ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english


Próby w każdy poniedziałek godz. 19.30
mała koncertownia
na Rozbracie

RYTMY OPORU - PĘKAJĄCE BĘBENKI
czarno-żółta banda wielbicieli dysonansu
sambahalastra@gmail.com

kawalek na rozpoczęcie sezonu: KALASZNIKOW (poczytaj jak to grać)
o kałasznikowie piszą też (i grają go) zaprzyjaźnione bębniarskkie ekipy
Rhythms of Resistance Trójmiasto: www.sambaror.pl

Rhytms of Resistance z Londynu: www.rhythmsofresistance.co.uk
Berlina: www.action-samba-berlin.so36.net
Manchesteru: www.rhythmsofresistancemanchester.blogspot.com

gramy także: funk, afoxe, samba reggae,
ragga, bhangra, james brown, custard, batucada


MUZYCZNA AKCJA BEZPOŚREDNIA

Początkowo "Rhythms of Resistance" (Rytmy Oporu) było nazwą londyńskiej grupy samby, która powstała w ramach kampanii Earth First! w Londynie, i która pierwszy raz zagrała na demonstracji przeciwko szczytowi MFW oraz Banku Światowemu w Pradze w 2000 r. Wokół 55 osobowego zespołu (w którego skład wchodził tez Infernal Noise Brigade z Seatlle, robiący niezapomniane wrażenie swą muzyką i czarno-pomarańczowymi mundurami) skupił się różowy i srebrny blok. Stanowił on, obok międzynarodowego "czarnego bloku" i grupy "Ya Basta" z Włoch, najciekawszą i najskuteczniejszą formę protestu. Po tym sukcesie zaczęło powstawać w Europie coraz więcej grup grających sambę na demonstracjach i zaistniała potrzeba stworzenia sieci komunikacji między nimi - nazwa "Rhythms of Resistance" stała się nazwą dla sieci zespołów muzycznego oporu.

Obecnie należą do niej grupy m.in. z Londynu, Amsterdamu, Maastrich, Paryża, Turynu, Berlina, Breen, Oberhausen, Oxfordu, Gent w Belgi, Sheffield z Wielkiej Brytanii, Sofi w Bułgarii, Meksyku, i teraz także z Polski. Każdy zespół ma swoje kolory, wszystkie grupy znają podstawowe kawałki oraz sposoby komunikowania się dyrygentów z bębniarzami, co umożliwia wspólne granie na międzynarodowych manifestacjach osobom, które nigdy wcześniej ze sobą nie ćwiczyły. (Można zapoznać się z nimi na stronie londyńskiej samby - www.rhythmsofresistance.co.uk).

Wywiad z Jana (dyrygentka, gra tez m.in. na agogo) i Janem (agogo, repenique, tamburyn, shaker) z Rhytms of Resistance z Berlina, którzy w czerwcu odwiedzili Rozbrat.

Co zainspirowało Was do założenia zespołu grającego sambę w Berlinie i dołączenie do sieci Rhytms of Resistance?


W Berlinie pomysł na nową formę protestu pojawił się po demonstracji przeciwko G8 w Avinion w 2003 r., gdzie pierwszy raz widzieliśmy londyńska sambę, blokująca razem z 3 tys. ludzi autostradę. Przygotowaliśmy w Berlinie spotkanie organizacyjne, na które przybyło 20-30 osób, tyle zostało do dziś, choć miał miejsce silny przepływ ludzi. Był moment, że na liście kontaktowej uczestniczyło około 60 osób. Ale cała idea wzięła się z tradycji protestów ekonomicznych w Południowej Ameryce z lat 80'tych, kiedy tzw. Afro- Bloki pojawiły się na ulicach Salwadoru czy Brazylii. Zespoły, takie jak Ile Aye czy Olodum, których celem było mobilizowanie do protestów, pochodziły z najbiedniejszych wspólnot miejskich. Powstały jako polityczny wyraz rosnącej świadomości wśród czarnoskórych występujących przeciwko ekonomicznemu wykluczeniu. Wzrost zainteresowania szkołami samby w Brazylii i na całym świecie od lat 80-tych jest głównie wynikiem komercjalizacji ich kultury oporu.

W jakich demonstracjach braliście udział do tej pory?

Spectrum jest dość szerokie - od akcji przeciwko konsumpcji w święta Bożego Narodzenia przed centrami handlowymi, przez protesty przeciwko eksmisjom skłotów, po udział w długofalowych kampaniach. Ważnymi akcjami były dla nas protesty przeciw deportacjom w ramach kapani "No borders - no nations- stop deportations", czy Recalim the Streets (Odzyskać ulice).
W styczniu 2005 roku braliśmy aktywny udział w protestach przeciwko wprowadzanej redukcji systemu socjalnego. Odbyły się w kilku miastach i prawie wszędzie blokowała je policja. Zdecydowaliśmy się przełamać kordon policjantów i chwilowo utknęliśmy między dwoma rzędami. Musieliśmy wtedy natychmiastowo podjąć decyzję, co robimy, co nie jest łatwe w dużej grupie. Czuliśmy też, że od naszej decyzji zależy cała demonstracja. Zdecydowaliśmy się przełamać kolejny kordon. Policja użyła gazu łzawiącego. Najważniejsze dla nas było to, że po tej bardzo radykalnej akcji nikt nie opuścił grupy.

Braliśmy też udział w protestach 1 majowych w Hamburgu i Berlinie, czy 8 maja 2005 roku w 60 rocznicę zakończenia wojny światowej w Berlinie, gdzie odbywały się duże demonstracje neonazistów. Udało nam się wtedy zablokować ich przemarsz. Ważnym wydarzeniem dla nas było włączenie się latem 2005 roku w protest przeciwko GMO i Monsanto, organizowany przez rolników, ekologów i pszczelarzy (pszczoły roznoszą modyfikowane geny, co powoduje, że wszystkie pola wkoło są skażone). Byliśmy kolorowi i weseli, uzyskaliśmy sympatie i akceptację "zwykłych" ludzi i udało nam się zachęcić ich do nie ulegania presji policji. Wspólnie przekroczyliśmy kordon policji i weszliśmy na pole z modyfikowanym zbożem. Reakcja policji była natychmiastowa - gonili nas na koniach po polu- w efekcie zatrzymano 15 osób z samej samby. Od tamtej pory większość naszych instrumentów ma naklejki "dowód w sprawie sądowej".

Demonstracje, podczas których gra samba są bardziej dynamiczne, przykuwają uwagę przechodniów i ośmielają demonstrantów. Czy grając czujecie odpowiedzialność za przebieg protestu? Czy macie przemyślane strategie jak zachowywać się w nietypowych sytuacjach?

Zdajemy sobie sprawę, ze samba jest atrakcyjna, przewodzi demonstracji. Czasem niestety jest za głośna i tłumi inne inicjatywy np. zagłusza skandowane hasła. Zawsze staramy się kontaktować z organizatorami konkretnej akcji, by wiedzieć, kiedy mamy grać i jak ułatwić współpracę z innymi. Samba jest jak rozkładany sound-system, przy czym samochód z nagłośnieniem może być łatwo zatrzymany przez policje, podczas gdy my możemy po prostu się rozejść i pojawić zupełnie w innym miejscu, by znów zacząć zagrzewać ludzi do protestu.

Przed antyszczytem w Szkocji w 2005 r. zorganizowaliśmy wiele warsztatów na temat praw demonstrantów i opracowaliśmy rożne taktyki. Kiedy pojawiają się problemy można np. rozdzielić się na dwie grające grupy, co dezorientuje policję. Często też wystarczy na jakiś czas schować instrumenty, dlatego zabieramy ze sobą na duże akcje koce. W wypadku trudnych protestów, kiedy wiemy, że dojdzie do konfrontacji z policją, zabieramy tylko małe instrumenty np. agogo czy tamburyny. Bardzo ważne jest to, by nie tylko jedna osoba umiała dyrygować grupą, bo to właśnie dyrygenci są najbardziej zagrożeni. Jedną z naszych podstawowych zasad jest to, że potrafimy grać na kilku instrumentach i możemy się zastępować w razie potrzeby. To nam pomaga też uniknąć stereotypów, że kobiety grają na małych instrumentach, a duże bębny są zarezerwowane dla mężczyzn. Przed każdą dużą akcją organizujemy się w 3 lub 4-osobowe grupy wsparcia, w których jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni - za pomoc przy noszeniu instrumentów, przy ucieczce przed policją, czy w wypadku aresztowania.

Zakup instrumentów dla ponad 20 osób to spory wydatek dla początkujących grup. W jaki sposób uzyskujecie środki na działalność?

Często ćwiczymy grę na ulicach - traktujemy to jako praktykę, małą propagandę, ale też właśnie jako sposób na zarabianie pieniędzy. Podczas takich prób zawsze tłumaczymy kim jesteśmy, na jakich zasadach działamy i na co zbieramy pieniądze. Przeznaczamy je na zakup nowych instrumentów, na pomoc prawną, gdy ktoś z nas ma sprawę w sądzie, staramy się tez wspierać finansowo nowo powstające grupy. Instrumenty są własnością kolektywną, dzięki czemu wszyscy czują się równie odpowiedzialni za nie podczas demonstracji.

Jak często się spotykacie i jak podejmujecie decyzje, do jakich protestów się przyłączacie?

Próby mamy raz w tygodniu. Spotkania dzielimy na trzy części, podczas pierwszej ćwiczymy, uczymy się nowych kawałków, potem odbywa się plenum, na którym dyskutujemy kwestie techniczne i strategiczne, w ostatniej części gramy dla zabawy. Raz na dwa miesiące urządzamy "Dzień Samby"- spotykamy się wtedy na 6-8 godzin, gdzie dzielimy się wszelkimi refleksjami i planami - na co nie ma czasu podczas cotygodniowych spotkań. Wszelkie decyzje podejmujemy na spotkaniach. Grupa bardzo zwraca uwagę na to, aby wewnętrzna struktura była horyzontalna, anty-hierarchiczna. Każda osoba musi czuć się odpowiedzialna za zmiany w grupie, za jej modernizację. Chcemy, by wszyscy byli uczestnikami, nie zwolennikami, dlatego na zmianę notujemy, moderujemy dyskusje, spisujemy relacje. Staramy się rozwijać nie tylko muzycznie, ale też uczyć funkcjonowania w grupie. Nowym osobom wyznaczamy "partnera", który wprowadza w zasady funkcjonowania zespołu, informuje o spotkaniach itd.

Decyzję podejmujemy przez rozbudowany system konsensusu. Przed każdym głosowaniem podejmujemy kilka kroków: 1- określamy problem, 2- zbieramy informacje, 3- rozpoznajemy opcje, opisujemy możliwości, 4- zbieramy pomysły na rozwiązania. Potem dochodzi do głosowania - gdzie podniesienie jednego palca oznacza całkowita zgodę i to, że ktoś weźmie udział w demonstracji, dwa palce oznaczają, ze ktoś chce wziąć udział w akcji, ale ma pewne wątpliwości, które chce przedyskutować, trzy wskazują, ze ktoś toleruje akcje, ale nie weźmie w niej udziału, cztery palce znaczą, że kogoś w ogóle nie interesuje dany temat, ale grupa może wziąć udział w proteście i ostatnie pięć palców to veto na to, aby grupa wzięła w czymś udział. Po veto albo grupa decyduje, że nie rezygnuje z demonstracji, albo ktoś występuje z zespołu. Dużo też dyskutujemy o tym, jak podejmować szybkie decyzje podczas demonstracji. Do tej pory najbardziej skuteczne było podejmowanie decyzji większością głosów wybranych wcześniej delegatów.

Samba pozwala wykazać się podczas protestów osobom uzdolnionym muzycznie, ale czy Rhytms of Resistence to tylko sami muzycy?

Nie, mamy też kilka innych funkcji. Oprócz grających są też tancerze (na stronie www.rhythmsofresistance.co.uk można uzyskać informacje o podstawowych sambowych krokach) oraz "space-creators"- to ci, którzy tworzą przestrzeń dla samby podczas przemarszów. Zwłaszcza dyrygent/dyrygentka, idący tyłem na przedzie, potrzebuje na dużych akcjach co najmniej dwóch takich osób. Space-creators noszą również wodę, apteczkę, nieużywane chwilowo instrumenty. Istotną rolę mają też "skauci", którzy robią wywiad - opuszczają sambę, wybiegają na przód lub tył demonstracji, aby zebrać informacje potrzebne do ustalenia dalszej strategii - np. gdzie jest policja, kontrdemonstranci itd. Są również wyznaczone osoby do rozmawiania z policją, oraz ci, którzy pomagali nam stworzyć stronę internetową - www.action-samba-berlin.so36.net.

Grają z nami osoby w wieku od 20 do 45 lat. Większość ma spore doświadczenie w działalności w ruchu anarchistycznym, skłoterskim, ekologicznym, antyrasistowskim, lecz nawet dla tych, którzy nie byli wcześniej w żadnych grupach, samba od początku miała przede wszystkim znaczenie polit osoby w wieku od 20 do 45 lat. Większość ma spore doświadczenie w działalności w ruchu anarchistycznym, skłoterskim, ekologicznym, antyrasistowskim, lecz nawet dla tych, którzy nie byli wcześniej w żadnych grupach, samba od początku miała przede wszystkim znaczenie polityczne. Odmawialiśmy tym, którzy chcieli grać dla samego grania. Niedawno jeden z nas, który także jest aktywny w grupie działającej na rzecz imigrantów w Berlinie i Brandenburgu, zaproponował, aby do samby dołączyli imigranci, na co wszyscy chętnie przystaliśmy.

Samba, tak jak armia klaunów - niedawny wynalazek ruchu antyglobalistycznego, to nowa forma demonstrowania. Ale też dzięki regularnym spotkaniom, nawiązanym znajomościom, wymianie doświadczeń, tworzy się ruch, który jest elementem budowania alternatywnego społeczeństwa. Czym samba jest dla was indywidualnie?

Samba to kolorowa, ale radykalna, radosna zabawa. Choć potrafimy też być poważni - wtedy ubieramy się na czarno i gramy tylko poważne, marszowe kawałki, takie jak "Kałasznikow". Spotykamy się z bardziej pozytywnym odbiorem ze strony społeczeństwa, gdyż nie jesteśmy utożsamiani z zamaskowanymi osobami, które chcą tylko wybijać szyby i podpalać banki. Samba to też dobry sposób na zmylenie policji, która wciąż traktuje nas mniej poważnie niż np. czarny blok. Pozwala nam to czasem na bardziej radykalne akcje, choć podczas antyszczytu w Szkocji w 2005 policja już zaczęła nas rozpoznawać - pilnowała nas tam specjalna "samba police" (tak nawoływali sami siebie przez krótkofalówki). Jednak w Niemczech, jak zapewne też w Polsce, wciąż możemy jeszcze dużo osiągnąć, dlatego zachęcamy was do tworzenia nowych zespołów i do dołączenia do sieci Rhytms of Resistance. Cieszymy się, że w Poznaniu powstała taka grupa i życzymy wam powodzenia i dużo sambowej, rewolucyjnej energii.

Wywiad przeprowadziła Ruda


PĘKAJĄCE BĘBENKI w POZNANIU
Zosia Kulasińska

Poznańskie "Pękające bębenki" powstały jesienią 2005 r. Od tego czasu przeszły wiele zmian personalnych i od kilku miesięcy tworzymy stały ok. 10 osobowy zespół, który spotykał się raz w tygodniu. Graliśmy już sambę na kilku demonstracjach popierających działania na rzecz wolności, pokoju, ochrony praw pracowniczych i praw kobiet. W rozpoczynającym się w październiku nowym sezonie chcemy zapoznać się z rytmami Rhythms of Resistance, uczestniczyć w międzynarodowych spotkaniach i demonstracjach oraz zorganizować finanse na nowe instrumenty.

W czerwcu 2006 r. odbyło się międzynarodowe spotkanie Rhythms of Resistance w Amsterdamie, w którym udział wzięła nasza reprezentacja. Spotkaliśmy się z niezwykle miłym przyjęciem i zainteresowaniem, uzyskaliśmy również wsparcie finansowe. Jako dopiero początkujący, zostaliśmy szybko wprowadzeni zarówno w podstawy muzyczne jak i ideologiczne. Punktem kulminacyjnym była demonstracja przeciwko polityce rządu holenderskiego, dotyczącej zmian w prawach własnościowych mieszkań, co również odbiło się na popularnym w Holandii skłotingu. Niesamowicie wyglądało 120 osób grających sambę!

Dla większości z nas samba to forma protestu sama w sobie. Muzyka jest inną formą przekazu, wykracza ponad język mówiony i nadaje inny kształt wyrażanym poglądom. Wspólne granie jest solidaryzowaniem się z innymi, co daje poczucie jedności i siły. Muzyka ma moc angażowania nie tylko uczestników, ale też przechodniów - staje się obok haseł i transparentów ciekawym łącznikiem ze społeczeństwem. Jeszcze bardziej zwraca uwagę, gdy grający są przebrani lub mają jakiś wspólny element rozpoznawczy. Dlatego my na demonstracjach zakładamy czarno-żółte stroje. Daje to efekt trochę podobny do karnawałowej samby, granej w Brazylii. Często pochód, zanim dotrze do celu (urząd, konsulat), zamienia się w roztańczony, kolorowy tłum, co wzmacnia przekaz i niewątpliwie wywiera wrażenie na tych, których ten protest dotyczy.

Dołącz do naszego projektu, nawet jeśli nie masz żadnego doświadczenia muzycznego. Wyślij maila na do nas, udzielimy ci informacji, kiedy zaczną się próby i odpowiemy na twoje pytania. Świetnie, jeśli masz swój instrument (bęben, surdo, agogo, shaker itp.), ale jeśli nie, na pewno znajdzie się coś odpowiedniego dla ciebie.