![]() |
||||
|
Abramowszczyzna
2001 W dniach 28-29 września 2001 r. w Poznaniu na skłocie ROZBRAT odbyła się kolejna Abramowszczyzna; impreza poświęcona zarówno postaci polskiego anarchisty Edwarda Abramowskiego, ideom Samorządnej Rzeczpospolitej Przyjaciół, jak i ogólnie dzisiejszemu (nadal) młodemu polskiemu anarchizmowi. Pierwszego dnia w Klubie Anarchistycznym odbyło się wiekopomne spotkanie "trzech pokoleń" czyli osób związanych z ideami wolnościowymi i określających się jako anarchiści(-stki), których szczyt aktywności polityczno-społeczno-artystycznej przypadał odpowiednio na lata 70 (Teatr 8 dnia), '80 (Wolność i Pokój, Ruch Społeczeństwa Alternatywnego, Międzymiastówka Anarchistyczna, Kolektyw Zbitych Psów), '90 (Federacja Anarchistyczna, Kolektyw Rozbrat). Poczynając od lekko stremowanych obecnością nestorów ruchu wolnościowego najmłodszych działaczy, wszyscy po kolei opowiadali o swoich przeżyciach i doświadczeniach z walki ztrójpanowaniem Państwa, Kościoła i Kapitału. Wspaniałym gawędziarzem (przedstawiającym się jako skromny rzemieślnik tekstylny) okazał się Patyczak -uczestnik ruchu Wolność i Pokój oraz założyciel punkowego zespołu Brudne Dzieci Sida. Opowiadał m.in. o głośnych staraniach "zmonopolizowania" przez anarchistów (Komitet Obrony Studentów) studenckiego samorządu Uniwersytetu Adama Mickiewicza i rozpętanej kontrakcji wyborczej prawdziwkowego ugrupowania Młoda Polska chcącego uratować uniwersytet przed ateizmem, rozpustą i chaosem w razie sukcesu wyborczego KOSy. Jedną z uczestniczek spotkania była Ewa Wójciak, która swą antysystemową "karierę" rozpoczęła w latach siedemdziesiątych. Obecnie jest dyrektorką Teatru 8 Dnia i przyznaje, że godzenie dyrektorowania z jej poglądami przychodzi nader ciężko. Nadal czuje się częścią ruchu, który zapoczątkowany został w latach 70, a którego kontynuacją jest dziś, jak uważa, Federacja Anarchistyczna. Dlatego też bardzo chętnie z jej uczestnikami współpracuje. Następnie wszyscy starsi goście, którzy nie mieli jeszcze okazji przebywać na Rozbracie, zostali oprowadzeni po salonach i zakamarkach skłotu oraz wprowadzeni w historię i tajniki jego życia. Inni poświęcili swą uwagę otwartej wystawie fotografii i plakatu "trzech pokoleń". Tego samego dnia wieczorem, w sklotowym lokalu "Kulawy Muł" odbył się koncert B.D.S. (po raz pierwszy podczas erupcji artystycznych zespołu wystąpił odkurzacz, jako równoprawny członek bandu, akompaniujący do nowego bedeesowego przeboju o słynnym didżeju muzyki alternatywnej). Wieczór okraszony został również poezją Kaina Maya w wykonaniu samego autora. Podczas tej duchowej uczty na scenę wdarł się osobnik, który okazał się handlarzem bronią (kapiszonową), starającym się ubić złoty interes wykorzystując te znamienite okoliczności. Nasi wysłannicy zauważają, iż Rozbrat z roku na rok podwyższa swój standard (i zasługuje na przyznanie kolejnej czarnej gwiazdki) - dowodem na to nie tylko kominek, głębokie fotele, nowa stolarka, ale także ilość i jakość napojów alkoholowych serwowanych przez klubokawiarnię "Kulawy Muł". Przy stolikach można spotkać znanych politycznych recydywistów, dysydentów i redaktorów prasy niezależnej. Pod wpływem tej przemiłej atmosfery, nawet naczelny "Innego Świata", stroniący do tej pory od burżuazyjnych fanaberii (Uwodziciel, Słodkie Oczko), został przekonany, iż właśnie on jako członek klasy pracującej jest uprawniony do czerpania przyjemności z wypracowanych wykwintnych dóbr przemysłu alkoholowego. I nie był jedynym naczelnym, który tego wieczora z nich skorzystał . Sobota rozpoczęła się pracowicie od pikiety pod Konsulatem USA przeciwko planowanej (a już niestety rozpoczętej) krucjacie. Obecnych 40 osób wznosiło hasła: Wojna wojnie! Żadnej zemsty! Policja (nie) interweniowała. Po południu odbył się wykład Jarosława Urbańskiego pt. "Globalizacja a lokalne konflikty społeczne". W trakcie dyskusji wiele mówiono m.in. o braku wspólnoty w działaniu antyglobalistów. Prelegent zwrócił szczególną uwagę na fakt, iż ruch antyglobalizacyjny, zaaferowany walkami ulicznymi m.in. w Pradze czy Genui, w obronie uciskanego Trzeciego Świata, nie zauważa wielu regionalnych konfliktów, które wynikają często właśnie z problemu jakim jest globalizacja. Po prelekcji odbyła się dyskusja zdominowana przez socjologów (tym razem nie z Warszawy ), która przekształciła się z czasem w panel dyskusyjny na temat globalizacji, przeciwdziałania jej oraz uczestnictwa j środowiska anarchistycznego w tworzeniu alternatyw. W dyskusji duży akcent stawiany był na to, iż ruch antyglobalizacyjny jest coraz bardziej uogólniany. Coraz częściej na demonstracjach króluje Che, Castro, Mao i Tracki, a media kreują czerwony zamordyzm, system który upadł u nas ponad dziesięć lat temu, jako jedyną alternatywę dla globalnego kapitalizmu. Przed występami artystycznymi wszyscy mieli okazję wzmocnić się wegetariańskim jadłem, a tuż potem nastąpiła uczta teatralna. Pierwsza zaprezentowała się Komuna Otwock przedstawieniem przygotowanym specjalnie na tą okazję pt. "Przyjemność Pre-design (opera)". Wykorzystano w nim cytaty z twórczości oraz epizody z życia Edwarda Abramowskiego. Drugą trupą teatralną była Teatr Suka Off Teatro la Terrorismo z Będzina z przedstawieniem pt. "ln/out które jak się wydaje mówiło o odhumanizowanej miłości fizycznej czy też o autorytatywnym wyznaczaniu ról płciowych. Wskazuje na to scena, kiedy jeden z aktorów przydziela innym zewnętrzne atrybuty płci, podobnie jak w "Święcie wiosny" Katarzyny Kozyry. Tam nagim kobietom przypięto penisy, a nagim mężczyznom czarne trójkąciki. Obydwie sztuki wystawiono w zaskłotowanej hali fabrycznej na terenie Rozbratu. Wieczór zamknął poezją szeleszczącą Metys, akompaniujący sobie szlifierką i innymi bliżej niezidentyfikowanymi mechanizmami dźwiękotwórczymi. Nie da się opisać całej przemiłej atmosfery tej dwudniowej imprezy, dopełnionej nocnymi anarchistów rozmowami przy wyśmienitym kisielu Katarzyny, zapijanym płynem spod drinkowych wisienek. Na koniec należy jednak dodać, iż nasi rozanieleni korespondenci proponują przemianować miejsce na Rozbrat-Zdrój i polecają je każdemu anarchiście o skołatanych nerwach jako cichą, wspaniale funkcjonującą wolnościową przystań. wrażenia
wysłanników spisał BEZprym Już
po II spotkaniu środowisk anarchistycznych i wolnościowych POZNAŃ 29
wrzesień 2001 Założeniem tej imprezy było (jest) integracja środowiska wolnościowego przy okazji małego fermentu intelektualnego. Wynika to z naszego niedosytu takich przedsięwzięć, łączących w sobie charakter spotkań luźnych aczkolwiek twórczych. Coraz rzadziej mamy dziś możliwość współtworzyć takie imprezy, bo z jednej strony wdziera się w nie populizm sprzęgnięty z komercjalizacją, z drugiej zaś przyjmują charakter spotkań elitarnych skazanych na społeczną alienację. Przybyło kilkadziesiąt osób z Poznania, Polski, Europy. 28.IX.2001 Całość rozpoczął
Marek Piekarski "Sanczo" krótkim wstępem o idei spotkania. Pojawiło
się tu nazwisko Abramowskiego, człowieka, którego idee stały się przyczynkiem
do tego spotkania. Następnie przedstawiciele każdego z pokoleń krótko
opowiedzieli o swoich grupach, jak i o własnych przemyśleniach na temat
samego spotkania. FA/Rozbrat przedstawił Adam Piotrowski, WIP,RSA,MA -
Grzegorz "Patyczak" Kmita a Teatr 8 Dnia - Ewa Wójciak. Adam
osoba z najmłodszego pokolenia, powiedział m.in. o potrzebie integracji
ze starszymi od siebie ludźmi, którzy to posiadają bogaty wachlarz doświadczeń
i wiele do zaoferowania takim osobom jak on. Patyczak jako jeden z pomysłodawców
idei "Trzy pokolenia", przeprowadził socjologiczną analizę sposobu
postrzegania tzw. działaczy, przez ludzi swojego pokolenia, którzy w pogoni
za przysłowiowym groszem, nie maja już czasu na angażowanie się. Naśmiewają
się tym samym z tych, którym się jeszcze chce coś robić. Pokrótce: negując
aktywnych, usprawiedliwiają swój brak zaangażowania. Z łezką w oku wspominał
czasy swej szczytowej aktywności, która przypadła na lata 80-te. Natomiast
Ewa zauważyła, iż dla niej, osoby z najstarszego z pokoleń, problemem
nie jest bariera stary-młody, lecz odwrotnie, postrzeganie ich przez młodych
jako kombatantów. Podkreśliła natomiast, iż nadal czuje się związana z
ruchem i chętnie współpracuje z uczestnikami Federacji Anarchistycznej
przy tworzeniu różnych inicjatywach. Spotkanie okraszone było wystawą o Środowisku Wolnościowym Poznania składającej się z trzech części. Każda z części wystawy była robiona przez reprezentantów pokoleniowych, stworzyło to swoistą estetykę tej ekspozycji. Zdjęcia, plakaty, ulotki plus opisy - Teatr 8 Dnia; RSA, WIP, MA, Kolektyw Zbitych Psów; Kolektyw Rozbrat, Federacja Anarchistyczna - dawały oglądającemu możliwość zrozumienia idei spotkania. Następnie osoby pierwszy raz goszczące na Rozbracie oprowadzone zostały po jego salonach a zwiedzając sekretne zakamarki, mogły wysłuchać historii i tajników z życia tego miejsca. Następnie wszystkie pokolenia integrowały się słuchając koncertu jednoosobowego zespołu Brudne Dzieci Sida w wykonaniu Patyczaka, poezji Kain May'a czytanej przez samego autora, popijając rewolucyjne drinki w "Kulawym Mule" lub dyskutując o idejkach przy ognisku, wspólnie piecząc ziemniaczki. 29.IX.
2001 Pikieta wyszła nieźle. Dobre miejsce, dużo ludzi, zarówno pikietujących jak i gapiów. Przemówienie przeczytał Damian Kaczmarek, w którym m.in. główny nacisk położył na krytykę imperialistycznej polityki rządu USA (na czele z George W. Bushem) jako największego na świecie ośrodka terroru, który w swej "ślepej zemście" kolejny raz pozbawi życia tysiące niewinnych cywili. Podkreślono także, iż żaden terror do niczego nie prowadzi a pociąga jedynie niewinne ofiary. Zwrócono także uwagę na rolę mediów, które rozpętały istne szaleństwo i nagonkę, doszukując się winnych niestety tylko po jednej stronie. Media pokazały również na co je stać w samych relacjach z pikiety, np. za radiem "Zet": "...pikietowało 10 osób przeciw demokracji, której przedstawicielem jest Ameryka, policja nie interweniowała". Przechodniom rozdawane były ulotki informujące o celu pikiety jak i gazetka antywojenna wydana przez FA W-wa. Pikieta przebiegła spokojnie - policja nie interweniowała, poza profilaktycznym spisaniem dwóch osób. Transparenty - "Wojna Stop", "Nie bądˇmy ofiarami terroryzmu", zasilone okrzykami - "politycy do okopów", "nie ma wojen sprawiedliwych", "wojna wojnie", "żadnej zemsty". Godz 16:00 Z opóźnieniem kwadransu anarchistycznego (45 min) rozpoczęto "Abramowszczyznę". Niestety nie było szampana ponieważ do sklepu wysłany został abstynent, który to nie znając się na trunkach, zamiast szampana przyniósł wino J. Niestety z wykładu wycofał się Andrzej Kołodziej i odbył się jedynie wykład o globalizacji, postrzeganej przez pryzmat konfliktów regionalnych, który przygotował Jarek Urbański z poznańskiego WIP-u. Jarek mówił m.in. o braku wspólnoty w działaniu antyglobalistów i barierze w osiągnięciu celu. Zwrócił szczególną uwagę na fakt, iż ruch antyglobalizacyjny, zaoferowany walkami ulicznymi m.in. w Pradze czy Genui, w obronie uciskanego Trzeciego Świata, nie zauważa wielu regionalnych konfliktów, które wynikają często właśnie z problemu jakim jest globalizacja. Wykład uzupełniany był dziesiątkami fachowych odnośników, zarówno wykresów jak i przykładów. Jarek od 4 lat zajmuje się archiwizowaniem i analizą właśnie konfliktów regionalnych a od kilku miesięcy przygotowuje książkę na ten temat. Na wykład przyszło sporo socjologów. Z czasem samoistnie przekształcił się on w panel dyskusyjny na temat globalizacji, przeciwdziałania jej oraz uczestnictwa środowiska wolnościowego w tworzeniu alternatyw. W dyskusji duży akcent stawiany był na to, iż ruch antyglobalizacyjny jest coraz bardziej uogólniany. Coraz częściej na demonstracjach króluje Fidel Castro, Mao i Trocki. Media kreują tą wizję - jakoby jedyną alternatywą do globalnego kapitalizmu miałby być system, który upadł u nas 10 lat temu. Dyskusja nad formą działań antyglobalizacyjnych ruchu wolnościowego i przełożenia tych działań na rzeczywistość, tak by nie zostać zagłuszonym przez powyższy schemat postrzegania tematu, stała się dominująca. Mówiono również o tym, że globalizacja to kolejna hybryda władzy a jej jedyną alternatywą na poważnie, jest, jak mówił Abramowski - moralna rewolucja społeczeństwa. Godz 19:30 Już teraz zapraszamy za rok, jak niektórzy przybyli goście twierdzą na "Rozbrat Zdrój", który cyt. "polecają każdemu anarchiście o skołatanych nerwach jako cichą, wspaniale funkcjonującą wolnościową przystań". Dzięki za te miłe słowa. (K&S) ABRAMOWSKI i "POŹNI WNUKOWIE" 28 września,
koło 14.00 Bilet do Poznania kupuję na peronie Dworca Centralnego, wprost
u konduktora. Wcześniej wlokłem się niemiłosiernie pospiesznym autobusem,
relacji Lublin - Toruń, w wichurze i strugach deszczu Express "Mewa"
(W-wa Wsch -Szczecin) jedzie na szczęście nieco szybciej, mijając rozlane
właśnie rzeki, zaś między Kołem a Koninem hektary podtopionych łąk. Tego
jednodniowego kataklizmu władze nie uznają za powódź - jest tuż po wyborach
i straszyć społeczeństwa - nie nada. "Z konieczności
czy własnych zainteresowań?"- pytam. Słyszę, że to drugie i jest
mi miło. Za godzinę bowiem z hakiem Sanczo rozpocznie na Rozbracie spotkanie
"Trzy pokolenia", określone w ulotce jako "próba integracji
kolejnych pokoleń, tworzących ruch alternatywny" Poznania. Towarzyszka
podróży jedzie do Stargardu, pokazuję jej jeszcze z okna wagonu stację
"Peugeota", za którą przycupnął Rozbrat i czas wysiadać. Jestem
do tyłu już 17 minut, drugie tyle, nim dojdę na Pułaskiego. W "Kulawym
Mule" Patyczak prezentuje materiał z ostatniej chyba kasety "Trzy
akordy, darcie mordy". Parodiowanie punk rocka wychodzi mu całkiem
dobrze, zbiera zasłużone brawa. Po nim Kain czyta swoje "fekalistyczne"
wiersze, bardziej jeszcze drapieżne, niż songi Patyczaka. Mayowa ocena
polskiej rzeczywistości trafia w sedno, publiczność nie bardzo pozwala
mu na odłożenie mikrofonu. Nieco później
wspominamy z Ewą Wójciak i Kainem tych, którzy odeszli. Dawno lub wręcz
wczoraj, niczym lider Warszawskiej Grupy Teatralnej. Pozostaje obecność
poprzez brak, nie o żal jednak chodzi. Skoro ich już nie ma - a MY JESZCZE
JESTEŚMY - czeka wszystkich chętnych długi marsz. Nie ten z historii,
tworzonej przez Mao. Ten z historii, która nam przypadła w udziale. Stosujemy
to nocą w praktyce, wędrując z Metysem przez kilka osiedli, bo autobus
raptem pojechał "gdzie indziej", nie zaś tam, gdzie myśleliśmy,
że pojedzie. O ile myśleliśmy jeszcze. Rano malujemy
transparenty na pikietę przeciw wojnie w Afganistanie, która wisi na włosku
a zacznie się tydzień później, przeciw globalizacji i innym sprzecznym
z naszymi - racjom. Pokojowo, nie powiem. Policja nie bije, choć nie jest
rozmowna. Na wszelkie próby indagowania funkcjonariusze zdawkową mruczą:
"uuumhm". Rezygnuję z nie-platońskich dialogów z policją, zaczepiam
cywili. "Ja bym tych skurwysynów sam wystrzelał-mówi ktoś, kto wygląda
na młodego biznesmena -Przyjdzie mi do końca życia podróżować samolotami
- i co, mam się ciągle bać, że mnie wysadzą?" Nie tłumaczę, że spiralę
strachu nakręcają mass-media, bo za to im płacą. Idę do "Arsenału"
pogrzebać w tanich książkach. Z powrotem Rozbrat. Jarek Urbański, socjolog,
mówi o konfliktach regionalnych i lokalnych wczasach globalizacji. Trochę
w tym ginie sama globalizacja i książka profesora Baumana, którą przytacza.
Coś dorzuca wrocławski fachowiec, Piotrek Żuk, coś ja. Publiczność jest
aktywna (przy Pułaskiego to istotna cecha meetingów), jakiś consensus
zostaje ustalony. Czas na Teatr
Komuna Otwock, który a) opanował warsztat, b). jest komunikatywny, c)
nie udaje, iż nie zna dorobku poprzedników. Ten język rozumiem, pierwsze
spotkanie z "Otwockiem" pozostawia dobre wrażenie. Drugi spektakl,
innej całkiem ekipy, prowokuje do wyjścia. Może na świeżym powietrzu będą
świeższe myśli... Znów rozmowy,
przewijają się. Metys (pojedynek na kieliszki, sekundantem mi Krawat;
nie rozstrzygnięty, bo ktoś czegoś chce, kolejne rozmowy itd., itp.).
Patyczak, Ksiądz i jako współgospodarze niemal - ludzie z 8 Dnia i Strefy
Ciszy. Sanczo biega między wszystkimi, łączy rozmowy różnych grupek, sam
wrzuca jakieś pomysły. "Abramowszczyzna",
bo pod takim hasłem spotykamy się za "Peugeotem", rozkręca się,
mimo braku kilku ludzi, którzy przyjechać nie mogli. Cóż, duchowy patron
może być zadowolony - na Rozbracie wszyscy organizują się naprawdę sami.
Dyskutują przy ognisku przedstawiciele niezależnych wydawnictw RSA i...
SLD. Wrogości - nie widać. I dobrze, bo każdy ma prawo mieć własne poglądy.
Przynajmniej w poznańskiej enklawie. 4-lecie Biblioteki
Wolnościowej trwa - i nie należy stawiać kropek nad "i" Wszyscy
pytamy. "co dalej?" i nie oczekujemy odpowiedzi od kolegów.
Oczekujemy jej -od siebie. LELE |
|
|||