![]() |
|||
|
15.10.2001 Nadzieja,
na co? Na samorządną rzeczpospolitą gdzie miano by rzeczywisty wpływ na
własne życie, społeczność lokalną w miejscu zamieszkania i pracy. Wpływ
na zagospodarowanie czasu i przestrzeni we wszystkich jej aspektach społecznych
( np. kultura, edukacja, umowy społeczne, prawo,
). Nadzieje te wyrosłe
na naszej tęsknocie za godnym życiem, za życiem w wolności będącej fundamentem
naszej tożsamości, częścią naszego człowieczeństwa poprzez pokolenia stały
się one składnikiem naszej tożsamości narodowej, częścią naszego ducha,
kultury. Uwidoczniło się to najmocniej podczas walki z WŁADZĄ zaborców,
podczas walki z WŁADZĄ "komuny" i być może uwidoczni się teraz
podczas walki z WŁADZĄ międzynarodowych korporacji, z WŁADZĄ biurokratycznego
państwa stojącego na straży ich interesów niesprawiedliwego procesu wyprzedaży
dorobku pokoleń dokonywanej pod dyktando WŁADZY międzynarodowych instytucji
polityczno-finansowych (WTO - Światowa Organizacja Handlu, IMF - Międzynarodowy
Fundusz Walutowy, WB - Bank Światowy). W warunkach ucisku nasze społeczeństwo
zawsze swoją wolność realizowało poprzez samoorganizację ( koła samokształceniowe,
kluby dyskusyjne, spółdzielczość, kasy pomocy, związki zawodowe, wolną
prasę, kulturę, zrzeszenia,
). W latach 80-tych, w tym gorącym okresie
umieliśmy się organizować oddolnie, z potrzeby serca, by walczyć o swoje
- o godność i o wolność. Sięgnięto wtedy po sprawdzone metody solidaryzmu
i pomocy wzajemnej, obywatelskie nieposłuszeństwo, bojkotu państwa. Idee
te w praktyce realizował podczas zaborów społecznik i polski anarchista,
myśliciel Edward Abramowski, z którego doświadczeń czerpano pełnymi garściami,
zawiązując pierwszą solidarność, tą prawdziwą z małej litery i naprawdę,
a nie tą z wielkiej litery i w cudzysłowu jaką nam teraz próbuje się sprzedać.
Sięgnięto też i po spuściznę rewolucyjnych związków zawodowych, w których
anarchiści w wielu krajach za wolność i godne warunki życia i pracy przelewali
swą krew (U.S.A., Hiszpania, Włochy, Francja, Niemcy, Argentyna, Meksyk,
). Tak, w imię Wolności, Godności i Pomocy Wzajemnej, został zachwiany
ten kolos - znienawidzony ustrój zniewolenia - WŁADZA. Jednak
gangrena dość wcześniej dopadła związkowe elity. Sprzedano wolność dogadując
się przy okrągłym stole dzieląc się współudziałem we WŁADZY nad zdezorientowanym
społeczeństwem ogłuszonym wizją dobrobytu i "normalności". Pięknie
nas wszystkich wyręczono i urządzono nam "nową" rzeczywistość.
Bierność nasza, nasze społeczne zaniechanie wzięcia odpowiedzialności
za własny świat wykorzystali polityczni biznesmeni. Za błyskotki i paciorki
z katalogów witryn sklepowych sprzedano swych braci i siostry. Z
naszej samorządności mamy dziś odgórnie wprowadzone lokalne oddziały WŁADZY,
poletka rozgrywek partyjnych interesów, służalczo przeprowadzające dyrektywy
z Warszawy, Brukseli w imieniu ICH interesów, nie licząc się i nie pytając
o opinię mieszkańców. Zamiast godnych warunków pracy mamy gospodarkę zależną,
nie już od Związku Radzieckiego, ale od notowań na światowej giełdzie.
Gospodarkę, w której terrorem wzrastającego bezrobocia musimy konkurować
z niewolniczymi pracownikami Chin i reżimów III świata. Zakłady pracy
zamknięte, paromilionowe bezrobocie, faktyczną próbę likwidacji związków
zawodowych. Z
wolnych mediów pozostała nam koncesjonowana przestrzeń w eterze i podległe
WŁADZY dyktatu ekonomicznego politykierstwa gazety, telewizje, w których
jak za dawnych CZASÓW protesty społeczne przedstawia się jako wybryki
odmóżdżonych chuliganów, warchołów, elementu przestępczego. W czasie,
gdy policja strzela do robotników, chłopów, robi się ludziom wodę z mózgów
po to by za pomocą kamer zbierać informacje o ich życiu intymnym, o ich
orientacji seksualnych i politycznych preferencjach. Archiwa wydatki służb
specjalnych wzrastają. Mają już prawo do podsłuchu i prowokacji. WIELKI
BRAT czuwa. Uzbrojone za pieniądze unijne PSY tropią nielegalnych emigrantów,
naszych braci uciekających przed biedą i widmem wojny, jutro będzie tropić
każdą opozycję. Zamiast
sprawiedliwości mamy WŁADZĘ sądowniczą, która nie potrafi skazać policjantów
za zamordowanie 14 letniego dziecka, ale potrafi eksmitować na bruk emerytów,
niepełnosprawnych, bezrobotnych, rodziny, które mimo uczciwej pracy swych
rąk nie stać na zaspokojenie ambicji finansowych nowych właścicieli. Już
niedługo to może spotkać ciebie! Pomyśl. Zbliżają się wybory do parlamentu,
wybory nowych WŁADZ. Kolejny
raz talia znajomych, szyderczych twarzy przetasuje się na stołkach. Nie
dajmy się nabrać. AWS, SLD., UW., (czy rozłamowe grupki ambitnych politycznych
hochsztaplerów ) realizujące wciąż tą samą neoliberalną politykę przedstawia
co 4 lata coraz to nowe pakiety reform, które coraz bardziej dzielą nasze
społeczeństwo na partyjno-mafijną burżuazję i coraz biedniejszą resztę
społeczeństwa. I to bez względu na hasła i deklarowane wartości przed
wyborami. Czy nie czas przerwać tę farsę?! Czy nie czas poprzeć siebie,
swoich najbliższych, sąsiada, koleżankę z pracy? My wybraliśmy! Dość bierności, alternatywą wobec w ł a d z y jest tylko WOLNOŚĆ i POMOC WZAJEMNA a ich gwarantami MY WSZYSCY przy pomocy: samoorganizację lokalnych społeczności i pracowników w zakładach pracy, wewnętrzna dystrybucja części towarów usług, pomoc sąsiedzka, porozumienia producentów konsumentów - alternatywne systemy ekonomiczne nie oparte o zasadę bezwzględnego zysku finansowego, ale systemy dbające o zysk w wymiarze społecznościowym (np. L.E.T.S. ), kasy pomocy wzajemnej, towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, spółdzielnie, wolne media, prawdziwą wolność do zgromadzeń, wolna edukacja pozbawiona neoliberalnej propagandy, oddolne nie hierarchiczne samorządy i demokracja bezpośrednia, lokalne referenda, bojkot baństwa, zniesienie podatków, etyki, itp. 15.10.2001 "Ludzie powinni raczej pozostać niewykształconymi niż pozwolić się edukować swoim rządzącym. Taka edukacja nie jest niczym innym jak nakładaniem jarzma, wdrażaniem dyscypliny myśliwskiego psa, który dzięki śladom razów zostaje zmuszony do powściągnięcia najsilniejszych impulsów swej natury i zamiast pożreć zdobycz spieszy z nią do stóp swojego pana ".- Thomas Modkins "Ten, kto nie wdraża nowych środków zaradczych musi oczekiwać opłakanych skutków ".- Rober Bacon Jednym
z głównych powodów, dla których ludzie w ogóle zaczynają angażować się
w politykę jest rosnąca troska o kształt świata, jaki będą zmuszone odziedziczyć
ich dzieci. Jako przeciwnicy kapitalizmu zarówno prywatnego jak i państwowego,
wszyscy życzylibyśmy sobie patrzeć na to jak nowe generacje młodych ludzi
przyswajają sobie nasze "zdrowe" wartości. Jednak dla Systemu,
który pozwala, aby moralne i intelektualne normy były ustalane przez kulturę
masową ( tak, aby piętnowały indywidualność i odmowę uczestnictwa ) -
to życzenia obrazoburcze. Czy prowadzimy z góry przegraną bitwę? Czy możemy
się jednak jakoś upewnić, że przesłanie politycznej, społecznej i ekonomicznej
decentralizacji dotrze do przyszłych pokoleń? Moim
zdaniem polityczne i ekonomiczne przemiany muszą być poprzedzone Duchową
Rewolucją, która rozpoczyna się w sercach i umysłach jednostek rozprzestrzenia
się siłą przykładu. Jeśli nie potrafimy zmienić nas samych to jak możemy
wogóle oczekiwać, że inni zechcą kiedykolwiek podzielić nasz sposób widzenia
świata i w ten sposób pomogą nam zbudować alternatywę dla obecnie panującego
systemu? Co więcej, jeśli nie damy przykładu naszym dzieciom to niechybnie
stracimy je na rzecz dominującej obecnie anty-kultury teleturniejów, gangsta-rapu,
narkotyków czy konformistycznej apatii. Jedyna droga, która może doprowadzić
nas do celu, prowadzi przez odrzucenie samych podstaw systemu, poprzez
edukację naszych własnych dzieci. Począwszy
od drugiej połowy XIX wieku, kiedy to rozpoczęła się stopniowa ekspansja
proletariatu rodzice przestali podejmować trud wyedukowania własnych dzieci.
Obecnie większość z nich przekazuje je szkołom, które są państwowe lub
dotowane przez państwo. Jednak czy to normalne, że matkę, która sprzeciwia
się płacowemu niewolnictwu i ekonomicznemu poddaństwu wypycha się do pracy,
podczas gdy w tym czasie jej dzieci są indoktrynowane przez system, z
którym ona i jej małżonek aktywnie walczą? Oczywiście, że nie wyobrażamy
sobie, że piętnastolatek słyszy od swoich rodziców, że towarzystwo kolekcjonerów-zbieraczy
na obrzeżach rynku są systematycznie podkopywane przez grube ryby z centrów
przemysłowych. A niedługo przedtem tego samego piętnastolatka poinformowano
w szkolnej klasie, że Oświeceni i rewolucja przemysłowa przyczyniły się
do ogólnej poprawy bytu społecznego i że ma on napisać esej na temat "Bogactwa
Narodów Adama Smitha na następny wtorek". Powstrzymywanie się, co
3,4 dni przed pójściem do szkoły żeby poskarżyć się dyrektorowi, że ten
czy ów rodzic narusza ich przekonania, to wszystko, co rodzice mogą zrobić
w tej sytuacji. Jedyne wyjście stanowi zabranie dziecka ze szkoły i uczenie
go w domu. Domowa
szkoła nie jest oczywiście pomysłem nowym. Ostatecznie przed nadejściem
szkół i systemów edukacyjnych uważano za rzecz całkiem naturalną, że rodzice
wychowują swoje dzieci i uczą je. Często traktowano ten obowiązek jak
uświęcony. Dzisiaj wielu rodziców staje przed pewną oczywistością. Mianowicie,
że jeśli ludzie różnią się między sobą to istnienie 1-go programu nauczania
pokazuje, że zbiurokratyzowany system edukacji nie jest w stanie zaspokoić
wszelkich gustów. Poza tym obecny program nauczania jest mocno związany
z propagandą. Rodzice, którzy cenią niezależność twórczość niepokoją się
w związku z tym, czy ich dzieci będą miały możliwość odkrycia innego,
własnego zbioru duchowych wartości i politycznych rozwiązań. Warto też
zwrócić uwagę na fakt, że im mniej zależymy od państwowych instytucji
tym więcej wolności możemy odkryć w naszym życiu. Państwo może prosperować
jedynie tam, gdzie ludzie okazują mu posłuszeństwo w słowach i uczynkach.
Jednak pewnego dnia to się skończy, a wtedy Państwo stanie się zbędne
i zostanie wyparte przez rosnącą siłę wspólnoty. Największą
organizacją rozwijającą domowe nauczanie w Anglii jest " Edukacja
Inaczej " (Education Otherwise), która powstała z inicjatywy małej
grupy rodziców Leamington Spa w Warwickshire na początku 1977r. Grupa
szybko rozwinęła się i stała się organizacją samopomocy, która oferuje
porady i informacje rodzicom praktykującym lub dopiero poznającym arkana
domowego nauczania jako alternatywy oficjalnego szkolnictwa. Nazwa grupy
ma swój rodowód 36 paragrafie Ustawy Oświatowej, który mówi o tym, że
rodzice powinni odpowiadać za swoje dzieci i zapewnić im " systematyczną
efektywną edukację odpowiednią do ich wieku, warunków i zdolności oraz
innych szczególnych potrzeb wychowawczych: poprzez regularne posyłanie
do szkoły lub inaczej ". Pomimo, że oświata w tym kraju jest obowiązkowa
- to sama szkoła nie. Jednakże, jeżeli rodzice nie potrafią zapewnić lokalnych
władz oświatowych, że są w stanie zagwarantować dziecku odpowiednie wykształcenie
to mogą otrzymać wezwanie do sądu i być oskarżeni o popełnienie wykroczenia.
Mogą jednak próbować dowieść, że dziecko jest nauczane odpowiednio, powołując
się w swojej obronie na paragraf 36. Jeśli oficjalnie opuściły one szkołę
( tj. zostały z niej wypisane ) to władze są zobowiązane, aby dać rodzicom
czas na ułożenie programu edukacyjnego. Kiedy to się stanie, to jedynym wymaganiem jakie stawia im Państwo to zgoda na cykliczne wizyty lokalnego przedstawiciela władz oświatowych, który sprawdza wyniki w nauce w odniesieniu do realizowanego indywidualnego programu i formy edukacji jaka jest w tym przypadku realizowana. Nauczanie
w domu ma niekończącą się listę zalet, dzieci: "Edukacja
inaczej" stara się również zapewnić swoim członkom dostęp do pełnej
gamy doraˇnych usług. Pilnuje, aby wszystkie rodziny miały swobodę wyboru
typu kształcenia, jaki najbardziej im odpowiada. Grupa ta nie ma żadnego
innego źródła finansowania prócz składek i darowizn pochodzących od jej
członków. W 1991r. liczba uczestników była szacowana na ok. 2000 rodzin,
grup i jednostek, jednostek tym 600 wykwalifikowanych nauczycieli. W roku
1995 do organizacji przyłączało się średnio 100 rodzin w miesiącu. Obecnie
według niektórych szacunków co najmniej 12000 rodzin praktykuje edukację
w oparciu o dom (w Anglii i Walii). Wszelkie
działania dodatkowe "Edukacja Inaczej" wykonuje rękami wolontariuszy.
Istnieje sieć około 70 koordynatorów - wolontariuszy na terenie całego
kraju. Wielu z nich dostarcza rodzinom specjalistycznej pomocy naukowej
w określonych dziedzinach wiedzy. Odbywają się też cykliczne seminaria,
konferencje, spotkania i warsztaty dla uczniów. Dodatkowo sieć dostarcza
wszystkim uczestnikom listę kontaktową zawierającą nazwiska, adresy i
daty urodzenia zainteresowanych. Ta lista jest środkiem uwspólniania zasobów
organizacji. Dostarcza informacji o specjalnych potrzebach i sposobach
ich zaspokajania, które umożliwia sieć. Innymi
słowy, działa ona w większości tak jak spółdzielnia, w której umiejętności
i doświadczenia są dzielone wewnętrznie, z korzyścią dla wszystkich członków. "Edukacja
Inaczej" lubi podkreślać fakt, że nie zaleca ona żadnej szczególnej
formy nauczania, lecz dostarcza jedynie narzędzi w postaci porad, różnorakiego
wsparcia. Rodzice sami powinni dokonywać wyborów w kwestiach dydaktycznych
potrafić dostarczać sobie materiały we własnym zakresie, ponieważ Państwo
odmawia im jakiegokolwiek finansowego wsparcia. Mogłoby to sugerować,
" że edukacja w domu jest sprawą kosztowną, szczególnie, dla tzw.
Klasy pracującej ", jednak nie jest to do końca prawda. Wiele podręczników
można wypożyczyć w bibliotekach. Antykwariaty mogą z kolei pomóc w zdobywaniu
różnych interesujących encyklopedii, słowników itp. Za bardzo małe pieniądze.
Jeśli jakaś grupa "alternatywnych" rodziców zechciałaby urządzić
swoim dzieciom wspólne miejsce nauki, to można przecież dzielić się pomocami
naukowymi. Miejsce do nauki to może być po prostu pokój w zwykłym domu,
gdzie umieszcza się tablicę, niewielki zbiór szkolnej literatury, materiały
do malowania, rysowania i modelowania. W
Ameryce jest grubo ponad milion rodzin uczących dzieci w domu. Według
wypowiedzi dr Rolada Meighana wykładowcy na uniwersytecie w Birmingham:
"badania wykazują, że większość dzieci kształconych warunkach domowych
jest o 2 lata bardziej zaawansowanych w nauce niż ich rówieśnicy uczący
się w szkołach". Zapewnia on także, że oficjalna edukacja wyobcowuje
dzieci z procesu uczenia się, podczas gdy nieoficjalna uczy je samodzielnej
motywacji. Rodzice są w stanie projektować programy interesujące dla ich
latorośli, używając szerokiej gamy środków: od wybranych programów telewizyjnych
po wizyty w miejscowych muzeach i biblioteczkach. Wyboru można dokonywać
spomiędzy przedmiotów teoretycznych jak również programów komputerowych,
czytania, gier, muzyki, gotowania, rzemiosła, sportu i aktywności na świeżym
powietrzu. Niektórzy
rodzice być może martwią się, że domowe nauczanie uniemożliwi ich pociechom
pójście na studia, kiedy osiągną odpowiedni wiek, gdyż nie będą w stanie
przebrnąć przez testy i egzaminy, tymczasem zdaniem jednego z członków
komisji rekrutacyjnej na studia: "Nasz
uniwersytet chętnie przyjmuje podania kandydatów kształconych domach.
Wierzymy, że posiadają oni pasję wiedzy, niezależność pewność siebie,
czyli cechy, które umożliwiają im realizowanie programów studiów stanowiących
największe intelektualne wyzwania". Z tego wynika, że szkoły musiałyby
się nieodwołalnie usunąć w cień, gdyby całe społeczeństwo przyłączyłoby
się do sieci centrów nauczania, dzięki której ludzie sami mogliby pełnić
kontrolę nad edukacją w swoich rodzinach. Jeśli
"alternatywni" rodzice mieliby możliwość zaznajamiania się z
innymi, podobnymi rodzinami na danym terenie, to być może udałoby się
ochronić małych autsajderów przed szkodliwym, zewnętrznym przymusem. Szkoły,
poprzez zamykanie trzydziestki czy czterdziestki osobników tym samym wieku
w jednym pomieszczeniu, tworzą sztuczne środowiska. Poza tym, są to przecież
instytucje zaprojektowane tak, aby przekształcać młodych ludzi w gotową
siłę roboczą. Nie starają się wcale przekazywać im ich historycznego i
kulturowego dziedzictwa, lecz stosują technologię linki produkcyjnej w
celu przystosowania ich do pracy w nudnej scenerii hali fabrycznej czy
komputerowego terminalu. Zacytujmy ponownie Marka Halstead'a : "Rodzice, którzy uczą swe dzieci w domu czują, że zawsze jest mnóstwo czasu, aby nauczyć się zmagać z ponurą rzeczywistością nudnej powtarzalnej pracy. Być może uczą je w ten sposób, ponieważ nie chcą, aby i one zaakceptowały ten model. Mają za to nadzieję, że ich dzieci rozwiną w sobie indywidualność pomysłowość, która przygotuje je do życia interesującego pełnego przygód". Tłumaczyła Monika Koźlakowska Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 3/2001 15.10.2001 Spuścizna
myślowa Edwarda Abramowskiego (1868 - 1918) wpisuje się w nurt refleksji,
którego celem jest ukazanie koniecznych i możliwych warunków przemiany
człowieka rozumianego jako animal sociale. Abramowski, związany we wczesnej
młodości z marksizmem, na gruncie rozbudzonych w ten sposób zainteresowań
problematyką kształtu przyszłego świata społecznego formułuje póˇniej
własną, oryginalną myśl. Jej kształt będą współtworzyć wyniki studiów
nad problemami socjologii, filozofii oraz wchodzącej wówczas na nowe tory
psychologii. Horyzont
problemowy, jaki interesował Abramowskiego, można najogólniej scharakteryzować
jako pytanie o to, jak połączyć konieczne uwarunkowania rozwoju form świata
społecznego z dowolnością, która leży u podstaw rozumienia owego rozwoju
jako pożądanego, ocenianego jako dobry z etycznego punktu widzenia. Chodzi
tu o stary problem pogodzenia porządku faktów i wartości. Jeśli bowiem
kierunek, w jakim ewoluują formy świata społecznego, jest wyznaczony przez
zależności swoiste dla tych form jako całości i poszczególne jednostki
wchodzące w ich skład nie mają na niego wpływu, to trudno mówić tu o prawdziwie
twórczej roli człowieka w jego własnej historii. Rola ta mogłaby co prawda
polegać - jak u Plechanowa - na pożądaniu tego, co i tak konieczne. Wolność
byłaby wtedy tym większa, im większe poparcie dla nieuchronnych procesów.
Człowiek widząc siebie jako element danej całości, uznałby ją za swoją,
przez co popierałby określony kierunek rozwoju przez sam fakt, że jest
to kierunek w którym zmierza "jego" całość. Sprawy
te Abramowski widzi jednak w innym świetle. Jest dla niego oczywiste,
że żadnych matematycznych zależności w historii nie ma, a tym bardziej
nie ma w historii ludzkiej zmian naprawdę niezależnych od człowieka. Historia
świata społecznego dokonuje się poprzez ludzkie sumienia, jak określa
to sam autor, czyli poprzez pryzmat jednostkowych potrzeb. Trzeba znaleˇć
dla faktów i wartości jakieś ogniwo pośrednie, bo w przeciwnym wypadku
człowiek albo byłby wobec własnej historii bierny, albo też tworzyłby
tę historię zupełnie arbitralnie. Jeśli jednak celem rozważań, a tak jest
u Abramowskiego, jest udowodnienie konieczności, możliwości i pożądalności
zmian, żaden z wyżej wymienionych członów alternatywy nie wchodzi w rachubę.
Obiektywnie stwierdzona konieczność odbiera bowiem ludziom motywację do
walki o lepszy świat i czyni z niej coś w rodzaju sekundowania zachodowi
słońca, które i tak zajdzie bez względu na towarzyszący temu aplauz. Abramowski
zauważa, analizując przemiany ekonomiczne na przestrzeni dziejów, że taki
obiektywny i niezależny od człowieka proces w ogóle nie ma miejsca; protestuje
przeciw materializmowi dziejowemu rozumianemu jako opis produkcji - determinantu
przeobrażeń ustrojowych. Koncepcja Abramowskiego kładzie nacisk na rzeczywistą
rolę człowieka w ostatecznym kształcie jego historii. Technika jest współzależna
od kultury - siły wytwórcze są powiązane z wartościami i ideałami, gdyż
nowe formy produkcji wyłaniają się dzięki ludzkim uzdolnieniom i potrzebom.
To właśnie współdziałanie uzdolnień i potrzeb jest w rzeczywistości motorem
historii w jej marszu od społeczeństwa rodowego, poprzez niewolnictwo,
feudalizm i kapitalizm aż do socjalizmu. Według Abramowskiego u myślicieli
marksistowskich brakuje tego rozpoznania, co skutkuje rozumieniem idei
jako epifenomenu przemian ekonomicznych. Tymczasem czynniki ekonomiczne
nie dają się wydzielić z organizmu życia społecznego, ponieważ mają one
w nim swe przyczyny - produkcja to nic innego, jak ucieleśnienie, "zobiektywizowanie"
w świecie materialnym sił wytwórczych i potrzeb społeczeństwa. O
tym, że położenie nacisku na konieczne uwarunkowania przemian społecznych
jest błędem, świadczy także historia związków zawodowych. Nie przyniesie
spodziewanych rezultatów bierne oczekiwanie, aż nowy świat stworzy się
sam, dzięki temu jedynie, że nędza zrodzona przez teraźniejszy ustrój
i nękająca świat pracy spowoduje powstanie organizacji robotniczych. Nędza
nie tworzy wcale świadomości rewolucyjnej - nie jest prawdą, że samo istnienie
organizacji robotniczych wystarczy do tego, aby wszystko potoczyło się
samo, tylko dlatego, że wiemy od Karola Marksa, iż przyszły świat będzie
stworzony przez ludzi pracy dla ludzi pracy. Potrzebne jest rozbudzenie
aktywności wśród robotników, a to oznacza, że nic nie dzieje się automatycznie.
Rozbudzona aktywność jednostkowa uczyni z robotników prawdziwych twórców,
organizatorów i uczestników przemian. Z drugiej strony nie jest też tak,
jakoby żadnych prawidłowości rozwojowych nie dało się stwierdzić, i że
- jak u socjalistów utopijnych - sama chęć stworzenia nowego świata wystarczy,
by taki świat powstał. Opierając się zatem na faktach, którymi są stwierdzone
historycznie tendencje rozwojowe, (choć, jak widzieliśmy, tendencje te
są współtworzone przez człowieka, a nie niezależne od niego) oraz widząc
warunki ich rozwinięcia w przyszły świat ideałów, należy teraz zarysować
plan działania i jego wszechstronne uzasadnienie. Swój
wykład specyficznego rozumienia socjalizmu i roli człowieka we własnej
historii przedstawia Abramowski najbardziej wyczerpująco w pracy "Zagadnienia
socjalizmu" z roku 1886. Zastanawia się tam nad wspomnianą już przynależnością
idei socjalistycznej do dwóch światów - faktów i wartości, czy jak to
pisze sam autor - nauki i tworzenia. Socjalizm badając zależności przyczynowe
mówi nam zarazem jak powinno być, czyli widzi siebie jako nurt tworzący
historię. Socjalizm jako wynik dziejowy jest dla Abramowskiego jedynie
przypuszczeniem, zaś pewnikiem jest jako ideał (1), i ten idealistyczny
wymiar socjalizmu przeważa nad naukowym (gdyż urzeczywistnienie idei socjalistycznej
zależy ostatecznie od świadomych wysiłków proletariatu). Jak już wiemy,
czysto ekonomicznej ewolucji być nie może, przyczynami bądź skutkami przemian
ekonomicznych są bowiem fakty należące do porządku idealnego, to jest
potrzeby, pomysły, cele. Połączenia porządków przyczynowego i twórczego
szuka Abramowski w epistemologii. Wyniki
dociekań epistemologicznych mówią nam bowiem, że wszystko, z czym wchodzimy
w kontakt, jest zjawiskiem, a "wszystko, co jest, nie w znaczeniu
metafizycznym lecz pozytywnym, tj. co jest jako rzecz mogąca wejść w zakres
doświadczenia naszego [...], jest wskutek tego tylko, że stanowi przedmiot
naszej myśli lub nim być może" (2). Stanowisko to nie powtarza bynajmniej
tez filozofii Berkeleya (3), a znać w nim po prostu echa kantowskiego
przekonania o twórczej roli podmiotu transcendentalnego w procesie poznania.
Wszystko, co jest dla nas zjawiskiem, jest nim niejako dzięki nam, i nie
jest tak, że możliwe jest zetknięcie się ze zjawiskiem, które byłoby od
nas zupełnie niezależne, dane z zewnątrz. Być więc, to być możliwością
myśli. Tym, co warunkuje zjawisko, nie będąc nim zarazem, jest "ja".
Jak u Kanta, na dowolność w świecie zjawisk nie ma miejsca. Jest ono za
to w porządku tego, co zjawiska warunkuje. Zjawisko ma zatem dwa aspekty
- pozytywny, czyli świat determinacji oraz negatywny, czyli to, co warunkuje
zjawisko samo nie będąc uwarunkowane i zdeterminowane. Podobnie
jak z wszystkimi innymi zjawiskami, rzecz ma się ze zjawiskami społecznymi.
Mają one rzeczowo-psychiczny charakter. Zjawiska fizyczne stają się społeczne
wtedy, gdy je "uwewnętrzniamy", nadajemy im sens inkorporując
je do świata ludzkich znaczeń (tak na przykład złoto stało się z metalu
drogocennym kruszcem, zastąpionym potem przez pieniądz). Z drugiej strony
stany psychiczne ulegają obiektywizacji, na przykład w prawach, w społecznie
funkcjonujących zwyczajach i ideach. Wszelkie intersubiektywnie istniejące
idee są nimi dlatego, że odwołują się do jednostkowych potrzeb. Idea komunizmu
na przykład mogła stać się ideą wyzwolenia klasy gdyż jest zrozumiała
dla każdego jako idea wyzwolenia poszczególnych jednostek, a więc "mnie".
Urzeczowienie zjawiska psychicznego w formie panującego obyczaju, idei
lub instytucji powoduje jednak jego uniezależnienie od psychiki; ma tu
więc miejsce proces wyobcowania, który ostatecznie przejawia się tym,
że instytucje wyrosłe niegdyś z potrzeb, których były odzwierciedleniem,
tracą swoją siłę reprezentacyjną i zaczynają żyć własnym życiem. Tak urzeczowione
zjawiska wywierają ostatecznie negatywny wpływ na jednostki, stanowiąc
wyalienowane normy i struktury, z którymi człowiek posiadający inne potrzeby
nie jest w stanie się utożsamić. Ich obecność staje się więc bodˇcem dla
powstania nowych potrzeb. Celem
wszystkich tych rozważań jest udowodnienie sensowności wprowadzania kategorii
etycznych jako składowej socjalizmu. Skoro w wytworzeniu idei socjalizmu
brała udział percepcja, czyli myślenie i ocena, zrozumiałym jest fakt
ewaluacji procesu historycznego i możliwość formułowania ideału porządku
społecznego. Jeśli porządek ten nie tworzy się sam, a właśnie poprzez
ludzi i ich zobiektywizowane w instytucjach i normach potrzeby, rola poszczególnych
członków społeczności w jego tworzeniu jest ogromna. Formułowanie ideałów
jest wiec oczywiste i wynika z natury świata społecznego. Z
drugiej strony jeśli kształt świata społecznego tak bardzo zależy od człowieka,
tym bardziej zależy od niego wprowadzenie w życie idealnego świata przyszłości.
Skoro motorem postępu są ludzkie potrzeby, będą one także motorem ucieleśnienia
ideału. To ideał ma stanowić ludzką potrzebę, to potrzeba życia w nowym
świecie ma poderwać ludzi do jego stworzenia. Takie spojrzenie wymaga
rozumienia procesu wdrażania nowej idei życia społecznego jako oddolnego,
a nie odgórnego, inaczej bowiem przerodziłby się on w "blankizm",
czyli w przemoc dokonywaną na ludziach w imię ich dobra. Wprowadzona odgórnie
zmiana zewnętrznej formy ustrojowej byłaby zmianą pozorną - ludzie pozostaliby
wszak tacy sami, a to za mało, by zapewnić trwałość nowemu światu. Abramowskiemu
chodzi o przemianę prawdziwą, spontaniczną i całkowitą, o wewnętrzną przemianę
jednostek współtworzących społeczny świat, o, że użyję sformułowania psychologii
humanistycznej, samorealizację. Nowy świat składać by się miał bowiem
z zupełnie nowych ludzi, nie skażonych konsumpcyjnym i egoistycznym stylem
życia charakterystycznym dla czasów kapitalizmu i konkurencji. Polski
filozof napisał: "[...] Nowy świat społeczny wymaga nowych ludzi.
Z natur niewolniczych nie mogą powstać instytucje wolnościowe. Z rabusiów
i pasożytów społecznych nie może powstać demokracja. Z ludzi goniących
tylko za zyskiem lub zbytkami nie może narodzić się sprawiedliwość społeczna"
(4). Dlatego konieczne jest przeprowadzenie rewolucji moralnej, dokonanie
zmian w potrzebach, w psychice robotników, nauczenie ich nowego myślenia.
Mechanizm w ten sposób pomyślanych przemian ma funkcjonować niezawodnie:
skoro ludzie będą mieli inne potrzeby, które zostaną odzwierciedlone przez
nowe instytucje, stare instytucje, przestawszy spełniać swoją rolę, stracą
rację bytu i znikną. Nastąpi zatem bezkrwawe zastąpienie jednego świata
drugim dlatego po prostu, że ludzie przestaną potrzebować starego świata,
a sama potrzeba nowego powoła go do życia. Ma to polegać na tworzeniu
w obszarze państwa (Abramowski ma na myśli przede wszystkim państwo polskie)
wszelkiego rodzaju stowarzyszeń - związków przyjaˇni, kooperatyw spożywczych
i innych, które zaczną wypierać fabryki kapitalistyczne i rzeczowe związki
międzyludzkie. Między kooperatywami zawiąże się współpraca, dzięki czemu
zniknie rynkowa konkurencja, a zorganizowany grupowo proces pracy uczyni
ją wydajniejszą i krótszą. W ten sposób robotnicy uzyskają więcej wolnego
czasu, który przeznaczyć będą mogli na rozwój swych osobowości. Ludzie
złączeni wspólnym interesem i wysiłkiem będą się nawzajem wspierać w imię
poczucia braterstwa, co zrealizuje ideał pokojowej wspólnoty. Zrzeszeni
wytwórcy odmówią korzystania z instytucji państwa zaborczego dlatego po
prostu, że uświadomią sobie, że nie jest to potrzebne, a nawet szkodliwe,
i stworzą własne. Państwo zaborcze natomiast, które straci tym samym wpływ
na swych obywateli, będzie musiało niejako ustąpić im pola, wycofując
swoją sieć administracyjną z terenów zaboru. Otworzy to Polsce drogę do
niepodległości. Byłby
to świat braterskiej współpracy, pomocy, wolnego czasu i "prawa do
lenistwa", którego znaczenie jest dla Abramowskiego, tak jak i dla
Lafarque`a, najistotniejsze. "Prawo do lenistwa" symbolizuje
tu podporządkowanie procesu pracy człowiekowi, a nie człowieka procesowi
pracy, symbolizuje twórczość i spontaniczność czyli powrót do utraconej
poprzez bezsensowny kierat beztroski. Na
razie jednak im bardziej autor zagłębia się w opisy pięknego świata przyszłości
- który jest w rzeczywistości światem przyszłości najbliższej, związanej
z odrodzeniem Rzeczypospolitej - tym lepiej widzi, jak daleka droga pozostała
jeszcze do przebycia. Robotnicy organizują się wprawdzie, lecz nie po
to, by dokonać rewolucyjnego przełomu, a po to jedynie, by poprawić swoją
doraˇną sytuację ekonomiczną. Za większe pieniądze gotowi są nadal pracować
dla kapitalistów. Przedkładają dodatkowe wynagrodzenie ponad ośmiogodzinny
dzień pracy, czyli zależy im na powiększeniu swoich zasobów materialnych
bardziej, niż na wolnym czasie. Popierają państwo zaborcze korzystając
z jego instytucji takich jak sądy czy policja, zamiast metodycznie wypowiadać
im posłuszeństwo i tworzyć instytucje alternatywne. W rzeczywistości mają
oni świadomość drobnomieszczańską. Abramowski oczekuje natomiast od nich
tendencji rewolucyjnej, a nie przystosowawczej. Aby ją wytworzyć, konieczna
jest propaganda i edukacja. Jak już wspomniano, chodzi o wywołanie inicjatywy
oddolnej, a nie wytworzenie aparatu przymusu, propaganda i przykład stanowić
zatem będą jedyne formy działania, a rewolucji innej niż moralna być nie
może. Abramowski szuka tutaj trzeciej drogi miedzy blankizmem a reformizmem.
Krytykuje zarówno wdrażanie w życie ideałów bez oparcia się na tych, dla
których się to robi, jak i ugodowość twórców nowego świata wobec świata
zastanego. Ugodowość taka nigdy nie będzie w stanie zrewolucjonizować
robotników, w rzeczywistości marnuje ona szansę na zaistnienie świata
ideałów, podtrzymując w ludziach cechy wytworzone w warunkach starego
ustroju. Nowy ustrój, jak wiemy, potrzebuje nowych ludzi. Ci nowi ludzie
to przede wszystkim tacy, którzy mają silnie rozwiniętą potrzebę samoobrony
przed państwem, chęć samopomocy i poczucie wspólnoty. Tworzenie instytucji
oddolnych przez samych zainteresowanych jest tą działalnością, która tworzy
nowego człowieka. Abramowski pisał: "Tworzenie demokracji przez samo
społeczeństwo, tworzenie jej istoty, jej sił wewnętrznych jest to zarazem
uzdrowienie życia i wyzwolenie moralne ludzi. Tam, gdzie rozwijają się
instytucje samopomocy, kooperatywy włościańskie i związki zawodowe [...]
tam jednocześnie zachodzić muszą [...] głębokie zmiany w zwyczajach i
duszach ludzkich. [...] W życiu jednostki zjawiają się cele, których nie
było, zjawia się uczucie samodzielnego tworzenia i solidarności ludzkiej.
[...] Słowem, tworzy się nowa kultura i nowy typ człowieka, który wyróżnia
zasadniczo społeczeństwo demokratyczne" (5). Jak
jednak uzasadnić filozoficznie możliwość dokonania zmiany w ludziach?
Na jakiej podstawie zakładać, że da się trafić do nich przykładem lub
wywołać oddolna inicjatywę? Jedyną możliwością jest odwołanie się do ukrytych
w głębi ich osobowości potencjałów i wyzwolenie ich. Innymi słowy, gdyby
ludzie "w rzeczywistości" nie byli już jednostkami z nowego
świata, lub jednostkami zdolnymi stworzyć ów świat, próby uczynienia ich
takimi nie miałyby sensu. Abramowski rysuje taki projekt antropologiczny,
w którym istoty ludzkie widzi wewnętrznie bardziej zdolne do stworzenia
lepiej zorganizowanego świata społecznego niż to się przejawia w jego
obecnych, historycznie ukształtowanych formach. Rzeczywista ludzka natura
jawi mu się jako twórcza, gotowa do moralnych zachowań, prawdziwie społeczna.
Chodzi teraz o to, by ją wyzwolić i zaprząc w świat zewnętrzny, czyniąc
potencjał ukryty zrealizowanym. Chodzi tu zatem o rodzaj samorealizacji
i spełnienia, o coś więcej niż tylko wykorzystanie tych ludzkich cech,
które skłaniają do afiliacji i altruizmu oraz stworzenie sytuacji, w której
cechy społecznie niepożądane nie będą miały okazji czy potrzeby by się
ujawnić. O tym, że tak jest, świadczy sformułowana przez Abramowskiego
teoria stanów agnostycznych. Jej treścią jest przekonanie, będące wynikiem
namysłu nad wynikami eksperymentów psychologicznych, o istnieniu poza
ludzką świadomością ukrytego, nieświadomego wymiaru psychiki - stanów
agnostycznych czyli kryptomnezji. Do teorii tej przywiodło Abramowskiego
odkrycie, że w umyśle ludzkim znajdują się treści, które odebrane przez
zmysły w procesie poznawczym nie zostały dopuszczone do świadomości. Teoria
stanów agnostycznych zajmowała w poglądach filozoficznych polskiego myśliciela
poczesne miejsce. Nieświadome obejmowało bowiem nie tylko informacje,
które nie dotarły do świadomości w procesie percepcji, tworząc podświadomość,
ale także takie, które znajdowały się w psychice niejako przed świadomością
czy poza nią. Do tych głębokich struktur przedświadomościowych zaliczał
Abramowski wspomnianą już i n t u i c j ę, czyli "jaźń cenestezyjną"
- wszelkie indywidualne odczucia i wrażenia, składające się na przedwerbalną,
pierwotną treść osobowości. Było to najgłębsze, przedintelektualne "ja"
człowieka, do którego dostęp możliwy był podczas stanów zawieszenia intelektu,
na przykład w czasie kontemplacji dzieła sztuki. W przeciwieństwie do
poglądów wyznawanych jeszcze podczas pisania "Zagadnień socjalizmu",
kiedy to najważniejsza dla autora była świadoma część psychiki (gdyż to
ona brała udział w życiu społecznym), w latach póˇniejszych Abramowski
odkrywa możliwości kryjące się w strukturach nieświadomych. Ów proces
zawieszenia intelektu, dzięki któremu następowało ujawnienie treści nieświadomych,
pokazywał bowiem ciekawą cechę ludzkiego umysłu - zawieszenie intelektu
wiązało się z chwilową anihilacją świadomej indywidualności, świadomego
"ja". Następowała wówczas transcendencja egoizmu i wszelkich
osobistych interesów. Ujawniająca się wówczas uczuciowa jaˇń głęboka za
swoim zaprzeczeniem "mnie" jako określonej osoby, ukazywała
zarazem moją swoistą bezosobowość, która według Abramowskiego stanowiła
prawdziwą, wewnętrzną społeczną istotą człowieka. Okazało się zatem, że
w każdym człowieku istnieje coś co można nazwać "ponadosobowym",
czy "międzyosobowym", a stan świadomości, jaki ma miejsce podczas
zawieszenia intelektu da się opisać jako bycie "człowiekiem w ogóle".
Tak więc "indywidualizm dochodząc do głębin swoich staje się zaprzeczeniem
indywidualizmu" (6). Przeżycie dotarcia do tego, co jest mną, a jednocześnie
nie jest mną bezwzględnie, nie jest co prawda dosłownym przeżyciem braterstwa
z innymi ludˇmi, jednak jest tego uzasadnieniem i warunkiem. Gdyby człowiek
nie był zdolny do realnego wyjścia poza ograniczenia własnego "ja",
nie mogłoby być mowy o rzeczywistym dotarciu do drugiego człowieka, o
prawdziwym braterstwie. Tu Abramowski znalazł niejako ontologiczne uzasadnienie
istnienia możliwości głębokich związków międzyludzkich. Rozumuje on jak
Schopenhauer, do którego wpływów zresztą się przyznaje - gdybyśmy nie
byli u podstaw naszych osób jednością z innymi, nie moglibyśmy prawdziwie
z nimi współodczuwać. To zasadnicza metafizyczna tożsamość ludzkości umożliwia
jednostkom odczuwanie wspólnoty. Możliwość głębokiego związku z innymi
ludˇmi musi być więc zagwarantowana niejako pierwotnie, ponieważ gdyby
ludzie posiadali jedynie swe świadome osobowości, klatki ich "ego"
nigdy nie pozwoliłyby na jego nawiązanie. W
ostatnim okresie swej działalności Abramowski zastanawiał się szczegółowo
nad istotą tej metafizycznej tożsamości i jej implikacjami. Pod koniec
życia, w czasach wykładów z metafizyki doświadczalnej, przedstawił kompleksowy
opis możliwości rozwojowych ludzkiego umysłu. Wyróżniając czternaście
rodzajów stanów agnostycznych, za najważniejsze uznawał filozof stany
agnozji religijnej i moralnej. Agnozja religijna polegała na takim zawieszeniu
aktywności intelektualnej, który umożliwiał dotarcie do rzeczywistości
absolutnej. Zgodność mistyków różnych czasów i kultur w opisie tej rzeczywistości
skłaniała Abramowskiego do wiary w jej realność. Agnozja moralna natomiast
polegała na przeżyciu poczucia braterstwa międzyludzkiego i międzygatunkowego,
w postaci uczucia więzi i współczucia, doświadczenia miłości i woli. Ideał
braterstwa jawił się Abramowskiemu w ostatecznym swym sformułowaniu jako
najwyższy wyraz rzeczywistości absolutnej, w której partycypuje człowiek
(7). Realizacja tego ideału, który filozof uznawał za wzór rozwojowy gatunku
ludzkiego, była celem ewolucji przyrody. Celem ewolucji nie tylko ludzkiego
umysłu, ale i przyrody właśnie miało być bowiem powstanie nadczłowieka,
nowego gatunku, posiadającego zdolność docierania do wymiaru transpersonalnego
własnej psychiki. Umiejętność ta wiązała się nie tylko ze zrealizowaniem
ideału braterstwa, ale także z rozwinięciem zdolności parapsychicznych.
Ten
sposób zakończenia ewolucji myślowej polskiego filozofa tylko z pozoru
wydaje się paradoksalny. W rzeczywistości namysł nad społeczną naturą
człowieka i implikacjami wynikającymi z jej charakteru został po prostu
rozwinięty w nową ontologię. Czymże innym miałoby być bowiem głoszenie
istnienia rzeczywistości absolutnej, "w której cały świat ludzki,
a właściwie cały świat istot żywych jest połączony ze sobą wewnętrznie
podwójną tożsamością: tożsamością subiektu i wspólnością pochodzenia biologicznego"
(8) ? Rzeczywistość absolutna, leżąca u podstaw istnienia świata a dostępna
dla nas jedynie intuicyjnie jest tym "substratem", z którego
jesteśmy stworzeni i którego istnieniu musimy dać świadectwo. Dlatego
dla Abramowskiego tak ważne stało się zagadnienie woli, chęci świadomej
realizacji ideału braterstwa, o czym wspominał w wykładach ze swojej metafizyki
(9). Badania nad wpływem woli na podświadomość, nad autosugestią dotyczącą
treści snów, nad wpływem myśli na stan organizmu doprowadziły myśliciela
do przekonania o zasadniczej jedności oddziałującego i substratu, na którym
dokonywane jest oddziaływanie. Gdyby podmiot i przedmiot były zupełnie
różne, oddziaływanie takie nie byłoby możliwe, skoro jednak na pewnym
poziomie stanowią jedność, jasnym staje się możliwość stosowania na przykład
zdolności paranormalnych. Telepatia, psychometria i oddziaływanie siłą
woli są możliwe tylko w takim świecie, w którym jest bezpośredni dostęp
do adresata, nie uniemożliwiany ograniczeniami nakładanymi przez czas
i przestrzeń. Jest to więc taki świat, w którym można się spotkać w jakiejś
wspólnej rzeczywistości poza czasem i przestrzenią. W świecie takim, w
którym materia nie jest czymś bezwzględnie realnym, znajduje się miejsce
na twórczą moc ludzkich myśli. Dlatego można siłą woli doprowadzić do
realizacji pożądanego skutku, także do realizacji ideału społecznego,
czyli dokonać rodzaju ideoplastii - urzeczywistnienia w świecie materialnym
obrazu psychicznego. Ideał
braterstwa zatem jest dlatego najwyższym wyrazem rzeczywistości, w której
partycypuje człowiek, że wyraża zasadniczą tożsamość wszystkich ludzi.
Jego realizacja jest świadectwem dawania prawdy o istocie człowieczeństwa,
natomiast egoizm jest rodzajem zapoznawania tej prawdy. Człowiek okazał
się więc istotą podwójnie społeczną. Po pierwsze, jest społeczny na poziomie
świadomym, na którym dokonuje się afiliacja, po drugie na poziomie ontycznym,
na którym znika jego jednostkowa tożsamość, a w każdym razie traci ona
na znaczeniu. Ideał społeczeństwa pokoju, współpracy, braterstwa i twórczości
także zyskuje dwa wymiary. W pierwszym jest odzwierciedleniem stanu ludzkich
potrzeb i umiejętności wytwórczych, których pojawienie się w takim a nie
innym kształcie jest wynikiem długiego procesu wzajemnych oddziaływań
kulturowych i ekonomicznych. Pojawienie się ideału świata społecznego
i warunków jego urzeczywistnienia mobilizuje do generowania inicjatyw
oddolnych i wprowadzania go w życie poprzez praktykę, w ramach której
jej uczestnicy nabędą potrzebnych im cech charakteru i umiejętności. Drugi
wymiar dodaje do pierwszego metafizyczną głębię i czyni z rewolucji moralnej
"boskie powołanie", stanowiąc jednocześnie filozoficzne uzasadnienie
jej możliwości. Realizowanie idealnego ustroju społecznego czyni jednostki
prawdziwie twórczymi, co pozostaje w zgodzie z naturą przyrody, w której
cały czas odbywa się twórczy proces, poczynając od poziomu ewolucji, dokonującej
się przez ideoplastię. W ten sposób Abramowski konstruując swój system filozoficzny pokazał warunki, możliwość i konieczność stworzenia nowej rzeczywistości społecznej w Polsce. Podczas formułowania tych koncepcji ominięto jednocześnie reformizm i blankizm, znaleziono pomysł na odzyskanie niepodległości, wpisano cały ten proces w metafizyczny plan ewolucji ludzkości, a nawet przyrody. Pomysły Abramowskiego nasuwają oczywiście szereg wątpliwości. Najważniejszą jest ta, rodem z Fromma, co do gotowości ludzi do podążania w tak wyznaczonym kierunku, nawet jeśli leży to w ich interesie. Zważywszy na fakt, że filozof postawił ludzkości zadanie polegające na dokonaniu wielkiego kroku w rozwoju świadomości duchowej oraz przemiany charakterów, pozostaje wątpić w rychłe spełnienie się jego marzeń, nawet jeśli reszta przewidywań okazałaby się trafna. Skąd jednak wziąć pewność, że kooperatywy są realnym pomysłem na gospodarkę całego państwa? Że nie dojdzie między nimi do rywalizacji? Że ludzie w nich funkcjonujący rzeczywiście staną się inni, na przykład zawsze uczciwi? Skąd wiadomo, że będą potrafili ze sobą współpracować? Wątpliwości można by mnożyć, dotyczą one jednak w gruncie rzeczy jednego - szans realizacji pomysłu nagłej zbiorowej samorealizacji, która rozwiąże wszystkie problemy. Utopijność tak maksymalistycznej wizji narzuca się z całą oczywistością, karząc widzieć przy tym w Abramowskim nie tyle kolejnego marzyciela marksizującego, ile raczej prekursora Ruchu Nowej Ery w Polsce. Anna Dziedzic
Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 3/2001
Według
nas coraz większym problemem obecnie staje się alienacja tak człowieka,
jak i całych grup społecznych, ich życia, realizowania siebie, walki i
tego, co można nazwać alternatywą wobec propozycji systemu każdy ma iść
swoja drogą i nie liczyć się przy tym z niczym i z nikim, przyjmując bezkrytycznie
przygotowanąjużdla nas papkę. Zacznijmy od poziomu tego, czym jest dziś
życie jednostki w społeczeństwie, choćby tu i teraz, w naszym najbliższym
środowisku, naszym mieście, miejscowości itp. i nie chodzi tutaj o brak
indywidualności, własnej samorealizacji itd., ale o działanie na rzecz
współtworzenia a jak trzeba, to współdecydowania właśnie o swoim życiu,
by było ono jak najbardziej naszym. Tak naprawdę powinniśmy zacząć od
siebie samych, lecz zarazem od najbliższego środowiska. Dlatego też zacznę
od siebie. Od kilku lat można powiedzieć, że uprawiam specyficzny rodzaj
turystyki chodzę po swoim mieście, coraz bardziej zagłębiając się w to,
co kryje się pod skórą ładnych ulic i odnowionych witryn sklepowych. Po
poznańsku zwie to się loferką miejską. Nie mówię od razu, iż Poznań to
jakieś wyjątkowe miasto, jednak wiele tu miejsc, które mają swoją specyfikę.
Należy przy tym pamiętać, że wszystko to, jakim Poznań był, jest i będzie,
zależy od ludzi w nim żyjących. Skoro
ciągle ktoś chce decydować i decyduje o moim, naszym życiu, to wolę móc
decydować o nim wrazz innymi, mieć nad tym kontrolę i sam przekonać się
czy coś jest dobre czy też nie. Wiadomo, trzeba się tego uczyć, uczyć
się podejmowania decyzji, komunikowania, nieraz ustępowania, rezygnacji
z własnej prywaty i odejścia od patrzenia, iż wszystko mi się należy i
skoro nie jest tak, jak by się chciało by było, nie popadania w rezygnację.
Nie bawmy się własnym życiem jak zabawką, nadpsutą, przez co nudną i zużytą
do czasu, kiedy "kupią" nam nową. Coraz bardziej widzimy a raczej
przyglądamy się z boku jak nas się na każdym kroku roluje. Programy polityczne,
reformy samorządów, służby zdrowia, zakładów pracy eta, czy tak naprawdę
wiele zmieniły na lepsze? Jak wiele zmieniły? Jak wielu zubożyły, wyrzuciły
na bruk? Czy przy takich środkach, wielkim gadaniu, tak naprawdę mamy
i możemy więcej, czy liczą się z nami inni, czy mamy nad tym kontrolę,
co, ile, gdzie, po co? Zarzucić się pytaniami i znakami zapytania by można
a życie nam przepływa przez palce. Postanowiliśmy,
zatem, jak na razie lokalnie, oczywiście nie ograniczając się jedynie
do swojego podwórka, rozruszać ruch społeczeństwa, ruch, który wedle nas
może stać się alternatywą, ruch otwarty na każdego ale nie na wszystkich.
Nie na tych, którzy chcą innymi rządzić, na tych, którzy kierują się jedynie
własnym interesem, na tych, którzy nie liczą się z innymi, czy chcą jedynie
brać. Realizujemy to na wielu płaszczyznach i w wielu formach, projektach.
Jednym z takich projektów jest Porozumienie Społeczne "Poznań miasto
dla ludzi". Ktoś może powiedzieć, że jest to nierealne, utopia, że
coś już było lecz się nie sprawdziło. Pytam się, zatem: to dlaczego to
co się dzieje tak nas przeraża? Jest nam źle, ciągle narzekamy i nic nam
się nie chce? Dlaczego zadawalamy się złudnie ciągłymi pytaniami o jutro
i biernie konsumujemy, zamiast spróbować wziąć czynny udział w naszym
życiu. Nie jest to łatwe i wiadomo nam, iż nie są to rurki z kremem, lecz
tak naprawdę nie robiąc nic, pozostawiając to, brniemy i sami komplikujemy
sobie życie. Stworzyliśmy
Porozumienie Społeczne po to by zebrać ludzi już idących tą drogą, choć
dosyć się różniących, skupionych w wielu grupach, które mają różne podejście
do wielu spraw i realizują różne poglądy. Jednak na dziś dzień w konkretnych
kwestiach widzą wiele podobieństw, mogą, zatem wspólnie je podejmować,
walczyć, czy realizować wspólnie dyskutując jak, na zasadach samorządności,
gdzie każdy ma równy głos a na wszystko muszą zgodzić się pozostali. Dla
każdego człowieka ważna jest jego indywidualność, lecz w środowisku, w
którym choćby pod jednym dachem, na tej samej ulicy, pewne kwestie, problemy,
zaczynają dotyczyć nie tylko naszego JA, ale również innych. Naszą propozycją
jest, zatem, by stawało się to świadomym MY ale jeśli jest taka potrzeba
i bez narzucania tego innym. Uważam, że wszystko powinna cechować prostota
rozwiązań gdyż komplikują przede wszystkim biurokraci, przepisy, zarządzenia
itp., ponieważ i tak nikt nie wie, o co w tym wszystkim chodzi i co jest
tak naprawdę tylko na rękę tym, którzy właśnie tak to komplikują. W naszym Porozumieniu biorą udział często grupy, które mają programy stricte polityczne, jednak idea Porozumienia i to co nas łączy ma charakter społeczny. To, co nas scala postanowiliśmy oddać po trosze w Deklaracji Programowej, którą można jeszcze rozbudować, zmieniać i poszerzać o nowe idee ponieważ otwarci jesteśmy na innych i każdy może wnieść coś nowego. Z tym, co jest zawarte w Deklaracji łączą się często szczegółowe projekty, rozwiązania i działania dążące do ich realizacji. Deklaracja Programowa Porozumienia łączy w sobie zarówno założenia, które propagują popierają pewne alternatywy jak i kwestie, które krytykuje i odrzuca. Jednak najważniejsze jest życie a nie to, co można o nim powiedzieć czy napisać. To też przechodząc do konkretów pragnę naszkicować pewną wizję całości. Od kilku lat wielu z nas tworzy społeczność, w której staramy się realizować, tak wspólnie, jak jednostkowo ideę obejmującą w swych zaistnieniach wiele dziedzin życia: od zabawy, twórczości, kontaktów towarzyskich po pracę, samorządność, czy edukację. W swym założeniu Porozumienie Społeczne również ma przybierać podobny charakter, choć szerzej traktowany, obejmujący wpływ na życie w naszym mieście, kwestie socjalne, kulturę, po ekologię i samorządność. Zaczęliśmy od niedawna. Już wcześniej zajmowaliśmy się podobnymi zagadnieniami takimi jak prawa pracownicze, przekręty własnościowe, eksmisje na bruk i inne. Teraz postanowiliśmy to połączyć w konkretne działania ponieważ często pewne kwestie wynikają z siebie nawzajem. Tym bardziej, że (jak już wcześniej pisałem) wyalienowanie jednostki jest na rękę wtadzy. Uważam natomiast, iż małe społeczności skupione wokół danego tematu, problemu, czy najbliższego otoczenia, dają jedyną możliwość wpływu i kontroli na to, co się dzieje, każdej jednostce i czym szerzej obejmują one wszelkie dziedziny życia, czym bardziej świadomie i głęboko, tym lepiej. Oczywiście nic nie powstaje od razu, toteż nasze działania uważamy za pewnego rodzaju drogę, lecz drogę nie jedyną i słuszną. Jeśli ktoś pragnie żyć inaczej, to nikt mu nie broni, ale niech zatem i nam pozwoli się na jej realizację. Dlatego też na dziś dzień doraźnie walczyć będziemy z eksmisjami na bruk, przekrętami własnościowymi, arogancją tak władz lokalnych jak i wyższych, bez względu na zabarwienie polityczne. Będziemy nagłaśniać te tematy w mediach wszelkimi możliwymi sposobami, począwszy od happeningów, przez akcje ulotkowe i plakaty, po demonstracje i wiele innych. Realizujemy to już teraz, chociażby poprzez organizowanie spotkań z mieszkańcami Poznania, czy prowadząc punkt kontaktowy dotyczący pomocy w przypadkach eksmisji. Ideą
Porozumienia zainteresowane są osoby i grupy nie tylko społeczno- polityczne
ale również środowiska związane z działaniami socjalnymi, szeroko rozumianą
kulturą, ekolodzy oraz ludzie chcący zmienić w swoim życiu nie tylko siebie
ale mieć wpływ na swoje otoczenie, jakim jest niewątpliwie kamienica,
ulica, dzielnica w jakiej mieszkają, czy zakład pracy, w którym pracują,.
To co się od kilku lat dzieje prawo, które dopuszcza do eksmisji bez zapewnienia
lokalu zastępczego, pozbawia się ludzi środków do życia a tym samym zezwala
na wszelkiego typu malwersacje cwaniaczkom i ekspertom, różne strefy wpływu,
które swymi interesami naciskają na postępowania elit politycznych, które
zaś walczą jedynie o koryto. Nic się nie zmieni jeśli sami nie weźmiemy
steru życia we własne ręce i zaczniemy realizować je poprzez prawdziwe
samorządy. Dlatego w swych zamierzeniach jak i w ich realizacji patrzymy
na życie szerzej niż tylko na mały wycinek, natomiast w działaniach skupiać
będziemy się często na konkretnych tematach. Chcielibyśmy by nasze Porozumienie
było Porozumieniem ludzi, którzy nie godzą się z obecną rzeczywistością
i chcą ją zmieniać. Porozumienie Społeczne ponad podziałami i różnicami,
gdzie Poznań będzie miastem dla ludzi, dla nas mieszkańców, gdzie Poznań
będzie miastem tak moim jak i Twoim. Najpierw jednak musimy się w nim
odnaleˇć, poznać je. Poznać własnych sąsiadów, dogadywać się z nimi na
wszelkie możliwe sposoby, we wszystkich dziedzinach życia, pomagać sobie
w trudnych sytuacjach, choćby poprzez tworzenie kas pomocy wzajemnej,
które powstają już teraz, bez urzędników i polityków, które stać się mogą
zalążkami rzeczywistych samorządów mieszkańców i pracowników. Resztę pokaże
samo życie i tylko od nas zależy czy nie będzie to (jak powszechnie obowiązuje)
gonienie za marchewką i bojaźń przed kijem jaki władza nam zgotuje. Jeśli
ktoś ma żyć ze mnie i zajmuje się tym jak mam żyć to wybieram kreowanie
swego życia z innymi. Maciej Hojak Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 2/2001 15.06.2001 Homo
Sapiens - człowiek myślący cóż z tego, że tak się określa jeśli taki się
nie zachowuje z wyjątkiem nielicznych, którzy "myślą" aż nadto. Dlaczego...
"grozi nam niebezpieczeństwo, że pozwolimy się zwodzić przez expertów,
których wyrafinowana wiedza wykracza daleko poza zasięg naszych możliwości"(*).
Pomyślmy przez chwilę o czasie, choć czas jako taki nie istnieje sam ale
razem z przestrzenią; pomyślmy o czasoprzestrzeni, w której toczymy swe
żywoty. Pomyślmy o trzech wymiarach, które uzupełnia czasoprzestrzeń.
Tylko dlaczego o trzech, a nie o 11, czy może 26? Bo właściwie to ile
ich jest? Są zbyt małe, albo zbyt wielkie, albo zbyt pogmatwane w czasoprzestrzeni
byśmy mogli je dostrzec. To co widzimy tak naprawdę jest tylko małym fragmentem
tego co istnieje dookoła. Nasze uszy słyszą tylko w małym zakresie częstotliwości.
Może widzimy i słyszymy znacznie więcej, tylko o tym nie wiemy. Oczywiście
Mały Książe powiedział, że ..."dobrze widzi się tylko sercem"...
Sokrates twierdził "Wiem, że nic nie wiem", ale czy znaczy to,
że on nic nie wiedział, czy wiedział to czego nie wie, czy nie wiedział
tego czego nie wiedział, czy wiedział to co wiedział, czy może nie wiedział
o tym że wiedział. Jego uczeń platon, twierdził że za plecami znajduje
się idealny świat, którego nie chcemy zobaczyć, bo zachwycamy się cieniami
na ścianie jaskini, w której siedzimy skrępowani. Taki filozof z przed
ok. 2500 lat twierdził, że istnieje idealny świat, którego poszukiwali
tylko nieliczni. Południowoamerykańscy
szamani także czerpali skądś swoją wiedzę. Znali np. współczesne prawa
fizyki setki lat przed Newtonem czy Einstainem. Potrafili oni określać
procesy biochemiczne zachodzące w komórkach na 500 lat przed wynalezieniem
mikroskopu. Zapisywali to nawet na swój sposób. Skąd czerpali swoją wiedzą?
Pomagał im w tym kaktus zawierający meskalinę. Czy odwiedzali obce światy?
Czy Platon przybył z obcego, idealnego, skoro ówczesny wydawał mu się
jakiś dziadowski. Wiara
w ludzi i ludziom tego na pewno brakuje. Przez tysiące lat na całym świecie
wyrósł prawdziwie dziki i bujny gąszcz mitycznych wyjaśnień problemów.
Tak tłumaczono dawniej (poszczególnych mitów nie będę przytaczał - bo
- nie ma bo - ot tak po prostu). A dziś? Co nauka może powiedzieć o (...),
no właśnie. Czasami zdarza mi się powątpiewać w realność świata tzw. złośliwość
rzeczy martwych - kto jej nie doświadczył? Nie możemy znaleˇć jakiegoś
drobiazgu, choć pamiętamy gdzieśmy go widzieli po raz ostatni, nareszcie
odnajdujemy gdzieś indziej, z uczuciem, że przyłapaliśmy świat na gorącym
uczynku, jakiejś niedokładności, bylejakości itd. dorośli wmawiali nam,
że to pomyłka i naturalna nieufność dziecka została w ten sposób stłumiona.
Albo to co nazywają "dejavu" - wrażenie, że w sytuacji nowej
przeżywanej po raz pierwszy, już się kiedyś było [ sam (nie chwaląc się)
doznałem tego zjawiska osobiście]. A dalej - prawo serii - powtarzanie
się zjawisk szczególnie rzadkich, które chodzą parami. A wreszcie duchy,
czytanie myśli, lewitacja, czy - najbardziej sprzeczne z podstawami wiedzy
- przewidywanie przyszłości, fenomen opisywany od najdawniejszych czasów. To
tylko kilka przykładów na bezradność nauki. Ludzie zawsze pytali, a odkąd
zaczęli już nie przestaną. Osiągnąwszy bowiem pewien stopień świadomości
zaczynają poszukiwać w otoczeniu przyczyn własnego powstania, nie mogąc
jej znaleźć, schodzili na manowce nauki, zemsty i rozpaczy. W końcu pojawił
się niejaki Karol D. Opracował teorię - teorię ewolucji - "O pochodzeniu
gatunku..." - zatytułował swe dzieło. Zasiał nim sporo fermentu w
ówczesnych mądrych głowach, które trzymały się nauki Biblii. Wogóle to
wszystko ewoluuje zawsze i wszędzie. Nawet to co piszę teraz, jutro albo
za tydzień ująłbym w inny sposób. A
więc spójrzmy na teorię ewolucji życia. Miliardy lat temu powstały w "ciepłej
prazupie" praameby. Cóż one umiały? Odżywiać się i oczywiście rozmnażać
się, może nawet nie rozmnażać ale powtarzać się. W jaki sposób? Dzięki
trwałości cech dziedzicznych. Lecz gdyby dziedziczność była naprawdę bezbłędna,
aż po dziś dzień nie byłoby na tym globie nikogo prócz ameb. Co się stało?
Doszło do pomyłek. Specjaliści nazywają je mutacjami. A czymże jest mutacja
jeśli nie ślepą omyłką? Nieporozumieniem między rodzicem - nadawcą, a
potomkiem - odbiorcą. Na obraz i podobieństwo swoje, tak ale niepożądane!
Niedokładne! I ponieważ wciąż psuło się podobieństwo powstały trylobity,
gigantozaury, sekwoje, małpy i my. Nie
doceniliśmy dziejowej roli błędu, jako fundamentalnej kategorii istnienia.
Nasz byt na błędzie stoi, albowiem błąd się błędem odciska, błędem obraca,
błędem tworzy, aż losowość zmienia się w los świata. Reasumując
(może przekornie) posłużę się zasadą antropiczną: P.S.
"A może świat materialny nie istnieje po za ludzką świadomością"
(*) Theodore Roszak "Nauka tworzona przez rapsodyczny intelekt" Artykuł ukazał się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 2/2001 15.06.2001 I
- Nie zamienię mówi mego życia na twoje. Co z tego, że życie nasze szare, za to strachu nie znamy. Życie wasze wprawdzie jest wytworne, ale niewiele z tego macie pożytku. Albo uda się dużo wyhandlować , albo całkiem się wszystko traci. Istnieje przysłowie: strata i zysk to rodzeni bracia. Tak też się dzieje. Dziś jesteś bogaty jutro żebrzesz pod oknami. Nasz chłopski interes pewniejszy: u chłopa brzuch cienki, ale długi, bogaci nie będziemy nigdy, za to syci. Starsza siostra znów mówić zaczęła Syci powiadasz ale jak ze świniami i cielętami! Ani wykwintu ani manier. Trudzi się twój chłop haruje, a żyjecie w brudzie i w brudzie umrzecie, a dzieci wasze będą miały takie samo życie. - Cóż z tego odpowiada młodsza: już taka jest nasza dola. Za to żyjemy twardo, nikomu się nie kłaniamy, nikogo się nie obawiamy. W mieście zaś czyhają na was pokusy. Dziś jest dobrze, jutro wkradnie się diabeł i ledwo się obejrzysz skusi twojego męża na karty, albo na wino, albo go skieruje do pięknej kobiety. I wszystko przepada. Czy nie bywa tak? Gospodarz leżąc na piecu przysłuchiwał się temu co baby gadały. To prawda mówi szczera prawda, Gdy chłop nasz od małych lat matkę ziemię przewraca, żadna rozpusta jego się nie ima. Jedno zmartwienie, ziemi mało! Gdyby ziemi miał pod dostatkiem nikogo, nawet samego czarta by się nie bał. Wypiły baby herbatę, pogadały jeszcze o fatałaszkach, posprzątały naczynia, położyły się spać. Ale diabeł siedział za piecem i wszystko słyszał. Ucieszył się, że żona skusiła chłopa do przechwałek. Chwali się chłop, że jakby ziemię miał, sam diabeł by mu nie poradził. - Dobrze myśli zmierzymy się ze sobą. Dam ci dużo ziemi, a przez ziemię ciebie zdobędę. II Zimą rozeszła się pogłoska, że pani ziemię sprzedaje, a karczmarz z gościńca chce ją od niej odkupić. Usłyszeli to chłopi i aż zajęczeli." No myślą dostanie się ziemia karczmarzowi, zamęczy karami gorzej od pani. Bez tej ziemi żyć nie możemy!" Poszli chłopi do pani całą gminą, zaczęli prosić, aby nie sprzedawała nikomu innemu, tylko im. Obiecali dzisiaj zapłacić. Zgodziła się pani. Zaczęli się chłopi godzić, aby całą gminą wspólnie ziemię kupić. Zbierali się raz po raz na wiecach sprawa nie dochodziła do skutku. Przeszkadzał im diabeł, w żaden sposób nie mogli się pogodzić. Postanowili więc chłopi kupić każdy z osobna na ile ich tylko stać. Właścicielka na to również się zgodziła. Dowiedział się Pachom, że sąsiad kupił u pani 20 dziesięcin i połowę pieniędzy odroczyła mu na rok. Pozazdrościł Pachom i pomyślał: "Całą ziemię wykupią zostanę z niczym". Zaczął się żony radzić.
III. Siedział
pewnego dnia Pachom w domu, a tu wchodzi do niego chłop przechodzący drogą.
Pozwolił chłopu przenocować, dał mu jeść, rozgadali się skąd to niby wędruje?
Mówi chłop, że idzie zza Wołgi. Opowiada jak tam ludzie przybywają z obcych
okolic, jak osiedlają się, wpisują się do gminy, jak każdemu gmina wymierza
po 10 dziesięcin. A ziemia taka, powiada, że gdy się żyto zasieje, to
wyrasta słoma taka wysoka, że konia nie widać, tak gęsta, że z pięciu
garści ma się snop. Jeden chłop powiada przyszedł zupełnie ubogi, niczego
prócz rąk nie posiadał, a teraz ma sześć koni, dwie krowy. Gdy nastało lato wybrał się w podróż. Aż do Samary płynął parostatkiem po Wołdze, potem piechotom szedł około 400 wiorst. Doszedł do wskazanej miejscowości. Rzeczywiście wszystko było jak mówiono: mieli chłopi wiele ziemi, po 10 dziesięcin na każdego, chętnie przyjmowali nowych do swojej gminy. Jeżeli ktoś miał pieniądze mógł sobie kupić prócz przydziału, na wieczyste posiadanie ile chciał po 3 ruble za najlepszą ziemię. Jesienią Pachom, wrócił do domu, zaczął wszystko wyprzedawać. Sprzedał ziemię z zyskiem, sprzedał dwór, całe bydło, wymeldował się z gminy, doczekał się wiosny i udał się z rodziną na nowe tereny. IV. Minęły trzy lata. Dzierżawił ziemię, siał pszenicę. Lata były dobre, pszenica rodziła się pięknie, pieniądze szły do skrzynki. Długo mógł tak żyć, ale znudziło mu się rok rocznie ziemię u ludzi dzierżawić i przez tę ziemię mieć kłopoty. Zaczął Pachom dowiadywać się gdzie by mógł ziemię kupić na własność. Znalazł jednego chłopa, który posiadał 500 dziesięcin, ale zrujnował się i teraz, tanio sprzedawał. Zaczął Pachom godzić się z nim. Długo gadali, umówili się na 1500 rubli, połowę wpłaci od razu, połowę po roku. Aż tu pewnego razu zajechał do Pachoma przejezdny kupiec, by konia nakarmić Pili herbatę i rozmawiali. Opowiadał kupiec, że jedzie z dalekiej Baszkiri. Tam opowiada kupił sobie od Baszkirów z pięć tysięcy dziesięcin. Kosztowało razem 1000 rubli. Zainteresował się Pachom. Kupiec mu opowiada. Trzeba tylko mówi starszych we wsi sobie pozyskać. Rozdarowałem im chałatów, dywanów za 100 rubli całą skrzynkę herbaty, postawiłem wódki: kto chce niech pije. Po 20 kopiejek za dziesięcinę brali. Pokazuje akt kupna. Ziemia powiada leży wzdłuż rzeczki, Pachom go się wypytuje. Ziemi powiada kupiec nie obejdziesz całej w ciągu roku: sama baszkirska. Naród tam nie jest sprytny, niczym barany. Można za darmo kupować. No pomyślał Pachom po cóż mam 1000 rubli za 500 dziesięcin płacić i jeszcze długi zaciągać. Tam więcej będę miał za 1000 rubli. V - Spodobała mi się mówi Pachom najbardziej wasza ziemia. U nas mówi na ziemi jest ciasno, ziemia jest przeorana wzdłuż i wszerz, u was ziemi jest dużo i jest dobra. Takiej jeszcze nigdy nie widziałem. Tłumacz powtórzył. Baszkirowie naradzali się, potem ucichli patrzą na Pqachoma, a tłumacz mówi Każą tobie powiedzieć, że za twoje dobre serce radzi są dać tobie ziemi, ile chcesz. Tylko ręką pokaż, która ci się podoba a cała będzie twoja. VI - Dziękuje wam powiada za dobre słowo. Ziemi u nas dużo, ale mnie niewiele potrzeba. Chciałbym tylko wiedzieć, która będzie moja. Trzeba ją jakoś wymierzyć i zabezpieczyć dla mnie. Wy dziś dajecie, ale może się zdarzyć, ze wasze dzieci odbiorą. - Prawdę mówisz powiada starszy możemy zabezpieczyć. Pisarza mamy, pojedziemy do miasta i potrzebne pieczęci przyłożymy. - Jakaż będzie cena: - zapytał Pachom. - Cena u nas jedna. 1000 rubli za dzień. Nie rozumiał Pachom. Jakaż to miara dzień? Ile w niej zmieści się dziesięcin? - Tego - mówi - nie potrafimy obliczyć. Sprzedajemy na dzień tyle ile się obejdzie w ciągu dnia, to będzie twoje, a cena 1000 rubli. Pachom się zdziwił. Przecież powiada w ciągu dnia obejść można dużo ziemi. Stary zaśmiał się. Cała będzie twoja mówi tylko jeden warunek. Jeśli za dnia nie wrócisz do tego miejsca, z którego wyruszysz przepadły twoje pieniądze -Jakże pyta Pachom zaznaczyć którędy przechodziłem? - Staniemy na miejscu, które wybierzesz sobie, będziemy stali, a ty idź naprzód, zakreśl koło, zabierz ze sobą skrobak i gdzie potrzeba zaznaczaj. Po rogach kop dołki, kładź tarninę potem od dołka przejedziemy pługiem. Zakreśl koło, jakie chcesz, bylebyś przed zachodem słońca wrócił do tego miejsca, z którego wyjdziesz rano. Ile obejdziesz, wszystko twoje. Uradował się Pachom. Postanowił wyruszyć wczesnym rankiem. VII Gorszą ziemię później sprzedam, albo chłopów sprowadzę, lepszą sobie wezmę, sam na niej osiądę. Do dwóch pługów wołów zakupię, ze dwóch robotników wynajmę, na 50 dziesięcinach będę orał, a na reszcie będę bydło pasał. VIII Rozpaliły się oczy Pachoma. Ziemia cała porośnięta trawą, równą jak dłoń, czarna jak mak, tu mały wąwóz tam trawy rosną, sięgające piersi. Zdjął starszy lisią czapkę, rzucił na ziemię. - To mówi
będzie znak. Stąd ruszaj i tutaj wracaj. Ile obejdziesz wszystko będzie
twoje. Szedł ani wolno, ani szybko. Odszedł z wiorstę, przystanął, wykopał dołek, położył darniny, aby lepiej zaznaczyć miejsce. Poszedł dalej. Wykopał jeszcze jeden dołek. Oglądnął się. Widać było wzgórze i ludzi na nim; Pomyślał Pachom, że uszedł z 5 wiorst. Rozejrzał się, zdjął kamizelkę, zarzucił na ramię, poszedł dalej. Ciepło się zrobiło. Spojrzał na słoneczko. Już czas na śniadanie. Jeszcze za wcześnie zawracać. Muszę tylko zdjąć buty. Usiadł, zdjął buty, za pas włożył, poszedł dalej. Lżej było iść. - Przejdę jeszcze myśli z 5 wiorst, wtedy zacznę skręcać w lewo. Miejsce ładne, szkoda rzucać. Poszedł jeszcze prosto przed siebie. Obejrzał się wzgórze ledwie widoczne, i na nim ludzie jak mrówki. -Teraz myśli Pachom trzeba skręcać. Spocony jestem pić się chce. Zatrzymał się, wykopał większy dołek, położył darniny, odwiązał kamienną flaszkę, napił się i ostro skręcił w lewo. Szedł i szedł. Trawa była wysoka, zrobiło się gorąco. Zaczął Pachom odczuwać zmęczenie, popatrzył na słoneczko, widzi mi się pora obiadowa. Teraz myśli trzeba wypocząć. Usiadł, zjadł trochę chleba z wodą, ale nie położył się: myśli jak położę się to zasnę. Posiedział trochę i poszedł dalej. Zrobiło się bardzo gorąco, chciało się spać. Jednak stale szedł i myślał godzinę pocierpię, a wiecznie radować się będę. Uszedł po tej stronie daleko. Chciał w lewo skręcać ale widzi wąwóz wilgotny, szkoda rzucać, tutaj ładny len się urodzi. Znów poszedł prosto. Obszedł wąwóz,, wykopał dołek za wąwozem, skręcił za drugi róg. Oglądną! się za siebie; od gorąca unosiła się mgła przez mgłę ledwie widział ludzi na pagórku. Zaczął trzeci bok czworoboku zakreślać i dodawać szybkości. Ledwo uszedł z dwie wiorsty, zauważył, że do miejsca skąd wyruszył pozostało jeszcze z 15 wiorst. "Trzeba się spieszyć prostą drogą. Nie zabiorę nic zbytniego. Ziemi i tak mam dużo". Wykopał Pachom dołek i zakręcił prostą drogą do pagórka. IX Biegnie Pachom koszula i spodnie lgną do ciała w ustach wyschło. Piersi podnoszą się jak miechy kowalskie, w sercu młotek bije nogi uginają się jak nie swoje. Straszno mu się zrobiło byleby nie umrzeć z wysiłku. Boi się umrzeć ale zatrzymać się nie może. Myśli: "tyle przebiegłem gdybym teraz stanął nazwaliby mnie durniem". Biegnie, biegnie dobiega już do pagórka i słyszy: krzyczą do niego Baszkirowie, lecz od ich krzyku jeszcze gorzej serce się jego rozpęka. Biegnie Pachom ostatkiem sił słońce chyli się do horyzontu, zaszło za mgłą; jest duże i krwiste. Ale do miejsca też już nie daleko. Widzi Pachom jak ludzie na pagórku rękami do niego wymachują, popędzają go. Widzi lisią czapkę na ziemi i swoje pieniądze. Widzi starszego jak siedzi na ziemi, rękami trzyma się za brzuch. "Ziemi myśli jest dużo, ale czy Bóg pozwoli mi na niej żyć. Zginąłem myśli nie dobiegnę". Spojrzał Pachom na słońce. Już doszło do ziemi i zaczęło zachodzić. Dobył pachom ostatnich sił, pochylił się ciałem naprzód ledwo niosły go nogi. Podbiegł Pachom do pagórka, nagle zrobiło się ciemno. Oglądnął się, słońce zaszło. Zastękał Pachom "Przepadły myśli moje trudy". Już chciał przystanąć, gdy usłyszał jak Baszkirowie gwiżdżą. Przypomniał sobie, że z dołu jemu się wydaje że słońce zaszło, ale na pagórku jest jeszcze jasno. Poderwał się i wbiegł na wzgórze. Widzi czapkę. Przed czapką siedzi starszy śmieje się trzyma się rękami za brzuch. Pachom jęknął nogi pod nim się ugięły, upadł naprzód rękami chwycił czapkę. - Co za zuch krzyknął starszy zawładnął naszą ziemię. Podbiegł parobek Pachoma, chciał go unieść ale z ust krew mu się puściła, upadł martwy. Mlasnęli Baszkirowie językami, pożałowali nieboraka. Parobek wziął skrobak, wykopał dla Paroma grób, dokładnie tyle ile mierzył od stóp do głów, na trzy arszyny ziemi i pochował go. Lew Tołstoj Artykuł ukazał
się w piśmie Czarny Pomidor - pismo anarchistyczne nr 2/2001 15.06.2001 Clarence Darrow - adwokat biednej Ameryki Poniżej przedstawię sylwetkę człowieka, który uczynił bardzo wiele dla ruchu rewolucyjnego i idei wolności, który choć sam nie był rewolucjonistą (jego poglądy można określić raczej jako liberalne), mimo iż nie brał udziału w strajkach i strzelaninach z policją, to zawsze gotów był stanąć w obronie ludzi walczących o lepszą przyszłość, poświęcając tej idei całe życie, rezygnując z błyskotliwej kariery i milionowych kontraktów. Clarence Seward Darrow bo o nim tu mowa urodził się 18 kwietnia 1857 r. W małym miasteczku stanu Ohio, Framdale. W 1844 r. jego rodzina przeniosła się do Kinsman, które od tej pory Clarence będzie nazywał swoim miastem rodzinnym. Darrowowie uchodzą w miasteczku za agnostyków i wolnomyślicieli. Ojciec Clarenca Amirus zarabiał na życie jako stolarz, jednak nie wiele czasu poświęcał swojej profesji bardziej interesowało go zgłębianie ksiąg z zakresu prawa, historii, filozofii, metafizyki i literatury, co sprawiało, że rodzina żyła na granicy ubóstwa. Matka Emily nigdy jednak nie robiła mu z tego powodu wyrzutów, gdyż sama kochała książki. Była aktywistką ruchu sufrażystek, udzielała się również w różnego typu ruchach liberalnych. Clarence był więc wychowywany w duchu wolnomyślicielskim i humanistycznym. Z powodu kryzysu gospodarczego, który ogarnął Amerykę w 1873 r. Clarence nie był w stanie ukończyć studiów. Po kilku miesiącach pracy w warsztacie ojca otrzymał propozycje nauczania w szkole w Vernon. Zaraz po objęciu tej posady zaczął rewolucjonizować sposób nauczania; zniósł kary cielesne i zerwał z programem opartym na nakazach moralnych, czym zjednał sobie sympatię uczniów i niechęć konserwatywnych rodziców. Trzy lata później praca nie przynosiła mu już jednak takiej satysfakcji, coraz bardziej zaczyna pociągać go prawo. Metody nauczania uniwersyteckich profesorów nie odpowiadały jednak jego wyobrażeniom o tej dziedzinie. Został więc samoukiem a w wieku 21 lat udało mu się zdać egzamin przed komisją adwokacką. Następne 9 lat to w jego życiu okres stabilizacji; ożenił się, został ojcem, założył niewielką kancelarię. Jednak znudzony prowincjonalnymi przyjemnościami postanowił przenieść się do Chicago. Tam poznał Johna Altgelda późniejszego gubernatora Illinois i jego wieloletniego przyjaciela (wsławił się on min. ułaskawieniem pozostawionych przy życiu anarchistów skazanych w tzw."Procesie Haymarket"). Błyskotliwy umysł Clarenca zapewnia mu bardzo szybko miejsce wśród elity intelektualnej miasta. Nie idzie to jednak w parze z sukcesem zawodowym. W wieku 36 lat kiedy dał się poznać jako ceniony radca prawny Urzędu Miejskiego, wpłynęła do niego oferta pracy od Kolei Chicagowskich. Praca dla wielkiej korporacji nie bardzo odpowiadała jego przekonaniom, jednak po namowach przyjaciół postanowił ją przyjąć. Nie porzucił jednakże swoich dawnych ideałów, często pomagał poszkodowanym robotnikom i pasażerom wbrew interesowi firmy. W 1894 r. nastąpił radykalny zwrot w jego karierze, w tym właśnie roku zastrajkowali pracownicy firmy produkującej wagony sypialne Pullmana. Amerykański Związek Kolejarzy ogłosił strajk solidarnościowy. 4 lipca bez żadnych podstaw prawnych do Chicago wkroczyło wojsko wezwane przez kierownictwo kolei. Darrow zdając sobie sprawę, że zarząd chce doprowadzić do wybuchu zamieszek i obarczyć za nie odpowiedzialnością związek oraz, że kwestią czasu jest wtrącenie do więzienia jego przywódców, złożył wymówienie i postanowił włączyć się do obrony związkowców. 8 lipca wojsko otwarło ogień do strajkujących, zabijając 3 robotników. Wieczorem pod zarzutem spisku i pogwałcenia ustaw federalnych, aresztowany zostaje przewodniczący związku kolejarzy Eugene Deds. Później zatrzymano jeszcze 7 związkowców, którym zarzucano wszelkie możliwe przestępstwa. W trakcie procesu Darrow zmiażdżył argumenty oskarżenia i sam przeszedł do kontrataku oskarżając Stowarzyszenie Dyrektorów Generalnych o łamanie konstytucji i przestępczy spisek. Prokurator wiedząc, że nie ma szans na zwycięstwo przed ławą przysięgłych, i że dalsze przeciąganie sprawy ujawni tylko zbrodnicze działania dyrekcji, "przekonał" jednego z przysięgłych, aby poszedł na zwolnienie lekarskie. Sprawa została odroczona i bez żadnego uzasadnienia nigdy jej nie wznowiono. Wymiar (nie)sprawiedliwości będący na usługach k | |||