ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english

27.08.2008
Wakacyjne wojaże: Obóz letni francuskiego CNT

Między 16 a 22 sierpnia na południu Francji odbył się kolejny, 10 obóz letni francuskiej CNT, na który dotarła również pięcioosobowa delegacja z Polski. Spotkania te, choć mają wybitnie wypoczynkowy charakter, są też ważne z uwagi na integrację całego związku. Podczas letniej kanikuły działacze CNT mogą przeznaczyć więcej czasu na dyskusje. W trakcie oficjalnych kongresów i konferencji nie ma często możliwości bliższego poznania się i wymiany opinii.

Każdego dnia odbywały się wcześniej zaplanowane debaty na różne tematy. Delegacja polska została poproszona o uczestnictwo w dyskusji na temat współpracy międzynarodowej. Warto wspomnieć, iż sekretariat międzynarodowy CNT realizując uchwałę kongresu związku, aktywnie działa na tym polu. Uchwała CNT stwierdza, że w pierwszym rzędzie liczą się kontakty z organizacjami anarchosyndykalistycznymi, organizacja nie stroni jednak od współpracy ze związkami zawodowymi o innej orientacji ideowej, zwłaszcza z terenów Afryki (gdzie brak jest tradycji anarchosyndykalistycznych) i Ameryki Łacińskiej.


Panel dot. spraw międzynarodowych od prawej: Jérémy Berthuin sekretariat
międzynarodowy CNT-f, Jarosław Urbański IP/FA Poznań i Kuba Grzegorczyk IP/LA Warszawa

Delegacja nasza w pierwszym rzędzie omówiła zakres i przykłady działalności Inicjatywy Pracowniczej, a następnie przedyskutowano problem wspólnych akcji m.in. w sprawie Auchan i zwolnienia pocztowców. Sytuacja komisji zakładowej CNT na poczcie francuskiej jest podobna, jak Inicjatywy Pracowniczej na Poczcie Polskiej - w jednym i drugim przypadku pracodawca odmawia uznania organizacji. CNT spodziewa się, że w pierwszej połowie września może dojść do serii zwolnień ich działaczy i wyszła z postulatem ścisłej współpracy. Działacze CNT przekazali też pomoc finansową na rzecz kampanii w obronie zwolnionego działacza IP Bartka Kantorczyka.

Innymi tematami debat była kwestia pracowników zatrudnianych na umowy śmieciowe czy reprezentatywności związków zawodowych, ze strony polskiej uczestniczył w niej Kuba Grzegorczyk (Lewicową Alternatywa i Inicjatywa Pracownicza). Okazuje się, że podobnie jak w Polsce, również we Francji planuje się zmianę prawa pracy w kierunku niekorzystnym dla małych, ale aktywnie działających organizacji związkowych. Wreszcie dyskutowano na temat spółdzielczości i samorządu pracowniczego


Spotkania letnie CNT mają głównie wypoczynkowy charakter

Obóz letni był także okazją do zaopatrzenia się w literaturę - zarówno w gazety, jak też książki. CNT od początku swojego istnienia wydała ok. 100 różnych tytułów, dotyczących zarówno historii ruchu, jak też spraw bieżących. Na stolikach leżało m.in. francuskie wydanie historii anarchizmu w Portugalii, książka na temat rewolty w Argentynie w 2001 roku, czy działa klasyków radykalnego syndykalizmu jak książka Emila Pouget o CGT czy Rudolfa Rockera "Nacjonalizm i kultura". Z książek problemowych dostać można było opracowania m.in. nt. problemów edukacji, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że sekcja edukacyjna jest w CNT szczególnie silnie reprezentowana. Oprócz książek CNT wystawione były także inne wydawnictwa, tak że stoisko prezentowało się całkiem okazale. Można było zakupić książki o autonomii robotniczej i sytuacjonizmie, albumy, broszury. Były także płyty, koszulki, filmy, wśród których furorę zrobił pokaz dokumentu o początkach radykalnego ruchu antyfaszystowskiego we Francji.

Nie zabrakło także dobrej kuchni, nie tylko francuskiej, ale także ekologicznej. Część żywności dostarczona była przez zaprzyjaźnione z CNT kolektywy rolne. Od strony logistycznej obóz był zorganizowany perfekcyjnie. Wspólnie gotowano i sprzątano, co nie było zbyt dużą uciążliwością, zadania te angażowały każdego dnia góra kilkanaście osób, na około 150 jakie dotarły na obóz. Dodatkowo sprzyjały integracji. Działacze CNT podkreślali, że obóz jest dla nich też próbą oddolnej samoogranizacji, dzięki której można razem, tanio i w dość komfortowych warunkach spędzić czas przeznaczony na odpoczynek.

Jarosław Urbański


26.08.2008
Wakacyjne wojaże: Pocztówka z gorącej Grecji

Problemy z neofaszystami
Na początku sierpnia w malej miejscowości blisko Salonik dwoje nastolatków zostało zaatakowanych przez faszystów powiązanych z organizacja Hrisi Avgi (Bialy Swit - to ci sami, którzy doprowadzili do zamieszek w Atenach w lutym 2008), żaden z nich nie zginął, jednak faszyści zdołali zbiec. Chłopcy w wieku 15 lat, zostali zaatakowani, gdy próbowali zamalowywać faszystowskie hasła na murach. Podobno jeden z nich miał w ten sam dzień wypadek samochodowy. Rodziny zaatakowanych chłopców podały sprawę do sądu, faszyści zostali odnalezieni, ale nadal pozostają na wolności.

18 sierpnia, grupa około 50 anarchistów z Salonik pojechała do wioski by rozdać ulotki, zamalować hasła faszystów i pokazać solidarność z rannymi nastolatkami. W ciągu kilku wieczornych godzin, zamalowano wiele faszystowskich graffiti, namalowano hasła i szablony antyfaszystowskie, rozklejono wlepki, w miejscach, w których grupuje się skrajna prawica. Skandowano hasła, rozdano wiele ulotek, rozmawiano z zainteresowanymi miejscowymi o zaistniałej sytuacji. Oprócz jednego tajnego policjanta, nie było żadnych problemów z policją.

Aresztowanie anarchistów
20 sierpnia, 4 osoby zostały aresztowane w Grecji i oskarżone o udział w porwaniu, za który otrzymali wysoki okup. Aresztowane osoby to Vasilis Palaiokostas, Polikarpos Georgiadis, Vagelis Hrisohoides i jeszcze jedna osoba, od której reszta zdystansowała się ze względu na jego postępowanie.

21 sierpnia aresztowano kolejne 4 osoby, które w mniejszym stopniu brały udział w porwaniu. Osobą porwaną był prezes związku właścicieli przemysłu ciężkiego (syndykat pracodawców) Georgos Mylonas, który niedawno wypowiadał się w nieprzyjemny sposób o pracownikach fabryk. Został uwolniony po wpłaceniu 10 milionów euro okupu, które zapłaciła jego żona. Policja i media twierdza, ze pieniądze te miały być przeznaczone na operacje uwolnienia z wiezienia brata Vasilisa: Nikosa Paliokostasa.

Zdjęcia z burżuazyjnej prasy pokazują duży skład amunicji, karabiny AK-47, bomby, kamizelki kuloodporne, mundury policyjne i straży pożarnej, które miały być znalezione w w miejscu, w którym doszło do zatrzymania.

Fakty dotyczące ilości znalezionych pieniędzy zmieniają się codziennie. Policja twierdzi, ze większość pieniędzy była oznakowana i znaleziono ja w około 100 rożnych miejscach w Grecji.

Historia Vasilisa (40 l.) i Polikarposa (28 l.) w związku z ta sprawa są ważne w kontekście porwania i społecznego oporu w greckiej rzeczywistości. Polikarpos i Vagelis są aktywnymi uczestnikami ruchu anarchistycznego od wielu lat. Polikarpos odbywał wyrok wiezienia wcześniej, 16 kwietnia 2004, oskarżony o atak zbrojny na siedzibę firmy ochroniarskiej. Policja próbowała oskarżyć go planowanie zamachu i o posiadanie materiałów wybuchowych, ale nie można było mu niczego udowodnić. Spędził w wiezieniu rok zanim rozpoczął się proces, na którym uznano go winnym.

Wyszedł z wiezienie tuz po ogłoszeniu wyroku ponieważ odbył już swoja karę. Podczas swojego pobytu w wiezieniu poznał Vasilisa Paliokostasa. Burżuazyjne media oskarżyły Vasilisa o rabowanie banków i z tego punktu widzenia pasuje im powiązanie faktów, iż Vasilis "wybrał" Polikarposa jako kolejnego uczestnika planu uwolnienia jego brata, Nikosa. Bracia są w Grecji znani od lat jako "legendarne postaci" napadów na banki.

Hitoria braci Paliokostas
Dwaj bracia, Vasilis i Nikos i wielu innych, którzy wychowali się w biednej rodzinie, nie mogli już dłużej akceptować wyzysku i zniewolenia, swojego jak i innych członków tego społeczeństwa i z tego powodu przez ostatnie 30 lat prowadzili swoją walkę. Kilkadziesiąt razy napadali na banki, kradli samochody i uwalniali więźniów, lecz nigdy sami nie nosili drogich ubrań, nie jeździli drogimi samochodami, nie żyli w luksusowych willach. Raz, wyrzucili pieniądze na podłogę banku, ponieważ taka ilość pieniędzy nie była im potrzebna. Wszystkie pieniądze wysyłali w miejsca, w których były one potrzebne i dzielili się z ludźmi, którzy ich chronili i ukrywali przed policją. Przez wszystkie te lata żyli w podziemiu, poszukiwani przez policję. Kiedy ich aresztowano, zawsze udawało im się zbiec z wiezienia. W latach osiemdziesiątych dokonali wielu napadów, aż do momentu, gdy Nikos został aresztowany w 1988, ale już po kilku dniach jego bratu udało się go uwolnić, dzięki zrzuceniu liny z muru wiezienia. Dwa lata później, w lutym 1990 aresztowano go ponownie. Miesiąc później Vasilis został schwytany z przyjacielem podczas próby uwolnienia brata. To był najprawdopodobniej jedyny okres, gdy w wiezieniu przebywało obydwu braci.

W grudniu 1990, Nikosowi udaje się jednak uciec z Korydallos w Atenach po buncie wewnątrz wiezienia. Policja szukała go przez kolejne 16 lat, gdy w końcu został aresztowany podczas wypadku samochodowych w 2006 r. Od tamtego momentu cały czas przebywa w wiezieniu.

W 1991 r. Vasilisowi udało się uciec z wiezienia w Halkidii, a już w 1992 r. obrabował bank. W 1995 obydwaj bracia napadają na bank w Atenach.

W grudniu 1995 r. zostają oskarżeni o porwanie prezesa fabryki "Halvas" o nazwisku Haitoglou. Więźnia wypuścili go po czterech dniach, gdy otrzymali 750 tysięcy euro okupu. W 1996 r. Vasilis został odnaleziony przez policje w Korfu, ale udało mu się zbiec samochodem. Dwa lata później taka sama sytuacja miała miejsce w Yanitsy, potem w maju 1999 r. W 2003 r. Nikos w spektakularny sposób ucieka helikopterem. W 2006 r. okrada bank w północnogreckiej Verii i ucieka na rowerze, głównie dzięki temu, ze policja była wtedy zajęta ochroną greckiego prezydenta odwiedzającego Verie w tym samym czasie. We wrześniu tego samego roku ulega wypadkowi samochodowemu i zostaje uwięziony po wielu latach ukrywania się.

Policja odnalazła kryjówkę "grupy", ponieważ jeden z czterech mężczyzn wydawał duże sumy pieniędzy na Krecie ale również dzięki temu, iż Georgos Mylonas zeznał, że podczas swojego porwania często słyszał dźwięk samolotów. Dzięki aresztowaniu mężczyzny na Krecie, policja odnalazła dom w Souroti, cichej okolicy Salonik, niedaleko lotniska. Policja twierdzi, iż 14 policjantów z sil specjalnych i 10 tajniaków (najprawdopodobniej było ich o wiele więcej) otoczyło dom w Souroti - Vasilis i Polikarpos zostali aresztowani. W tej samej kryjówce najprawdopodobniej przetrzymywany był również Mylonasa i mieścił się skład broni.

22 sierpnia wszyscy stanęli przed prokuratorem, który dał im 3 dni na przygotowanie obrony, po czym zdecyduje on o dalszym przebiegu ich wstępnego procesu. Postawiono im 9 zarzutów (3 ciężkie przestępstwa, 6 wykroczeń). Po pierwszej wizycie u prokuratora Paliokostas był wyprowadzany przez dwóch policjantów z sił specjalnych na oczach prasy, która pragnęła uchwycić na zdjęciu najbardziej poszukiwanego osobnika w Grecji. Policja z dumą pokazała ludziom: koszmar każdego systemu, który narzuca prawo, kontrole i system karny.


21.08.2008
Prowincja - eldorado wyzysku

20 sierpnia przedstawiciele Inicjatywy Pracowniczej z Poznania odwiedzili kilka miasteczek w powiecie kościańskim, gdzie rozdawano ulotki i prowadzono rozmowy z mieszkańcami namawiając ich do rozpoczęcia walki o swoje prawa.

Od dłuższego czasu do Związku docierają niepokojące sygnały z małych miast i wsi o powszechnym procederze łamania praw pracowniczych i wyzysku, do jakiego dochodzi z dala od metropolii. Sytuacja w takich miejscach jest o tyle trudna, że dotyczy najczęściej wszystkich zakładów w okolicy, których właściciele znają się i kryją nawzajem, nie wspominając o układach z władzami lokalnymi. Próba walki i samoorganizacji robotników, może więc skończyć się nie tylko zwolnieniem z pracy, ale pozbawieniem możliwości zarobkowania w ogóle.


Zakład produkcyjny "Asadeny" znajduje się w zabudowaniach po dawnym PGR

Działacze Inicjatywy Pracowniczej odwiedzili min. gminę Śmigiel, gdzie istnieje grupa sympatyków IP i trwają starania na rzecz utworzenia międzyzakładowych struktur Związku, grupujących pracowników z wszystkich lokalnych zakładów pracy.

Do powszechnych praktyk należą m.in. nieterminowe wypłacane pensji, zmuszanie do pracy w nadgodzinach i w godzinach nocnych bez dodatkowego wynagrodzenia, brak regulaminu pracy i regulaminów wynagradzania, łamanie przepisów BHP, brak środków ochrony osobistej dla pracowników itd. Pracownicy są także zmuszani do brania urlopów wypoczynkowych w czasie, gdy firma nie ma zamówień.

Kilka miesięcy temu członek zarządu śmigelskiej firmy produkującej meble "Asadena" został ukarany przez Państwową Inspekcję Pracy z Leszna grzywną w wysokości 3,5 tys. złotych za nieprzestrzeganie na terenie fabryki norm hałasu i wydłużanie czasu pracy zatrudnionym w zakładzie osobom niepełnosprawnym (ok. 1/3 załogi). Poza tym, że w tych kwestiach do dziś nic się nie zmieniło, to kontrola PIP musiała być bardzo pobieżna. Pracownicy mówią o łamaniu przez właścicieli, wielu innych praw zatrudnionych. Innymi fabrykami, którymi zainteresowała się Inicjatywa Pracownicza są m.in. spółka SPA, zajmująca się produkcją szaszłyków; Alvo Grupa Gastrometal (obróbka metali i produkcja sprzętu metalowego dla zakładów gastronomicznych); Hoffmann (produkcja sprężyn) i kilka pomniejszych.


05.08.2008
Wakacyjne wojaże: Obóz anarchistyczny czy chaotyczny?

Po koniec lipca w północnej Austrii odbył się kolejny A-camp, międzynarodowy obóz anarchistyczny, w którym - przynajmniej teoretycznie - mieli brać udział aktywiści z kilku krajów w Europie i nawiązać ze sobą współpracę.

Na obozy anarchistyczne jeździ się poznać nowe osoby z ruchu z innych krajów, dowiedzieć się co dzieje się na zagranicznych frontach, nauczyć się nowych umiejętności, przedyskutować ważne kwestie ze swoich lokalnych perspektyw. Można czasem wspólnie przeprowadzić jakieś akcje, najczęściej na obozach antygranicznych. Organizatorzy w różnych krajach mają odmienne wizje dotyczące jak taki obóz powinien wyglądać, zawsze stawia się na pierwszym miejscu zadowolenie uczestników. Osoby biorące udział w obozie powinny być usatysfakcjonowane, gdy wyniosą nie tylko nowe znajomości, ale również nową wiedzę i umiejętności. Powodów do zadowolenia nie dostarczył mi obóz w Austrii.

Pierwsza rzecz, która okazała się całkowitym niewypałem to brak ogólnych zebrań wszystkich uczestników. Podobno z powodu dobrych doświadczeń z takim modelem komunikacji z poprzednich obozów zdecydowano się nie przeprowadzać spotkań wszystkich obozowiczów. Powiedziano nam, że wystarczy uczęszczać na warsztaty, które - jeśli ktoś chce - wystarczy wpisać na tablicę ogłoszeń. Jak się później okazało, obóz stał się obozem papierowych ogłoszeń. Po raz pierwszy byłam na spotkaniu międzynarodowym, gdzie nie było spotkań wszystkich uczestników, początkowo chciałam zaobserwować jak taka forma komunikacji się sprawdza, jednak po pierwszych dniach przytłaczających nudą byłam już przekonana, że coś jest nie tak. Pomijając z góry podjętą za wszystkich decyzję, że spotkań tych po prostu nie będzie, bo zadecydowała o tym grupa organizatorów. A to kolejny problem - kto właściwie jest tu organizatorem, do kogo mam się zgłosić z jakimś kłopotem? Miało to chyba za zadanie większe usamodzielnienie przyjezdnych, a doprowadziło do komunikacyjnego chaosu. Nikt z osób z zewnątrz nie wiedział z kim ma cokolwiek załatwiać czy wyjaśniać jakiekolwiek wątpliwości. Nie wiem czy taki układ spraw wynikał z paranoicznego strachu przed ujawnianiem się organizatorów, czy też uznano anonimowość za rozwiązanie najbardziej "poprawne politycznie". Kilkadziesiąt uczestników wydarzenia nie miało więc okazji, oprócz kilku (nudnych i nieciekawych zazwyczaj) dyskusji/warsztatów, poznać się - nawet do tego stopnia, aby wiedzieć, kto jest z zagranicy i nie mówi po niemiecku. Pojawiały się jednak różne ogłoszenia dotyczące różnych nowych spotkań, jak też próśby odnoszące się do wizyt w pobliskiej wsi. Wszystko napisane niewidzialną ręką kogoś, kto bardziej poczuwał się do ponoszenia odpowiedzialności za obóz. Nie wiem w jakim stopniu ja miałam odczuwać odpowiedzialność za to miejsce/wydarzenie, skoro moje zapoznanie się z otoczeniem ograniczało się do wycieczki pokazującej gdzie jest prysznic, internet i łazienki.

Oczywiście, odbywały się dyskusje i warsztaty. Program jednak nie był napięty. W ciągu dnia miało miejsce kilka wydarzeń, nie nakładały się one na siebie, jednak z reguły nie było w czym wybierać. Większość z pozycji wpisanych do programu była w języku niemieckim, a gdy pojawiły się tytuły po angielsku, nie byłam pewna czy traktować je jako żart - "Co zrobić, aby europejski ruch anarchistyczny był silniejszy?" (dyskusja w końcu odbyła się w języku niemieckim [sic!]) czy "Aktywizm a przemoc" to dobre tematy na wieczorną rozmowę przy ognisku, a nie na debatę z udziałem uczestników ruchu z całej Europy. Oprócz prezentacji z Grecji czy Rumunii nie miałam okazji dowiedzieć się niczego więcej o lokalnych walkach czy problemach z innych krajów. Nie widzę bowiem merytorycznej zawartości w warsztatach pod tytułem "Armia klaunów" czy "Wypieki wegańskie" - nie stanowi to dla mnie żadnego wkładu w społeczną działalność anarchistyczną, jedynie zadowalanie się w swoim własnym towarzyskim sosie i poprawianie swojego stylu życia.

Formuła obozu doprowadziła w końcu do zażartej, jednak niewielkiej dyskusji między kilkoma jej uczestnikami niezadowolonymi ze straty czasu, na jaką byli tam skazani oraz ze względu na kartkową formę komunikacji.

Organizowanie międzynarodowych obozów, nie będących przygotowywaniem konkretnego protestu staje więc dla mnie pod poważnym znakiem zapytania. Czy jest sens spotykać się na wydarzeniach będących z założenia "anarchistycznymi wakacjami"? Czy też europejski ruch anarchistyczny jest teraz na wakacjach? Autonomizm ruchu niemieckiego czy austriackiego doprowadził do całkowitego oderwania od problemów lokalnych i do skupiania się na "sekciarskich" zagadnieniach wewnętrznych takich jak weganizm czy seksizm (wewnątrz ruchu). Nie jestem przeciwniczką rozmawiania na te tematy, jednak jestem zdecydowanie zdegustowana budowaniem swojej tożsamości politycznej na poprawianiu swojego własnego samopoczucia i stylu życia, nie rozglądając się poza własne podwórko. Nie będę nawet wspominać, że żadna inicjatywa wychodząca z obozu do mieszkańców pobliskiej wioski nie miała miejsca, podchodzono do tej sprawy bardzo delikatnie, uważając, że lepiej w ogóle z tymi ludźmi nie rozmawiać, z góry uznając, że traktują nas jako odmieńców. Pytanie tylko, czy jesteśmy odmieńcami, czy tylko na takich się kreujemy? Na spotkaniach na Zachodzie często pada sformułowanie "zwykli ludzie" - ale kim oni są? Bo jeśli nie my jesteśmy zwykłymi ludźmi to gdzie mamy ich szukać? Na pewno nie na obozach, gdzie ludzie komunikują się za pomocą ogłoszeń wywieszonych na tablicy, a raczej na swoich własnym osiedlu, gdzie na pewno kogoś nielegalnie zwolniono z pracy, kogoś innego nie stać na opłacanie czynszu, a chłopaków w bramie bez przerwy nęka policja.

M.


04.08.2008
Wakacyjne wojaże: Wyprawa marsz-batalionu im. Szwejka

Od 11.07 do 26.07 odbyła się coroczna wyprawa marsz-batalionu im. Szwejka, tym razem po ukraińskich Karpatach. W wyprawie wzięli udział, dwóch uczestników I.P.- FA z Poznania oraz jedna osoba z I.P.- Śląsk.

Co roku marsz-batalion im. Szwejka ma za zadanie szerzyć dobra nowinę anarchizmu na szlakach górskich (choć niekoniecznie górskich), kształtować charaktery , sprawność i tężyznę fizyczną w ciężkich warunkach terenowych i klimatycznych, oraz braterstwo i pomoc wzajemną w wędrownym kolektywie.

Jako że marsz-bataliony były jednostkami karnymi to i w naszym przypadku tak było. Pokuta za nie dość rewolucyjna postawę i za to że można zawsze zrobić więcej na naszym froncie, to dobry powód by pełni poświęcenia i wyższych konieczności "za cesarza Franciszka" wyruszyć w tak mało sensowną wyprawę. Nosząc ze sobą na plecach dom i jego skromne wyposażenie, dobrą ukraińską paprykówkę i trochę jadła.

Czarnohora i Świdowiec są pięknymi i jeszcze w miarę dzikimi pasmami Karpat gdzie szlaki istnieją jeno na mapach, a warunki pogodowe potrafią dać w kość. Piękne widoki, jeziorka polodowcowe pośród majestatycznych skał, doliny z wodospadami i z rwącymi potokami cieszą dusze i ciało. Wspólna wędrówka, obozowiska w miejscach gdzie się spodoba lub dojdzie się przed zmrokiem. Ogniska z zawsze smakującą wyżerką, zakrapiane lokalną wódeczką z przyśpiewkami wszelkiej maści. Ot nic wielkiego i nic nadzwyczajnego. Nawiązując do słów naszego patrona który w swej rozbrajającej i prostej mądrości mawiał:

"Jak tam było, tak tam było,
ale jeszcze nigdy tak nie było
żeby jakoś nie było"

Czyli wyprawa się udała, pełna przygód i niezapomnianych przeżyć. Na koniec chciałbym dodać że pomimo kilkukrotnego rozbicia i taktycznego wycofania się na z góry upatrzone pozycję marsz-batalion im. Szwejka osiągnął druzgocące zwycięstwo i pełen triumf stając się prawdziwą awangardą ruchu wywrotowego. Uzyskując całkowite rozgrzeszenie za grzechy z poprzedniego roku z bydlęcą ufnością patrzymy śmiało w następny rok. Zapraszamy na górskie bezdroża nie niszcząc tej ujmującej dziczy. Amentej.

Za marsz-batalion im. Szwejka
Szeregowy Matias Metys Czarnohorski z Łazarza

 


16.07.2008
W obronie zwolnionego pocztowca

16 lipca w całym kraju odbyły się akcje protestacyjne przeciwko zwolnieniu przez dyrekcję Poczty Polskiej Bartosza Kantorczyka z Inicjatywy Pracowniczej oraz o bezpieczeństwo listonoszy. W Poznaniu pod hasłami "Priorytet: bezpieczeństwo pracy pocztowców" i "Polecony: Przywrócić Kantorczyka do pracy" w akcji pod Dyrekcją Okręgową Poczty uczestniczyło ponad 30 osób z Inicjatywa Pracowniczej i Federacji Anarchistycznej.

Około godziny 7 rano rozpoczęła się pikieta solidarnościowa pod siedzibą dyrekcji Poczty Polskiej w Gdańsku. Zgromadziło się ok. 30 osób: listonoszy, członków gdańskiej Inicjatywy Pracowniczej, działaczy anarchistycznych oraz przedstawicieli gdańskich organizacji lewicowych i przyjaciół Bartka. Na akcję przybył sam pokrzywdzony w koszulce z napisem zwolniony dalej niewygodny. Manifestanci mieli z sobą transparenty z napisami "Łapy precz od związku Inicjatywa Pracownicza" "Dość represji za strajk!". Przez kilkanaście minut skandowali hasła: "Dosyć wyzysku kosztem życia", "Dyrekcja do roboty za 1000 zł" czy "Dyrekcja na bruk, bruk na dyrekcję".

Również rano ustawiła się pikieta - z inicjatywy Związku Syndykalistów Polskich - pod Dyrekcją Generalną Poczty Polskiej w Warszawie. Pikieta odbywała się w godz. 7:00-8:30 na ul. Rakowieckiej, w której uczestniczyli też bębniarze z grupy samby ulicznej "Never Bastil" oraz przedstawiciel Lewicowej Alternatywy. Rozdawano ulotki o warunkach pracy na poczcie i o sprawie Kantorczyka. Kolejna akcja odbyła się w godzinach popołudniowych. W obu akcjach wzięło udział kilkadziesiąt osób z różnych organizacji w tym z IP, ZSP, LA, WAG, FA i Sierpnia'80.

W Krakowie w pikiecie uczestniczyło około 30 osób z Inicjatywa Pracowniczej, Federacji Anarchistycznej i Sierpnia'80. W Szczecinie kilku osób ustawiło się w pikiecie pod Pocztą Główną. W Toruniu pikietowało 10 osób, większość z kolektywu Lalucza z banerem : "Dość łamania praw pracowniczych przez Pocztę Polską". Rozdano ulotki przechodniom, a do regionalnej dyrekcji wręczono list otwarty w sprawie. Podobne akcje odbyły się w kilku innych miastach Polski, oraz w Wilnie pod Ambasadą RP. Wcześniej 12 lipca odbyła się pierwsza akcja w Zielonej Górze.

Inicjatywa Pracownicza zapowiada dalsze protesty w sprawie Kantorczyka, m.in. akcje petycyjną i demonstracje pod ambasadami RP w krajach Europejskich.

Informacje z mediów: Poznań (tutej.pl), Gdańsk (onet.pl), Gdańsk (naszemiasto.pl), Gdańsk (interia.pl), Gdańsk (rmf.fm), Toruń (radiopik.pl)


13.07.2008
Akcje solidarnościowe z Kantorczykiem

Bartosz Kantorczyk, związkowiec Inicjatywy Pracowniczej i inicjator strajku listonoszy z listopada 2006 roku, został bezprawnie zwolniony. Poczta Polska zwolniła na bruk związkowca, który zgodnie z prawem domagał się podniesienia bezpieczeństwa pracy listonoszy i piętnował permanentne łamanie prawa pracowniczych przez kierownictwo Poczty.

Inicjatywa Pracownicza wezwała do protestów. 12 lipca przed głównym oddziałem Poczty Polskiej w Zielonej Górze miała miejsce pierwsza, z planowanych pikiet. 16 lipca odbędą się akcje solidarnościowe przed Generalną Dyrekcją Poczty w Warszawie i niektórymi Dyrekcjami Okręgowymi:
Warszawa: 16.07 (środa), godz. 7:30 i 15:00, ul. Rakowiecka 26
Poznań: 16.07 (środa), godz. 15:00, ul. Kościuszki 77
Gdańsk: 16.07 (środa), godz. 7:00, ul. Targ Rakowy 7/8
Szczecin: 16.07 (środa), godz. 15:00, przy Poczcie Głównej,
Kraków: 16.07 (środa), godz. 14:30, przed Pocztą Główną na rogu Westerplatte i Wielopola
Akcja odbędzie się również w Lublinie

Specjalne oświadczenia solidaryzujące się z Bartoszem Kantorczykiem wystosowały WZZ Sierpień'80 oraz Związek Syndykalistów Polski (ZSP). Głosy poparcia napływają też od przedstawicieli innych związków zawodowych (m.in. od NZSS Solidarność) i ruchów (m.in. Federacji Anarchistycznej - FA). Sierpień'80, FA i ZSP zapowiadają czynne wsparcie protestów. Sprawa znajduje coraz szerszy oddźwięk zagranicą. Inicjatywa Pracownicza zapowiada podjęcie akcji protestacyjnych pod polskimi ambasadami.

W proteście przeciwko nielegalnym praktykom dyrekcji Poczty Polskiej, narażaniu listonoszy na niebezpieczeństwo, od dnia 12 czerwca 2008, Bartosz Kantorczyk jako przewodniczący związku i jednocześnie listonosz, odmówił zabierania gotówki w rejon, o czym poinformował zwierzchników - miało to stanowić bezpośrednią przyczynę dyscyplinarnego zwolnienia. Jednym z żądań IP jest podniesienie bezpieczeństwa pracy listonoszy roznoszących przekazy pieniężne. Jednak do dziś pracodawca nie podjął negocjacji ze związkiem zawodowym, co jest niegodne z prawem. Dyrekcja Poczty nieuleganie kwestionuje fakt istnienia Inicjatywa Pracowniczej na terenie przedsiębiorstwa, naruszając tym samym ustawę o związkach zawodowych.

Kantorczyk zarzucił pracodawcy lekceważące podejście do problemu bezpieczeństwa. Dokładnie chodzi o niewystarczające środki ochrony osobistej, w stosunku do kwot jakie musi przenosi przeciętny listonosz. Dyrekcja firmy czyni wszystko, aby zwiększyć limitów gotówki, bez jednoczesnego zwiększenia zabezpieczenia doręczycieli. Wewnętrzne przepisy Poczty Polskiej jeszcze w 2007 roku mówiły, że sposobem na zmniejszenie ryzyka wystąpienia napadów, było systematyczne obniżanie limitów gotówki oraz częstsze zasilanie się listonoszy w gotówkę na urzędach. W 2008 zmieniono ten zapis podnosząc dopuszczalne limity. Na to nie zgadzała się Inicjatywa Pracownicza.

Dyrekcja Poczty zasłania się statystykami, które mówią, że do 2006 roku ilość napadów na listonoszy spadła. Inicjatywa Pracownicza twierdzi, że były to wyniki utrzymywania mniejszych limitów gotówki. Istnieją uzasadnione obawy, że po wprowadzeniu nowych wewnętrznych przepisów, znowu zagrożenie wzrośnie. Stosunek dyrekcji Poczty Polskiej do bezpieczeństwa swoich pracowników widać na przykładzie też innych decyzji, jak ponowne zatrudnianie kobiet na stanowiskach listonoszek (z powodu niskich zarobków, trudniej znaleźć do tej pracy mężczyzn). Jeszcze niedawno zaprzestano zatrudniać kobiety w tym charakterze, bo właśnie one były najczęściej ofiarami napadów.

Dyrekcja Poczty Polskiej zamiast załatwić poważny problem, postanowiła za wszelką cenę pozbyć się człowieka, który kolejny raz upomina się o przestrzeganie prawa i nie narażanie pracowników na niepotrzebne ryzyko. Przebywając na urlopie, w dniu 30 czerwca, Kantorczyk otrzymał pismo, informujące go, że pracodawca rozwiązał z nim umowę o pracę w trybie art. 52 kodeksu pracy, czyli dyscyplinarnie! Pracodawca zrobił to, bez wymaganej prawem konsultacji z zakładową organizacją związkową i pomimo, że Bartosz Kantorczyk jest osobą chronioną prawem.

OZZ Inicjatywa Pracownicza


02.07.2008
Związkowiec Inicjatywy Pracowniczej zwolniony z pracy za udział w strajku!

Bartosz Kantorczyk, związkowiec Inicjatywy Pracowniczej i inicjator strajku listonoszy z listopada 2006 roku, został bezprawnie zwolniony w trybie dyscyplinarnym.

Poczta Polska zwolniła na bruk związkowca, który zgodnie z prawem domagał się podniesienie bezpieczeństwa pracy listonoszy i piętnował permanentne łamanie prawa pracowniczych przez kierownictwo Poczty, przeciwko któremu toczy się obecnie postępowanie prokuratorskie. Samo zwolnienie Kantorczyka narusza przynajmniej trzy ustawy: o związkach zawodowych, o rozwiązywania sporów zbiorowych i kodeks pracy.


Bartosz Kantorczyk podczas protestu pod siedzibą Poczty Polskiej

Od 31 stycznia 2008 Komisja Zakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Poczcie Polskiej znajduje się w sporze zbiorowym z pracodawcą. Jednym z żądań związku było podniesienie bezpieczeństwa pracy listonoszy roznoszących przekazy pieniężne. Jednak do dziś pracodawca nie podjął negocjacji ze związkiem zawodowym, co jest niegodne z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Dyrekcja Poczty arbitralnie kwestionuje bowiem fakt istnienia OZZ Inicjatywa Pracowniczej na terenie przedsiębiorstwa, naruszając tym samym ustawę o związkach zawodowych i przypisując sobie kompetencję sądownicze. Związek już wcześniej powiadomił o tych faktach Państwową Inspekcję Pracy, która bada sprawę. W proteście przeciwko nielegalnym praktykom dyrekcji Poczty Polskiej, od dnia 12 czerwca 2008, Bartosz Kantorczyk jako przewodniczący związku i jednocześnie listonosz, odmówił zabierania gotówki w rejon, o czym poinformował zwierzchników - miało to stanowić bezpośrednią przyczynę dyscyplinarnego zwolnienia.

Narażenie na niebezpieczeństwo
Kantorczyk zdecydował się na taki krok z powodu lekceważącego stosunek pracodawcy do bezpieczeństwa. Dokładnie chodzi o niewystarczające środki ochrony osobistej, w stosunku do kwot jakie musi przenosi przeciętny listonosz. Dyrekcja firmy czyni wszystko, aby ukryć i usprawiedliwić swoje decyzje, takie jak zwiększenie limitów gotówki, bez jednoczesnego zwiększenia zabezpieczenia doręczycieli. Nie jest to normalna sytuacja zwłaszcza, że w Karcie Ryzyka Zawodowego jeszcze w 2007 roku istniał zapis, że sposobem na zmniejszenie ryzyka wystąpienia napadów, było systematyczne obniżanie limitów gotówki oraz częstsze zasilanie się listonoszy w gotówkę na urzędach. W 2008 zmieniono ten zapis, ponownie podnosząc dopuszczalne limity. Na to nie zgadzała się Inicjatywa Pracownicza. Bartosz Kantorczyk kilka razy próbował skontaktować się z działem BHP Poczty Polskiej, celem wyjaśnienia tej sytuacji, ale zawsze dostawał odpowiedź, że dział ten jest przeznaczony do reprezentowania pracodawcy.

Dyrekcja Poczty zasłania się statystykami, które mówią, że do 2006 roku ilość napadów na listonoszy spadła. Inicjatywa Pracownicza twierdzi, że był to wyniki zmniejszania limitów gotówki. Istnieją uzasadnione obawy, że po wprowadzeniu nowych wewnętrznych przepisów, znowu zagrożenie wzrośnie. Tym bardziej, że od blisko dwóch lat, rotacja pracowników eksploatacji, a zwłaszcza listonoszy, zwalniających się i zatrudniających, nigdy nie była tak wysoka. Rzekome zatem tajemnice ochraniające listonoszy wypływają coraz częściej na zewnątrz. Dodatkowo o kwotach jakie mają przy sobie listonosze można wyczytać z gazet i kronik policyjnych opisujących napady na pocztowców. Stosunek Dyrekcji Poczty Polskiej do bezpieczeństwa swoich pracowników widać też na przykładzie innych decyzji, jak ponowne zatrudnianie kobiet na stanowiskach listonoszek (z powodu niskich zarobków, trudniej znaleźć do tej pracy mężczyzn). Jeszcze niedawno zaprzestano zatrudniać kobiety w tym charakterze, bo właśnie one były najczęściej ofiarami napadów. Dawniej, aby przyjąć się jako listonosz, trzeba było też posiadać zaświadczenie o niekaralności, a i od tego odstąpiono, z powodu braku chętny to tej nisko płatnej pracy.

Nie przeciw ludziom
B. Kantorczyk otrzymał w 2007 roku pismo od pełnomocnika Dyrektora Generalnego Jerzego Skibniewskiego, z którego dowiadujemy się, że Poczta Polska nieobiektywnie różnicuje listonoszy pod względem bezpieczeństwa. Otóż niewielka ich liczba jest lepiej zabezpieczona i posiada paralizatory, których Inicjatywa Pracownicza domaga się dla wszystkich. Pozostali posiadają sygnalizator dźwiękowy, często niesprawny, oraz gaz pieprzowy, na którym jest napisane: "Ten gaz pieprzowy jest wyłącznie przeciw psom. Nie stosować przeciw ludziom." Czy to jest odpowiednie zabezpieczenie dla listonosza roznoszącego renty i emerytury? Wymieniony wyżej wymieniony urzędnik, w tym samym piśmie stwierdził, że wysokość limitów gotówki przenoszonych przez listonoszy określa rozporządzenie MSWiA. Tymczasem ministerstwo i Komenda Główna Policji na pytanie Kantorczyka przyznały, że "rozporządzenie MSWiA z 14.10.98 nie dotyczy kwot przekazów przenoszonych przez listonoszy", lecz "określa zasady i warunki transportu wartości pieniężnych przez pracowników ochrony w myśl ustawy z dnia 22.08.97 roku o ochronie osób i mienia".

W takich okolicznościach Inicjatywa Pracownicza zarzuciła dyrekcji Poczty Polskiej celowe igranie życiem i zdrowiem pracowników oraz naruszanie art. 160 kodeksu karnego, mówiącego o narażeniu na niebezpieczeństwo. Przestępstwo z tego art. popełnia się nawet wówczas, kiedy osoba narażona nie doznała krzywdy. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 5 listopada 2002 roku (IV KKN 347/99, LEX nr 74394), art. 160 kodeksu karnego odnosi się nie tylko do sytuacji, w których ktoś wywołał stan niebezpieczeństwa, odnosi się także do tych przypadków, w których ktoś np. niebezpieczeństwo to zwielokrotnił, urealnił.

Poczta łamie dalej prawo
Dyrekcja Poczty Polskiej zamiast załatwić poważny problem, postanowiła za wszelką cenę pozbyć się człowieka, który kolejny raz upomina się o przestrzeganie prawa i nie narażanie pracowników na niepotrzebne ryzyko. Przebywając na urlopie, w dniu 30 czerwca, Kantorczyk otrzymał pismo, informujące go, że pracodawca rozwiązał z nim umowę o pracy w trybie art. 52 kodeksu pracy, czyli dyscyplinarnie! Pracodawca zrobił to, bez wymaganej prawem konsultacji z zakładową organizacją związkową i pomimo, że Bartosz Kantorczyk jest osobą chronioną prawem.

Powodem zwolnienia może być także to, że Bartosz Kantorczy wygrał niedawno inną sprawę przed Sądem Rejonowym w Gdańsku. Zdaniem Inicjatywy Pracowniczej Poczta Polska naruszała art. 218 kodeksu karnego: "§ 1. Kto, wykonując czynności w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Bartosz Kantorczyk powiadomił o tym prokuraturę jeszcze w 2007 roku. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, Prokuratura umorzyła sprawę, nie dopatrując się przestępstwa. Kantorczyk nie dał za wygraną i zwrócił się do sądy, który był innego zdania i nakazał Prokuraturze przeprowadzić dochodzenie. Prokuratura m.in. nie przeanalizowała raportów PIP, mówiących o łamaniu praw pracowniczych na Poczcie Polskiej. O decyzji tej dyrekcja Poczty dowiedziała w okolicach połowy czerwca. W tym też czasie zapadła decyzja o zwolnieniu Kantorczyka z pracy.


25.06.2008
Auchan się poddaje

Dobiegła końca sprawa Piotra Krzyżaniaka, działacza Inicjatywy Pracowniczej z Zielonej Góry, nielegalnie zwolnionego z Auchan. Na dzisiejszej rozprawie przed sądem pracy (25 czerwca), Auchan Centrum Handlowe w Zielonej Górze wystąpiło z wnioskiem o zawarcie ugody, akceptując dwa zasadnicze żądania związku: cofnięto dyscyplinarne zwolnienie Piotrowi Krzyżaniakowi i odstąpiono od roszczenia 4000 złotych, o których przywłaszczenie został on przez pracodawcę oskarżony. Dzień wcześniej, w sprawie tej, w miejscowościach Nimes i Toulouse akcję przeciwko koncernowi zorganizował francuski związek zawodowy CNT. Francuzi zapowiedzieli następne protesty na wrzesień.

31 grudnia 2007 roku Piotr Krzyżaniak został oskarżony o przywłaszczenie 4000 złotych i zwolniony w trybie dyscyplinarnym przez Auchan w Zielonej Górze. Była to reakcja pracodawcy na zorganizowany dwa tygodnie wcześniej protest Inicjatywy Pracowniczej. Przed hipermarketem działacze IP kolportowali ulotki informujące klientów o łamaniu praw pracowniczych na terenie sklepu. O wykrytych nieprawidłowościach powiadomiono także prasę. Po zwolnieniu przeciwko Krzyżaniakowi wszczęto także postępowanie karne, m.in. przeprowadzono rewizję w jego mieszkaniu. Ostatecznie jednak prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa i sprawę umorzyła.

Na wezwanie IP w styczniu i lutym 2008 roku zorganizowano szereg akcji protestacyjnych pod sklepami Auchan na terenie całego kraju (Wrocław, Poznań, Częstochowa, Bielsko-Biała, Gdynia, Warszawa, Zielona Góra). Sprawa Auchan zainteresowała także media i trafiła na czołówki gazet regionalnych. Zawiązała się szersza grupa pracowników poszkodowanych przez Auchan w Zielonej Górze, która skierował do władz firmy list z żądaniem odsunięcia od funkcji kierowniczych osoby winne zaniedbań.

Podczas procesu zeznający świadkowie potwierdzili szereg zarzutów formułowanych przez związek zawodowy pod adresem Auchan w Zielonej Górze. Podobnie Państwowa Inspekcja Pracy, która na wniosek Inicjatywy Pracowniczej dokonała kontroli na terenie Auchan w Zielonej Górze, stwierdziła wiele nieprawidłowości. W piśmie z 13 czerwca skierowanym do IP czytamy m.in.: "że znalazł potwierdzenie zawarty w skardze [związku] zarzut dotyczący nie wypłacania w terminie wynagradzania za pracę w stosunku do innych pracowników. Ponadto stwierdzono naruszenie przepisów prawa pracy oraz bezpieczeństwa i higieny pracy m.in. w zakresie czasu pracy, wypłaty wynagrodzeń oraz szkolenia w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy".


21.06.2008
Demonstracja w obronie swobód związkowych w Warszawie

W dniu 20.06.2008 roku w Warszawie odbyła się manifestacja zorganizowana przez Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników oraz współpracujące z nim organizacje związkowe i społeczne, w tym ogólnopolski związek zawodowy Inicjatywę Pracowniczą (OZZ IP), celem obrony zagrożonego Kodeksu Pracy.

Naczelne hasło "Dość represji i wyzysku - Łapy precz od Kodeksu Pracy!" wskazuje dobitnie na palący problem - mianowicie rządową chęć do pozbawienia rzeszy pracowników elementarnych praw do prowadzenia skutecznej walki z nieuczciwymi pracodawcami, burżujami i całą stertą (a)moralnych kapitalistów, "widzących" w pracowniku jedynie nieme i ogłupione reklamami narzędzie do pracy.


Fotorelacja na foto.rozbrat.org

Obecność około 2 tys. aktywistów związkowych (w tym około 150-200 anarchistów i anarchosyndykalistów) na wspomnianej manifestacji ewidentnie świadczy o fakcie, iż nie wszyscy Polacy zapomnieli o dziedzictwie "Solidarności" i sztandarach z "solidarycą" - czarne i czarno - czerwone flagi powiewając na wietrze miały uświadomić platformiano-peeselowskim świniom przy korycie, że pryncypialne przywiązanie do związkowych praw dla wielu stanowi niezmienny i jedyny punkt odniesienia - na przekór tym wszystkim, którym paralogicznie zdaje się, że są najlepsi, bo ich pozycja, w gradacyjnej strukturze społeczeństwa, wyznaczana jest przez ilość pieniędzy w portfelach.

Antypracownicza polityka rządu została skwitowana poprzez następujące hasła, niestrudzenie wykrzykiwane przez działaczy i sympatyków Inicjatywy Pracowniczej: "Znajdzie się kij na Donalda ryj!", "Nie zaciskaj pasa - zaciśnij pięść!", "Prawo pracy: naszym prawem!", "Politycy, burżuje - wasz koniec się szykuje!", "Rząd do roboty za tysiąc złotych!" czy "Rząd na bruk - bruk na rząd!"

Demonstracja rozpoczęła się o punktualnie o godzinie 13 przemówieniami liderów związkowych. Wyruszyliśmy spod Pałacu Kultury i Nauki aby następnie dotrzeć pod Ministerstwo Gospodarki, parlament, URM kończąc, koło 16.30, przed Ministerstwem Obrony Narodowej. Oczywiście - nikt z przedstawicieli władz nie pofatygował się, aby wyjść i porozmawiać z przedstawicielami protestujących. O wiele bowiem łatwiej jest schować się za kordonem policji i maskować swoją ignorancję.

Dalej - policja, jak zwykle, podstawiła policjantki, jako osoby nas "chroniące" podczas przejścia przez stolicę, celem "zneutralizowania" potencjalnych chęci robienia zadym. Buraccy tajniacy również się kręcili, zapewne wypatrując "bombowych samobójców" albo "zdesperowanych bezrobotnych", którzy nie marzą o niczym innym, jak tylko zostać "męczennikiem sprawy związkowej". Obecna władza swoim działaniem po raz kolejny udowadnia, iż dostrzega jedynie interes pracodawców, pomijającym tym samym racje tysięcy wyzyskiwanych, oszukiwanych czy zastraszanych pracowników. Polska, co prawda to nie Ameryka Południowa, ale nasza wiara w słuszność sprawy jest na tyle głęboka, iż przetrwa kolejne neoliberalne rządy ze swą wybitnie antyzwiązkową retoryką - w istocie będącą niczym innym jak tylko złodziejskim okradaniem świata ludzi pracy, z efektów walki o podmiotowość pracowniczą.

Solidarność naszą bronią - walka trwa!!!

Uczestnik demonstracji


09.06.2008
Jeden dzień w Warszawie

W Warszawie wiele się dzieje, a będzie jeszcze goręcej. Nasz ruch, mam taką nadzieje po ostatniej wizycie w stolicy, mobilizuje się do działania. Czeka nas przede wszystkim kolejne starcie o prawa pracownicze.

Podstawowym powodem, dla którego wybrałem się po raz kolejny do Warszawy w sobotę 7 czerwca, było posiedzenia Komitetu Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników (KPiORP) - ostanie przed zaplanowaną na 20 czerwca demonstracją związkową. Czas na ostateczne dogranie kwestii technicznych i oszacowanie sił. Projekty ustaw, które miały zostać skierowane już do konsultacji z poszczególnymi związkami zawodowymi, a dotyczące zmian w kodeksie pracy, ustawie o związkach zawodowych i ograniczające uprawnienia emerytalne itd., zostały cofnięte do Komisji Trójstronnej. Ponoć rząd się zorientował, że pakiet tak restrykcyjnych i niekorzystnych dla pracowników zmian prawnych, nie przejdzie za jednym razem bez oporu. Postanowiono zatem, podzielić go i "przepchnąć" po kawałku. Duże centrale uznały to za sukces, bowiem oznacza to, że do jesieni proces legislacyjny w tej kwestii nie ruszy, co ma im niby pozwolić na przygotowanie protestów we wrześniu lub październiku. Z drugiej strony oznacza to, że nie poprą naszej demonstracji, możemy zatem liczyć na 1500-2000 osób, choć nie można wykluczyć większego uczestnictwa. Dużo zależy od mieszkańców Warszawy.

Szczególnego znaczenia podczas demonstracji nabierze kwestia dotycząca emerytur. KPiORP wydał na ten temat nową ulotkę, w której czytamy: "Uprawnienia do przechodzenia na wcześniejsze emerytury ma stracić ogromna ilość pracowników. Pozbawieni mają go być nauczyciele, kolejarze, budowlańcy, energetycy i wiele innych grup zawodowych. Prawo ma działać wstecz. Nie ma znaczenia, że pracownik podejmując pracę w szczególnych warunkach i charakterze, ryzykował swoim zdrowiem i życiem w zamian za to, że mógł liczyć na wcześniejszą emeryturę. Obecnie tego prawa ma być pozbawiony. (...) Rządowy projekt ustawy odbierający pracownikom prawo do wcześniejszych emerytur jest skrajnie antypracowniczy. (...). Oznacza to drastyczne ograniczenie praw wielu grup zawodowych do wcześniejszych emerytur. Prawo do wcześniejszej emerytury może stracić blisko 800 tysięcy ludzi. Zachowa je zaledwie około 130 tysięcy pracowników. (...) Jak bardzo groźne są pomysły rządu PO-PSL niech świadczy wypowiedź Leszka Balcerowicza, który stwierdził 'Chodzi o zniesienie przywilejów emerytalnych dla wszystkich. Łącznie z baletnicami, górnikami, mundurowymi, nauczycielami' ".

Stanowisko Inicjatywy Pracowniczej jest w tym kontekście jasne. Dla nas zasadnicze znaczenie ma ograniczenie czasu pracy. Dawno już sformułowany zastał przez IP postulat skłócenia tygodnia pracy do 6 godzin dziennie. Rząd i biznes idzie w kierunku przeciwnym - chcą wydłużenia czasu pracy, m.in. poprzez oddalenie momentu nabycia uprawnień emerytalnych. Pierwsze przymiarki, czyli likwidacja praw do wcześniejszych emerytur niektórych zawodów, będzie tylko wstępem do dalszych działań, np. w stosunku do kobiet, które nabywają dziś uprawnienia emerytalne o 5 lat wcześniej niż mężczyźni. Mówi się otwarcie o zrównaniu wieku emerytalnego obu płci. Musimy mieć świadomość, że przedłużenie okresu pracy (opóźnienie przejścia na emeryturę) o 5 lat oznacza tyle, co odebranie wolnych sobót. Licząc bowiem globalnie przepracowane przez pracownika godziny pracy w jego życiu, wydłużenie wieku emerytalnego o 5 lat to mniej więcej równowartość wolnych sobót z ok. 33 lat pracy. Zatem pomimo, że czas pracy tygodniowy byłby krótszy, w całym swoim życiu pracowalibyśmy znowu więcej. Piszę to, bo jeżeli rząd chciałby odebrać wolne soboty, to buntowaliby się i "młodzi", i "starzy". Przesunięcie wieku emerytalnego młodych zdaje się nie dotyczyć. Ale takie podejście jest krótkowzroczne.

Zbiegiem okoliczności, zupełnie tego wcześniej nie planując, po zebraniu KPiORP znalazłem się na warszawskiej "Paradzie Równości". Zgromadziła ona wg mojej oceny nie więcej niż 2000 osób, przeciwko którym wystąpiło ze sto kontrdemonstrantów z ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej. Udział ruchu anarchistycznego czy anarchosyndykalistycznego w tej imprezie, w przeciwieństwie do lat ubiegłych, był marginalny. Wcześniej Czarny Blok zapewniał ochronę przed napadami nazistów i nacjonalistów, ale organizatorzy mieli ciągłe obiekcje, co do naszej taktyki. Zarzucono propagowanie przemocy, tak jakby krycie się za kordonami policji tym nie było. Środowisko anarchistyczne zapewniało również plakatowanie. "Bo plakatować gejowską imprezę nie tak łatwo, inni się obawiali" - tłumaczy mi kolega z Warszawy. Teraz plakatów na mieście było mało. W efekcie Parada w tym roku miała wg niego skupić znacznie mniej uczestników niż wcześniej (potwierdziła to niezależnie działaczka Zielonych, którą potem spotkałem na Dworcu Centralnym). Na demonstracji natykamy się na małą grupę anarcho-feministek i pojedynczych znajomych.

Zrywamy się zaraz po starcie Parady, bo na Nowy Świecie jest inna demonstracja - w obronie praw lokatorów. Zorganizowało ją Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, które powstało dzięki zaangażowaniu naszych przyjaciół z Lewicowej Alternatywy. Zebrało się ok. 30 osób, w większości starszych i w średnim wieku. Ludzi z LA jest może 4-5, jako wsparcie. Lokatorzy protestują przeciwko wyrzucaniu ich z lokali przejętych przez prywatnych właścicieli. "Jesteśmy wypędzani z naszych rodzinnych domów", czytamy w rozdawanej ulotce. Rozstawiono też wystawę, gdzie można było obejrzeć materiał poświęcony nieludzkiemu obchodzeniu się z mieszkańcami kamienic, drożyźnie czynszowej i walce ruchu lokatorskiego przeciwko kamienicznikom. Demonstracja trwała ok. 1,5 godziny wzbudzając nawet spore zainteresowanie. "Termin trochę niefortunny" - mówię koledze, mając na myśli Paradę. "Fakt - potwierdza - ale to środowisko same zadecydowało o dacie, nie wiedząc oczywiście nic o Paradzie i nie biorąc jej w żadnym wypadku pod uwagę". Że to zupełnie inne środowisko mogę się przekonać sam, kiedy jedna ze starszych osób koniecznie chce ze mną porozmawiać o Piłsudskim, ale jakoś udaje mi się wywinąć.

Pobyt w Warszawie kończę piwkiem z przyjaciółmi. Jestem pod wrażaniem. Mówię im, że całkiem nieźle to w Warszawie wszystko się układa. Warszawiacy są jednak sceptyczni - chyba niesłusznie.

Jarosław Urbański


02.06.2008
Współpraca międzynarodowa: Spotkanie radykalnych związków zawodowych w Madrycie

24 kwietnia w Madrycie w siedzibie lokalnej komisji związku zawodowego CGT odbyło się spotkanie koordynacji "RedBlack", skupiającej związki zawodowe odwołujące się do tradycji syndykalistycznych i anarchosyndykalistycznych. W spotkaniu udział wzięli przedstawiciele: Confederación General del Trabajo (Powszechnej Konfederacji Pracy - Hiszpania), Confederation Nationale du Travail (Krajowej Konfederacji Pracy - Francja), Svenska Arbetares Centralorganisation (Centralnej Organizacji Szwedzkich Pracowników - Szwecja), Eleftheriaki Syndikalistiki Enosi (Wolnościowy Związek Pracowników - Grecja) oraz, ze strony polskiej - Inicjatywy Pracowniczej i Lewicowej Alternatywy (LA, nie będąc związkiem zawodowym, współpracuje z koordynacją w konkretnych działaniach na rzecz praw pracowniczych).

Kampania przeciwko deregulacji prawa pracy
Najistotniejszym punktem spotkania było omówienie i zaplanowanie kampanii przeciwko deregulacji prawa pracy. Idea zorganizowania takiej kampanii pojawiła się już na poprzednim spotkaniu koordynacji (w Warszawie, 4 listopada 2007 r.) i początkowo była zaprojektowana jako cykl działań nakierowanych wyłącznie na pracowników czasowych (zatrudnianych na czas określony, umowy cywilnoprawne lub poprzez agencje pracy tymczasowej). Z uwagi na występujące różnice w poziomie uelastycznienia lokalnych rynków pracy w poszczególnych krajach, padła propozycja zorganizowania bardziej ogólnej kampanii, nakierowanej na działania krytykujące niestabilność zawodową i społeczną wywołaną cyklem procesów deregulacyjnych (w tym rozwoju elastycznych form zatrudnienia). Głównymi tematami kampanii będą więc: rozwój elastycznych form zatrudnienia, praca nierejestrowana ("na czarno"), masowe zwolnienia i rozwój podwykonastwa. Wszystkie te zjawiska, wywołane liberalnymi politykami społecznymi i gospodarczymi prowadzą wprost do obniżenia bezpieczeństwa socjalnego licznych grup społecznych na całym świecie - dlatego hasłem przewodnim kampanii ma być stwierdzenie: "Nie jesteśmy towarem!".

Związkową odpowiedzią na deregulację prawa pracy ma być skoordynowana kampania informacyjna (ukazująca negatywne skutki ww. zjawisk), wymiana informacji o sytuacji w poszczególnych krajach, wspólna praca merytoryczna (zaplanowano przygotowanie broszury ukazującej różne aspekty polityk deregulacyjnych w poszczególnych częściach Europy) oraz wspólna akcja, która zostanie zorganizowana jesienią bieżącego roku.

Akcje solidarnościowe z działaczem IP zwolnionym z sieci Auchan
Sprzeciw wobec represje za działalność związkową jest wciąż istotnym punktem współpracy międzynarodowej podejmowanej w gronie organizacji reprezentowanych 24 maja w Madrycie. W odpowiedzi na zwolnienie działacza IP z supermarketu Auchan w Zielonej Górze, związkowcy z Francji i Hiszpanii zadeklarowali chęć zorganizowania akcji solidarnościowych pod supermarketami tej sieci w ich krajach. We Francji będzie to część szerszej kampanii, mającej na celu uzwiązkowienie pracowników supermarketów. Wstępnie uzgodniono 21 czerwca jako dzień akcji przeciwko Auchan w Europie.

Wsparcie dla rosyjskich działaczy ruchów wolnościowych i antyfaszystowskich
Francuska CNT od pewnego czasu jest w stałym kontakcie z rosyjskimi organizacjami anarchistycznymi oraz ruchami zaangażowanymi w walkę z neofaszyzmem. Ponieważ skala terroru ze strony różnej maści faszystów i rasistów jest w Rosji wyjątkowo w skali całej Europy, uczestnicy spotkania zdecydowali się na udzielenie maksymalnego możliwego wsparcia dla tamtejszych środowisk anarchistycznych i antyfaszystowskich. W chwili obecnej jest prowadzona zbiórka pieniędzy, powstaje film dokumentalny o tym szczególnym aspekcie sytuacji w Rosji, a w sierpniu zorganizowany zostanie cykl spotkań z przedstawicielami rosyjskich ruchów społecznych w poszczególnych krajach. Dodatkowo, późnym latem zostanie także przeprowadzona skoordynowana akcja protestacyjna pod rosyjskimi ambasadami i konsulatami w całej Europie.

Sprawy organizacyjne
Ostatnią kwestią, poruszoną na spotkaniu w Madrycie był dalszy rozwój koordynacji i jej struktura. Na chwilę obecną, organizacje współpracujące w ramach koordynacji RedBlack nie stanowią żadnej instytucji ani organizacji o zasięgu międzynarodowym. Jest to wyłącznie sieć współpracujących ze sobą związków zawodowych odwołujących się do podobnych tradycji (czy to anarchosyndykalizmu, jak w przypadku związków z Hiszpanii i Grecji, czy to radykalnych nurtów syndykalizmu, jak w przypadku Szwecji i Francji), która współpracuje w kampaniach i akcjach z organizacjami politycznymi i społecznymi odwołującymi się do idei i praktyki działania bliskiej anarchizmowi (jak LA). Uzgodniono, że taki stan rzeczy w chwili obecnej nie wymaga znaczących zmian, zgodzono się natomiast na rozwijanie idei koordynacji i włączenia w jej skład także organizacji z innych krajów. Zaproszenia do współpracy zostaną w najbliższym czasie wysłane do niemieckiego FAU (Wolnego Związku Robotników), włoskiego UniCobas, a także belgijskiej grupy anarchistów działających w ramach tamtejszej federacji FGBT. Na użytek koordynacji, w najbliższym czasie ma także powstać internetowy serwis informacyjny.

Nadchodzące wydarzenia
5-6 lipca 2008 - "Śródziemnomorski szczyt Unii Europejskiej" w Paryżu podczas którego zostanie zorganizowany kontr-szczyt (demonstracje, konferencje i wydarzenia kulturalne).
sierpień 2008 - akcje solidarnościowe z rosyjskimi antyfaszystami.
Trzeci tydzień sierpnia 2008 - letni obóz CNT w Maussebe (południowo-zachodnia Francja, okolice Touluse)
wrzesień-październik 2008 - początek kampanii przeciwko deregulacji prawa pracy.
25-26 października - kolejne spotkanie koordynacji podczas kongresu ESE w Atenach.


02.06.2008
Współpraca międzynarodowa: Spotkanie skłotersów i mieszkańców stref autonomicznych w Kesselberg

W dniach 23-25 maja w Kesselbergu pod Berlinem odbyło się międzynarodowe spotkanie skłotersów, mieszkańców stref autonomicznych oraz aktywistów zaangażowanych w działalność tworzoną w tych miejscach. W spotkaniu brało udział około sto osób z Niemiec, Czech, Belgii, Holandii, Francji, Anglii, Irlandii, Szwecji, Danii, Grecji, Hiszpanii, Australii, Meksyku, Kanady oraz Polski. Poznański Kolektyw Rozbrat reprezentowany był przez siedem osób.

Formułą spotkania był podział na małe grupy robocze, w których dyskutowano na wybrane tematy, po czym odbywały się ogólne spotkania podsumowujące, podczas których wyciągano ewentualne wnioski. Nie zabrakło wspólnych posiłków (dzięki Kesselberskiej załodze kucharskiej Food For Action) i wieczornych ognisk.

Na pierwszym wspólnym spotkaniu aktywiści z Kesselbergu przestawili historię ich miejsca, zasady jakie w nim obowiązują. Ustalono metodę, za pomocą której dyskutowane będą poszczególne tematy, po czym obecne grupy przedstawiły się i opowiedziały pokrótce o swoich miejscach i ich działalności. Niestety okazało się, że wiele miejsc jest zagrożonych ewikcją, aktywiści z tych przestrzeni prosili o wsparcie i śledzenie informacji na temat ich walki (np. w Bazylei, Berlinie i Poznaniu). Początek spotkania przebiegał w związku z tym w ciężkiej atmosferze, nie wnosił też nic merytorycznie konkretnego. Na szczęście jednak klimat ten zamknął w ramach pierwszej rozmowy. W toku kolejnych pogrzebowy ton zastąpiony został kreatywnym entuzjazmem.

W pierwszej kolejności zajęto się podsumowaniem dni w obronie skłotów i stref autonomicznych, które odbyły się w kwietniu. Akcje te nie miały jednolitego charakteru, jednak celem wszystkich było zwrócenie uwagi na fakt, że takie miejsca są potrzebne na przekór polityce władz dążących do stłamszenia ruchu. Osoby najbardziej zaangażowane w koordynację tych akcji skrytykowały małe zaangażowanie i opieszałość innych. Zgodzono się co do tego, że akcje te przyczyniły się do zwiększenia poczucia solidarności z innymi grupami w Europie, lecz padło stwierdzenie, że powinniśmy budować również tożsamość ogólnoświatową, ponieważ w wielu miejscach na świecie (na przykład w Ameryce Łacińskiej) ruch skłoterski jest silny i upolityczniony, więc nie powinniśmy zamykać się w naszej "europejskiej wiosce". Większość osób wyraziło chęć organizacji podobnych akcji w przyszłym roku.

Kolejne spotkanie dotyczyło włączaniu się i generowaniu szerszych kampanii społecznych. Ze względu na różne uwarunkowania lokalne działania te wyglądają różnie i w różnym stopniu można utożsamić je z szerszymi kampaniami społecznymi. Zgodnie stwierdzono, że jedynym sposobem na ożywienie ruchu skłoterskiego jest wyjście do ludzi na zewnątrz i ich problemów, których źródłem jest system kapitalistyczny i opresyjne państwo. Podzielono się porażkami i sukcesami w organizacji takich kampanii. Wyłoniły się także inne ważne wnioski. Mianowicie konieczność uzmysłowienia sobie granicy pomiędzy środkiem, a celem i ostrożność, aby pierwsze nie stało się drugim. Potrzeba działania na zewnątrz pociąga za sobą kwestie uwolnienia idei wolnościowych, anarchistycznych z kojca subkulturowego i oswojenia z nimi, mówiąc zupełnie przenośnie, zwykłych ludzi.

Ciekawą dyskusję wywołała ulotka "Z przestrzeni autonomicznych do przestrzeni wyzwolonych" przygotowana przez dwóch aktywistów mieszkających w Berlinie, a pochdzących z Kanady i Irlandii. Prezentuje ona ciekawą koncepcję, która poszerza wolne przestrzenie o wszystkie te miejsca, które udaje się, chodźmy na moment, wyrwać spod kurateli państwa i kapitalizmu. Nie brakuje również wewnętrznej krytyki ruchu skłoterskiego, który nieraz tworzy swojego rodzaju wentyl bezpieczeństwa dla systemu, niszę, która stabilizuje napięcie, dając jej uczestnikom poczucie stanowienia zagrożenia dla państwa i kapitalizmu.

Całe spotkanie nacechowane było autokrytyką, co rusz powtarzały się stwierdzenia o bezsensowności zamykania się na zewnętrzne społeczności i ich sprawy, najczęściej powtarzającym się odniesieniem do takiego stanu rzeczy było środowisko berlińskie. Nie wypracowano jednego konkretnego sposobu zmiany tej sytuacji, ale też nie to było celem. W toku prowadzonych dyskusji każdy sam mógł wygenerować kierunek działania i rozwiązania odpowiednie dla charakteru podejmowanych problemów na swoim podwórku, lub też już w czasie konkretnych przedsięwzięć grupy mogą wrócić pamięcią do zrodzonych w czasie dyskusji wniosków i w oparciu o nie kształtować swą aktywność. Jedno jest pewne - czas na następny krok, tym bardziej, że wszędzie stosunek władz do uczestników ruchu jest coraz bardziej agresywny.


30.03.2008
Brutalne zatrzymania w Słupsku

Dziś rano ok godz. 6.00, policja wtargnęła do jednego z mieszkań w Słupsku zatrzymując 23 działaczy m.in. z Poznania (związanych z Rozbratem), Torunia i Szczecina, którzy dzień wcześniej brali udział w demonstracji przeciwko tarczy antyrakietowej. Interwencja policji miała brutalny charakter.

Według naocznego świadka, któremu w wyniku interwencji złamano rękę (zdołał zbiec z pogotowia) policja pojawiła się przed godz. 6.00. i chciał się dostać do mieszkania, w którym znajdowało się ok. 25 osób czekających na poranne pociągi. Świadek twierdzi, że wszyscy w mieszkaniu zachowywali się spokojnie. Odmówiono wpuszczenia policji do mieszkania ponieważ nie mogli się oni wylegitymować żadnym nakazem. Kiedy policja nalegała, na klatkę schodową wyszedł właściciel mieszkania. Wówczas zebrani w mieszkaniu usłyszeli krzyki. Kiedy otworzyli drzwi zobaczyli , że osoba ta jest atakowana przez policję. Próbowano zamknąć ponownie drzwi, które policja jednak zablokowała. Do mieszkania wpuszczono gaz. Następnie policja wtargnęła do wewnątrz bijąc i skuwając napotkane osoby.

O godzinie 13.00. przed komisariatem w Słupsku, gdzie przetrzymuje się wszystkich zatrzymanych, miała miejsce demonstracja, w której wzięło udział ok. 30 osób, domagających się wypuszczenia uwięzionych. Według rzecznika słupskiej policji, który wyszedł do protestujących, prawdopodobnie 6 osobom zostanie postawiony zarzut czynnej napaści na policję. Rzecznik nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, w którym momencie miała miejsca ta napaść. Nie potrafił powiedzieć czy zwyczajowym działaniem policji w przypadku, jak twierdził, zakłócenia ciszy nocnej jest użycie gazu i zatrzymanie 25 osób. Nie potrafił powiedzieć, kiedy zatrzymani zostaną uwolnieni. Stwierdził też, że policja w takim przypadku nie potrzebowała żadnego nakazu. Groził demonstrantom, że ponieważ jest ich więcej niż 15 osób, to pikieta może zostać uznana za nielegalne zgromadzenie.

Do godz. 20.00 na wolności wyszło dopiero 10 osób. Dziewiątka, która otrzymała zarzuty, dziś nie zostanie zwolniona. Sprawę monitorują prawnicy z Fundacji Helsińskiej. Istnieją przypuszczenia, że policja próbuje "ustawić" sprawę i uzgodnić wersję wydarzeń.

Rzecznik policji zapewnił, że policja zwolni wszystkich najpóźniej do jutra do godziny 15.00. Najgroźniejszy zarzut to czynna napaść na funkcjonariusza.

Według naszych informacji, przed demonstracją antytarczową w Słupsku zgromadzono duże siły policyjne. Funkcjonariusze nachodzili również wcześniej organizatorów protestu. Słupska policja znana jest ze swojej szczególnej brutalności. W styczniu minęła 10 rocznica śmierci Przemysława Czai, trzynastolatka, który zmarł na skutek interwencji tamtejszej policji.


06.03.2008
Aktywiści "No! G8 Action" w Poznaniu

W lipcu 2008 głowy najbogatszych państw świata spotkają się nad jeziorem Toya na wyspie Hokkaido w Japonii. Tzw. "grupa ośmiu" jest od lat jest ucieleśnieniem neoliberalnych reform, które rozpowszechniają biedę, przemoc, nienawiść, segregację oraz degradację środowiska na całym świecie. Japońska sieć o nazwie "No! G8 Action" została utworzona w maju 2007 tuz przed szczytem G8 w Rostocku, dziś rozpowszechnia wiedzę nt. japońskiego i wschodnio-azjatyckiego ruchu oporu przeciwko kapitalizmowi. W ciągu ostatniego roku członkowie tej grupy odwiedzili wiele państw w Azji, Europie i Ameryce Północnej.

6 marca odbyło się na Rozbracie spotkanie z trójką aktywistów z Japonii. Dotyczyło one przede wszystkim szczytu G8, ale także japońskiego ruchu anarchistycznego.


Fotorelacja na foto.rozbrat.org

Nasi goście opowiadali o protestach, które już teraz odbywają się w całym kraju. W Japonii bardzo rozwinięty jest ruch anty militarny i anty wojskowy. A to za sprawą amerykańskich baz wojskowych znajdujących się na Okinawie, które stanowią aż 70% wyspy. W ostatnim czasie było o nich głośno przez falę gwałtów dokonywanych przez amerykańskich żołnierzy.

Bezdomność jest obecnie jednym z największych problemów Japonii. Wciąż pojawiają się w miastach nowe skupiska niebieskich namiotów (najbardziej wytrzymałego materiału). Mieszkają w nich przede wszystkim tymczasowi robotnicy i imigranci. Pojawiły się grupy wsparcia, które zapewniają tym ludziom jedzenie, ubrania, pomoc medyczną, ale także razem z bezdomnymi organizują akcje bezpośrednie.

W Japonii bardzo aktywna jest skrajna prawica, 11 luty i 15 sierpnia to dla niej najważniejsze daty. Pierwsza to Dzień Imperium a druga - zakończenia II Wojny Światowej. W tym dniu odbywają się nabożeństwa w świątyniach, za ofiary wojny. Równocześnie po ulicach krążą ich samochody, z których wygłaszają swoje manifesty. Ich aktywność nie spotyka się z żadną reakcją policji. Za to aresztowani zostają przede wszystkim anarchiści i lewicowcy organizujące jakiekolwiek demonstracje np. pod świątyniami. Jak podkreślali nasi goście mają w Japonii dwóch wrogów - policję i faszystów.

Po pokazie filmów i zdjęć nastąpił czas na dyskusję. Goście nie byli jednak przygotowani na tak szczegółowe pytania dotyczące np. feminizmu, ruchu robotniczego czy panującego przekonania o wciąż obowiązującym, surowym systemie patriarchalnym. Za to pokrótce opowiedzieli o ruchu anarchistycznym. Na początku lat 20 i 30 XX wieku był on silny i duży, jednakże silne represje i zamordowanie wielu uczestników ruchu zmusiły działaczy do zejścia do "podziemia".

Teraźniejszy ruch oparty jest przede wszystkim na sztuce, muzyce czy wydawaniu prasy. Bardzo trudno jest znaleźć jakiekolwiek informacje w książkach czy mediach na temat ich działania gdyż przed i po wojnie duża część ruchu została przejęta przez komunistów. Duża ciekawostką może być fakt, iż nie istnieje u nich ruch skłoterski.

Aktywiści "No! G8 Action" w ramach trasy informacyjnej odwiedzą jeszcze 15 krajów i ponad 40 miast.


02.03.2008
Kopenhagę pamiętamy! Rozbratu nie oddamy!

Dziś na wiadukcie przy skrzyżowaniu ulic Roosevelta i Libelta pojawił się baner z hasłem "Kopenhagę pamiętamy! Rozbratu nie oddamy! Ungdomshuset 1983-1 III 2007, Rozbrat 1994-?". Ma on upamiętniać rocznicę ewikcji kopenhaskiego skłotu Ungdomshuset 1 marca 2007 r. i również przypomnieć o zagrożonej sytuacji poznańskiego Rozbratu.

1 marca 2007 w Kopenhadze miała miejsce eksmisja 24-letniego centrum kulturalnego Ungdomshuset (Dom Młodzieży). Pisaliśmy o tych wydarzeniach szeroko na naszych stronach. Były to dla ruchu skłoterskiego dni wstrząsające, z mapy europejskich autonomicznych centrów społeczno-polityczno-kulturalnych zniknął jeden z najważniejszych budynków w jego historii. Przez dwa dni po eksmisji trwały gwałtowne zamieszki na ulicach Kopenhagi, do starć dochodziło również w innych miejscach Europy w ramach akcji solidarnościowych. Aresztowano setki osób, które spędziły lub jeszcze spędzą (nadal trwają procesy) kilka miesięcy w więzieniach. W Kopenhadze ruch związany z Domem Młodzieży urósł do większych rozmiarów, stał się koalicją różnych grup, które nie zgadzały się z polityką miasta, która spychała kulturę niezależną na margines i ignorowała potrzebę stworzenia nowego miejsca dla niej.

W każdy czwartek (ewikcja odbyła się bowiem w czwartek) odbywają się w Kopenhadze demonstracje, o różnej tematyce, jednak zawsze tematem przewodnim jest żądanie nowego domu młodzieży. Demonstracje często spotykały się z represjami ze strony policji, były brutalnie atakowane, prowokowane, jednak bez przerwy je organizowano. Miasto nadal milczało. Do krytycznego punktu doszło 6 października, gdy wszystkie grupy związane z ruchem Ungdomshuset zorganizowały demonstrację skłotowania jednego pustostanu, żądając oddania go na nowe centrum. Czterotysięczna demonstracja została spacyfikowana, aresztowano rekordową w historii Danii ilość osób w ciągu dnia (476), a sam budynek został zajęty na jedyne 20 minut. Jednak p tych wydarzeniach, władze miasta rozpoczęły negocjacje, w których wyniku 13 grudnia podpisano porozumienie o przekazaniu budynku pod nowy Ungdomshuset. Negocjacje nadal trwają, musi dojść do porozumienia odnośnie wyboru konkretnego budynku. Ruch kopenhaskiej młodzieży nie spoczywa na laurach i nadal organizuje demonstracje, wydarzenia kulturalne, nie jest w stanie jednak zapomnieć i wybaczyć straty i krzywdy, jaką wyrządzono im 1 marca 2007.

My też nie zapominamy. I nie wybaczamy. Od 8 stycznia 2008 nasze miejsce - Rozbrat - jest w stanie alarmu. W ciągu kilku najbliższych miesięcy może zostać podjęta decyzja o dalszych losach gruntu, na którym znajduje się Rozbrat. Jednak w tej rozgrywce nikt nie bierze pod uwagę zdania osób związanych z tym miejscem, liczą się tylko bogaci inwestorzy z kapitałem. Nie ma znaczenia nieoceniona wartość, jaką Rozbrat stanowi dla sceny społeczno-polityczno-kulturalnej w Poznaniu, w Polsce czy w Europie w ogóle. Nie mamy złudzeń, że raczej nikt nie będzie chciał prowadzić z nami dialogu odnośnie pozostawienia nam tego miejsca. Dlatego będziemy starać się je utrzymać do końca. Jeśli ktoś ma wątpliwości czy oddamy Rozbrat bez walki, niech przypomni sobie wydarzenia z Kopenhagi.

Solidarność naszą bronią!


26.01.2008
Akcje przeciwko Auchan

26 stycznia obyły się pikiety pod marketami Auchan: w Gdańsku, Poznaniu i Warszawie. Ogólnopolska kampania przeciwko sieci Auchan rozpoczęła się po tym, jak w Zielonej Górze z jednego ze sklepów zwolniono Piotra Krzyżaniaka, działacza związkowego z Inicjatywy Pracowniczej. Dyrekcja firmy postanowiła pozbyć się związkowca pod sfingowanym zarzutem kradzieży ponad 4 tys. złotych, po tym jak Inicjatywa Pracownicza zorganizowała pikietę pod zielonogórskim Auchan domagając się przestrzegania praw pracowniczych. Kilka lat wcześniej w tym samym hipermerkecie w podobnych okolicznościach rozbito organizację związkową OPZZ.

W Poznaniu w akcji udział wzięło kilkanaście osób z Inicjatywy Pracowniczej i Federacji Anarchistycznej. Przez godzinę pod głównym wejściem Auchan w Swadzimiu rozdano kilkaset ulotek informując klientów i pracowników o łamaniu praw pracowniczych w hipermarkecie. Policja ani ochrona nie interweniowała.

W Gdańsku protestowało kilkanaście osób z Komisji Zakładowej Inicjatywy Pracowniczej przy Poczcie Polskiej i środowiska anarchistycznego. Rozdano kilkaset ulotek klientom i pracownikom Auchan. Interweniowała ochrona i policja, ale bez konsekwencji.


Fotorelacja na foto rozbrat.org

W Warszawie akcja odbyła się w Wola Park. Około 20 osób z różnych organizacji (Lewicowa Alternatywa, Grupa na rzecz Partii Robotniczej, Komunistyczna Młodzież Polski i Warszawskiej Grupy Anarchistycznej) weszło na teren centrum handlowego i rozdało kilkaset ulotek. Interweniowała ochrona i policja, jednak bez konsekwencji.

W kolportowanych ulotka można było przeczytać m.in., że nie przestrzeganie prawa pracy i związkowego w Auchan wykryto nie tylko w Zielonej Górze: "W ostatnim czasie o sporze pracowników z francuskim koncernem donosiła prasa w Białymstoku i Częstochowie. W Zielonej Górze m.in., poprzez agencje pracy tymczasowej, zatrudniano na umowy cywilno-prawne osoby niepełnoletnie omijając w ten sposób kodeks pracy. Niezgodnie z nim musiały one pracować w godzinach nocnych i po 12 godzin. Zarzuca się firmie także zmuszanie do 10 godzinnego dnia pracy przy wyładowywaniu palet lub przy kasie, a także do noszenie ciężarów niezgodnie z wymogami BHP."

Do akcji przeciwko Auchan włączył się także Związek Syndykalistów Polski. 11 stycznia pod Auchan we Wrocławiu odbyła się pikieta zorganizowana przez ZSP.
Rozdano kilkaset ulotek. Podczas pikiety ochroniarze próbowali usunąć aktywistów ZSP z przed sklepu grożąc wezwaniem policji. 25 stycznia odbyła się pikieta pod hipermarketem Auchan na warszawskiej Pradze. W akcji brali udział członkowie warszawskiej sekcji Związku Syndykalistów Polski, Federacji Anarchistycznej oraz inne osoby. Rozdawano ulotki pracownikom i klientom. Przed rozpoczęciem akcji, nieznani sprawcy weszli do hipermarketu i rozkleili "anty-reklamy" firmy Auchan w strategicznych miejscach. Kilka godzin wcześniej, podobna akcja miała miejsce przed krajową siedzibą Auchan. Nowe etykietki zostały także rozklejone na różnych towarach.

Inicjatywa Pracownicza zapowiada kolejne pikiety i akcje w innych miejscowościach m.in. w Bielsku-Białej, Raciborzu i Częstochowie. Pierwsza rozprawa Piotra Krzyżaniaka przed sądem pracy odbędzie się na początku lutego. W Zielonej Górze zawiązała się grupa poszkodowanych przez Auchan Zielona Góra. Zwrócili się oni do władz firmy pismem z 24 stycznia domagającym się odwołania przedstawicieli zielonogórskiego kierownictwa Auchan odpowiedzialnych za nieprzestrzeganie praw pracowniczych.


18.01.2008
Studium wbrew woli Poznaniaków

W dniu 18 stycznia rada miasta w Poznaniu debatowała na nowym studium zagospodarowania przestrzennego. Dokument ten został oprotestowany przez mieszkańców wielu dzielnic, a także przez liczne organizacje i specjalistów. Na dzisiejszej radzie pojawiło się blisko 100 przedstawicieli różnych środowisk i organizacji, głównie zgrupowanych w stowarzyszeniu My-Poznaniacy, protestujących przeciwko uchwaleniu studium i domagających się przeprowadzenia konsultacji społecznych.

Wielu przedstawicieli strony społecznej zabrało głos (udostępniony im przez niektórych radnych), udowadniając, że studium w obecnym kształcie jest złe. Wskazano przede wszystkim na to, że nie służy ono mieszkańcom, ale zostało przygotowane w odpowiedzi na potrzeby inwestorów i deweloperów. Między innymi pojawiły się naciski firmy, które oczekują (dzięki zapisom nowego studium) powołania specjalnej strefy ekonomicznej i ulg podatkowych.


Na zdjęciu: protestujący działacze Zielonych 2004

Krytycy studium twierdzili, że proponuje ono nowe tereny pod budownictwo mieszkaniowe, ignorując kompletnie potrzeby ubożejących i zdewastowanych centralnych dzielnic Poznania. Mówiono, że tak określona polityka mieszkaniowa jest skierowana przede wszystkim do bogatszej części mieszkańców miasta. Za niedopuszczalne, z ekologicznego punktu widzenia, uznano likwidowanie istniejących pasów zieleni pod potrzeby budowlane. Zarzucono studium preferowanie komunikacji samochodowej zamiast komunikacji publicznej. I tak dalej.

Radni PO, którzy mają większość w radzie, zdawali się nic nie robić z formułowanych zarzutów i apeli. Po kilku godzinach debaty, pomimo protestów i oburzeniu części rady i zgromadzonej publiczności, przewodniczący rady R.Ganowicz (PO) zamknął dyskusję. Wniosek ten przeszedł jednym głosem, pomimo zakwestionowania wyniku głosowania przez jedną z radnych. System elektroniczny nie uwzględnił jej głosu przeciwko zamknięciu debaty.

Przeciwko studium opowiedziało się wiele rad osiedli, komitetów protestacyjnych, a także organizacji ekologicznych. Jednak studium, głosami PO, zostało późnym wieczorem przegłosowane z kilkunastoma, na ponad 400 głoszonych, poprawkami.

Władze miasta Poznania, zdominowane przez liberałów, konsekwentnie ignorują głos opinii publicznej. Pod koniec grudnia przeforsowano duże podwyżki opłat za przejazdy komunikacją publiczną, pomimo, że negatywne stanowisko w tej kwestii zajęły wszystkie związki zawodowe, a Inicjatywa Pracownicza i poznańska sekcja Federacji Anarchistycznej w ciągu 8 dni zebrały 3000 podpisów pod petycją domagającą się zaniechania podwyżek.

Stowarzyszenie My-Poznaniacy zapowiada zaskarżenie studium oraz walkę przy uchwalaniu szczegółowych planów zagospodarowania przestrzennego.