Jeśli rewolucja socjalna nie zniesie państwa nazajutrz po swym zwycięstwie, zwycięstwo to okaże się płonne, a wyzwolenie mas równie odległe jak i poprzednio.
Michał Bakunin

O co chodzi z Rozbratem i własnością?!

rozbrat.org
Poznański Rozbrat jako niezależne centrum działań społeczno-politycznych i kulturalnych, a także skłot, czyli miejsce zamieszkania, istnieje od ponad 17 lat. Teren na którym stoi kilka mocno nadszarpniętych czasem i mozolnie przez nas remontowanych budynków, należy do szeregu właścicieli w tym do miasta Poznania. W maju 2009 i w marcu 2010 roku zorganizowaliśmy dwie duże demonstracje w obronie tego miejsca, ponieważ władze miasta, jak też jeden z wierzycieli dotychczasowego właściciela gruntu, podjęli niezależnie od siebie działania, które nie uwzględniały interesów wspólnoty żyjącej tu od 1994 roku – Kolektywu Rozbrat.

Rozbrat postrzegamy, jako lokalną wspólnotę będącą częścią tego miasta: są to nie tylko funkcjonujący na Rozbracie mieszkańcy, aktywiści, wszyscy, którzy regularnie z kulturowej i edukacyjnej oferty Rozbratu korzystają, ale także liczni sympatycy. Likwidacja tego miejsca to naruszenie pewnej substancji społecznej, tkanki miejskiej. Zakładamy, że to problem miasta i jego zarządu czy administracji. Tymczasem w obliczu zagrożenia likwidacją tej przestrzeni, przedstawiciele władz lokalnych najpierw udają, że Rozbratu nie ma (pominięto Rozbrat na planach zagospodarowania przestrzennego przygotowanych przez Miejską Pracownię Urbanistyczną), a potem stwierdzają, że jako anarchiści nie powinniśmy się do nich w ogóle zgłaszać, wszak negujemy władzę. Powiadają, że gdybyśmy zaakceptowali rolę „klienta”, zaakceptowali reguły wyznaczone przez lokalny układ polityczny, to podano by nam pomocną rękę. Radni i zarząd miasta na czele z prezydentem, stawiają się cały czas na pozycji „lokalnego rządu”, paternalistycznej władzy, co oczywiście kłóci się z naszą wizją demokracji i samorządu.

Rozbrat - mit nielegalności

Po drugie forsuje się argument, że zajęliśmy cudzą własność i działamy nielegalnie. Trzeba przede wszystkim stwierdzić, iż w części skłot leży na działce miejskiej. Jednocześnie przecina on inną działkę formalnie należącą do prywatnego właściciela. Grunt ten mógłby należeć w dalszym ciągu do miasta. W dość niejasnych okolicznościach został sprywatyzowany. Jako wspólnota mieszkańców, Poznaniacy, ponieśliśmy z tego tytułu straty, ale dzisiejsza władza będąca formalno-prawną kontynuacją poprzednich ekip, nie poczuwa się ani do odpowiedzialności prawnej, ani politycznej za wcześniejsze ewidentne zaniedbania, które dopuściły do przejęcia działek przez prywatnych właścicieli. Jak wiadomo, jednocześnie powołując się na „święte prawo własności”, sama władza potrafi się z nim obchodzić nonszalancko, bez zbędnych ceregieli, wywłaszczając kiedy trzeba i oddając komu się podoba (np. kościołowi). Ostatecznie za takie podejście, to nie działacze z Rozbratu siedzą na ławie oskarżonych, ale dzisiejsi przedstawiciele Ratusza.

W istocie rzeczy, chwytając się argumentacji przedstawicieli władzy, nielegalny charakter Rozbratu to domniemanie. Nigdy, nikt nie chciał nas usunąć. Nigdy nie było żadnych skarg na nasze tu przebywanie. Nikt nas nie chce eksmitować, bo nie ma do tego podstaw, nie ma stosownego orzeczenia sądu, czy nawet wniesionego pozwu w tej sprawie.

Dodatkowo pamiętajmy, iż poza prawem własności, są jeszcze OBOWIĄZKI wynikające z własności, z których jeden z podmiotów się absolutnie nie wywiązywał i nie wywiązuje. Gdyby nie było nas na Rozbracie, to władze miasta musiałoby włożyć wiele wysiłku w uporządkowanie sytuacji na tym terenie np. zabezpieczając go i chronić.

Wreszcie prawo własności nie jest jedynym prawem zapisanym w Konstytucji, do której z uporem nawiązują przeciwnicy Rozbratu, na podstawie którego buduje się stosunki społeczne. Jest jeszcze np. prawo do posiadania dachu nad głową. Z tego prawa, Poznań jako miasto-firma się nie wywiązuje. Faktem jest natomiast, iż w dzisiejszej Polsce jedno prawo (własności) stoi ponad innymi prawami (np. do mieszkania w godnych warunkach, powszechnej opieki medycznej czy zatrudnienia). Prawo własności stało się jedynym odniesieniem, żeby nie powiedzieć dogmatem, w przypadku organizowania stosunków społecznych. Jest to kwestia praktyki ustrojowej, którą – nie ukrywamy – krytykujemy i w miarę możliwości zwalczamy. Oczywiście władzom miasta, reprezentującym przede wszystkim kręgi biznesu i średnich właścicieli, nasze podejście się nie podoba, ale i podobać się nie musi.

Wbrew mitom forsowanym przez ośrodki władzy własność występuje w różnych formach, a nie tylko w jednej formie własności prywatnej. Może przejawiać się jako własność środków produkcji czy też nieruchomości, lecz poza tym istnieje własność komunalna, społeczna, czy też własność w formie dobra wspólnego rozporządzanego przez wszystkich należących do wspólnoty (np. samorządowej). Pomijanie społecznego charakteru własności jak też społecznej podstawy, bez której nie może powstać, służy obecnym elitom jako narzędzie utrzymywania swojej uprzywilejowanej pozycji. Jednocześnie ogranicza prawa i wolności większości, która własności prywatnej nie posiada.

Broniąc prawa własności, w tym firmy Darex formalnego właściciela największej działki na Rozbracie, władza stawia interesy – dosłownie – aferzysty z Pruszkowa, z którym nikt nie miał kontaktu co najmniej od 1994 roku, ponad interes szerokiej grupy mieszkańców. Przypomnijmy, że Darex to spółka „wydmuszka”, która powstała tylko po to, aby okraść spółdzielczy bank i prawdopodobnie inne podmioty. Po uzyskaniu od banku kredytu pod zastaw nieruchomości obecnie zajmowanych przez Rozbrat, właściciel firmy zniknął. Tym samym uniknął spłaty wierzytelności i odpowiedzialności związanej z posiadaną przez siebie własnością. Mimo tego firma ta cieszy się większą ochroną ze strony państwa (np. w procesie sądowym) i władz lokalnych niż np. 20 stałych mieszkańców Rozbratu i cała tworząca to miejsce wspólnota.

Jak to było z oferowaną przez miasto działką?

Po dwóch demonstracjach i wielu naciskach 7 kwietnia 2010 roku w poznańskim dodatku do „Gazety Wyborczej” pojawił się artykuł zatytułowany „Przełom w sprawie Rozbratu: miasto oferuje pomoc”. Przypomniano opinię prezydenta miasta, który stwierdził, iż forsowany przez niego miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który w dłuższej perspektywie spowoduje eksmisję Rozbratu, musi zostać przyjęty. W zamian za to władze miasta zaoferują nam pomoc w znalezieniu lokalu dającego możliwość prowadzenia dotychczasowej działalności. Z komentarza redaktorskiego wynikało, iż nie pozostaje nam nic innego jak przyjąć prezydencką ofertę.

Podkreślmy na wstępie, że nigdy nie prosiliśmy władz o żadną działkę, domagamy się jedynie umożliwienia nam funkcjonowania w dotychczas zajmowanym przez nas miejscu. W 2009 roku ówczesny wiceprezydent Maciej Frankiewicz zaczął w swoich wypowiedziach medialnych sugerować, że władze miasta ma propozycję przeprowadzki dla Rozbratu. Zatem, aby nie dać się zbyć tanim chwytem medialnym, spytaliśmy w oficjalnym liście, co konkretnie ma na myśli, mając świadomość, że to tylko zastosowany przez niego blef. Nad zapytaniem myślano wiele miesięcy i nie wiadomo czy kiedykolwiek otrzymalibyśmy odpowiedź, gdyby kwestia naszego pisma nie wypłynęła w mediach.

14 czerwca 2010 roku otrzymaliśmy oczekiwany list z miasta. W piśmie od prezydenta mogliśmy przeczytać: „Odnosząc się do możliwości wskazania przez Miasto Poznań alternatywnego miejsca, które moglibyśmy Państwu przekazać na cele działalności Kolektywu Rozbrat, niniejszym chciałbym Państwu zaproponować trzy sąsiadujące ze sobą działki przy ul. Sypniewo o oznaczeniach geodezyjnych 3/18, 3/19, 3/20; obręb Piotrowo. […] Wyrażam nadzieję, że powyższą propozycję uznają Państwo za satysfakcjonującą”.

Kolektyw Rozbrat odrzucił prezydencką propozycję, uznając ją za niepoważną, czemu dał wyraz w stosownym oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej oraz przesłanym do mediów: lokalizacja 17 km od centrum, budynki nadające się tylko do rozbiórki, wreszcie na oferowanej posesji mieszkali lokatorzy.

Media podchwyciły temat, publikując różnego rodzaju artykuły. Z niektórych wynikać by mogło, że odrzucając propozycję władz miasta, odrzucamy jakiekolwiek rozmowy z Urzędem. Podczas debaty telewizyjnej w WTK, dyrektor Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych, Jarosław Pucek, zachwalał teren, mówiąc, że to inwestycja na lata i piękny kawał gruntu. Pojawiające się komentarze zwracały uwagę na to, że władze chcą z nami dyskutować, chcą nam coś zaproponować, czego dowodem miała być rzeczona lokalizacja, a my po raz kolejny odrzucamy atrakcyjną propozycję. Pomijano jednak fakt, że biorąc pod uwagę działalność prowadzoną przez Rozbrat, „walory” prezydenckiej propozycji były zupełnie bezużyteczne.

We wrześniu 2010 roku otrzymaliśmy kolejne pismo od władz miasta, w którym czytamy: „Przyjmuję do wiadomości rezygnację Kolektywu z planów zagospodarowania przedmiotowej nieruchomości. Informuję, iż powyższa nieruchomość składa się z trzech połączonych ze sobą działek. Miasto Poznań zamierzało przekazać do dyspozycji Kolektywu tylko największą z nich, na której usytuowany jest budynek gospodarczo-magazynowy z częścią biurową. Pozostałe działki, na których posadowione są zabytkowe stodoły oraz budynek mieszkalny, miały pozostać w dyspozycji Miasta Poznania. Odpowiedź zawartą w piśmie z 4.06.2010 r. nr Or.V/0566-166/10 w ww. zakresie należy uznać za pomyłkę informacyjną, za co uprzejmie przepraszamy”.  

Cała sytuacja pokazuje, iż władze miasta same zgubiły się w tym, co komu proponują, bądź świadomie manipulują opinią publiczną. W sytuacji zwrócenia uwagi na problem Rozbratu deklarowały otwartość, gotowość do rozmów i pełne pasji poświęcenie na rzecz rozwiązywania miejskich problemów. Z drugiej strony, poza deklaracjami nie są w stanie podjąć żadnych praktycznych kroków zmierzających do rozwiązania konfliktu. Co gorsza, w świetle „pomyłkowej informacji” wygląda na to, iż nawet nie są w stanie podtrzymywać swoich wcześniejszych deklaracji. W rzeczy samej ruchy ze strony Urzędu wyglądają jak PR-owska zagrywka. Gdy opadły emocje dyskutantów, gdy media uznały, że Rozbrat nie potrafi być „elastyczny” w rozmowach z Ratuszem, gdy opinia publiczna przekonała się o „dobrej woli prezydenta”, okazuje się, że on się jednak „pomylił”. W końcu nikt go za tę „pomyłkę” nie rozliczy, więc „mylić” się może do woli.

Jak się okazuje, kiedy obecny prezydent miasta mówi o dialogu z Rozbratem, w rzeczywistości dąży do uciszenia całej sprawy. Kiedy mówi, że złoży Rozbratowi rozsądną propozycję, w rzeczywistości ma do zaoferowania pole na peryferiach miasta. Kiedy mówi o trzech działkach na polu w Sypniewie, w rzeczywistości ma do zaoferowania jedną z nich. Obwieszczony przez „Gazetę Wyborczą” „przełom” w sprawie Rozbratu ujawnia, iż w kwestii stosunków władza-społeczeństwo w mieście nic się nie zmienia. Utrzymywanie takiego stanu rzeczy jest zasadniczym celem Ratusza. Wspomniany „przełom” pozwolił prezydentowi pozbyć się niewygodnej dla niego kwestii – na razie.

Należy w tym miejscu dodać, że w przeciwieństwie do innych grup, których interesów strzegą władze lokalne, m.in. forsując miejscowy plan zagospodarowania obejmujący Rozbrat, my nie wysuwamy żadnych „ekspansywnych” roszczeń wobec samorządu. Jedyne czego domagamy się, to zaprzestanie działań zmierzających do zniszczenia prowadzonego przez nas centrum kultury oraz uwzględnienia w planie zagospodarowania przestrzennego faktycznego stanu, czyli działalności społeczno-kulturalnej i politycznej rozwijanej na Rozbracie. Jesteśmy zdeterminowani bronić Rozbratu wszelkimi metodami zarówno bezpośrednimi, jak też politycznymi i prawnymi.

Nadchodzące wydarzenia

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian