![]() |
||||
|
Liberałowie znowu w ofensywie - ceny biletów MKP wzrosną o 25% 20 grudnia odbyła się pikieta pod Urzędem Miasta Poznania w której wzięło udział 25 uczestników i uczestniczek Federacji Anarchistycznej s. Poznań oraz związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza. Protest odbył się pod hasłami walki z planami drastycznych podwyżek cen usług komunalnych, w tym przede wszystkim cen biletów komunikacji miejskiej. Dziś rada miasta miała zadecydować, czy akceptuje 45 procentowy wzrost cen biletów miesięcznych. Dodatkowo miano dokonać cięć budżetowych na dodatki mieszkaniowe i rodzinne. Akcja najpierw odbyła się pod Urzędem Miasta, a potem pikieta przeniosła się pod Salę Sesyjną Rady Miasta. Wszystkim radnym wręczono ulotki. Przedstawiciele Inicjatywy Pracowniczej i Federacji Anarchistycznej wręczyli także Prezydentowi Poznania blisko 3000 podpisów zebranych w ciągu ostatniego tygodnia pod petycją domagającą się odstąpienia od podwyżek cen usług komunalnych, w tym biletów MPK. Przeciwko podwyżkom biletów MPK wypowiedziały się także inne związki zawodowe. Pomimo tego, i sprzeciwu PiS i LiD, głosami radnych PO, rada miasta uchwaliła, że najpopularniejsza sieciówka będzie teraz kosztować 81 zł (do tej pory 65 zł). Bilet jednorazowy 2 zł., ale będzie obowiązywać na 15 minut (do tej pory 1,30 zł za 10 minut). Generalnie zatem podwyżki wyniosą o ok. 25 proc.
Prezydent Ryszard Grobelny nie przedstawił żadnych sensowych argumentów dotyczących wprowadzenia tak drastycznych podwyżek. Na pytania radnych twierdził m.in., że nie spowodują one np. utraty klientów i zwiększenia ruchu kołowego. Powtarzał w kółko, że konieczność podwyżek podyktowana jest względami prowadzonej "prorozwojowej polityki w mieście", nie precyzując co konkretnie ma na myśli. Podawał też dane, że obecnie najpopularniejsze bilety sieciowe są najtańsze (obok Warszawy) w kraju, ignorując jednocześnie uwagi radnych, że koszty innych usług komunalnych są w Poznaniu - na tle innych miasta - bardzo wysokie (np. woda i kanalizacja) i że trzeba spojrzeć na wszystkie koszty obciążające budżety mieszkańców. Koszty utrzymania w Poznaniu są coraz wyższe, dowodzono, a podwyżki cen biletów MPK jeszcze ten proces pogłębią. Najbardziej przekonywująco przeciwko podwyżkom wypowiedział się Tomasz Lewandowski (LiD). Stwierdził m.in. że nieprawdą jest, iż miasto musi wprowadzić podwyżki z uwagi na pogorszającą się sytuację finansową MPK. Roczny koszt funkcjonowania MPK jest dziś większy niż kilka lat temu o 25 mln. złotych - przekonywał Lewandowski - ale zapomina się jednocześnie dodać, że wpływy do kasy miasta są większe o ponad 600 mln. złotych. Zatem - konkludował - stać miasto na dopłacenie do MPK 25 mln. Jest to kwestia decyzji rady i obrania kierunków prospołecznej polityki miasta. Odrzucił też argumentację PO, zaprezentowaną przez Wojciecha Kręglewskiego, który podwyżkę cen biletów uzasadniał tym, że na przestrzeni od 2004 roku średnia płaca wzrosła o ok. 27 proc., zatem podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej mogą mieć podobne rozmiary. Średnia płaca wzrosła - mówił Lewandowski - ale nie wszystkim w takim samy stopniu, na przykład w tym samym czasie pracownikom MPK płace wzrosły o 11 proc. Z komunikacji miejskiej korzystają przede wszystkim gorzej sytuowani i w nich podwyżki uderzą w pierwszym rzędzie, nie tylko komunikacji miejskiej, ale wody (o 7 proc.), czynszów (koszt wywozu śmieci wzrósł o 40 proc.) itd. - podsumował. W związku
z przegłosowaniem podwyżek o 25 proc. OZZ Inicjatywa Pracownicza i Federacja
Anarchistyczna s. Poznań zapowiadają dalsze protesty, łącznie z wezwaniem
mieszkańców Poznania do kampanii obywatelskiego nieposłuszeństwa. Zjednoczony lud jest niezwyciężony - relacja ze spotkania 8.12.2007 "Jesteśmy jak ptaki, które zapytane przez kucharza o to, w jakim sosie chcą być ugotowane, stwierdziły wspólnie, że wolą zjeść kucharza." Tym porównaniem zakończył swoje wystąpienie Andres Ortega, prawnik z broniącej więźniów politycznych organizacji LIMEDDH, którego razem z fotografem Hinrichem Schultze gościliśmy na Rozbracie 8 grudnia b.r. Podczas spotkania z aktywistami został pokazany film pt. "Raport CCIODH z V wizyty w Oaxaca". CCIODH jest międzynarodową komisją monitorującą przypadki łamania praw człowieka, która już wcześniej odwiedzała Meksyk celem obserwacji sytuacji w Chiapas, Atenco, Juarez i innych miejscach w tym kraju gdzie brutalnie łamane są prawa człowieka. Film przedstawia relacje różnych grup społecznych dotyczące obecnej sytuacji w Oaxaca. Ukazywany jest ogrom represji stosowanych wobec obywateli, którzy postanowili sprzeciwić się władzy. Opisywane są przypadki morderstw, porwań, gwałtów, tortur i innych z całej palety środków zastraszania i przemocy, z jakich korzysta meksykańskie państwo.
Rosnące niezadowolenie społeczne z prowadzonej przez meksykańskie władze neoliberalnej, skorumpowanej polityki znalazło odzwierciedlenie w wydarzeniach zainicjowanych w maju 2006 roku. Masowe protesty, przejmowanie środków komunikacji i aktywna walka z państwowymi represjami charakteryzują ostatni okres w stanie Oaxaca. Jednak równie istotne jest tworzenie alternatyw, które przyjmują realne kształty w postaci Powszechnego Zgromadzenia Ludów Oaxaca (APPO), składającego się z ponad 300 różnych grup, które to nie uznając władzy gubernatora stanu stara się w tych trudnych warunkach podejmować decyzje na zasadach oddolnych i aktywnie kształtować sytuację w stanie. Niestety, obecnie głównym tematem, którym się zajmuje, jest uwolnienie więźniów politycznych, poszukiwanie zaginionych osób oraz doprowadzenie do ukarania winnych tych prześladowań. Po filmie i dyskusji Hinrich Schultze pokazał swoje zdjęcia, które dokumentowały miasto w momencie zajęcia go przez APPO, gdy nie było w nim ani władz stanowych, ani policji. Wynika z nich, że w mieście panował spokój, a mieszkańcy i turyści czuli się w nim bezpiecznie. Dopiero po odbiciu miasta przez policję i oddziały paramilitarne zapanował w nim chaos, a uczestnicy protestów boją się wyjść na ulice w obawie przed porwaniami lub aresztowaniem. W przeciągu całego konfliktu zginęło do tej pory 26 osób, kilkadziesiąt zaginęło, kilkaset osób zostało rannych, a ponad 200 osób nadal przebywa w więzieniach. Obecnie wielu spośród uczestników zeszłorocznych wydarzeń wyjechało z Meksyku, aby rozpowszechniać informacje o sytuacji w Oaxaca jak i zebrać fundusze na dalszą działalność. Szczególnie zależy im także na współpracy z innymi grupami i wspieraniu ich ruchu poprzez różne działania solidarnościowe. Po spotkaniu
przeprowadziliśmy z Andresem Ortegą wywiad, który ukaże się w następnym
numerze "Przeglądu Anarchistycznego". Spotkanie organizacyjne dni akcji skłoterskich w kwietniu 2008 W dniach 24-25 listopada w Dijon we Francji odbyło się spotkanie organizacyjne dni akcji na rzecz skłotów i przestrzeni autonomicznych, które odbędą się 11 i 12 kwietnia 2008. Aktywiści z kilkunastu krajów Europy spotkali się na skłocie Les Tanneries, przestrzeni, która jest nielegalnie zajmowana od 1998 roku (część terenu skłotu jest jednak połowicznie zalegalizowana). Na Les Tanneries od lat odbywają się różne wydarzenia polityczne i kulturalne, jest tam biblioteka, sala komputerowa (skłot ten nazywany jest "mekką anargeeków"), przestrzeń koncertowa, wystawiennicza oraz oczywiście mieszkalna. Na Les Tanneries odbywa się wiele spotkań grup politycznych nie tylko z Dijon, aktywiści związani ze skłotem biorą czynny udział w ostatnich protestach studentów i uczniów we Francji, udostępniając przestrzeń skłotu również dla nich. Kilka miesięcy temu zdecydowali zorganizować spotkanie dla działaczy ze skłotów z różnych krajów, po nasilonej fali represji wobec wielu przestrzeni autonomicznych w Europie (eksmisja Ungdomshuset w Kopenhadze, sprzedaż Kopi w Berlinie). Les Tanneries jeszcze niedawno również walczyli o swoje przetrwanie, dotarły do nich bowiem informacje, że Rada Miasta chce sprzedać ich przestrzeń, jednak szybka reakcja i szereg akcji w obronie skłotu zagwarantowała im przetrwanie na co najmniej cztery najbliższe lata.
Apel wzywający do udziału w dniach akcji i w spotkaniu przygotowawczym przetłumaczono na kilka języków, udział w spotkaniu zapowiedziało kilkadziesiąt osób z całej Europy i nie tylko. W końcu, na spotkaniu 24 listopada pojawiło się około stu osób z piętnastu krajów, w tym dwie osoby z Polski, reprezentujące najstarszy polski skłot Rozbrat w Poznaniu. Pierwszy dzień aktywiści poświęcili na prezentację swoich przestrzeni oraz dyskusje dotyczące strategii ruchu skłoterskiego i kwietniowych dni akcji. Wiele osób i grup zauważyło potrzebę zmianę strategii działania, uznając za przestarzałe i nieefektywne tworzenie zamkniętych enklaw, a nie otwartych i zaangażowanych politycznie centrów socjalnych. W Europie zachodniej (zwłaszcza w Berlinie) wiele z byłych skłotów to teraz tzw. house project, które są częściowo zalegalizowane, które coraz częściej odbiegają od działalności politycznej na swoim terenie. Wiele godzin dyskutowano o potrzebie łączenia działalności skłoterskiej z walkami społecznymi, otwieraniem się na zewnątrz. Wiele osób wyraziło swoje przemyślenia na temat tego, że ruch skłoterski stał się częścią marginesu wewnątrz kapitalizmu, któremu już nie zagraża, jest bowiem możliwy do oswojenia. Celem tego spotkania i dni akcji ma być jednak pokazanie tego, że przestrzenie autonomiczne nie są czymś, co może bezkonfliktowo istnieć w kapitalizmie, a mają generować energię gotową go obalić. Dyskutowano również o tym, dlaczego właściwie skłotujemy, przeciw komu wymierzony jest akt nielegalnego okupowania pustostanów. Wiele wątków dyskusji dotyczyło galopujących cen "życia", tj. czynszów, opłat, jedzenia itd., które dotykają głównie najbiedniejszych. Miasta europejskie, zwłaszcza ich centra stają się przestrzenią totalnie skomercjalizowaną, w innych częściach miast następuje proces gentryfikacji, czyli wykupywania przez ludzi zamożnych mieszkań i domów w dzielnicach tradycyjnie zamieszkanych przez klasy niższe. Jako uczestnicy spotkania, doszliśmy więc do wniosku, że dni akcji powinny być atakiem na tych, którzy za taki stan rzeczy są odpowiedzialni zarabiają na tym krocie. Głównie chodzi więc o agencje nieruchomości, komorników, firm budowlanych wyspecjalizowanych w budowaniu przestrzeni dla yuppies, centrów handlowych, zamkniętych osiedli (opowieści z Polski o ogrodzonych osiedlach dla burżujów wywołały niezłą furorę). Zwrócono uwagę na taktyki takie jak np. strajki czynszowe. Na spotkaniu były również osoby z krajów wschodnich, gdzie nie ma żadnych skłotów, gdzie jednak również istnieje potrzeba uspołecznienia przestrzeni publicznej. W pierwszą noc spotkania zaprezentowano wiele filmów o różnych skłotach w Europie. W drugi dzień omawiano sprawy techniczne związane głównie z propagandą na rzecz dni akcji. Niedługo zostanie utworzona gazeta oraz nowa strona internetowa, gdzie będzie można przeczytać oraz zamieszczać informacje nt. przestrzeni autonomicznych i tematów związanych z problemami mieszkaniowymi. Po kwietniu odbędą się kolejne spotkania organizacyjne planujące dni akcji - więcej szczegółów niebawem. Wszystkie skłoty, grupy oraz osoby zainteresowane udziałem bądź pomocą w przygotowaniach dni akcji mogą pisać (również po polsku!) na oficjalnego maila akcji april2008(małpa)squat.net Strona akcji:
http://april2008.squat.net/pl/ Zamiast
gadania, chcemy działania!!! Ponad 200 osób wzięło udział w demonstracji w podpoznańskim Przeźmierowie, domagając się zbudowania ekranów akustycznych i wałów ziemnych wokół Toru Poznań. Tor Poznań został oddany do użytku w początkach lat 80., był to wówczas miejski obiekt sportowy, na którym odbywały się zawody motorowe i treningi wielkopolskiego Automobilklubu. Począwszy od lat 90. Automobilklub, jako jednostka faktycznie prywatna zarządza Torem i terenami do niego przyległymi w sposób całkowicie komercyjny. Od tego czasu wykorzystanie toru wzrosło w sposób skokowy, na Torze poza imprezami statutowymi, odbywają się wyścigi i treningi, na zasadach wynajmu, do tego działa 1,5 km tor kartingowy. Tor jest wykorzystywany często 7 dni w tygodniu od rana do wieczora. Jakby tego było mało na skutek kiepskiego systemu zabezpieczeń, w nocy z toru korzystają "na dziko" wielbiciele nielegalnych wyścigów motorowych. Zarządzający obiektem, nie podejmują też żadnego monitoringu poziomu hałasu w czasie gdy tor jest wynajmowany, kiedy maszyny często pozbawione są tłumików. W 2000 roku mieszkańcy okolic Toru, zmęczeni ciągłym hałasem zaczęli słać pisma, petycje i skargi, do różnorakich urzędów i sądów. Ja się jednak okazało natrafili na mur koleżeńsko-biznesowych układów pomiędzy władzami i biznesmenami, czerpiącymi profity z działalności Toru. Sprawy ciągnęły się w nieskończoność, manipulowano ekspertyzami itd. Wielu mieszkańców zniechęciło się do jakichkolwiek działań, twierdząc, że "nic się nie da zmienić". Dopiero w 2006 roku, po tym jak głośnie stały się protesty mieszkańców innych dzielnic Poznania (Marlewo, Krzyżowniki), w okolicach Toru Poznań zaczęto myśleć o organizacji bardziej zorganizowanego i głośnego protestu, który miałby sprawić poważne potraktowanie postulatów sąsiadów uciążliwego obiektu sportowego. Dzięki inicjatywie bardziej zdeterminowanych działaczy lokalnych, sprawą zajęły się Rady Osiedli, sąsiadujących z obiektem, przeprowadzono konsultacje społeczne mające wyłonić postulaty. O pomoc, mieszkańcy zwrócili się do poznańskich organizacji ekologicznych i społecznych, zaangażowanych w działania innych komitetów protestacyjnych, w tym min. Federacji Anarchistycznej. Efektem tych działań była dzisiejsza demonstracja w Przeźmierowie, w dniu kiedy Tor obchodził swoje "głośne" XXX urodziny. Demonstranci przeszli pod bramę wejściową, skandując hasła "Zarabiacie naszym kosztem", "Hałas zabija", "Chcemy toru bez hałasu", "My tu żyjemy, wy się bawicie", "Zamieszkajcie obok toru". Tam do demonstrantów wyszedł prezes Automobilklubu Robert Werle, jego tłumaczenia i "wyrazy dobrej woli" zagłuszyli protestujący okrzykami "Zamiast gadania, chcemy działania". Następnie demonstracja przeszła pod sam tor wyścigowy, gdzie wręczona została petycja. Zawarto w niej min. postulaty wprowadzenia konkretnego planu i zakresu inwestycji wytłumiającej hałas z toru (wały ziemne plus ekrany akustyczne); skrócenia trwania sezonu użytkowania toru od maja do października; organizowanie imprez statutowych nie częściej niż 1 weekend w miesiącu; innej działalności jedynie w 2 dni powszednie w tygodniu w godz. 10.00 - 16.00; wprowadzenie systemu całodziennego monitoringu poziomu hałasu na torze; podjęcie kroków, aby już nigdy nie dopuścić do jazd na dziko po torze w godzinach nocnych. W proteście
uczestniczyli poza mieszkańcami okolic toru i organizacjami społecznymi,
także przedstawiciele komitetów protestacyjnych ze Smochowic, Krzyżownik,
Marlewa i Ławicy. Cierpliwość
mieszkańców się już wyczerpała, zapowiadają, że jeżeli natychmiast nie
zostaną podjęte działania mające na celu spełnienie ich postulatów, protest
ulegnie zaostrzeniu i będzie trwał do skutku. Chilavert w rękach pracowników - spotkanie w Poznaniu 1 lipca 2007 r. nasze miasto odwiedziło dwóch pracowników drukarni Chilavert z Buenos Aires. Podróżują oni od kilku tygodni po całej Europie i opowiadają o swojej walce oraz prezentują album ze zdjęciami z przejętych fabryk, opracowany i wydany przez ich spółdzielnię. Drukarnia Chilavert jest jednym z ponad 180 zakładów pracy przejętych przez pracowników w Argentynie (głownie Buenos Aires), które zatrudniają ponad 15.000 osób. Fenomen uspołeczniania fabryk na masową skalę rozpoczął się po krachu ekonomicznym w 2001 r. W kwietniu 2002 r. sami drukarze zajęli ją, aby uniknąć wywozu maszyn. Drukarnia została przekazana w ręce pracowników dzięki specjalnej ustawie i do dziś zarządzana jest przez nich w ramach kooperatywy. Spotkanie w Poznaniu zorganizowane zostało przez Inicjatywę Pracowniczą i Federację Anarchistyczną w sali Teatru Ósmego Dnia. Całość poprzedzona została wstępem Agaty Podemskiej, która odwiedziła Argentynę już po opanowaniu kryzysu ekonomicznego. Opowiedziała ona o swoich odczuciach dotyczących sytuacji społeczno-politycznej w Argentynie oraz istniejących tam ruchach społecznych z perspektywy obcokrajowca.
Pracownicy Chilavert na początku wystąpienia opowiedzieli historię przejęcia fabryki. Właściciel drukarni ogłosił bankructwo po grudniowym kryzysie w 2001 r., jednak już wcześniej pracownicy nie mieli wypłacanej pensji i pracowali za darmo. Po ogłoszeniu upadłości właściciel próbował oszukać pracowników i wywieźć maszyny. Mimo, że według argentyńskiego prawa, takie postępowanie jest nielegalne (majątek fabryki powinien pokryć zobowiązania wobec wierzycieli), udało mu się uzyskać zgodę dzięki łapówkom. Aby nie dopuścić do likwidacji zakładu 8 byłych pracowników rozpoczęło okupację fabryki. Władze wysłały oddziały policji, jednak solidarny opór mieszkańców dzielnicy, w której mieści się fabryka sprawił, że zrezygnowano ze szturmu i rozpoczęto blokadę drukarni. Taki pat trwał prawie rok. Pracownicy nie mogli jednak czekać, sami musieli coś jeść, a mieli jeszcze na utrzymaniu rodziny, postanowili, więc wznowić produkcję bez szefa. Problem realizacji zamówień w sytuacji oblężenia drukarni pomógł rozwiązać, sąsiad fabryki, który wykuł w ścianie dziurę, przez którą wynoszono towar. Sam fakt podjęcia produkcji, jak podkreślali, nie był motywowany względami ideowymi tylko czystą koniecznością. Dopiero później zaczęto postrzegać samorządową organizację pracy w opozycji do kapitalistycznego sposobu produkcji jako wartość samą w sobie. Początkowo fabryka nie funkcjonowała tak jak powinna, nadal trwał kryzys, zamówień było mało, na dodatek robotnicy musieli rozwiązywać problemy, o których wcześniej nie mieli pojęcia. Sposobu organizowania produkcji uczyli się na własnych błędach oraz dzięki nawiązaniu kontaktu z innymi kooperatywami, które funkcjonowały w Buenos Aires na podobnych zasadach (tylko w tym mieście istnieje 5 drukarń zarządzanych przez pracowników). Przełomem dla Chilavert i innych przejętych zakładów były regulacje prawne uchwalone przez rząd pod naporem społecznym, które pozwalały na zalegalizowanie ich działalności, dzięki czemu zakończyła się policyjna blokada samorządowych fabryk. Dzisiaj Chilavert to nie tylko drukarnia, to także miejsce spotkań lokalnej społeczności, prowadzone jest tam we współpracy z Uniwersytetem Buenos Aires, archiwum ruchu przejmowania fabryk, a w tym roku otworzono szkolę średnią dla dorosłych prowadzoną za darmo przez nauczycieli. Każdego roku 24 maja, tj. w dzień odparcia policyjnego ataku na fabrykę, mieszkańcy dzielnicy organizują wielki festyn. Część dyskusyjna poznańskiego spotkania była dłuższa i bardziej burzliwa niż samo wystąpienie pracowników fabryki. Zgromadzona publiczność zadawała wiele szczegółowych pytań dotyczących funkcjonowania fabryki, sposobu podejmowania decyzji itp. Odpowiadając na pytania Argentyńczycy odwoływali się do doświadczeń nie tylko swojego zakładu, ale także innych przejętych fabryk. W drukarni Chilavert pracuje obecnie 13 osób, jedno z pytań dotyczyło więc przykładów większych fabryk zarządzanych na zasadach demokracji bezpośredniej. Jako przykład podana została wytwórnia ceramiki "Zanon", w której pracuje ponad 800 osób. W niej decyzje podejmowane są poprzez delegatów poszczególnych wydziałów, a ogólne zebrania wszystkich pracowników organizowane są w przypadkach rozważania kwestii najważniejszych. W podobny sposób zarządzane są zatrudniające po kilka tysięcy osób zakłady w Brazylii, gdzie również działają samorządowe fabryki. Publiczność na spotkaniu była dość zróżnicowana: od działaczy radykalnych organizacji i związków zawodowych, po osoby, które nigdy wcześniej nie spotkały się z ideami samorządności pracowniczej. Stąd niektóre pytania były dość zaskakujące dla gości z Argentyny. Jedna osoba próbowała usilnie dopasować spółdzielcze sposoby organizacji do kapitalistycznej formy. Pytając min. o to czy pracownik, który postanowiłby odejść otrzymałby "z powrotem" swój udział, który włożył przystępując do spółdzielni. W czasie dyskusji, która się z tego powodu wywiązała próbował przeciwstawić "naturalne" myślenie w kategoriach własnego indywidualnego zysku, sposobowi kolektywnej organizacji, która temu "naturalnemu" porządkowi przeczy. Zaprezentowany sposób argumentacji jest typowym dla obrońców obecnego porządku niesprawiedliwości społecznej. Osoba ta nie mogła zrozumieć faktu, że sposób myślenia, w którym własny zysk i konkurencja z innymi pracownikami nie jest czymś naturalnym, ale raczej patologią wytwarzaną w systemie kapitalistycznym. Takie inicjatywy jak drukarnia Chilavert, nie są jedynie przykładem alternatywnego i bardziej wydajnego sposobu zarządzania, ale przede wszystkim są ucieczką od kapitalistycznej logiki zysku ponad wszystko. Co ma swoje przełożenie na wszystkich poziomach życia społecznego? Dlatego pracownicy Chilavert nie rozpatrują tego typu przypadku inaczej jak formy patologii - pracownik, który odchodząc z fabryki próbowałby ją zubożyć traktowany byłby w ten sam sposób, w jaki potraktowany zostałby były właściciel. Następnego dnia prelegentów czekała długa podroż do niemieckiego Rostocku, gdzie znajduje się następny przystanek na europejskiej trasie. Album "No
pasar" prezentujący fotografie z samorządowych fabryk w Argentynie
dostępny będzie w najbliższych dniach w dystrybucji Oficyny "Trojka".
Dokładamy starań aby dołączona została do niego wkładka z polskim tłumaczeniami
opisów do zdjęć. Polecamy.
(DK) Po
antyszczycie G8 Heiligendamm, Niemcy: W czwartek budzi nas pięć helikopterów przelatujących nisko nad drzewami. Minęła noc, a my nadal tam jesteśmy... O ósmej rano spotkanie delegatów "Zostajemy?", "Co robimy?". Trudno odpowiedzieć, bo wszyscy są w szoku, że policja nas nie spacyfikowała. Decyzja nie zapada, rozchodzimy się do swoich grup. Dowiadujemy się, że całe Reddelich idzie na bramę zachodnią. Czekamy na resztę znajomych z Polski i około południa ruszamy w dwugodzinny marsz przez pola, z dala od policji, którą widać za każdym zakrętem. Idziemy gęsiego w około sto osób po pas w zbożu, widok zapierający dech w piersiach. Po około dwóch godzinach docieramy na zachodnią blokadę. Jest kilka tysięcy osób, rozproszonych w kilku miejscach. Kilka godzin temu policja zepchnęła ludzi z drogi, używając armatek wodnych i brutalnie aresztując kilka osób. Ludzie są zrezygnowani, śmigłowce przylatują wyładowane siłami specjalnymi niemieckiej policji. Siadamy w łańcuchu przed kordonem, obok dwie armatki wodne. Kilkanaście minut napięcia, policja nie reaguje. Postanawiamy się wycofać, ponieważ reszta ludzi jest coraz bardziej rozproszona. Nie widzimy szans, żeby cokolwiek się jeszcze wydarzyło. Polska ekipa znudzona czekaniem postanawia pośpiewać kilka piosenek o policji i przypuścić szturm na mały kordon wokół jednego z okolicznych domów. Odliczamy od dziesięciu do jednego i biegniemy na płot, policjanci zakładają kaski i wyciągają pały, ekipa zatrzymuje się metr przed nimi, i tak jeszcze dwa razy, ludzie wokół biją brawo.
Kolejna godzina mija spokojnie. W pewnym momencie robi się zamieszanie przy kordonie przy drodze, podobno przejechał samochód z delegatami. Policja atakuje demonstrantów, ruszają armatki wodne. Widzę leżąca dziewczynę, straciła przytomność, jest cała mokra. Sanitariusze starają się jej pomóc, otwiera oczy, ale leży na ziemi jeszcze kilka minut. Chwilowo znowu spokój, z tyłu kordon policji się powiększa, zza drzew wychodzi ich kilkudziesięciu. Demonstranci zbiegają w dół. Policja mówi dziennikarzom przy drodze, by zdecydowali się czy stoją po stronie policji czy demonstrantów - po naszej stronie pozostaje garstka, głównie Indymedia. Tworzymy łańcuchy przed policją przy drodze. Zapowiada się na szturm. Nie mamy szans, ponieważ jesteśmy spychani w dół. Policja używa siły, ludzie w pierwszych rzędach mają powykręcane szyje, jest coraz więcej armatek, dostaję wodą w twarz, odwracam się i widzę, że wszyscy spływają ze zbocza razem z wodą. Cała w wodzie biegnę trochę dalej, policja jest już na dole zbocza, ludzie idą do lasu, nie ma już łańcuchów przed kordonem, tylko armia klaunów chodzi wzdłuż policji. Kamera polskich Indymediów po uderzeniu wody przestaje działać. Demonstrantów jest mniej więcej tyle samo co gliniarzy. Ludzie masowo znikają w lesie. Idziemy za nimi. W lesie na drodze budowane są trzymetrowe barykady z drzew, w oddali widać policję. Po kilkunastu minutach widzimy jak policja rusza, uciekamy do lasu. W lesie spotykam znajomych dziennikarzy więc wracam z nimi na ulicę, policja przesuwa fotoreporterów z ulicy i spychaczem usuwa barykady z drzew. Wychodzimy drugą stroną lasu, tam znowu pełno policji, nie wiadomo, czy da radę dojść do obozu. Znajdujemy wiejską dróżkę i idziemy w stronę obozu. Łapiemy samochód, który specjalnie przyjechał zabierać ludzi do Reddelich. Przed nami jedzie suka policyjna, gdzie przez tylną szybę fotografuje nasz samochód policjantka. Dojeżdżamy do obozu, mokrzy, ale cali i zdrowi. Pijemy piwo, jest rodzinna atmosfera. Dochodzą nas słuchy o nazistach w Rostocku aresztowanych przez policję. Rano do Berlina.
Paryż: Międzynarodowa Konferencja Anarcho-Syndykalistyczna W dniach 28-30 kwietnia w Paryżu odbyła się międzynarodowa konferencja anarcho-syndykalistyczna zorganizowana przez francuskie CNT. Skupiła ona ok. 200 osób z całego świata, od Syberii po Kongo. Wzięli w niej udział przedstawiciele kilkudziesięciu organizacji lewicowych, anarchistycznych, związków zawodowych, organizacji robotniczych, studenckich, rolniczych, m. in. SNAPAP z Algierii, Związek Studentów z Burkina Faso, Konfederacja Związków Rewolucyjnych Robotników z Madagaskaru, Federacja Anarchistyczna z Brazylii, bojownicy z Oaxaki, Atenco i Chiapas, Unia Rolników z Palestyny, OZZ Inicjatywa Pracownicza oraz CK-LA z Polski, SAC (Szwecja), FAU (Niemcy), SKT z Syberii, ACI - anarcho-syndykaliści z Turcji i wiele, wiele innych.
Na konferencji miały miejsce debaty, na których omawiana była specyficzna problematyka poszczególnych krajów oraz opracowywane strategie działania na skalę międzynarodową. Najbardziej zainteresowani byliśmy debatą dot. metalurgii, która prawdopodobnie z racji małej liczby zainteresowanych osób, została połączona z branżą samochodową. Ogólnie debata była bardzo ciekawa, oprócz nas wzięli w niej udział przedstawiciele branży samochodowej z niemieckiego FAU, hiszpańskiej CGT i francuskiej CNT. Jednym z głównych problemów z jakim boryka się ta branża jest coraz powszechniejsze przenoszenie fabryk do Europy Wschodniej, czy też wzajemna rywalizacja pomiędzy poszczególnymi fabrykami należącymi do jednego producenta (np: o produkcje najnowszego, czy też najlepszego modelu samochodu w danej fabryce), a co za tym idzie, pracownicy są poddawani coraz to większym presjom, zwiększania norm pracy i wydłużania czasu pracy. W sobotę
28.04. odbyły się następujące debaty: przed południem debaty na tematy
syndykalistyczne: Koszta życia i mieszkania; Anarcho-syndykalizm i rewolucyjny
syndykalizm; Unia Europejska; Prywatyzacja sektora publicznego; Praca
czasowa, bezrobocie, relokacje . Po południu debaty branżowe: Budownictwo;
Media i kultura; Edukacja; Rolnictwo; Zdrowie i praca socjalna; Transport;
Firmy sprzątające; Metalurgia i przemysł samochodowy; Telekomunikacja;
Informatyka. W niedzielę 29.04. debaty tematyczne: Migracje; Ekologia;
30. 04. w poniedziałek odbyła się rano debata na temat problemów strefy śródziemnomorskiej i, niezależnie, wycieczka po Paryżu, a po południu podsumowanie całości konferencji. Ogólnie było spore zainteresowanie problemami w Polsce, np: sprawa Greenkett , Impel, Poczty Polskiej, czy też ostatnie wydarzenia w Cegielskim. Powstanie lista mailingowa, a docelowo robiona przez towarzyszy z francuskiej CNT, wielojęzyczna strona internetowa, dzięki której można się będzie dowiedzieć o walkach pracowniczych praktycznie z całego świata. Nawiązaliśmy sporo kontaktów, przede wszystkim z Angielską sekcją IWW, która jest najsilniejsza w północnych, mocno uprzemysłowionych rejonach Anglii, jak i w samym Londynie (głównie w branży budowlanej); która, mamy nadzieje, zaowocuje szerszą współpracą (chociażby w kwestii sezonowych).
1 Maja miała
miejsce demonstracja, która rozpoczynała się na Place de Fetes a kończyła
na Placu Republiki, brało w niej udział, oprócz uczestników konferencji
kilka tysięcy ludzi, głównie z CNT. Przemaszerowaliśmy przez centrum Paryża
wznosząc okrzyki o charakterze Podsumowując, jeżeli chodzi o kwestie techniczne, to uważamy, że konferencja przerosła możliwości organizatorów, zbyt małe pomieszczenia nie mogące pomieścić tak dużej liczby delegatów. Poza tym, oceniamy konferencje za niezwykle udaną, która zrobiła na nas niezwykłe wrażenie. Kolejna międzynarodowa konferencja anarcho-syndykalistyczna planowana jest za kilka lat poza Europą. (MC) Pogotowie strajkowe w Greenkett. Inicjatywa Pracownicza pikietuje zakład. 24 marca 2007 dyrekcja Greenkett - Polska odmówiła przywrócenia do pracy działaczek Z.Z "Inicjatywa Pracownicza" Aurelii Włodarczyk i Jolanty Szypury. Obie zostały zwolnione 22 marca 2007 za działalność związkową na terenie zakładu pracy. Związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza zapowiedział dyrekcji Greenkett wejście w spór zbiorowy i ogłosił na terenie zakładu pogotowie strajkowe. Do czasu powstania komisji zakładowej I.P. w zakładzie Greenkett - Polska, łamane były wszelkie normy i prawa pracownicze: nie płacenie wynagrodzeń na czas, brak odzieży roboczej i środków ochrony osobistej (!), zmuszanie pracowników do pracy w warunkach szkodliwych dla zdrowia, przekroczenie norm temperaturowych, brak regulaminu pracy, brak regulaminu płac, brak planów urlopowych, brak przekazywanej pracownikom informacji na temat ich zarobków, liczne uchybienia formalne, organizacyjne i związane z BHP. Postępowanie wobec związków zawodowych wpisuje się w bezprawny charakter działań dyrekcji. Zakładem Greenkett - Polska, produkującym panele podłogowe na rynek hiszpański, interesuje się również Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (w związku z hałasem i zapyleniem generowanym przez zakład), Straż Pożarna oraz SANEPID. 26 marca
o godzinie 5.30, pod fabryką w pod poznańskim Stęszewie, ustawiła się
pikieta związkowców z I.P., którzy spędzili tam prawie cały dzień. W lokalnej
świetlicy trwały spotkania z pracownikami, przed zakładem rozdawane były
ulotki. O godz. 8 rano powitaliśmy, pod jego domem, dyrektora zakładu,
który odwoził właśnie dzieci do szkoły. O godz. 10.30 nastąpiła próba
wręczenia pisma z żądaniami do dyrekcji zakładu oraz odzyskanie transparentu
z napisem "Pogotowie Strajkowe", który został ściągnięty przez
nich z oflagowanego płotu przedsiębiorstwa. Znikał on kilkukrotnie, a
po interwencjach wracał na swoje miejsce. Kiedy weszliśmy do pomieszczeń
biurowych hiszpański dyrektor wpadł w szał, kazał się wynosić, straszył
prokuraturą - w końcu wezwał policję. Kiedy policjanci dotarli na miejsce,
odmówili interwencji i przyznali rację związkowcom twierdząc, ze każdy
ma prawo składać pisma, a związkowcy mają prawo przebywać na terenie zakładu
pracy. Dyrekcja nie mając innych argumentów zgodziła się w końcu przyjąć
pismo. W rezultacie wyznaczono termin negocjacji na piątek 30 marca. O
godz. 14.00 rozdano kolejną partię ulotek następnej zmianie. Inicjatywa
Pracownicza żąda: Żądania pracowników poparł hiszpański związek zawodowy CGT, który przesłał załodze Greenkett pozdrowienia i słowa uznania. Zobacz
fotorelację na foto.rozbrat.org Po manifie 2007. Czy tegoroczna
manifa się udała? Ale czy my, organizatorki i organizatorzy, możemy powiedzieć, że manifa się udała? Przyszło około dwustu osób, w większości znajomi i znajomi znajomych. Alternatywa, anarchiści i zieloni plus konsolanki. Studentki i studenci. W większości ludzie dość uświadomieni i nieźle umocowani w społeczeństwie. Nie podejrzewam, żeby groziła im jakaś większa bieda lub szczególnie niegodne warunki życia. Bo szłyśmy w tym roku pod dwoma hasłami, a raczej jednym składającym się na całość: O godne
warunki życia kobiet. Przeciw ustawie antyaborcyjnej. Szłyśmy też przeciwko ustawie antyaborcyjnej. Nie chcemy aborcyjnego podziemia, które ocieka krwią kobiet w desperacji usuwających niechciane ciąże. I powtarzałyśmy nader często podczas całego marszu, jak i wcześniej na konferencji prasowej, a także na panelu dyskusyjnym w Teatrze Ósmego Dnia, że NIE jesteśmy za aborcją. Jesteśmy ZA pełną edukacją seksualną młodzieży oraz ZA prawem do wyboru. Żeby godnie decydować o swoim życiu. Moim zdaniem manifa nie udała się do końca. Nie zobaczyłam wśród studentek zwykłych kobiet, uwikłanych w zwykłe, rodzinne życie (poza sobą i kilkoma koleżankami). Nie odczułam zainteresowania ze strony innych grup społecznych. Nie przenikałyśmy do rzesz niezadowolonych kobiet żyjących niegodnie. Szukałam wzrokiem potomkiń szwaczek sprzed wieku domagających się "chleba i róż". Niestety, tylko ich duchy krążyły nad placem Wolności 8 marca 2007. To smutne. Czy dopiero ekstremalna bieda i maksymalny wyzysk są w stanie zmusić kobiety do buntu? Ale walka trwa i w przyszłym roku, w marcu znów wyjdziemy na ulicę, aby domagać się dobrego życia dla kobiet. Po marszu organizatorzy i chętni poszli na Rozbrat (Pułaskiego 21a), żeby zamknąć manifę filmem "Vera Drake", przejmującym obrazem o prostej i dobrodusznej kobiecie, która w latach 50. próbowała pomóc ofiarom systemu i ustawy antyaborcyjnej. Potem odbył się koncert i grała muzyka znanych didżejek. Ewa W dniu 27 stycznia 2007 roku odbyło się w Poznaniu spotkanie z przedstawicielem sekretariatu międzynarodowego francuskiej CNT (Confedeartion National du Travaille) - Jérémie Berthuin, który gościł w Polsce na zaproszenie Inicjatywy Pracowniczej. Jérémie Berthuin przedstawił w zarysie historycznym walki społeczne i pracownicze we Francji kładąc szczególny nacisk na stanienie wydarzenia, jak protesty kolorowej młodzieży i manifestacje przeciwko programowi tzw. "pierwszej pracy" (CPE). W drugiej części przedstawił natomiast historię i najważniejsze działania związku. CNT powstało w 1946 roku i zostało założone przez emigrantów hiszpańskich, którzy musieli wyjechać w wyniku prześladowań junty frankistowskiej. Przez wiele lat organizacja liczyła ledwie kilkuset członków (300). Radykalna zmiana sytuacji nastąpiła w 1995 roku, kiedy wybuchł we Francji strajk generalny przeciwko reformie ubezpieczeń społecznych. Obecnie CNT liczy ok. 5 tys. aktywnych członków i posiada swoje komórki, w takich sektorach rynku pracy jak: transport, przemysł motoryzacyjny, poczta, kultura i prasa, handel (supermarkety), budownictwo, pracownicy porządkowi (sprzątanie), czy nawet rolnicy (południe Francji). Związek nie ogranicza się jednak do działalności czysto pracowniczej, ale uczestniczy w szerszym ruchu społecznym np. na rzecz emigrantów, w ruchu antyfaszystowskim, feministycznym czy antyeksmisyjnym (problemy mieszkaniowe). Do CNT należą także studenci i licealiści.
Jeżeli chodzi o współpracę międzynarodową, to CNT stara się (wraz z hiszpańskim CGT i szwedzkim SAC, oraz innymi organizacjami pracowniczymi z Portugalii czy Grecji) doprowadzić do szerokiej i praktycznej współpracy. Jérémie Berthuin podawał jako dobry przykład ostatnią akcję (styczeń 2007) przeciwko firmie ISS (międzynarodowy koncern zajmującym się sprzątaniem). W Szwecji koncern zatrudnił emigrantów, których tamtejsze kierownictwo firmy traktowało w nieodpowiedni sposób. Pracownicy ci postanowili przedsięwziąć działania w ramach SAC. Wówczas okazało się, że w Paryżu CNT posiada struktury związkowe w ISS i zagroziło strajkiem solidarnościowym z pracownikami w Szwecji. Ostatecznie, aby uniknąć międzynarodowych konsekwencji, kierownictwo szwedzkiej ISS musiało zmienić swoje praktyki i uznać roszczenia pracowników. CNT organizuje także akcje bojkotu Coca Coli z powodu polityki tej firmy w Kolumbii, gdzie zamordowano już 9 działaczy związkowych zaprzyjaźnionych z CNT z powodu ich aktywności propracowniczej. Podobnie CNT próbuje utrzymać kontakty z działaczami w Palestynie organizując liczne akcje (np. goszcząc we Francji palestyńskie dzieci). Ważne jest też zaangażowanie CNT w walki pracownicze w Afryce. Na przykład w Gwinei powstała struktura CNT. W obecnej chwili trwa tam strajk generalny przeciwko dyktaturze i o wolność związków zawodowych. W wyniku strać z policją zginęło już 40 osób. CNT wydaje specjalistyczny periodyk, w którym podejmuje problemy walk klasowych w Afryce ("Afrique XX1) Obecnie CNT organizuje międzynarodową konferencję anarchosyndykalistyczną która odbędzie się w ostatnich dnia kwietnia w Paryżu. Podobne konferencje odbyły się np. w 1999 roku w San Francisco i w 2002 roku w Essen. Konferencję w Paryżu ma wyróżniać szersza reprezentacja działaczy związkowych z Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki. (JU)
|
|
|||