![]() |
||||
|
Próby
w każdy poniedziałek
godz. 19.30 RYTMY
OPORU - PĘKAJĄCE BĘBENKI
kawalek na rozpoczęcie sezonu: KALASZNIKOW
(poczytaj jak to grać) gramy
także: funk, afoxe, samba reggae, MUZYCZNA AKCJA BEZPOŚREDNIA Początkowo "Rhythms of Resistance" (Rytmy Oporu) było nazwą londyńskiej grupy samby, która powstała w ramach kampanii Earth First! w Londynie, i która pierwszy raz zagrała na demonstracji przeciwko szczytowi MFW oraz Banku Światowemu w Pradze w 2000 r. Wokół 55 osobowego zespołu (w którego skład wchodził tez Infernal Noise Brigade z Seatlle, robiący niezapomniane wrażenie swą muzyką i czarno-pomarańczowymi mundurami) skupił się różowy i srebrny blok. Stanowił on, obok międzynarodowego "czarnego bloku" i grupy "Ya Basta" z Włoch, najciekawszą i najskuteczniejszą formę protestu. Po tym sukcesie zaczęło powstawać w Europie coraz więcej grup grających sambę na demonstracjach i zaistniała potrzeba stworzenia sieci komunikacji między nimi - nazwa "Rhythms of Resistance" stała się nazwą dla sieci zespołów muzycznego oporu. Obecnie należą do niej grupy m.in. z Londynu, Amsterdamu, Maastrich, Paryża, Turynu, Berlina, Breen, Oberhausen, Oxfordu, Gent w Belgi, Sheffield z Wielkiej Brytanii, Sofi w Bułgarii, Meksyku, i teraz także z Polski. Każdy zespół ma swoje kolory, wszystkie grupy znają podstawowe kawałki oraz sposoby komunikowania się dyrygentów z bębniarzami, co umożliwia wspólne granie na międzynarodowych manifestacjach osobom, które nigdy wcześniej ze sobą nie ćwiczyły. (Można zapoznać się z nimi na stronie londyńskiej samby - www.rhythmsofresistance.co.uk). Wywiad z Jana (dyrygentka, gra tez m.in. na agogo) i Janem (agogo, repenique, tamburyn, shaker) z Rhytms of Resistance z Berlina, którzy w czerwcu odwiedzili Rozbrat. Co zainspirowało Was do założenia zespołu grającego sambę w Berlinie i dołączenie do sieci Rhytms of Resistance?
W jakich demonstracjach braliście udział do tej pory? Spectrum
jest dość szerokie - od akcji przeciwko konsumpcji w święta Bożego Narodzenia
przed centrami handlowymi, przez protesty przeciwko eksmisjom skłotów,
po udział w długofalowych kampaniach. Ważnymi akcjami były dla nas protesty
przeciw deportacjom w ramach kapani "No borders - no nations- stop
deportations", czy Recalim the Streets (Odzyskać ulice). Braliśmy też udział w protestach 1 majowych w Hamburgu i Berlinie, czy 8 maja 2005 roku w 60 rocznicę zakończenia wojny światowej w Berlinie, gdzie odbywały się duże demonstracje neonazistów. Udało nam się wtedy zablokować ich przemarsz. Ważnym wydarzeniem dla nas było włączenie się latem 2005 roku w protest przeciwko GMO i Monsanto, organizowany przez rolników, ekologów i pszczelarzy (pszczoły roznoszą modyfikowane geny, co powoduje, że wszystkie pola wkoło są skażone). Byliśmy kolorowi i weseli, uzyskaliśmy sympatie i akceptację "zwykłych" ludzi i udało nam się zachęcić ich do nie ulegania presji policji. Wspólnie przekroczyliśmy kordon policji i weszliśmy na pole z modyfikowanym zbożem. Reakcja policji była natychmiastowa - gonili nas na koniach po polu- w efekcie zatrzymano 15 osób z samej samby. Od tamtej pory większość naszych instrumentów ma naklejki "dowód w sprawie sądowej". Demonstracje, podczas których gra samba są bardziej dynamiczne, przykuwają uwagę przechodniów i ośmielają demonstrantów. Czy grając czujecie odpowiedzialność za przebieg protestu? Czy macie przemyślane strategie jak zachowywać się w nietypowych sytuacjach? Zdajemy
sobie sprawę, ze samba jest atrakcyjna, przewodzi demonstracji. Czasem
niestety jest za głośna i tłumi inne inicjatywy np. zagłusza skandowane
hasła. Zawsze staramy się kontaktować z organizatorami konkretnej akcji,
by wiedzieć, kiedy mamy grać i jak ułatwić współpracę z innymi. Samba
jest jak rozkładany sound-system, przy czym samochód z nagłośnieniem może
być łatwo zatrzymany przez policje, podczas gdy my możemy po prostu się
rozejść i pojawić zupełnie w innym miejscu, by znów zacząć zagrzewać ludzi
do protestu. Przed antyszczytem w Szkocji w 2005 r. zorganizowaliśmy wiele warsztatów na temat praw demonstrantów i opracowaliśmy rożne taktyki. Kiedy pojawiają się problemy można np. rozdzielić się na dwie grające grupy, co dezorientuje policję. Często też wystarczy na jakiś czas schować instrumenty, dlatego zabieramy ze sobą na duże akcje koce. W wypadku trudnych protestów, kiedy wiemy, że dojdzie do konfrontacji z policją, zabieramy tylko małe instrumenty np. agogo czy tamburyny. Bardzo ważne jest to, by nie tylko jedna osoba umiała dyrygować grupą, bo to właśnie dyrygenci są najbardziej zagrożeni. Jedną z naszych podstawowych zasad jest to, że potrafimy grać na kilku instrumentach i możemy się zastępować w razie potrzeby. To nam pomaga też uniknąć stereotypów, że kobiety grają na małych instrumentach, a duże bębny są zarezerwowane dla mężczyzn. Przed każdą dużą akcją organizujemy się w 3 lub 4-osobowe grupy wsparcia, w których jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni - za pomoc przy noszeniu instrumentów, przy ucieczce przed policją, czy w wypadku aresztowania. Zakup instrumentów dla ponad 20 osób to spory wydatek dla początkujących grup. W jaki sposób uzyskujecie środki na działalność? Często ćwiczymy grę na ulicach - traktujemy to jako praktykę, małą propagandę, ale też właśnie jako sposób na zarabianie pieniędzy. Podczas takich prób zawsze tłumaczymy kim jesteśmy, na jakich zasadach działamy i na co zbieramy pieniądze. Przeznaczamy je na zakup nowych instrumentów, na pomoc prawną, gdy ktoś z nas ma sprawę w sądzie, staramy się tez wspierać finansowo nowo powstające grupy. Instrumenty są własnością kolektywną, dzięki czemu wszyscy czują się równie odpowiedzialni za nie podczas demonstracji. Jak często się spotykacie i jak podejmujecie decyzje, do jakich protestów się przyłączacie? Próby mamy
raz w tygodniu. Spotkania dzielimy na trzy części, podczas pierwszej ćwiczymy,
uczymy się nowych kawałków, potem odbywa się plenum, na którym dyskutujemy
kwestie techniczne i strategiczne, w ostatniej części gramy dla zabawy.
Raz na dwa miesiące urządzamy "Dzień Samby"- spotykamy się wtedy
na 6-8 godzin, gdzie dzielimy się wszelkimi refleksjami i planami - na
co nie ma czasu podczas cotygodniowych spotkań. Wszelkie decyzje podejmujemy
na spotkaniach. Grupa bardzo zwraca uwagę na to, aby wewnętrzna struktura
była horyzontalna, anty-hierarchiczna. Każda osoba musi czuć się odpowiedzialna
za zmiany w grupie, za jej modernizację. Chcemy, by wszyscy byli uczestnikami,
nie zwolennikami, dlatego na zmianę notujemy, moderujemy dyskusje, spisujemy
relacje. Staramy się rozwijać nie tylko muzycznie, ale też uczyć funkcjonowania
w grupie. Nowym osobom wyznaczamy "partnera", który wprowadza
w zasady funkcjonowania zespołu, informuje o spotkaniach itd. Decyzję podejmujemy przez rozbudowany system konsensusu. Przed każdym głosowaniem podejmujemy kilka kroków: 1- określamy problem, 2- zbieramy informacje, 3- rozpoznajemy opcje, opisujemy możliwości, 4- zbieramy pomysły na rozwiązania. Potem dochodzi do głosowania - gdzie podniesienie jednego palca oznacza całkowita zgodę i to, że ktoś weźmie udział w demonstracji, dwa palce oznaczają, ze ktoś chce wziąć udział w akcji, ale ma pewne wątpliwości, które chce przedyskutować, trzy wskazują, ze ktoś toleruje akcje, ale nie weźmie w niej udziału, cztery palce znaczą, że kogoś w ogóle nie interesuje dany temat, ale grupa może wziąć udział w proteście i ostatnie pięć palców to veto na to, aby grupa wzięła w czymś udział. Po veto albo grupa decyduje, że nie rezygnuje z demonstracji, albo ktoś występuje z zespołu. Dużo też dyskutujemy o tym, jak podejmować szybkie decyzje podczas demonstracji. Do tej pory najbardziej skuteczne było podejmowanie decyzji większością głosów wybranych wcześniej delegatów. Samba pozwala wykazać się podczas protestów osobom uzdolnionym muzycznie, ale czy Rhytms of Resistence to tylko sami muzycy? Nie, mamy
też kilka innych funkcji. Oprócz grających są też tancerze (na stronie
www.rhythmsofresistance.co.uk można uzyskać informacje o podstawowych
sambowych krokach) oraz "space-creators"- to ci, którzy tworzą
przestrzeń dla samby podczas przemarszów. Zwłaszcza dyrygent/dyrygentka,
idący tyłem na przedzie, potrzebuje na dużych akcjach co najmniej dwóch
takich osób. Space-creators noszą również wodę, apteczkę, nieużywane chwilowo
instrumenty. Istotną rolę mają też "skauci", którzy robią wywiad
- opuszczają sambę, wybiegają na przód lub tył demonstracji, aby zebrać
informacje potrzebne do ustalenia dalszej strategii - np. gdzie jest policja,
kontrdemonstranci itd. Są również wyznaczone osoby do rozmawiania z policją,
oraz ci, którzy pomagali nam stworzyć stronę internetową - www.action-samba-berlin.so36.net. Grają z nami osoby w wieku od 20 do 45 lat. Większość ma spore doświadczenie w działalności w ruchu anarchistycznym, skłoterskim, ekologicznym, antyrasistowskim, lecz nawet dla tych, którzy nie byli wcześniej w żadnych grupach, samba od początku miała przede wszystkim znaczenie polit osoby w wieku od 20 do 45 lat. Większość ma spore doświadczenie w działalności w ruchu anarchistycznym, skłoterskim, ekologicznym, antyrasistowskim, lecz nawet dla tych, którzy nie byli wcześniej w żadnych grupach, samba od początku miała przede wszystkim znaczenie polityczne. Odmawialiśmy tym, którzy chcieli grać dla samego grania. Niedawno jeden z nas, który także jest aktywny w grupie działającej na rzecz imigrantów w Berlinie i Brandenburgu, zaproponował, aby do samby dołączyli imigranci, na co wszyscy chętnie przystaliśmy. Samba, tak jak armia klaunów - niedawny wynalazek ruchu antyglobalistycznego, to nowa forma demonstrowania. Ale też dzięki regularnym spotkaniom, nawiązanym znajomościom, wymianie doświadczeń, tworzy się ruch, który jest elementem budowania alternatywnego społeczeństwa. Czym samba jest dla was indywidualnie? Samba to kolorowa, ale radykalna, radosna zabawa. Choć potrafimy też być poważni - wtedy ubieramy się na czarno i gramy tylko poważne, marszowe kawałki, takie jak "Kałasznikow". Spotykamy się z bardziej pozytywnym odbiorem ze strony społeczeństwa, gdyż nie jesteśmy utożsamiani z zamaskowanymi osobami, które chcą tylko wybijać szyby i podpalać banki. Samba to też dobry sposób na zmylenie policji, która wciąż traktuje nas mniej poważnie niż np. czarny blok. Pozwala nam to czasem na bardziej radykalne akcje, choć podczas antyszczytu w Szkocji w 2005 policja już zaczęła nas rozpoznawać - pilnowała nas tam specjalna "samba police" (tak nawoływali sami siebie przez krótkofalówki). Jednak w Niemczech, jak zapewne też w Polsce, wciąż możemy jeszcze dużo osiągnąć, dlatego zachęcamy was do tworzenia nowych zespołów i do dołączenia do sieci Rhytms of Resistance. Cieszymy się, że w Poznaniu powstała taka grupa i życzymy wam powodzenia i dużo sambowej, rewolucyjnej energii. Wywiad przeprowadziła Ruda PĘKAJĄCE
BĘBENKI w POZNANIU Poznańskie
"Pękające bębenki" powstały jesienią 2005 r. Od tego czasu przeszły
wiele zmian personalnych i od kilku miesięcy tworzymy stały ok. 10 osobowy
zespół, który spotykał się raz w tygodniu. Graliśmy już sambę na kilku
demonstracjach popierających działania na rzecz wolności, pokoju, ochrony
praw pracowniczych i praw kobiet. W rozpoczynającym się w październiku
nowym sezonie chcemy zapoznać się z rytmami Rhythms of Resistance, uczestniczyć
w międzynarodowych spotkaniach i demonstracjach oraz zorganizować finanse
na nowe instrumenty. Dla
większości z nas samba to forma protestu sama w sobie. Muzyka jest inną
formą przekazu, wykracza ponad język mówiony i nadaje inny kształt wyrażanym
poglądom. Wspólne granie jest solidaryzowaniem się z innymi, co daje poczucie
jedności i siły. Muzyka ma moc angażowania nie tylko uczestników, ale
też przechodniów - staje się obok haseł i transparentów ciekawym łącznikiem
ze społeczeństwem. Jeszcze bardziej zwraca uwagę, gdy grający są przebrani
lub mają jakiś wspólny element rozpoznawczy. Dlatego my na demonstracjach
zakładamy czarno-żółte stroje. Daje to efekt trochę podobny do karnawałowej
samby, granej w Brazylii. Często pochód, zanim dotrze do celu (urząd,
konsulat), zamienia się w roztańczony, kolorowy tłum, co wzmacnia przekaz
i niewątpliwie wywiera wrażenie na tych, których ten protest dotyczy.
|
|
|||