy i egzaminy, tymczasem zdaniem jednego z członków komisji rekrutacyjnej na studia:

"Nasz uniwersytet chętnie przyjmuje podania kandydatów kształconych domach. Wierzymy, że posiadają oni pasję wiedzy, niezależność pewność siebie, czyli cechy, które umożliwiają im realizowanie programów studiów stanowiących największe intelektualne wyzwania". Z tego wynika, że szkoły musiałyby się nieodwołalnie usunąć w cień, gdyby całe społeczeństwo przyłączyłoby się do sieci centrów nauczania, dzięki której ludzie sami mogliby pełnić kontrolę nad edukacją w swoich rodzinach.
Jednym z zarzutów wysuwanych przez liberalnych oponentów "szkoły w domu" jest twierdzenie, że dzieci wychowywane w ten sposób wyrastają na społecznie naiwne jednostki "spod klosza". To oskarżenie może być łatwo odparte poprzez wykazanie, że domowe nauczanie po prostu chroni niewinność dzieciństwa przed spustoszeniem czynionym wokół przez społeczeństwo masowe. W rzeczy samej, dlaczego rodzice nie mieliby bronić swych latorośli przed pułapkami liberalnego kapitalizmu? Kolejny ulubiony kontrargument jest przywoływany przez tych, którzy faworyzują masowe metody edukacji odwołując się do problemu uspołecznienia. Chęć kontaktowania się dzieci z innymi dziećmi nie stanowi żadnego powodu, aby posyłać je akurat do szkoły. Szkoły mają przecież uczyć, a nie zmuszać do przyswajania określonych wzorców zachowań. Rodzice, którzy uczyli już swe pociechy w domu dobrze wiedzą, że dzieciaki nawiązują kontakty z innymi głownie poprzez kluby, społeczności i stowarzyszenia. Taki model edukacji umożliwia spontaniczne nawiązywanie więzi społecznych w obrębie własnej wspólnoty zamiast zmuszać do poddania się brutalnej przewadze grupy wyrostków.
Przywołajmy cytat jednej z oficjalnych gazet: "Liczne badania dotyczące dzieci uczonych w domu wykazują, że mają one nawet większe umiejętności społeczne i są lepiej społecznie przystosowane niżach rówieśnicy chodzący do szkół. Zdają się one mieć więcej doświadczeń w relacjach z ludźmi młodszymi i starszymi od siebie. W dodatku dzieci te wyniosły dodatkowe korzyści związane z uczeniem się poprzez rozmowy i bliski kontakt osobisty. Jak często dzieci w trzydziestoosobowej klasie są słuchane indywidualnie czy zwraca się uwagę na ich osobowość? Jak często chwali się je i zachęca? ".
Wysoka to ocena, zwłaszcza, jeśli została opublikowana na łamach gazety wydawanej przez oficjalne placówki oświatowe.

Jeśli "alternatywni" rodzice mieliby możliwość zaznajamiania się z innymi, podobnymi rodzinami na danym terenie, to być może udałoby się ochronić małych autsajderów przed szkodliwym, zewnętrznym przymusem. Szkoły, poprzez zamykanie trzydziestki czy czterdziestki osobników tym samym wieku w jednym pomieszczeniu, tworzą sztuczne środowiska. Poza tym, są to przecież instytucje zaprojektowane tak, aby przekształcać młodych ludzi w gotową siłę roboczą. Nie starają się wcale przekazywać im ich historycznego i kulturowego dziedzictwa, lecz stosują technologię linki produkcyjnej w celu przystosowania ich do pracy w nudnej scenerii hali fabrycznej czy komputerowego terminalu.

Zacytujmy ponownie Marka Halstead'a : "Rodzice, którzy uczą swe dzieci w domu czują, że zawsze jest mnóstwo czasu, aby nauczyć się zmagać z ponurą rzeczywistością nudnej powtarzalnej pracy. Być może uczą je w ten sposób, ponieważ nie chcą, aby i one zaakceptowały ten model. Mają za to nadzieję, że ich dzieci rozwiną w sobie indywidualność pomysłowość, która przygotuje je do życia interesującego pełnego przygód".

Tłumaczyła Monika Koźlakowska

Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 3/2001


15.10.2001
Socjalizm i psychologia głębi. O poglądach filozoficznych Edwarda Abramowskiego

Spuścizna myślowa Edwarda Abramowskiego (1868 - 1918) wpisuje się w nurt refleksji, którego celem jest ukazanie koniecznych i możliwych warunków przemiany człowieka rozumianego jako animal sociale. Abramowski, związany we wczesnej młodości z marksizmem, na gruncie rozbudzonych w ten sposób zainteresowań problematyką kształtu przyszłego świata społecznego formułuje póˇniej własną, oryginalną myśl. Jej kształt będą współtworzyć wyniki studiów nad problemami socjologii, filozofii oraz wchodzącej wówczas na nowe tory psychologii.

Horyzont problemowy, jaki interesował Abramowskiego, można najogólniej scharakteryzować jako pytanie o to, jak połączyć konieczne uwarunkowania rozwoju form świata społecznego z dowolnością, która leży u podstaw rozumienia owego rozwoju jako pożądanego, ocenianego jako dobry z etycznego punktu widzenia. Chodzi tu o stary problem pogodzenia porządku faktów i wartości. Jeśli bowiem kierunek, w jakim ewoluują formy świata społecznego, jest wyznaczony przez zależności swoiste dla tych form jako całości i poszczególne jednostki wchodzące w ich skład nie mają na niego wpływu, to trudno mówić tu o prawdziwie twórczej roli człowieka w jego własnej historii. Rola ta mogłaby co prawda polegać - jak u Plechanowa - na pożądaniu tego, co i tak konieczne. Wolność byłaby wtedy tym większa, im większe poparcie dla nieuchronnych procesów. Człowiek widząc siebie jako element danej całości, uznałby ją za swoją, przez co popierałby określony kierunek rozwoju przez sam fakt, że jest to kierunek w którym zmierza "jego" całość.

Sprawy te Abramowski widzi jednak w innym świetle. Jest dla niego oczywiste, że żadnych matematycznych zależności w historii nie ma, a tym bardziej nie ma w historii ludzkiej zmian naprawdę niezależnych od człowieka. Historia świata społecznego dokonuje się poprzez ludzkie sumienia, jak określa to sam autor, czyli poprzez pryzmat jednostkowych potrzeb. Trzeba znaleˇć dla faktów i wartości jakieś ogniwo pośrednie, bo w przeciwnym wypadku człowiek albo byłby wobec własnej historii bierny, albo też tworzyłby tę historię zupełnie arbitralnie. Jeśli jednak celem rozważań, a tak jest u Abramowskiego, jest udowodnienie konieczności, możliwości i pożądalności zmian, żaden z wyżej wymienionych członów alternatywy nie wchodzi w rachubę. Obiektywnie stwierdzona konieczność odbiera bowiem ludziom motywację do walki o lepszy świat i czyni z niej coś w rodzaju sekundowania zachodowi słońca, które i tak zajdzie bez względu na towarzyszący temu aplauz. Abramowski zauważa, analizując przemiany ekonomiczne na przestrzeni dziejów, że taki obiektywny i niezależny od człowieka proces w ogóle nie ma miejsca; protestuje przeciw materializmowi dziejowemu rozumianemu jako opis produkcji - determinantu przeobrażeń ustrojowych. Koncepcja Abramowskiego kładzie nacisk na rzeczywistą rolę człowieka w ostatecznym kształcie jego historii. Technika jest współzależna od kultury - siły wytwórcze są powiązane z wartościami i ideałami, gdyż nowe formy produkcji wyłaniają się dzięki ludzkim uzdolnieniom i potrzebom. To właśnie współdziałanie uzdolnień i potrzeb jest w rzeczywistości motorem historii w jej marszu od społeczeństwa rodowego, poprzez niewolnictwo, feudalizm i kapitalizm aż do socjalizmu. Według Abramowskiego u myślicieli marksistowskich brakuje tego rozpoznania, co skutkuje rozumieniem idei jako epifenomenu przemian ekonomicznych. Tymczasem czynniki ekonomiczne nie dają się wydzielić z organizmu życia społecznego, ponieważ mają one w nim swe przyczyny - produkcja to nic innego, jak ucieleśnienie, "zobiektywizowanie" w świecie materialnym sił wytwórczych i potrzeb społeczeństwa.

O tym, że położenie nacisku na konieczne uwarunkowania przemian społecznych jest błędem, świadczy także historia związków zawodowych. Nie przyniesie spodziewanych rezultatów bierne oczekiwanie, aż nowy świat stworzy się sam, dzięki temu jedynie, że nędza zrodzona przez teraźniejszy ustrój i nękająca świat pracy spowoduje powstanie organizacji robotniczych. Nędza nie tworzy wcale świadomości rewolucyjnej - nie jest prawdą, że samo istnienie organizacji robotniczych wystarczy do tego, aby wszystko potoczyło się samo, tylko dlatego, że wiemy od Karola Marksa, iż przyszły świat będzie stworzony przez ludzi pracy dla ludzi pracy. Potrzebne jest rozbudzenie aktywności wśród robotników, a to oznacza, że nic nie dzieje się automatycznie. Rozbudzona aktywność jednostkowa uczyni z robotników prawdziwych twórców, organizatorów i uczestników przemian. Z drugiej strony nie jest też tak, jakoby żadnych prawidłowości rozwojowych nie dało się stwierdzić, i że - jak u socjalistów utopijnych - sama chęć stworzenia nowego świata wystarczy, by taki świat powstał. Opierając się zatem na faktach, którymi są stwierdzone historycznie tendencje rozwojowe, (choć, jak widzieliśmy, tendencje te są współtworzone przez człowieka, a nie niezależne od niego) oraz widząc warunki ich rozwinięcia w przyszły świat ideałów, należy teraz zarysować plan działania i jego wszechstronne uzasadnienie.

Swój wykład specyficznego rozumienia socjalizmu i roli człowieka we własnej historii przedstawia Abramowski najbardziej wyczerpująco w pracy "Zagadnienia socjalizmu" z roku 1886. Zastanawia się tam nad wspomnianą już przynależnością idei socjalistycznej do dwóch światów - faktów i wartości, czy jak to pisze sam autor - nauki i tworzenia. Socjalizm badając zależności przyczynowe mówi nam zarazem jak powinno być, czyli widzi siebie jako nurt tworzący historię. Socjalizm jako wynik dziejowy jest dla Abramowskiego jedynie przypuszczeniem, zaś pewnikiem jest jako ideał (1), i ten idealistyczny wymiar socjalizmu przeważa nad naukowym (gdyż urzeczywistnienie idei socjalistycznej zależy ostatecznie od świadomych wysiłków proletariatu). Jak już wiemy, czysto ekonomicznej ewolucji być nie może, przyczynami bądź skutkami przemian ekonomicznych są bowiem fakty należące do porządku idealnego, to jest potrzeby, pomysły, cele. Połączenia porządków przyczynowego i twórczego szuka Abramowski w epistemologii.

Wyniki dociekań epistemologicznych mówią nam bowiem, że wszystko, z czym wchodzimy w kontakt, jest zjawiskiem, a "wszystko, co jest, nie w znaczeniu metafizycznym lecz pozytywnym, tj. co jest jako rzecz mogąca wejść w zakres doświadczenia naszego [...], jest wskutek tego tylko, że stanowi przedmiot naszej myśli lub nim być może" (2). Stanowisko to nie powtarza bynajmniej tez filozofii Berkeleya (3), a znać w nim po prostu echa kantowskiego przekonania o twórczej roli podmiotu transcendentalnego w procesie poznania. Wszystko, co jest dla nas zjawiskiem, jest nim niejako dzięki nam, i nie jest tak, że możliwe jest zetknięcie się ze zjawiskiem, które byłoby od nas zupełnie niezależne, dane z zewnątrz. Być więc, to być możliwością myśli. Tym, co warunkuje zjawisko, nie będąc nim zarazem, jest "ja". Jak u Kanta, na dowolność w świecie zjawisk nie ma miejsca. Jest ono za to w porządku tego, co zjawiska warunkuje. Zjawisko ma zatem dwa aspekty - pozytywny, czyli świat determinacji oraz negatywny, czyli to, co warunkuje zjawisko samo nie będąc uwarunkowane i zdeterminowane.

Podobnie jak z wszystkimi innymi zjawiskami, rzecz ma się ze zjawiskami społecznymi. Mają one rzeczowo-psychiczny charakter. Zjawiska fizyczne stają się społeczne wtedy, gdy je "uwewnętrzniamy", nadajemy im sens inkorporując je do świata ludzkich znaczeń (tak na przykład złoto stało się z metalu drogocennym kruszcem, zastąpionym potem przez pieniądz). Z drugiej strony stany psychiczne ulegają obiektywizacji, na przykład w prawach, w społecznie funkcjonujących zwyczajach i ideach. Wszelkie intersubiektywnie istniejące idee są nimi dlatego, że odwołują się do jednostkowych potrzeb. Idea komunizmu na przykład mogła stać się ideą wyzwolenia klasy gdyż jest zrozumiała dla każdego jako idea wyzwolenia poszczególnych jednostek, a więc "mnie". Urzeczowienie zjawiska psychicznego w formie panującego obyczaju, idei lub instytucji powoduje jednak jego uniezależnienie od psychiki; ma tu więc miejsce proces wyobcowania, który ostatecznie przejawia się tym, że instytucje wyrosłe niegdyś z potrzeb, których były odzwierciedleniem, tracą swoją siłę reprezentacyjną i zaczynają żyć własnym życiem. Tak urzeczowione zjawiska wywierają ostatecznie negatywny wpływ na jednostki, stanowiąc wyalienowane normy i struktury, z którymi człowiek posiadający inne potrzeby nie jest w stanie się utożsamić. Ich obecność staje się więc bodˇcem dla powstania nowych potrzeb.
Tym samym Abramowski znajduje trzecią drogę rozumienia świadomości społecznej. Pomysłom Tarde`a i Durkheima przeciwstawia teorię o psychiczno-rzeczowym charakterze zjawisk społecznych. Zjawisko społeczne nie jest tylko sumą zjawisk jednostkowych (ponieważ posiada ono także swój własny, rzeczowy żywot - obiektywizację w instytucjach życia społecznego), ale nie jest też tak, iż jest od jednostek zupełnie niezależne (bo posiada swój równoważnik w psychice indywiduum). Oczywistość tego, że świat społeczny jest bardziej "nasz" niż świat przyrody, staje się zatem zrozumiała, gdy weˇmiemy pod uwagę fakt odnajdywania się "ja" myślącego człowieka w tym świecie. To odnajdywanie się pokazuje jednocześnie zasadniczą tożsamość ludzi na poziomie myślenia i logiki - fakt urzeczowienia zjawiska psychicznego pokazuje jednakową wszystkim umiejętność abstrahowania, tworzenia pojęć, czegoś, co Abramowski nazywa apercepcją w odróżnieniu od intuicji czyli tego, co w nas przedmyślowe inajbardziej indywidualne.

Celem wszystkich tych rozważań jest udowodnienie sensowności wprowadzania kategorii etycznych jako składowej socjalizmu. Skoro w wytworzeniu idei socjalizmu brała udział percepcja, czyli myślenie i ocena, zrozumiałym jest fakt ewaluacji procesu historycznego i możliwość formułowania ideału porządku społecznego. Jeśli porządek ten nie tworzy się sam, a właśnie poprzez ludzi i ich zobiektywizowane w instytucjach i normach potrzeby, rola poszczególnych członków społeczności w jego tworzeniu jest ogromna. Formułowanie ideałów jest wiec oczywiste i wynika z natury świata społecznego.

Z drugiej strony jeśli kształt świata społecznego tak bardzo zależy od człowieka, tym bardziej zależy od niego wprowadzenie w życie idealnego świata przyszłości. Skoro motorem postępu są ludzkie potrzeby, będą one także motorem ucieleśnienia ideału. To ideał ma stanowić ludzką potrzebę, to potrzeba życia w nowym świecie ma poderwać ludzi do jego stworzenia. Takie spojrzenie wymaga rozumienia procesu wdrażania nowej idei życia społecznego jako oddolnego, a nie odgórnego, inaczej bowiem przerodziłby się on w "blankizm", czyli w przemoc dokonywaną na ludziach w imię ich dobra. Wprowadzona odgórnie zmiana zewnętrznej formy ustrojowej byłaby zmianą pozorną - ludzie pozostaliby wszak tacy sami, a to za mało, by zapewnić trwałość nowemu światu. Abramowskiemu chodzi o przemianę prawdziwą, spontaniczną i całkowitą, o wewnętrzną przemianę jednostek współtworzących społeczny świat, o, że użyję sformułowania psychologii humanistycznej, samorealizację. Nowy świat składać by się miał bowiem z zupełnie nowych ludzi, nie skażonych konsumpcyjnym i egoistycznym stylem życia charakterystycznym dla czasów kapitalizmu i konkurencji. Polski filozof napisał: "[...] Nowy świat społeczny wymaga nowych ludzi. Z natur niewolniczych nie mogą powstać instytucje wolnościowe. Z rabusiów i pasożytów społecznych nie może powstać demokracja. Z ludzi goniących tylko za zyskiem lub zbytkami nie może narodzić się sprawiedliwość społeczna" (4). Dlatego konieczne jest przeprowadzenie rewolucji moralnej, dokonanie zmian w potrzebach, w psychice robotników, nauczenie ich nowego myślenia. Mechanizm w ten sposób pomyślanych przemian ma funkcjonować niezawodnie: skoro ludzie będą mieli inne potrzeby, które zostaną odzwierciedlone przez nowe instytucje, stare instytucje, przestawszy spełniać swoją rolę, stracą rację bytu i znikną. Nastąpi zatem bezkrwawe zastąpienie jednego świata drugim dlatego po prostu, że ludzie przestaną potrzebować starego świata, a sama potrzeba nowego powoła go do życia. Ma to polegać na tworzeniu w obszarze państwa (Abramowski ma na myśli przede wszystkim państwo polskie) wszelkiego rodzaju stowarzyszeń - związków przyjaˇni, kooperatyw spożywczych i innych, które zaczną wypierać fabryki kapitalistyczne i rzeczowe związki międzyludzkie. Między kooperatywami zawiąże się współpraca, dzięki czemu zniknie rynkowa konkurencja, a zorganizowany grupowo proces pracy uczyni ją wydajniejszą i krótszą. W ten sposób robotnicy uzyskają więcej wolnego czasu, który przeznaczyć będą mogli na rozwój swych osobowości. Ludzie złączeni wspólnym interesem i wysiłkiem będą się nawzajem wspierać w imię poczucia braterstwa, co zrealizuje ideał pokojowej wspólnoty. Zrzeszeni wytwórcy odmówią korzystania z instytucji państwa zaborczego dlatego po prostu, że uświadomią sobie, że nie jest to potrzebne, a nawet szkodliwe, i stworzą własne. Państwo zaborcze natomiast, które straci tym samym wpływ na swych obywateli, będzie musiało niejako ustąpić im pola, wycofując swoją sieć administracyjną z terenów zaboru. Otworzy to Polsce drogę do niepodległości.

Byłby to świat braterskiej współpracy, pomocy, wolnego czasu i "prawa do lenistwa", którego znaczenie jest dla Abramowskiego, tak jak i dla Lafarque`a, najistotniejsze. "Prawo do lenistwa" symbolizuje tu podporządkowanie procesu pracy człowiekowi, a nie człowieka procesowi pracy, symbolizuje twórczość i spontaniczność czyli powrót do utraconej poprzez bezsensowny kierat beztroski.

Na razie jednak im bardziej autor zagłębia się w opisy pięknego świata przyszłości - który jest w rzeczywistości światem przyszłości najbliższej, związanej z odrodzeniem Rzeczypospolitej - tym lepiej widzi, jak daleka droga pozostała jeszcze do przebycia. Robotnicy organizują się wprawdzie, lecz nie po to, by dokonać rewolucyjnego przełomu, a po to jedynie, by poprawić swoją doraˇną sytuację ekonomiczną. Za większe pieniądze gotowi są nadal pracować dla kapitalistów. Przedkładają dodatkowe wynagrodzenie ponad ośmiogodzinny dzień pracy, czyli zależy im na powiększeniu swoich zasobów materialnych bardziej, niż na wolnym czasie. Popierają państwo zaborcze korzystając z jego instytucji takich jak sądy czy policja, zamiast metodycznie wypowiadać im posłuszeństwo i tworzyć instytucje alternatywne. W rzeczywistości mają oni świadomość drobnomieszczańską. Abramowski oczekuje natomiast od nich tendencji rewolucyjnej, a nie przystosowawczej. Aby ją wytworzyć, konieczna jest propaganda i edukacja. Jak już wspomniano, chodzi o wywołanie inicjatywy oddolnej, a nie wytworzenie aparatu przymusu, propaganda i przykład stanowić zatem będą jedyne formy działania, a rewolucji innej niż moralna być nie może. Abramowski szuka tutaj trzeciej drogi miedzy blankizmem a reformizmem. Krytykuje zarówno wdrażanie w życie ideałów bez oparcia się na tych, dla których się to robi, jak i ugodowość twórców nowego świata wobec świata zastanego. Ugodowość taka nigdy nie będzie w stanie zrewolucjonizować robotników, w rzeczywistości marnuje ona szansę na zaistnienie świata ideałów, podtrzymując w ludziach cechy wytworzone w warunkach starego ustroju. Nowy ustrój, jak wiemy, potrzebuje nowych ludzi. Ci nowi ludzie to przede wszystkim tacy, którzy mają silnie rozwiniętą potrzebę samoobrony przed państwem, chęć samopomocy i poczucie wspólnoty. Tworzenie instytucji oddolnych przez samych zainteresowanych jest tą działalnością, która tworzy nowego człowieka. Abramowski pisał: "Tworzenie demokracji przez samo społeczeństwo, tworzenie jej istoty, jej sił wewnętrznych jest to zarazem uzdrowienie życia i wyzwolenie moralne ludzi. Tam, gdzie rozwijają się instytucje samopomocy, kooperatywy włościańskie i związki zawodowe [...] tam jednocześnie zachodzić muszą [...] głębokie zmiany w zwyczajach i duszach ludzkich. [...] W życiu jednostki zjawiają się cele, których nie było, zjawia się uczucie samodzielnego tworzenia i solidarności ludzkiej. [...] Słowem, tworzy się nowa kultura i nowy typ człowieka, który wyróżnia zasadniczo społeczeństwo demokratyczne" (5).

Jak jednak uzasadnić filozoficznie możliwość dokonania zmiany w ludziach? Na jakiej podstawie zakładać, że da się trafić do nich przykładem lub wywołać oddolna inicjatywę? Jedyną możliwością jest odwołanie się do ukrytych w głębi ich osobowości potencjałów i wyzwolenie ich. Innymi słowy, gdyby ludzie "w rzeczywistości" nie byli już jednostkami z nowego świata, lub jednostkami zdolnymi stworzyć ów świat, próby uczynienia ich takimi nie miałyby sensu. Abramowski rysuje taki projekt antropologiczny, w którym istoty ludzkie widzi wewnętrznie bardziej zdolne do stworzenia lepiej zorganizowanego świata społecznego niż to się przejawia w jego obecnych, historycznie ukształtowanych formach. Rzeczywista ludzka natura jawi mu się jako twórcza, gotowa do moralnych zachowań, prawdziwie społeczna. Chodzi teraz o to, by ją wyzwolić i zaprząc w świat zewnętrzny, czyniąc potencjał ukryty zrealizowanym. Chodzi tu zatem o rodzaj samorealizacji i spełnienia, o coś więcej niż tylko wykorzystanie tych ludzkich cech, które skłaniają do afiliacji i altruizmu oraz stworzenie sytuacji, w której cechy społecznie niepożądane nie będą miały okazji czy potrzeby by się ujawnić. O tym, że tak jest, świadczy sformułowana przez Abramowskiego teoria stanów agnostycznych. Jej treścią jest przekonanie, będące wynikiem namysłu nad wynikami eksperymentów psychologicznych, o istnieniu poza ludzką świadomością ukrytego, nieświadomego wymiaru psychiki - stanów agnostycznych czyli kryptomnezji. Do teorii tej przywiodło Abramowskiego odkrycie, że w umyśle ludzkim znajdują się treści, które odebrane przez zmysły w procesie poznawczym nie zostały dopuszczone do świadomości.

Teoria stanów agnostycznych zajmowała w poglądach filozoficznych polskiego myśliciela poczesne miejsce. Nieświadome obejmowało bowiem nie tylko informacje, które nie dotarły do świadomości w procesie percepcji, tworząc podświadomość, ale także takie, które znajdowały się w psychice niejako przed świadomością czy poza nią. Do tych głębokich struktur przedświadomościowych zaliczał Abramowski wspomnianą już i n t u i c j ę, czyli "jaźń cenestezyjną" - wszelkie indywidualne odczucia i wrażenia, składające się na przedwerbalną, pierwotną treść osobowości. Było to najgłębsze, przedintelektualne "ja" człowieka, do którego dostęp możliwy był podczas stanów zawieszenia intelektu, na przykład w czasie kontemplacji dzieła sztuki. W przeciwieństwie do poglądów wyznawanych jeszcze podczas pisania "Zagadnień socjalizmu", kiedy to najważniejsza dla autora była świadoma część psychiki (gdyż to ona brała udział w życiu społecznym), w latach póˇniejszych Abramowski odkrywa możliwości kryjące się w strukturach nieświadomych. Ów proces zawieszenia intelektu, dzięki któremu następowało ujawnienie treści nieświadomych, pokazywał bowiem ciekawą cechę ludzkiego umysłu - zawieszenie intelektu wiązało się z chwilową anihilacją świadomej indywidualności, świadomego "ja". Następowała wówczas transcendencja egoizmu i wszelkich osobistych interesów. Ujawniająca się wówczas uczuciowa jaˇń głęboka za swoim zaprzeczeniem "mnie" jako określonej osoby, ukazywała zarazem moją swoistą bezosobowość, która według Abramowskiego stanowiła prawdziwą, wewnętrzną społeczną istotą człowieka. Okazało się zatem, że w każdym człowieku istnieje coś co można nazwać "ponadosobowym", czy "międzyosobowym", a stan świadomości, jaki ma miejsce podczas zawieszenia intelektu da się opisać jako bycie "człowiekiem w ogóle". Tak więc "indywidualizm dochodząc do głębin swoich staje się zaprzeczeniem indywidualizmu" (6). Przeżycie dotarcia do tego, co jest mną, a jednocześnie nie jest mną bezwzględnie, nie jest co prawda dosłownym przeżyciem braterstwa z innymi ludˇmi, jednak jest tego uzasadnieniem i warunkiem. Gdyby człowiek nie był zdolny do realnego wyjścia poza ograniczenia własnego "ja", nie mogłoby być mowy o rzeczywistym dotarciu do drugiego człowieka, o prawdziwym braterstwie. Tu Abramowski znalazł niejako ontologiczne uzasadnienie istnienia możliwości głębokich związków międzyludzkich. Rozumuje on jak Schopenhauer, do którego wpływów zresztą się przyznaje - gdybyśmy nie byli u podstaw naszych osób jednością z innymi, nie moglibyśmy prawdziwie z nimi współodczuwać. To zasadnicza metafizyczna tożsamość ludzkości umożliwia jednostkom odczuwanie wspólnoty. Możliwość głębokiego związku z innymi ludˇmi musi być więc zagwarantowana niejako pierwotnie, ponieważ gdyby ludzie posiadali jedynie swe świadome osobowości, klatki ich "ego" nigdy nie pozwoliłyby na jego nawiązanie.

W ostatnim okresie swej działalności Abramowski zastanawiał się szczegółowo nad istotą tej metafizycznej tożsamości i jej implikacjami. Pod koniec życia, w czasach wykładów z metafizyki doświadczalnej, przedstawił kompleksowy opis możliwości rozwojowych ludzkiego umysłu. Wyróżniając czternaście rodzajów stanów agnostycznych, za najważniejsze uznawał filozof stany agnozji religijnej i moralnej. Agnozja religijna polegała na takim zawieszeniu aktywności intelektualnej, który umożliwiał dotarcie do rzeczywistości absolutnej. Zgodność mistyków różnych czasów i kultur w opisie tej rzeczywistości skłaniała Abramowskiego do wiary w jej realność. Agnozja moralna natomiast polegała na przeżyciu poczucia braterstwa międzyludzkiego i międzygatunkowego, w postaci uczucia więzi i współczucia, doświadczenia miłości i woli. Ideał braterstwa jawił się Abramowskiemu w ostatecznym swym sformułowaniu jako najwyższy wyraz rzeczywistości absolutnej, w której partycypuje człowiek (7). Realizacja tego ideału, który filozof uznawał za wzór rozwojowy gatunku ludzkiego, była celem ewolucji przyrody. Celem ewolucji nie tylko ludzkiego umysłu, ale i przyrody właśnie miało być bowiem powstanie nadczłowieka, nowego gatunku, posiadającego zdolność docierania do wymiaru transpersonalnego własnej psychiki. Umiejętność ta wiązała się nie tylko ze zrealizowaniem ideału braterstwa, ale także z rozwinięciem zdolności parapsychicznych.

Ten sposób zakończenia ewolucji myślowej polskiego filozofa tylko z pozoru wydaje się paradoksalny. W rzeczywistości namysł nad społeczną naturą człowieka i implikacjami wynikającymi z jej charakteru został po prostu rozwinięty w nową ontologię. Czymże innym miałoby być bowiem głoszenie istnienia rzeczywistości absolutnej, "w której cały świat ludzki, a właściwie cały świat istot żywych jest połączony ze sobą wewnętrznie podwójną tożsamością: tożsamością subiektu i wspólnością pochodzenia biologicznego" (8) ? Rzeczywistość absolutna, leżąca u podstaw istnienia świata a dostępna dla nas jedynie intuicyjnie jest tym "substratem", z którego jesteśmy stworzeni i którego istnieniu musimy dać świadectwo. Dlatego dla Abramowskiego tak ważne stało się zagadnienie woli, chęci świadomej realizacji ideału braterstwa, o czym wspominał w wykładach ze swojej metafizyki (9). Badania nad wpływem woli na podświadomość, nad autosugestią dotyczącą treści snów, nad wpływem myśli na stan organizmu doprowadziły myśliciela do przekonania o zasadniczej jedności oddziałującego i substratu, na którym dokonywane jest oddziaływanie. Gdyby podmiot i przedmiot były zupełnie różne, oddziaływanie takie nie byłoby możliwe, skoro jednak na pewnym poziomie stanowią jedność, jasnym staje się możliwość stosowania na przykład zdolności paranormalnych. Telepatia, psychometria i oddziaływanie siłą woli są możliwe tylko w takim świecie, w którym jest bezpośredni dostęp do adresata, nie uniemożliwiany ograniczeniami nakładanymi przez czas i przestrzeń. Jest to więc taki świat, w którym można się spotkać w jakiejś wspólnej rzeczywistości poza czasem i przestrzenią. W świecie takim, w którym materia nie jest czymś bezwzględnie realnym, znajduje się miejsce na twórczą moc ludzkich myśli. Dlatego można siłą woli doprowadzić do realizacji pożądanego skutku, także do realizacji ideału społecznego, czyli dokonać rodzaju ideoplastii - urzeczywistnienia w świecie materialnym obrazu psychicznego.

Ideał braterstwa zatem jest dlatego najwyższym wyrazem rzeczywistości, w której partycypuje człowiek, że wyraża zasadniczą tożsamość wszystkich ludzi. Jego realizacja jest świadectwem dawania prawdy o istocie człowieczeństwa, natomiast egoizm jest rodzajem zapoznawania tej prawdy. Człowiek okazał się więc istotą podwójnie społeczną. Po pierwsze, jest społeczny na poziomie świadomym, na którym dokonuje się afiliacja, po drugie na poziomie ontycznym, na którym znika jego jednostkowa tożsamość, a w każdym razie traci ona na znaczeniu. Ideał społeczeństwa pokoju, współpracy, braterstwa i twórczości także zyskuje dwa wymiary. W pierwszym jest odzwierciedleniem stanu ludzkich potrzeb i umiejętności wytwórczych, których pojawienie się w takim a nie innym kształcie jest wynikiem długiego procesu wzajemnych oddziaływań kulturowych i ekonomicznych. Pojawienie się ideału świata społecznego i warunków jego urzeczywistnienia mobilizuje do generowania inicjatyw oddolnych i wprowadzania go w życie poprzez praktykę, w ramach której jej uczestnicy nabędą potrzebnych im cech charakteru i umiejętności. Drugi wymiar dodaje do pierwszego metafizyczną głębię i czyni z rewolucji moralnej "boskie powołanie", stanowiąc jednocześnie filozoficzne uzasadnienie jej możliwości. Realizowanie idealnego ustroju społecznego czyni jednostki prawdziwie twórczymi, co pozostaje w zgodzie z naturą przyrody, w której cały czas odbywa się twórczy proces, poczynając od poziomu ewolucji, dokonującej się przez ideoplastię.

W ten sposób Abramowski konstruując swój system filozoficzny pokazał warunki, możliwość i konieczność stworzenia nowej rzeczywistości społecznej w Polsce. Podczas formułowania tych koncepcji ominięto jednocześnie reformizm i blankizm, znaleziono pomysł na odzyskanie niepodległości, wpisano cały ten proces w metafizyczny plan ewolucji ludzkości, a nawet przyrody. Pomysły Abramowskiego nasuwają oczywiście szereg wątpliwości. Najważniejszą jest ta, rodem z Fromma, co do gotowości ludzi do podążania w tak wyznaczonym kierunku, nawet jeśli leży to w ich interesie. Zważywszy na fakt, że filozof postawił ludzkości zadanie polegające na dokonaniu wielkiego kroku w rozwoju świadomości duchowej oraz przemiany charakterów, pozostaje wątpić w rychłe spełnienie się jego marzeń, nawet jeśli reszta przewidywań okazałaby się trafna. Skąd jednak wziąć pewność, że kooperatywy są realnym pomysłem na gospodarkę całego państwa? Że nie dojdzie między nimi do rywalizacji? Że ludzie w nich funkcjonujący rzeczywiście staną się inni, na przykład zawsze uczciwi? Skąd wiadomo, że będą potrafili ze sobą współpracować? Wątpliwości można by mnożyć, dotyczą one jednak w gruncie rzeczy jednego - szans realizacji pomysłu nagłej zbiorowej samorealizacji, która rozwiąże wszystkie problemy. Utopijność tak maksymalistycznej wizji narzuca się z całą oczywistością, karząc widzieć przy tym w Abramowskim nie tyle kolejnego marzyciela marksizującego, ile raczej prekursora Ruchu Nowej Ery w Polsce.

Anna Dziedzic


1) E. Abramowski, Zagadnienia socjalizmu, w: Tegoż, Filozofia społeczna. Wybór pism., Warszawa 1965, s. 73.
2) Tamże, s. 78.
3) Zarzut immanentyzmu stawia bezpodstawnie Abramowskiemu A. Flis w tekście Fenomenalistyczna metoda socjologii Edwarda Abramowskiego, "Studia Filozoficzne" 1975, nr 6, s. 88.
4) E. Abramowski , Idee społeczne kooperatyzmu, w: Tegoż, Rzeczpospolita przyjaciół. Wybór pism społecznych i politycznych, Warszawa 1986, s. 219.
5) Tamże, ss. 221 - 222.
6) E. Abramowski, Co to jest sztuka?, w: Tegoż, Filozofia społeczna...,wyd. cyt., s. 57.
7) Zob. E. Abramowski, Metafizyka doświadczalna, cz. II, w: Tegoż: Metafizyka doświadczalna i inne pisma, Warszawa 1980.
8) Tamże, s. 581
9) Tamże, s. 583

Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 3/2001


15.06.2001
Poznań moim miastem


Chciałbym przybliżyć wszystkim czytającym to pismo pewną ideę, do której ja i moi znajomi pragniemy włączyć jak najszersze grono różnych ludzi. Łączy ona w sobie wiele elementów, poglądów i form ich realizacji.

Według nas coraz większym problemem obecnie staje się alienacja tak człowieka, jak i całych grup społecznych, ich życia, realizowania siebie, walki i tego, co można nazwać alternatywą wobec propozycji systemu każdy ma iść swoja drogą i nie liczyć się przy tym z niczym i z nikim, przyjmując bezkrytycznie przygotowanąjużdla nas papkę. Zacznijmy od poziomu tego, czym jest dziś życie jednostki w społeczeństwie, choćby tu i teraz, w naszym najbliższym środowisku, naszym mieście, miejscowości itp. i nie chodzi tutaj o brak indywidualności, własnej samorealizacji itd., ale o działanie na rzecz współtworzenia a jak trzeba, to współdecydowania właśnie o swoim życiu, by było ono jak najbardziej naszym. Tak naprawdę powinniśmy zacząć od siebie samych, lecz zarazem od najbliższego środowiska. Dlatego też zacznę od siebie. Od kilku lat można powiedzieć, że uprawiam specyficzny rodzaj turystyki chodzę po swoim mieście, coraz bardziej zagłębiając się w to, co kryje się pod skórą ładnych ulic i odnowionych witryn sklepowych. Po poznańsku zwie to się loferką miejską. Nie mówię od razu, iż Poznań to jakieś wyjątkowe miasto, jednak wiele tu miejsc, które mają swoją specyfikę. Należy przy tym pamiętać, że wszystko to, jakim Poznań był, jest i będzie, zależy od ludzi w nim żyjących.
Swoje własne fascynacje, obserwacje, doświadczenia oraz poglądy (a uważam się za anarchistę) staram się również realizować i rozwijać w małej społeczności. Bo tak naprawdę w takich społecznościach mieszkamy, pracujemy, bawimy się itd. Jednak trudno nie zauważyć jak często niewiele możemy, jak jest to obwarowane idiotycznymi przepisami będących w rękach biurokracji, nieudolnych i kosztownych służb, politykierów i manipulantów. Jak często jesteśmy zniechęceni i wmawia się nam, iż inni za nas wymyślą i zrobią lepiej, i w ogóle powinniśmy być zadowoleni z ochłapów, jakie nam zostawią? Doszło już do tego, że już coraz mniej potrafimy sobie wyobrazić by mogło być inaczej, więc odrzucamy zwykłą myśl a jeśli już coś się pojawi to marginalizujemy i uważamy za nic nie warte, przecież i tak się nie uda, więc lepiej wyciągnąć jak najwięcej z tego co już jest, może nam co skapnie.

Skoro ciągle ktoś chce decydować i decyduje o moim, naszym życiu, to wolę móc decydować o nim wrazz innymi, mieć nad tym kontrolę i sam przekonać się czy coś jest dobre czy też nie. Wiadomo, trzeba się tego uczyć, uczyć się podejmowania decyzji, komunikowania, nieraz ustępowania, rezygnacji z własnej prywaty i odejścia od patrzenia, iż wszystko mi się należy i skoro nie jest tak, jak by się chciało by było, nie popadania w rezygnację. Nie bawmy się własnym życiem jak zabawką, nadpsutą, przez co nudną i zużytą do czasu, kiedy "kupią" nam nową. Coraz bardziej widzimy a raczej przyglądamy się z boku jak nas się na każdym kroku roluje. Programy polityczne, reformy samorządów, służby zdrowia, zakładów pracy eta, czy tak naprawdę wiele zmieniły na lepsze? Jak wiele zmieniły? Jak wielu zubożyły, wyrzuciły na bruk? Czy przy takich środkach, wielkim gadaniu, tak naprawdę mamy i możemy więcej, czy liczą się z nami inni, czy mamy nad tym kontrolę, co, ile, gdzie, po co? Zarzucić się pytaniami i znakami zapytania by można a życie nam przepływa przez palce.

Postanowiliśmy, zatem, jak na razie lokalnie, oczywiście nie ograniczając się jedynie do swojego podwórka, rozruszać ruch społeczeństwa, ruch, który wedle nas może stać się alternatywą, ruch otwarty na każdego ale nie na wszystkich. Nie na tych, którzy chcą innymi rządzić, na tych, którzy kierują się jedynie własnym interesem, na tych, którzy nie liczą się z innymi, czy chcą jedynie brać. Realizujemy to na wielu płaszczyznach i w wielu formach, projektach. Jednym z takich projektów jest Porozumienie Społeczne "Poznań miasto dla ludzi". Ktoś może powiedzieć, że jest to nierealne, utopia, że coś już było lecz się nie sprawdziło. Pytam się, zatem: to dlaczego to co się dzieje tak nas przeraża? Jest nam źle, ciągle narzekamy i nic nam się nie chce? Dlaczego zadawalamy się złudnie ciągłymi pytaniami o jutro i biernie konsumujemy, zamiast spróbować wziąć czynny udział w naszym życiu. Nie jest to łatwe i wiadomo nam, iż nie są to rurki z kremem, lecz tak naprawdę nie robiąc nic, pozostawiając to, brniemy i sami komplikujemy sobie życie.

Stworzyliśmy Porozumienie Społeczne po to by zebrać ludzi już idących tą drogą, choć dosyć się różniących, skupionych w wielu grupach, które mają różne podejście do wielu spraw i realizują różne poglądy. Jednak na dziś dzień w konkretnych kwestiach widzą wiele podobieństw, mogą, zatem wspólnie je podejmować, walczyć, czy realizować wspólnie dyskutując jak, na zasadach samorządności, gdzie każdy ma równy głos a na wszystko muszą zgodzić się pozostali. Dla każdego człowieka ważna jest jego indywidualność, lecz w środowisku, w którym choćby pod jednym dachem, na tej samej ulicy, pewne kwestie, problemy, zaczynają dotyczyć nie tylko naszego JA, ale również innych. Naszą propozycją jest, zatem, by stawało się to świadomym MY ale jeśli jest taka potrzeba i bez narzucania tego innym. Uważam, że wszystko powinna cechować prostota rozwiązań gdyż komplikują przede wszystkim biurokraci, przepisy, zarządzenia itp., ponieważ i tak nikt nie wie, o co w tym wszystkim chodzi i co jest tak naprawdę tylko na rękę tym, którzy właśnie tak to komplikują.
Dlatego tym, którzy chcą nami rządzić przypominamy i niechaj oni pamiętają, że rządzący potrzebują rządzonych. Naszym zaś założeniem jest by rządzić się samemu wraz z innymi. Dzisiejsze tak zwane "samorządy" to jedynie partyjne ogródki, co widać na każdym kroku. Nie pytają się one o to czy chcemy fundowane przez nie imprezki, czy to co buduje się często na naszych ulicach pasuje do charakteru i swojskości otoczenia, czy tak naprawdę potrzebne są nam centra biznesu. Nie pytają się one czy aprobujemy wysokie czynsze i ich przeznaczenie, eksmisje na bruk, pensje radnych. Z resztą czego się po nich spodziewać, nie trudźmy się, nie po to one są byśmy się samo rządzili, czy mieli wpływ na podejmowane decyzje. Stworzyliśmy Porozumienie Społeczne by uczyć się tego samemu, już to realizować i propagować, włączając w to innych. Nie muszę się całkowicie rozumieć z moim sąsiadem ale wiem chociażby, że zależy nam na nie przeciekającym dachu czy zieleni na naszej ulicy i na tej płaszczyźnie możemy coś wspólnie zrobić.

W naszym Porozumieniu biorą udział często grupy, które mają programy stricte polityczne, jednak idea Porozumienia i to co nas łączy ma charakter społeczny. To, co nas scala postanowiliśmy oddać po trosze w Deklaracji Programowej, którą można jeszcze rozbudować, zmieniać i poszerzać o nowe idee ponieważ otwarci jesteśmy na innych i każdy może wnieść coś nowego. Z tym, co jest zawarte w Deklaracji łączą się często szczegółowe projekty, rozwiązania i działania dążące do ich realizacji. Deklaracja Programowa Porozumienia łączy w sobie zarówno założenia, które propagują popierają pewne alternatywy jak i kwestie, które krytykuje i odrzuca. Jednak najważniejsze jest życie a nie to, co można o nim powiedzieć czy napisać. To też przechodząc do konkretów pragnę naszkicować pewną wizję całości. Od kilku lat wielu z nas tworzy społeczność, w której staramy się realizować, tak wspólnie, jak jednostkowo ideę obejmującą w swych zaistnieniach wiele dziedzin życia: od zabawy, twórczości, kontaktów towarzyskich po pracę, samorządność, czy edukację. W swym założeniu Porozumienie Społeczne również ma przybierać podobny charakter, choć szerzej traktowany, obejmujący wpływ na życie w naszym mieście, kwestie socjalne, kulturę, po ekologię i samorządność. Zaczęliśmy od niedawna. Już wcześniej zajmowaliśmy się podobnymi zagadnieniami takimi jak prawa pracownicze, przekręty własnościowe, eksmisje na bruk i inne. Teraz postanowiliśmy to połączyć w konkretne działania ponieważ często pewne kwestie wynikają z siebie nawzajem. Tym bardziej, że (jak już wcześniej pisałem) wyalienowanie jednostki jest na rękę wtadzy. Uważam natomiast, iż małe społeczności skupione wokół danego tematu, problemu, czy najbliższego otoczenia, dają jedyną możliwość wpływu i kontroli na to, co się dzieje, każdej jednostce i czym szerzej obejmują one wszelkie dziedziny życia, czym bardziej świadomie i głęboko, tym lepiej. Oczywiście nic nie powstaje od razu, toteż nasze działania uważamy za pewnego rodzaju drogę, lecz drogę nie jedyną i słuszną. Jeśli ktoś pragnie żyć inaczej, to nikt mu nie broni, ale niech zatem i nam pozwoli się na jej realizację. Dlatego też na dziś dzień doraźnie walczyć będziemy z eksmisjami na bruk, przekrętami własnościowymi, arogancją tak władz lokalnych jak i wyższych, bez względu na zabarwienie polityczne. Będziemy nagłaśniać te tematy w mediach wszelkimi możliwymi sposobami, począwszy od happeningów, przez akcje ulotkowe i plakaty, po demonstracje i wiele innych. Realizujemy to już teraz, chociażby poprzez organizowanie spotkań z mieszkańcami Poznania, czy prowadząc punkt kontaktowy dotyczący pomocy w przypadkach eksmisji.

Ideą Porozumienia zainteresowane są osoby i grupy nie tylko społeczno- polityczne ale również środowiska związane z działaniami socjalnymi, szeroko rozumianą kulturą, ekolodzy oraz ludzie chcący zmienić w swoim życiu nie tylko siebie ale mieć wpływ na swoje otoczenie, jakim jest niewątpliwie kamienica, ulica, dzielnica w jakiej mieszkają, czy zakład pracy, w którym pracują,. To co się od kilku lat dzieje prawo, które dopuszcza do eksmisji bez zapewnienia lokalu zastępczego, pozbawia się ludzi środków do życia a tym samym zezwala na wszelkiego typu malwersacje cwaniaczkom i ekspertom, różne strefy wpływu, które swymi interesami naciskają na postępowania elit politycznych, które zaś walczą jedynie o koryto. Nic się nie zmieni jeśli sami nie weźmiemy steru życia we własne ręce i zaczniemy realizować je poprzez prawdziwe samorządy. Dlatego w swych zamierzeniach jak i w ich realizacji patrzymy na życie szerzej niż tylko na mały wycinek, natomiast w działaniach skupiać będziemy się często na konkretnych tematach. Chcielibyśmy by nasze Porozumienie było Porozumieniem ludzi, którzy nie godzą się z obecną rzeczywistością i chcą ją zmieniać. Porozumienie Społeczne ponad podziałami i różnicami, gdzie Poznań będzie miastem dla ludzi, dla nas mieszkańców, gdzie Poznań będzie miastem tak moim jak i Twoim. Najpierw jednak musimy się w nim odnaleˇć, poznać je. Poznać własnych sąsiadów, dogadywać się z nimi na wszelkie możliwe sposoby, we wszystkich dziedzinach życia, pomagać sobie w trudnych sytuacjach, choćby poprzez tworzenie kas pomocy wzajemnej, które powstają już teraz, bez urzędników i polityków, które stać się mogą zalążkami rzeczywistych samorządów mieszkańców i pracowników. Resztę pokaże samo życie i tylko od nas zależy czy nie będzie to (jak powszechnie obowiązuje) gonienie za marchewką i bojaźń przed kijem jaki władza nam zgotuje. Jeśli ktoś ma żyć ze mnie i zajmuje się tym jak mam żyć to wybieram kreowanie swego życia z innymi.

Maciej Hojak

Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 2/2001


15.06.2001
Dlaczego świat jest taki, jaki jest?

Homo Sapiens - człowiek myślący cóż z tego, że tak się określa jeśli taki się nie zachowuje z wyjątkiem nielicznych, którzy "myślą" aż nadto.

Dlaczego... "grozi nam niebezpieczeństwo, że pozwolimy się zwodzić przez expertów, których wyrafinowana wiedza wykracza daleko poza zasięg naszych możliwości"(*). Pomyślmy przez chwilę o czasie, choć czas jako taki nie istnieje sam ale razem z przestrzenią; pomyślmy o czasoprzestrzeni, w której toczymy swe żywoty. Pomyślmy o trzech wymiarach, które uzupełnia czasoprzestrzeń. Tylko dlaczego o trzech, a nie o 11, czy może 26? Bo właściwie to ile ich jest? Są zbyt małe, albo zbyt wielkie, albo zbyt pogmatwane w czasoprzestrzeni byśmy mogli je dostrzec. To co widzimy tak naprawdę jest tylko małym fragmentem tego co istnieje dookoła. Nasze uszy słyszą tylko w małym zakresie częstotliwości. Może widzimy i słyszymy znacznie więcej, tylko o tym nie wiemy. Oczywiście Mały Książe powiedział, że ..."dobrze widzi się tylko sercem"... Sokrates twierdził "Wiem, że nic nie wiem", ale czy znaczy to, że on nic nie wiedział, czy wiedział to czego nie wie, czy nie wiedział tego czego nie wiedział, czy wiedział to co wiedział, czy może nie wiedział o tym że wiedział. Jego uczeń platon, twierdził że za plecami znajduje się idealny świat, którego nie chcemy zobaczyć, bo zachwycamy się cieniami na ścianie jaskini, w której siedzimy skrępowani. Taki filozof z przed ok. 2500 lat twierdził, że istnieje idealny świat, którego poszukiwali tylko nieliczni.

Południowoamerykańscy szamani także czerpali skądś swoją wiedzę. Znali np. współczesne prawa fizyki setki lat przed Newtonem czy Einstainem. Potrafili oni określać procesy biochemiczne zachodzące w komórkach na 500 lat przed wynalezieniem mikroskopu. Zapisywali to nawet na swój sposób. Skąd czerpali swoją wiedzą? Pomagał im w tym kaktus zawierający meskalinę. Czy odwiedzali obce światy? Czy Platon przybył z obcego, idealnego, skoro ówczesny wydawał mu się jakiś dziadowski.
Od zawsze ludzie dziwili się światem, a od tego 9 co wydaje się być normalne i naturalne) do naukowego poglądu na świat już tylko mały krok w "bok", krok, który sprawia, że ... "nauka obecnie z tak nieprzyzwoitą pychą zajmuje miejsce na szczycie kultury"(*)... Ale krok w przeciwny "bok" prowadził w demagogiczne wierzenia religijne - mity. Mitom człowiek wierzył o wiele dłużej niż wierzy nauce. Czemu więc, albo komu zaufa człowiek, gdy zwątpi w naukę. Bo w coś w końcu będzie wierzył, bo "pustka zabija człowieka". Może nie będzie czekał na to aż coś go zabije, tylko sam się zabije, a może w końcu zacznie wierzyć w siebie i innych ludzi.

Wiara w ludzi i ludziom tego na pewno brakuje. Przez tysiące lat na całym świecie wyrósł prawdziwie dziki i bujny gąszcz mitycznych wyjaśnień problemów. Tak tłumaczono dawniej (poszczególnych mitów nie będę przytaczał - bo - nie ma bo - ot tak po prostu). A dziś? Co nauka może powiedzieć o (...), no właśnie. Czasami zdarza mi się powątpiewać w realność świata tzw. złośliwość rzeczy martwych - kto jej nie doświadczył? Nie możemy znaleˇć jakiegoś drobiazgu, choć pamiętamy gdzieśmy go widzieli po raz ostatni, nareszcie odnajdujemy gdzieś indziej, z uczuciem, że przyłapaliśmy świat na gorącym uczynku, jakiejś niedokładności, bylejakości itd. dorośli wmawiali nam, że to pomyłka i naturalna nieufność dziecka została w ten sposób stłumiona. Albo to co nazywają "dejavu" - wrażenie, że w sytuacji nowej przeżywanej po raz pierwszy, już się kiedyś było [ sam (nie chwaląc się) doznałem tego zjawiska osobiście]. A dalej - prawo serii - powtarzanie się zjawisk szczególnie rzadkich, które chodzą parami. A wreszcie duchy, czytanie myśli, lewitacja, czy - najbardziej sprzeczne z podstawami wiedzy - przewidywanie przyszłości, fenomen opisywany od najdawniejszych czasów.

To tylko kilka przykładów na bezradność nauki. Ludzie zawsze pytali, a odkąd zaczęli już nie przestaną. Osiągnąwszy bowiem pewien stopień świadomości zaczynają poszukiwać w otoczeniu przyczyn własnego powstania, nie mogąc jej znaleźć, schodzili na manowce nauki, zemsty i rozpaczy. W końcu pojawił się niejaki Karol D. Opracował teorię - teorię ewolucji - "O pochodzeniu gatunku..." - zatytułował swe dzieło. Zasiał nim sporo fermentu w ówczesnych mądrych głowach, które trzymały się nauki Biblii. Wogóle to wszystko ewoluuje zawsze i wszędzie. Nawet to co piszę teraz, jutro albo za tydzień ująłbym w inny sposób.

A więc spójrzmy na teorię ewolucji życia. Miliardy lat temu powstały w "ciepłej prazupie" praameby. Cóż one umiały? Odżywiać się i oczywiście rozmnażać się, może nawet nie rozmnażać ale powtarzać się. W jaki sposób? Dzięki trwałości cech dziedzicznych. Lecz gdyby dziedziczność była naprawdę bezbłędna, aż po dziś dzień nie byłoby na tym globie nikogo prócz ameb. Co się stało? Doszło do pomyłek. Specjaliści nazywają je mutacjami. A czymże jest mutacja jeśli nie ślepą omyłką? Nieporozumieniem między rodzicem - nadawcą, a potomkiem - odbiorcą. Na obraz i podobieństwo swoje, tak ale niepożądane! Niedokładne! I ponieważ wciąż psuło się podobieństwo powstały trylobity, gigantozaury, sekwoje, małpy i my.

Nie doceniliśmy dziejowej roli błędu, jako fundamentalnej kategorii istnienia. Nasz byt na błędzie stoi, albowiem błąd się błędem odciska, błędem obraca, błędem tworzy, aż losowość zmienia się w los świata.

Reasumując (może przekornie) posłużę się zasadą antropiczną:
"Świat jest taki jaki jest, bo gdyby był inny to nas z pewnością by tu nie było"

P.S. "A może świat materialny nie istnieje po za ludzką świadomością"
(George Berkleley)

(*) Theodore Roszak "Nauka tworzona przez rapsodyczny intelekt"

Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 2/2001


15.06.2001
Ile ziemi potrzebuje człowiek?

I
Starsza siostra z miasta przyjechała w odwiedziny do młodszej na wieś. Starsza miała w mieście męża kupca, młodsza chłopa na wsi. Piją siostry herbatę, rozmawiają. Starsza siostra zaczyna się chełpić , wychwalać swoje życie w mieście: jakie ma obszerne i czyste mieszkanie, jak chodzi ubrana, jak dzieci stroi, jak słodko jada i pije, jak jeździ po przejażdżkach, zabawach i teatrach.


Zmartwiła się młodsza siostra i zaczęła życie kupieckie poniżać, a swoje chłopskie wywyższać.

- Nie zamienię mówi mego życia na twoje. Co z tego, że życie nasze szare, za to strachu nie znamy. Życie wasze wprawdzie jest wytworne, ale niewiele z tego macie pożytku. Albo uda się dużo wyhandlować , albo całkiem się wszystko traci. Istnieje przysłowie: strata i zysk to rodzeni bracia. Tak też się dzieje. Dziś jesteś bogaty jutro żebrzesz pod oknami. Nasz chłopski interes pewniejszy: u chłopa brzuch cienki, ale długi, bogaci nie będziemy nigdy, za to syci. Starsza siostra znów mówić zaczęła Syci powiadasz ale jak ze świniami i cielętami! Ani wykwintu ani manier. Trudzi się twój chłop haruje, a żyjecie w brudzie i w brudzie umrzecie, a dzieci wasze będą miały takie samo życie. - Cóż z tego odpowiada młodsza: już taka jest nasza dola. Za to żyjemy twardo, nikomu się nie kłaniamy, nikogo się nie obawiamy. W mieście zaś czyhają na was pokusy. Dziś jest dobrze, jutro wkradnie się diabeł i ledwo się obejrzysz skusi twojego męża na karty, albo na wino, albo go skieruje do pięknej kobiety. I wszystko przepada. Czy nie bywa tak? Gospodarz leżąc na piecu przysłuchiwał się temu co baby gadały. To prawda mówi szczera prawda, Gdy chłop nasz od małych lat matkę ziemię przewraca, żadna rozpusta jego się nie ima. Jedno zmartwienie, ziemi mało! Gdyby ziemi miał pod dostatkiem nikogo, nawet samego czarta by się nie bał. Wypiły baby herbatę, pogadały jeszcze o fatałaszkach, posprzątały naczynia, położyły się spać. Ale diabeł siedział za piecem i wszystko słyszał. Ucieszył się, że żona skusiła chłopa do przechwałek. Chwali się chłop, że jakby ziemię miał, sam diabeł by mu nie poradził. - Dobrze myśli zmierzymy się ze sobą. Dam ci dużo ziemi, a przez ziemię ciebie zdobędę.

II
W sąsiedztwie chłopa mieszkała właścicielka niewielkiego majątku. Posiadała 120 dziesięcin (ha) ziemi. Dawniej żyła z chłopami w zgodzie, nie krzywdziła nikogo. Ale najął się do niej jako rządca dymisjonowany żołnierz i zaczął ściągać z chłopów kary. Choć Pachom był ostrożny, nic nie pomogło, albo koń dostał się do owsa, albo krowa zawędrowała do ogrodu, albo cielęta weszły na łąkę sypią się kary. Płaci Pachom, domownikom wymyśla i bije. Popadł przez lato w grzech przez tego rządcę. Ucieszył się gdy bydło na podwórku zostało; szkoda wprawdzie paszy, za to strachu nie ma.

Zimą rozeszła się pogłoska, że pani ziemię sprzedaje, a karczmarz z gościńca chce ją od niej odkupić. Usłyszeli to chłopi i aż zajęczeli." No myślą dostanie się ziemia karczmarzowi, zamęczy karami gorzej od pani. Bez tej ziemi żyć nie możemy!" Poszli chłopi do pani całą gminą, zaczęli prosić, aby nie sprzedawała nikomu innemu, tylko im. Obiecali dzisiaj zapłacić. Zgodziła się pani. Zaczęli się chłopi godzić, aby całą gminą wspólnie ziemię kupić. Zbierali się raz po raz na wiecach sprawa nie dochodziła do skutku. Przeszkadzał im diabeł, w żaden sposób nie mogli się pogodzić. Postanowili więc chłopi kupić każdy z osobna na ile ich tylko stać. Właścicielka na to również się zgodziła. Dowiedział się Pachom, że sąsiad kupił u pani 20 dziesięcin i połowę pieniędzy odroczyła mu na rok. Pozazdrościł Pachom i pomyślał: "Całą ziemię wykupią zostanę z niczym". Zaczął się żony radzić.


- Ludzie kupują, trzeba i nam kupić chociaż z 10 dziesięcin. Inaczej nie wyżyjemy. Rządca nas zmarnuje karami. Obmyślili jak kupić. Mieli odłożonych 100 rubli, źrebaka sprzedali, połowę pszczół, syna oddali za parobka, jeszcze u szwagra pożyczyli i zebrali połowę potrzebnej sumy. Miał teraz Pachom ziemi. Pożyczył nasiona, obsiał kupioną ziemię, urodzaj miał dobry. W przeciągu jednego roku spłacił dług pani i szwagrowi. Został Pachom właścicielem ziemskim. Zaorał i zasiał własną ziemię, na własnej ziemi siano kosił, z własnej ziemi pale strugał i na własnej ziemi bydło pasł. Nie mógł się dość nacieszyć, gdy jechał wiosną swoją ziemię orać, gdy patrzył na zboże i łąki. Zdawało mu się, że trawa rośnie i kwiaty kwitną na niej zupełnie inaczej.

III.
Żyje sobie Pachom i cieszy się. Wszystko byłoby dobrze, gdyby bydło chłopskie nie zaczęło zboże i trawę na łąkach wyjadać. Grzecznie prosił, ale nie pomagało. Raz pastuch puści krowy na łąki, to znów konie w nocy w zboże wejdą. Załatwia Pachom po dobremu, nic idzie do sadu, aż wreszcie sprzykrzyło mu się i zaniósł skargę do sądu powiatowego. Raz dał jednemu nauczkę, to znów kazał drugiemu karę zapłacić. Zaczęli chłopi sąsiedzi mieć złość na Pachoma, nieraz na umyślnie kradli jego zboże. Dostał się któryś w nocy do lasku, z dziesięć lip ściął na łyko. Rozgniewał się Pachom. Ach myśli gdybym wiedział kto to zrobił, już bym się zemścił. Myślał, kto by to mógł być? Nikt inny, tylko Siomka. Poszedł do Siomki na podwórze, ale niczego nie znalazł, tylko się zwymyślali. Ale pachom jeszcze bardziej utwierdził się w przekonaniu, że Siemion to uczynił. Złożył skargę do sądu. Sądzili się, usprawiedliwiono chłopa, dowodów nie było. Jeszcze gorzej obraził się Pachom, powiada do starszych: Jesteście w zgodzie ze złodziejami. Gdybyście sami uczciwie żyli, nie usprawiedliwialibyście złodzieja. Pokłócił się z sędziami i z sąsiadami. Zaczęto mu grozić podpaleniem. Miał Pachom wprawdzie wiele ziemi, ale w gminie było mu za ciasno. Rozeszła się wówczas pogłoska, że wędrują chłopi w inną okolicę. Pomyślał Pachom: Nie mam po co iść. Ale gdyby ktoś z naszych poszedł, zrobiłoby się tutaj luźniej. Wziąłbym ich ziemię na własność, życie byłoby lepsze, teraz jest nam za ciasno.

Siedział pewnego dnia Pachom w domu, a tu wchodzi do niego chłop przechodzący drogą. Pozwolił chłopu przenocować, dał mu jeść, rozgadali się skąd to niby wędruje? Mówi chłop, że idzie zza Wołgi. Opowiada jak tam ludzie przybywają z obcych okolic, jak osiedlają się, wpisują się do gminy, jak każdemu gmina wymierza po 10 dziesięcin. A ziemia taka, powiada, że gdy się żyto zasieje, to wyrasta słoma taka wysoka, że konia nie widać, tak gęsta, że z pięciu garści ma się snop. Jeden chłop powiada przyszedł zupełnie ubogi, niczego prócz rąk nie posiadał, a teraz ma sześć koni, dwie krowy.
Zapaliło się Pachomowe serce. Pomyślał: po co tutaj w ciasnocie biedę cierpieć, skoro można dobrze żyć? Sprzedam ziemię, tam za pieniądze nowy dwór wybuduję i urządzę całe gospodarstwo. Tutaj ciasno same kłopoty. Muszę tylko sam dokładnie zbadać.

Gdy nastało lato wybrał się w podróż. Aż do Samary płynął parostatkiem po Wołdze, potem piechotom szedł około 400 wiorst. Doszedł do wskazanej miejscowości. Rzeczywiście wszystko było jak mówiono: mieli chłopi wiele ziemi, po 10 dziesięcin na każdego, chętnie przyjmowali nowych do swojej gminy. Jeżeli ktoś miał pieniądze mógł sobie kupić prócz przydziału, na wieczyste posiadanie ile chciał po 3 ruble za najlepszą ziemię. Jesienią Pachom, wrócił do domu, zaczął wszystko wyprzedawać. Sprzedał ziemię z zyskiem, sprzedał dwór, całe bydło, wymeldował się z gminy, doczekał się wiosny i udał się z rodziną na nowe tereny.

IV.
Przyjechał Pachom z rodziną na nowe miejsce, zapisał się do gminy. Wypił ze starymi chłopami, papiery sobie wyrobił. Przyjęto Pachoma jak swojego, przydzielono mu na 5 osób 50 dziesięcin ziemi, po różnych polach nie licząc pastwiska. Wybudował sobie dom, kupił bydło. W porównaniu z poprzednim stanem miał teraz trzy razy więcej ziemi. Ziemi urodzajnej. Życie w porównaniu z tym, które dawniej prowadził było 10 razy lepsze. Miał pod dostatkiem ziemi ornej i paszy. Bydła mógł trzymać ile chciał. Z początku, gdy budował i urządzał się, zdawało mu się, iż jest mu bardzo dobrze. Ale gdy osiadł na ziemi, wydało mu się za ciasno. Pierwszego roku zasiał pszenicę na przydziałowej ziemi, urodziła pięknie. Chciał więcej pszenicy siać, ale miał za mało ziemi przydziałowej, a ta, którą posiadał nie była odpowiednia. Pojechał do kupca, wydzierżawił ziemię na rok. Zasiał więcej obrodziło dobrze pomyślał Pachom gdybym tak kupił ziemię na własność i wybudował sobie folwark. Wtedy mocno siedziałbym na ziemi. Zaczął, więc przemyśl iwać jakoby to uskutecznić.

Minęły trzy lata. Dzierżawił ziemię, siał pszenicę. Lata były dobre, pszenica rodziła się pięknie, pieniądze szły do skrzynki. Długo mógł tak żyć, ale znudziło mu się rok rocznie ziemię u ludzi dzierżawić i przez tę ziemię mieć kłopoty.

Zaczął Pachom dowiadywać się gdzie by mógł ziemię kupić na własność. Znalazł jednego chłopa, który posiadał 500 dziesięcin, ale zrujnował się i teraz, tanio sprzedawał. Zaczął Pachom godzić się z nim. Długo gadali, umówili się na 1500 rubli, połowę wpłaci od razu, połowę po roku. Aż tu pewnego razu zajechał do Pachoma przejezdny kupiec, by konia nakarmić Pili herbatę i rozmawiali. Opowiadał kupiec, że jedzie z dalekiej Baszkiri. Tam opowiada kupił sobie od Baszkirów z pięć tysięcy dziesięcin. Kosztowało razem 1000 rubli. Zainteresował się Pachom. Kupiec mu opowiada. Trzeba tylko mówi starszych we wsi sobie pozyskać. Rozdarowałem im chałatów, dywanów za 100 rubli całą skrzynkę herbaty, postawiłem wódki: kto chce niech pije. Po 20 kopiejek za dziesięcinę brali. Pokazuje akt kupna. Ziemia powiada leży wzdłuż rzeczki, Pachom go się wypytuje. Ziemi powiada kupiec nie obejdziesz całej w ciągu roku: sama baszkirska. Naród tam nie jest sprytny, niczym barany. Można za darmo kupować. No pomyślał Pachom po cóż mam 1000 rubli za 500 dziesięcin płacić i jeszcze długi zaciągać. Tam więcej będę miał za 1000 rubli.

V
Wypytał Pachom jak do Baszkirii jechać i ledwo pożegnał kupca i wybrał się w podróż. Zostawił dom i żonę wziął ze sobą parobka przyjechali do miasta, kupili skrzynkę herbaty, podarunki, wódkę, jak radził kupiec. Jechali, jechali z 500 wiorst. Po siedmiu dobach przyjechali do baszkirskiego koczowiska. Wszystko było tak, jak opowiadał kupiec. Mieszkają Baszkirowie w stepie nad rzeką, w kibitkach z wojłoku. Nie orzą i chleba nie jedzą. Po stepie bydło chodzi. Źrebięta są przywiązane do kibitek. Dwa razy dziennie przypędza się do nich klacze, doi się mleko i z końskiego mleka kumys się robi. Baby kumys mącą ser wyrabiają, chłopi tylko jedno mają zajęcie kumys i herbatę pić, baraninę jeść, na fujarkach grać. Naród całkiem ciemny, po rosyjsku nie mówi, ale uprzejmy, ludzki, jak spostrzegli Pachoma, wyszli Baszkirowie z kibitek, okrążyli gościa. Znalazł się tłumacz. Powiedział mu Pachom, że przyjechał po ziemię. Ucieszyli się Baszkirowie, pochwycili Pachoma pod pachy zaprowadzili do pięknej kibitki, posadzili na dywanach, podparli puchowymi poduszkami, usiedli naokoło, zaczęli częstować herbatą, kumysem. Barana zarżnęli. Wydostał Pachom ze swego powozu podarki, zaczął rozdawać Baszkirom. Obdarował ich, nadzielił herbatą. Radowali się Baszkirowie Każą ci powiedzieć mówi tłumacz że pokochali cię i, że istnieje u nas taki zwyczaj gościowi należy się przyjemność czynić, a za podarki odpowiedzieć podarkiem. Obdarowałeś nas, teraz mów co tobie się podoba u nas, abyśmy mogli ciebie obdarować?

- Spodobała mi się mówi Pachom najbardziej wasza ziemia. U nas mówi na ziemi jest ciasno, ziemia jest przeorana wzdłuż i wszerz, u was ziemi jest dużo i jest dobra. Takiej jeszcze nigdy nie widziałem. Tłumacz powtórzył. Baszkirowie naradzali się, potem ucichli patrzą na Pqachoma, a tłumacz mówi Każą tobie powiedzieć, że za twoje dobre serce radzi są dać tobie ziemi, ile chcesz. Tylko ręką pokaż, która ci się podoba a cała będzie twoja.

VI
Nagle zbliżył się człowiek w lisiej czapce. Wszyscy umilkli i powstali z miejsc. Mówi tłumacz: Oto właśnie sam starszy. Pachom natychmiast wyciągnął najładniejszy chałat, sprezentował starszemu a w dodatku dał jeszcze 25 funtów herbaty. Starszy wszystko przyjął i usiadł na głównym miejscu. Natychmiast Baszkirowie zaczęli mu coś przekładać. Wysłuchał starszy, kiwnął głową, aby zamilkli i przemówił do Pachoma po rosyjsku. - Cóż mówi bierz jak chcesz. Wybieraj gdzie się tobie podoba. Ziemi jest dużo." Jakże mogę brać, ile zechcę myśli Pachom przecież trzeba ziemię jakoś zabezpieczyć. Dziś powiadają twoja a później odbiorą".

- Dziękuje wam powiada za dobre słowo. Ziemi u nas dużo, ale mnie niewiele potrzeba. Chciałbym tylko wiedzieć, która będzie moja. Trzeba ją jakoś wymierzyć i zabezpieczyć dla mnie. Wy dziś dajecie, ale może się zdarzyć, ze wasze dzieci odbiorą.

- Prawdę mówisz powiada starszy możemy zabezpieczyć. Pisarza mamy, pojedziemy do miasta i potrzebne pieczęci przyłożymy.

- Jakaż będzie cena: - zapytał Pachom.

- Cena u nas jedna. 1000 rubli za dzień. Nie rozumiał Pachom. Jakaż to miara dzień? Ile w niej zmieści się dziesięcin? - Tego - mówi - nie potrafimy obliczyć. Sprzedajemy na dzień tyle ile się obejdzie w ciągu dnia, to będzie twoje, a cena 1000 rubli. Pachom się zdziwił. Przecież powiada w ciągu dnia obejść można dużo ziemi.

Stary zaśmiał się. Cała będzie twoja mówi tylko jeden warunek. Jeśli za dnia nie wrócisz do tego miejsca, z którego wyruszysz przepadły twoje pieniądze

-Jakże pyta Pachom zaznaczyć którędy przechodziłem?

- Staniemy na miejscu, które wybierzesz sobie, będziemy stali, a ty idź naprzód, zakreśl koło, zabierz ze sobą skrobak i gdzie potrzeba zaznaczaj. Po rogach kop dołki, kładź tarninę potem od dołka przejedziemy pługiem. Zakreśl koło, jakie chcesz, bylebyś przed zachodem słońca wrócił do tego miejsca, z którego wyjdziesz rano. Ile obejdziesz, wszystko twoje. Uradował się Pachom. Postanowił wyruszyć wczesnym rankiem.

VII
Położył się Pachom na pierzynie, ale zasnąć nie może. Stale o ziemi myśli. Z 50 wiorst obejdzie w ciągu dnia. Dzień teraz długi, jak rok, ileż to będzie ziemi w kole 50-wiorstowym?

Gorszą ziemię później sprzedam, albo chłopów sprowadzę, lepszą sobie wezmę, sam na niej osiądę. Do dwóch pługów wołów zakupię, ze dwóch robotników wynajmę, na 50 dziesięcinach będę orał, a na reszcie będę bydło pasał.

VIII
Zebrali się Baszkirowie, wsiedli niektórzy na konie, inni na wozy pojechali. Pachom z parobkiem w powozie jechali, w ręku trzymali skrobak. Przyjechali na step, pokazała się zorza. Wjechali na pagórek. Wysiedli z powozu, zeszli z koni, zebrali się w gromadkę. Podszedł starszy do Pachoma, wskazał ręką. -To wszystko powiada nasza gdzie okiem rzucisz. Wybieraj co chcesz.

Rozpaliły się oczy Pachoma. Ziemia cała porośnięta trawą, równą jak dłoń, czarna jak mak, tu mały wąwóz tam trawy rosną, sięgające piersi. Zdjął starszy lisią czapkę, rzucił na ziemię.

- To mówi będzie znak. Stąd ruszaj i tutaj wracaj. Ile obejdziesz wszystko będzie twoje.
Pachom wyjął pieniądze, położył do czapki, zdjął wierzchnie ubranie, został w samej kamizelce, mocniej podciągnął pas, włożył torbę z chlebem za pazuchę, kamienną flaszkę z wodą, przywiązał do pasa, podciągnął cholewy, wziął skrobak do ręki i wyruszył w drogę. Pomyślał: "Pójdę w kierunku wschodu słońca". Stanął twarzą do słońca, poczekał aż się pokaż e zza brzegu horyzontu.

Szedł ani wolno, ani szybko. Odszedł z wiorstę, przystanął, wykopał dołek, położył darniny, aby lepiej zaznaczyć miejsce. Poszedł dalej. Wykopał jeszcze jeden dołek.

Oglądnął się. Widać było wzgórze i ludzi na nim; Pomyślał Pachom, że uszedł z 5 wiorst. Rozejrzał się, zdjął kamizelkę, zarzucił na ramię, poszedł dalej. Ciepło się zrobiło. Spojrzał na słoneczko. Już czas na śniadanie. Jeszcze za wcześnie zawracać. Muszę tylko zdjąć buty. Usiadł, zdjął buty, za pas włożył, poszedł dalej. Lżej było iść.

- Przejdę jeszcze myśli z 5 wiorst, wtedy zacznę skręcać w lewo. Miejsce ładne, szkoda rzucać. Poszedł jeszcze prosto przed siebie. Obejrzał się wzgórze ledwie widoczne, i na nim ludzie jak mrówki.

-Teraz myśli Pachom trzeba skręcać. Spocony jestem pić się chce. Zatrzymał się, wykopał większy dołek, położył darniny, odwiązał kamienną flaszkę, napił się i ostro skręcił w lewo. Szedł i szedł. Trawa była wysoka, zrobiło się gorąco. Zaczął Pachom odczuwać zmęczenie, popatrzył na słoneczko, widzi mi się pora obiadowa. Teraz myśli trzeba wypocząć. Usiadł, zjadł trochę chleba z wodą, ale nie położył się: myśli jak położę się to zasnę. Posiedział trochę i poszedł dalej. Zrobiło się bardzo gorąco, chciało się spać. Jednak stale szedł i myślał godzinę pocierpię, a wiecznie radować się będę. Uszedł po tej stronie daleko. Chciał w lewo skręcać ale widzi wąwóz wilgotny, szkoda rzucać, tutaj ładny len się urodzi. Znów poszedł prosto. Obszedł wąwóz,, wykopał dołek za wąwozem, skręcił za drugi róg. Oglądną! się za siebie; od gorąca unosiła się mgła przez mgłę ledwie widział ludzi na pagórku. Zaczął trzeci bok czworoboku zakreślać i dodawać szybkości. Ledwo uszedł z dwie wiorsty, zauważył, że do miejsca skąd wyruszył pozostało jeszcze z 15 wiorst. "Trzeba się spieszyć prostą drogą. Nie zabiorę nic zbytniego. Ziemi i tak mam dużo". Wykopał Pachom dołek i zakręcił prostą drogą do pagórka.

IX
Idzie Pachom wprost do pagórka. Mocno się spocił, pociął sobie bose nogi. Chce mu się wypocząć, ale nie może nie zaszedłby przed zachodem słońca. Słońce nie czeka stale idzie w dół. Ach myśli czy nie pomyliłem się, czy nie zabrałem zbyt dużo? Co się stanie jak nie zdążę? Do miejsca daleko a słońce tuż nad horyzontem.

Biegnie Pachom koszula i spodnie lgną do ciała w ustach wyschło. Piersi podnoszą się jak miechy kowalskie, w sercu młotek bije nogi uginają się jak nie swoje. Straszno mu się zrobiło byleby nie umrzeć z wysiłku. Boi się umrzeć ale zatrzymać się nie może. Myśli: "tyle przebiegłem gdybym teraz stanął nazwaliby mnie durniem". Biegnie, biegnie dobiega już do pagórka i słyszy: krzyczą do niego Baszkirowie, lecz od ich krzyku jeszcze gorzej serce się jego rozpęka. Biegnie Pachom ostatkiem sił słońce chyli się do horyzontu, zaszło za mgłą; jest duże i krwiste. Ale do miejsca też już nie daleko. Widzi Pachom jak ludzie na pagórku rękami do niego wymachują, popędzają go. Widzi lisią czapkę na ziemi i swoje pieniądze. Widzi starszego jak siedzi na ziemi, rękami trzyma się za brzuch. "Ziemi myśli jest dużo, ale czy Bóg pozwoli mi na niej żyć. Zginąłem myśli nie dobiegnę". Spojrzał Pachom na słońce. Już doszło do ziemi i zaczęło zachodzić. Dobył pachom ostatnich sił, pochylił się ciałem naprzód ledwo niosły go nogi. Podbiegł Pachom do pagórka, nagle zrobiło się ciemno. Oglądnął się, słońce zaszło. Zastękał Pachom "Przepadły myśli moje trudy". Już chciał przystanąć, gdy usłyszał jak Baszkirowie gwiżdżą. Przypomniał sobie, że z dołu jemu się wydaje że słońce zaszło, ale na pagórku jest jeszcze jasno. Poderwał się i wbiegł na wzgórze. Widzi czapkę. Przed czapką siedzi starszy śmieje się trzyma się rękami za brzuch. Pachom jęknął nogi pod nim się ugięły, upadł naprzód rękami chwycił czapkę. - Co za zuch krzyknął starszy zawładnął naszą ziemię. Podbiegł parobek Pachoma, chciał go unieść ale z ust krew mu się puściła, upadł martwy.

Mlasnęli Baszkirowie językami, pożałowali nieboraka. Parobek wziął skrobak, wykopał dla Paroma grób, dokładnie tyle ile mierzył od stóp do głów, na trzy arszyny ziemi i pochował go.

Lew Tołstoj

Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 2/2001


15.06.2001
Clarence Darrow - adwokat biednej Ameryki

Poniżej przedstawię sylwetkę człowieka, który uczynił bardzo wiele dla ruchu rewolucyjnego i idei wolności, który choć sam nie był rewolucjonistą (jego poglądy można określić raczej jako liberalne), mimo iż nie brał udziału w strajkach i strzelaninach z policją, to zawsze gotów był stanąć w obronie ludzi walczących o lepszą przyszłość, poświęcając tej idei całe życie, rezygnując z błyskotliwej kariery i milionowych kontraktów.

Clarence Seward Darrow bo o nim tu mowa urodził się 18 kwietnia 1857 r. W małym miasteczku stanu Ohio, Framdale. W 1844 r. jego rodzina przeniosła się do Kinsman, które od tej pory Clarence będzie nazywał swoim miastem rodzinnym. Darrowowie uchodzą w miasteczku za agnostyków i wolnomyślicieli.

Ojciec Clarenca Amirus zarabiał na życie jako stolarz, jednak nie wiele czasu poświęcał swojej profesji bardziej interesowało go zgłębianie ksiąg z zakresu prawa, historii, filozofii, metafizyki i literatury, co sprawiało, że rodzina żyła na granicy ubóstwa. Matka Emily nigdy jednak nie robiła mu z tego powodu wyrzutów, gdyż sama kochała książki. Była aktywistką ruchu sufrażystek, udzielała się również w różnego typu ruchach liberalnych. Clarence był więc wychowywany w duchu wolnomyślicielskim i humanistycznym. Z powodu kryzysu gospodarczego, który ogarnął Amerykę w 1873 r. Clarence nie był w stanie ukończyć studiów. Po kilku miesiącach pracy w warsztacie ojca otrzymał propozycje nauczania w szkole w Vernon. Zaraz po objęciu tej posady zaczął rewolucjonizować sposób nauczania; zniósł kary cielesne i zerwał z programem opartym na nakazach moralnych, czym zjednał sobie sympatię uczniów i niechęć konserwatywnych rodziców. Trzy lata później praca nie przynosiła mu już jednak takiej satysfakcji, coraz bardziej zaczyna pociągać go prawo. Metody nauczania uniwersyteckich profesorów nie odpowiadały jednak jego wyobrażeniom o tej dziedzinie. Został więc samoukiem a w wieku 21 lat udało mu się zdać egzamin przed komisją adwokacką.

Następne 9 lat to w jego życiu okres stabilizacji; ożenił się, został ojcem, założył niewielką kancelarię. Jednak znudzony prowincjonalnymi przyjemnościami postanowił przenieść się do Chicago. Tam poznał Johna Altgelda późniejszego gubernatora Illinois i jego wieloletniego przyjaciela (wsławił się on min. ułaskawieniem pozostawionych przy życiu anarchistów skazanych w tzw."Procesie Haymarket"). Błyskotliwy umysł Clarenca zapewnia mu bardzo szybko miejsce wśród elity intelektualnej miasta. Nie idzie to jednak w parze z sukcesem zawodowym. W wieku 36 lat kiedy dał się poznać jako ceniony radca prawny Urzędu Miejskiego, wpłynęła do niego oferta pracy od Kolei Chicagowskich. Praca dla wielkiej korporacji nie bardzo odpowiadała jego przekonaniom, jednak po namowach przyjaciół postanowił ją przyjąć. Nie porzucił jednakże swoich dawnych ideałów, często pomagał poszkodowanym robotnikom i pasażerom wbrew interesowi firmy. W 1894 r. nastąpił radykalny zwrot w jego karierze, w tym właśnie roku zastrajkowali pracownicy firmy produkującej wagony sypialne Pullmana. Amerykański Związek Kolejarzy ogłosił strajk solidarnościowy. 4 lipca bez żadnych podstaw prawnych do Chicago wkroczyło wojsko wezwane przez kierownictwo kolei. Darrow zdając sobie sprawę, że zarząd chce doprowadzić do wybuchu zamieszek i obarczyć za nie odpowiedzialnością związek oraz, że kwestią czasu jest wtrącenie do więzienia jego przywódców, złożył wymówienie i postanowił włączyć się do obrony związkowców. 8 lipca wojsko otwarło ogień do strajkujących, zabijając 3 robotników. Wieczorem pod zarzutem spisku i pogwałcenia ustaw federalnych, aresztowany zostaje przewodniczący związku kolejarzy Eugene Deds. Później zatrzymano jeszcze 7 związkowców, którym zarzucano wszelkie możliwe przestępstwa. W trakcie procesu Darrow zmiażdżył argumenty oskarżenia i sam przeszedł do kontrataku oskarżając Stowarzyszenie Dyrektorów Generalnych o łamanie konstytucji i przestępczy spisek.

Prokurator wiedząc, że nie ma szans na zwycięstwo przed ławą przysięgłych, i że dalsze przeciąganie sprawy ujawni tylko zbrodnicze działania dyrekcji, "przekonał" jednego z przysięgłych, aby poszedł na zwolnienie lekarskie. Sprawa została odroczona i bez żadnego uzasadnienia nigdy jej nie wznowiono. Wymiar (nie)sprawiedliwości będący na usługach k