ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english
Robię to od ponad dziesięciu lat

Tomek jest założycielem i działaczem Dyskusyjnego Kola Marksistowskiego jak i wydawcą lewicowego pisma "Konkret". 21 lutego 1998 podczas akcji z okazji wizyty trzech przedstawicieli państw, uczestników porozumienia regionalnego "Trójkąt Waimarski" (chodzi tu o Kwaśniewskiego, Kohla, Chiraca), został on zatrzymany, przesłuchany a następnie wytoczona została mu sprawa sądowa za obrazę prezydenta Kwaśniewskiego. A to co ma do powiedzenia sam oskarżony.

- Jesteś znany ze swoich lewicowych przekonań. Jak długo działasz w tym środowisku alternatywnym ?

W 1992 założyłem wraz z przyjaciółmi Dyskusyjne Koło Marksistowskie. Od tego czasu udzielam się w środowisku niezależnej lewicy.

- Od kilku lat wydajesz pismo "Konkret". Czy druk finansujesz z własnych środków? Czy jest to kooperacja z innymi pismami tego typu z zachodu?

"Konkret" (nazwa zapożyczona od organu prasowego niemieckiej Frakcji Czerwonej Armii) jest pismem poznańskim mającym konsolidować tutejsze środowisko marksistowskie. Wydawany jest wspólnym wysiłkiem towarzyszy z DKM (skład, artykuły), a jeżeli chodzi o druk to najczęściej muszę finansować go sam.

- Od ponad roku masz kłopoty z wymiarem sprawiedliwości RP. Czy możesz przybliżyć o co chodzi?

Zaczęło się 21 lutego 98 gdy wraz z towarzyszami z DKM i znajomymi z FA, zakłóciliśmy na poznańskim Starym Rynku spacer przywódców państw "Trójkąta Weimarskiego". Skandowaliśmy hasła "Trójkąt tak, ale w łóżku" oraz "Politycy do kostnicy", mieliśmy też transparenty. Zostałem wtedy zatrzymany przez policję pod zarzutem znieważenia Kwaśniewskiego słowami wulgarnymi i nazwania go "czerwonym komunistą" (notabene sam jestem kimś takim) Potem była już normalka: prokuratura i sąd.

- Czy zarzuty postawione Tobie są jakąś gra polityczną, czy tylko błędem policji?

Dotychczasowy przebieg rozpraw, a szczególnie urocze zeznania świadków oskarżenia wskazują, ze policja chciała się wykazać i jak to zwykle bywa trafiła kulą w płot. Zastanawiający może być fakt zatrzymania wtedy jedynie ludzi szeroko pojętej lewicy, w tym całej poznańskiej młodzieżówki SdRP. Jednak możliwość prowokacji w moim przypadku wydaje się mało prawdopodobna. Jako działacz politycznego undergroundu jestem zbyt "mały", aby stanowić cel gier politycznych.

- Czy wcześniej miałeś już do czynienia z policją? W jakich okolicznościach i czy to nie ma wpływu na toczącą się właśnie sprawę?

Kiedy się dymi (a robię to od ponad dziesięciu lat) trudno uniknąć kłopotów z policją. Fakt, że byłem dwukrotnie karany nie stawia mnie w najlepszym świetle przed sądem.

- Na jakim etapie jest obecnie twoja sprawa (jakie są przy czyny tego stanu)?

Powoli zbliża się do ponownego końca. Ponownego, bo w grudniu zostałem uniewinniony, niestety prokurator (Marek Pocak) wniósł w marcu apelację i sprawa toczy się odnowa.

- Czy jakieś lewicowe organizacje zainteresowały się Twoją sprawą i czy zwracałeś się do takich?

Zwróciłem się o pomoc do osób, z którymi byłem w czasie zajścia "na starym". Zgłosiło się pięciu komunistów z DKM i tyleż anarchistów, aby świadczyć w sądzie o mojej niewinności (akurat jestem niewinny). Bardzo pomogło mi też stowarzyszenie "Ulica" nagłaśniając całą sprawę, dzięki czemu wiele osób przychodzi na rozprawy w charakterze publiczności. Coś mi się mocno zdaje, że bez tego zostałbym po cichu skazany. Zainteresowali się sprawą również ludzie z Lewicowej Alternatywy i ruchu NIE. Przy okazji pragnę gorąco podziękować wszystkim, którzy mi w taki czy inny sposób pomogli (szczególnie legendarnemu Piszpuntowi).

Jaki jest twój stosunek do polskiej lewicy? Chodzi tu o SLD, a przede wszystkim PPS?

Liberalna polityka SLD demaskuje służebną rolę tego ugrupowania wobec burżuazji. Poza wyborczą retoryką nie ma ono nic wspólnego z lewicowością. Natomiast PPS jest w istocie jedynie socjaldemokratyczną frakcją w łonie SLD. Owi "polscy socjaliści" wnoszą do klasy robotniczej fałszywą świadomość reformistyczną. Ich postulaty reform socjalnych uspokajają nastroje, przez co stabilizują porządek kapitalistyczny. Wiedzą oni doskonale, że rewolta proletariatu zniesie parlamentaryzm ("rozpieprzy koryto") przez co stracą rację bytu. Poznałem osobiście sporo członków SLD, PPS i OMPPS i zawsze są karierowiczami cierpiącymi na przerost ambicji nad intelektem. Tych ludzi (jak i wszystkich polityków) cechuje prywata i hipokryzja. Jednak nie należy pochopnie odrzucać możliwości taktycznych sojuszy z nimi. Jest wiele spraw (zwolnienia, eksmisje, klerykalizacja życia publicznego itp.), których nie jesteśmy w stanie rozwiązać sami, a czynią one coraz większe spustoszenia.

-Co dziś powiedziałbyś Kwaśniewskiemu gdybyś miał okazje się z nim spotkać?

Zupełnie nic. No, może w przypływie dobrego humoru pokazałbym mu język.

- Czy czytelnicy Wzbronione mogą Ci w czymś pomóc?

Gdy ten tekst ukaże się drukiem, prawdopodobnie będzie po sprawie, więc chyba nie będę potrzebował pomocy. Zresztą jest wielu (wystarczy poczytać biuletyn ACK), którzy bardziej jej potrzebują.

Rozmowę przeprowadził Yedzin
Tekst ukazał się w 2 numerze pisma "Wzbronione"


PROTEST ANTYAUTOSTRADOWY NA GÓRZE ŚW. ANNY - MAJ - LIPIEC 1998 r.

Gdy dowiedzieliśmy się, że koparki i drwale są na granicy Parku Krajobrazowego Góra Świętej Anny nie było już czasu na petycje, pikiety, oficjalne pisma. Pierwszy w Polsce nadrzewny obóz protestacyjny powstał w ciągu kilku dni. Szybko rosła grupka osób zdecydowanych bronić Góry. Przydały się zdobyte na treningach w Bielsku i Poznaniu umiejętności wspinaczkowe. "Poznaniaki", "Yeti", "Fajne Chłopaki" to nazwy pierwszych domków na drzewach.

Do pierwszej próby sił doszło jednak na ziemi. 11 maja, mimo naszej obecności, niemiecki koncesjonariusz prac ziemnych na tym odcinku autostrady z uporem i determinacją starał się wyrobić dniówkę. Musieliśmy stawić czoła koparkom i pilarzom. "Sitting" na granicy lasu, zasłanianie drzew przed piłami, przykuwanie się do maszyn - dzień pełen był napięcia, obaw o przyjaciół narażających swoje zdrowie w obronie lasu, a równocześnie niesamowitego przypływu odwagi i siły - wiedzieliśmy, że walczymy o słuszną sprawę. Kto choć raz był w starodrzewiu bukowym na Górze Świętej Anny zrozumie łatwo, że chodzi o coś bardzo ważnego.

Tego dnia, ani też później, policja nie interweniowała. Ściąganie ludzi z drzew, rozkuwanie beczek, zdjęcie osoby wiszącej na trójnogu to jak na razie wyjątkowo skomplikowane zadania. Po negocjacjach z Wojewodą Opolskim i przedstawicielami autostradowców, którzy nie widzą możliwości zmiany lokalizacji autostrady A4, liczymy się jednak z próbą siłowego zakończenia blokady. Na wszelki wypadek powstały kolejne obozy w głębi lasu. Potrzebna jest pomoc. Kto może, niech przyjeżdża na Górę Świętej Anny

Mać Pariadka nr 5-6/98


ROZBRAT, POZNAŃ
O tym, że Sanczo ma zrobić festiwal graficiarski od dawna syczały już wszystkie puszki farb w całym kraju. Problem stanowił tylko konkretny termin, ale w końcu padło na 18 kwietnia i wici (w postaci kolorowych, po części wykonanych techniką szablonu, kartek pocztowych) rozeszły się. Pomimo obaw, pogoda dopisała, tak więc skłot ROZBRAT, mający stanowić blejtram dla radosnych wytrysków twórczych, został bez większych ceregieli (jak to w rodzinie) przekazany stopniowo napływającym graficiarzom z całego kraju. Co prawda nie były to zawody, jednak dało się wyraźnie wyróżnić dwie kategorie graffiti (i to nie ze względu na płeć) czyli od niedawna modne tagi + w ogóle odręczne obrazki wielkoformatowe oraz, może nieco ostatnio mniej popularne, szablony. Tak więc aby nikt nie wchodził sobie w paradę podzielono na dzień dobry strefy wpływów w postaci zagruntowanych emulsją ścian i przystąpiono do dzieła. Pomimo to groźba braku wolnej powierzchni zdecydowanie nie istniała, bo ilość pobliskich przyrozbratowych opuszczonych budynków dała szansę wyżyć się każdemu, nawet amatorom malowania po ceglanych kominach. Malować mógł każdy, czyli nawet ten kto nie przywiózł swoich farbek, bo gospodarze zapewnili kilka puszek różnokolorowych akryli. Przechodząc jednak do rzeczy, to warto wymienić malarzy, którzy wnieśli swój wkład w upiększanie Rozbratu. Byli to więc Gunter ze Słupska, poznańskie grupy AIM, PEAR, SOK, Warszawiacy)" B3S, TFU no i niejaki ASH (podobno designer frugo i polsatu), który w tą sobotę miał okazję całkiem zacnie (choć niezbyt zbożnie) zagospodarować wrak mikrobusu od kilku" lat pasącego się na łączce koło Rozbratu. Spośród szabloniarzy oprócz organizatora i Sancza i o ile się nie mylę kilku lokalnych potentatów, choć niestety nie wszystkich (na kolana zwalały super precyzyjne miniaturowe szablony Radka odbijane prawie suchym wałkiem), miała się okazję zaprezentować ekipa Gdańska (czyli my). Było wszystko: kontrastowy portrecik Bauhausu, fragmenty komiksów, tańce śmierci, premierzy 3RP, anarchiki i nawet jakiś szablon Metysa... jednym słowem pycha.

Panowała miła atmosferka i za zwyczaj bez większej gimnastyki można było wysępić troszkę akurat nie używanej farby od zasobniejszego sąsiada. Gdy zaczęło się zmierzchać zapłonęło ognisko, przy którym jak to zazwyczaj można było się dowiedzieć o tym i o owym, niektórzy zaś mniej zmęczeni całodziennym malowaniem i pragnący uwiecznić się na stałym (ściana) lub ruchomym (publiczny środek lokomocji) elemencie stolicy Wielkopolski poszli wypryskać pozostałe spraye. Na koniec trzeba pogratulować i Sanczowi i całej poznańskiej ekipce zaangażowanej w zmajstrowanie tego przedsięwzięcia. Byle tak dalej - wolne ściany wokół Rozbratu wchłoną jeszcze niejeden festiwal.

BEŁT
Mać Pariadka 56/1998 r.