![]() |
||||
Oświadczenie Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań z reguły przychylnie odnosi się do wszelkich oddolnych inicjatyw i prób odzyskania przez wspólnoty lokalne swobody w decydowaniu o własnym losie. Wiele razy stawaliśmy w jednym szeregu z mieszkańcami poznańskich dzielnic, będąc przekonanymi o konieczności pogłębiania samorządności. Występowaliśmy przeciwko władzy, która drogą administracyjną, a czasami przemocą, chciała narzucić ludziom to jak mają żyć, w jakim otoczeniu, na jakich zasadach. Naszym ideałem jest przekazanie kompetencji decyzyjnych mieszkańcom i wiemy, że taki program jest możliwy do zrealizowania. Jednak z uwagi na udział w proteście środowiska Adama Kuzia, działacza Ligi Polskich Rodzin, który z ramienia tej partii kandydował w ostatnich wyborach na prezydenta Poznania, nasze wsparcie protestu na Jeżycach jest niemożliwe. Nie możliwe jest bowiem, abyśmy wystąpili w jednym szeregu z przedstawicielami partii, która hołduje zasadom sprzecznym z ideami samorządności i oddolnej demokracji. Partii, dla której ideałem jest silna, scentralizowana władza. Partii, która dopuściła do swoich szeregów lub szeregów Młodzieży Wszechpolskiej, z którą była związana, liczne grono wyznawców skrajnie prawicowych, często faszyzujących ideologii. Ci sami ludzie, kiedy ich partia kompletnie skompromitowana faktycznie przestała istnieć, podszywając się pod stowarzyszenie "Nasza Sprawa", próbują wydobyć się z politycznego niebytu, strojąc się w piórka obrońców demokracji i wolności. Przyzwolenie na to, jest niedopuszczalne i głupie. Nie wyobrażamy sobie wystąpić w jednym szeregu z ludźmi, którzy niedawno nawoływali do rozprawy ze środowiskami homoseksualnymi, feministycznymi, anarchistycznymi i lewicowymi. Nie tylko nawoływali, ale w niektórych przypadkach czynnie występowali przeciwko Marszom Równości czy Manifom, obrzucając demonstrantów odchodami i kamieniami. Kuź publicznie nawoływał do policyjnej rozprawy z anarchistami. Takie podżegania niejednokrotnie kończyły się tragicznie, kiedy prawicowe bojówki napadały na różnych działaczy społeczno-politycznych. Dziwimy
się, że środowiska, komitety i organizacje, z którymi do tej pory, jak
sądziliśmy, łączył z Federacją Anarchistyczną sojusz, dziś nie widzą
problemu, aby demonstrować pod ramię z Adamem Kuziem, zwłaszcza zdając
sobie sprawę, z kim mają do czynienia. Jesteśmy głęboko rozczarowani
takim oportunizmem. Apel do Radnych Miasta Poznania o odrzucenie proponowanych przez Prezydenta Miasta podwyżek cen biletów MPK Wzywamy
wszystkich radnych naszego miasta do odrzucenia proponowanych przez
Prezydenta Ryszarda Grobelnego podwyżek dotyczących komunikacji miejskiej.
Jest wiele argumentów, które przemawiają za odrzuceniem projektu uchwały
w tej sprawie. 1. Podwyżki
te są zbyt drastyczne i w poważnym stopniu obciążą budżety domowe szczególnie
rodzin najgorzej sytuowanych, emerytów, rencistów i młodzieży uczącej
się. 2. Propozycja
ta stoi w sprzeczności z lansowaniem wizerunku miasta jako przyjaznego
jego mieszkańcom. Miasto przyjazne to miasto nie tylko sprawnie działających
i świadczonych na wysokim poziomie usług komunalnych, ale także tanich
usług, co gwarantuje powszechny do nich dostęp. Rozumiemy bowiem, że
Poznań ma być miastem nie tylko przyjaznym dla elity, ale dla każdego
jego mieszkańca. 3. Szczególnie
kuriozalne wydaje się proponowanie takiego wzrostu cen biletów MPK,
w momencie kiedy Prezydent Grobelny kreuje się na Bali jako obrońca
środowiska naturalnego. Tymczasem wzrost cen na komunikację miejską
to nic innego jak promowanie komunikacji samochodowej, która prowadzi
do zwiększonej emisji dwutlenku węgla, co z kolei negatywnie wpływa
na klimat i sprzyja globalnemu ociepleniu. To rażąca sprzeczność w deklarowanych
przez Prezydenta miasta priorytetach polityki ekologicznej. 4. Podwyżki,
których wysokość ma wg projektodawców zniwelować wzrost wydatków z tego
tyt. ponoszonych z budżetu miasta, mogą przynieść skutek odwrotny do
zamierzonego. Podwyżki doprowadzą do drastycznego spadku ilości pasażerów
komunikacji miejskiej, a tym samym doprowadzą do zmniejszenia się dochodów
MPK. Powstaje pytanie: czy zarządzający miastem dokładnie zbadali, jakie
skutki będzie miała proponowana podwyżka cen biletów MPK? 5. Czy
odpowiednie służby przewidują ewentualny wzrost ilości osób korzystających
z transportu samochodowego? Jakie to będzie miało skutki komunikacyjne
i ekologiczne dla naszego miasta nękanego korkami? 6. Proponowana
podwyżka - wg uzasadnienia Prezydenta - spowodowana jest przede wszystkim
wzrostem kosztów osobowych, wzrostem podatków i opłat lokalnych oraz
amortyzacją środków przeznaczonych na zakup nowych tramwajów i autobusów,
a w mniejszym stopniu z powodu wzrostu cen paliwa i energii. Prezydent
natomiast milczy, dlaczego od 2005 roku pasażerów zamiast przybywać
ubyło i jakie to miało konsekwencje dla budżetu miasta - utrata blisko
50 mln. pasażerów. Zatrzymując tę liczbę klientów z nawiązką MPK uzyskałoby
to, co dziś chce wycisnąć podwyżkami. To jest po prostu pytanie o priorytety
polityki transportowej miasta. 7. Jest
rzeczą niezrozumiałą jak tak drastyczna podwyżka może być proponowana
bez przeprowadzenia odpowiednich konsultacji społecznych z przedstawicielami
związków zawodowych, organizacji emerytów i rencistów, z przedstawicielami
organizacji studenckich itd. Tego typu autorytatywna polityka prowadzona
za strony Prezydenta miasta jest absolutnie niedopuszczalna. Tysiące mieszkańców Poznania podpisało w ciągu ostatnich 4 dni petycję domagającą się odstąpienia od proponowanej podwyżki cen biletów MPK. Mieszkańcy miasta nie zgadzają się na politykę drożyzny usług komunalnych. Polityka miasta prowadzona jest zatem wbrew ich woli - wbrew woli mieszkańców i podatników. Związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza zapowiada, że w razie uchwalenia przez Radę Miasta tak wysokiej podwyżki cen biletów MPK, nie pozostanie mu nic innego jako ogłosić kampanię obywatelskiego nieposłuszeństwa i wezwać do bojkotu komunikacji miejskiej, a w dalszej kolejności do "strajku transportowego" polegającego na odmowie kasowania biletów. Wierzymy jednak, że Radni Poznania odrzucą, podobnie jak na wiosnę tego roku, propozycję uchwały w/s ustalenia cen urzędowych za usługi przewozowe transportu zbiorowego w Poznaniu.
Poznań,
dnia 14.01.2003 r. OŚWIADCZENIE Narastający
konflikt wokół lokalizacji planowanego pola golfowego w poznańskich
Krzyżownikach po raz kolejny pokazuje na ile władze miasta Poznania
liczą się z opinią mieszkańców. Nikomu szerzej nie znane Poznańskie
Stowarzyszenie Golfowe, zawiązane przez osoby blisko powiązane z poznańskimi
elitami finansowo-politycznymi, pragnąc umilać swój wolny czas wzorem
zachodnich odpowiedników, przedstawiło prezydentowi Grobelnemu "do
zaklepania" bliżej niesprecyzowany projekt budowy pola golfowego.
Aby inwestycja nie musiała zbyt długo czekać, a znudzeni biznesmeni
mogli jak najszybciej oddać się ulubionym rozrywkom, "przyspieszono"
uzyskanie zgody od lokalnej rady osiedla, której większość członków
nie poinformowano nawet o podjęciu decyzji. Czekano tylko na przychylne,
bezproblemowe zatwierdzenie projektu przez Radę Miasta. O inwestycji
wiedziały już nawet firmy oferujące specjalistyczny sprzęt. Wszystko
poszłoby jak z płatka gdyby przez przypadek o planach budowy nie dowiedzieli
się mieszkańcy. Zaniepokojeni zaczęli zadawać niewygodne, jak się okazało,
pytania, na które na dobrą sprawę nikt nie znana odpowiedzi. Dopiero
teraz zaczęto się zastanawiać nad sensem i celem budowy pola, które
w brew zapewnieniom entuzjastów golfa zapewne stanie się kolejną zamkniętą
strefą dla uprzywilejowanych. To oczywiste, że ze względów bezpieczeństwa
teren ten będzie dostępny jedynie dla graczy, nie dla spacerowiczów,
którym musiano by przy wejściu rozdawać kaski ochronne... Dopiero
teraz wychodzą na jaw wszelkie uchybienia proceduralne, rozważa się
przeprowadzenie fachowych ekspertyz i Oceny Oddziaływania na Środowisko,
które przy tak rozległych inwestycjach powinny być normą. Ponadto nikt
nie zastanawia się co stanie się z pracownikami dobrze prosperującej
obecnie w miejscu planowanej budowy, szkółki Zakładów Zieleni Miejskiej,
która do tej pory nie wiadomo, czy będzie zlikwidowana, czy przeniesiona.
Nie wiadomo nawet na jakich warunkach zostanie przekazany teren inwestorom.
Czy inwestorzy wywiążą się z obietnic, a miasto zadba o korzystne zapisy
w umowie? Czy przypadkiem próba cichego załatwienia sprawy nie przyniosłaby
korzyści jedynie nielicznym? Dlaczego
władze zauważają konieczność podjęcia dialogu społecznego i udzielania
wyczerpujących informacji dopiero pod naciskiem, gdy tworzą się komitety
protestacyjne, zbierane są setki podpisów pod petycjami? Nie po raz
pierwszy poznańskie władze pokazują dobitnie jak w ich rozumieniu wygląda
pojęcie "demokracja". Dobra
należące do ogółu zabiera się pod prywatne inwestycje. Przestrzeń społeczna
coraz bardziej jest ograniczana i prywatyzowana. Nie tworzy się alternatyw,
nie dba o interes społeczny. Dobitnym przykładem takiej polityki jest
program CM System. W imię estetyki Poznaniakom odebrano możliwość bezpłatnego
umieszczania ogłoszeń informacyjnych, będących często jedyną szansą
znalezienia pracy, mieszkania itp. Władze miejskie stawiając na represje
nie stworzyły dla ludzi żadnej innej możliwości wychodząc z założenia,
że każdego stać na wynajem powierzchni reklamowej za astronomiczną kwotę. Centrum miasta, w myśl zmiany w wielkoeuropejskie "city", powoli staje się nieprzyjaznym molochem pełnym szklanych banków i biurowców, a czynsze zaczynają przerastać możliwości finansowe dawnych mieszkańców. Teraz jak widać kolej na tereny zielone wokół miasta, które zamiast pełnić funkcje otuliny, "zielonych płuc" i służyć wszystkim, zmieniane będą w pola golfowe i zamknięte osiedla dla bogaczy (przykład Moraska). Dokąd zmierza ta antyspołeczna polityka? Czy we własnym mieście musimy czuć się jak nieproszeni goście? Federacja
Anarchistyczna sekcja Poznań Od wielu lat prowadzona jest w Polsce polityka w myśl, której dokonuje się prywatyzacji zysków i uspołecznienia kosztów. Oznacza to, iż kosztem większości społeczeństwa, któremu się nie przelewa, swoich fortun dorabiają się nieliczni przedstawiciele polityczno-gospodarczych elit. Proces ten dotyczy także sektora usług publicznych. W przypadku dystrybucji wody i ciepła, jak i dostawy energii elektrycznej i gazu, czy usług z zakresu transportu publicznego i opieki medycznej następuje prywatyzacja i komercjalizacja. Nawet przestrzeń miasta, jego mury, uległy sprywatyzowaniu, tak iż wywieszenie drobnego ogłoszenia grozi nam mandatem czy grzywną. Staliśmy się nie gospodarzami i obywatelami, ale petentami i klientami we własnym mieście, rządzonym przez ludzi pokroju Kulczyka i Grobelnego. Proces prywatyzacji i komercjalizacji skutkuje ciągłymi podwyżkami opłat. Kto na tym korzysta? Przede wszystkim wielkie międzynarodowe koncerny i kolaborujący z nimi biznesmeni i politycy. Zamiast H. Cegielski S.A. tramwaje naszemu miastu dostarcza za kolosalne pieniądze niemiecki Siemens. Nad produkcją i dystrybucją ciepła w Poznaniu chce czuwać francuska Dalkia. Ciągle trwa spór o prywatyzację poznańskich wodociągów i kanalizacji, o zakup których ubiegały się firmy z Zachodniej Europy. Dorabiają się koncerny farmaceutyczne. Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, tracimy kontrolę nad naszym miastem; nad naszym życiem. Rajcy i Zarząd Poznania, nie zwracają jednak na ten fakt uwagi. Nie widzą, że wobec rosnącego bezrobocia i obniżek płac, podwyżka cen za bilety MPK czy za zużycie wody, to poważne dodatkowe obciążenie budżetów domowych mieszkańców Poznania. Zapatrzeni w rachunki zysków i strat nie potrafią dostrzec ludzi. Nazbyt często ofiarami reform, polegających na prywatyzacji i komercjalizacji, padają ludzie najsłabsi: bezdomni, niepełnosprawni, chorzy, bezrobotni. Obserwujemy pogłębiającą się "recesję opieki społecznej", która spycha setki tysięcy, miliony ludzi na margines. W Polsce żyje blisko 4,5 miliona niepełnosprawnych, 4 miliony bezrobotnych, kilkaset tysięcy bezdomnych wszelkiego rodzaju cięcia wydatków socjalnych, podwyżki za usługi publiczne, dotykają tych ludzi w pierwszej kolejności. - Protestujemy przeciwko prywatyzacji i komercjalizacji usług publicznych i wzrostowi cen za transport publiczny i wodę - Domagamy się odejścia prezydenta Grobelnego, którego polityka szkodzi mieszkańcom Poznania. - Wzywamy związki zawodowe i całe społeczeństwo do udziału w demonstracji planowanej na 29 kwietnia 2004 roku w Warszawie podczas Europejskiego Forum Ekonomicznego przeciwko neoliberalnej polityce elit europejskich. Organizacja
Zakładowa "Konfederacja Pracy" Sulzer Chemtech Polska AROGANCJA
WŁADZY NIE ZNA GRANIC! Narastający
konflikt wokół lokalizacji planowanego pola golfowego w poznańskich
Krzyżownikach po raz kolejny pokazuje na ile władze miasta Poznania
liczą się z opinią mieszkańców. Nikomu szerzej nie znane Poznańskie
Stowarzyszenie Golfowe, zawiązane przez osoby blisko powiązane z poznańskimi
elitami finansowo-politycznymi, pragnąc umilać swój wolny czas wzorem
zachodnich odpowiedników, przedstawiło prezydentowi Grobelnemu "do
zaklepania" bliżej niesprecyzowany projekt budowy pola golfowego.
Aby inwestycja nie musiała zbyt długo czekać, a znudzeni biznesmeni
mogli jak najszybciej oddać się ulubionym rozrywkom, "przyspieszono"
uzyskanie zgody od lokalnej rady osiedla, której większość członków
nie poinformowano nawet o podjęciu decyzji. Czekano tylko na przychylne,
bezproblemowe zatwierdzenie projektu przez Radę Miasta. O inwestycji
wiedziały już nawet firmy oferujące specjalistyczny sprzęt. Wszystko
poszłoby jak z płatka gdyby przez przypadek o planach budowy nie dowiedzieli
się mieszkańcy. Zaniepokojeni zaczęli zadawać niewygodne, jak się okazało,
pytania, na które na dobrą sprawę nikt nie znana odpowiedzi. Dopiero
teraz zaczęto się zastanawiać nad sensem i celem budowy pola, które
w brew zapewnieniom entuzjastów golfa zapewne stanie się kolejną zamkniętą
strefą dla uprzywilejowanych. To oczywiste, że ze względów bezpieczeństwa
teren ten będzie dostępny jedynie dla graczy, nie dla spacerowiczów,
którym musiano by przy wejściu rozdawać kaski ochronne... Dopiero
teraz wychodzą na jaw wszelkie uchybienia proceduralne, rozważa się
przeprowadzenie fachowych ekspertyz i Oceny Oddziaływania na Środowisko,
które przy tak rozległych inwestycjach powinny być normą. Ponadto nikt
nie zastanawia się co stanie się z pracownikami dobrze prosperującej
obecnie w miejscu planowanej budowy, szkółki Zakładów Zieleni Miejskiej,
która do tej pory nie wiadomo, czy będzie zlikwidowana, czy przeniesiona.
Nie wiadomo nawet na jakich warunkach zostanie przekazany teren inwestorom.
Czy inwestorzy wywiążą się z obietnic, a miasto zadba o korzystne zapisy
w umowie? Czy przypadkiem próba cichego załatwienia sprawy nie przyniosłaby
korzyści jedynie nielicznym? Dlaczego
władze zauważają konieczność podjęcia dialogu społecznego i udzielania
wyczerpujących informacji dopiero pod naciskiem, gdy tworzą się komitety
protestacyjne, zbierane są setki podpisów pod petycjami? Nie po raz
pierwszy poznańskie władze pokazują dobitnie jak w ich rozumieniu wygląda
pojęcie "demokracja". Dobra
należące do ogółu zabiera się pod prywatne inwestycje. Przestrzeń społeczna
coraz bardziej jest ograniczana i prywatyzowana. Nie tworzy się alternatyw,
nie dba o interes społeczny. Dobitnym przykładem takiej polityki jest
program CM System. W imię estetyki Poznaniakom odebrano możliwość bezpłatnego
umieszczania ogłoszeń informacyjnych, będących często jedyną szansą
znalezienia pracy, mieszkania itp. Władze miejskie stawiając na represje
nie stworzyły dla ludzi żadnej innej możliwości wychodząc z założenia,
że każdego stać na wynajem powierzchni reklamowej za astronomiczną kwotę. Tekst
zamiesczony w TEJ - pismo poznańskich anarchistów Ileż
to razy byliśmy świadkami arogancji lokalnych władz samorządowych które
realizowały decyzje sprzeczne z wolą mieszkańców? Ile razy sami padliśmy
ofiarą głupoty i niewiedzy miejskich urzędników deptających nasze prawo
do samodzielnego rządzenia swoim życiem? O przeznaczaniu pieniędzy pochodzących
z podatków na cele sprzeczne z oczekiwaniami obywateli, nie warto nawet
szerzej wspominać. To norma, a nie wyjątek od reguły. Czy
jesteśmy wstanie zapobiec powtórzeniu podobnych sytuacji? Jak uchronić
się przed odgórna decyzja o likwidacji szkoły lub szpitala wbrew osób
korzystających z usług tych instytucji? Czy jest rozwiązanie pozwalające
raz na zawsze skończyć z trwaniem społecznych funduszy na luksusy i
różne dzikie fanaberie prezydentów, burmistrzów, radnych, urzędników?
Jedno jest pewne. Nie ma mowy o zmianach, jeśli nie wyzwolimy się z
lenistwa umysłowego każącego nam upatrywać wybawienia ze strony jaśnie
oświeconych przywódców i partii politycznych. Zastanówmy się raczej,
co jest przyczyną patologicznych zachowań lokalnych władz, niezależnie
od ich partyjnych rodowodów. Nie wystarczy mało odkrywczy wniosek, ze
ten czy w przedstawiciel władz jest gnojkiem lub złodziejem. Szukajmy
mechanizmu tkwiącego we współczesnym samorządzie lokalnym, który pozwala
by ten czy inny gnojek realizował politykę rujnująca lokalna społeczność.
W
którym momencie tracimy kontrole nad swoimi tzw. "przedstawicielami"
w radzie miasta i możemy juz tylko przeklinać dzień, w którym oddaliśmy
na nich głos? A poza wszystkim, czyje rządy tak naprawdę oznacza demokracja?
Garstki wybrańców, czy wszystkich ludzi tworzących daną społeczność?
Powszechnym poglądem jest przekonanie, że wszyscy ludzie, którzy ukończyli
18 lat sa wystarczająco kompetentni i mogą wybierać radnych, prezydentów
itp. Jest w tym trochę magicznego myślenia. To tak, jak gdyby szanowni
wyborcy potrafili przenikać umysły kandydatów i trafnie odczytać ich
prawdziwe zamiary. Tym bardziej dziwne, że tak wiele osób sądzi iz ci
sami wyborcy staja się nagle niekompetentni i nie mają już prawa decydować
bezpośrednio o wydatkowaniu lokalnych funduszy planowanych inwestycjach.
Mamy wierzyć, ze człowiek, którego wybrano do samorządu staje się nagle
mędrcem lub świętym, który nigdy się nie splami wzięciem łapówki? A
może, to ci nieszczęśni wyborcy po odejściu od urny tracą wszystkie
władze umysłowe, staczając się do poziomu skretyniałych istot , nad
którymi władza musi roztaczać opiekę? Jeśli tak jest, to niech ktoś
to udowodni. Tylko, ze jak na razie, cała otaczająca nas rzeczywistość
przekonuje, iż jest dokładnie na odwrót. Tkwimy w niezłym bagnie, które
sami współtworzy, kiedy w odruchu tępej rozpaczy dajemy wiarę obietnicom
jakiejś nowej partii politycznej. Nie zapominajmy wtedy, ze po odejściu
od urny wyborczej reklamacji nie uwzględnia się. Żadne z tych ugrupowań
nie potrafi wymyśleć nic bardziej oryginalnego niż propozycje głosowania
na ich kandydatów. Usłyszymy że to oni właśnie posiedli wiedzę, jak
sprawiedliwie rozsądzić i zaspokoić potrzeby mieszkańców poddanych ich
władzy. Co to jednak w praktyce oznacza? Stali się wszechwiedzący, wszechmocni,
a ponadto niepodatni na korupcję? To absurd, nie ma takich ludzi na
ziemi! Nawet jeśli przepełniają ich szlachetne intencje, to przecież
wejdą w struktury demokracji przedstawicielskiej, gdzie umierają wszystkie
deklaracje wyborcze. Cała strukturę samorządu lokalnego postawiono na
głowie, przez co nie jest on w stanie spełniać funkcji, dla których
został powołany. Mamy więc w Polsce miniaturowe kopie parlamentu i rządu
w skali lokalnej ze wszystkimi przywarami tych instytucji, ale nie mamy
samorządu. Może już czas skończyć z tą kosztowną maskaradą. Każda kolejna
afera łapówkowa i każde naruszenie praw lokalnej społeczności utwierdza
nas tylko w tym przekonaniu. Naprawdę , mamy już dość jałowego czekania,
aż pojawi się jakaś "dobra władza", a urzędnicy przemienią
się w anioły. Nie stać nas na powierzanie losów naszej dzielnicy, gminy
czy miasta politykom i urzędnikom. Bezpiecznej i taniej będzie odebrać
im władzę, aby pozostała w rękach zwykłych mieszkańców, którzy najlepiej
znają swoje potrzeby dotyczące życia w mieście. Szczególnie, że istnieje
wypróbowany instrument pozwalający na realizacje powyższego celu. Określa
się go mianem DEMOKRACJI UCZESTNICZĄCEJ w której lokalna administracja
przestaje rządzić a zaczyna posłusznie służyć społeczności. Wszystko
zaczęło się prawie 10 lat temu, kiedy działający tam od lat ruch społeczny
skłonił nowego burmistrza porto Alegre do przekazania władzy w mieście
zgromadzeniom wszystkich zainteresowanych mieszkańców. Od tej pory,
to nie radni i urzędnicy lecz sami obywatele decydują o kształcie budżetu
miejskiego i nowych inwestycjach. Wbrew wcześniejszym obawom, nie powstały
rządy tłumu, ani chaos. Wręcz przeciwnie po raz pierwszy przestał istnieć
rozdˇwięk miedzy pracą administracji i rady miasta, a oczekiwaniami
mieszkańców. Udało się wyrugować korupcje i nawet Bank Światowy, z definicji
wrogi podobnym rewolucjom w zarządzaniu finansami, musiał uznać sukces
samorządu Porto Alegre. Z kolei konfederacja ONZ w Stambule uznała te
formę demokracji za wzorcowa dla samorządów lokalnych. Nie znaczy to
wcale, że w tym mieście zebrali się sami idealni urzędnicy i radni.
Po prostu nie mają już innego wyjścia. Demokracja uczestnicząca odbiera
im możliwość prowadzenia polityki niezgodnej z wola społeczności, która
ich delegowała do jasno określonych zadań. Tekst
zamiesczony w TEJ - pismo poznańskich anarchistów DO
PRACOWNIKÓW Problem
utraty pracy i bezrobocia dotyka coraz więcej ludzi, starych i młodych,
nie tylko ludzi w wieku produkcyjnym ale dotyka całe ich rodziny, czyli
także emerytów związanych rodzinnie z pracownikami najemnymi czy też
z osobami poszukującymi pracy./ Chociażby i z tego powodu ,że obowiązek
alimentacyjny działa w obie strony. Chcielibyśmy
podzielić się paroma spostrzeżeniami dotyczącymi ochrony swojego miejsca
pracy. Jednym
z zabezpieczeń przed niezgodnym z prawem pracy jest wstępowanie do związków
zawodowych, które są zobowiązane bronić Waszych praw zawodowych, niezależnie
od tego samo zrzeszenie się dla wspólnego działania daje dodatkowy efekt
psychologiczny efekt jedności i solidarności pracowniczej oraz znaczenia
dla Was jako siły przetargowej w sporach z pracodawcą. -
O zamiarze wypowiedzenia pracownikowi umowy o pracę zawartej na czas
nie określony pracodawca winien zawiadomić na piśmie organizację związkową
, która reprezentuje pracownika, podając przyczynę rozwiązania umowy. -
W przypadku niezgodnego z Prawem Pracy zwolnienia: w ciągu 7 dni przysługuje
odwołanie do sądu pracy - konieczny pośpiech!/termin sciśle określony
- zawity; taką nieprawidłowością może być nie zawiadomienie organizacji
związkowej o zamiarze wypowiedzenia umowy o pracę. -
Korzystanie w spornych sprawach z pomocy związków zawodowych w tym z
pomocy porad radców prawnych związków zawodowych oraz porad prawnych
Państwowej Inspekcji Pracy. -
Można zgłaszać wyjątkowo drastyczne przypadki zwolnień do posłów na
Sejm RP z prośbą o zainteresowanie się sprawą. -
W przypadku zwolnienia ważne jest treść świadectwa pracy - o jego sprostowanie
można się zwrócić do pracodawcy a w sytuacji jego nieuwzględnienia,
do Sądu Pracy. Ważne dla uzyskania zasiłku dla bezrobotnych, jak też
przy poszukiwaniu nowej pracy. Ważną
sprawą jest funkcjonowanie w danym zakładzie pracy układu zbiorowego
pracy i jego treść/może ona obejmować zapisy sugerujące, że również
w przypadku kiedy pracownik nie jest członkiem ZZ może obowiązywać konieczność
uzgadniania przez pracodawcę jego zwolnienia / Są
projekty sejmowe zmian w kodeksie pracy które mają za cel wprowadzenie
tzw. Elastycznego Kodeksu Pracy czyli - np. zmniejszenia płacy minimalnej,
możliwość stosowania wielokrotnych umów o pracę na czas określony/obecnie
tylko dwukrotnie/ czy też zniesienia obowiązku w mniejszych zakładach
funkcjonowania regulaminu pracy itp, ma zmierzać to rzekomo do stworzenia
nowych miejsc pracy ale trudno mi w to uwierzyć i śmiem twierdzić że
będą to zmiany na niekorzyść pracownika Dygresja: Nasza rada czytajcie Państwo Kodeks Pracy zwłaszcza teraz kiedy bezrobocie gwałtownie wzrasta , może to się nieraz przydać. Porozumienie
Społeczne "Poznań miasto dla ludzi" Porozumienie
Społeczne
Piszemy do Państwa w nawiązaniu do artykułu Marty Tylendy "Wypożyczyli
Wojtka", zamieszczonego w Gazecie Wielkopolskiej w dniu 22 maja
b.r. Dotyczył on próby przeprowadzenia eksmisji bez zapewnienia lokalu
zastępczego, jaka miała miejsce w dniu 18.05.b.r. na poznańskim osiedlu
Winiary. Tego dnia uczestnicy Porozumienia Społecznego "Poznań
miasto dla ludzi" uniemożliwili komornikowi wejście na teren posesji
i dokonania eksmisji. Państwo
Kowalczyk, których dotyczył wyrok eksmisyjny, zwrócili się o pomoc do
naszego Porozumienia na początku maja. Skontaktowaliśmy ich z naszym
radcą prawnym, który po przeanalizowaniu sytuacji prawnej doszukał się
ewidentnego naruszenia praw lokatorskich. Z naszą pomocą złożone zostały
do Sądu dwa zażalenia: pierwsze dotyczące uchylenia uchwały zarządu
Spółdzielni Mieszkaniowej o wykluczenie Państwa Kowalczyk z poczetu
członków spółdzielni, drugie na postanowienie Sądu o wydaniu wyroku
eksmisyjnego. W dniu przyjazdu komornika oba zażalenia nadal pozostawały
w Sądzie i czekały na rozpatrzenie. W świetle powyższych faktów postanowiliśmy
zainterweniować w bardziej radykalny sposób, gdyż działania komornika
nacechowane były złą wolą i chęcią przeprowadzenia eksmisji za wszelką
cenę. Pragniemy nadmienić, iż celem naszego Porozumienia, nie jest zagłębianie
się w zależności rodzinne a pomoc udzielana jest przede wszystkim wówczas,
gdy naruszane zostają prawa lokatorów. Do dnia kiedy przybyliśmy na
miejsce zdażenia nie wiedzieliśmy, iż p. Kowalczyk obecny będzie przy
eksmisji. Wiedzieliśmy jedynie, ze jednym z lokatorów mieszkania jest
osoba niepełnosprawna, przebywająca obecnie na rehabilitacji powypadkowej.
Uważamy jednak, że jego obecność jako współnajemcy była jak najbardziej
uzasadniona. Dlatego też uważamy, iż przedstawienie całego zajścia przez
Gazetę Wielkopolską w tak złym świetle, jest co najmniej nie na miejscu,
gdyż fakty te nawet jeśli są prawdziwe ( choć opierają się głównie na
plotkach a cytowana wypowiedź jednej z uczestniczek Porozumienia została
zmanipulowana - wyrwana z kontekstu tak aby potwierdzała tezę zawartą
w artykule) to wyrzucanie ludzi na bruk jest działaniem głęboko niehumanitarnym
i niegodnym państwa prawa jakim mieni się RP. Dlatego jednym z haseł
naszego porozumienia jest: "Mieszkania prawem, nie przywilejem"
a walka o to aby Poznań był miastem dla zwykłych ludzi a nie dla bezdusznych
biurokratów i polityków będzie dla nas priorytetem. Podpisy POROZUMIENIE
SPOŁECZNE Do komorników okręgu poznańskiego Zwracamy
się do Państwa z apelem aby wzorem wielu polskich komorników, nie przeprowadzali
Państwo eksmisji bez zapewnienia lokalu zastępczego. Bulwersujące
opinię publiczną częste przypadki wyrzucania osób wprost na ulicę, świadczą
o całkowitym braku elementarnych, ludzkich wartości. Wielokrotnie
zdarza się iż sytuacja życiowa w jakiej, często nie ze swojej winy,
znaleźli się najemcy zasobów mieszkaniowych, nie pozwala na terminowe
zapłacenie należności czynszowych. Narastające odsetki, czynią z niewielkiego
zadłużenia, niemożliwą do spłacenia barierę finansową. Czy jednak konsekwencją
takich losowych przypadków musi być utrata "dachu nad głową"? Apelujemy do Państwa sumienia byście także Państwo odmówili udziału w tym barbarzyństwie.
Uczestnicy
Porozumienia Społecznego Federacja
Anarchistyczna - sekcja Poznań Za
datę odpowiednią, do rozpoczęcia wyrzucania ludzi na bruk, politycy
uznali 1 kwietnia. Data ta jest oczywiście umowna. Zabawa państwa, w oczyszczanie ze "zbędnych elementów" miast, ludzi nie pasujących do świetlistej wizji kapitalistycznego (k)raju Balcerowicza i spółki trwa cały rok. Biurokratyczna machina, gdy trzeba, jest nadwyraz sprawna. W Toruniu, samotnie wychowująca matka dwojga dzieci, która zajęła i wyremontowała część opuszczonej kamienicy postanowiła, zgodnie z własnym sumieniem płacić za wynajem miastu. Kiedy tylko poinformowała o tym odpowiedni urząd, otrzymała pismo orzekające o eksmisji. We Wrocławiu policja zaatakowała skłot na ulicy Kromera, kilkanaście osób straciło w jednej chwili miejsce zamieszkania, ich dobytek został zniszczony. Po udanej akcji policja zaproponowała skłotersom miejsce w schronisku dla bezdomnych (wcześniej policja przeprowadzała różnego rodzaju prowokacje). Przykładów pracy systemu na rzecz obywateli jest wiele. Nie ma co narzekać na policje, jest skuteczna, udowodni jeszcze swoją skuteczność gumowymi kulami, gdy bezrobotni i reszta zbędnych elementów społeczeństwa wyjdzie na ulicę zaprotestować swój gniew. Próba przekupienia przez polityków opinii publicznej, ustawą o zakazie eksmisji na bruk osób niepełnosprawnych, rodzin z dziećmi może być skuteczna jedynie przez chwilę. Nie zmieni to faktu, że jedyny sposób państwa na zwalczanie bezdomności to policyjna pałka. W zeszłym roku, w samym tylko Poznaniu, dokonano czterystu eksmisji, z czego tylko nielicznym osobom zagwarantowano lokal zastępczy. W tym roku rekord pewnie zostanie znowu pobity. Na
pohybel kapitalistycznym i policyjnym skurwysynom ! FAKTY: Obecnie
sądy muszą badać sytuację materialną eksmitowanego i na tej podstawie
rozstrzygać, czy należy mu się lokal socjalny, czy nie (wcześniej sądy
też miały takie uprawnienia, ale najczęściej z nich nie korzystały,
bo nie musiały). Ponadto na bruk nie mogą już być wyrzucane m in. kobiety
w ciąży, dzieci i osoby niepełnosprawne, o ile nie miałyby dokąd pójść.
Eksmisja jest wstrzymana do czasu, aż gmina przydzieli lokal socjalny
("o obniżonej wartości użytkowej, w szczególności z gorszym wyposażeniem
technicznym"). Wcześniej zdarzało się, że na bruk trafiały rodziny,
którym sąd przyznał lokal socjalny, ale gmina go nie przydzieliła. Nowelizacja
nie dotyczy jednak rodzin już skazanych na eksmisje, chodzić tu może
nawet o 8,9 tys. osób! Eksmisje możliwe są w Polsce w praktyce od 1994 roku w skutek zmiany ustawy o najmie lokali mieszkalnych i dodatkach mieszkaniowych. Od tego czasu dokonano ich w naszym kraju 20,5 tys. - większość eksmitowanych, zdaniem GUS-u, trafiła na ulicę. Jednodniówka "koncertowa" Rozbrat 16.04.2001 W
sprawie eksmisji patrz także: POROZUMIENIE SPOŁECZNE "POZNAŃ MIASTO DLA LUDZI" Poznań miastem nie dla eksmisji na bruk ludzi biednych, bezrobotnych, tych, których nie stać na ciągłe podwyżki czynszów i opłat oraz tych, którzy w wyniku wypadków losowych utracili możliwość utrzymania się. Nie dla wyprzedaży i przejmowania przez prywatnych "właścicieli" mieszkań komunalnych i związanych z tym malwersacji finansowych oraz dla wszelkich roszczeń reprywatyzacyjnych byłych "posiadaczy". Nie dla partyjnych i biznesowych układzików, politycznych przepychanek i biurokracji wszelkich szczebli administracyjnych, dysponującej środkami z naszych kieszeni. Nie dla polityki władz lokalnych która preferuje biznes i inwestycje nie uzgadniane z mieszkańcami naszego miasta. Dla polityki która oczyszcza tzw. śródmieście pod biura i zasobniejszych najemców z mieszkańców od dawna tam zasiadłych niszcząc w ten sposób społeczności lokalne i więzi międzyludzkie. Nie dla inwestycji które straszą swą ohydą i w żaden sposób nie nawiązują do charakteru i swojskości miejsc w których są lokalizowane. Nie dla arogancji władz i ograniczania użyteczności publicznej na rzecz własności prywatnej nie liczącej się z potrzebami i rozwojem mieszkańców Poznania. Nie dla hipermarketów, centrów biznesu, banków i ulic zakorkowanych trującymi wszystkich samochodami. Poznań miastem dla wszystkich ludzi - nie tylko najbogatszych, podejmującym wszelkie działania zmierzające do zmniejszania obszarów biedy i bezrobocia oraz zbyt wygórowanych opłat za życie w nim. Miastem realizującym zorganizowane zajmowanie pustostanów dla potrzeb bezdomnych. Miastem, w którym domy są zarządzane przez ludzi w nich mieszkających. Gdzie wszelkie decyzje ich dotyczące podejmowane są poprzez współdecydowanie wszystkich zainteresowanych bez zbędnych pośredników. Miastem, gdzie umożliwione zostanie przekazanie mieszkań komunalnych ich lokatorom tworzącym samorządy, którym przekazywać będzie się opłaty od pozostałych mieszkańców nie zainteresowanych taką formą uczestnictwa. Poznań miastem oddolnej demokracji, rzeczywistego samorządu a nie jego parodii. Tak na poziomie własnego domu, ulicy, osiedla jak i całego miasta. Gdzie każdy miałby możliwość wpływu na inwestycje, wygląd ulic, dzielnic, zieleń, całą infrastrukturę, oraz kontroli każdej decyzji i jej wykonania. Miastem, gdzie każdy pomysł, inwestycja itp., będą poddawane pod dyskusje i udział mieszkańców we współzarządzaniu. Nic o nas bez nas. Miastem, którego centrum należeć będzie do wszystkich, nie tylko do najbogatszych mieszkańców. Miastem silnych i zżytych społeczności lokalnych kierujących się pomocą wzajemną i solidaryzmem, gdzie więzi międzyludzkie staną się czymś głębszym, a nie jedynie hasłem. Poznań miastem w którym wszelkie inwestycje, nowe budynki itp. nawiązują do charakteru i swojskości miejsc w których się znajdują. Miastem, gdzie dba się o starą zabudowę, nie szpecąc jej wątpliwej urody "nowościami". Poznań miastem, gdzie użyteczność publiczna stawiana będzie na pierwszym miejscu. Miastem dla zieleni na ulicach, parków, placów zabaw, deptaków i ścieżek rowerowych. Miastem posiadającym zaplecze socjalne na dobrym poziomie. Popierającym rozwój życia kulturalnego i społecznego mieszkańców szczególnie poprzez łatwy dostęp do lokali komunalnych i wspieranie amatorskiej aktywności kulturalnej. Poznań miastem małego, rodzinnego handlu, usług oraz rzemiosła, miastem, gdzie nie straszą szklane wieżowce dla bogaczy, nie służące większości mieszkańców. Miastem o ograniczonym ruchu indywidualnego transportu, a stawiającym na rozwiniętą i nie zatłoczoną komunikację zbiorową. W
skład Porozumienia wchodzą: POROZUMIENIE
SPOŁECZNE "POZNAŃ MIASTO DLA LUDZI" Po
wielu tzw. "reformach i przekształceniach" przyszła kolej
na następny interes, na którym chcą zarobić różnej maści domniemani
właściciele, urzędnicy i politycy. Maszynka do robienia pieniędzy pomału
się rozkręca. Świadczą o tym znane już w każdym mieście "przekręty"
w kwestiach własnościowych. Zwiększa się ilość eksmisji, wchodzą już
w życie oraz planowane są nowe zmiany w prawie, znikają księgi wieczyste,
pojawiają się ni stąd, ni zowąd wpisy, fikcyjni właściciele, przekupni
urzędnicy, zamieszani prawnicy, sędziny itd.. Jedną z takich spraw jest
nieuregulowana własność kamienicy przy ulicy Sienkiewicza 6 w naszym
mieście. Właścicielem kamienicy był przed wojną kupiec Wincenty Jankowski. Podczas okupacji podpisał "Deutsche Volksliste" stając się tym samym zdrajcą narodu polskiego i obywatelem Rzeszy. Po wojnie majątki takie przejął Skarb Państwa. W kamienicy tej mieszka do dziś dnia najbliższy spadkobierca swego stryjecznego dziadka Wincentego - Robert Jankowski. Postanowił on odzyskać spadek po dziadku. Zatrudnił do tego słynnego, nie tylko w Poznaniu, prof. Andrzeja Redelbacha, autorytet prawny, reprezentant Polski w Strasburgu. Wygrał sprawę w tempie do pozazdroszczenia przez niejednego prawnika. Przy okazji ujawniły się nowe nazwiska spadkobierców. Jak na zawołanie pojawiła się pośród współwłaścicieli siostra prof. Redelbacha, która następnie połowę swojego posiadania podarowała dzieciom profesora. Jedna z rodzin tejże kamienicy otrzymała już nakaz eksmisji, a reszta lokatorów nie jest pewna własnego jutra. Ciekawe jest też, że sąd prowadził rozprawy dotyczące eksmisji,mimo iż rodzina ta nie ma zerwanego najmu przez MPGM, płaci regularnie czynsz i prowadzi spokojny tryb życia. Toczy się sprawa apelacyjna w związku z wydanym wyrokiem eksmisyjnym w Sądzie Rejonowym. W sprawę tą zamieszani są urzędnicy miejscy, którzy "nie dopatrzyli" formalności przy sprawdzaniu dokumentów związanych ze stanem prawnym kamienicy. O istnieniu takich dokumentów wiedzą mieszkańcy, którzy zaniepokojeni postanowili je sprawdzić. Ich istnienie potwierdziła prezes Sądu Okręgowego, prowadząca nadzór nad postępowaniami dotyczącymi tejże kamienicy. Sąd odnalazł w archiwum dokumenty potwierdzające ten stan rzeczy, jednak złożenie skargi przez GEOPOZ i wznowienie postępowania, dotyczącego uzgodnienia treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym, jak na razie nie zostało podjęte ( do tej chwili nawet nie ustalono terminu rozprawy). Oddalono natomiast wniosek GEOPOZ-u o zakazanie obrotu nieruchomością. Dojść może do sytuacji gdzie właścicielami staną się nabywcy w "dobrej wierze", którzy odkupią dom od spadkobierców. Dla mieszkańców w tej sytuacji i tak nic się nie zmieni, czeka ich los eksmitowanych. Jak na razie, żyją na walizkach. Protestujemy
przeciwko zmianom własnościowym dotyczącym mienia komunalnego, prowadzącym
do machlojek i korupcji. Protestujemy
przeciwko robieniu tego za plecami ludzi, których to dotyczy. Protestujemy
przeciwko eksmisjom. Protestujemy w sprawie mieszkańców kamienicy przy
ul.Sienkiewicza 6. Precz
z ignorancją władzy !!! Uważamy,
że mienie komunalne powinno przechodzić na własność mieszkańców. Tyle
mówiło się w tym kraju o uwłaszczeniu, został tylko pusty slogan i wyborcze
hasełko. Wpierw były zakłady pracy, a teraz domy, w których mieszkamy.
Żądamy rzeczywistego uwłaszczenia, uwłaszczenia wszystkich mieszkań. Żądamy
by były zarządzane samorządnie przez samych zainteresowanych czyli tych,
którzy je użytkują. Nie przez klikę prawników, urzędników, milionerów
i miejscowych polityków. Wzywamy do oddolnego samoorganizowania się,
do wspólnej walki, wspierania się i brania wreszcie we własne ręce tego
co dotyczy naszego życia. Uważamy, że szeroki ruch społeczny może położyć
kres machlojkom, może być skutecznym protestem przeciwko tym, którzy
niby lepiej wiedzą jak mamy żyć. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Później
może być już za późno! W Poznaniu są plany rozszerzenia tzw. Centrum,
między innymi tyczy się to części Jeżyc gdzie znajduje się wyżej opisana
kamienica. Po zmianie stosunków własnościowych, zmianie prawa i ustaw,
zgodnie z wymaganiami Unii Europejskiej, niewielu będzie mogło pozwolić
sobie na mieszkanie w tej części miasta. Zniszczy to zapewne istniejące
już społeczności lokalne i więzi międzyludzkie. Z pewnością wychodzi
się z założenia , iż bezkształtną masą rządzi się lepiej. Zawiązana
została grupa wsparcia w przypadkach jak wyżej, eksmisji oraz innych
nadużyć wobec lokatorów. Prowadzimy także spotkania na temat kontaktów
z mediami oraz organizacji protestu społecznego. Tekst
zamiesczony w TEJ - pismo poznańskich anarchistów |
|
|||