ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english
PRASKA JESIEŃ 2000

"Wspomnienie wspólnej walki, jak i atmosfera błękitnego marszu na długo pozostaną w naszych sercach "

S-26

Prolog: Informacje na temat zbrodniczej działalności wielkiego kapitału międzynarodowego pobrzmiewają w podświadomości co poniektórych, żyjących w białej, sytej, spokojnej twierdzy, której to częścią jeśli już nie jesteśmy, to z całego serca i wszystkich sił dąży do tego nasze bierne społeczeństwo zachęcane obietnicami "unijnego raju". Dlatego na co dzień, bierną swą postawą, zajęci sprawami doczesnymi, siłą konsumpcyjnego rozpędu, uczestniczymy w tej mitycznej "machinie systemu" będąc jej ślepymi trybikami. Brniemy w niej, rzadko pozwalając sobie na jakiekolwiek związane z tym refleksje, próbując ze śmietnika systemu ulepić jakąś rachityczną alternatywę konsumentów - reducentów i to w najlepszym wypadku. Naszą błogość żywota oświeca jak ta kometa od czasu, do czasu jakiś przedruk pracy Chomskiego, lub petycja w sprawie ginących Indian, budzące nas z letargu, napełniające żalem i trwogą, rodzące w nas bunt.

Pierwszy słyszalny, zbiorowy akord i pierwsze informacje, o zbiorowym wielotysięcznym proteście przeciwko spekulacyjnemu, pseudo-wolnorynkowemu, nieograniczonemu i zbrodniczemu kreowaniu rzeczywistości przez wielkie instytucje zwane multikolporacjami, pochodzą z Seattle. Skąd tylko i wyłącznie dzięki gwałtowności, liczebności i długotrwałości oporu informacje o samych zamieszkach jak i o ich przyczynach sprzedają się i docierają poprzez media na cały świat. To jest pierwsza iskra, mimo poprzednich, która się przebija. Wszak to nie tylko obdarci, głodni, uciemiężeni Indianie, czy Hindusi protestują, to protestuje "biała i bogata" Ameryka. Dalsze wydarzenia jako kontynuacja prowadzą do informacji o spotkaniu w Pradze.

Przygotowania: Jak na polskie realia, mimo wielu niedociągnięć, była to pierwsza, do tej pory, tak duża akcja, przygotowana pod względem informacyjnym i organizacyjnym (może z wyjątkiem Góry św. Anny). Nie ukrywam, że sporą pomocą okazało się osobiste zaangażowanie i videokasety przygotowane przez ludzi mieszkających w Niemczech. Nieodzowną pomocą teoretyczną okazały się przedruki prac Noama Chomskiego. Podczas tych wszystkich przygotowań odczuwalny był nasz organizacyjny bezład, z którego trudno było wnioskować entuzjazm i chęć wzięcia udziału w proteście. Sądzę, że skala problematyki, jak i skala samego protestu przerosła i w pewnym stopniu przeraziła większość z nas, gdy nagle okazało się, że jest to namacalna, o przysłowiowy rzut kamieniem, możliwość, jeśli nie samego wpłynięcia na światową rzeczywistość, to uczestnictwa w wielotysięcznej akcji protestacyjnej przeciwko zbrodniczej polityce najbardziej wpływowych instytucji finansowych świata. Jestem przekonany, że dzięki tej "antyglobalizacyjnej kampanii", wewnętrzny rozkład organizacji anarchistycznej w Polsce został powstrzymany, dając mu szereg doświadczeń, kontaktów, motywacji i ducha bojowego (oraz pokazał błędy, na których być może się czegoś nauczymy). Nie chciałbym tu i teraz nikogo pouczać, czy tym bardziej wypominać komuś to czy tamto. Napiszę zatem w skrócie czego ja osobiście nie zrobiłem, a co można by i trzeba będzie zrobić w naszej dalszej działalności:

1) Współtworzyć jak najszerszy dostęp do informacji, przepływu idei i myśli wolnościowej, powiększając tym samym wiedzę o sytuacji ekonomiczno-politycznej na świecie, mechanizmach ją kształtujących oraz możliwościach wpływania nań, jak i szukania alternatyw. Tworząc w ten sposób bazę danych, z której można by czerpać konkretną wiedzę

2) Kontaktować się z jak największą liczbą grup i jednostek wolnościowych. A w szczególności być w kontakcie z ośrodkami planującymi wspólne protesty, czy akcje. Tego mi zabrakło z Czechami. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że mimo bliskości położenia, łatwości komunikacji itd.. naprawdę w nikłym stopniu udaje nam się ściślej współpracować z anarchistami z Czech. Szczerze mówiąc zabrakło mi przy tych przygotowaniach właśnie bezpośredniej współpracy z czeskim ruchem anarchistycznym.

3) Poza akcyjnością, budowanie trwałych związków przyjaźni zarówno wewnętrznie, jak i międzynarodowe poprzez tworzenie społeczności wolnościowej będącej w stanie, nie tylko zafundować sobie i innym malowniczy, spektakularny protest na ulicach, ale mogącą wypracować i wspierać wzajemnie alternatywy w naszym życiu względem otaczającego nas systemu

4) Docierać z ideami wolnościowymi do jak najszerszych grup społecznych. Zabrakło w Pradze np. polskich związkowców i rolników.

5) Dopracować zawczasu wiedzę o realiach prawnych, pomoc materialną i prawniczą. Jak i wypracować metody działań, aby zminimalizować straty własne, przy nie rezygnowaniu z siły i zaangażowania w akcji.
Dzień przed wyjazdem: Mą duszę raduj ą wieści napływające z Australii, gdzie anarchiści, ekolodzy i związkowcy skutecznie zablokowali spotkanie światowych potęg finansjery. Pierwsze godziny w Pradze. Nadzieja była naprawdę wtedy potrzebna. Padał deszcz, na mieście znikoma liczba plakatów, infocentrum zamknięte.

Jest 21.09., błąkam się od 7 do 11, kiedy to pojawiają się pierwsi czescy anarchiści. Przed wejściem jest jakiś zabłąkany Anglik i ktoś tam jeszcze. Deszcz leje, tego dnia miał się odbyć "Dzień bez samochodu" i ruszyć machina spektaklu, ale jakoś tego nie widać. Może jedynie poza większą obstawą placówek dyplomatycznych. Po jakimś czasie jedziemy na Palmovkę gdzie znajduje się "Convergence Centre" -olbrzymia hala przy jakiejś byłej stoczni rzecznej. Pierwsza myśl to: skąd oni to wytrzasnęli? Dzień wcześniej w tym miejscu spotkała się czeska Antifa, lokal nie jest jeszcze do końca wynajęty. Dochodzi do nieporozumienia z firmą ochroniarską. Pojawiają się pierwsi ludzie, pierwsze znajome twarze, jest nas wszystkich około 40 osób, w tym grupa ludzi z Izraela, Hiszpanii, Belgii i Danii. Zaczynają się mozolne prace porządkowe, z początku iście syzyfowe ale jakoś posuwamy się do przodu. Cała sala po paru godzinach jest wyszorowana i umyta. Półmetrowy kurz znika a atmosfera wspólnej pracy napawa optymizmem. Pierwsze nasze spotkanie odbywa się w jakiejś knajpie, gdzie obsługa najpierw nas wywala na zewnątrz a potem serwuje wegetariańskie dania z szynką. Do dziś nie wiem czy to nasze paranoje, czy faktycznie jesteśmy tam śledzeni. W końcu uzbierało się nas z 20 i zaczęliśmy snuć plany o światowej rebelii, nie wiedząc ile osób tak naprawdę przyjedzie i na co będą nastawieni. Wprowadzamy powoli niewerbalny język migowy, dość idiotyczny na początku, ale genialny w końcowym efekcie i chyba stworzony z myślą o gadulskich Polakach przekrzykujących się i przerywających sobie nawzajem (w czym swego czasu przeważałem sam). Pojawiają się pierwsze mapy, plany, strzałki i wykresy, dyskusje o tym, czy w ogóle i jak, jak i gdzie etc. Większość obstaje za tajną wersją ataku od południa, w polskiej grupie tzw. akcja "Banan". Na razie cały czas zbieramy informacje, jak się przespać, jak przejechać granicę, gdzie się spotkać, co ustalać, podział na udział w spotkaniach, grupy komunikacyjne itd. Pogoda się poprawia. Powoli zaciskaj ą się więzi w naszej grupie.

22.09. Większość ekipy spóźnia się na spotkanie o godz. 14.00, trochę to zmniejsza wiarę w nasze możliwości organizacyjne i odpowiedzialność. Pojawia się za to trochę więcej ludzi z Polski, no i karawana rowerowa z Niemiec. Robimy pierwszą zrzutkę pieniędzy, szukamy czarnego materiału, farb, wałków i trzonków do flag. Widnieje polska tablica informacyjna. Ponownie rozmawiamy i dowiadujemy się, że odbędzie się pierwsze wspólne spotkanie, na zasadach demokracji bezpośredniej, ale za pomocą przedstawicieli i tłumaczy, którzy nie decydują za grupę, ale tylko przedstawiają jej zdanie. Coś co żywo przypomina nasz ustrój demokracji szlacheckiej nawet z prawem veta. Grup było co nie miara i chyba jedynie my zdecydowaliśmy się od razu na anarchistyczno-radykalno-ekologiczny polski blok. Inni rozdrabniali się w małe grupki liczące po kilka, lub kilkanaście osób, były to praktycznie grupy całej Europy i z USA. Na tym spotkaniu wspomniano właśnie o koncepcji akcji "Union March"- tj. wspólnego wymarszu dnia 26.09 i o planie "Pilovska" tj. trójkolorowego marszu, dzielącego się na trzy bloki, który miał za zadanie zablokowanie wyjazdu z Centrum Kongresowego. Podczas tego spotkania było około 700 osób i było chyba największym. W następnych biorą udział raczej przedstawiciele, lub tylko konkretne grupy zadaniowe. Podczas tego pierwszego pojawiła się też kwestia mediów, którą szybko rozwiązała hiszpańska anarchistka stwierdzając, iż "media jak będą chciały to i tak zrobią z nas debili, ukazując tylko te aspektyjakie będą chciały, a my nie przyjechaliśmy, aby się przypodobać mediom, ale zrobić swoje, zablokować, albo rozpieprzyć obrady". Tak naprawdę to do tej pory nie wiem, czy odcinanie się od naszego bloku - niebieskiego marszu, przez oficjalną część organizatorów jest tylko i wyłącznie dobrą taktyką unikania odpowiedzialności i kreowania w mediach pozytywnego wizerunku, czy ci ludzie faktycznie tak myślą i pomiędzy nimi i nami (chociaż w naszym natarciu byli też ludzie z INPEG'u - Inicjatywa Przeciwko Ekonomicznej Globalizacji - fasadowego organizatora protestu), doszło do jakiegoś nieporozumienia odnośnie metod i intencji. Podczas przygotowań klimat był otwarty na przeprowadzenie i zaplanowanie wszelkiej maści i gatunku akcji i taki też klimat panował w polskim bloku. Nie narzucano niczego, wszelkie decyzje jak i ostateczny kształt i charakter naszej grupy uformował się, jak nigdy dotąd, całkowicie oddolnie. W trakcie wspólnych dyskusji i argumentacji, poczynając od kwestii stosunku do przemocy, udziału w walkach, pogodzenia i dogadywania ludzi, którzy nie widzieli się w roli gladiatora a mieli sporo do zaoferowania itd. odrzucamy propozycje udziału w kolejnych marszach i zostaje niebieski.

23.09. Sobota. Dzień antyglobalizacyjnej i anty lewicowej demonstracji czeskich faszystów i dzień akcji antyfaszystowskiej. Dwie demonstracje o tej samej porze, w dwóch oddalonych od siebie punktach miasta. Nazistów aż 150, antyfaszystów około 2000. Antyfaszyści żądni konfrontacji. Policja powstrzymuje nielegalny antyfaszystowski marsz. Faszyści wdzierają się do Infocentrum, jednak nic nie słychać o większych szkodach czy poturbowanych. Cały czas wszyscy czekają na pociąg z Włochami, gdzie trzon stanowi lewicowa grupa Ya Basta. W południe w Convergence Centre pojawiają się media, jest to otwarty dzień dla nich. My uczestniczymy w spotkaniach tematycznych, odbywają się ciekawe wykłady, ale większość z nas ma pełne ręce roboty. Kupujemy trzonki, robimy szablony, tniemy flagi i szukamy po całym mieście farby. Powoli kształtuje się polski blok i koncepcja na udział w błękitnym marszu. Jest nas coraz więcej. Trwają przygotowania do akcji alpinistycznej. Zwiadowcy obserwują trasy przemarszów i szacują szansę. Ustalamy ostatecznie, że idziemy w błękitnym marszu, który ma uderzyć pierwszy i przedzierać się w niewygodnie położonym miejscu. Liczymy na 100 do 200 osób z Polski, jest nas w tej chwili około 50. Wpisujemy się jako "Diskopolo". Planowany jest happening, ale w rezultacie nie dochodzi do jego realizacji. Zabrakło para chwil spokoju. Pojawia się ekipa kucharska z Holandii ale niestety nie na nasze możliwości finansowe. Na co wspaniale zareagowała ekipa Wrocławska przygotowując własną kuchnię o niebo tańszą.

24.09. Polska grupa ciągle się powiększa. Nawiązujemy kontakt z francuskimi anarchistami z CNT i Wolnościowej Alternatywy, oraz dowiadujemy się, że greccy anarchiści pragną przyjść na nasze spotkanie i iść z nami w marszu. Jest to naprawdę pokrzepiające. Gdybyśmy już wtedy poznali Greków... jednak ubodzy o tą wiedzę raczej potraktowaliśmy ich z pobłażliwą serdecznością, tak jak to w polskich realiach traktuje się 40-latków. Pojawiają się również nasi przyjaciele z Białoruskiej Federacji Anarchistycznej, no i Niemcy. Powstaje naprędce formowany przez anarcho-komunistów z Czech, Irlandii, Francji i Wielkiej Brytanii antykapitalistyczny "czarno-czerwony Blok", ale po rozmowach z nami, jak i skonfrontowaniu ogólnie panujących tendencji w marszach, cały czarno-czerwony blok przyłączył się do naszej koncepcji wydarzeń w dniu 26.09 i prawie cały błękitny blok załopotał czarnymi i czarno - czerwonymi flagami, co nie znaczy, że w pozostałych blokach nie było anarchistów. W naszym za to mało było socjalistów czy komunistów. Malujemy olbrzymi baner przeciwko Bankowi Światowemu, Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu i Światowej Organizacji Handlu, który dzięki współpracy całej polskiej grupy i szczególnemu zaangażowaniu kilku osób, pojawił się w poniedziałek pod najbardziej strzeżonym mostem w Pradze prowadzącym do "Żelaznego miasta". Tej nocy nasza grupa, wraz z hiszpańskimi anarchistami, osłania Infocentrum przed atakiem nazistów. Cały czas odczuwalny jest słaby kontakt z ludźmi z czeskiego ruchu anarchistycznego, jednak nie ma co się dziwić, cały czas są na widelcu a ilość akcji jaką przeprowadzili, do tej pory w tej sprawie, zadziwia. Nie wiem czy gdyby nas, w Polsce, spotkało "szczęście" goszczenia finansowego forum, umielibyśmy podołać psychicznie i organizacyjnie.

25.09. Wspólnie decydujemy o treści naszego transparentu. Propozycji jest wiele, ale consensus otrzymuje hasło "Zabij kapitalizm, zanim on zabije ciebie", chciano go w trakcie wyboru skrócić do "Zabij kapitalizm", ale zakasowała to jakże radosna propozycja skrócenia jeszcze bardziej, do niewątpliwie wymownego "Zabij!". Tak więc w atmosferze czarnego humoru powrócono do pierwotnej wersji. Pojawia się włoska Ya Basta. Wszystko jest dograne: wspólny wiec na Namesti Miru, Union March, Akcja Pilowska, blokady, walki w razie blokad policyjnych i akcje na mieście.

26.09. Tak też się stało. Czy można było coś zrobić lepiej? Oczywiście, zawsze można ale i tak wyszło nieźle. W większości cele, ustalone na wstępie zostały osiągnięte. Nie zaobserwowałem też, ani nie słyszałem o bezsensownych i bezmyślnych aktach wandalizmu, czy tym bardziej kradzieży, ani udzielaniu się jakichkolwiek negatywnych zachowań. Również wyczuwalna atmosfera odpowiedzialności, zaangażowania i solidarności pozwala sądzić i spojrzeć z dużą dozą optymizmu na dalszy rozwój świadomego ruchu anarchistycznego, myśleć o społeczeństwie wolnych ludzi, którzy obywają się bez państwa i policji, budowanym oddolnie, w oparciu o demokrację bezpośrednią i wypracowywany consensus. Wydarzenia praskie są dla nas pierwszą tak dużą akcją, okazją do poznania i współpracy, dlatego też nie powinniśmy tego zmarnować. Szkoda tylko, że w warunkach polskich bardziej nas podnieca i zajmuje to co nas dzieli, a nie to w jaki sposób możemy prowadzić wspólną działalność i walkę. Stać nas na więcej!!! Pozdrawiam serdecznie wszystkich tych, którzy byli 26-28 na ulicach Pragi i tych wszystkich, którzy trzymali kciuki tu w Polsce, prowadząc akcje solidarnościowe i informacyjne, jaki i wszystkich tych, którzy nie mogąc przyjechać bezpośrednio do Czech, protestowali w swoich miastach na całym świecie.

Stanisław Krastowicz - Poznań


Relacja z Jesieni Praskiej
Spośród możliwych sposobów komunikacji w podróż na praski anty-szczyt wybrałam autostop. Pomysł okazał się trafiony, jako że dawał możliwość zapoznania się z poziomem wiedzy polskich kierowców na temat polityki prowadzonej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Pierwsze kontakty z moimi "przewoźnikami" nie należały do budujących. Szczególnie utkwił mi w pamięci pewien elegancki, otyły jegomość, właściciel równie eleganckiego mercedesa. Otóż ów "przemiły pan" dowiedziawszy się o celu naszej podróży (jechałam z przyjaciółką), najzwyczajniej w świecie wyrzucił nas z samochodu. Wcześniej doszło między nami do niezbyt kulturalnej wymiany zdań i kilku pogróżek. Strona zaczepna sporu odjechała zpiskiem opon z wysoko podniesionym poziomem adrenaliny. Dalsza droga minęła już bez specjalnych niespodzianek. Miłym zaskoczeniem byli czescy stróże granic, nie tylko nie sprawiający żadnych problemów, ale nawet życzący nam miłego pobytu w stolicy. Zamiar przebrania się za sekretarki Havla okazał się przesadzony. Do Pragi dojechałyśmy na dwa dni przed S26. Od razu natknęłyśmy się na roztańczoną, różnobarwną paradę przeciągającą przez plac Wacława. Natomiast następnego dnia atmosferę panującą w mieście można określić na ciszę przed burzą. Wszystko wyglądało niby normalnie: spacerowicze przechadzali się beztrosko, turyści fotografowali się z wszelkimi możliwymi obiektami. Nikt nie zwracał uwagi na zatrważającą liczbę patroli policyjnych szwędających się po praskich uliczkach. Zainteresowania przechodniów nie wzbudzały również obstawy banków, hoteli oraz sklepów i barów różnych korporacji. W prawdziwe osłupienie wprawiła mnie pewna grupka Polaków. Zaczepieni na ulicy nie mieli pojęcia o tym, co ma niebawem wybuchnąć w centrum miasta. Informacja o protestach przeciwko BŚ i MFW nie wzbudziła ich zainteresowania. Okazało się, że w tych gorących dniach do Pragi przyjechali nie tylko młodzi zbuntowani bojownicy.

Wieczorny obchód miasta nie nastroił mnie optymizmem co do sukcesu antyszczytowych demonstracji. Policja wyglądała jak nieźle wyszkolona i uzbrojona armia. Sprzęt, jakim dysponowali dawał do zrozumienia, że będzie to bitwa w stylu "z szabelką na czołgi". Wydawało mi się, że po ostatnich protestach w Waszyngtonie i Seattle nic nie będzie w stanie tych uzbrojonych po zęby gliniarzy zaskoczyć. A jednak zaskoczyło... Zdaje się, że nie tylko członków kongresu i dziennikarzy, ale i samych demonstrantów. Przez cały dzień policja próbowała zatrzymać fale marszów i pochodów, jednak bezskutecznie. Demonstranci podzieleni na trzy grupy, a później na dziesiątki pomniejszych opanowali całą siatkę ulic w centrum Pragi. Na zdobytych ulicach odbywały się spontaniczne zabawy, tańce, wybuch radości, rosły barykady. Wiele strategicznych punktów policja oddawała bez walki. Takie posunięcia przyjmowałam z największą ulgą, jako że nie narażały żadnej ze stron. Chociaż może nie wszyscy demonstranci byli zadowoleni z takiego obrotu sprawy, cześć z nich wyobrażała sobie zapewne, że uczestniczy w prawdziwej wojnie, gdzie celem głównym jest zlikwidowanie jak największej liczby przeciwników. Rozumiem sytuacje, w których należy bronić się przed prowokacyjnymi działaniami policji, albo starać się nie rozproszyć i nie dać rozgonić. Lecz walki uliczne nie powinny polegać na bezwzględnej chęci zwycięstwa, bez kompromisu, za cenę życia, bądź śmierci.

Mimo kilku negatywnych spostrzeżeń byłam pełna podziwu dla siły oporu, jaką potrafi stworzyć oddolnie koordynowana akcja. Szczególnie pomysłowa okazała się metoda rozbijania barierek policyjnych za pomocą wyrzucanych kotwic (bardzo skuteczna!). Organizatorzy przewidzieli wiele niebezpiecznych sytuacji i ubezpieczyli się na każdą z nich dość profesjonalnie. Dla skaleczonych, potłuczonych od razu znajdowały się środki sanitarne, dla oblanych z armatek wodnych - ręczniki, suche ubrania. Wcześniej można było zaopatrzyć się w maski przeciwgazowe. Solidarność między wszystkimi uczestnikami protestu była ogromna. W wirze blokad, starć, potyczek nieraz trudno było się odnaleźć i określić co się właściwie dzieje. Najbardziej trzeźwi demonstranci zawsze służyli pomocnym ramieniem, aby podnieść, bądź wyprowadzić z kłębowiska przerażonych i oszołomionych.

Niesamowicie wyglądał ten rozszalały tłum protestujących. Ludzie przyodziani byli w sportowe ochraniacze, archaiczne kaski motocyklowe, wielu wymalowało ciała w barwy wojenne. Oprócz tego kolorowe wstążki, pióropusze, pokrywy od garnków i śmietników służące za tarcze, wszystkie te elementy sprawiały wrażenie nieustającego, szalonego karnawału. Żaden z pochodów nie zdołał przebić blokady wokół centrum kongresowego.

Później dowiedziałam się, że kilku walczącym udało się jednak tam dostać. Wieczorem trudno było swobodnie poruszać się po mieście, komunikacja miejska była prawie unieruchomiona, a policyjne patrole wyłapywały "podejrzanie" wyglądające osoby. Mimo różnorodności grup biorących udział w demonstracjach (anarchiści, związki zawodowe, radykalni ekolodzy) wysuwa się na czoło jeden wspólny dla nich wszystkich argument: Dość już monopolu w kontroli rozwoju gospodarczego świata! Staje się oczywiste, że zbiurokratyzowane instytucje-molochy nie są predestynowane do prowadzenia za rękę wszystkich mieszkańców Ziemi i dyktowania im warunków, na zasadzie których mieliby się organizować. Tylko decentralizacja międzynarodowych organizacji rozproszy wielki kapitał (największy atut w rozgrywkach o wpływy). Jednak spotkałam się w Pradze z takimi opiniami, że należy walczyć ze wszelkimi przejawami globalizacji, włączając w to internet i telefon komórkowy (napotkani pasterze owiec, podstarzali WiPowcy z Karkonoszy). Opinie te są absurdalne, biorąc pod uwagę fakt, że za pomocą owych najnowszych osiągnięć technologicznych antyszczyt mógł się odbyć z takim rozmachem. Należy walczyć jedynie z takimi skutkami globalizacji, które w jakiś sposób gwałcą prawa wolności i równości. Na zakończenie dodam, że nieprawdą jest jakoby problemem globalizacyjnym zainteresowana była tylko radykalna młodzież. Istnieje duża grupa ludzi nie biorąca bezpośredniego udziału w protestach, a jednak popierająca postulaty wojujących. Najlepszym dowodem na to jest moja droga powrotna do domu. Większość kierowców przyznała się do tego, iż wiernie kibicowała demonstrantom (szkoda tylko, że przed telewizorem). W największe osłupienie wprawił mnie pewien kierowca, będący prywatnym przedsiębiorcą. Wzruszony prawie do łez, pełen poczucia winy, że nie mógł osobiście uczestniczyć w protestach, ofiarował nam pewną sumę pieniędzy z przeznaczeniem na wspieranie inicjatyw oddolnych. Ostatnie protesty w Pradze, przeciwko polityce MFW i BŚ, są kolejnym dowodem na to jak owe organizacje tracą zaufanie w oczach coraz szerszych kręgów społecznych.
AS


UOP szuka kontaktów
Jak się dowiadujemy UOP próbuje pozyskiwać do współpracy osoby, które brały udział w proteście S26 w Pradze. Funkcjonariusze Urzędu wzywają na spotkania głównie osoby młodsze i niedoświadczone oraz dziewczyny. Wezwania dostarczane są telefonicznie lub osobiście przez pracowników Urzędu, jednocześnie od wybranych osób bezprawnie wymaga się zachowania tego faktu w tajemnicy. Również nalega się, aby na spotkanie stawić się bez osób towarzyszących. Należy się spodziewać, że wezwanie takie oznacza złożenie propozycji współpracy na zasadach tajnego agenta w zamian za np. rzekome odstąpienie od zarzutu utrudniania śledztwa lub wynagrodzenie finansowe.


Lepsi i gorsi Polacy
Polskie MSZ odrzuciło starania polskich uczestników antyszczytu S26, twierdząc, że gdyby zatrzymani antyglobaliści nie zachowywali się agresywnie podczas manifestacji, nie zostaliby zatrzymani przez czeską policję oraz że od tego są polskie konsulaty.

Tymczasem przyjaciele uwięzionych zwrócili się z prośbą o pomoc do polskiej ambasady w Pradze, placówki wyższej rangą niż konsulat, w dodatku znajdującej się na miejscu. Co więcej zarówno konsulowie jak i ambasadorowie obowiązani są dbać o należyte traktowanie obywateli polskich za granicą. Jednak zarówno polska ambasada jak i polskie MSZ oceniło, że zatrzymani zachowali się agresywnie. Pomijając fakt, że jest to naruszenie zasady domniemania niewinności, postawili się oni w roli sądu, prokuratora i ławy przysięgłych a priori wydając wyrok. Jednocześnie stosując odpowiedzialność zbiorową, uznali, że WSZYSCY uwięzieni zostali aresztowani za walkę z policją i są winni zarzucanych im czynów. Nie muszą się tym samym fatygować, aby zweryfikować, czy oskarżenia są zasadne, czy nie są torturowani, czy nie wymusza się na nich zeznań.

W tym samym czasie rząd polski prowadzi starania się o uratowanie życia Polaka, którego w Stanach Zjednoczonych skazano na karę śmierci za popełnienie morderstwa. Cóż więc tak naprawdę nie pozwala rządowi chronić wszystkich Polaków?! Zważywszy na charakter protestów i stosunek rządu polskiego do samego procesu neoliberalnej globalizacji oraz udział jego przedstawicieli w samym szczycie, należy uznać, że przyczyną odmowy są względy polityczne, a tym samym rząd polski, rząd wszystkich Polaków, dzieli Polaków na lepszych i gorszych, na tych, którzy się z nim zgadzają i mogą na niego liczyć oraz na tych, których można sobie odpuścić. Wypada tu wspomnieć przypadek rządu Hiszpanii, który poinformował czeskie MSW, że wśród jadących na antyszczyt Hiszpanów mogą się znajdować potencjalni terroryści baskijscy, dostarczając jednocześnie listy typowych baskijskich nazwisk. W myśl tego rasistowskiego kryterium wszyscy aresztowani z typowo baskijskimi nazwiska byli najgorzej maltretowani przez policję. Tak oto rządom bliżej jest do siebie nawzajem niż do swych obywateli, których, jak zdradził sekretarz generalny SLD, Krzysztof Janik, traktują one jako zbiorowość wywrotowców, gotowych rozłożyć państwo w pierwszej dogodnej chwil.

Perun


Artykuły opublikowane w piśmie A-tak

Zobacz więcej:
Foto relacja na foto.rozbrat.org
Krzysztof Rytel - Siedem dni w Pradze